Manfred Klett: Von der Agrartechnologie zur Landbaukunst/pl

Aus BiodynWiki
Diese Seite ist eine übersetzte Version der Seite Manfred Klett: Von der Agrartechnologie zur Landbaukunst und die Übersetzung ist zu 97 % abgeschlossen sowie aktuell.

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9

Książka Manfrieda Kletta, pierwsze wydanie 30 czerwca 2021. Więcej książek tutaj: Literatura

Manfred Klett

Od agrotehnologii do sztuki uprawy ziemi

Istotne rysy biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi

Rolnictwo przyszłości

4

Wersja online w biodyn.wiki: © Copyright 2025 François Hagdorn, Wszelkie prawa zastrzeżone

Projekt okładki: Wolfram Schildt, Redakcja: Hans-Christian Zehnter, Claus Jahncke, Koncepcja ilustracji: Manfred Klett, Realizacja: Mathias Buess i Ivana Suppan, jeśli nie zaznaczono inaczej, Skład: Atelier Doppelpunkt, Johannes Onneken, Münchenstein, Druk: Beltz, Grafische Betriebe, Bad Langensalza

Wersja drukowana dostępna w wydawnictwie Verlag am Goetheanum, 2021, ISBN 978-3-7235-1668-3 www.goetheanum-verlag.ch

5

Dedykowane współzałożycielom wspólnoty gospodarczej Dottenfelderhof (1968)

oraz tym, którzy z własnej siły sądzenia, w tym samym duchu,

chcą nowej kultury rolnej i społecznej.
7

W bólu nasza

Matka Ziemia stężała.

Naszą misją jest

na nowo ją uduchowić,

przerabiając ją

mocą naszych rąk

w dzieło sztuki

pełne ducha.

Rudolf Steiner[1]
9

Spis treści

Część pierwsza 25

Część druga 199

Filar pierwszy:

Filar drugi:

Filar trzeci:

16
Manfred Klett podczas wykładu z geologii ze studentami Landbauschule Dottenfelderhof w roku 2009 © Copyright 2021 by Landbauschule des Dottenfelderhof.
17

Słowo wstępne

Niniejszą książkę «Von der Agrartechnologie zur Landbaukunst» można by określić jako podsumowanie dzieła życia Manfreda Kletta.

Manfred Klett, rocznik 1933, jest dziekanem ruchu biodynamicznego. Przez dziesięciolecia, obok praktycznej działalności i związanych z nią odpowiedzialności, podróżował po całym świecie jako mówca, wykładowca i rozmówca — ktoś mógłby go teraz wyobrażać sobie jako spokojnego starca na zasłużonej emeryturze. Ten obraz jednak myli, gdyż z zewnętrznego spokoju Manfred Klett wkracza raz jeszcze w przestrzeń publiczną z dziełem ogarniającym całość. A kto go zna, ten natychmiast wyczuwa, co nam tym razem daje w ręce: kwintesencję całożyciowego działania na rzecz rolnictwa przyszłości. Patrząc wstecz, zebrane plony życia są tu przeglądane i porządkowane — ustrukturyzowany przegląd tego, czym rolnictwo było i jest. Patrząc naprzód, mamy przed sobą wezwanie skierowane do następnych pokoleń w sensie kierunków pracy, wezwanie do uchwycenia tego, co rolnictwo nosi w sobie jako potencjał przyszłości.

Pierwszy podtytuł «Wesenszüge des biologisch-dynamischen Landbaus» można rozumieć jako syntetyczny opis treści. Tak, chodzi o rolnictwo biologiczno-dynamiczne, ale nie w sensie spojrzenia od wewnątrz, wewnętrznego porozumienia biodynamicznej wspólnoty ze samą sobą. Czy zatem chodzi o spojrzenie z zewnątrz? I to nie, bo z zewnątrz w tej rozprawie nic nie jest oglądane. Można by jednak powiedzieć, że chodzi o spojrzenie ‹na zewnątrz›. Spojrzenie, w którym to, co nazywamy ‹biodynamicznym›, jest badane poza ruchem i jego samookreśleniem, by w jego istotnych rysach odnaleźć coś z tego, czym rolnictwo z racji swego przeznaczenia jest. To duże roszczenie, które wymaga solidnego uzasadnienia. Niniejsze dzieło można czytać jako to uzasadnienie — i sądzę, że w intencji autora tak właśnie chce być czytane, zarówno pod względem treści, jak i stylu. Pod względem treści zawiera ono między innymi

  • historię rolnictwa w jego stosunku do kulturowego i świadomościowego rozwoju człowieczeństwa zachodniego
  • studium społeczno-gospodarcze dotyczące stosunku przemysłu do rolnictwa
  • naukę o organizmie rolniczym w jego trój- i czterostopniowości
    18
  • badanie nad «Indywidualnością Rolniczą»
  • w ramach trzech filarów uprawy roli — bodenbearbeitung, płodozmian i nawożenie — szczegółowe przedstawienie biologiczno-dynamicznych preparatów
  • podręcznik dla biodynamicznych rolników
  • podręcznik dla wspólnot gospodarskich i asocjatywnych inicjatyw w otoczeniu gospodarstw

Co do stylu, uzasadnienie to można w najlepszym sensie nazwać goetheanistycznym. Oznacza to: nie jest ono abstrakcyjno-logiczne i systematyczne, lecz orientuje się na fenomen. Biogram autora to życie dla biodynamicznego impulsu i razem z nim. Konkretne doświadczenia pracy i zasadnicze odkrycia myślowe należą do siebie. Przeżyte życie jest wzajemnym przeplataniem się jednego i drugiego, a niniejsza praca pozostaje wierna temu językowi życia. Konkretne doświadczenia praktyczne — czy to w polu, w oborze, czy na naradzie roboczej — i prafenomentalne sformułowania o glebie, zwierzętach domowych czy współpracy stoją blisko siebie. To zamierzone. Styl można określić jako ‹realno-idealny›. I jest on urzeczywistnieniem tego, co Manfred Klett w tytule nazywa «Landbaukunst» — sztuką uprawy ziemi. To, co realne, nie gubi się atomistycznie w szczegółach danych i faktów, a to, co idealne, nie rozpływa się w abstrakcyjności ogółu; jedno i drugie szuka się nawzajem i wzajemnie się przepaja, wznosząc się ku wyższej jedności — ta sztuka może być nazwana sztuką uprawy ziemi.

***

Spośród wielu tematów dwa są opracowane zaskakująco szczegółowo. Jeden kompleks tematyczny to społeczno-gospodarcza analiza aktualnego położenia rolnictwa. Krótko mówiąc: rolnictwo się zindustrializowało, nie mogąc nigdy być przemysłem. Tworzenie kapitału i rentowność kapitału są rolnictwu — o ile zachowuje ono jeszcze jakikolwiek związek z «ziemią» — obce w swej istocie. Za to właściwe mu jest to, co przemysłowi jest nieznane: nie zużywa ono swoich środków produkcji — gleby, roślin, zwierząt — w procesie produkcji, lecz je utrzymuje lub poprawia. To pozytywne bilansowanie w sensie domowego gospodarstwa życia Ziemi, w tym gospodarki wodnej i klimatycznej, jest jego właściwym wkładem do gospodarki narodowej; a autor prowadzi całe rozważanie w taki sposób, że ten ogląd doznaje oświetlenia z przyszłości. Albowiem przez to rolnictwu biologiczno-dynamicznemu przyroś­ta zadanie społeczno-kształtujące, które nie zostało jeszcze rozpoznane i ujęte w takim stopniu, jak przedstawia to niniejsza praca. Wsz­ys­cy

19

Cały świat szuka trwałego bilansu światowej gospodarki — tu wskazany jest punkt wyjścia, a zarazem wezwanie, by go rozwijać i wprowadzać do rozmowy.

Drugi obszar tematyczny to biologiczno-dynamiczne preparaty. Autor daje tym wyraz swemu przekonaniu, że niepozorne dodatki nawozowe są niezwykle istotne. Jeśli powiązać to z tytułem książki, można sformułować: preparaty są w szczególności «sztuką uprawy ziemi», są «istotą» biodynamicznej uprawy ziemi, i to właśnie one umożliwiają «rolnictwo przyszłości». Jak trzeba nakierować spojrzenie, by ta zamierzona intensywność uwagi na preparatach stała się zrozumiała? Kierunek spojrzenia Manfreda Kletta wyznacza zasadnicze odniesienie człowieka do przyrody. W tym odniesieniu dokonuje się na preparatach i poprzez nie odwrócenie biegunów brania i dawania: człowiek może dziś jako indywidualny człowiek z zasobu swej «duszy duchowej» twórczo, niczym artysta, wkraczać w wewnętrzny porządek przyrody — a ona, która zawsze go niosła i z której łona wyłonił się jako ziemska istota, może i chce zaufać temu dalej prowadzącemu kultywowaniu przez ręko-dzieło człowieka. To szerokie spojrzenie na preparaty należy do przekazanego tu rolniczego dziedzictwa. Mówi się tu nie mniej niż to: że licząca tysiące lat agri-kultura dzięki biologiczno-dynamicznym preparatom doznaje impulsu odnowy, który jako jedyny otwiera przed nią przyszłość.

Jest zdecydowaną wolą Manfreda Kletta, żeby ta książka została wydana i opublikowana w Goetheaneum. Sekcja Rolnictwa i Wydawnictwo Goetheaneum chętnie temu przychyliły. Sekcja Rolnictwa jest jako jedna z jedenastu sekcji integralnym składnikiem Wolnej Wyższej Szkoły Nauki Duchowej w Goetheaneum. Szkoła ta dąży do tego, by pracować wychodząc z antropozofii. Aktualnie rozumie ona siebie szczególnie tak, że chce artykułować się w bieżących wydarzeniach, by wnosić wkład w wielkie wyzwania współczesności. Przy tym w każdej dziedzinie fachowej chodzi o pytanie: Jak w całej technice i złożoności może poznanie człowieka jako «Anthropos» wskazywać orientację na przyszłość? I w każdym obszarze pracy chodzi też o pytanie: Jak mogą ludzie, którzy konkretnie pracują — na przykład w rolnictwie — pielęgnować badawcze usposobienie duchowe? Książka Manfreda Kletta doskonale wpisuje się w to nastawienie Szkoły. Po pierwsze

20

usiłuje myśleć rolnictwo we wszystkich jego aspektach konsekwentnie wychodząc od człowieka. Paradygmatyczne zdanie z Kursu rolniczego Rudolfa Steinera, «der Mensch wird zur Grundlage gemacht», staje się dla autora źródłem, przez które wiele z dawna znanych spraw ukazuje się w nowym świetle. Książka jest jednak również plonem życia, które zawsze stało również w praktyce czynnego i przedsiębiorczego rolnictwa i może tym samym być przykładem i inspiracją dla wielu rolników i rolniczek, by rozumieć siebie i działać jako badacze praktyki.

«Sztuka uprawy ziemi» — jako kierunek docelowy widnieje w tytule książki, i można się zapytać: Czy to ma przynieść rozwiązanie dla wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi, erozją gleby, żywieniem świata? Odpowiedź może brzmieć: Tak, gdyż sztuka, sztuka uprawy ziemi oznacza: Każda i każdy ze swoim indywidualnym zaangażowaniem, na swoim zupełnie szczególnym miejscu przeżywa niezastąpiony wkład. Każde gospodarstwo, każde miejsce, gdzie pracuje się w sensie tej książki, jest reprezentantem ziemi, która jest nam powierzona do kultywowania.

Książka ukazuje się w 2021 roku. Pozwalam sobie polecić ją czytelnikom i rozumieć jako preludium do stuletnich wydarzeń Kursu rolniczego Rudolfa Steinera z 1924 roku w Koberwitz. Stoimy u końca pierwszego stulecia biologiczno-dynamicznego rolnictwa. I tym samym powstaje pytanie: Co należy teraz czynić w drodze ku drugiemu stuleciu działania biologiczno-dynamicznego impulsu? Stoimy dziś przed częściowo trudnymi realiami w gospodarstwach i w sprzedaży. Znamy jednak również zasady i podstawowe myśli z antropozofii, z których wychodząc możemy mieć nadzieję, że nie rozbijemy się o te realia. Mamy możliwość rozwijania siebie i rolnictwa z przyszłości i w ten sposób nie tylko doprowadzać problemy rolnictwa do rozwiązania i otwierać jego przyszłość, lecz również pozyskiwać impulsy przyszłości dla przyrodniczej strony świata i społecznego kształtowania ludzkiego życia. Do tego wzywa nas Manfred Klett.

Dla Sekcji Rolnictwa przy Goetheaneum

Ueli Hurter

21

Przedmowa

Żaden okres pokoju w nowszej historii nie utrudnił człowiekowi w takim stopniu jak obecny tego, by prowadzić gospodarstwo rolne zgodnie z jego najgłębszymi, ziemsko-kosmicznymi prawami życia i czynić je zdolnym do przyszłości. To stwierdzenie może zdumiewać, skoro istnieją przecież subwencje i chętnie rosnący rynek ekologiczny. I czyż nie stały się gospodarstwa ekologiczne miejscami zakupów i spotkań? Tak, bez wątpienia! Wszystko to zasłania jednak rozległy deficyt, który opanowuje życie społeczne. Na trzech obszarach jest on odczuwalny egzystencjalnie:

  1. Pomimo wszelkich wspaniałych poznań na temat przyrody i bogactwa jej zjawisk człowiek żyje dziś w stosunku do niej w niespotykany dotąd oderwany, wyemancypowany sposób. Fenomeny wspaniałości stworzenia, leżące przed oczami, wymykają się z pola widzenia. Staje się to w pełni jasne dopiero wtedy, gdy z zasobu wiedzy, który dziś można posiadać, usiłuje się ukształtować kawałek ziemi jakiegoś gospodarstwa rolnego w żywą całość. Zauważa się, że pojęcia nie przystają do rzeczywistości, w którą się wchodzi pracując. Są wobec niej martwe, gdyż odnoszą się wyłącznie do tego, co fizyczno-nieorganiczne. To, co można z tymi pojęciami czynić, to zakładać obok przyrody królestwo: królestwo technologii. Dzięki nim człowiek grozi sobie całkowitym wyłączeniem się z przyrody; ustawia się obok niej jako widz, steruje z zewnątrz i jest na drodze do całkowitego przekazania swej funkcji sterowania «inteligentnemu», samo się sterującemu cyfrowemu systemowi. Poprzez swój świat pojęć tworzy duchowo-duszewnie w sobie samym i w przyrodzie wokół siebie pustynię. Wtedy dręczy go pragnienie i może pojawić się pytanie, jak ożywić własne myśli tak, by nie pozostawały martwym odwzorowaniem tego, co zmysłowo uchwytne, lecz stawały się przeniknię­tymi duchem, przeżytymi ideami, które odnoszą się do istotowego bytu wokół nas. Jaką drogą ćwiczeń trzeba kroczyć w myśleniu, czuciu i woli, by z pełną świadomością móc zbudować most ponad przepaścią między przeżywaniem siebie jako własnej odrębności a przyrodą, byciem-w-świecie? Gdzie są ludzie, którzy troszczą się o takie możności ideowe, gdzie wiele rąk, które z tych idei wychodząc chcą ukształtować kawałek ziemi w mały wszechświat, w organizm gospodarstwa rolnego? Dokonanie tego jest aktem artystycznym, i to w dwojakim sensie: uświadomić sobie ducha, który zastygł w dzieło sztuki przyrody, i z tej
    22
    ducho-postawy łączyć ludzi we wspólnoty inicjatywne, które z własnej siły kształtują gospodarstwa rolne jako dzieła sztuki nowego, ku przyszłości otwartego rodzaju. Tam, gdzie coś takiego nawet w zaczątkach się dzieje, opadają mury cywilizacji.
  2. Rolnictwo jest dosłownie przytłaczane przez powódź ustaw, rozporządzeń, obciążeń, regulacji, kontroli. Ta gąszcz prawa zaciska się coraz ciaśniej i gmatwaj z każdą katastrofą, którą wywołuje błędne postępowanie w uprzemysłowionym intensywnym rolnictwie (biocydy)[2] lub w hodowli masowej (np. BSE)[3]. Ten przymus ku wybujałemu biurokratyzmowi, który dotyka wówczas wszystkich, hamuje własną inicjatywę, by kształtować prawo czynnie. Nie pozwala wyrosnąć zaufaniu — duchowej substancji prawa żywego od człowieka do człowieka. Ma się na oku jedynie siebie i mija się z tym, co drugie. Prawo staje się rodzajem «technologii kurateli». Jeśli jednak uda się na miejscu, poprzez wspólnie pielęgnowane tworzenie idei, rozbudzić wolę do działania, poczucie prawa zyskuje pokarm. Uczy się odczuwać, co jest prawem w konkretnej współpracy wspólnoty gospodarstwa — jak stosownie do zdolności wznosi się struktura pracy, jak kształtuje się własność odnośnie do ziemi i kapitału, jak prawa do dochodu i zamieszkania i tak dalej. Znowu otwiera się pole ćwiczeń, tym razem pole czucia, dzięki któremu wspólnota uczy się budować społeczne dzieło sztuki bezinteresowniej, z większym zaufaniem. W krokach rozwoju promieniuje na zewnątrz i napełnia życiem poczucie prawa ludzi również w obrębie gospodarstwa rolnego.
  3. Na polu gospodarczym rolnictwo stoi pod presją anonimowych, dyktujących ceny rynków — technologii kalkulującego egoizmu. Obcy jej, z natury jej rzeczy, ogromnie wysoki zapotrzebowanie kapitałowe dotyczące zakupu środków produkcji (takich jak maszyny, środki nawozowe, paszowe, do uprawy roślin i leczenia zwierząt, biocydy, energia itd.) zmusza je do jednostronnej, obciążającej środowisko produkcji masowej, która z kolei obniża ceny, wyzwala ogólnoświatową konkurencję wypierającą, sprzyja globalizacji rynków rolnych i jest odpowiedzialna za klęski głodu w krajach trzeciego świata. Rolnictwo, wiszące
    23
    na sznurku interesów kapitałowych, jest wyobcowane z siebie samego; jest wskroś skomercjalizowane. Znaleźć drogi i środki, by wyrwać się z tego więzienia, stanowi dziś dla każdego gospodarstwa rolnego największe wyzwanie. Przełamanie tych murów może się udać, gdy gospodarstwo stowarzysza się gospodarczo z przetwórstwem, handlem i konsumentami w regionie. Tutaj otwiera się trzecie, całkowicie ku przyszłości skierowane pole ćwiczeń w sferze społecznej. Spojrzenie rozszerza się poza granice gospodarstwa w otoczenie społeczne. Szuka się i znajduje partnerów gospodarczych, którzy są gotowi postawić swoją działalność gospodarczą w służbę asocjatywnego współdziałania i ukierunkować ją na dobrobyt wszystkich uczestniczących. Celem dążenia jest, wychodząc od gospodarstwa i w regionalnych ramach wśród partnerów gospodarczych, tworzyć z asocjacji dzieło sztuki «braterstwa». Chodzi o sztukę uczenia się wspólnotowego myślenia obrazowego o gospodarcze stanach faktycznych w ich związkach, w procesie kształtowania poczucia wspólnoty. Wyraża się ona w kulturze umów bezinteresownego obcowania z myślą o regionalnym zaspokajaniu potrzeb i znajdowaniu ceny odpowiadającej wartości.

Rolnictwo XX/XXI wieku staje się coraz bardziej kwestią ekologiczną, a wykraczając poza nią – kwestią kształtowania Ziemi, w sensie słów Novalisa: «Jesteśmy powołani do kształtowania Ziemi».[4]Zarazem jednak, i jeszcze mało w swej ogromnej doniosłości rozpoznana, jawi się ona dziś – ogarniając całe życie cywilizacyjne – jako kwestia społeczna. To ona domaga się głośno przemiany zmysłów w świadomości człowieka wobec rzeczy i istot przyrody. Człowiek wyrósł ze stworzenia ku samodzielnej, wolnej twórczości. Czy chce to «uznać za prawdziwe» i odpowiednio działać? Czy chce, zamiast służyć jedynie sobie, bezinteresownie i odważnie wkraczać w wyłom dla innych i dla czegoś innego? Rolnictwu – takiemu, jakim stało się pod dominacją racjonalnej technologii i jakim coraz bardziej obiecuje być pod prądem cyfrowego sterowania – brakuje impulsów odnowy kultury. Lecz ci, którzy mają odwagę prowadzić gospodarkę biologiczno-dynamiczną, podążając za własnymi spostrzeżeniami, zauważą wkrótce, że z zarodkowych zalążków wyspowo rozkwita nowa kultura, która promieniuje. Będą wtedy przepełnieni pewnością, że obrany kierunek, choćby jak wiele przeszkód się

stawiało na drodze – może nawet z czysto mieszczańskiej małoduszności i odwrócenia ku przeszłości – jest tu i teraz do przejścia.

24

Niniejsza książka chce wskazać na wewnętrzne i zewnętrzne kroki tej drogi, takie, jakie rysują się przed tym, kto stara się je przebyć – czerpiąc z poznań antropozoficznej nauki duchowej – w biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi. Na tej drodze przeżywa się siebie jako stale stojącego na początku. Idee zdobyte z nauki duchowej są gwiazdą przewodnią codziennej pracy, to, co osiągalne, jest fragmentaryczne w obrębie pewnego rozwoju, którego owocność dopiero odsłania twórczą moc tych idei, a tym samym ich prawdziwość. Jedynie w pracy prowadzonej przez idee tkwi źródło przeżycia prawdy. Staje się przy tym świadomym tej rzeczy, że dążenia biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi nie są czasowo uwarunkowaną alternatywą jak inne wobec chemo-technicznego rolnictwa, lecz że nawiązują, w sensie dziejów świadomości, do czerwonej nici, która w nieprzerwanej metamorfozie przeciąga się przez historię przedchrześcijańskich wielkich kultur, jak również przez wieki po Przełomie Czasów aż do dziś. Kto to sobie uświadomi, temu idea rozwoju ożywa. Własny ideał napełnia się pewnością poznania; czuje się siebie samego jako wstępującego w zadanie, które impulsuje do tego, by uchwycić tę czerwoną nić i splatać ją ku przyszłości – w świadomym ćwiczącym przezwyciężeniu wspomnianej na wstępie przepaści emancypacyjnej między człowiekiem a światem.

Dottenfelderhof, jesień 2020

Manfred Klett

25

Część pierwsza

27

Polarność przemysłu i rolnictwa

Patrząc na sytuację rolnictwa nie tylko w skali europejskiej, gdzie zachodniochrześcijańska uprawa ziemi była niegdyś dźwigarem kultury, ale i w skali całej Ziemi, nie popełnia się błędu w ocenie, że utraciło ono swoje dawne znaczenie kulturotwórcze i stało się w ostateczności swego rodzaju ciężarem cywilizacyjnego rozwoju. Nadmiar faktów składa o tym świadectwo. Rolnictwo jako niosący kulturę impuls, który rozprzestrzenił się i przeżywił w największej różnorodności ponad krajami i ludami Ziemi, ustąpiło cywilizacyjnej uniformizacji. Jako niosący element kultury ludzkości popadło w śmierć. Ilekroć coś umiera, skierowane jest do współczesnych wezwanie, aby stali się świadomymi takiej śmierci, jej okoliczności oraz możliwości rozwojowych, które mogą wyrastać z tej śmierci jako nowe zarodki życia. Człowiek przebudzony do samoświadomości potrzebuje przeżycia progu ku śmierci. Dopiero śmierć budzi i wyzwala poznający wzrok dla pytań, jakie wglądy należy zdobyć, jakie warunki stworzyć, aby mogło powstać nowe życie i stawanie się, niejako zmartwychwstanie ku nowej funkcji dźwigara kultury.

Te pytania podjęły nauki, co prawda z pominięciem człowieka, który właśnie te pytania stawia, w bardzo ograniczonym stopniu. Z sięgającego w najdalszy szczegół badania czysto fizycznej, obliczalnej części rzeczywistości całości przyrody wyrosły potężne sukcesy materialno-ekonomiczne, które coraz głębiej wciągały ludzi w moc naukowo ugruntowanych technologicznych sposobów produkcji. Niepostrzeżenie rolnictwo chłopskie popadło w cichej rewolucji społecznej najpierw powoli, a od lat sześćdziesiątych XX wieku wielkimi krokami, w industrializację, a tym samym w swoją kulturową śmierć.

W przeczuciu tego rozwoju, na początku XX wieku, u nielicznych jednostek obudowała się wola, by szukać dróg reformowania rolnictwa ze źródeł właściwych mu praw życia, z właściwego mu etyczno-moralnego fundamentu. Kościół był co prawda jeszcze we wsi, ale jego moc słabła, by móc być nadal duchowo-moralnym towarzyszem drogi dla chłopa, na drodze ku nowoczesności, ku wolnemu samookreśleniu, a tym samym przy obchodzeniu się z nowymi technicznymi możliwościami. Wśród nielicznych byli jeszcze nieliczniejsi, którzy ze swojej praktyki zawodowej dochodzili do konkretnych pytań o metamorfozę

28

metamorfozy Starego w Nowe, Przyszłe. Z tymi pytaniami zwrócili się do Rudolfa Steinera (1861–1925), twórcy antropozoficznej nauki o duchu, z prośbą o wskazanie dróg ku odnowieniu rolnictwa w przyszłości. Tej prośbie wyszedł naprzeciw kurs wygłoszony w czasie Zielonych Świąt 1924 roku, który w ramach Dzieł zebranych Rudolfa Steinera nosi tytuł «Duchowo-naukowe podstawy pomyślnego rozwoju rolnictwa»[5]. Kurs odbył się na dworze Koberwitz (dziś Kobierzyce) koło Wrocławia w Śląsku.[6] W ośmiu wykładach kieruje się spojrzenie na związki idei, które zdolność twórczą człowieka wzywają do działania w dwóch kierunkach. Po pierwsze ku wnętrzu: próbując myśleć te idee nauki o duchu obrazowo i przez myślenie uczynić z nich przeżycie. Po drugie ku zewnętrzu: próbując z tego przeżycia idei kształtować naturę pewnego miejsca ziemi, ponad jej naturalną daność, ku całości rolnictwa. Takie podejście zakłada badawcze usposobienie duchowe: zarówno wobec tego, co zmysłom jawi się jako przyrodnicza podstawa gospodarstwa, jak i wobec tego, co jako wynik badania duchowego otwiera się myślącemu świadomości. Ta naukowa gesinnung otwiera świat faktów natury zmysłowej i nadzmysłowej, a zarazem kontekst ich wzajemnych powiązań. W skupieniu się nad takimi kontekstami powiązań — na przykład między słońcem a chlorofilem, rytmami Księżyca a zjawiskami pogodowymi, kwiatem a zapylającym go owadem, dżdżownicą a tworzeniem się próchnicy — budowana jest wewnętrznie gleba przeżycia, z której wyrastając każde działanie może stać się aktem artystycznym. W tym sensie praktyka rolnictwa zorientowanego antropozoficznie jest wskroś artystycznym dzianiem się: wewnętrznie wypracowane przeżycie idei przechodzi przez most pracy ku zewnętrznemu ucieleśnieniu. To, co Rudolf Steiner wykłada w «Kunst und Kunsterkenntnis»[7], daje się ująć skrótowo w tę formę: Sztuka jest wówczas, gdy to, co zmysłowe, żyjące w oglądzeniu, i — w nim ukryte — to, co nadzmysłowe, uwewnętrzniają się w głębi duszy ku przeżyciu i z tego przeżycia przedstawiają się w czymś zewnętrznym. W ten sposób sztuka wyrastając

29

z duszy człowieka. «Zdolnymi się staną ludzie do tego, by tworzyć coś, co wzbogaca Ziemię, co jest na Ziemi nowe, czego bez twojej zdolności [artysty; uwaga autora] by nie było, co jest jak nasienie przyszłości na Ziemi.»[8]

Żyzność gleby jest na przykład zwierciadłem tego, jak szczegółowo, a zarazem jak całościowo żyją we mnie idee, które tworzą trzy filary prawdziwej kultury glebowej, mianowicie: uprawa roli, płodozmian i nawożenie.[9] Ten przykład daje się rozszerzyć na całość gospodarstwa. Jest ona zwierciadłem tego, jak żywy jest obraz kształtu gospodarstwa we wspólnocie pracującej w danym miejscu, i tak samo można to sprecyzować aż do każdego pojedynczego chwytu w obcowaniu z ożywioną i uduchowioną przyrodą.

Z przekształcenia wyników nauk przyrodniczych powstaje technika. Jest ona wytworem ludzkiego ducha wynalazczości oraz stosowania praw, substancji i sił działających w martwej, to znaczy czysto fizycznej przyrodzie. Czysto techniczne postępowanie przerywa stosunek wzajemny, który mamy w pracy — częściowo świadomie, częściowo nieświadomie — do rzeczy i istot; rytm pracy maszyny jest odgórnie ustalony i w swoich zadanych granicach powszechnie obowiązujący. Wymyka się on ludzkiemu przeżywaniu i tym samym zamyka bramę do ćwiczenia i uprawiania rzemieślniczej sztuki, która tworzy most ku ożywionej i uduchowionej przyrodzie.

O tyle, o ile technika rozdziela, redukuje i podnosi roszczenie powszechnej ważności, o tyle sztuka łączy, szanuje wielość powiązań i jest tym prawdziwsza i płodniejsza, im bardziej indywidualnie do dzieła przystępuje.

Wprowadzenie techniki do rolnictwa od XIX wieku pociągnęło za sobą wstrząsy społeczne największej miary. Technika odciążyła ludzi od ciężkiej pracy, lecz przez to wyracjonalizowała zarazem poza procesem pracy znaczną część wiejskiej ludności. Podniosła produktywność przez jednostronne systemy upraw i hodowli zwierząt, a jako trwały skutek uboczny wywołała na scenę globalną problematykę środowiskową; krótko mówiąc, technicyzacja — idąc za własną dynamiką — torowała drogę globalnej industrializacji rolnictwa i międzynarodowej konkurencji, a tym samym upadkowi cen rolnych. Koszty olbrzymich, ogólnoświatowych szkód środowiskowych,

30

które przy tym powstają, nie są nakładane na sprawcę, lecz na ogół; zostają uspołecznione.

Chłopstwo, jeszcze zakorzenione w ludowości, budziło się do samoświadomości, a tym samym do samostanowienia — na przykład w wyborze dróg zawodowych — z niemal stuletnim opóźnieniem w stosunku do ludności miejskiej.

Ludność chłopska podążyła za dążeniem do wolności, by uwolnić się od przywiązania do przyrody i od prowadzenia przez ducha narodowego (który wyrażał się w ludowościach i w artystycznym piętnie dusz ludowych), aby w nowoczesności z podziałem pracy — podobnie jak wcześniej proletariat — podjąć mozolną drogę odnajdywania siebie. Wymieniła dawne zadomowienie w nurcie tradycji ludowości i dusz ludowych na kuszące i zarazem wymagające oferty nowoczesności z podziałem pracy. W powstałą w ten sposób duchową próżnię na wsi wdarł się z mocą potopu agrarindustrializm w drugiej połowie XX wieku nad resztą ludności chłopskiej, z nieuchronną konsekwencją zrównania metod rolniczych z metodami produkcji przemysłowej. Przez to zrównanie zostały stworzone fakty, które każdego rolnika — przy pewnej refleksji nad sobą — mogą prowadzić do doświadczeń granicznych, do przeżycia samemu sobie stworzonych sprzeczności, dających powód do pytań poznawczych. Jedno takie pytanie poznawcze, stawiane na nowo wyłącznie z rozdwojenia praktyki życia, brzmi: czy warunki wytwarzania w rolnictwie są takie same jak w przemyśle, czy też istnieje tu zasadnicza różnica? Odpowiedź na to pytanie daje się znaleźć jedynie z charakterystyki czynników przemysłowego sposobu produkcji w porównaniu z rolniczym.

Warunki wytwarzania w przemyśle i rolnictwie

U punktu wyjścia przemysłowego tworzenia wartości stoi duch wynalazczy człowieka. To zrodzone z myślenia idee sprawiają, że wyizolowane z kontekstu przyrodniczego prawa natury, substancje i siły przyrody nieożywionej wchodzą we wzajemne oddziaływanie poprzez ludzką pracę w taki sposób, że poza stworzoną przyrodą powstają produkty (maszyny, nawozy, biocydy), które następnie jako towar trafiają do obiegu gospodarczego.

31

Perspektywa sukcesu wynalazku skłania bank do udzielenia kredytu na utworzenie zakładu produkcyjnego. Oznacza to, że duch człowieka (idea) tworzy kapitał, a ten zastyga na drodze pracy w postaci budynków, środków produkcji, surowców, energii itd. Max Weber – niemiecki ekonomista i socjolog (1864–1920) – stwierdził: «Martwa maszyna to zastygły duch».[10] Duch zaś dąży dalej do urzeczywistnienia wynalazku; daje impuls do pracy. Dopiero poprzez pracę powstaje zakład produkcyjny, a w nim, w różnych etapach pracy, wytwarzanie produktu. To charakteryzuje przemysłowy proces produkcyjny, że wartości powstają wyłącznie dzięki temu, że duch wynalazczy określa przebieg ludzkiej pracy i modyfikuje ją na różnorodne sposoby, przy czym zewnętrznego wyrazu tego ducha należy szukać w różnorodnej konfiguracji kapitału.[11] Przyroda w formie surowców i energii schodzi przy tym tym bardziej na dalszy plan, im więcej ludzkiej inteligencji wpływa na proces produkcyjny, a więc im bardziej dzieli się on na etapy pracy. Podział pracy działa ponadto obniżająco na koszty wytwarzania towarów, a tym samym jeszcze bardziej sprzyja pędowi do ekspansji przemysłu i rzemiosła, aż po komercjalizację wszystkich usług. Kapitał powstaje z jednej strony dzięki duchowi wynalazczemu człowieka i podziałowi pracy, z drugiej strony sprawia on, że podział pracy rozrasta się bez miary. W konsekwencji przemysłowy proces produkcyjny grozi całkowitą emancypacją od przyrody i, na drodze cyfryzacji, od pracującego człowieka. Staje się on przemożnym biegunem przeciwnym dla rolnictwa i grozi rozerwaniem obu barier, które mają go utrzymywać w rozsądnych granicach, a mianowicie przyrody i porządku prawnego.

Proces produkcyjny kończy się wytworzeniem towaru, w który weszła wyjściowa idea wynalazcy oraz wiedza i umiejętności wielu ludzi w dzisiejszym, ogólnoświatowym podziale pracy. Praca kierowana przez kapitał, czyli zastygłą ideę, zmaterializowała się w produkcie końcowym i nadała mu wartość, która w wymianie wartości na rynku otrzymuje cenę. Biorąc pod uwagę czynniki tworzące wartość – ostatecznie jest to praca kierowana przez ducha – cena nie jest obliczalna. Jej powstawanie podlega nieprzewidywalnościom i zafałszowaniom, które mają swoją przyczynę w szczególności w tym, że ziemia i grunt, kapitał oraz praca ludzka są postrzegane jako towar handlowy i tym samym jako

32

czynnik kosztowy włączane w kształtowanie cen. Niemniej jednak ceny stają się pozornie – i dalekie od rzeczywistej wartości produktów – obliczalne przez to, że wszystko, co wchodzi w skład produkcji, jest pomyślane jako towar, a tym samym staje się czynnikiem kosztowym, który można wyrazić w wartości pieniężnej. W ten sposób w cenę produktu przemysłowego wchodzą wszystkie koszty produkcji, włącznie z kosztami pracy i rezerwą, stawką amortyzacyjną, dzięki której zużyty kapitał produkcyjny (zużycie maszyn itp.) może być refinansowany i zmodernizowany.

Dla przemysłu obowiązuje zasada, że środek produkcji nie odnawia się sam. Miejsce jego wytworzenia jest oddzielone od miejsca jego działania. Przemysłowy proces produkcyjny zużywa skończone zasoby surowców i energii; wytwarza odpady, a same środki produkcji podlegają zużyciu i rozkładowi. Powstają śmieci, które, o ile nie da się ich przy wysokich kosztach zawrócić do obiegu energii i surowców, gromadzą się na ziemi jako hipoteka na odległą przyszłość (np. odpady atomowe), obciążają wodę i powietrze oraz wyprowadzają z równowagi bilans cieplny. Przemysłowej produkcji wyznaczone są granice wzrostu, jej bilans energetyczny i surowcowy jest ujemny. Im mniejszy udział przyrody w produkcji przemysłowej, im bardziej więc ludzka inteligencja dominuje w procesie wytwarzania, np. w przypadku produkcji chipów komputerowych, tym bardziej podzielony na etapy jest ten proces i tym bardziej niezależna od lokalizacji staje się produkcja. Teoretycznie produkty wysokotechnologiczne mogłyby być wytwarzane w dowolnym miejscu na ziemi – np. na sztucznej wyspie na morzu – i stamtąd pokrywane byłoby światowe zapotrzebowanie na te produkty.

Rolnictwo, biegunowo przeciwnie do przemysłu, jest osadzone w całym gospodarstwie natury, w «Oikos». Tworzenie wartości jest dziełem przyrody. Z wzajemnych relacji między przyrodą nieożywioną (fizyczną), ożywioną i udusznioną oraz pod wpływem oddziaływań kosmosu we wszystkich rytmicznych procesach, powstaje jako jej dzieło twórcze ziarno zboża, marchew, mleko itd., i to w ścisłym powiązaniu z miejscem. Przyroda jest producentem, człowiek dołącza i poprzez swoją pracę kieruje jej siłą twórczą. Środkami produkcji nie są maszyny, traktor, kombajn itd. – te jedynie zastępują i zwiększają wydajność ludzkiej ręki i zwierzęcej siły pociągowej – lecz żyzna gleba, rośliny owocujące i dostarczające pożywienia oraz zwierzęta gospodarskie z ich różnorodnym wkładem. W sensie przenośnym to one stanowią kapitał produkcyjny rolnictwa.

33
Abbildung 1: Die Polarität der Erzeugungsbedingungen in Industrie und Landwirtschaft.
34

Są one tym bardziej produktywne, ilościowo i jakościowo, im bardziej w każdym gospodarstwie pozostają we wzajemnie wspierającej się relacji. W sposób naturalny łączą się w biocenozy, mniejsze i większe biotopy.

Wysiłkowi pracy i ducha człowieka pozostawione jest ukształtowanie tego, co naturalnie uwarunkowane, w wyższą całość, w możliwie zamknięty w sobie organizm – w gospodarstwo rolne. Z perspektywy kosmiczno-ziemskich warunków wytwarzania w rolnictwie, z konieczności wynika z nich zasada kształtowania wielorako członowanego organizmu. Stanowi on w całości środek produkcji rolnictwa i tym samym stoi w biegunowej opozycji do środka produkcji przemysłu, czyli mechanizmu. Mechanizm opiera się na jednostronności, organizm na wszechstronności.

Jeśli rozpozna się i doceni pełny zasięg polaryzacji warunków wytwarzania w przemyśle, które wynikają z ducha człowieka, oraz tych w rolnictwie, które są nieodłączne dla przyrody, to w rolnictwie, ściśle rzecz biorąc, nie może być tworzony kapitał. To bowiem, co poprzez siłę duchową człowieka jest wkładane w pracę nad przyrodą, nie zastyga w środek produkcji, który jak maszyna staje obok przyrody; nie izoluje się i nie rekombinuje surowców, energii i praw natury z ich przyrodniczego kontekstu. Wysiłek duchowy polega wręcz przeciwnie na myśleniu pojęcia zamknięcia organicznej całości, a wysiłek pracy na porządkowaniu i wprowadzaniu we wzajemne oddziaływanie sił produkcyjnych działających w przyrodzie. Jeśli gospodarstwo rolne kształtuje się zgodnie ze swoimi warunkami wytwarzania, jest ono nieustannie stającą się całością, która obejmuje działającego człowieka i która reprodukuje się sama w procesie produkcji. Tworzenie kapitału w rolnictwie, mówiąc w sensie przenośnym, należy zatem szukać przede wszystkim w procesie czasowym, a mianowicie w zachowaniu i rozwoju środków produkcji, gleb uprawnych, roślin uprawnych i zwierząt gospodarskich w kontekście nadrzędnej całości organizmu gospodarstwa.

Przemysł i rolnictwo mają się do siebie jak technologia do sztuki. Czysto technologiczne podejście dąży do techniki regulacyjnej, do automatyzacji. Człowiek stoi na zewnątrz procesu produkcyjnego lub czyni się całkowicie zbędnym. Rolnictwo jednak, w swej najgłębszej istocie, jest sztuką właśnie przez to, że pracujący człowiek w pełni po ludzku, z całą siłą swojej duszy świadomości, oddaje się w służbę

35

siłom produkcyjnym przyrody. Rolnictwo potrzebuje pracującej ręki, wręcz wielu rąk; przemysł potrzebuje ducha wynalazczego i kapitału, który organizuje siłę roboczą człowieka w systemie podziału pracy lub czyni ją całkowicie zbędną.

Z rolnictwa pochodzą produkty, przede wszystkim środki spożywcze, na które każdy człowiek ma codzienne zapotrzebowanie. Na rynku wchodzą one w stosunek wartości z towarami przemysłowymi, tj. wytworzonymi w systemie podziału pracy, co odbija się w cenie. Cena produktu przemysłowego wraz z postępującym podziałem pracy podlega potanieniu. Jeśli już ta cena, ze względu na zmienne warunki środowiskowe, klęski szkodników itp., nie jest obliczalna, to proces kształtowania cen produktów rolnych pozostaje całkowicie w mroku. Przecież uzdolnienie, tj. siła twórcza każdego organizmu gospodarstwa rolnego, jest inna. Bez wyrównania cen w ramach gospodarczych zrzeszeń asocjacyjnych, w których «wartość towaru jest określana przez ich wzajemny stosunek»12, każde gospodarstwo musiałoby mieć swoje własne ceny rynkowe. W rzeczywistości jest to w przybliżeniu praktykowane w ruchu CSA.13

Przede wszystkim obowiązuje zasada, że rolnictwo w porównaniu z przedsiębiorstwem przemysłowym z konieczności produkuje drożej, ponieważ obniżająca koszty zasada podziału pracy jest sprzeczna z jego warunkami wytwarzania, czyli wielością w całości. Próbuje się tego uniknąć, przechodząc na przemysłowy sposób produkcji. Całość organizmu gospodarstwa jest w tym celu rozbierana, dzielona na części. Każda część staje się sama w sobie, przy znacznym nakładzie kapitału, przemysłowo-rolniczym pojedynczym przedsiębiorstwem, które w pozornie obliczalnych warunkach ramowych, wysoce wyspecjalizowane, produkuje masowo i, bezkonkurencyjnie tanio, dominuje na rynku. To potanienie jest jednak złudzeniem, ponieważ koszty następcze, wynikające ze zniszczenia środowiska i pogorszenia wartości odżywczej produktów, a także koszty subsydiów – subsydiowanego nierozsądku – są, z pominięciem rynku, obarczane na ogół społeczeństwa. Gdyby te ukryte koszty doliczono do ceny producenta przemysłowego[12][13]

36

rolnictwa, straciłoby ono swoją przewagę na rynku; na jaw wyszedłby fakt wytwarzania przez nie pozornych wartości.

To, jak kształtuje się cena w rolnictwie, jest zjawiskiem okultystycznym, które zaczyna się nieco rozjaśniać dzięki dążeniom takim jak «free-trade» – nie mylić z umowami o wolnym handlu – lub też w przypadku wspólnot producentów i konsumentów. Cena produkcji pierwotnej jako takiej nie jest obliczalna; czynnikami określającymi wartość dla cen pierwotnej produkcji rolnej są:

  • Naturalne uzdolnienie w odniesieniu do wzajemnych oddziaływań czynników lokalizacyjnych: ziemi, wody, powietrza i ciepła oraz geomorfologicznego kształtu krajobrazu.
  • Naturalne uzdolnienie w odniesieniu do sił twórczych, które tkwią w istotach przyrody (roślinach, zwierzętach itd.) i ich skuteczności w rytmach biegu roku.
  • Praca człowieka kierowana ideą.
  • Umiarkowane dostosowanie przez człowieka wszystkich organów do całości organizmu gospodarstwa.

Dzięki współdziałaniu tych czynników powstaje, biegunowo przeciwnie do tworzenia wartości w przemyśle, obiektywna wartość produktów, takich jak pszenica, mleko, chleb, ser itd. Cena byłaby sprawiedliwa, gdyby odpowiadała tej obiektywnej wartości lub przynajmniej się do niej zbliżała. Ale jak uchwycić tę cenę?

Ponadto tworzenie wartości w pierwotnej produkcji rolnej jest determinowane przez dwie właściwości: po pierwsze, przez zdolność do odtwarzania samej siebie w procesie produkcji, a po drugie, przez zdolność do stawania się pożywieniem dla ludzi i zwierząt. Ziarno pszenicy, na przykład, jest wraz z glebą, w którą jest siane, środkiem produkcji dla następnych zbiorów, a jednocześnie jest zbożem chlebowym. Krowa reprodukuje się sama w cielęciu, a z tym procesem związana jest jej zdolność do dawania więcej mleka, niż jest to konieczne do odchowania cielęcia. Środki produkcji rolnictwa mają właściwość samoodtwarzania się w procesie produkcji i jednoczesnego stawania się pożywieniem dla ludzi i zwierząt. Do rolnika należy takie kształtowanie warunków uprawy i hodowli, aby obie te zdolności w procesie produkcji trwale utrzymywały równowagę na wysokim poziomie. Oznacza to, że musi on tu i teraz uprawiać pszenicę itd., hodować krowę itd., karmić, pielęgnować i rozmnażać w taki sposób, aby te środki produkcji tego, co żywe, zachowały swoje szczególne właściwości aż po daleką przyszłość

37

lub nawet mogły nabyć nowe, odpowiednio do zmieniających się potrzeb żywieniowych.

Ten fakt przede wszystkim uzasadnia zasadniczo biegunowy sposób produkcji w przemyśle i rolnictwie. Wyraża się on również w tym, że rolnicze środki produkcji – gleba, rośliny, zwierzęta – ze względu na ich zdolność do samoodnawiania nie podlegają amortyzacji. To, czym w przemyśle jest amortyzacja jako rezerwa kapitałowa, w rolnictwie jest siła zachowująca i rozwijająca wartość organizmu gospodarstwa jako całości. Zastąpienie ludzkiej siły roboczej i zwierzęcej siły pociągowej przez maszyny przyniosło jednak rolnictwu wysokie koszty amortyzacji, które nie odnoszą się do środka produkcji jako takiego. Ale to nie kombajn produkuje zboże, nie dojarka mleko, lecz życie, świat sił tworzących relacje, który ma swoje źródło w tym, co istotowe w przyrodzie ożywionej i udusznionej.

Zatem cena produktów rolnych byłaby odpowiednia dopiero wtedy, gdyby pokrywała się z ich obiektywną wartością. Miarą tego mogłoby być, gdyby struktura cen produkcji pierwotnej organizmu gospodarstwa rolnego – czyli bez dalszego przetwarzania – pokrywała koszty operacyjne oraz utrzymanie wszystkich pracowników i ich rodzin od jednego roku zbiorów do następnego.[14]

To zakłada istnienie struktur zbytu, które w regionalnym gronie łączą rolników, przetwórców, hurtowników i detalistów oraz konsumentów, którzy chcą w tym duchu współtworzyć. W przeciwieństwie do przemysłu, rolnictwo jest zorientowane na gospodarkę regionalną. Zgodnie ze swoimi warunkami wytwarzania, produkuje ono w całej swej różnorodności wszędzie tam, gdzie żyją ludzie i gdzie te warunki na to pozwalają. Jest więc rzeczą naturalną, że najkrótsza droga od producenta do konsumenta jest najtańsza i jednocześnie najbardziej chroniąca jakość.

Również rolnictwo, jeśli chodzi o czysty kosmiczno-ziemski proces produkcyjny, wytwarza odpady, ale nie śmieci. Odpady te pochodzą z ożywionej i uduchowionej przyrody, z roślinnych i zwierzęcych pozostałości, które powracają na łono natury i przekształcają się w humus, który[15]

38

Przy prawidłowym gospodarowaniu, w duchu zasady organizmu, gospodarka substancjami i siłami gospodarstwa w dużej mierze regeneruje się sama. Zużyciu energii i surowców przez przemysł przeciwstawia się budowa, samodzielnie wytworzony nawóz oraz tworzenie nowego humusu. Czysta produkcja pierwotna rolnictwa, uwzględniając wszystkie działania służące budowie gleby (nawożenie, płodozmian, uprawa), ma dodatni bilans energetyczny. Fakt ten jest dziś odwracany w swoje przeciwieństwo przez wysokie nakłady kapitałowe w postaci nawozów azotowych, biocydów, pasz z zewnątrz i energii. Należy tu również wspomnieć o utracie gleby w wyniku erozji, nawet na lekko nachylonych terenach rolnictwa prowadzonego przemysłowo (zwłaszcza przy uprawie kukurydzy). W ujęciu ogólnogospodarczym i z perspektywą na przyszłość rolnictwo ma jednak za zadanie zapewnić równowagę dla ujemnego bilansu energetycznego przemysłu.

Widzimy, że polaryzacja przemysłu i rolnictwa musi być myślana radykalnie, a konsekwencje dla całego życia kulturowego muszą być bacznie obserwowane. Bez zrównoważenia tego ogromnego pola napięć nie może dojść do uzdrowienia życia gospodarczego. Dopiero znalezienie ceny produktów rolnych w regionalności rynku i w asocjacyjnym związku z dalszym przetwórstwem i handlem może nadać orientację kształtowaniu cen w gospodarce zorganizowanej na zasadzie podziału pracy. Stosunek miary do cen w przemyśle i rzemiośle musi w przyszłości być określany przez pierwotną produkcję rolną.

Już samo rozważenie dysproporcji warunków wytwarzania w przemyśle i rolnictwie wskazuje, że dla tego drugiego organizm jest przede wszystkim zasadą kształtowania zgodną z jego istotą w procesie tworzenia wartości. Zasada organizmu była zawsze immanentna dla rozwoju rolnictwa, aczkolwiek w każdorazowo zupełnie innych warunkach kulturowych. To, co dziś musi stać się kwestią naukowo uzasadnionego, świadomego zrozumienia organizmu, w dawniejszych czasach wypływało z ludowo-instynktownego, pełnego mądrości działania. Rozwój świadomości ludzkości, a wraz z nim historia rolnictwa, odbija się w ogólnych zarysach w sposobie, w jaki ludzie stopniowo uczynili immanentną dla przyrody zasadę organizmu, czerpiąc z coraz bardziej świadomego przeżywania własnego organizmu cielesnego, podstawą prawdziwej sztuki uprawy ziemi.

39

Zasada organizmu w rolnictwie w zwierciadle rozwoju świadomości ludzkości

Czasy pierwotne

Początki rolnictwa sięgają głęboko w czasy prehistoryczne. Ludzkość żyła w zaraniu dziejów jeszcze w zupełnie odmiennych stanach świadomości i odmiennych warunkach ziemskich. Opisy Rudolfa Steinera dotyczące tych wczesnych stanów ewolucji człowieka i Ziemi dają o tym wyczerpujące wyjaśnienie. W czasach ostatniego ukształtowania kontynentów i wielkich górotwórczych procesów Ziemi, w tzw. «epoce atlantyckiej», żyła ludzkość, która nie myślała jeszcze w pojęciach, lecz która w wyraźnym, duchowo inspirowanym życiu instynktownym współżyła z żywym tkaniem przyrody i twórczego ducha — i która to, co tak przeżywała, była zdolna przechowywać w niemal nieograniczonych siłach pamięci.

Podążając za opisami Rudolfa Steinera w jego Wiedzy tajemnej w zarysie oraz Kronice Akaszy,[16] możemy zobaczyć, jak dawniej istotowo przeżywające duchowy kosmos, śniadopodobne świadomość atlantyckiej ludzkości rozwinęło się w epokach poatlantyckich wielkich kultur — aż do teraźniejszości — w kierującą się ku Ziemi świadomość siebie. Jeśli szukać tu przyporządkowania do epok geologicznych, można by to z grubsza przyrównać do okresu, który geologia opisuje jako neozoik albo trzeciorzęd i czwartorzęd.

Z instynktywnego wplecenia atlantyckiej ludzkości w rzeczy i istoty przyrody oraz w duchowość kosmosu jest zrozumiałe, że ludzie — pod przewodnictwem stojących nad nimi duchowo istot — dysponowali zdolnościami wywierania wpływu na życie roślin (traw, ziół, drzew) i zwierząt (ssaków, ptaków, owadów), które — podobnie jak oni sami — znajdowały się jeszcze w stanie plastycznym. Atlantyczycy nieśli w sobie dziedzictwo ostatniego okresu epoki lemuryckiej — geologicznie mniej więcej mezozoik — w której tym wczesnym poprzednikom człowieka nadano Ja, indywidualny jądro istoty.[17] Misją tego Ja było wówczas, w następujących po sobie atlantyckich epokach kulturowych, kształtowanie formy fizycznego ciała człowieka, a tym samym zasiewanie zarodka ku

40

wykształcenia wyższych stopni świadomości aż po budzące się samopoczucie.[18] Ten rozwój zakończył się wraz z wielkimi epokami lodowcowymi.

Kultura praindyjska

Tak zwane «poatlantyckie epoki kulturowe» — geologicznie: holocen — wzięły swój początek po cofnięciu się pokryw lodowych w Europie i w górach Azji Środkowej, pozostawiając potężne pokrywy zwietrzeliny i nanosów lessowych, które stały się po dziś dzień wyjściowym materiałem dla kształtowania się gleb. W Starym Testamencie oraz w mitach ludów mowa jest o «wielkiej powodzi», o potopie. W tym mitycznym obrazie zachowany został — zarówno z punktu widzenia historii Ziemi, jak i historii świadomości — upadek legendarnego kontynentu Atlantydy u schyłku epoki atlantyckiej: geologicznie trzeciorzęd i czwartorzęd. Jako pierwsza spośród poatlantyckich epok kulturowych rozkwitła kultura praindyjska w ósmym do szóstego tysiąclecia p.n.e.[19] Następujące po niej wielkie kultury zawierały

41

rozciągały się ze wschodu na zachód wzdłuż pasa, który tworzy strefę przejściową między dawnymi północnymi strefami glacjalnymi a południowymi pluwialnymi. Te ostatnie mieściły niegdyś bogaty świat roślin i zwierząt; dziś rozciągają się tam pustynie.

Żadne zewnętrzne dokumenty z owych pradziejowych czasów nie przekazują nam wiedzy o wysokiej kulturze praindyjskiej. Dokonał się w niej krok w świadomości ku kontemplatywnemu przeżywaniu bożej mądrości, w której praIndyjczyk czuł się wsnuty jak w swoją duchową ojczyznę. Przeświecała mu ona istotowo przez całe ziemskie bytowanie. Dopiero późniejszym czasom — mniej więcej w przejściu w trzecie tysiąclecie przed Chrystusem — przypadło w udziale, że wraz z utratą dawnej bezpośredniości duchowej pojawiło się odczucie, iż świat zmysłów jest jedynie pozorem, jest Mają. W tym przebudzeniu ku zmierzchowo-kosmicznej świadomości praIndyjczyk pozostawał pod przewodnictwem kapłaństwa i był prowadzony przez wysoką mądrość siedmiu wielkich nauczycieli dawnych Indii. Ci pranauczyciele zwani byli siedmioma świętymi Riszimi, przez nich mówiły «największe tajemnice naszego układu słonecznego, świata w ogóle».[20]

Słabe echa tej intymnej, przez długie czasy oddziałującej duchowej zwróconości pojawiają się dopiero na trzecim szczeblu kultury indyjskiej, w drugim tysiącleciu przed Chrystusem, w księgach mądrości Indyjczyków, w świętych pismach Wed i Bhagawadgity. To senno-syjące przebudzenie ku wyższemu szczeblu świadomości — ku przeżywaniu rytmów sił i istot kosmicznego systemu planetarnego — praIndyjczyk zawdzięcza zstępowaniu Ja w drugi człon istoty człowieka, w ciało eteryczne. Dopiero teraz powstała ostra granica między nocną bezświadomością a dziennym jawem.

Kultura praindyjska rozwijała się, podobnie jak i dwie następne, na obszarach, gdzie przyroda z własnymi siłami i substancjami sama sobie tworzyła glebę dla swojej żyzności, sama z siebie stawała się «organizmem w

42

naturalnego wzrostu».[21] Miało to miejsce na obszarach rzek wypływających z Himalajów — Brahmaputry, Gangesu i Indusu — obfitujących w bujne życie roślinne i zwierzęce. Współdziałanie czterech żywiołów, ziemi, wody, powietrza i ciepła, odznaczało się tak młodzieńczą, w rytmach biegu roku odnawiającą się siłą, że tylko niewielu zabiegów trzeba było, aby uczynić je służebnymi potrzebom ówczesnych ludzi. PraIndyjczyk był oddany kontemplacji. Fizyczno-zmysłowy świat był mu obcy, szukał on możliwości utrzymania więzi ze swą ojczyzną w duchu.

Kultura praperska

Starairańska wysoka kultura nawiązywała zarówno czasowo, jak i przestrzennie — w progresji ze wschodu na zachód — do kultury praindyjskiej.[22] Podobnie jak w jej przypadku, trudne jest dokładne wytyczenie granic geograficznych; brak współczesnych znalezisk, które pozwoliłyby wnioskować o wysokości i niepowtarzalności tej kultury — a właściwie prawdziwe świadectwa nie są rozpoznawane jako takie. Gdy zestawia się to, co znane, ze wskazówkami z badań duchowych Rudolfa Steinera, nie można się mylić, że kultura ta rozciągała się od zachodnich Himalajów (Góry Pamiru) przez Hindukusz z centrum w Afganistanie aż do Baktrii we wschodnim Iranie. Ku północy praperski obszar kulturowy otwierał się przez małe i większe doliny rzeczne krajobrazów podgórskich na rozległe stepy i pustynie. Dwie z rzek, Amu-daria i Syr-daria (w starożytności: Oksus i Jaksartes), pokonują step i uchodzą do Jeziora Aralskiego. Polarność pustynnego stepu i wysokich gór, a także koczowniczej turańskiej ludności rdzennej i osiadłych, zdolnych do ziemskiego działania Prapersów nie mogła być wyraźniejsza. Wspinające się ku górze, zwrócone ku przyszłości kulturowe lud Prapersów musiał się bronić w wielu zbrojnych starciach z napierającymi Turańczykami, zachowującymi starsze szczeble świadomości. A jednak mit mówi o królu Turańczyków, «Dschemschid», który miał prowadzić swoje ludy z północy do Iranu. Otrzymał on od boga słońca Ahura Mazdao złoty sztylet — praobraz obrabiającej ziemię

43

kształtującego pług, sztylet, «który daje ludziom siłę, by zdobywali sobie zewnętrzny zmysłowy świat».[23] Ta sama słoneczna boskość, Ahura Mazdao, jest też wielkim inspiratorem Zaratustry, przywódcy ludów irańskich, wkrótce po katastrofie atlantydzkiej.[24] Tej wysokiej indywidualności nie wolno mylić z historycznym Zaratustrą, czyli Nazaratosem z VI/VII wieku przed Chr., nauczycielem Pitagorasa, choć indywidualność ta jest mu istotowo tak bliska. Do pra-Zaratustry, założyciela kultury praperskiej w VI tysiącleciu przed Chr., sięgają korzeniami praperskie misteria, których nauki odległym echem pobrzmiewa w zoroastryjskiej Aweście. Awesta, która swoją pisemną postać uzyskała dopiero około Przełomu Czasów, jest odnoszona do historycznego Zaratustry z okresu perskich Achemenidów (około 600 przed Chr.).[25] Jednak teksty pieśni Awesty (Gath) wskazują na znacznie starsze przekazy, sięgające mądrości misteryjnej pra-Zaratustry. Antyczne źródła ze szkoły platońskiej wskazują obok historycznego na pra-Zaratustrę, który miał żyć 6000 lat przed śmiercią Platona albo 5000 lat przed wojną trojańską.[26]

W miejsce kapłańskiego panowania w starożytnych Indiach i działania siedmiu świętych Riszich wstąpili teraz królowie-kapłani, których pierwszym był przedhistoryczny Zaratustra.[27] Nauka starszego Zaratustry głosiła praprzeciwieństwo światła i ciemności, dobra i zła, wysokiego słonecznego jestestwa Ahura Mazdao, czyli Ormuzda, i ducha ciemności, Arymana, czyli Angra mainyu, władcy głębin ziemi. Zaratustra wskazywał ludziom, żeby nie zwracali się ku wysokiemu słonecznemu jestestwu jedynie z czcią, lecz szukali go czynnie przez Mają w zewnętrznym świecie zmysłów — żeby uprawiali ziemię, prześwietlali ją światłem, przekształcali rośliny w ich organach ku pożywnym plonom i przeobrażali dzikość zwierzęcia w otwartość duszy wobec człowieka. Znaczna część roślin kulturowych, które po dziś dzień stanowią podstawowe pożywienie dla ludzkości — na czele zboża (pszenica i jęczmień), ale też gatunki warzyw i owoców — wywodzi się z

44

urperskiej kultury w czasie między VII a IV tysiącleciem przed Chrystusem.[28] To właśnie one, a nie kamienne narzędzia *neolitu*, stanowią wielkie twory sztuki tej kultury.

W prapersji przebudziło się Ja w ciele doznań — jeszcze niezróżnicowanym trzecim członie istoty człowieka, ciele astralnym.[29] Na tym stopniu postępującej świadomości tlała, dogorywając, moc dawnego instynktownego jasnowidzenia, a rosło — pod kierownictwem misteriów i z przeżywania kosmiczno-ziemskich powiązań — zdolność do przekształcającego działania na ziemię, rośliny i zwierzęta. Sakralno-magiczny stosunek Atlantydów do działających duchowych sił stwórczych w ziemi i kosmosie przemienił się w sakralno-artystyczny. Wysoka sztuka Prapersów polegała na tym, żeby — wychodząc z dokonań poprzednich kultur, stając się ludem osiadłym z instynktowej bezpośredniości ducha — tak działać na to, co duszewne określonych gatunków zwierząt, aby otwierało się ono ku człowiekowi. Z tym przeobrażeniem zarazem głęboko zmieniała się cała fizyczno-cielesna organizacja zwierząt. W zwróceniu się ku zwierzęciu formowali ludzie z wewnętrznego przeżycia w tym, co zewnętrzne, dzieło sztuki: zwierzę domowe. Wobec dzikich pobratymców zwierzęta domowe wystąpiły od początku w niezwykłej obfitości form. Naturalna dyspozycja zwierzęcego organizmu została w swej całości ukształtowana ku szczególnym osiągnięciom przemiany materii, z reguły kosztem aktywności układu nerwowo-zmysłowego. Stawanie się zwierzęciem domowym polegało na sztuce utrzymywania przez całe życie embrionalnej plastyczności. Zwierzęta domowe nie uciekają przed człowiekiem — wręcz przeciwnie, szukają jego obecności i jej potrzebują.

Znamienne jest, że dla Turanów heraldycznym zwierzęciem był dziki wilk — praojciec wszystkich psów. Starożytny Iranijczyk nosił natomiast w herbie jego artystyczne przeobrażenie — psa, najstarsze ze wszystkich zwierząt domowych.[30] Jak Prapersjanin, nawiązując do dokonań poprzednich kultur, mógł poprzez to, co duszewne zwierząt, przekształcająco działać na kształtowanie ciała, tak samo mógł poprzez to, co żywe, działać na kształtowanie formy i owoców roślin. To ostatnie jest jego największym czynem sakralno-artystycznym. W przeżywaniu nadzmysłowych, kosmiczno-planetarnych rytmów i objawiających się w nich tajemnic życia działał on poprzez organizację życiową rośliny aż w dół, ku konfiguracji fizycznej organizacji. Niczym cień rzucony

45

bierze w siebie ten raz dokonany artystyczny akt — zachowuje go genom. To, co w ten sposób stało się z artystycznego aktu, staje się dziś przedmiotem samowolnej manipulacji. Wielcy hodowcy roślin Prapersji byli rzeźbiarzami eterycznych sił kształtujących żywego. Mieli zdolność przekształcania naturalnie danego typu gatunku roślinnego w jego postaci i owocach w roślinę uprawną. Pod kierownictwem misteriów polegało ich zdolność na tym, by siły prowadzące do fruktyfikacji i dojrzałości wprowadzać w działanie we wszystkich organach rośliny: w korzeniu (np. marchew), w łodydze (np. kalarepa), w pączku (np. brukselka), w liściu (np. sałata, szpinak), w kwiecie (drzewa owocowe), w nasieniu (zboże). Na przykład w przypadku zbóż siła reprodukcyjna jest w porównaniu z pokrewnymi dzikimi trawami zredukowana — mierząc liczbą nasion — na korzyść zwiększonej siły odżywczej pękatych ziaren mącznych (bielma) ziaren zboża. Ten proces fruktyfikacyjny przenika jednak całą roślinę zbożową, rozpoznawalny w pogrubieniu i zabarwieniu łodygi. Tutaj obowiązuje to samo: embrionalna elastyczność eterycznych sił kształtujących rośliny zostaje przekierowana w tworzenie owoców i w nim przez dłuższy czas podtrzymywana. Powstanie wymienionych roślin uprawnych wyprzedza początek trzeciego tysiąclecia i należy tym samym do czasu kręgów kulturowych zainicjowanych przez Prapersów.

To sakralno-artystyczne zdolność Prapersów nie wyczerpywało się wyłącznie w wykształceniu zwierząt domowych i roślin uprawnych, lecz odnosiło się również — i właśnie — do uprawy ziemi. Uprawa roli rozwinęła się tam, gdzie «organizm w naturalnym wzroście» oferował idealne warunki do rozwinięcia się. Były to wymienione doliny górskie i obszary rzeczne afgańskiego i wschodnio-irańskiego wyżu, które ku południowemu zachodowi gubiły się w pustynnych i na północy w turańskich obszarach stepowych. Tu wymagany był człowiek czynu. Przez kunsztowne systemy nawadniające, m.in. przez ujęcia źródeł w sztolniach wbijanych głęboko w zbocza dolin, gleba była z jednej strony ożywiana przez wodę, z drugiej zaś przez pług rylcowy i motykę częściowo doprowadzana do obumierania. Tu obsługiwanie wzajemnej gry śmierci i życia, tego Obumrzyj i Stań się, staje się sztuką. Każda mechaniczna ingerencja w glebę oznacza pobudzenie procesów rozkładu. W ten sposób tutaj uzasadnia się wysoka sztuka uprawy roli, która w związku z uprawą roślin uprawnych opiera się na panowaniu nad życionośnymi kosmicznymi i śmiercionośnymi ziemskimi siłami.

Swoim tępo odczuwającym w ciele doznań Ja przeżywa Prapersa wciągniętego w dwójnię światła i ciemności. Prowadzony

46

poprzez nauki Zaratustry i nieustannie działające przez nie Inspiracje, które wnikały w misteria, wzniósł się Prapersa na taki poziom świadomości, na którym słoneczny Duch przebijał się ku niemu przez Maję świata zmysłowego w swym działaniu na Ziemię. W kulturze praperskiej człowiek zaczyna wypracowywać w swoim stosunku do siebie i do świata środek pomiędzy kosmicznymi wyżynami i głębinami ziemi.

Kultury starożytnego Egiptu i Mezopotamii

Postępując z wschodu na zachód, do drugiej epoki kulturowej Prapersji przylega trzecia poatlantycka epoka kulturowa, która ku południowemu zachodowi wchodzi w przestrzeń kulturową starożytnego Egiptu, a ku zachodowi w dwurzeczu rozgałęzia się w następujące po sobie kultury Babilonii, Chaldei i Asyrii. Ta trzecia epoka rozciąga się od początku trzeciego tysiąclecia aż po ósmy wiek przed Chrystusem. W jej obrębie ówczesna ludzkość wkracza nagle z mitologicznej prahistorii neolitu w dającą się uchwycić zewnętrznie historycznie Epokę Brązu. W starożytnych Indiach byli to siedem świętych Riszi, którzy inspirowali bieg kultury z wyroczni przyporządkowanych poszczególnym planetom. Na świętych Riszi nastąpił Zaratustra, który zainaugurował kulturę praperską i jej misteria. Założycielami kultury starożytnoegipskiej i jej misteriów byli Thoth albo Hermes Trismegistos; a tymi starej Mezopotamii, starej kultury babilońsko-chaldejskiej i jej misteriów — Gilgamesz i związany z nim Wtajemniczony Eabani.[31] W miejsce kapłańsko-królewskiego ustroju Prapersji wstąpiło królestwo — w Egipcie faraonów — pozostające wszakże w ścisłym związku z misteriami. W tej epoce kulturowej ludzkość, tracąc w znacznej mierze stare instynktowne jasnowidzenie, postępowała ku wykształceniu duszy doznań.[32] Pod przewodnictwem królów i misteriów działających w tle dusza doznań wykształcała się w stopniowym przebudzeniu Ja jako samodzielny człon duszy. Ten krok ku dalszemu rozjaśnieniu świadomości ujawnia się od samego początku jawnie w najmonumentalniejszych sakralno-artystycznych tworach sztuki ludzkości — w piramidach Sakkary i Gizy w Egipcie oraz, w Sumerze, wczesnym Babilonii, w zakładaniu miast, które odgradzały się potężnymi murami od otaczającej przyrody. Tu, jak i w następnych czasach, zwłaszcza egipskich

47

Kultur, zdobywa człowiek świadomość przyrody anorganiczno-martwej, fizyczno-mineralnej. Wygasły wysokie zdolności należących do kultury praperskiej i wcześniejszych epok — zdolność wnikania przemieniająco w duszewne jestestwo zwierzęcia, a następnie w żywą naturę rośliny, aż po fizyczny organizm, i artystycznego wyrażania tego w stworzeniach zwierząt domowych oraz roślin kulturowych. Ludzie zeszli z instynktownych, duchem niesionych szczebli świadomości ku pełnej egzystencji ziemskiej. Przebudzili się na tym, co zmysłom ukazywało się jako zewnętrzny świat zjawiskowy, i szukali w jego objawieniach ducha twórczo działającego. Wykształcali na tym świadomość, która wyżywała się w czystym, duchem niesionej doznaniu. W tę kształtującą się duszę doznań wpływały wszakże zarazem inspiracje i mądrości misteriów. Już nie duszewne jestestwo zwierzęcia, już nie to, co żywe w roślinie, przemawiało do ludzi w instynktywnej bezpośredniości ducha — lecz materia i forma martwego bytu. W kamieniu, w Babilonii i Chaldei w palonej cegle, szukali wyrazić swoje życie doznań w formach monumentalnych, geometrycznych i plastyczno-surowych, wyniosłych. W Egipcie to artystyczno-sakralne doznanie odnosiło się szczególnie do postrzeżeń duchowości działającej w kosmosie i w człowieku. Zewnętrzne życie kształtowało się w znacznej mierze jako odwzorowanie królewskiego i kapłańskiego prowadzenia misteriów. W mezopotamskim obszarze kulturowym natomiast ta jedność wnętrza i zewnętrza rozpadała się bardziej. Tu działały impulsy Gilgamesza w kulturę zewnętrzną, a wtajemniczeni misteriów wywierali na nią mniejszy wpływ.[33]

Również trzecia poatlantycka epoka rozwijała się tam, gdzie przyroda oferowała ku temu stosowne warunki, gdzie współgranie żywiołów — ziemi, wody, powietrza i ciepła — w rytmach biegу roku formowało się w «organizmy w naturalnym wzroście». Przeciwieństwa między nimi ledwie mogły być większe: z jednej strony żyłka życiowa Nilu, głęboko wcinająca się przez nubijsko-egipskie obszary pustynne, z drugiej zaś rozległe żyzne równiny Mezopotamii między rzekami Eufratem i Tygrysem.

W wyższym stopniu niż w kulturze praperskiej jest to woda, są to doroczne przybory wód i sedymentacje humusu, gliny i piasków drobnoziarnistych, które — niby nawożenie — utrzymywały gleby w młodości. To, co we wszelkiej

48

Różnorodność kultywowanych gatunków roślin, hodowanych gatunków zwierząt domowych — to wszystko już istniało, było dziedzictwem kultury praperskiej. Teraz jednak świadomość zwraca się bardziej ku przestrzenności ziemi. Zdolność ta pozwalała brać dokładne miary, kształtować kamień dłutem i młotem, i łączyć jeden z drugim, powierzchnię z powierzchnią, w najcieńszej spoinie — jednym słowem: uprawiać wysoką sztukę rzemiosła, każdym uderzeniem młota — z siły własnego doznania — odciskać na martwym kamieniu formę. Ta zdolność określała też subtelność w obróbce gleby, w uprawie roślin i w hodowli zwierząt. Przewagę miały jednak naturalne warunki — wystarczy pomyśleć o siedmiu tłustych i siedmiu chudych latach w Egipcie, o których mowa w Biblii. A jednak ludzie potrafili, poprzez wysublimowane systemy nawadniania i odwadniania, okiełznać potęgi przyrody i utrzymać się w budowaniu swej wysokiej kultury. Wyjątkowym przykładem takiego kunsztownego osiągnięcia jest Kanał Józefa (arab.: Bahr Yussuf), który odgałęzia się od Nilu w środkowym Egipcie, biegnie przez ok. 350 km wzdłuż zachodniego brzegu Nilu i przy wejściu do oazy Fajum pokonuje próg doliny. Stamtąd zasila w przemyślnym systemie nawadniania i odwadniania rozległą misę oazy i czyni ją po dziś dzień jednym z najbardziej urodzajnych ogrodniczych krajobrazów Egiptu. Ze względu na fakt, że kanał do dziś nosi imię «Józefa» i — jak stwierdza Emil Bock[34] — nie ma wątpliwości, że za tym imieniem kryje się biblijny Józef, można przyjąć, że to on był budowniczym systemu kanałów. Józef, działający w Egipcie około 1750 r. przed Chr., łączy w sobie kulturę misteriów Babilonii i starożytnego Egiptu.[35]

W kulturach równoległych Mezopotamii i Egiptu, podobnie jak w poprzedzających je kulturach praperskiej i praindyjskiej, nieokiełznana woda była czynnikiem panującym w «organizmie naturalnego wzrostu». Teraz jednak potęgi wodne rzek zostały okiełznane przez tamy, rozległe systemy kanałów i rowów, śluzy itd. W najszerszym zakresie dotyczyło to Egiptu, gdzie co roku na nowo — po ustąpieniu mas wodnych zalewających dolinę — gleby świeżo użyźnione mułem nilowym należało osuszyć, następnie znów nawodnić i szybko zebrać plony przed kolejną powodzią. Co roku na nowo

49

ludzie przekształcali ekstremalny naturbiotop w kulturbiotop – w krajobraz ogrodniczy.

Dusza odczuwająca ludzi, którzy byli nosicielami tej epoki kulturowej, kształtowała się z jednej strony przez słowo bogów, które przez usta królów i kapłanów przemawiało z misteriów do ludzi, a z drugiej strony przez własne doświadczenia w obcowaniu z nieorganiczną przyrodą, z kamieniem i wodą. Z tej pełnej odczucia, przeniknętej duchem, a zarazem zdolnej do ziemskiego działania postawy duszy wyrastały potężne twory sztuki: kamień wykuty w formę, kultyczne grawiury, malowidła grobowcowe, formowany i wypalany cegły gliniany, tabliczki pisarskie i zdobione naczynia gliniane, a wreszcie plastyczne ukształtowanie «organizmów w naturalnym wzroście» w krajobrazach ogrodniczych.

Kultura grecko-rzymska

Czwarta epoka poatlantycka, po poprzedzającej ją przejściowej kulturze kreteńsko-mykeńskiej, rozpoczyna się w ósmym wieku przed Chr. i kończy na początku nowożytności, u zarania XV wieku po Chr. Tu wzrok należy najpierw ograniczyć do przemiany rozwoju świadomości aż do Przełomu Czasów. Jest to czas wznoszenia się starego Greka do pełnego rozkwitu jego kultury – i do jej upadku. Duchowe prowadzenie wychodziło z dwóch duchowych prądów, misteriów apollińskich i dionizyjskich:[36] apollińskie, które poprzez pozory zmysłowe oglądało działającego ducha w przyrodzie i kosmosie, dionizyjskie, które owego ducha przez zasłonę poruszeń duszy z głębin wnętrza duszewnego czyniło sobie przeżyciem. Już nie jak w poprzednich czasach królowie, działający wspólnie z kapłaństwem miejsc misteriów, nadawali ton i kierunek współżyciu narodów – teraz był to sam lud, ba, pojedynczy człowiek, który, prowadzony słowem misteriów, szukał swego przeznaczenia. Jest to godzina narodzin demokracji, nowego kroku świadomości, który jak w soczewce znajdował swą przytulę w apollińskiej wyroczni w Delfach. Tu nade wszystko, od jej pełnego rozkwitu do stopniowego zamierania ku Przełomowi Czasów, uwidacznia się głębokie znaczenie, jakie miał świat misteriów przez wszystkie poprzednie epoki kulturowe: mianowicie, z powszechnych źródeł mądrości, które przed wzrokiem

50

wtajemniczonych w wyższe światy duchowe, wychowywać człony istoty człowieka na nosicieli postępującego świadomości Ja. W epoce grecko-rzymskiej dotyczyło to wstępowania Ja w duszę rozumową lub uczuciową, drugiej – po duszy odczuwania – modyfikacji ciała astralnego.[37] Ja pojawia się dopiero w duszy rozumowej lub uczuciowej.[38] Ja myślało już wprawdzie z samego siebie, lecz wciąż jeszcze szukało siebie samego. Sokrates, w piątym wieku przed Chr., nie mówił jeszcze: «Ja mówię sobie», lecz «mój Dajmon mi mówi». Ja żyło też w języku jeszcze ukryte jako czynny sprawca, wbudowane w czasownik, na przykład: po grecku: paideuo = wychowuję; po łacinie: cogito = poznaję.

Wyrocznia w Delfach, otwarta dla każdego, przemawiała do duszy rozumowej. Wychowywała do samodzielnego myślenia. Ten, kto szukał rady, musiał z umocnienia myślenia potrafić wnieść pytanie, a odpowiedź delfickiej Pytii żądała znów, przez swą wieloznaczność, indywidualnego myślenia. Grecy nosili w sobie uwewnętrznioną całą mądrość misteriów przeszłości, jak echo, które milknie. Stary Grek wychodził wszakże stopniowo spod niegdysiejszego prowadzenia misteriów; ujmował siebie jako całego człowieka, jako myślącą osobowość, która w doskonałej harmonii, wszędzie szukając środka, przeżywała się między apollińskim przeżywaniem świata a dionizyjskim przeżywaniem własnych głębin duszewnych. Z tych dwóch duchowo-rzeczywistych źródeł tworzył Grek swe wielkie dzieła sztuki; kształtował fizyczno-materialną martwą materię i wciskał w nią swego ducha poprzez nadawanie formy. Z wieczornej zorzy misteriów wyłoniła się poranna zorza greckich twórczości artystycznych. Czy w rzeźbie, architekturze, muzyce, malarstwie, poezji czy filozofii – we wszystkim człowiek stoi w centrum jako odwzorowanie boskości. Z przeżywania własnej cielesnej postaci tworzy rzeźby, które czystą formą unoszą człowieka ponad siebie w to, co boskie, i buduje świątynie, których przestrzenna forma jest odmierzona wedle miary człowieka. «Grecka świątynia przedstawia urzeczywistnienie wybudowanego organizmu.»[39] A jednak, tak nieosiągalnie wysoko – właśnie grecka rzeźba i architektura

51

przed nami, to przysłania ją pewna tragiczność. To, co w starożytnym Egipcie wzięło swój początek, osiąga w antycznej Grecji swe najwyższe wypełnienie: obróbka mianowicie i nadawanie formy martwemu kamieniowi. Grekom udaje się tchnąć w kamień rdzeniem czystej formy pewien rodzaj życia, życia pozornego. Z zewnątrz wyciska on w formę ducha, który w plastycznej żywotności wypełnia jego wnętrze; nie może jednak tego ducha wycisnąć w samą materię tak, ażeby ta stała się substancją żywą, formę stwarzającą. Ludzie pierwszej, a przede wszystkim drugiej poatlantyckiej epoki kulturowej – epoki praperskiej – posiadali dzięki swej duchowo-duszewnej i cielesnej konstytucji oraz pod zaratusztriańskim misteriów prowadzeniem zdolność do wytwarzania tworów sztuki poprzez substancjalne, plastyczne przeobrażenie duszewności – to znaczy: zwierząt domowych, i tego, co żywe – to znaczy: roślin kulturowych. Lecz to, co jedynie fizyczno-materialne w kamieniu, jest martwe. Tak oto stanął Grek przed nierozwiązalnością zagadki, jak kamień można do życia obudzić. Mógł jedynie poprzez formę użyczyć kamieniowi *pozornego* życia. Na tym polega zarówno wielkość, jak i tragika sztuki greckiej. Z głębi swej duszy tworzył w swoim ludzkim dążeniu sztukę, która ku zewnętrzu, naocznie, przynosi w obraz przeszłość misteriów, a ku wnętrzu staje się zarodkiem nadziei na przyszłość – mianowicie [nadziei na to], by móc ożywić to, co ziemisto-materialne jako takie. Na opisanym tle zasada organizmu pojawia się znów w wielorako przeobrażonej postaci. Zaczyna teraz całkiem zarodkowo przenikać cały obszar kulturowy Grecji, także w sensie społecznym. Krajobrazy Grecji noszą same w sobie boski, apolliński charakter, w całkowitym przeciwieństwie do egipskich. Jak gdyby to bogowie byli tymi, którzy w różnorodności charakterów krajobrazowych stworzyli sobie wizerunek własnej istoty. Wzrok wędrowca błądzący po rozległości rozpościerającego się przed nim krajobrazu znajduje wkrótce punkt spoczynku – świątynię jaśniejącą pięknem i harmonią, która zbawiennie ogranicza przestrzeń oglądu. I tak napotykamy świątynię Apollona w Delfach w trudno dostępnym, skalistym krajobrazie górskim; inaczej świątynię poświęconą Atenie – stoi ona na skalistych wzgórzach i przyciąga wzrok z daleka, jak Akropol w Atenach; albo też świątynię Hery pośród urodzajnych równin.

Inaczej niż we wcześniejszych wielkich kulturach, w których «organizm w naturalnym wzroście» kształtowany był przez wielkie obszary rzek, krajobrazy Grecji w swym heroicznym, bogom podobnym charakterze

52

jedyną w swoim rodzaju kompozycję wzajemnie splatającego się i rozwiązującego współdziałania czterech żywiołów – ziemi, wody, powietrza i ciepła – oraz światła. Ziemia: potężnie wznoszące się skały, piętrujące się góry; woda: wydobywa się jako źródło ze skały i najkrótszą drogą, strumieniami lub małymi rzekami, dąży ku nieodległemu brzegowi morza. Prądy powietrza i ciepła, przesycone światłem, zlewają się o wschodzie słońca w nieopisane zasłony barwne «różanopalczastej Eos»,[40] by natychmiast znowu się rozdzielić, przez pewien czas trwać w osobnym istnieniu jako żywioł, i wkrótce złączyć się w nową kompozycję barwną.

Stary Grek nie odczuwał przyrody jako czegoś zewnętrznego, od niego oddzielonego; przeciwnie – góry i doliny, wzgórza i równiny, źródła i cieki wodne, opływane przez pary wodne, przez powietrze i ciepło i płynące światło, przeżywał jako przeniknięte tą samą duchowością, którą znajdował żywo tkającą w sobie samym i impulsującą go duszewno-duchowo. To przeżywanie, przeniknięte przez przebudzającą się duszę rozumową lub uczuciową, stanowiło o jego artystycznej naturze; z tego przeżywania Grek kształtował krajobraz: pasterz – otwarte wyżyny górskie ze swymi stadami; winogrodnik i sadownik – tarasy stromych stoków; rolnik uprawiał zbożem równiny; a blisko siedzib ludzkich krzewiła się ogrodowa przestrzeń. W całym obszarze kultury grecko-łacińskiej dawny organizm w naturalnym wzroście, ukształtowany przez prawieki, przemieniał się – zachowując swój właściwy typ – w drobnoprzestrzenne, rozczłonkowane krajobrazy sadownicze i ogrodowe, niczym lustro kształtującej się duszy rozumowej lub uczuciowej.

Zasada organizmu znalazła w dawnej Grecji wyraz nie tylko zarodkowo w kształtowaniu krajobrazu, nie tylko w artystycznej doskonałości rzeźb i budownictwa świątynnego, lecz również w sferze społecznej – w polis. Grek przeżywał siebie jako osobowość przynależną do wspólnoty miejskiej; czuł się Ateńczykiem, Tebańczykiem, Spartańczykiem itd. Polis była jednak miastem otwartym, sięgającym i włączającym otaczające krajobrazy; ołtarze ofiarne stały w świętym gaju, na wolnym polu poza świątyniami. W polis zawiązany był organizm wyższego rzędu – jedność miasta i otaczającego go krajobrazu.

W Grecji i Rzymie dusza rozumowa lub uczuciowa rozwijała się w sposób polarny. W Grecji weszła w stosunek do dawnej mądrości misteryjnej, do tego, co wyrasta z najgłębszego życia duchowego

53

«Der Römer […] formte nicht nur Stein und Erz, sondern auch das ganze große Gemeinwesen der Menschen nach seinem Geiste um.»[41] «Das republikanische Rom ist nichts anderes als die menschliche Weisheit, die die alte Priesterweisheit ablöst.»[42] To już ludzka przezorność reguluje stosunki człowieka z człowiekiem; to godzina narodzin jurysprudencji. Jest ona zbudowana wyłącznie na poczuciu osobowości, na Ja objawiającym się w duszy rozumowej lub uczuciowej. Budzi się poczucie prawa, a z niego wyrastają pojęcia prawne, które honorują zasadę równości i kryształują się w powszechnie obowiązującym prawie. Prawo odnosi się przede wszystkim do spraw doczesnego świata, a więc i do osobistego dysponowania ziemią. Własność – a wraz z nią prawo dziedziczenia, dysponowanie po śmierci – ma tutaj swój początek. W Rzymianinie człowiek staje się w pełni osobowością. Jego świadomość kieruje się ku temu, co naprzeciwko: ku drugiemu człowiekowi i ku otaczającej go przyrodzie. Wyrasta stąd stosunek, który – w przeciwieństwie do starego Greka – darzy się w sposób bardziej zdystansowany i pojęciowy; Rzymianin myśli racjonalnie z siebie samego i przez to staje się zdolny do ziemskiego działania. «Organizmy w naturalnym wzroście» Italii i Sycylii, geomorfologicznie pokrewne greckim, nie są już duchem przesyconym zewnętrzen, które współbrzmi z wewnętrznym życiem duchowym. Wzrok Rzymianina kieruje się silniej ku interesom geopolitycznym, ku pożytkowi z zasobów naturalnych z perspektywy imperialnej – zarówno militarnej, jak i rolniczej.

Jak bardzo ludzka ratio stopniowo zaczyna zmieniać i porządkować zastane stosunki przyrodnicze, ukazuje poezja Wergiliusza w jego *Georgikach*.[43] On, Rzymianin z Mantui, oddychający jeszcze wyraźnie duchem greckim, daje tam w poetyckim słowie całościowy ogląd praktyk rolniczych na sto lat przed Przełomem Czasów: w uprawie roli – orka, motyczenie, siew, żniwa i omłot, znaczenie ugoru i płodozmianu, nawadnianie gleby, zbytnią obsadę zwierząt na zbyt bujnie plonujących zbożach, pielęgnację nasion, obserwację pogody i przestrzeganie biegu gwiazd i inne; w sadownictwie – wegetatywne rozmnażanie i technikę szczepienia, cięcia, na jakich glebach który gatunek drzewa rośnie;

54

w jakim krajobrazie się nadaje; w uprawie winorośli – zimowe bronowanie zaoranej skiby, sadzenie i nawożenie sadzonek, zakładanie tyczek, cięcie i tym podobne; w hodowli zwierząt – wędrowny pasterz z owcami, kozami, świniami i stadami bydła, hodowla i żywienie zależnie od sposobu użytkowania. Całemu rozdziałowi poświęca wreszcie pszczelarstwo i hodowlę pszczół. W kręgu kultury rzymskiej rozpościera się nad krajami sieć praw własności i dzierżawy. Jako punkt wyjścia i odniesienia racjonalnej gospodarki powstają dwory i stajnie (hodowla koni) oraz gospodarka zapasami.

To, co przez tysiąclecia postępującego rozwoju świadomości z misteriów jako mądrość wpływało w kształtowanie codziennego życia, dojrzałe wydało owoce w tworach sztuki: na poziomie przyrody obdarzonej duszą – przez wykształcenie zwierzęcia domowego, w przyrodzie ożywionej – przez wykształcenie roślin kulturowych, w przyrodzie martwej – przez plastyczne kształtowanie kamienia ku pozornemu życiu. Kiedy misteria stopniowo zaczęły milknąć ku Przełomowi Czasów, wygasł też ten źródłowy impuls dla twórczości artystycznej. Co niegdyś niosło kulturę, zastygło teraz w zwykłe dziedzictwo kulturowe. W swoich Georgikach Wergiliusz pozwala z siły duszy rozumowej lub uczuciowej temu dziedzictwu kulturowemu raz jeszcze ożyć w poetyckiej poezji.

Kultura nowożytności

Z nastaniem XV wieku wybucha piąta epoka poatlantycka, w której Ja wstępuje w trzeci z trzech członów istoty duszy, w duszę świadomości.[44] Człowiek budzi się wobec napotykanego jako przedmiot świata zjawiskowego do siebie samego, do samoświadomości. Powstaje na razie nieprzekraczalna przepaść między stawaniem się samoświadomym a tym, co świat zjawisk wyłania. W swym rozpoznającym siebie Ja człowiek może jednak w sobie odnaleźć źródło ducha, «Ja jestem», które z jednej strony postrzegająco staje naprzeciwko świata, a z drugiej – poznająco – może się połączyć z tym, co duchowo-istotowe, ukrytym w zjawiskach zmysłowych. Co niegdyś instynktownie wpływało w przeżycie duszy, to teraz może być świadomie poznane w swej istocie i zjednoczone z substancją istotową Ja. Tak leży to w mocy duszy świadomości, by w swym myśleniu i działaniu ponad siebie samą

55

wyrosnąć i stać się świadomą duchowego pochodzenia człowieka i świata.

Dusza świadomości objawia się najpierw janusowo. Zwrócona wstecz, szuka oparcia na pozornie pewnym fundamencie ogólnej pojęciowości wypracowanej przez duszę rozumową lub uczuciową w naukach, naraża się jednak na niebezpieczeństwo popadnięcia — przez zanik duszy uczuciowej — w zimny intelektualizm, w pychę i nieskrępowany egoizm. Gdy jednak w samopoznaniu i poznaniu świata patrzy ku przyszłości, rozgrzewa się przy ideach, które stają się ideałami, jak np. urzeczywistnienie ujętego myślowo zasady organizmu w praktyce rolniczej. Zmaga się o to, by przeszłe w tym, co obecne, przemieniać w przyszłe. Dusza świadomości dąży do tego, by wszelką siłę inicjatywy postawić w służbę wypełnienia idei rozwoju. To zaś oznacza: wszelkiemu działaniu u podstaw kłaść artystyczny zmysł. Chodzi o to, by idee z przyszłości myśląco ożywiać i z nimi wolicjonalnie zanurzać się we wszystkie wyzwania rzeczywistości tak, aby z wewnętrznego umocnienia przeżycia w Ja każde działanie stawało się wolnym — i artystycznym.

Pokarmem duszy świadomości są idee, które z przyszłości w nią wświecają. Takimi ideami są treści antropozoficznej nauki duchowej. Istota i znaczenie tych treści odsłaniają się dopiero przez pełne siły myślenie. W obrazowo myślącej naoczności ożywiają czucie i pobudzają wolę. Podobnie jak postrzeżenie zmysłowe, tak i wyniki badań duchowych pobudzają myślenie. W świadomej aktywności myślenia żyje jednak Ja, jądro istoty człowieka. Ja może w wolności rozstrzygać, czy przyswoi sobie formy idei badań duchowych, czy też trwać będzie w czystym naprzeciw świata zjawisk. Dusza świadomości otwiera drogę do przeżywania treści duchowych w wolności. Z tego pełnocałkowitego ludzkiego przeżycia wyrasta nowa artystyczna siła twórcza, która we wszystkich dziedzinach życia może okazać się płodna, a przez to prawdziwa — jak na przykład w medycynie jako sztuka leczenia, w pedagogice jako sztuka wychowania, we wzajemnym współżyciu ludzi jako sztuka społeczna, w rolnictwie jako sztuka uprawy ziemi.

Działanie Ja w duszy świadomości unosi się niejako między niebem a otchłanią. Gdy ustaje, dusza — zapomniawszy siebie — zapada w przepaści. Zło w swej podwójnej postaci, w ahrymanskiej banalizacji i lucyferycznej obojętności na wszystko, zdobywa nad nią władzę. Gdy jednak Ja umacnia się w sobie samym, buduje ponad przepaścią most, jest

56

w stanie rozpoznać inne istoty w sobie samym i zdobywa zdolność, by to, co się stało, przemieniać w to, co się staje.

Epoka duszy świadomości w dotychczasowym swoim przebiegu prowadziła ludzi do samoświadomości, obudziła w nich dążenie do wolnego samookreślenia, pozwoliła im mierzyć głębiny przepaści i otworzyła im drogi do prawdziwego poznania ducha. Ludzkość wyemancypowała się z natury i — popadłszy niejako w samozapomnienie — myśli o sobie wbrew własnemu duchowemu pochodzeniu jako o dziele czysto przyrodniczego stworzenia. Tym samym zatraciła się ona w dużej mierze w banalności czysto materialistycznego pojmowania bytu i widzi siebie zagrożoną przez technologię, która właśnie z tego pojmowania wyrasta. Zasada organizmu w rolnictwie przez ten sposób myślenia została wymazana. Z drugiej strony, w obliczu tego zstępującego rozwoju, dusza świadomości może być rozpalana przez idee zdobyte z poznania istoty przyrody nieożywionej, ożywionej i uduchowionej. Te idee-impulsy nie wywodzą się już z niegdyś duchem prowadzonych instynktów, lecz są wypracowane samodzielnie. W budzącej się aktywności Ja ożywa idea rozwoju, a wraz z nią na nowy sposób myśl o organizmie i — w poszerzeniu — myśl o indywidualności. Obydwie razem mogą stać się zasadą kształtowania rolnictwa, które kulturotwórczo działa w przyszłość.

W jakich symptomatycznych krokach przygotowywało się to aż do Przełomu Czasów i od tamtej pory aż do nowożytności, a potem dalej w toku epoki duszy świadomości — zostanie to rozwinięte w następnych rozdziałach.

Kulturowe nurty rolnictwa do przełomu epok

W Starym Testamencie w obrazie mitologicznym wskazuje się na praprzeciwność w stawaniu się ludzkości — na Kaina i Abla. Jeden, Abel, jest pasterzem, który strzeże swojego stada i składa bogom ofiary ze zwierząt. W opiece i pielęgnacji powierzonego mu świata zwierząt idzie za wolą mocy stwórczych; jego ofiara jest przez bogów przyjmowana. Inaczej jego przyrodni brat Kain, który uprawia pole i hoduje rośliny, które sam z własnej inteligencji i z poczucia własnych zdolności doskonali. Jego ofiara z roślin nie jest przez bogów przyjmowana. Wskazuje się tu praobrazowo na moment powstania dwóch biegunowo przeciwstawnych nurtów —

57

ludów osiadłych, trudniących się uprawą roli, i koczowniczych ludów pasterskich. Oracz prometejsko[45]-apollińsko ufa własnemu duchowi wynalazczości; uprawia pługiem ziemię, rani ją i pobudza przez to tworzenie owoców roślin, które trwale wyhodowuje na rośliny kulturowe, rozwija wszelkiego rodzaju umiejętności rzemieślnicze, w których daje wyraz swojej skierowanej ku przyszłości świadomości. Inaczej ludy pasterskie, które w dusznym oddaniu, epimeteiczno-dionizyjsko, wplatają się w dane stworzenie, usiłują je zachować i pielęgnują swą raczej wstecz skierowaną, tkwiącą w resztkach dawnego jasnowidzenia świadomość w kulcie przodków.

Oba te nurty dopiero w czasach pochrześcijańskich wtopiły się w ogólne życie kulturowe. Jednakże tu i ówdzie długo jeszcze zachowywały się gdzieniegdzie w przesunięciu czasowym w najczystszej przeciwstawności. Pewien przykład z własnych przeżyć może to rozświetlić: W Afryce lat trzydziestych XX wieku żyły w dzisiejszej Tanzanii w rejonie Kilimandżaro, w bliskim sąsiedztwie przestrzennym, zachowując swe plemienne obyczaje, ludy Bantu i Masajów. Ci ostatni, lud hamicki, wiedli koczowniczy żywot ze swoimi stadami zebu pośród dzikiej przyrody, w sąsiedztwie lwa, słonia, bawoła i innych. Ochronę dla człowieka i stada dawały w nocy obozy otoczone kolczastymi zaroślami (tzw. „kraale"); pożywienie stanowiło mleko i krew byków zebu oraz korzenie pewnych dziko rosnących roślin jako składniki diety. Oto stał on — pasterz, płótno zarzucone na ramię, lekko oparty na włóczni, tarcza z bawolich skór przyciśnięta do boku, wysoki, o szlachetnych rysach twarzy, spokojny jak kolumna w pełnym żarze słońca, z poważno-marzycielskim wzrokiem skierowanym w dal, z gromadą trzody wokół — zwracał się ku przybyszowi, przelotne pozdrowienie, poza tym żadne pytanie, żadne słowo. Masajowie w owych czasach odrzucali wszelką cywilizację, wszelkie kształcenie szkolne. Żyli wpleceni w przyrodę ze świadomością sięgającą wstecz w łańcuch przodków.

Zupełnie inaczej żyli Bantu — osiadłe, w luźnym osadnictwie wiejskim. Gdy się podchodziło, frunęły zasłony drzwi okrągłych słomianych chat glinianych, młodzi i starzy wylewali się z uśmiechami na twarzach, witali radośnie i pytali: co nowego na świecie? Żądni wiedzy, radujący się naśladownictwem i zdolni rzemieślniczo, są całkowicie zwróceni ku osiągnięciom cywilizacji. Pożywieniem ich były przeważnie owoce

58

Owoców pola, które uprawiali bez pługa, z pochylonym grzbietem prowadząc ręczną motykę. Z naturobiotopu dzikiej przyrody wyrastał wokół wsi zalążek kulturbiotopu stworzonego przez ludzką pracę.

Ludy rolnicze i pasterskie żyły przestrzennie i etnicznie ściśle oddzielone, często w stanie wzajemnej waśni, gdzie indziej we friedlicher Koexistenz. W starożytnym Egipcie np. pasterze wędrowali ze swymi stadami po obu stronach doliny Nilu od Nubii aż po deltę i z powrotem. Od nich pożyczali nilscy rolnicy zwierzęta pociągowe do uprawy pól w przerwach między coroczną wielką powodzią.

Od czasów praperskich z ludów rolniczych wyodrębniły się dwa podziemne nurty: ogrodnicy i sadownicy. Ci pierwsi hodowali i uprawiali rośliny warzywne, a także rośliny lecznicze i kwiaty. Rzemieślnicza wiedza i umiejętności trwały w strumieniu dziedziczenia, związane z rodziną i plemieniem. Tak jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku w Teheranie żyli tzw. zarathustriści, którzy kontynuowali tę tradycję sięgającą daleko w czasy przedhistoryczne. Sadownicy znali się na hodowli, uprawie i pielęgnacji drzew owocowych. Columella († ok. 70 n. Chr.) pisze o sztuce cięcia drzew owocowych, która w starożytnym Rzymie była jeszcze przekazywana w pokoleniowym strumieniu.[46] Te cztery nurty uprawy ziemi (łącznie z sadownictwem i ogrodnictwem) istniały obok siebie lub w luźnej wzajemnej relacji w osadach wiejskich, nie przenikając się jednak wzajemnie ku organizmicznej całości — we wzajemnym wspieraniu. Tak np. u Hindusów w Indiach, częściowo po dziś dzień, obornik zwierzęcy nie jest używany jako nawóz w rolnictwie czy ogrodnictwie, lecz jako materiał opałowy.

Aż do Przełomu Czasów wszystkie wyrosłe przez tysiąclecia elementy kultury rolnej — jak uprawa roli, ogrodnictwo i sadownictwo oraz gospodarka hodowlana — były, zarazem jako owoc kultury misteriów, w pełni ukształtowane (patrz Rysunek 2, s. 66). Czy ludzie nie musieli czuć, że dotarli do kresu jakiegoś rozwoju? Czy nie zamilkł też język gnostyków, czy nie opustoszały pogańskie ołtarze?[47] Czy nie wygasła kulturoinspirująca siła misteriów — poza resztkami takimi jak np. kult Mitry? To, czym były ich nauki mądrości, działało już tylko jako tradycja lub w niewielu ludziach jako żywe duchowe dziedzictwo. Gdzież więc istniało jeszcze u

59

Progu Przełomu Czasów jakąkolwiek perspektywę rozwoju, jakąkolwiek nadzieję na przyszłość? Ludzkość zeszła całkowicie w ziemskie bytowanie. Świadomość była zasadniczo ukształtowana przez to, co ofiarowywały zmysły i czynne obcowanie ze światem fizyczno-ziemskim. W tym opuszczeniu przez ducha ludzkość stanęła u pewnego progu i dojrzała do tego, żeby otworzyć się na gruntownie nowy impuls rozwojowy.

Wydarzenie Przełomu Czasów, Misterium Golgoty

Stare misteria wypełniły swoją misję. Nowe misterium — wskazujące w przyszłość, ogarniające całą ludzkość — dokonało się na wzgórzu Golgoty w Jerozolimie. To, co niegdyś czczono jako wyniosłą Istotę Słońca, co u praIndian nosiło imię Wiszwakarman, u praPersów pod Zaratustrą — Ahura Mazdao, u Egipcjan — Ozyrys, co u wczesnochrześcijańskich Greków mogło być widziane w boskiej istocie Apollina — zstąpiło teraz — jak przepowiedziano — na Ziemię i wcieliło się jako Chrystus w ludzkim ciele Jezusa z Nazaretu.[48] Tak oto «całe religijne głoszenie przed pojawieniem się Chrystusa Jezusa było przepowiadaniem Chrystusa Jezusa».[49] W Starym Testamencie Mojżesz na pytanie, w czyim imieniu został posłany, otrzymuje odpowiedź: «Powiedz, że posłał cię ‹Jestem›».[50] Gnoza wskazywała na boskość Chrystusa, na Jego przyjście w duchu — lecz nie na Jego objawienie się w ciele.[51] Gnostyczni filozofowie Grecji — Rudolf Steiner wymienia tutaj Talesa, Heraklita, Empedoklesa — rozwijali w języku pojęć,

60

co niegdyś było oglądane przez wtajemniczonych. W swej logice pojęć «łaknęli» oni nowego wypełnienia. Byli zwiastunami rodzącego się filozoficznego rozumienia Misterium Golgoty.[52] W epoce pochrześcijańskiej Augustyn (354–430 n.Chr.) wystąpił przeciw ówczesnemu ortodoksyjnemu poglądowi, jakoby ludzie epoki przedchrześcijańskiej radykalnie różnili się od ludzi epoki pochrześcijańskiej, wypowiadając słowa: «To, co dzisiaj nazywa się religią chrześcijańską, istniało już u starożytnych i nie brakowało go u zarania rodzaju ludzkiego, a gdy Chrystus ukazał się w ciele, prawdziwa religia, która już wcześniej istniała, otrzymała nazwę chrześcijańskiej.»[53]

Wydarzenie Chrystusowe, Misterium śmierci i Zmartwychwstania, dokonało się dla wszystkich ludzi na Ziemi. Taki jest ezoteryczny stan rzeczy — zdarzenia ezoteryczno-egzoterycznego, związanego z określonym czasem i określonym miejscem. Ludzkość osiągnęła w różnym stopniu taki poziom rozwoju swego Ja, że ukryte sanctissimum duszy — Ja, Wesenskern każdego człowieka — potrzebowało impulsu, aby mogło odnaleźć siebie w sobie samym i w samopoznaniu określić siebie w wolności. Impuls ten ucieleśnił się podczas Chrztu w Jordanie przez zamieszkanie Chrystusa-Ja — istoty słonecznej wypełnionej duchem w najwyższej pełni doskonałości — w ciele człowieka, Jezusa z Nazaretu. Przez trzy lata boska istota działała w tym wybranym ciele ludzkim. To moc tego boskiego Ja przenikała duchem związane z materią ziemskie ciało poprzez śmierć na krzyżu. Dokonało się Zmartwychwstanie w duchu; stoi ono odtąd przed ludzkością jako wielki cel światów. Droga ku temu celowi nadaje wszelkiemu rozwojowi ku przyszłości kierunek i treść. Wraz z uświadomieniem sobie «Ja jestem» każdy człowiek odnajduje w sobie «drogę, prawdę i życie».[54] To odnalezienie oznacza konieczność przejścia przez otchłanie bezducha nicości; lecz oznacza też wypracowanie owoców ducha, które zmartwychwstają w wieczystym ciele Ja. Postępując naprzód od czasu Misterium Golgoty, ludzkość staje wobec świadomego zmagania się ze złem, z tym, co śmierć przynosi, z duchową mocą, która przeciwstawia się wszelkiemu rozwojowi. Poznanie zła łamie jego moc i nadaje Ja siłę. Na miejsce dawnego misterioznawstwa wstępuje zatem

61

i jego misji stopniowego wychowywania Ja przez kolejne epoki kulturowe — trwające nadal Misterium Golgoty, które wskazuje człowiekowi drogi do samowychowania, do poznania swego duchowego pochodzenia i do czynnej miłości z mocy «Ja jestem». Pojęcie Przełomu Czasów, łatwo wypowiadane bez głębszego namysłu, dopiero poprzez ten historyczny proces wynicowania, który zapoczątkowuje Misterium Golgoty, zyskuje sens i znaczenie. Dopiero przez to mające znaczenie dla całej ludzkości wydarzenie może w każdym człowieku rozbłysnąć w pełni swego zasięgu idea rozwoju i wskazać siłom inicjatywy kierunek. Aż do Przełomu Czasów to strumień mądrości płynący z misteriów prowadził człowieka ku przebudzeniu Ja. Od czasu wydarzenia Chrystusowego dusza ludzka może przez wewnętrzne umocnienie myślenia przemieniać tę mądrość w czynną miłość — w ową siłę, która jest zdolna wynicować to, co powstało z ducha, w coś, co w duchu się staje. Tej metamorfozy nie można myśleć dość szeroko i dość daleko. Jest ona całkowicie otwarta na przyszłość, a zarazem ma kierunek i cel. Wydaje się to sprzecznością, która trwa tak długo, jak długo człowiek działa z iluzji i egoizmu. Sprzeczność ta zapada się sama w sobie w tej mierze, w jakiej leżąca u podstaw wszystkiego mądrość przemienia się w wolnym czynie w miłość. Obie perspektywy — odwrócenie od ducha albo w wolnym samookreśleniu zwrócenie się ku niemu — kształtują w epoce postchrześcijańskiej bieg rozwoju ludzkości i jej stosunku do przyrody, a tym samym sposób posługiwania się zasadą organizmu w rolnictwie.

Przemiana zasady organizmu aż do nowożytności

W prachrześcijaństwie pierwszych wieków impuls Chrystusowy pochwycił i przeniknął duszę rozumową lub uczuciową podatnych na niego ludzi w kulturze grecko-rzymskiej. Poczucie osobowości napełniało się w silnym wzmocnieniu Ja ogrzewającą wewnętrznością. U wczesnych chrześcijan na pierwszym planie stała pielęgnacja uświadamiania sobie zamieszkiwania impulsu Chrystusowego w duszy ludzkiej. Ten impuls oznaczał przełom w przebudzeniu Ja. W tym zalążkowym stanie duszy z pewnością przemianie uległo usposobienie duchowe w kwestii indywidualnego stosunku do rośliny i zwierzęcia, Ziemi i kosmosu. Ogólnie rzecz biorąc, rolnictwo toczyło się jednak nadal swoim zwykłym trybem. Dopiero po upadku Imperium Rzymskiego i po potokach wędrówki ludów impuls chrześcijański tak głęboko zadomowił się w poszczególnych ludziach, że zaczęli go poprzez swoje

62

rąk. Benedykt z Nursji (480–547 n.Chr.) był reprezentantem tego rozwoju. Jego biografia wykazuje w tym względzie symptomatyczne rysy: Najpierw w czasie studiów zbiegł ze swego zepsutego otoczenia w Rzymie w życie pustelnicze, w grotę w Górach Sabińskich. Tam, w trzyletniej ascetycznej samotności, przyjął w surowej pracy duszy impuls Chrystusowy w swoje spoczywające w woli Ja. Z tym przechrześcijanionym wolą-Ja wystąpił potem na świat, stał się reformatorem monastycyzmu, założył w 529 roku klasztor i zakon benedyktynów na Monte Cassino — za jego życia powstało jeszcze dwanaście dalszych fundacji. Został ze względu na swe kulturowo-twórcze dokonania nazwany później «Ojcem Europy». Jemu przypisuje się między innymi jako regułę klasztorną zasadę «ora et labora», modlitwy i pracy — dewizę, którą odtąd przez całe Średniowiecze honorowało mnistwo i która wyniosła je do jego wielkich dzieł kultury. Zrodzone z najgłębszych głębin duszy, ujęte w surowe reguły «pracowanie» Benedykta z Nursji odnosiło się do przetwarzania ziemi. Jak Ja przenika całego człowieka i potrafi go przetwarzać ku wyższemu rozwojowi, tak Benedykt zebrał całe rolnicze dziedzictwo kulturowe ludzkości owego czasu, przetworzył je w wyższą całość i stworzył — w metamorfozie kształtującego przedchrześcijańskie epoki kulturowe «organizmu w naturalnym wzroście» — zaczątki powstawania rolniczego organizmu kulturowego. W nim dusza ludzka przeniknięta chrześcijaństwem zaczęła tworzyć sobie odwzorowanie w pracy natchnionej przez Ja i chcianej przez Ja. W zwróconej ku światu, przemieniającej przeszłość w przyszłość sile czynu Benedykta z Nursji spotykamy wybitnego reprezentanta chrześcijaństwa egzoterycznego, tworzącego zewnętrzne formy życia. Ten nurt egzoteryczno-chrześcijański napierał od południa przez Alpy w okolice Jeziora Bodeńskiego (Chur stało się siedzibą biskupią w piątym wieku) i spotkał tam na początku siódmego wieku nurt chrześcijaństwa ezoterycznego, niosącego z zachodu, z Irlandii, kosmiczne chrześcijaństwo przeżywane czysto w duchu. Stało się ono pokarmem duchowym dla przebudzenia Ja ludzi. Reprezentantem tego nurtu jest Kolumban Młodszy (około 530–615 n. Chr.). Legenda głosi, że gdy w roku 610, płynąc w górę Renu, postawił on stopę na wyspie Reichenau na Jeziorze Bodeńskim, jego pierwszym czynem było wygonić z wyspy całe wężowisko w postaci dzików, tak że żałośnie utonęły w jeziorze. W tym obrazie kryje się głęboka przemiana, która się dokonała. Można

63
to rozumieć mniej więcej tak: człowiek taki jak Kolumban, który w oczyszczonej duszy i w mocy Ja niosł w sobie impuls Chrystusa, nie może znosić, by wokoło panowała dzikość. To, co zewnętrzne, musi zostać doprowadzone do harmonijnego współbrzmienia z tym, co wewnętrzne — jest to akt artystyczny. Przeniknięte przez Chrystusa, stające się sobie świadome Ja rozszerza się i czynnie obejmuje swoje otoczenie; przeżywa siebie w tym otoczeniu i staje się go świadome duszewnie w odbiciu tego przeżycia.

Spotkanie i przenikanie się obu nurtów chrześcijaństwa — egzoterycznego i ezoterycznego — stworzyło przez przeszło 200 lat, od siódmego do dziewiątego wieku n.e. na Reichenau, ośrodek kultury promieniujący na całą Europę. Opactwo benedyktyńskie stało się «szkołą dyplomatów» Europy, pielęgnowało związki m.in. z dworem Karola Wielkiego i pozostawało w łączności z nurtem Graala. Wokoło Jeziora Bodeńskiego powstawały w wielkim zagęszczeniu osady najróżniejszych zakonów. We wczesnym średniowieczu okolice Jeziora Bodeńskiego nazywano «ogrodem Bożym w sercu chrześcijaństwa». Tu powstał praobraz krajobrazu kulturowego.

Punkt i obwód

U podstaw stawania się europejskich krajobrazów kulturowych leży przemożny impuls chrześcijański: artystyczne przekształcanie dzikiej natury w naturę kulturową wedle zasady punktu i obwodu. Jest to zasada kształtowania wszelkiej organismusbildung, np. jądro komórkowe–*cytoplazma* albo *embrioblast–trofoblast* w rozwoju embrionalnym. Na przykładzie powstawania wsi i jej gruntów postaram się to wyjaśnić: przenieśmy się do czasu po wędrówce ludów i przed pierwszą wielką erą karczowania lasów w siódmym i ósmym wieku — rozległe obszary Europy były leśno-bagiennymi krajobrazami, rzadko zaludnionymi przez ludzi, którzy w przeważającej mierze nie uczestniczyli w uszlachetniającym kształtowaniu ciała i duszy tak, jak czynili to członkowie przedchrześcijańskich wielkich kultur. Podobnie jak w prasiłach natury, mieszkały w tych wczesnych ludach jeszcze niepohamowana moc, burzliwy hart ducha, nieuformowana, bojowa, silnie związana z siłami krwi duszność. Ja jednak — wieczny rdzeń człowieka — było, jak pąk, który otwiera się na promień słońca, wrażliwe na duchowe impulsy wskazujące w przyszłość. Z tą nieuformowaną, a zarazem otwartą na ducha dyspozycją duszewną spotkał się wędrujący samotnie przez żywiołową dzikość leśnych krajobrazów

64

Wędrowny mnich, niosący w oczyszczonej duszy impuls Chrystusowy. Widzi się go może przy źródle, pradawnym, pogańskim miejscu świętym — zatrzymuje się; wycina w mroku lasu małą polanę i ciosem grubym skleja kaplicę, w której wnętrzu kryje się ołtarz. Widzi się, jak ludzie wychodzą z lasu, zbliżają się i otrzymują nauki, które czują jak duchowy pokarm dla swego Ja, które budzą w nich wolicjonalne Ja do pracy, które czynią z nich pomocników Jednego, mnicha. Zaczynają z nim wycinać las dalej, osuszają pobliskie bagnisko i uprawiają na rozświetlonej teraz pogorzeliskowej polanie rośliny z nasion, które otrzymali jako obce dobro kultury z rąk mnicha. Widzi się, jak wkrótce drewniana kaplica ustępuje miejsca romańskiej budowli kamiennej, która w swych groźnych, potężnych murach i wąskich otworach okiennych kryje się ochronnie przed jeszcze nie uśmierzonymi wokół siłami natury. I wreszcie spostrzega się, że wokół tego ufundowanego i ochrzczonego imieniem centrum wyrastają zagrody chłopskie i warsztaty rzemieślnicze. Wieś jest zrodzona — z kaplicą lub kościołem pośrodku i gruntami wiejskimi jako obwodem.

W następnych stuleciach, aż po wiek dziewiąty i dziesiąty, pod tym wschodzącym impulsem kulturowym przemieniło się kształtowanie duszy ludzkiej. Niepohamowany, burzliwy hart ducha uwewnętrznił się i przeobraził w siłę duszy — w pokorę. I Ja, które w przenikaniu i uszlachetnianiu ciała i duszy stawało się jeszcze w dalszych stopniach świadome siebie, zdobywało się wobec człowieka i świata na «Pytanie». Historia Parsifala opisuje ten przełom. Młody Parsifal wchodzi w świat jako «niedojrzały głupiec». W harcie ducha podejmuje walkę z każdym przeciwnikiem, nie wiedząc, kto to jest. Dopiero po walce zwycięzca i zwyciężony opuszczają przyłbicę i przedstawiają się sobie. Działanie wyprzedzało poznanie. Wędrówka Parsifala wiedzie przez błędy, zwątpienie i cierpienie ku przebudzeniu Ja, ku pytaniu: «Kim jestem, czego Tobie brakuje?» Otwarcie duszy na Pytanie we właściwym miejscu we właściwym czasie wynosi Parsifala do godności króla Graala — Ja, które w wypełnieniu duchem panuje nad sobą samym. Tak jak w greckim losie Oresta lub Edypa w nieubłaganości przeznaczenia zapowiada się tragika dobiegającego końca wieku, tak w losie Parsifala — w pełnej metamorfozie — objawia się przyszłościowa droga do wolnego samookreślenia.

Pomiędzy klasztorami — benedyktyńskim mnichostwem — a palatynami, królestwem, powstawały teraz wiejskie osady. W nich pojawia się, w przemienionej formie i na wyższym szczeblu, całe rolnicze

65

Dziedzictwo przedchrześcijańskich epok kulturowych. Pośrodku gruntów wiejskich, górując wysoko nad szczytami dachów wsi, wznosi się kościół z wieżą i nawą — dzieło sztuki w podwójnym znaczeniu: pionowo ku górze strzela wieża, zewnętrznie ukształtowany obraz wewnętrznego przeżycia Ja; poziomo rozciąga się nawa, rzut dusznego przeżycia we wspólnocie. To centralne usytuowanie jest budowlanym dziełem całej wiejskiej społeczności. To, co tu powstaje niejako jako akt chrzcielny ziemskiego miejsca pośród dzikiej natury, jest pełnym wynicowaniem doskonałego dzieła sztuki z epoki przedchrześcijańskiej — greckiej świątyni. Jak ta ostatnia wystawiała swą wysoce estetyczną formę na zewnątrz, przede wszystkim w kompozycji kolumn, gdy tymczasem wnętrze — cella, mieszkanie bóstwa — ukryte było przed profanicznym wzrokiem w niemal hermetycznym zamknięciu murów, tak w romańskiej bazylice to, co na zewnątrz, jest mocno obmurowane, kolumny wzięte do środka, a przestrzeń wewnętrzna otwarta na gminę. Artystyczna siła duszy odczuwającej wewnętrznie każdego z osobna w wiejskim gemeinwesen przeniknięta była obrazowym przeżyciem ezoterycznego chrześcijaństwa ludowego działającego w głębinach i opierała się na instytucjonalno-egzoterycznym chrześcijaństwie, które działało przede wszystkim w mnichostwie i szlachcie. Obydwa sposoby przeżywania łączyły się i skupiały ku wewnątrz na centrum gruntów wiejskich i stwarzały dla gminy oraz kultycznego wydarzania się przy ołtarzu przez artystyczne ukształtowanie powłokę formy.

Ta sama artystyczna siła zwracała się jednak ku peryferiom — ku gruntom wiejskim. I tu dokonuje się wynicowanie. Dotyczy ono polarnie wobec siebie stojących nurtów pasterskiego i rolnego oraz luźno powiązanych, nie skupionych na jednym centrum nurtów ogrodnictwa i sadownictwa z epoki przedchrześcijańskiej.

Widzimy, jak teraz wokół kościoła, który tworzy środek, grupują się chłopskie zagrody. Dawne koczownictwo nie ma kontynuacji w chrześcijaństwie. Wędrowny pasterz z bydłem osiedla się, jak to miało już miejsce u półkoczowniczych Celtów i Germanów z ich luźnymi osadami. Odtąd bydło żyje pod jednym dachem z człowiekiem. Hodowla zwierząt wchodzi w obrębie zamkniętości gruntów polnych w relację z uprawą roli, gospodarstwem łąkowo-pastwiskowym. Pod kierownictwem jednego i tego samego człowieka dokonuje się zjednoczenie, wręcz «ślub» uprawy roli i hodowli zwierząt. Zażegnywany jest antagonizm wrogich braci Kaina i Abla. Ponadto ogrodnictwo wcielane jest teraz, w epoce nachrześcijańskiej, w stający się organizm wiejski

66
Abbildung 2: Metamorphose und Durchdringung der vier agrarkulturellen Strömungen im Durchgang durch das Christusmysterium. Der Weg vom Organismus im Naturwachstum zum Kulturorganismus.

wchodzi. Chłopskie ogrody układają się przy zagrodach jak obramowanie wokół wsi. Tu gromadzi się na ogrodzonym terenie przekazywany w tradycji zasób kulturowy w postaci gatunków warzyw, kwiatów, ziół leczniczych i owoców jagodowych; tu miał swoje miejsce chów pszczół; stąd pszczoły wylatywały w otaczającą gruntów wiejskich, dopełniały zapylenia i znosiły miód.

Tak jak hodowla zwierząt i ogrodnictwo w przejściu przez Przełom Czasów ukształtowały się jako organy stającego się organizmu wyższego rzędu, tak też sadownictwo. Ułożyło się ono w nawiązaniu do ogrodów jako dalsze obramowanie — w bogatym w gatunki drzewostanie wysokopiennym — w postaci sadów łąkowych wokół wsi. Blisko stajni sady łąkowe dostarczały zarazem świeżej zieleni do karmienia młodych zwierząt.

Za sadami łąkowymi grunta wiejskie otwierały się na krajobraz polny, na łąki i pastwiska — w nizinach, dolinach rzecznych albo w pasach towarzyszących strumieniom i rzekom. Te tereny zielone, jak również uprawy gruntów ornych, wcielały się — za pośrednictwem benedyktynów — jako organy w organizm wiejski. Ożywione impulsem chrześcijaństwa zrasta się uprawa roli i hodowla zwierząt, sadownictwo i ogrodnictwo, gospodarka łąkowo-pastwiskowa, żywopłotowo-leśna oraz gospodarka wodna w

67

jednej całości, w zamknięty w sobie organizm rolnictwa. „Zewnętrzna skóra" tego organizmu od strony przylegającego lasu lub sąsiednich gruntów wiejskich oznaczona jest przez kamienie graniczne, a tam, gdzie z jakiegoś wzgórza roztacza się swobodny widok, z daleka pozdrawiają wieże kościołów sąsiednich wsi.

Z siły świadomości przeniknięcej chrześcijaństwem duszy rozumowej lub uczuciowej elementy przedchrześcijańskiego rolnictwa zostają uniesione na wyższy szczebel kultury. Wstępują one w organizmie wiejskim lub pojedynczym gospodarstwie we wzajemnie się wspierający stosunek wzajemny. Najwyraźniej dotyczy to dawnego pra-przeciwieństwa uprawy roli i hodowli zwierząt. Zwierzęta domowe są w gatunku i liczbie dostosowane do dostępnej bazy paszowej. Dostarczają one nawozu, który wraz z trójpolową płodozmianą — ozimina, jare i ugór — wspierany przez kształtującą uprawę pługiem, zapewnia zakorzenioną w glebie trwałą żyzność. Wszystko pozostaje ze sobą w przestrzennym i czasowym stosunku wzajemnym: na członie płodozmianu, jakim jest ugór — oznaczający rok spoczynku dla gleby — wyrasta po bronowaniu wiosną dziki porost ziół, traw, koniczyny itd., który przez lato jest owcami i bydłem spasany i nawożony. Ta orna pastwisko-rola otrzymuje przed przekopaniem i siewem oziminy jesienią dodatkowo nawóz ze stajniowo-oborowej hodowli z poprzedzającej jesienno-zimowej pory. W roku drugim stoją jako chlebonosne owoce ozime zboża, dostarczające zarazem głównie słomy do ściółki w oborze, a w roku trzecim stoją w „owocowaniu wyczerpującym" letnie zboża oraz rośliny strączkowe, len, przędzalny len itd. Całe pole orne podzielone jest mniej więcej na trzy równe powierzchnie, na których sąsiadują ze sobą plony uprawiane kolejno na każdej z trzech części w odstępie trzech lat (rysunek 2). Gospodarka trójpolowa aż po nowożytność była rękojmią odnawiającej się z roku na rok, ponad poziom czystej natury wznoszącej się żyzności gleby. Łąki, które dawały siano do zimowego żywienia w oborze i z których powstawał obornik dla gruntów ornych, nazywano „matką gruntów ornych".

Jak żywe komórki z jądrem i otaczającą plazmą łączą się w wyższe całości, choćby roślinę, tak wsie w wyższą jedność krajobrazu kulturowego. Wszystkie europejskie krajobrazy otrzymały swój własny kulturowy charakter naznaczony pod wpływem chrześcijaństwa. Stanowią one tkankę komórkową stworzoną przez ludzki duch i ludzką rękę przez wieki —

68

— tworząc organizmy pojedynczych zagród i wsi. Ich godzina narodzin przypadła na wiek siódmy do dziesiątego, w leśnych krajobrazach środkowej Europy — na wiek dwunasty.

Tak więc organizm wsi — lub, przy rozproszeniu pojedynczych zagród, kirchszpil — posiada swoje wnętrze i swoje zewnętrze. Przeżywanie tej polarności kształtowało codzienną pracę w stajni i na polu. W pełnym oddaniu duszy odczuwającej praca stanowiła most między tym wnętrzem a zewnętrzem. Te same ręce, które z mistrzostwem ciosały kamień pod budowę kościoła, malowały freski, tworzyły barwne okna — te same ręce troszczyły się na zewnątrz o bydło, uprawiały rolę i z równym mistrzostwem kształtowały krajobrazy kulturowe. Ta sama świadomość, która ogarniała budowę kościoła jako centrum, a gemarkung jako peryferie, łączyła oba bieguny przez pracę, przez «*ora et labora*», w całość organizmu wiejskiego. To, czego pojedyncza dusza i cała wspólnota wsi doświadczała jako świętego działania przy ołtarzu, wpływało w pracę i nadawało jej na zagrodzie i na polu duchową siłę impulsywną oraz sens: splot relacji pomiędzy uprawą roli, hodowlą zwierząt, ogrodnictwem, sadownictwem i leśnictwem, a także gospodarką łąkowo-pastwiskową — z umiarem, w harmonii i pięknie, wzajemnie dostrajać.

To natomiast, czego chłop na zewnątrz — wiosną, latem, jesienią i zimą — doświadczał z żywiołowych sił przyrody w wietrze i pogodzie, co do niego mówiły słońce, księżyc i gwiazdy, gęstniało w nim, nie będąc «przemyślanym», w mądrość instynktownie pewnej pracy. Bogactwo tego przeżycia z pracy pod otwartym niebem niósł z powrotem ku ołtarzowi jako uświęcone dobro — i tam na nowo otrzymywał impulsowanie z ducha. To rytmiczne wplecenie w przeżycie wnętrza i zewnętrza w duchu chrześcijaństwa, wzmocnione przez świętowanie Świąt roku, kształciło całego człowieka w jego stosunku do pracy, do przyrody i do wspólnoty. Wpisywało się w duszę człowieka tak samo, jak w zewnętrze przyrody. Stąd zapewne bierze się, że z każdego miejsca w obrębie europejskich krajobrazów kulturowych przemawia — dla subtelniejszego odczuwania — «*spiritus loci*». Jak silnie ujawnia się w tym odbicie duszy ludowej — lub w charakterze krajobrazu: ducha ludowego — widać, gdy porównuje się subtelniejsze niuanse twórów sztuki wyrastających z poszczególnych ludowości z krajobrazami, w których powstały. Można w tym sensie mówić o typie krajobrazu odpowiadającym angielskiej duszy ludowej, a tak samo o holenderskim, szwedzkim, włoskim itd. typie krajobrazów. Od wczesnego średniowiecza krajobrazy noszą

69

w postępującej indywidualizacji poszczególnych wsi piętno panującego każdorazowo ducha ludowego, duszy ludowej i ludowości.

Wędrówka ludów spowodowała na północ od Alp upadek i zniszczenie wszystkich miast założonych przez Rzymian: nową, wyłaniającą się z przechrześcijanionej postawy duszy wyrażonej w «*ora et labora*» formą osiedleńczą stała się wieś. Dopiero później, w dziesiątym i jedenastym wieku, w związku z siedzibami szlachty, klasztorami, centralnymi miejscami handlu, obdarzone szczególnymi przywilejami poszczególne wsie stały się miastami. Początkiem było wyznaczenie centrum w postaci kaplicy i wyrąbanie skrawka dzikiej natury wokół niej, po czym następowała budowa romańskiej bazyliki oraz skierowane ku niej rozmieszczenie zagród chłopskich i otaczających je, ku zewnętrzu ograniczonych gruntów. W tej samej mierze, w jakiej centrum — kościół, z wieżą i nawą, w artystyczno-plastycznym ukształtowaniu — wznosiło się i wyformowywało, w tej samej mierze kształtowała się i gliczyła dawniej bujnie płonąca dzika natura obrębu wsi w naturę kulturową. Ten rozwój postępującej artystycznej harmonizacji i udoskonalania osiągnął swój szczyt w pojawieniu się gotyku. W romaniźmie ukazują się w zarodkowych rysach w artystycznym odwzorowaniu to, co w ludziach stopniowo w pokorze i oddaniu objawia się i uwewnętrznia jako najgłębsza istota chrześcijaństwa. Impuls Graala, który wyłonił się z nurtu ezoterycznego chrześcijaństwa w ósmym i dziewiątym wieku, przenikał dusze ludzi i budził w nich w wysokim stopniu siłę uwewnętrznienia. W gotyku rozkwita z tej intymności życia duszy bezprecedensowa artystyczna siła kształtowania. Wieża jeszcze bardziej filigranowo strzelała ku górze, długa, wysoka, wielonawowa bryła kościoła z transeptem i chórem otulała ogromną przestrzeń wewnętrzną, przepełnioną barwnym światłem, które przez biblijne sceny i postacie świętych w oknach witrażowych wpływało jak z wyższego świata. Jakże musiał się w tym odnajdywać człowiek chłopski, który mieszkał w prostej, przyciśniętej ku ziemi chacie u stóp potężnej budowli? Na zewnątrz wzrok jego obejmował naturę ukształtowaną przez pracę jego rąk — w swych formach i barwach; wkraczając do przestrzeni wewnętrznej wysokiej budowli, dostrzegał formy i barwy zupełnie innego rodzaju. Przed jego oglądem roztaczało się — w wysokim artystycznym ukształtowaniu — odwzorowanie jego własnego, uczuciowo-duchowo-duszewnego przeżycia.

W gotyku kształtowanie centrum w obrębie należącej doń gemarkacji osiąga swój szczyt. Rdzenie z czysto wewnętrznego

70

Zbudowana z wewnętrznego przeżycia ludzi budowla wznosi się w artystycznym wywyższeniu ponad otaczający krajobraz. Gotyckie katedry, domy i kościoły katedralne oraz poprzedzające je budowle romańskie nie zamykają przestrzeni krajobrazowej jak grecka świątynia, lecz są w wyższym sensie centralnym organem obejmującego otaczającą przyrodę ziemską całościowego organizmu. Uderza to z całą mocą, gdy takie budowle jak na przykład Chartres, katedra w Strasburgu czy w Ulm — odwiedzane z oddali, z pominięciem myślą dzisiejszego miejskiego otoczenia — albo jakiś wiejski kościółek zbliża się do wędrowca krok po kroku.

W gotyku wysokiego średniowiecza ostatnie resztki bujnej dzikiej natury zostały ujarzmione i przez pracę chcianą przez Ja wyniesione do rangi „ogrodu Bożego". W obliczu bogactwa rzeźb w portalach i niszach, żywo wyłaniających się z kapitelów istot, roślinnych ornamentów zdobiących zewnętrzną powłokę budowli, można odnieść wrażenie, jakby nadwyżkowe, wyzwolone z otaczającej przyrody i oczyszczone, żywe siły kształtujące wpłynęły w budowlę, w rzeźbiące i malujące ręce artystów. Tak jak same te budowle, tak teraz i krajobraz kulturowy osiąga wraz z nimi swoje dopełnienie. Jak w gotyku strzeliście wznoszące się ostrołuki mają swój zwornik (w romaniźmie łuk półkolisty dźwiga jako całość), tak gotyk jako całość stanowi zwornik w rozwoju zasady organizmu jako podstawowego pierwiastka kształtowania zachodnioeuropejskich krajobrazów kulturowych — a zarazem zwornik epoki duszy rozumowej lub uczuciowej.

Zasada organizmu w nowożytności

Gwałtowne przewroty znamionują przekroczenie progu w epokę nowożytną, w wiek duszy świadomości. Europa zaczyna dzielić się na państwa narodowe. Czyn Dziewicy Orleańskiej (1412–1431) zapoczątkowuje proces terytorialnego rozdzielenia Francji i Anglii; żeglarze z królestw Hiszpanii i Portugalii otwierają szlaki morskie do dalekich krajów; z abstrahującego myślenia wywodzą się nowsze nauki; Kopernik (1473–1543) «każe Ziemi obracać się wokół Słońca»; Kościół i szlachta popadają w ortodoksję; obydwie strony domagają się swoich przywilejów i spierają o władzę; miasta rosną, a wraz z nimi mieszczaństwo. Sztuki najpełniej odzwierciedlają przemianę świadomości: malarstwo złotego tła — obraz wkraczania wieczności w czas — zostaje zastąpione przez

71

perspektywę przestrzenną. Empiria, naoczność zmysłów, rozpoczyna swój pochód triumfalny. Chłopstwo dąży do wyzwolenia spod hegemonii Kościoła i szlachty, by — zachowując swoją ludowość i zrodzone z ezoterycznych źródeł chrześcijaństwo ludowe — znaleźć własne drogi wolnego samookreślenia. Nadchodzi wiek, w którym człowiek coraz bardziej staje w obliczu świadomej konfrontacji ze złem, w obliczu przeciwieństwa sił sprzyjających rozwojowi i sił go hamujących, negujących.

To przeciwieństwo uwidacznia się w odniesieniu do zasady organizmu już na samym początku XV wieku. Z jednej strony widzimy, jak Hiszpanie i Portugalczycy wychodzą poza już wcześniej znane Wyspy Kanaryjskie i zapuszczają się swoimi wielkimi żaglowcami w coraz szersze kręgi Atlantyku — i to Portugalczycy odkryli w 1425 roku wyspę Maderę. Była ona niezamieszkana i okryta gatunkowo bogatym płaszczem pierwotnych lasów, organizmem wyrosłym w naturalnym wzroście od zarania dziejów. Niebawem, w latach 1426–1428, pierwsi osadnicy-chłopi z Portugalii podpalili ten niepowtarzalny biotop naturalny wyspy, sprowadzili rdzennych mieszkańców Wysp Kanaryjskich, Guanczów, obrócili ich w niewolników, kazali im wykopać sieć kanałów nawadniających i obsadzić całą wyspę trzciną cukrową w monokulturze — ta zaś, przetworzona w cukier trzcinowy jako towar eksportowy, znajdowała chętnych nabywców na kontynencie, a przede wszystkim w Anglii.[55] Tutaj, niczym w komórce zarodkowej, rozgrywa się symptomatycznie to, co w następnych stuleciach w nowym świecie prowadziło na wielką skalę do zawłaszczania ziemi, rozległych wycinek lasów, monokultury, zniewolenia, handlu niewolnikami i rynków eksportowych dla żywności — wczesna postać agrarnego industrializmu, a w dekadencji: powtórzenie przedchrześcijańskich prądów rozwojowych zakorzenionych w danej kulturze.

Z drugiej strony widzimy, jak przede wszystkim w Europie Środkowej chłopi walczyli o swą wolność wobec hegemonii Kościoła i szlachty, i usiłowali ocalić swoje dorobki kulturowe po drugiej stronie progu nowożytności. Z wiejskich wspólnot, które w początkach średniowiecza nadawały ton, od IX i X wieku wyłaniały się tu i ówdzie miasta. W nich — wraz z mieszczaństwem, wraz z napływem prawa rzymskiego i od XIII/XIV wieku wraz z zakładaniem uniwersytetów — rozwijało się życie kulturowe wyemancypowane z przyrody, odmienne od tego, które w wiejskich wspólnotach jako twórcze[56]

72
Abbildung 3: Die Natur- und Sozialordnung der freien wirtschaftlichen Dorfgemeinschaften.

W ludowości żyła dalej siła. Ta zaś, w okresie przejścia do epoki duszy świadomości, szukała sobie innej drogi rozwoju kulturowego i znalazła swój właściwy, środkowoeuropejski wyraz w «wolnych ekonomicznych wspólnotach wiejskich».[57] Te uwolniły się od obcego panowania hegemonicznych mocarstw i są owocem rozwoju wiejskiego od końca wędrówki ludów.

W wolnych ekonomicznych wspólnotach wiejskich w XV wieku zakwitł na krótko — z sił ludowości — wzajemnie się wspierający porządek przyrodniczy i społeczny.

Obok opisanego już organizmicznego porządku przyrodniczego ze środkiem i członowanym obwodem gemarkacji wiejskiej ukształtował się w zalążku trójczłonowy porządek społeczny. Pod powierzchnią historycznie uchwytnego katolickiego (piotrowego) chrześcijaństwa żyło chrześcijaństwo ludowe, z którego źródeł dusza ludowa pielęgnowała życie duchowe, które przekazywano z ust do ucha, które przeżywia się w obrazowych opowieściach, duchowych przeżyciach i przeczuciach, w sagach i legendach, w poezji i muzyce ludowej itd. Z właśnie tego źródła wyrastało życie prawne zakorzenione w poczuciu prawa każdego jednostkowego człowieka, które niepisane przechodziło z ust do ucha i corocznie na nowo było ustalane, względnie potwierdzane. To

73

Rozumie się samo przez się, że ze strony klasztorów, panów ziemskich i rosnących w siłę miast prawo rzymskie, prawo pisane, coraz bardziej podkopywało tę żywą poczuciową postawę prawną. Na tle wyrastającego z ludowości życia duchowego i prawnego życie gospodarcze kształtowało się instynktownie w asocjacje.[58] Gromady wiejskie grupowały się wokół centralnego rynku w takiej odległości, by furmanki mogły dojechać tam i z powrotem w ciągu jednego dnia. Ludzie we wsiach pozostawali ze sobą i z centralnym rynkiem w takim stosunku gospodarczym, że wymiana dóbr zaspokajała potrzeby po cenach, które zapewniały utrzymanie rodzin chłopskich i rzemieślniczych tak długo, aż ten sam produkt mógł być na nowo wytworzony.

„Wolne ekonomiczne wspólnoty wiejskie" z początku nowożytności noszą w sobie zarodek kształtowania życia społecznego w przyszłości w duchu „trójczłonowości organizmu społecznego".[59] Ten rozkwit samodzielnej, ludowej duchowości życia społecznego we wiejskich wspólnotach był nacelowany na to, by zainaugurować bazowo-demokratyczny rozwój w Europie Środkowej, podobny do tego, jaki ukształtował się w Szwajcarii. Najszlachetniejsi swojej epoki, jak choćby Matthias Grünewald (1470–1528), Tilman Riemenschneider (1460–1531), Paracelsus (1493–1541) i wielu innych, solidaryzowali się z chłopstwem. Naprzeciw stały jednak spowalniające siły w Kościele i szlachcie. Konflikt rozładował się w wojnach chłopskich 1524–1525. To, co jako impuls odnowy kultury — zarodkowy, żywy — mogło stanąć u boku rosnących w siłę miast, zostało utopione we krwi. Kontrreformacja dopełniła reszty, dusząc wszelkie dalsze dążenia do samodzielności w zarodku. Prawo rzymskie objęło swą hegemonię również na wsi. Ziemia stała się wedle obowiązującego rozumienia prawa prywatnoprywatną własnością — i tym samym stopniowo towarem na sprzedaż.

Lecz potem, około przełomu XV i XVI wieku, wybucha na nowo impuls społeczno-reformatorski. Pismo Valentina Andreae (1586–1654) „Chymiczne wesele Christiana Rosenkreuza" krąży z ręki do ręki od około 1604 roku. Opublikowano je w 1616 roku w Strasburgu.[60] Nawiązuje ono do Christiana Rosenkreutza (1378–1484) i jego wtajemniczenia

74

1459. W tym samym czasie zawiązało się «Bractwo Różokrzyżowców». Skupiało ono nielicznych pojedynczych ludzi, którzy pozostawali nieznani i którzy — inaczej niż na przykład Paracelsus (1493–1541) — nie zaznaczali swojej obecności na zewnątrz poprzez jakieś nauczanie, lecz ukryci, z duchowych inspiracji, bezinteresownie stawiali się w służbie bliźnim. Przypuszczalnie z pióra tego samego autora, Valentina Andreae (1586–1654), wyszły kolejne pisma różokrzyżowe: w 1614 roku Fama Fraternitatis (skierowana do «głów, stanów i uczonych w Europie»), w 1615 roku Confessio oraz w 1617 roku Allgemeine und Generalreformation der ganzen Welt. W tej «Generalreformacji» z ducha różokrzyżowstwa wyszły z ukrycia na jaw owe impulsy, które w XV wieku, podprogowo, złożyły zarodek trójczłonowości organizmu społecznego w wolnych ekonomicznie wspólnotach wiejskich.

To, co z różokrzyżowstwa — jako duchowe impulsy ogarniające czynnego ducha równie w przyrodzie, jak i w życiu społecznym — mogło torować drogi przełomowe dla XVII wieku, zostało unicestwione przez ogromne nieszczęście wojny trzydziestoletniej i jej następstwa. Wojna ta spustoszyła Europę Środkową według strategii spalonej ziemi. Wiele wsi zamieniło się trwale w pustkowia; ludność wiejska padła ofiarą okrucieństw głodu, zarazy i działań wojennych w 40%,[61] miejska w 33%. Zapasy ziarna siewnego i zbóż chlebowych grabiono wielokrotnie lub niszczono kontrybucjami, zwierzęta odpędzały przemaszerowujące wojska, studnie zatruwano wrzucanymi trupami zwierząt. Jeszcze do końca stulecia, pięćdziesiąt lat po Pokoju Westfalskim z roku 1648, w wielu miejscach panował głód. Wojna trzydziestoletnia złamała fizycznie kręgosłup zastanej kultury agrarnej Europy Środkowej. Wiele z ludowej mądrości przepadło bezpowrotnie, i tylko mozolnie, z resztek zachowanej wiedzy opartej na doświadczeniu, można było na nowo przywrócić do życia zasadę organizmu w wsiach i na pojedynczych gospodarstwach. Dottenfelderhof na przykład — dziesięć kilometrów od centrum Frankfurtu nad Menem, jako folwark należący do premonstrateńskiego klasztoru Ilbenstadt — był doszczętnie zrównany z ziemią. Dopiero w roku 1707 doszło do odbudowy głównego budynku z izbami mieszkalnymi i spichlerzem, a w roku 1742, blisko sto lat po wojnie, cały zespół budynków przywrócono do stanu gotowego do obrony, hermetycznie zamkniętego grodu.

75

Po głębokich zapaściach XVII wieku wiek XVIII przyniósł wraz z Oświeceniem także przebudzenie w rolnictwie. W jego pierwszej połowie rozkwitła tak zwana literatura ojców domowych, która — spoglądając wstecz na utracone zwyczajowe mądrości — szukała jeszcze ujęcia rolnictwa jako organismicznej, etycznie ugruntowanej całości. W drugiej połowie XVIII wieku na pierwszy plan wysunęła się ekonomia eksperymentalna.[62] Trzymano się tego, co w ramach organismicznej zamkniętości okazywało się empirycznie rozsądne, i co potem przygotowało grunt pod rodzące się nauki rolnicze XIX wieku. Po długotrwałej depresji, która nastąpiła po zamętach wojny trzydziestoletniej, rolnictwo w miarę postępu XVIII wieku nabrało rozmachu. Niezależnie od stosowania bardziej racjonalnej, myślowo przeniknięcej praktyki, poprawa warunków życia zawdzięczana była przede wszystkim «obsianiu ugorów». W ramach nadal praktykowanej trójpolówki obsiewano odłogi roślinami okopowymi (ziemniakami) i przede wszystkim koniczyną. Dzięki uprawie roślin pastewnych na roli wzrosła żyzność gleby, plony rosły, a niedola ustępowała miejsca skromnemu dobrobytu.

W Oświeceniu XVIII wieku z ukrycia różokrzyżowców i innych pokrewnych nurtów duchowych — jako przedstawiciela wymienić można teologa i «teozofa» Friedricha Oetingera (1702–1782)[63] — wyłaniało się w społecznej świadomości nowe życie. Idealizm niemiecki czerpał w filozofii, poezji, nauce i sztukach z tych duchowych podziemi. Z tych samych podziemi wznosiły się ideały stojące u początków Rewolucji Francuskiej, wołania o wolność, równość i braterstwo. Są to — w przeobrażonej postaci — te same, które były zawiązane w trójczłonowości wolnych gospodarczych wspólnot wiejskich XV i XVI wieku, te same, które na początku XVII wieku impulsiły dążenia różokrzyżowców do «generalnej reformacji»,[64] te same, które Goethe (1749–1832) przetworzył poetycko w swym Wilhelmie Meistrze, w Hermanie i Dorotei i innych dziełach. Te wołania, płynące poprzez wieki z nurtu ezoterycznej wiedzy — i one też rozbiły się o retardujące

76

siłom retardującym; i one też rozbrzmiały echem w krwawych walkach i skończyły się ponownie zwycięstwem restauracji.

Jaki przebieg wzięło na tym tle historycznym rolnictwo? Jego podstawa, zasada organizmu, trwała niezmiennie. Lecz bez działającej nadal siły duchowego impulsu stała się tradycją: krajobazy kulturowe wyrosłe z chłopskiego trudu musiały być przez następujące stulecia utrzymywane z równym wysiłkiem co budowle romańskich kościołów i gotyckich katedr, które niegdyś tworzyły z nimi jedność. Najpierw kropla po kropli pojedynczy, odważni ludzie wiązali swój tobołek i wędrowali do rozwijających się miast. Potem jednak, od XVII wieku, ruszali falami odpływowymi za wołaniem «miejskie powietrze daje wolność». Przyjmowali do wiadomości utratę wiejskiej zadomowioności i spokoju; parli precz z ciasnotą i nieswobodą życia związanego z naturą i szukali w egzystencjalnej niepewności wolnego samookreślenia w nowych, dopiero tworzących się zawodach. Przykładnie i poruszająco opisuje tę samotną drogę w niepewność późniejszy okulista i poeta Jung-Stilling (1740–1812),[65] któremu Goethe zdecydowaną interwencją pomagał nieraz wyjść z egzystencjalnej biedy. Coraz bardziej pochłaniały miasta ludzi z rolnictwa, akademickie życie, nauki przyrodnicze rozkwitały, a z nimi techniczna realizacja poznanych praw nieorganicznej przyrody. W obliczu w pełni ludzkiego, uniwersalnego ukierunkowania pracy w rolnictwie ludzie zanurzali się teraz w podzielonym według zawodów świecie przemysłu. Oni, którzy wciąż tkwili całkowicie w ludowym sposobie świadomości, widzieli siebie w egzystencjalnej niepewności wezwanych do indywidualnego samouświadamiania. Z chłopa stawał się nowoczesny, wyemancypowany człowiek; proletariusz. Ten z procesu podziału pracy nie mógł wyciągnąć nic prócz swojej płacy: nie mogło mu dać odpowiedzi na pytania jego życia ani humanistyczne wykształcenie jego epoki, ani tym bardziej nauki przyrodnicze, które na pytanie o jego człowieczeństwo pozwalały mu wywodzić się od małpy. W postępującym biegu nowożytności chłopstwo pogrąża się w tradycję związaną dziedzicznym prawem, z której nie wychodziły już żadne impulsy odnowy. Ta tragika zaznacza drogę rozwoju XIX i XX wieku. Już besömmerowanie ugoru koniczyną w XVIII wieku było impulsem przychodzącym z zewnątrz, który napotykał na opór — nie w ostatniej mierze z tego powodu, że

77

Niegdyś elastyczna trójpolówka skostniała w sobie poprzez rzymsko-prawny porządek własności.

Przykład, jak bardzo opór wobec wszelkich nowości był wrogiem każdej innowacji, pokazuje na początku XIX wieku próba wprowadzenia siewnika do wysoko rozwiniętej kultury rolnej Flandrii. Próba ta początkowo się nie powiodła; chłopi wyczuwali instynktownie to żądanie jako wtargnięcie w duchowo-moralne rozumienie samego siebie przez rolnika, który otwartej ziemi miarowym krokiem i rytmicznym zamachem powierzał ziarno i który zarazem w nastawieniu duszy i ducha dawał temu zdarzeniu swoje błogosławieństwo. Jakże inaczej konstruktor siewnika, który, przychodząc z zewnątrz — z miasta — rozkłada czynność siewu w myślowej abstrakcji na jej funkcje. Buduje z tego maszynę, która musi spełniać następujące funkcje: umieszczać określoną ilość materiału siewnego o określonej wielkości ziarna w określonej jednostce czasu na określonej głębokości gleby i przykrywać ją ziemią.

W XIX wieku nauki przyrodnicze i technika przejmowały stopniowo ster nad rolnictwem wyobcowanym z jego duchowych impulsów. Zaraz na początku powstawała jedna rolnicza uczelnia po drugiej. Na pierwszym planie stało pytanie o to, co nazywano „starą siłą gleby", a z tego pytanie o nawożenie. Chciano zrozumieć, co przez wieki nadawało glebom trwałą żyzność. Zagubiono całość organizmu rolnictwa i współdziałanie jego członów z oczu i szukano poszczególnych czynników. Dostrzeżono znaczenie próchnicy jako nosiciela żyzności. Aby temu zagadnieniu trwałej żyzności gleby śledzić eksperymentalnie, w Kent, w Anglii, w 1853 roku założono długoterminowe doświadczenie nawozowe w Rothamsted. W jednej parceli z nawożeniem obornikiem zostało ono po pewnym czasie wstrzymane — i po pięćdziesięciu latach dało się jeszcze stwierdzić skutki owego dawnego nawożenia.[66] Tym samym, a także przez późniejsze długoterminowe doświadczenia przeprowadzone gdzie indziej,[67] potwierdziło się, że „stara siła" zawdzięczana jest w istotnej mierze hodowli bydła w organizmie rolnictwa.

Przez badania chemika Justusa von Liebiga (1803–1870) uwaga w kwestii nawożenia skierowana została na znaczenie poszczególnych substancji. Z analiz plonów wywiódł on, że gleby

78

gospodarstwa tyle samo składników odżywczych, ile zawierają sprzedawane plony.[68] Z tego wniosku wyprowadził swoją teorię nawozów mineralnych, według której składnik odżywczy będący w minimum ogranicza plon. Liebig, który jedną nogą stał jeszcze w niemieckim idealizmie, a drugą — w rodzącym się materializmie drugiej połowy XIX wieku, był przekonany, że utratę glebowych pierwiastków kluczowych — fosforu, potasu i innych — trzeba uzupełniać nawożeniem. Inaczej jednak niż panująca doktryna oceniał azot: tym, przekonywał, natura sama powinna się troszczyć. Naprzeciw niego stali jego przeciwnicy — zwolennicy nawożenia azotowego — którzy w następnych czasach wzięli górę. Pośmiertnym zadośćuczynieniem dla Liebiga było wdrożenie i potwierdzenie jego tez przez rolnika Schultza-Lupitza (1831–1899),[69] któremu po dziesięcioleciach wysiłków udało się znacznie poprawić poziom plonów ekstremalnie ubogich piaszczystych gleb Lupitz przez pogłębienie profilu próchniczego.

Korzystne działanie przedplonowe roślin motylkowych pozostawało do końca XIX wieku zagadką — do roku 1886, kiedy Hellriegel (1831–1895) ogłosił odkrycie wiążących azot bakterii brodawkowych żyjących w symbiozie z korzeniami roślin motylkowych. Mimo tych odkryć naukowych i praktycznych dotyczących wiązania azotu z powietrza jako procesu zachodzącego w żywym, cały zapał skupiał się na pytaniu, jak azot z powietrza można by — z pominięciem żywego — przemienić drogą techniczną w formę soli. Chodziło bowiem nie tylko o to, by zdobyć ten najbardziej upragniony z wszystkich nawozów dla rolnictwa, lecz równie o wytwarzanie materiałów wybuchowych. Jedyne na świecie złoże azotanowych soli sodowych nadające się do eksploatacji — w postaci saletry sodowej — znajduje się na pustyni Atakama w Chile: odległe i niezwykle kosztowne źródło dla rosnącego zapotrzebowania w XIX wieku.

W ten sposób nauki przyrodnicze i technika działały od XIX wieku na rolnictwo z zewnątrz i w XX wieku stały się zwiastunami wyobcowania rolnictwa z jego własnych impulsów rozwojowych i warunków wytwarzania, a ostatecznie przyczyną jego upadku w agroindustrializm. Czynnikiem sprawczym na tej drodze jest

79

azot, po którym od lat sześćdziesiątych XX wieku nastąpiły syntetyczne herbicydy, pestycydy, regulatory wzrostu i skracacze źdźbeł itp., a w końcu inżynieria genetyczna.

Na początku XX wieku w Norwegii utleniano azot atmosferyczny w piecu elektrycznym metodą Birkeland-Eyda. Okazała się zbyt kosztowna. Chemik Fritz Haber (1868–1934) pracował w latach 1905–1910 w BASF w Ludwigshafen nad Renem nad naukową podstawą syntezy amoniaku z azotu atmosferycznego; jego partner, inżynier Carl Bosch, stworzył dla tej syntezy do roku 1913 instalacje wielkotechniczne. W tak zwanym procesie Habera-Boscha reaguje azot atmosferyczny z gazem wodorowym w piecach kontaktowych przy ciśnieniu 200 bar i temperaturach 500–600°C w obecności katalizatorów. Widać tutaj, jak niezwykle obojętny azot atmosferyczny, który rośliny motylkowe na cichy, łagodny sposób, w kosmiczno-ziemskich rytmach roku słonecznego, aktywują w procesie życiowym tworzenia białka — jest tu, na poziomie nieorganiczno-technicznym, z ogromnym nakładem energii i w oderwaniu od miejsca i czasu, przemocą wtłaczany w reaktywne połączenie. To wynalezienie — podobnie jak późniejsze uwolnienie energii jądrowej — odsłania siły podnaturalnej sfery dla ludzkiej samowoli, a władanie nimi od tej pory pozostawia ślady zniszczenia w dziele stworzenia przyrody.

Synteza amoniaku była technicznie dojrzała właśnie przed wybuchem pierwszej wojny światowej: dzięki niej państwa centralne uniezależniły się od importu chilijskiej saletry, a blokada atlantycka Anglii mająca te importy uniemożliwić stała się bezprzedmiotowa. Dopiero dzięki syntezie amoniaku pierwsza wojna światowa mogła być prowadzona przez państwa centralne jako wojna artyleryjska i bombardowania — w takim niszczycielskim wymiarze i przez tak długi czas. W toku wojny tę samą technikę stosowali również zachodni alianci. Po zakończeniu wojny pytanie ze strony przemysłu azotowego brzmiało: skoro nie ma już wojny, to dokąd z azotem? Zwycięzcy i pokonani szybko doszli do porozumienia: założono Europejski Syndykat Azotowy i obwołano rolnictwo nowym rynkiem. Przy ogromnej akcji reklamowej i finansowanych przez przemysł badaniach bliskich praktyce produkcja azotu przeszła bez przerwy od wytwarzania materiałów wybuchowych dla bomb i granatów do produkcji syntetycznych nawozów dla rolnictwa. Po raz kolejny potwierdziła się prawdziwość słów Heraklita, że wojna jest «ojcem wszystkich rzeczy».[70] To samo stało się po

80

Drugą wojnę światową w USA, gdzie dopiero po jej zakończeniu nawożenie azotem weszło powszechnie w użycie. W późniejszym czasie azot, w połączeniu z techniką nawadniania na terenach suchych, stał się w skali globalnej siłą napędową agroindustrializmu produkującego w monokulturach.

W Europie Środkowej zasada organizmu długo jeszcze stawiała opór tej gwałtownej fali. Friedrich Aereboe (1865–1942), twórca nowożytnej nauki o zarządzaniu gospodarstwem rolnym,[71] opisuje ok. 1917 r. gospodarstwo rolne jako spójną organiczną całość: «Ja [...] ujmuję majątek ziemski jako nierozerwalną, organiczną całość i pokazuję, jak ta całość pod zmiennym wpływem zewnętrznych i wewnętrznych warunków życia przyjmuje i musi przyjmować różnorakie postacie». Porównuje «organiczną istotę bytu gospodarki majątkowej» w odniesieniu do podziału na działy operacyjne z «ciałem zwierzęcym, które ma serce, płuca, wątrobę i inne organy». Jak te — każdy stosownie do swych zadań — pozostają w związku z nadrzędną całością zwierzęcia, tak poszczególne gałęzie rolnictwa pozostają w związku z całością organizmu gospodarstwa. Aereboe ujął ekonomiczny splot relacji majątku ziemskiego, taki jaki wyłonił się z intuicyjno-instynktownych pokładów świadomości, po raz pierwszy w jasnych, przejrzystych myślach. Splot relacji, który zastał, był dla niego niezachwianym faktem, który należało prześwietlić myślowo i stosownie zoptymalizować pod względem zarządzania. Samego faktu — istoty całości — nie stawiał pod znakiem zapytania.

Zasadę organizmu gospodarstwa utrzymywali w Niemczech przedstawiciele nauki o zarządzaniu gospodarstwem rolnym aż po lata 50. XX wieku. Czynili to, włączając wszelkie zdobycze technologiczne ówczesnej epoki, w szczególności «nawożenie mineralne», a tu ze szczególnym naciskiem na celowe stosowanie syntetycznie wytwarzanych soli azotowych. Potem jednak czerwona nić zachodnio-chrześcijańskiej uprawy ziemi urwała się ostatecznie. Od początku lat 60. pojęcie organizmu gospodarstwa zaczęło zanikać, a na jego miejsce wstąpił pojęcie systemu. To ostatnie jest ze wszystkich stron otwarte i myślane jako sieć powiązań, bez odniesienia do «istoty bytu», tj. do wewnętrznie ugruntowanej całości. Tym samym otwarte zostały wszystkie śluzy prowadzące do rozkawałkowania rolnictwa w agroindustrializm. Istotnym czynnikiem wyzwalającym był

81
Abbildung 4: Die vierfache Zerstückelung des Betriebsorganismus in Monokultur und Massentierhaltung.

nadejście syntetycznych herbicydów w latach 60. Są to substancje wzrostowe, które jako «totalne herbicydy» systemicznie wnikają w życiowe dzianie się roślin w taki sposób, że rośliny wyrastają się na śmierć lub obumierają inną drogą fizjologiczną. Stosowanie herbicydów systemicznych, za którymi poszły syntetyczne fungicydy i insektycydy, zmieniło z dnia na dzień klasyczną różnorodność organizacji gospodarstwa. Z roku na rok rodzinne gospodarstwo mogło podwajać swoje powierzchnie uprawne pod buraki cukrowe, ziemniaki czy warzywa polowe, albo — jeśli rynek na to pozwalał — zwielokrotniać je wielokrotnie. Mogło dowolnie wyspecjalizować się w kilku lub nawet tylko jednej roślinie uprawnej i wyposażyć się odpowiednio celowo i taniej w technikę maszynową. W uprawie roli i ogrodnictwie rozpadł się wzajemnie uwarunkowany stosunek trójni Bodenbearbeitung, Fruchtfolge i Düngung — uprawy gleby, płodozmianu i nawożenia. Monokultura przejęła panowanie na polach uprawnych. To, co przez ponad tysiąclecie wzrastało ekologicznie i społecznie jako zachodnio-chrześcijańskie dziedzictwo kulturowe w stałym rozwoju — organizm wiejskich gromad i pojedynczych gospodarstw — rozpadł się w wyspecjalizowane przedsiębiorstwa indywidualne, których zapotrzebowanie kapitałowe w zakresie zakupu środków produkcji wymuszało coraz wyższe obroty, a tym samym przemysłowy sposób wytwarzania z podziałem pracy i tworzeniem kapitału. (Rysunek 4).

82

Już w poprzedzających dziesięcioleciach centrum — Kościół — coraz bardziej tracił swą duchowo-moralną i społeczną rolę kierowniczą na rzecz przebudzenia ku indywidualnej wolności samostanowienia. W ślad za narastającą industrializacją rolnictwa od lat 60. XX wieku ten właśnie fakt uruchomił ostatnią wielką falę odpływu ludności. Podczas gdy jeszcze około roku 1800 62% pracującej ludności było czynnych w rolnictwie, około roku 1875 — 49%, około roku 1950 — 25%, dziś jest to już tylko 2%.[72] Miejsce chłopa zajął agrotechnik, którego punkt orientacyjny nie leży już w centrum wsi, lecz peryferyjnie — w centrach edukacyjnych miasta, w innowacjach agrotechnologicznych i na ponadregionalnych rynkach. W globalnie usieciowanym agroindustrializmie wokół rolnictwa narasta potężny mur — aparat inteligencji rozdrobnionej wiedzy szczegółowej podzielonej na specjalistyczne dziedziny. Rolnik staje się «organem wykonawczym» obcej mu inteligencji. W toku tego pełzającego duchowego ubezwłasnowolnienia ogrodnictwo jako pierwsze wyodrębniło się stopniowo z obrębu wiejskich gromad i pojedynczych gospodarstw, specjalizując się w monokulturach pod szkłem — był to pierwszy krok rozkawałkowania organizmicznej całości. Również w uprawie roli — w Stanach Zjednoczonych już bardzo wcześnie — uprawa zbóż usamodzielniła się, za czym poszła erozja gleby przez wiatr i wodę. Dziś na całym świecie monotonny wzorzec monokultur panuje na obszarze całego krajobrazu. W Europie Środkowej ten drugi krok rozkawałkowania całości dokonał się, po pewnym oporze, dopiero pod koniec XX wieku. Wreszcie — w trzecim kroku rozkawałkowania — sadownictwo utraciło swoją organofunkcję w organizmie rolniczym. W latach 70. wypłacano premie za wykarczowanie upraw wysokopiennych; dziś ich wartość ekologiczna jest znów ceniona. Produkcja koncentruje się jednak na intensywnych uprawach w monokulturze w klimatycznie uprzywilejowanych regionach. Na ostatku — w czwartym kroku rozkawałkowania — zarzucono również hodowlę zwierząt domowych związaną z bazą paszową gospodarstwa: z jednej strony powstały bezinwentarzowe przedsiębiorstwa rolne, z drugiej — koncentracja na masowej hodowli zwierząt. Miejsce pojęcia «zwierzę domowe» zajęło pojęcie «zwierzę użytkowe». Zaczęło się od drobiu w całorocznej hodowli stajennej lub klatkowej, za którym poszła hodowla trzody chlewnej skupiona w wielkich tuczowarniach, i wreszcie — kto

83

Czyż ktokolwiek mógłby to był przewidzieć dla wołu, tego zwierzęcia pastwiskowego, zwierzęcia domowego par excellence — zmasowanie pozbawionych rogów zwierząt w całorocznej hodowli stajennej z kiszonkową paszą bądź mieszankami treściwymi obliczonymi na maksymalną wydajność.

To, co w czasach gnozy, co w leżących daleko wcześniej epokach pod przewodnictwem misteriów, związane ze stanem świadomości określonych ludów, ukształtowało się w luźnym współistnieniu jako cztery nurty — hodowla zwierząt, uprawa roli, ogrodnictwo i sadownictwo — co pod wpływem chrześcijaństwa stopiło się we wzajemnym przenikaniu w wyższą jedność organizmu rolnictwa — teraz, w agnostycznym rozkawałkowaniu, z powrotem opadło do czterech stanów pierwotnych.

Mimo wszystkich, jak najbardziej godnych podziwu, osiągnięć nowoczesności — nie wolno nam zamykać oczu na ten fakt: stoimy na gruzowisku zachodnio-chrześcijańskiej kultury rolnej. Uzurpacja przez przemysłowe metody produkcji złamała jej kulturotwórczą siłę i od lat 60. XX wieku kopała jej grób. Lecz każda śmierć kryje w sobie zarodek nowego stawania się. Można to uchwycić, jeśli uświadomimy sobie głębsze impulsy stawania się w przeszłości. Pewne słowa «Doctor Angelicus», Tomasza z Akwinu (1225–1274), brzmią: Przeszłość i przyszłość ma czas, teraźniejszości nie ma.[73] — Tę myśl można dalej sondować. W teraźniejszości spotykają się oba strumienie czasu i wzajemnie się znoszą. Strumień przeszłości zamiera w formę, w zmysłowo uchwytne wydarzenie. W tej formie jednak ożywa strumień czasu z przyszłości jako zarodek. Nasienie rośliny unaocznia to wydarzenie. Nosi w sobie, zastygły w formę genomu, pieczęć przeszłości. Ta «uformowana postać, co żyjąc się rozwija»,[74] zawiera zarodek, który ma moc otwarcia się na strumień czasu z przyszłości. Tak można powiedzieć: W uprzedmiotowieniu tego, co zmysłowo się jawi, tkwi moment śmierci, w którym czas przeszłości obraca się ku przyszłości. Przyszłość jest przeszłością, która się przemienia.

84

Nowe zarodki

Antropozoficzna nauka duchowa Rudolfa Steinera dostarcza poznań w postaci idei, które w pełnym mocy myśleniu rozległych, duchowych kontekstów powiązań zaręczają swoją prawdziwość, a w działaniu okazują się zarodkami, które swoim wzrastaniem i owocowaniem właśnie tę prawdę udostępniają jako siłę napędową wciąż nowego stawania się. Dwa zarodki idei Rudolfa Steinera — nawiązując do przeszłości i przemieniając ją — wskazują rolnictwu drogi do nowej roli nosiciela kultury:

Pierwszy z tych zarodków idei odnosi się do znaczenia rolnictwa w odniesieniu do kwestii społecznej: Pierwsza Wojna Światowa spowodowała upadek starego porządku świata. W wynikającym stąd chaosie społecznym Rudolf Steiner zainaugurował «Trójczłonowość organizmu społecznego». W tym potężnym kontekście idei wyłonił się z głębin historycznego stawania się — w przemienionej postaci — ów impuls, który od czasów nowożytnych przez kolejne wieki parł ku powierzchni, lecz następnie rozbijał się o retardujące struktury władzy i z powrotem opadał w ukrycie. Przygotowany przez swoje «Kernpunkte der sozialen Frage»[75] zaczął Rudolf Steiner wraz z ludźmi czynnie stojącymi w życiu podejmować konkretne kroki ku przebudowie życia społecznego — w duchu:

  • «Wolnego życia duchowego», które autonomicznie jest twórcą i nosicielem inicjatywy dla wszystkich duchowych impulsów przenikających i zapładniających życie społeczne,
  • życia prawnego, które autonomicznie jest twórcą i nosicielem tego, co w stosunku człowieka do człowieka obowiązuje w równości i uzyskuje ważność w formie prawa,
  • życia gospodarczego, które działa autonomicznie i w świadomie kształtowanych gospodarczych stowarzyszeniach na zasadzie umowy «bratersko/siostrzanie» troszczy się o zaspokajanie potrzeb ludzkich.

W każdym z tych trzech członów życia społecznego stoi świadomie-nieświadomie każdy człowiek. Każdy z tych trzech członów otrzymuje sobie właściwą, autonomiczną rzeczywistość życiową przez to, co każdy człowiek wciśka weń ze swoich trzech czynności dusznych: przez swoje wolicję — w życie duchowe, przez swoje czucie — w życie prawne, przez swoje myślenie — w życie gospodarcze. Jak te trzy czynności duszne jako autonomiczne człony duszy wzajemnie w sobie działają w człowieku i rozbłyskują w samoświadomości

85

utrzymywane razem i we wzajemnym oddziaływaniu przez siłę Ja — tak też działają trzy człony tego, co społeczne, wzajemnie w sobie ku całości organizmu społecznego przez budzącą się świadomość Ja każdego pojedynczego człowieka. W tym wzajemnym stosunku świadomego przeżywania wewnętrznego i kształtowania na zewnątrz rodzi się sztuka społeczna. Tak więc kształtowanie trójczłonowego organizmu społecznego jest kamieniem probierczym rozwinięcia i objawienia duszy świadomości. Wysiłki — wręcz nadludzkie — jakie Rudolf Steiner od roku 1919 podejmował, by ruch Trójczłonowości organizmu społecznego powołać do życia, poniosły klęskę w roku 1922.[76] On sam podjął decyzję o zakończeniu tej pierwszej szeroko zakrojonej próby. Zewnętrzną przyczyną było przede wszystkim galopujące osłabienie wartości pieniądza oraz nikła liczba ludzi, którzy sprostaliby temu przeogromowi wyzwania. Rudolf Steiner budował ponadto na rozumieniu proletariatu, z którego wielu jednak zginęło w wojnie — i którzy zostali odprowadzeni przez propagandę robotniczych przywódców zorientowanych komunistycznie. Lecz zarodek został złożony w gleby historycznego stawania się. Był on przez wiek XX pielęgnowany w części przez konkretne podejścia do działania w nieustannej przemianie pewnego «Umieraj i stawaj się». Przede wszystkim jednak wywody Rudolfa Steinera na temat kwestii społecznej były poznawczo-naukowym trudem opracowywane w kontekście danych wymagań czasu i udostępniane szerszej opinii publicznej. Nadal impuls do społecznej trójczłonowości oczekuje na gruntownie nową próbę urzeczywistnienia.

Ten nowy zalążek wyrasta z drugiego zarodka ideowego, który w Kursie rolniczym Rudolfa Steinera — «Duchowo-naukowych podstawach pomyślnego rozwoju rolnictwa» — został złożony.[77] Kurs ten dla rolników odbył się w Zielone Świątki roku 1924 w majątku Koberwitz pod Wrocławiem, na dzisiejszym obszarze Polski — dwa lata po rozwiązaniu «Dnia Przyszłego», organu ruchu Trójczłonowości w Niemczech. W owym czasie w rolnictwie «kościół stał jeszcze we wsi» — praktyka zasady organizmu była tradycyjnie jeszcze w znacznej mierze nietkniętą. Rolniczy sposób produkcji tworzył jeszcze przeciwbiegun wobec pracy podzielonej w przemyśle. Kwestia ekologiczna, a nieodłącznie z nią związana kwestia społeczna,

86

nie były w rolnictwie jeszcze akutnymi. Lecz zwiastuny nadchodzącego, jak skutki nawożenia syntetycznie wytwarzanymi solami azotowymi, utrata stabilności odmian i zdrowotności zwierząt, uwrażliwiały poszczególnych chłopów i rolników. Zwracali się oni od roku 1920 do Rudolfa Steinera z prośbą, by z zasobów antropozoficznej nauki duchowej dał im podstawy poznawcze i wskazówki praktyczne dla odnowienia rolnictwa w przyszłości. Pytającym chodziło o idee, o duchowe obrazy-prawd, które by rolniczej pracy ponad samą technikę postępowania na powrót nadały sens i — jeśli idee te zostaną podjęte — na nowo mogłyby zbudować duchowo-moralny most ku rzeczom i istotom w przyrodzie i kosmosie. Kurs rolniczy zawiera założenie zarodka do rozwoju rolnictwa przyszłości, w którym ukryty strumień impulsów chrześcijańsko-zachodnio-europejskiej kultury rolnej wynurza się w głębokiej metamorfozie na powierzchnię ery świadomości. Rudolf Steiner nawiązał bezpośrednio do pytań ludzi, którzy stali w starej, śmierci poświęconej kulturze rolnej i którzy szukali zalążków jej odnowienia. Nawiązał do czegoś, co ledwo jeszcze trwało w przeszłości — by przemienić to w coś przyszłościowego. Apelował przy tym do myślącego świadomości czynnego, stojącego w praktyce człowieka.

Punktem wyjścia antropozoficznej nauki duchowej Rudolfa Steinera jest «człowiek». Do jego istotnej natury w kontekście świata odnoszą się pytania: Czym jest jego rozwój z istotowego praźródła w duchu, jakie są związki ideowe, które w każdym obszarze życia czynią go zdolnym do działania zgodnego z jego istotą, jakie drogi do samo- i światopoznania prowadzą ku przyszłości? Niegdyś ludzie nie byli jeszcze tak «mądrzy» jak dzisiaj — za to jednak byli mądrością napojenymi. Przeżywali siebie jako mikrokosmos, który w małym kryje w sobie wszystko, co w wielkim wypełnia w duchowo-istotowy sposób makrokosmos. Naukowy intelektualizm nowszych czasów staje naprzeciw sinnenfälligen światu, rozkłada go na części, reflektuje je w wyobrażeniach i wyklucza przy tym tego, kto pyta — człowieka, który myśli, odczuwa i chce. Spojrzenie badacza ducha natomiast skierowane jest ku poznającemu, ku istocie człowieka. To, co mu się tam w nadzmysłowym poznaniu odsłania, rzuca jasne światło na to, co makrokosmicznie w najszerszym sensie zmysłowo uchwytnie tkwi u podstaw przyrody i kosmicznego obwodu jako zasada działająca od istoty rzeczy. Wyniki badań nauki duchowej, przedstawione w Kursie rolniczym, nawiązują do przyrodoznawczych

pojęcia, np. dotyczące anorganicznego świata substancji, i oznacza ich żywioły jako nosiciele swoistych sił kształtujących, które unoszą je z ich fizycznej natury ku procesualnym zdarzeniom ożywionej i uduchowionej przyrody.

87

W ten sposób wytyczony jest metodyczny szlak Kursu rolniczego wraz z jego kluczowym twierdzeniem: «Wychodzi się od człowieka; człowiek staje się podstawą.»[78] Pod tym kątem skupia się spojrzenie na koncepcję i kształtowanie gospodarstwa rolnego, ujętą w słowach: «Rolnictwo spełnia swoje istotne powołanie — w najlepszym sensie tego słowa — wówczas, gdy można je pojąć jako swego rodzaju indywidualność dla siebie, prawdziwie zamkniętą w sobie indywidualność, i każde rolnictwo powinno właściwie zbliżać się — w pełni nie da się tego osiągnąć, ale powinno się zbliżać — do tego stanu, że jest zamkniętą w sobie indywidualnością.»[79] Powiada się dalej: «Rzeczy nie mogą być w ten sposób ściśle przeprowadzone, lecz trzeba jednak mieć pojęcie o koniecznej zamkniętości rolnictwa […].»[80]

Te twierdzenia apelują do indywidualnej siły sądzenia. Z badającego usposobienia duchowego pracujący w rolnictwie musi się starać wypracować w pojęciach obraz myślowy istoty mikrokosmosu — człowieka. Ten obraz myślowy staje się kluczem do rozumienia makrokosmosu, a konkretnie: do rozumienia pewnego jego wycinka — gospodarstwa rolnego. Dostarcza on idei, wedle których ten makrokosmiczny wycinek może być kształtowany w zamkniętą w sobie całość, w organizm — w ciało «swego rodzaju rolniczej indywidualności». Ideowa podstawa ku temu formuje się wtedy, gdy zmysłowo uchwytne i przyrodoznawcze fakty zostają myśląco wyniesione w sensotwórczy kontekst wyników nadzmysłowych antropozoficznych badań duchowych. Chodzi o myśląco-obrazowe uchwytywanie tego kontekstu sensu. W nim spoczywa zalążek nowego stawania się rolnictwa. To stawanie się rozwidniewa się pod «słońcem idei» uświadamiającego się sobie ludzkiego ducha; to on kieruje czynną rękę ku pracy przepełnionej sensem.

88

Trójczłonowość człowieka i rolnicza indywidualność

Organizm — ze swym środkiem i obwodem — jako podstawowa zasada kształtowania w rolnictwie wyrastał od siódmego stulecia po Chrystusie z naturalnych biotopów, z «organizmów w naturalnym wzroście». Nosił on z miejsca na miejsce wybitnie indywidualne znamię. Było to instynktowo-inspirowane wyrastanie z przesiąkniętych chrystianizmem ludowości. Wraz z ich zanikiem w toku epoki duszy świadomości zanikała też duchowo impulsująca siła. Nauka o prowadzeniu gospodarstwa rolnego XX wieku dostrzegała wprawdzie sensowne współdziałanie działów gospodarczych w jedną całość i nazywała je organizmem gospodarstwa. Czym jest «istota bytu» tej całości — tego nie zapytywano. Pojęcie było zbyt bezsilne, by móc powstrzymać kulturowy upadek rolnictwa. Także nadchodząca od lat siedemdziesiątych ruch ekologiczny i wraz z nim ekologiczna uprawa ziemi nie mogły ożywić pojęcia organizmu gospodarstwa. Klucza do rozumienia organizmu szukać można jedynie w istotowym agens, które ukazuje go w cielesnej zamkniętości i samo w niej się przejawia. W zwierzęciu tym agens jest dusza zwierzęca, w człowieku — dusza duchowa. Dusza zwierzęca jest związana z ciałem żywym; dusza duchowa człowieka ma moc, by z trzema czynnościami duszemi myślenia, czucia i woli wznosić się coraz bardziej ponad to związanie, uwalniać się zeń. Dzięki temu wyrasta w niej zdolność do stawania się świadomą siebie samej, do ujęcia się w samopoznaniu jako twórczo czynna istota duchowa, jako urzeczywistniające się samo Eu. W Eu człowiek jako mikrokosmos nosi w sobie duchowy zarodek. Dzięki temu może on nie tylko siebie samego i istotną naturę swego cielesnego organizmu poznać, lecz w tym poznaniu wiedzieć się w związku z tym, co istotowe, co nadzmysłowo jest czynne w przyrodzie i kosmosie.

Na drodze kształcenia duszy duchowej ten zarodek może się rozwinąć w organy duszne. Jak narządy zmysłowe otwierają się na zmysłowo daną rzeczywistość, tak te organy duszne mogą udostępniać duchowo-nadzmysłową rzeczywistość oglądu. Z budzącego się w samoświadomości Eu człowiek w epoce duszy świadomości może znów wstępująco stawać się świadomym swego duchowego pochodzenia, od którego zstępująco się oddalił na drodze uświadamiania siebie. To, co niegdyś z misteriów towarzyszyło owym zstępowaniu jako nauka mądrości, lecz od

89

których jako nauka mądrości towarzyszyła owym zstępowaniu, lecz od Przełomu Czasów stopniowo wygasała, ta może odtąd być na nowo zdobyta przez dostępną każdemu człowiekowi antropozoficzną naukę o duchu, świadomie wznosząco. Badania duchowe Rudolfa Steinera dostarczają wyników, które na wszystkich polach ludzkiej działalności, czy to na naukowym, artystycznym, religijnym, medycznym, pedagogicznym, społecznym itd. polu, i tak też na polu rolnictwa, wskazują zarodkowo działaniu nowe, stare przemieniające drogi.

Jeśli więc chce się uzyskać jasność co do związków idei, które pomagają rolnictwu z tego, co się stało, ku nowemu stawaniu się w przyszłości, to metodycznie droga jest jasno wytyczona: Aby dojść do głębszego rozumienia rzeczywistości istotowej myśli organizmu i indywidualności, trzeba koniecznie wychodzić od człowieka, od mikrokosmosu. Z badań duchowych wynika przy tym w zarysie, w odniesieniu do cielesno-fizycznej i duchowo-duszewnej strony, co następuje (Rycina 5, s. 90):[81]

W oglądzie postaci człowieka rzuca się najpierw w oczy polarność głowy i kończyn: głowa jako w dużej mierze zamknięta w sobie sferyczna postać, kończyny promienisto wypromieniowujące i ogarniające świat. Morfologicznie panuje zasada formy w obszarze głowy, a polarnie do tego fizjologicznie zasada substancji: obszar przemiany materii i kończyn.

Powłokę głowy tworzą przeważnie twarde, silnie zmineralizowane kości czaszki. Obejmują one jamę czaszki, wypełnioną płynem mózgowo-rdzeniowym — przejrzystą jak woda, wolną od komórek i białka cieczą — i pływającym w nim mózgiem. Nadto skupiają się w głowie służące świadomości jawy narządy zmysłowe. W nich, jak i w głowie jako całości, życie w dużej mierze ustępuje wobec przewagi tego, co fizyczne. Ujawnia się to wyraziście w anatomicznej budowie oka — między innymi z łamiącą światło soczewką — czy ucha z błoną bębenkową, łańcuszkiem kosteczek słuchowych i kostnym labiryntem. Biegun głowowy jest bliższy czystej fizyczności, śmierci, niż życiu. Morfologicznie głowa jest obrazem zastygłych procesów życiowych. Również mózg, w swej fizjologicznej działalności jako organ uświadamiający, jest cicho przeplatany siłami obumierania. Nerw i mózg po krótkim czasie od uszkodzenia nie są już zdolne do regeneracji. Władający nimi proces jest natury rozkładowej. Świadczy o tym wysoka aktywność oddechowa mózgu i konieczność intensywnego zaopatrzenia w tlen przez krew. Ta

90
Abbildung 5: Die Wesensbeziehung von Mensch und landwirtschaftlicher Individualität. Die Dreigliederung beider in vertikaler Ausrichtung: Die Landwirtschaft ist der auf den Kopf gestellte Mensch.

rozkładowa aktywność prowadzi fizycznie do martwej materii (CO2) i duchowo — jako odwierciedlenie procesu życiowego, mianowicie czynności myślenia — do uświadamiania sobie myśli. Głowa jest biegunem spokoju i nosicielem świadomości jawy, która łączy człowieka duchowo ze światem.

Jak bardzo człowiek nosi w swej głowie to, co wypadło z życia — mineralnie martwe — ukazuje też pojawienie się piasku mózgowego, przede wszystkim w szyszynce (Epiphyse). Są to cytrynowożółte kamyczki złożone z kryształów wapnia i magnezu. Rudolf Steiner zauważa przy tym: «Trochę piasku mózgowego musi mieć w sobie każdy człowiek», ale nie jako trwałe osady, lecz: «Ten piasek mózgowy musi powstawać i musi być ciągle na nowo rozpuszczany.»[82] Ten proces powstawania kryształów i ich ponownego rozpuszczania opisuje Rudolf Steiner jako podstawę świadomości Ja: «Gdybyśmy nie mogli się rozpuszczać, nie moglibyśmy myśleć, nie moglibyśmy dojść do świadomości Ja. W tym rozpuszczaniu się polega to, co nazywamy naszą świadomością Ja[83] W głowie dokonuje się czynność myślenia.

91

Mózg nie uświadamia w codziennej świadomości samej tej czynności, lecz — jako jej odwzorowanie — jej wynik: myśl.

Biegun formy głowy, skupiony w mózgu, różnicuje się przez cały organizm cielesny w układ nerwowy. W górnym człowieku służy on świadomemu postrzeganiu, w dolnym pośredniczy między duchowo-duszewną czynnością a wegetatywnymi procesami życiowymi.

Biegun formy stoi w polarnym napięciu wobec bieguna przemiany materii. Ten obejmuje poniżej przepony świat organów przemiany materii oraz kończyny. Czynność duszy wkracza tam w procesy życiowe, kieruje przemianami substancji, mobilizuje siły, którymi wola może się następnie posługiwać, by wprawić w ruch kończyny i całą cielesną aktywność i podtrzymywać ją w ruchu. Wszelkie organiczne procesy leżące u podstaw rozwijania się woli, wszelkie procesy rozkładu, przebudowy i budowania dokonują się w głębokiej nieświadomości, w świadomości snu. Przebiegają one częściowo przeciwbieżnie, równocześnie, częściowo w płynno-strumieniowym czasowym następstwie. W przeciwieństwie do ścisłego, w sobie spoczywającego porządku układu nerwowo-zmysłowego w biegunie przemiany materii panuje nieustanna zmiana i przemiana; łącznie z kończynami wszystko jest w ruchu; nic nie pozostaje przez chwilę takim samym. Tak jak dusza w biegunie głowowym łączy się przez zmysły w doznaniach i myślach duchowo ze światem, tak przez odżywianie i przez czynność kończyn wchodzi fizycznie w relację z otoczeniem.

Istotowym objawieniem woli jest ruch — czy to przestrzennie ogarniający kończyny, procesualny w przemianie materii, we wzroście i regeneracji, w strumieniu krwi, czy cicho przedzierający się do świadomości w oddychaniu, a wreszcie w czynności myślenia.

Również procesy panujące w biegunie przemiany materii i kończyn przenikają w odpowiedniej metamorfozie cały organizm — tak w głowie m.in. w wydzielinach gruczołów ślinowych i błon śluzowych lub w czynności żucia stawowo osadzonej żuchwy.

Polarność systemu głowowego i układu przemiany materii i kończyn znajduje swoje wyrównanie w wbudowującym się między nimi układzie organów dwóch rytmicznie oddychających płatów płuc, rytmicznie pulsującego serca i przepony. W swych ruchach przepona podąża biernie za rytmem oddychania. Może go jednak również własnoaktywnie wspierać. Morfologicznie rytmiczna środkowa wyraża się w szeregu żeber, które zamykają klatkę piersiową ku górze w stronę głowy, ku dołowi zaś otwierają ją i poszerzają ku rozpiętej przez przeponę jamie brzusznej. Fizjologicznie krew płynie od serca i do serca przez cały organizm i

92

jednoczy oba bieguny w wyższą jedność. W rytmicznej środkowej człowiek przeżywa siebie w czuciu; czując-śniąc zanurza się w sferę nieświadomości, w wolę; czując-budząc się sięga wzwyż ku obszarowi myślenia. W czuciu przeżywa człowiek siebie w najpełniejszym sensie jako tę i tylko tę określoną Geist-Seele. Rytm jest ciałem dźwiękowym czucia. Waha się tam i z powrotem między spokojem głowy a ruchem ciała. Łączy spoczynek i ruch i jest obydwoma zarazem. W rytmiczną środkową zstępuje z góry jasność myśli w głębiny, a z dołu odpowiada z ciemności woli wznosząca się siła inicjatywy.

W swej pionowej postawie i cielesnej trójczłonowości człowiek staje przed światem jako wypełniona istotą indywidualność. We współbrzmieniu swego myślenia i woli w czuciu przeżywa siebie w procesie stawania się świadomością siebie; odnajduje się na drodze do wolnego samookreślenia. Z tego przeżycia rozświetla się w nim rzeczywistość istotowa idei rozwoju — co wymaga objaśnienia:

Niegdyś zasada rozwoju żyła instynktownie-śniąco, ukryta w źródłach prawiedzym, jako czynna siła duchowego prowadzenia w ludzkości. W postępującym przebudzeniu ku samoświadomości to dziedzictwo wygasło. Bardzo młode jeszcze, dopiero w czasach niemieckiego idealizmu, w badaniach Charlesa Darwina (1809–1882) i Ernsta Haeckla (1834–1919) i w pełnym zakresie w antropozoficznej nauce o duchu, zasada rozwoju pojawia się w nowy sposób w myśleniu. W odniesieniu do trójczłonowości ludzkich władz duszy przeżywamy to dziś w myśleniu przede wszystkim jako idę wybiegającą naprzód, w czuciu jako radośnie-ruchliwy impuls, w woli jako siłę inicjatywy niesioną przez ducha. Na drogach tej trójni człowiek ujmuje siebie w duchowym wypełnieniu swej istoty jako Ja i czyni się inicjatorem i nosicielem rozwoju w przyszłość. W swym dążeniu do wolności darzycia-życiem przeżywa zasadę rozwoju.

Przez uświadomienie sobie zasady rozwoju człowiek staje się z tworzenia twórcą. I tak pojawia się pytanie: Czy jest od tej pory powołany do tego, by z wolnej woli wszczepić myśl rozwoju w świat, który się stał? Czy też to tworzenie może odnosić się tylko do jego i do ludzkiego rozwoju? Czy musi pozostawić za sobą wszystko inne i skazać na czysty użytek i eksploatację: mianowicie rośliny, zwierzęta, ziemię w ogóle, która tak głęboki udział miała i ma w jego własnym rozwoju? Przebudzenie do świadomości ekologicznej sięga na ogół tylko tak daleko, by chcieć zachować stały się, w sobie spełniony utwór stworzenia,

93

Tak, człowieka jako niszczyciela tego dzieła stworzenia chcieć odsunąć od natury. To ograniczenie oznacza jednak zastój w rozwoju. Tylko w związku z postępującym rozwojem człowieka i tylko przez niego jako inicjatora to, co się stało, może zostać przemienione w nowe stawanie się. Czy dzisiejszy człowiek, którego duch wynalazczości z atomowym rozszczepeniem jądra trzyma w rękach wszelkie środki, by przynieść wielokrotny „overkill" nad życiem na Ziemi, nie powinien być w stanie odwrotnie — w rozszerzeniu siebie samego — wszczepić zasadę rozwoju w zastygłą w dzieło Ziemię, w naturę? Jak może uczynić płodną siłę stawania się, którą nosi w sobie, dla nowych procesów stawania się, które wyprowadziłyby naturę z jej stanu-bycia-zastaną? To ostatnie pytanie stoi na początku kultury uprawy ziemi przyszłości. Odpowiedź na nie przychodzi najpierw z metodycznym wskazaniem Rudolfa Steinera:[84] „Wychodzić od człowieka" i ujmować gospodarstwo rolne — ma ono „spełnić swą istotę" — jako „pewnego rodzaju indywidualność".

Wyjdźmy raz naszą drogą na pole i postarajmy się w wewnętrznym spokoju przywołać do obecności całe dostępne odczuwającej i myślącej analizie dzianie się, które rozgrywa się nad ziemią w świetle, powietrzu i cieple, i pod ziemią w ciemności przesiąkniętych wilgocią, krystalicznych głębin, i pomiędzy tym, w skórze ożywionej gleby — wtedy odczuwającemu namysłowi objawia się głębokie pokrewieństwo z cielesną trójczłonowością człowieka (Rysunek 5, s. 90).

Pod ziemią natrafiamy na twardy, stały, wypadły z życia i dlatego martwy świat skalny, i na żywioł wody głębin. To, co stałe w ziemi, spoczywa w bezruchu, zachowuje swą krystaliczną strukturę, która latem, skierowana ku powierzchni ziemi, wystawia się silniej na procesy wietrzenia, a zimą — pod krystalicznie kształtującymi siłami formującymi sfery gwiazd stałych — Grecy nazywali ją „niebem kryształowym" — darzy-życiem w swej czystej naturze krystalicznej.[85] Tak jak mózg jest uświadamiającym zwierciadłem ukrytej czynności myślenia, tak jest nią krystaliczna natura skał pokrewnych krzemionkowej (kwarcyty, krzemiany), które niczym narządy zmysłowe odbijają pośrednio — zwrotnie — krystalicznie kształtujące siły formujące najdalszego kosmicznego obwodu, a także siły planet odległych od Słońca (Marsa, Jowisza, Saturna). W polarny sposób odnosi się to do wapna i skał pokrewnych wapieniu, które w swym powinowactwie do tego, co planetarne,

94

przyciągają do siebie siły planet bliskich Słońcu (Księżyca, Wenus, Merkurego).[86] Pośrednicząco w tej polarności stoją minerały ilaste, które w swej dynamice — dla królestwa mineralnego Ziemi wyjątkowej — doprowadzają obie jakości sił przez korzenie do wzrostu i kształtowania formy rośliny. Tak oto w tym, co pod ziemią sięga w głębiny, oglądamy biegun głowowy tej — przez Rudolfa Steinera tak nazwanej — «indywidualności rolniczej».

Gdy staramy się myśleć duchowo-naukowe wskazania w powiązaniu z naturalnymi faktami mineralnego podglebia, kolejny fenomen wskazuje na to, że to właśnie pod ziemią znajduje się biegun głowowy «indywidualności rolniczej». Podobnie jak w szyszynce krystalizacja i jej rozpuszczanie pojawia się jako fizyczna podstawa świadomości Ja, tak w strefie wietrzenia gleby tworzą się najdrobniejsze, sześciokątne blaszki krystaliczne. Wykrystalizowują się z amorficznych koloidów wodorotlenku glinu i krzemionki w tak zwane «wtórne minerały ilaste». Mogą się jednak znów rozpuścić w stan koloidalny.[87]

Biegunowo wobec bieguna głowowego pod ziemią rozszerza się nad ziemią «brzuch»[88] indywidualności rolniczej. Tu, pod bezpośrednim wpływem kosmosu, rodzi się życie — niejako w sensie swoistego «zewnętrznego trawienia» światła, ciepła, powietrza i oparów wodnych. Tu wszystko, co staje się, ukazuje się w formie i barwie w zjawiskowym wyglądzie, i wszystko, co przemija, zabiera zjawisko z powrotem w niewidzialny świat wewnętrzny. Wszystko jest w ruchu: kiełkująca roślina, swobodnie poruszające się zwierzę, czynny człowiek; chmury ciągną, opary wznoszą się, deszcz spada, wiatr porusza każdy pojedynczy liść, faluje przez zboże, błyskawica migoce i rozszczepia dąb, grom turla się, planety wędrowne biegną swymi torami i słońce przynosi ziemi dzień i noc. Tu, w biegunie przemiany materii indywidualności rolniczej, wszystko podlega nieustannej przemianie. Gdy pod ziemią to, co duchowo-żywe, wyzwolone od materii, przebiega ziemię jako wewnętrzna ruchliwość — jak myśli przenikają głowę —[89] to nad ziemią to życie kształtuje się w formie i barwie w materii. To

95

Tylko nadzmysłowo pojmowalne życie w końcu zamiera w formę i w tym zamieraniu rodzi się na nowo w nasieniu.

Między biegunami dołu i góry rozpościera się poziomo cienka jak tchnienie skóra, gleba, tworząc zarodkową środę. Ta nie posiada w swoich procesach żadnej samodzielności, jak rytmiczny system człowieka. Nie można więc też powiedzieć, że gleba ma płuco, ma serce. Warto w tym kontekście wspomnieć, że ziemia uprawna, tak samo jak woda, ma swoje pływy i w Europie Środkowej wznosi się i opada każdego dnia średnio o 80 cm.[90] A jednak gleba oddycha, jak zwierzę i człowiek: wdycha tlen i wydycha dwutlenek węgla. Tyle że to oddychanie nie dokonuje się przez żaden samodzielny impuls wewnętrzny, lecz jest wynikiem zewnętrznego współdziałania sił biegunów dołu i góry w glebie. W dynamice minerałów ilastych można doszukać się pewnej funkcji sercowej. Lecz i ona pobudzana jest z zewnątrz i podąża za rytmem uruchomionym przez słońce, który reguluje i harmonizuje sezonowo procesy rozpuszczania i wiązania substancji w glebie. Z tego może stać się zrozumiałe, dlaczego Rudolf Steiner opatrzył glebę mianem «przepony» tej tu rozważanej indywidualności.[91] Ta skóra-przepona odzwierciedla w swych funkcjach współgranie żywiołów ziemi, wody, powietrza i ciepła w rytmach roku słonecznego. Kultura gleby jest zatem określona przez to, że przez trwające stulecia zabiegi ornej uprawy roli i roślinnej, a w szczególności przez nawożenie obornikiem bydlęcym, otrzymała ponad «naturalny dar» zadatek do wykształcenia samodzielnego organu rytmicznego — zadatek do wyrównującej i zdolnej do rozwoju «środy».

W profilu tego organu-przepony środy, gleby, powtarza się w małej skali trójczłonowa pionowość indywidualności rolniczej. W warstwie wierzchniej, tak zwanym horyzoncie A, znajdziemy ciemniejszą, przewiewnie ustrukturyzowaną, przenikniętą resztkami roślinnymi warstwę próchnicy — osad przemiany materii ponad glebą, który poprzez przemiany bakteryjne i inne tchnąw nią pewien rodzaj własnego życia. Biegunowo wobec tej ożywionej warstwy, w głębszym podłożu, znajdziemy leżącą, niezetrzałą, martwą skałę macierzystą, sięgający ku górze biegun głowowy, horyzont C. Na jego granicy skała wystawia się na działanie

96

Zbierające kryształy mineralne niszczące siły wietrzenia. Pomiędzy horyzontem A i C warstwuje się horyzont wietrzenia, czyli horyzont B, w którym dokonuje się pierwotne (poprzez wietrzenie) i wtórne (poprzez nową krystalizację) tworzenie się ilastego minerału. Wzbogacony iłem horyzont B stanowi właściwe środkowe ogniwo w glebie. Jego dynamika odzwierciedla rytmy biegu roku: Ku dołowi, od strony głowowej, utrzymuje ożywioną wodę atmosferyczną wraz z rozpuszczonymi w niej substancjami przed ciężarem; ku górze wchodzi w połączenia z próchnicą (kompleks ił-próchnica) i zapewnia procesualną ciągłość w budowie żyzności gleby.

Organ-przepona gleba wydaje się, zmierzony wymiarami rozciągających się ponad nim wyżyn i umykających spojrzeniu głębin, czystym niczym. A jednak jest wszystkim! Z niego tryska wyższa natura roślinna, która stanowi podstawę życia dla bytu zwierzęcia i człowieka na Ziemi. Jest korzeń rośliny, który pionowo ku dołowi parzy w kierunku środka Ziemi, i jest pęd, który z punktu wegetacyjnego kiełka w rytmicznym następstwie liści pionowo ku górze parzy ku słońcu i, objęty dziejącym się przemianą materii w świetle, powietrzu i cieple, w tworzeniu się kwiatów, owoców i nasion przyrządza w żywej kompozycji substancje pokarmowe dla zwierzęcia i człowieka. W roślinie kwiatowej i naturze drzewnej tworzy sobie przyrodniczo i uchwytnie jedynie w duchu rolnicza indywidualność odbicie. Duchowy pion, który nadzmysłowo łączy głębiny Ziemi z słonecznymi wyżynami, który w trójczłonowym uposażeniu jednoczy siły ciężkości i lekkości w pionowości, wciela się obrazowo każdego roku w tryskaniu i strzelaniu roślin.

Rośliny i na równi z nimi rolnicza indywidualność stoją w stosunku do trójczłonowości człowieka na głowie. Jak głęboko zakorzeniony jest tu pewien stopień pokrewieństwa z człowiekiem i zwierzęciem, ukazuje się w następującym: Korzeń macuje, niczym narząd zmysłowy rośliny, substancje głębin ziemskich. Gdy proces fruktyfikacji rośliny przesuwa się ku dołowi aż w korzeń, jak na przykład w wypadku marchwi, grubieje i przebarwia się korzeń w świecącą rdzawo-żółcień i przenika jego delikatną tkankę słodyczą i aromatami. Powstaje owoc pokarmowy, który znakomicie żywi głowę, układ nerwowo-zmysłowy w całości (Rysunek 5, s. 90). Owocuje roślina odwrotnie w związku z tworzeniem się nasion, wysoko ponad ziemią, jak to ma miejsce na przykład u zbóż, wówczas jako owoc pokarmowy powstaje

97

kompozycja substancji i sił, która żywi biegun przemiany materii i kończyn u człowieka i zwierzęcia. Wszystko, co między tymi biegunami w łodydze i liściu wyrasta jako owoc pokarmowy — jak na przykład kalarepa (łodyga), brukselka (pączek) czy warzywa liściaste (sałata, kapusta, szpinak itd.) — odżywia i wzmacnia rytmiczny środek. W rolnictwie biologiczno-dynamicznym powszechną praktyką jest stosowanie tej reguły: przy cielętach, by pobudzić aktywność zmysłową, dać im błyszczącą sierść — pomocna jest marchew pastewna; przy krowach — brukiew pastewna; odwrotnie, by pobudzić ich czynność przemiany materii, uczynić je radośnie ruchliwymi, wskazane jest karmienie siemieniem lnianym; do rozwinięcia sił u koni jest to «owies, który kłuje». Wszystko, co w sferze wegetatywnej kształtuje się jako łodyga i liść — w ziołach, trawie, koniczynie itd. — jest podstawową paszą dla żyjącej w ścisłym rytmie, mlekodajnej krowy.[92]

Uchwytna w duchu, duchowo-rzeczywista idea rolniczej indywidualności otwiera rozumnemu spojrzeniu bramy we wszystkie obszary rolnictwa; ujmuje je jako organy istotowej całości — przykładowo ma to zostać zilustrowane w rozdziale o zagadnieniu nawożenia. Wymaga to od podstaw zmiany usposobienia. Dualistyczny stosunek człowieka i świata w naukach, który metodycznie wyklucza duchowo-duszewne poznającego i moralnie działającego człowieka, może zostać przezwyciężony. Jest tak tym bardziej, gdy ten wielki, wywodzący się od człowieka kontekst idei pozwoli się myśląc stać czynem. W działaniu ukazuje się jego owocność, a przez nią — jego prawda.

Czterogliederung człowieka i zamkniętość organizmu gospodarstwa

Cielesny organizm człowieka ujmuje w sobie mikrokosmicznie wszystko to, co makrokosmicznie rozciąga się jako świat królestw przyrody. Istnieje tu bliskie pokrewieństwo, które się ujawnia, gdy trójstopniowość przyrody — królestwo nieorganiczno-fizyczne, królestwo ożywionego świata roślinnego i królestwo uduchowionego świata zwierzęcego — postawi się w stosunku do cielesnej organizacji człowieka. Tak więc w ludzkim ciele czynne są wszystkie substancje, siły i prawa, które rządzą anorganiczno-martwym królestwem mineralnym

98
Abbildung 6: Die Viergliederung des Menschen und der Organismus als Leib der Individualität.

konstytuujące, które nauki fizyki i chemii starają się zgłębić. Przykładowo struktura beleczkowa w wewnętrznej budowie kości udowej w przejściu do wygiętego stawu biodrowego jest taka, że przy minimum substancji mineralnej (przeważnie fosforan wapnia) osiągane jest maksimum statyki. Podobnie ma się rzecz z tkankami podporowymi, z budową szkieletu jako całości. Całe ciało — w budowie i funkcji wszystkich organów, w ich stałych tkankach podporowych oraz w ich gospodarce płynowej i cieplnej — przeniknięte jest i przeorane przez czysto fizyczną, pełną mądrości prawidłowość. Tworzy ona, ograniczona do formy cielesnej, ciało fizyczne — ewolucyjnie najdoskonalszego człona istoty człowieka.[93] Swój najdosłowniejszy wyraz znajduje w budowie i funkcji systemu zmysłowego. Istota ciała fizycznego jest nadzmysłowa i objawia się we wszystkim, co widzialne (Rysunek 6).

Co więc w królestwie mineralnym jawi się oddzielnie jako natura „martwa", w czysto fizycznej organizacji — to w roślinie, zwierzęciu i człowieku wplata się funkcjonalnie z wyższymi członami istoty. Takim jest przede wszystkim ciało eteryczne, życiowe lub czasowe, które obdarza życiem świat roślinny poprzez działające wszechstronnie z kosmosu siły eteryczne. Jest ono samo w sobie płynącym życiem, które — stosownie do gatunku rośliny — nadzmysłowo odgranicza się w pewien „ciało", pobiera sobie swoiście substancje ziemi wbrew ciężarowi oraz

99

i przyswoić sobie te siły, z których buduje przynależne mu ciało fizyczne. Jako architekt tego, co fizyczne, ciało życiowe nie objawia się jako takie, lecz w formach rośliny. Dlatego dla Goethego forma i jej metamorfoza, na przykład w następstwie liści, była punktem wyjścia jego badań nad istotą tego, co żywe.

Wszystko, co w królestwie roślinnym jest rozpostarte jako istotna natura tego, co żywe, znajduje się na wyższym stopniu zjednoczone w ciele życiowym człowieka i objawia się w płynących płynach ciała, we krwi, w limfie i w regulujących wszelkie procesy życiowe wydzielinach układu gruczołowego (Rysunek 6). Ciało eteryczne jest źródłem zdrowia. Choroby mają swój początek w tym, co duszewne. Dla ich leczenia ciało eteryczne znajduje wsparcie w tym, co w swoisty dla siebie sposób jest zgodne z jego istotą — a jest nim świat roślin leczniczych. Paracelsus wyraża sinngemäß: Nie ma takiej choroby, której nie mogłoby uleczyć jakieś «ziele» dające się znaleźć w królestwie roślinnym.[94]

Jak człowiek w swojej budowie ciała nosi w sobie przeobrażone na wyższy stopień królestwo mineralne i roślinne, tak też jest on pokrewny w swoim trzecim członie istoty, w ciele duszewnym czyli astralnym, temu, co duszewne, rozpostarte w królestwie zwierzęcym (Rysunek 6). Organizacja zwierzęca dopełnia się wraz z duszą zwierzęcą, która przenika ciało fizyczne i ciało życiowe. Ten człon duszewny wtopiył się w postać i funkcję w ciało zwierzęcia. I tak każdy gatunek zwierzęcy gliederuje się morfologicznie i fizjologicznie w wysoko zróżnicowaną przestrzeń wewnętrzną i zewnętrzną, dysponując zarazem równie gatunkowo swoistym układem kończyn, dzięki któremu zwierzę może swobodnie poruszać się w żywiołach, które dominująco ukształtowały jego budowę. Przede wszystkim jednak dusza zwierzęca wyraża się w «tym jak i co» czynności, jakie zwierzę — związane z ciałem — wykonuje w swej przestrzeni życiowej: tak robak w ziemi, ryba w wodzie, ptak w powietrzu, owad w cieple. Ze względu na to związane z czynnością organów to, co duszewne, u zwierzęcia mógł Goethe powiedzieć: «Zwierzę jest uczone przez swoje organy. Człowiek naucza swoje i nimi włada.»[95] Ciało duszewne czyli astralne jest źródłem świadomości, a jego fizyczną podstawą jest organizacja nerwowo-zmysłowa.

100

Również w człowieku żyje część tego, co duszewne, zanurzona w procesy życiowe — jak popędy, pożądania i namiętności, uczucia głodu i pragnienia i tym podobne. W swej części wolnej od ciała dusza żyje w sobie samej i uświadamia sobie swoje czysto duszewne przeżycie — na przykład to, co odczuwa jako prawdziwe, piękne i dobre, a także to, czego doświadcza jako mocy odchylenia ku złemu. Tym członem duszy, który wyzwala się z ciała, człowiek unosi się ponad związanie z naturą.

W świadomym życiu duszy człowiek czuje się przeniknięty przez coś, co dopiero na drodze samopoznania odsłania mu się jako jego najbardziej własna istota — jako jego Ja (Rysunek 6, s. 98). Fizyczną podstawą działania Ja w ciele, organizacją Ja, jest krew. «Krew jest centralnym organem organizmu».[96] Tę spoczywającą w sobie samej jaźniowość człowieka cechuje moc i siła, by prześwietlić, przemieniać i indywidualizować trzy opisane człony istoty. Ona odciska organizację Ja na ciele duszewnym, ciele życiowym i ciele fizycznym. W tej Ja-czynności przemieniania i przyswajania członów istoty ku wyżynom jego istoty duchowej leży źródło całego przyszłego rozwoju człowieka i Ziemi.

Jak trójczłonowość, tak też czwórczłonowość prowadzi do uchwycenia pojęcia indywidualności. W Ja-uposażeniu człowieka spełnia się to pojęcie. Pojęcie organizmu natomiast — bycia zamkniętym w sobie — spełnia się już w królestwie zwierzęcym, lecz nie w roślinie, obdarzonej jedynie życiem. Roślina dopiero wówczas przedstawiałaby się jako pełny organizm, gdyby do pędu dołączyć myślą ziemię, w której się zakorzenia, a do liścia i kwiatu — kosmiczny obwód, w który się rozwijając wkracza.

Pojęcie organizmu spełnia się, gdy usiłuje się myśleć o współdziałaniu trzech członów istoty — ciała fizycznego, ciała życiowego czyli eterycznego, ciała duszewnego czyli astralnego — jako całości. To, co dopiero nadzmysłowe poznanie otwiera myśleniu jako rzeczywistość, może nauczyć ogląd zwierzęcia. Dopiero z obdarowaniem ciałem astralnym — to znaczy przenikającym ziemską substancję tym, co duszewne, co ma miejsce we wszelkim zwierzęctwie — powstaje zewnętrze i wewnętrze: «W ciele astralnym wyłania się zwierzęca gestaltowanie na zewnątrz jako całościowa postać, a na wewnątrz jako gestaltowanie organów […] Gdy to gestaltowanie doprowadzone jest do swego kresu, tworzy się to, co zwierzęce.»[97]

101

Dzięki tej charakterystyce dany jest klucz do pogłębionej, obrazowo-myślowej rozbudowy pojęcia organizmu, czyli «zamkniętości». Z perspektywy rolnictwa pojęcie to otwiera możliwość, by z siły duszy świadomości i w świadomej metamorfozie tego, co minione, na nowo wyłonić się pozwolić gospodarstwu rolnemu. Gdyby na tym poprzestać, byłoby to tylko — aczkolwiek świadome — powtórzenie tego, czym niegdyś było peryferyjne ukształtowanie zagrody i gemarkung. Jak jednak wygląda sprawa metamorfozy dawnego duchowego centrum — kościoła? Ten środek przesuwa się w toku uświadamiania siebie samego w człowieka. Musi on nauczyć się, w erkraftung swojej Ja-indywidualności samodzielnie-twórczo budzić impulsy moralne, które tak będą go prowadzić w jego pracy, że makrokosmicznie uwarunkowana siedliskowość zagrody w sposób istotowy rozwinie się do «indywidualności rolniczej». Jak trójczłonowość człowieka kieruje wzrok ku pionowemu ukształtowaniu zagrody, ku osi Ziemia-Słońce, tak czwórczłonowość — ku powierzchniowo-horyzontalnemu ukierunkowaniu gemarkung, ciała tej indywidualności. Ta pierwsza otwiera duchowe ujęcie indywidualności rolniczej, ta druga — drogi praktyki, jej urzeczywistnienia, jej istotowego spełnienia.

Obraz czwórczłonowości indywidualności rolniczej

Organizacja fizyczna

Już od wczesnośredniowiecznego początku gemarkung wsi lub samotnego gospodarstwa w układzie rozproszonym tworzyła arrondowaną jednostkę powierzchniową. Jest to siedlisko, w którym oddziaływania sił i substancje kosmosu i Ziemi wchodzą ze sobą w oddziaływanie na swoisty dla danego miejsca sposób i ukazują się w obrazie natury kulturowej.

Fizyczną podstawę tworzy przemieniające się w rytmach biegu roku wzajemne odniesienie «żywiołów»: Ziemi, Wody, Powietrza i Ciepła (Rysunek 7, s. 102).

Ziemisto-stały, krystaliczny fundament gemarkung buduje się ze skał tworzących skorupę ziemską. Wyłaniają się one na granicy z obwodem powietrznym w wielokształtnym reliefie — doliny i wyżyny, ekspozycje

102
Abbildung 7: Die physische Organisation oder der physische Leib des landwirtschaftlichen Organismus.

po stronach świata etc. –, który to relief z kolei modyfikuje rytmiczną grę czterech żywiołów. Kształt powierzchni każdej gemarkung opowiada w ten sposób o jej historii ziemskiej i krajobrazowej. Przez wietrzenie — to jest oddziaływanie żywiołów wody, powietrza i ciepła na żywioł ziemisto-stałego — powstaje mineralny szkielet gleby, który w zależności od skały macierzystej składa się z drobniejszego lub grubszego ziarna kwarcu-krzemienia i jego krzemianowych krewnych, wapna i pokrewnych wapniowi, a także z glin. Ta czysto mineralna kompozycja okazuje się tym ważniejsza dla żyzności gleby, im bardziej wyrównana i głębsza jest jej budowa.

Żywioł wody przenika glebę na rozmaite sposoby. Pojawia się częściowo w stanie koloidalnym, związany z najdrobniejszymi minerałami ilastymi, częściowo jako hydratowe osłony cząstek glebowych, częściowo jako woda porowa, częściowo jako woda gruntowa i przesiąkająca. Uwolniony od żywiołu ziemi, objawia swoją spójną, wewnętrznie ruchliwą naturę w kropli deszczu, w płynących wodach, stawach i jeziorach. Drogą parowania staje się wreszcie jedno z żywiołem

103

powietrza, kształtuje się w mgle w najdrobniejsze, w chmurach w grubsze kropelki, wyswabadza się ostatecznie w strumieniu deszczu z obwodu powietrznego, by znów połączyć się z żywiołem ziemi. Każde gospodarstwo może się uważać za szczęśliwe, jeśli gemarkung graniczy z biegiem rzeki lub jeziorem, albo przepływa przezeń strumyk, zasilany może przez źródło, albo jeśli mieści ono wilgotny biotop z wysokim poziomem wód gruntowych lub staw. Tak jak relief, tak i gospodarka wodna — zależnie od ilości i rozkładu opadów w biegu roku — nadaje gemarkung zagrody lub wsi nieomylnie indywidualny charakter.

Żywioł powietrza zalega raz w bezruchu nad gemarkung, raz łagodnie, raz burzliwie przemierza kraj. Podobnie jak opady, tak tym bardziej prądy powietrzne wiatru i pogody obejmują kraje i morza, lecz w każdym miejscu na Ziemi, gdzie na drodze stają przeszkody — czy to pasmo wzniesień, czy drzewa, żywopłoty etc. — wpadają w wiry, łagodnieją lub zostają całkiem uśmierzone. Zwłaszcza przyziemna warstwa powietrza trwa dłużej pod pokrywą roślin i pozostaje w stałej wymianie z powietrzem glebowym, które przez dłuższy lub krótszy czas przebywa w szczelinach i porach wierzchniej warstwy gleby. Czysto fizyczny, nieorganicznie martwy charakter żywiołu powietrza objawia się w jego składzie substancjalnym. Główne składniki — tlen i azot, substancje w tym, co żywe, niezwykle aktywne — łączą się w powietrzu atmosferycznym ze sobą nawzajem i są przez to w najwyższym stopniu reaktywnie bierne. Inaczej zachowuje się żywioł powietrza w glebie. Tam wchodzi w relację z żywiołami ziemi i wody i ożywia się do swojej pełnej siły reakcji, tworząc nowe połączenia. Inną postacią ruchomego powietrza jest ciśnienie, jakie wywiera, gdy w wietrze i burzy bije wodę w fale, kołysze zbożem, sprawia, że drżą liście topoli i przewraca całe lasy.

Ciepło pojawia się jako żywioł najczyściej w postaci ciepła promieniowania. W ogólności jednak objawia się pośrednio, poprzez żywioły ziemi, wody i powietrza i w nich. Nadaje im każdemu ich własną dynamikę w procesualnym przebiegu. Dopiero dzięki ciepłu odsłaniają się ich swoiste fizyczne właściwości. Jego nieobecność w zimie sprawia, że gleba zamarza, zastyga w żywioł ziemisto-stały; w letnim upale ono wraz z powietrzem zdobywa przewagę; wiosną przenika swoje żywioły-rodzeństwo, budzi ich wzajemną dynamikę, ożywia gleby i czyni je chłonnymi na zasiewy; podobnie jesienią, lecz wtedy wyswabadza się ku zimie z tego związku i każdy z żywiołów wchodzi w swoje odrębne bycie. Zależnie od ekspozycji

104

terenu względem słońca — stok południowy, stok północny — odpowiadają w obrębie wsi cieplejsze lub chłodniejsze stanowiska; żywopłoty drzewne, sady łąkowe, wyspy leśne itp. dbają na małą skalę o wyrównany bilans cieplny.

Przez ciepło powstają między żywiołami relacje sił. Ten fizyczno-nieorganiczny splot relacji zmienia się z miejsca na miejsce. Im bardziej jednak w kształtowaniu gospodarstwa dochodzi do głosu w kunsztownym przybliżeniu zasada organizmu, tym bardziej elementarne dzianie się zamyka się w indywidualną całość. Powstaje właściwa typowi danego stanowiska kompozycja fizycznych praw, sił i substancji, czynnych w czterech żywiołach. Tę kompozycję można nazwać fizyczną organizacją «indywidualności rolniczej» — przez analogię do «ciała fizycznego» człowieka. Ta fizyczna organizacja obrębu gospodarstwa lub wsi jest nadzmysłowej natury istotowej. Ukazuje się zmysłowo w zastygnię­tej w formę substancjalnej rzeczywistości danego stanowiska i jako taka jest ewolucyjnie zadana z przeszłości. Dostarcza faktów, które rolnik musi znać w zakresie budowy geologicznej, typów gleby, stosunków hydrogeologicznych oraz warunków małoklimatycznych i ogólnoklimatycznych — co więcej, z którymi musi być zrośnięty przez fachową praktykę. Możliwości optymalizowania w tej zadanej z góry rzeczywistości faktów współdziałania czterech żywiołów na korzyść upraw ograniczają się do ingerencji w najcieńszą skórkę skorupy ziemskiej, do gleb — do «organu-przepony» między «wyżynami» a «głębinami» krajobrazu. Chodzi tu o uprawianie sztuki uprawy roli, nawadniania i odwadniania, osuszania, tarasowania, grodzenia oraz ochrony przed wiatrem itp.

Organizacja życiowa

Jak roślina, zwierzę i człowiek, tak i organizm rolniczy, który można rozumieć jako ciało «indywidualności rolniczej», posiada organizację życiową, «eter- lub ciało życiowe», które wgłębia w siebie stosowny do swej istotowej natury «ciało fizyczne» (Rysunek 8, s. 106). Człowiek jest skłonny utożsamiać to ciało życiowe z sumą życia, kiełkującego co roku w rosnących roślinach. Ale gdzież się to objawione w formach roślinnych życie pozostaje, gdy rośliny na jesień zrzucają liście lub całkowicie obumierają? Można by odpowiedzieć: Życie wycofuje się do nasienia, do humusu, do kambium. Lecz i te są tylko formami przejawiania się tego, co żywe,

105

w strumieniu powstawania i przemijania. Samo życie jest nadzmysłowe. Organizacja eterycznych sił kształtujących gospodarstwa przebiega w rytmie roku słonecznego przez stany przemienne swego zmysłowo uchwytnego przejawiania się. Od jesieni przez zimę żyje wycofana w ziemi w czysto duchowej aktywności — «w biegunie głowowym indywidualności rolniczej». W kiełkowaniu i dojrzewaniu roślin od wiosny przez lato wznosi się ku «brzuchowi indywidualności rolniczej». Odciska się na życiu każdej formującej się postaci rośliny i jej kompozycjach substancji w korzeniu, łodydze, liściu i kwiecie — i rozwiązuje się znów, gdy rośliny ku jesieni obumierają.

Eter- lub ciało życiowe indywidualności rolniczej objawia się w roku wstępującym w sumie przejawów życia, znika znów w roku zstępującym i jest wówczas dostrzegalne już tylko dla otwartego spojrzenia ducha. Nieciągłość jest tylko pozorna.

Wszystko, co żywe, stoi istotowo w relacji do żywiołów. Im bardziej zrównoważone jest wzajemne stosowanie do siebie ziemi, wody, powietrza i ciepła, tym różnorodniej może życie przybierać postać zjawiskową. Fakt ten wyraża się wyraźnie w przeciwstawieniu tropikalnego lasu deszczowego i piaszczystej pustyni. W pierwszym przypadku wielość gatunków roślinnych, stłoczona na najmniejszej przestrzeni, osiąga maksimum — w tropikalnej puszczy Brazylii np. ponad sto gatunków drzew na hektar — w drugim przypadku pojawia się skąpe lub w ogóle żadne życie roślinne.

U podstaw wszystkiego, co żywe, leży organizacja życiowa, skomponowana z wielości sił kształtujących, które wpadają wraz ze światłem słońca. W niej jako całości dokonują się wzajemnie się wspierające procesy życiowe; są one sprawcami i nosicielami zdrowia. Samoregulacja i trwałość naturalnego biotopa daje o tym świadectwo. Organizacja życiowa organizmu gospodarstwa jest tym zdrowsza, im wszechstronniej jest ona ukształtowana stosownie do czynników stanowiskowych. Stworzenie tego stanu trwałego zdrowia jest trwale działającym zadaniem kulturowym człowieka. Od niej zależy konstelacja sił kształtujących tego, co żywe, według której roślina kulturowa może ukształtować się zgodnie ze swoim typem. Na tej związanej z gospodarstwem konstelacji sił kształtujących opiera się wartość odżywcza owoców żywnościowych i lecznicza moc ziół, podobnie jak jakość humusu i żyzność gleby jako całości. Każdy gatunek roślinny przyczynia się więc do tego, że z pełni kosmicznych sił obwodowych może ukształtować się właściwa dla organizmu gospodarstwa lub wsi organizacja życiowa, która jest dla fizycznej organizacji jej kształtującą architektką

106
Abbildung 8: Die Lebensorganisation oder der Lebensleib des landwirtschaftlichen Organismus.

i jest jej przełożona. Jest ona nosicielką dziania się życia, które w formach roślin staje się postrzegalnym obrazem, w nadzmysłowości zaś uobecnia się jako działający w czasie «ciało czasów lub ciało sił kształtujących». We wszystkim, co żywe, jest on nosicielem rozwoju. Na to zeibliche dzianie się chce wskazywać pojęcie «biologiczno-dynamiczny».

Przyroda organizuje się, idąc za koniecznością swojej prawidłowości, ku różnorodności na swój sposób; w organizmie rolniczym zadanie to przypada człowiekowi jako artyście. W świadomym wydobywaniu organizacji eterycznej gemarkung gospodarstwa lub wsi staje się rolnik — podobnie jak niegdyś w dawnym chłopstwie — w nowy sposób twórcą krajobrazu kulturowego. Przez uprawę roślin kulturowych niszczy wprawdzie wyrosłą dziką naturę, buduje ją jednak na nowo jako naturę kulturową. O ile na poziomie fizycznym jego siła kształtująca napotyka ciasne granice, o tyle w wydobywaniu organizacji życiowej organizmu gospodarstwa jest on wezwany do najwyższej kunsztowności. Musi szukać przezwyciężenia sprzeczności między jednostronnością w uprawie a wielostronnością jako zasadą zdrowej

107

żywotności — środkiem zaś tej przezwyciężającej pracy jest sztuka. Musi z idealnego przeżywania całościowego kontekstu organizmu Betriebsorganismus podejmować działania, które przekształcają biotop naturalny w biotop kulturowy. W świadomym ponownym stwarzaniu musi organizm rolnictwa z zdewastowanych pustyń monokultur zostać wyplastyzowany na nowo — komórka po komórce. Co do kunsztownego całościowego ukształtowania indywidualnej dla danego gospodarstwa organizacji życiowej, rozważane są następujące działania (Rysunek 8, s. 106):

Płodozmian w uprawie roli i ogrodnictwie:

Dostępna ziemia uprawna jest tak podzielona, że różne zboża, rośliny okopowe i pastewne — w ogrodnictwie różne gatunki warzyw — które w ciągu jednego roku stoją obok siebie na poszczególnych kwaterach, w kolejnych latach następują po sobie na tej samej kwaterze. Kunsztem jest przy tym takie następstwo poszczególnych roślin polowych — według zwiększających i zużywających humus, płytko- i głęboko korzeniących, potrzebujących nawożenia i mniej wymagających — by zapobiegać chorobom, sprzyjać radości wzrostu i fruktyfikacji (wartości odżywczej) oraz ogólnie zachowywać, a najlepiej jeszcze podnosić żyzność gleby. Szczególnie istotne jest przy tym, by materiał siewny pozostawał w gospodarstwie, tzn. pochodził z własnego rozmnażania lub z wypracowanej hodowli. Kultura uprawy roli pracuje przede wszystkim z siłami kosmosu, które przez ziemię — krzemień i wapno, zapośredniczone przez glinę — oddziałują pośrednio od dołu ku górze na wzrost roślin. Wyraża się to szczególnie w uprawie zbóż, gdzie w porównaniu z dziką trawą cała roślina — w źdźble, liściu i nasieniu — jest przeniknięta procesem fruktyfikacji.[98]

Reintegracja ogrodnictwa w organizm gospodarstwa i wsi:

Odbywa się to częściowo poprzez wzbogacenie rolniczej płodozmianu o uprawę warzyw polowych, częściowo poprzez uprawę delikatnych warzyw, kwiatów i ziół na ogrodzonym obszarze, a także przez uprawę pod szkłem. Tu, w pobliżu zagrody, jest również miejsce na pasiekę. Integracja wszechstronnego ogrodnictwa zapewnia kwitnienie i owocowanie od wczesnej wiosny aż po późną jesień. Uzupełniony o pasy kwitnące w uprawach rolnych, różnorodność gatunkowa jednorocznej flory wzbogaca się w wysokim stopniu aż po granice gminnych gruntów.[99]

108

Reintegracja sadownictwa w organizm gospodarstwa i wsi:

Drzewa wysokopienne w możliwie największej różnorodności gatunkowej mają swoje miejsce wzdłuż polnych dróg, na granicach pól, na tarasowych zboczach lub w przydomowych łąkach sadowniczych. Dobroczynne działanie kultury drzew owocowych, wzbogacające obraz krajobrazu przez wszystkie pory roku, powinno przenikać całą gminę Hof i Dorfgemarkung. Sady półpienne i niskopienne należy utrzymywać w umiarkowanej proporcji do pozostałych upraw.

Włączenie i zachowanie łąk i pastwisk:

Swoje miejsce mają na terenach obfitujących w opady, na stokach zagrożonych erozją i na płytkich, nadających się jedynie do ekstensywnego użytkowania hutingach i suchych stanowiskach, a przede wszystkim wszędzie tam, gdzie woda gruntowa stoi blisko powierzchni – po obu stronach wzdłuż strumieni i cieków wodnych, w obniżeniach, przy podmokłych zagłębieniach lub niskich torfowiskach. Zamiany trwałych użytków zielonych na grunty orne poprzez drenaż lub obniżanie poziomu wód gruntowych (uprawa kukurydzy) należy możliwie starannie unikać. Trwały użytek zielony jest odporny na zalania i działa jako uprawa stała, zwłaszcza dzięki długim korzeniom ssącym traw, oczyszczająco na wody gruntowe spływające do odbiornika. Wchłania z nich azotany pochodzące z odleglejszych obszarów polowych. Trwały użytek zielony pozostaje wskutek wypasu i koszenia siana zawsze w wegetatywnym stanie wzrostu. Dlatego potrzebuje obficie wody – a ściślej: eterycznych sił kształtujących, które działają przez żywioł wody; wody zatem, która jest wystawiona na kształtujące działanie bieguna przemiany materii indywidualności rolniczej. Tak jest, gdy woda stoi blisko powierzchni (40 cm pod poziomem terenu), w przypadku użytków zielonych kulturowych albo w kulturze nawodnieniowej na „Hangbau».

Doskonałą formę użytków zielonych kulturowych znaleźć jeszcze można było do połowy XX wieku na terenach średnich gór. Autorowi dane było podziwiać w Rhön, tuż przed zniszczeniem tych kunsztownych tworów, ostatnie resztki tak zwanych Buckelwiesen – łąk pagórkowatych. Ich zakładanie, «nawożenie» czystą wodą, pielęgnowanie, koszenie na siano i znoszenie siana w wielkich płótnach na ramionach było wyłącznie pracą ręczną wymagającą ogromnego nakładu. Nagradzała za to do pięciu pokosów rocznie. Z wzniesionego wyżej na zboczu doliny rowu młyńskiego budowano w dół doliny jeden wał ziemny obok drugiego, z dachowatymi bocznymi skarpami. Na grzbiecie tych ziemnych dachów biegł prostopadle od rowu młyńskiego stichgraben węższy niż szerokość łopaty, z nachyleniem równym zeru. W czasie nawadniania, zależnym od faz Księżyca, woda płynęła szeroką smugą po obu stronach ponad krawędzią rynienki, sączyła się

109

szybko przez darń trawiastą i zbierała się ponownie w okapie dachowym między dwoma pagórkami. Ten okap biegł dalej i stawał się grzbietem kolejnego rzędu ziemnych dachów opadających ku dołu doliny – i tak schodziło się stopień po stopniu aż do dna doliny.

W tym rodzaju sztuki nawadniania nie chodziło w pierwszej kolejności o nawilżenie podłoża, lecz o szybko przez darń perlącą się ruchliwość wody z zasady ubogiej w minerały, a przede wszystkim w azot. Można przypuszczać, że wodzie tej przysługuje działanie nawozowe. Przez pobieranie tlenu przez wodę w ruchu i sączeniu się – tlen jako nośnik życia[100] – zdaje się ona ożywiać wzrost traw i ziół w taki sposób, że na tych przeważnie ubogich w minerały glebach osiągano jakościowo i ilościowo najwyższe plony.

Użytki zielone kulturowe jako element kształtujący i ożywiający krajobraz w postaci łąk pagórkowatych padły ofiarą epoki technologicznej. Ta gałąź niegdyś wysokiej sztuki uprawy ziemi nie miała już dalszego trwania.

Sadzenie żywopłotów, zadrzewień śródpolnych i wysp drzew:

Tu jest sposobność, by wszystkim rodzimym gatunkom drzewiastym — krzewom i drzewom — wyznaczyć ich miejsce w obrębie gruntów wiejskich: w żywopłotach, w wyspach drzewiastych, i w ten sposób zakładać na polach chronione obszary z własnym mikroklimatem, a w ogólności pozwolić samej gemarkacji stać się harmonijnie kształtującym członem krajobrazu kulturowego. Nasadzenia służą w otwartych krajobrazach niejako jako zastępstwo lasu. Największe zagęszczenie florystyczne, a zarazem faunistyczne krajobrazu kulturowego znajduje się na obrzeżach leśnych — w strefach przejściowych i jednocześnie strefach przenikania między otwartą polaną i łąką a lasem. Tu nawarstwiają się piętrowo, jedna nad drugą, bogata gatunkowo flora traw i ziół, następnie zarośla rosnące nisko i wyżej, i wreszcie wysoko wystrzelające, rozłożyste korony drzew. Ten sam budulec i tę samą funkcję ekologiczną mają żywopłoty. Są one, zwrócone ku dwóm stronom pola, niejako dwoma zrośniętymi ze sobą obrzeżami leśnymi — podobnie jak śródpolne kępy drzew i wyspy drzewiaste.

110

Las:

Las musi być widziany razem z rolnictwem jako pewna całość. Co więcej, ściśle rzecz biorąc, należy do rolnictwa tak samo jak wszystkie wymienione wcześniej funkcjonalne człony organizacji życiowej. Las otacza na ogół grunty wiejskie zagród i wsi, łączy je i tworzy między nimi sieć powiązań. Wewnątrz krajobrazów kulturowych las pełni nadrzędną, ożywiającą funkcję. Poza tym działa wyrównująco na klimat i przez czasy — wspólnie z gruntami zagród i wsi — zachowuje i kształtuje w wielkim wymiarze charakter krajobrazu kulturowego.

Las nie może być przedmiotem wyłącznie leśnictwa gospodarczego, ale też nie może być przedmiotem wyłącznie ochrony przyrody. Jego użytkowanie jest — podobnie jak każdych gruntów polnych — zadaniem kulturowym, które spełnia się w ukształtowaniu ku «Dauerwald» — lasowi trwałemu,[101] którego celem jest właściwe dla danego siedliska bogactwo gatunków drzewnych. Las trwały staje się lasem kulturowym dopiero przez ciągłą pielęgnację i użytkowanie. Pozostawienie samemu sobie rezerwatów przyrody prowadzi z powrotem w dzikość — dzikość wywołaną przez zaniedbanie ludzkie.

Każdy z wymienionych organów życiowych jest już sam w sobie tworem artystycznym, wykraczającym poza naturalne biotopy. Tym bardziej odnosi się to do kompozycji tych członów życiowych w całość organizacji życiowej organizmu gospodarstwa lub wsi. Wszystkie działania sfery gwiazd stałych, planet, Słońca, Księżyca i Ziemi wpisały się w tę całość w biegu roku i wchodzą w «stan nasienia» «ogólno-roślinnego», w humus zachowujący życie. Różokrzyżowi alchemicy nazywali go dlatego «nasioniem uniwersalnym Ziemi» (glebą macierzystą)[102] — w odróżnieniu od «nasienia indywidualnego», które ukształtowane przez pojedynczą roślinę, opada na glebę macierzystą. Humus niesie uziemnione życie minionych lat w teraźniejszość. Można go dlatego określić — zarówno strukturalnie, jak i substancjalnie — jako «pamięć Ziemi». Można powiedzieć, że żyje w nim, skrzepnięte w ziemsko-substancjalną formę, zasada tego, co ogólno-roślinne.

Należy odróżniać żywe prądy sił (które stanowią życie roślin i które w swojej całości tworzą ich ciało eteryczne, czyli ciało życiowe) od tych sił wyższego rodzaju, które jako siły wyższego rzędu wpromieniowują z astralnego świata kosmosu. Są to siły, które w zwierzęciu uwewnętrzniły się w jego

111

ciało duszne — w przeżywanie głodu i pragnienia, bólu i tak dalej. Na strumieniujące procesy życiowe roślin siły te astralne działają kształtująco, formująco, gestaltatywnie, spiętrząco — z zewnątrz. Kształtują i spiętrzają strumieniujące życie w formę korzenia inaczej niż w formy łodygi, liścia, kwiatu. Kształtujące siły jednoczą się ze strumieniującym życiem i tworzą sobie odwzorowanie w każdej postaci wyglądu danego gatunku rośliny — zmodyfikowane przez swoiste dla danego siedliska, odmienne współdziałanie sił Ziemi i kosmosu. Gdy spojrzy się na bogactwo gatunkowe traw i zbóż, ziół, bylin, krzewów i drzew danego gospodarstwa oraz na całą ich kompozycję, wówczas w ich nazmysłowych formach objawia się to, co w ukryciu, jako kształtotwórcze strumieniowanie, darzyżyje jako eteryczna organizacja organizmu gospodarstwa jako całości.

Organizacja duszy, czyli ciało astralne organizmu rolniczego

Z tej samej nadzmysłowej sfery, z której promieniują siły, które roślinę niejako tylko z zewnątrz dotykają, kształtują ją w procesie wzrostu i pozwalają jej zamierać w formę, pochodzi dusza zwierząt, czyli ich ciało astralne, które wciela się w ciało zwierząt i prześwietla je od wewnątrz jako ich dusza. To duszewne, objawiające jego istotę, odgranicza zwierzę na zewnątrz w jego postaci i gliuje je od wewnątrz w rząd jego organów. Organizacja duszewna zwierzęcia jest jego ciałem życiowym, a to z kolei jest nadrzędne wobec jego fizycznej organizacji (Rysunek 9, s. 115). Jak już wspomniano, w każdym gatunku zwierzęcym wcielona jest określona jakość duszewna — w robaku inna niż w rybie czy ptaku, w owadzie czy w rzędzie ssaków. Dusza zwierzęca tworzy sobie w ukształtowaniu ciała odwzorowanie i wyraża się w tym, co zwierzę czyni. Wielość zwierząt zamieszkuje dane siedlisko — tym liczniejsza, im wielostronniej przezetkana jest organizacja życiowa gemarkacji gruntów danego gospodarstwa lub wsi. Zgrupowane w gatunki, rodziny i rodzaje, tworzą razem faunę siedliska i pozostają z czterema żywiołami, z ożywioną przyrodą i między sobą w wielorakiej, mądrościowej relacji. Świat zwierzęcy danego gospodarstwa w jego pojawianiu się i zachowaniu można pojmować jako organy «duszy, czyli ciała astralnego» całości gospodarstwa. To

112

duszewne, tkwiące w zwierzętach, pochodzi z minionych szczebli ewolucji Ziemi.[103]

Ciało duszewne gospodarstwa lub gemarkacji gruntów wiejskich konstytuuje się ponadto przez siły astralne, które z obecnego kosmosu napływają z promieniowaniem słonecznym.[104] To one nadają roślinom z zewnątrz formę — porównajmy drobnolistność albo wielkolistność roślin wyrosłych w świetle lub w cieniu — to one pozwalają im dojrzewać, strukturują budowę substancji, na przykład białka, i w ten sposób warunkują wartość odżywczą plonów. Tak więc zasadniczo od fizycznej organizacji i organizacji życiowej zależy, do jakiego stopnia intensywności konfiguruje się organizacja duszewna i w jakim stopniu gemarkacja danego gospodarstwa lub wsi odgranicza się jako zamknięty w sobie organizm i gliuje od wewnątrz w organy.

Aby zrozumieć wielce zróżnicowany wkład świata zwierzęcego w kształtowanie organizacji duszewnej organizmu organizmu gospodarstwa lub wsi, należy obszerniej omówić dwie istotowo odmienne grupy: dziką faunę i zwierzęta domowe (Rysunek 9, s. 115).

Dzikie gatunki zwierząt – organy organizmu gospodarstwa i krajobrazu

Kulturotwórczym dokonaniem rolnictwa było przekształcenie dzikiej przyrody w przyrodę kultywowaną; zadaniem rolnictwa pozostaje nadal troska o jej pielęgnację i dalszy rozwój. Ten krok przemiany oznaczał między innymi wyparcie dziko żyjącej megafauny całkowicie z krajobrazów — jak drapieżniki: wilk, niedźwiedź, ryś, oraz kopytne jak tur, łoś, żubr, dzik i inne — i zastąpienie jej zwierzętami domowymi, bądź też wzięcie jej pod opiekę i ochronę, jak szlachetna zwierzyna łowna: jeleń, sarna i renifer, lub drobna zwierzyna, zając, lis i inne. Dzikie ssaki są płochliwe wobec człowieka i przeważnie nocne. Ich wyborne zdolności zmysłowe — węch, słuch i wzrok — wskazują na czujność bardziej świadomego życia wewnętrznego. Swymi zmysłami zanurzają się w świat zewnętrzny, wietrząc, nasłuchując, wytrzeszczając oczy — jak na przykład szlachetna zwierzyna, gdy o zmroku wysuwa się z leśnego mroku na otwartą przestrzeń, żeby się paść. Duszewne życie instynktów pobudza te spostrzeżenia, a zarazem rozszerza się

113

to, co duszewne, i stapia się z tym, co postrzeżone. Ten związek między wnętrzem a zewnętrzem objawia się oglądowi w estetyce zachowania — na przykład w umykającej sarnie, w zającu robiącym haki albo w dumnym jeleniu, który wyniosłe swe poroże wznosi w atmosferyczny okrąg. Tym wyrastającym z kości czołowej rusztowaniem kostnym jeleń wychwytuje kosmiczno-astralne siły, które formująco oddziałują na jego wewnętrzny świat organów.[105]

U dzikich zwierząt to, co stanowi ich istotę duszewną, całkowicie wniknęło w kształtowanie ciała. To, co duszewne, przeżywia się w ciele i poprzez ciało. Tak więc zwierzęta, prowadzone przez swe instynkty, to znaczy z wewnętrznej konieczności, odciskają swe własne jestestwo na swej przestrzeni życiowej; rozszerzając siebie samych, ożywiają i uduchowiają duszą tę przestrzeń przez swą działalność i czynią z niej swoje rewiry: «Die Pflanze gibt, das Tier nimmt im Haushalt der Natur.» (Roślina daje, zwierzę bierze w gospodarstwie przyrody.)[106] Zwierzę zaspokaja swą naturę pożądań przez to, co pobiera ze swego otoczenia. W tym zaspokojeniu ma swe zadowolenie, które radośnie obwieszcza światu swymi ruchami i głosami.

Dzikie zwierzęta i ich wzajemnie przenikające się warunki bytowania cieszą się coraz większą uwagą. Rozpoznaje się, jak cykl życia zwierząt mądrościowo wpisuje się w większą całość — tak, jak one wszystkie razem są w swej działalności organami sprawczymi w kształtowaniu całości organizmicznych. Jest zatem zadaniem rolnika, by dzikiej faunie w najszerszym sensie poświęcać tę samą uwagę w hege i Pflege — w hodzowaniu i opiece — co zwierzętom domowym. W stosunku do ssaków dzieje się to między innymi przez polowania, przy czym niemałą rolę odgrywają tam często motywy egoistyczne — podobnie jak w innym wymiarze przy zwalczaniu tak zwanych szkodników za pomocą biocydów. Poszczególne gatunki zwierząt wnoszą każdy swój wkład w wzbogacenie i wzmocnienie organizacji duszewnej organizmu gospodarstwa lub wsi. Każda nieprzemyślana ingerencja w to złożone splot odniesień sprawia, że organizm zapada na chorobę i osłabia jego siły samouzdrowienia.[107]

114

Cztery grupy w obrębie dzikiej fauny

Poza ssakami i gadami cztery wielkie grupy królestwa zwierząt mają znaczenie pierwszorzędne — ich bytowanie przenika obręby wiejskie w bardziej ukrytej, działającej duszewności. Każda z nich ujawnia w swej budowie cielesnej w odmienny sposób pokrewieństwo z funkcjonalnym i morfologicznym trójczłonowym podziałem człowieka, to znaczy z systemem głowowym, piersiowym i układem przemiany materii i kończyn. Są to cztery grupy: robaki, ryby, ptaki i owady.

Ten trójpodział ciała jest najwyraźniej wykształcony u owadów. W pozostałych trzech grupach jeden obszar funkcjonalny dominuje byt zwierzęcia w wysokim stopniu specjalizacji: u robaków — biegun przemiany materii, u ryb — rytmiczny środek, u ptaków — system nerwowo-zmysłowy. Każda z tych czterech grup ujawnia w swej różnorodności gatunkowej — najintensywniej owady — szeroką rozpiętość w ukształtowaniu swych układów organicznych. W porównaniu z człowiekiem już we wcześniejszych fazach ewolucji wykształciły się one jednostronnie i z taką wysoką doskonałością, że można powiedzieć: część duszewnego tych zwierząt w znacznej mierze wtopiła się w odpowiednią budowę cielesną, podczas gdy uzupełniająca część drugiego bieguna żyje nadzmysłowo jako świat tak zwanych «istot żywiołowych».[108] Istoty żywiołowe są posłańcami pośredniczącymi między istotowym praźródłem wszelkiego bytu a jego odwzorowanymi formami przejawu w świecie fizyczno-materialnym. Ich istota ma charakter duszewno-astralny; ich ciało buduje się w każdym przypadku specyficznie z sił eteryczno-żywotnych. Istoty żywiołowe są duchowymi posłańcami, które zakorzenione w królestwie wyższych światów duchowych praobrazów królestwa mineralnego, roślinnego, zwierzęcego i ludzkiego — praobrazów tych — odwzorowawczo wcielają w czas i przestrzeń jako zmysłowo-doświadczalne zjawisko. Są bytami pośredniczącymi między światem zmysłowym a duchowo-nadzmysłowym i jako takie mogą być czuciowo przeżywane w ćwiczącej, myślącej kontemplacji. Jako nośniki procesów ulegają zaczarowaniu we wszystko, co się staje, i wyzwalają się z tego zaczarowania w przemijaniu tego, co zastygnęło w zmysłową formę.[109] Istoty żywiołowe różnicują się w cztery grupy zależnie od tego, w którym z czterech żywiołów — ziemi, wody, powietrza i ciepła — mają głównie swe pole działania.

115

Tworzą one nadzmysłowo uzupełnienie czterech grup zwierząt, które w jednostronności w tych żywiołach znajdują swe fizyczne warunki życia. Świat istot żywiołowych jest wszędzie obecny w tym, co ziemskie. Ich wirksamkeit — działanie sięgające z tego, co nieujawnione, w to, co jawne — nie może ujść wrażliwej artystycznie kontemplacji. Rozpościera nad przyrodą, a zwłaszcza nad światem zwierzęcym, który w każdym przypadku specyficznie ożywia cztery żywioły, delikatną zasłonę pełnej mądrości duszewności i sensowności.

W tym, co następuje, spojrzenie zostanie skierowane na istotę i znaczenie wspomnianych czterech grup królestwa zwierząt (Rysunek 9):

1. Grupa bezkręgowców robakokształtnych, tych, które są związane z żywiołem ziemsko-stałym, na przykładzie dżdżownicy (Lumbricus terrestris):

Abbildung 9: Die Seelenorganisation oder der Seelenleib des landwirtschaftlichen Organismus.

Dżdżownica pozbawiona jest wykształconej głowy. Jest ona niejako usamodzielnioną, segmentowaną rurą jelitową — zwierzęciem całkowicie i na wskroś aktywnym przemianie materii, którego organizacja zmysłowa skierowana na zewnątrz

116

sprowadzona jest do zmysłu dotyku, do punktowych zmysłów rozsianych po całym ciele. Czynność tego delikatnego, śluzowato-wilgotnego zwierzęcia jest obróbka gleby. Jest ono rzeźbiarzem stałego tego, co ziemskie. Żyje w mroku ziemi, na poszukiwaniu pokarmu w postaci obumarłych szczątków roślinnych przepycha się przez luźną wierzchnią warstwę gleby i wgryza się w głębię zwartego mineralnego podglebia, kształtując swe pionowe rurki, które służą mu niejako jako zewnętrzny szkielet i wspomagają je w pionowej wyprostowanej postawie w ruchach w górę i w dół. Swe przesycone minerałami odchody wynosi wbrew grawitacji ku górze na powierzchnię ziemi (do 100 t/ha/rok), odmładzając w ten sposób glebę rok po roku. Aktywnie wspomaga oddychanie gleby — niczym pompa, ześlizgując się przez swe rurki, wciąga za sobą bogatą w tlen powietrze zewnętrzne, a wspinając się ku górze, wypycha nasyconą CO2 powietrzem glebowym. Jej pokarmem jest obumarła, bakteryjnie rozkładająca się materia organiczna, którą pobiera wraz z iłem, mułem i drobnym piaskiem do swego wnętrza. Na zewnątrz wydziela śluz, wewnątrz zaś jej organizacja duszewna «przenika myślą» pobrany strumień pokarmu i kieruje armią bakteryjnych symbiotów, które pokarm rozkładają, i — w powiązaniu z mineralnymi składnikami ilastymi pokarmu — zapoczątkowuje tworzenie trwałego humusu, budowanie stabilnych grudkowo kompleksów ił-humus.

Dżdżownica jest ze swej natury istotą wyrzeczenia. Wolno postawić tezę: w toku ewolucji zrezygnowała z pełnej metamorfozy przez przepoczwarzenie aż do imago. Ta ostatnia, na przykład jako motyl, w pięknie formy i barwy objawiałaby to, co zatrzymane w robaku okazuje się jego błogosławioną zdolnością — zdolnością bycia rzeźbiarzem gleby.

Świadomość dżdżownicy jest śpiąco-marzycielska, a mimo to ma moc tworzenia powiązanej całości. W tym jej dziele ukazuje się jako odwzorowanie to, co — w uzupełnieniu jej istoty akcentującej przemianę materii — jest jej wyższą naturą zmysłową i rozumową. Czego brakuje dżdżownicy, czego brakuje całemu zwierzęcemu światu robaków, to polarne ukształtowanie głowy w stosunku do układu przemiany materii. Tego, czego brak — uzupełnienie do głowy — jest jednak wszędzie funkcjonalnie obecne tam, gdzie są dżdżownice itp., właśnie jako istotowo-nadzmysłowe, oddzielone od fizycznie przejawiającego się ciała, pozostające z nim jednak w duszewnym związku. Chodzi tu o specyficzną grupę istot żywiołowych — od dawna zwanych Gnomami — których istotowa substancja «jest zarazem zmysłem i rozumem

117

 ».[110] Rozwijają swoją wirksamkeit — swą działalność — w tym, co ziemsko-stałe, i tworzą duszewno-astralnie ogniwo łączące ze światem bezkręgowców.

Do sztuki uprawy ziemi należy tworzenie tej nieustannie czynnej i dobroczynnej grupie zwierząt przestrzeni życiowej w obfitości. Tam bowiem, gdzie na polu, łące i pastwisku oraz w gnojowiku i pryzmie kompostowej dżdżownica rozwija swoją działalność, obecny jest też jej duchowy korelatyw — istoty żywiołowe tego, co ziemsko-stałe. Bez dżdżownicy gleba stopniowo by się zagęszczała i tężała — popadałaby niejako w stężenie śmierci. Dżdżownica ożywia glebę.

2. Grupa zwierząt związanych z żywiołem wody — ryby. Jak dżdżownica jest rzeźbiarzem tego, co ziemsko-stałe, tak ryba jest rzeźbiarzem żywiołu wodnego. Głowa ryby z jej zróżnicowaną organizacją zmysłową jest wyraźnie wykształcona; jednak przechodzi bez przejścia w człon tułowia i przemiany materii. Wszystko panującym jest środkowy odcinek, tułów — subtelny, rytmicznie bogato rozczłonowany, skostniały i skrzepły układ szkieletowy. Kręgosłup przebiega ciało od płetwy ogonowej aż do głowy i metamorfozuje się w niej w kości czaszki. Po bokach wyginają się żebrowe łuki, ości, które otaczają też narządy brzuszne. Od zewnątrz pokrywa je warstwa mięśniowa, która w połączeniu z płetwami nadaje rybie niezwykłą zwrotność i szybkość w poruszaniu. Dżdżownica wchłania ziemistość aż do swego przewodu pokarmowego; inaczej ryba, która w poruszaniu się pozwala wodzie przepływać przez skrzela. Woda wchodzi w ten sposób przez głowę w bezpośredni związek z rytmicznym układem tułowia; ryba zaopatruje się w tlen, który pobiera przez skrzela z wody. Skóra zewnętrzna zagęszcza się w łuszczasty strój, przez który jej kształt bryłowy odgranicza się od bezkształtnej wody i przez który wyraża na zewnątrz swe duszewne wnętrze w wielorakiej barwności. Ryba żywi się nie jak dżdżownica zamierającym życiem, lecz przede wszystkim tym, co w wodzie rozkwita jako życie roślinne i zwierzęce. Ryba rozszerza swe duszewne jestestwo poza swą cielesną postać w otaczającą wodę. Z jednej strony wyczuwa w swoim płynięciu wodę opływającą jej ciało, z drugiej zaś swoimi ruchami wytwarza najsubtelniejsze prądy i wiry. Jak ryba zawdzięcza swą opływową postać żywiołowi wody,

118

tak je ożywia i ubeseelja przez to, co z duszewnej ruchliwości przenosi się w przebiegi ruchu. Te są inne w cichym zbiorniku, w stawie, a inne w potężnie wezbranym strumieniu lub rzece. Lin na przykład, karp z rodziny karpiowatych, jest przysadkowaty w swej postaci, ciemniejszy w ubarwieniu, spokojny w ruchu i lubi od czasu do czasu wgrzebywać się w muł na dnie stawu. Zupełnie inaczej smukły pstrąg, ryba łososiowata, zamieszkuje płynące, krystalicznie czyste wody spływające po kamieniach. Niczym cień przemyka szybko przez prześwietloną, ruchomą wodę — nad żwirowym dnem, szukając schronienia przy brzegu lub aktywnie stojąc nieruchomo naprzeciw prądu, wyczuwając ciepło wywoływane ruchem przepływającej wody.

Jak jezioro, staw, rzeka czy strumień należą do krajobrazu, do gospodarstwa, tak też należy do nich rybia natura żyjąca w tych wodach. «Przesycaja duszą» wody i czynią z nich organy organizmów gospodarstwa i wsi. W rękach rolnika leży pielęgnacja tych organów krajobrazowych, wzbogacanie ich poprzez umiejętne zakładanie stawów, dbałość w jak największym stopniu o ich czystość oraz o to, by wody płynące nie były zakłócane w swym naturalnym biegu.

U ryb szczególną doskonałość osiąga zwłaszcza ich rytmiczny środkowy odcinek, tułów — nie jeszcze głowa z jej układem zmysłowym. Ich świadomość stłumiona jest do głuchego marzenia. To, czego im brakuje cieleśnie, pozostaje istotowo czynne w nadzmysłowym; wije się i żyje jako kolejna grupa tworzących powiązania istot żywiołowych — Undyn. Woda jest ich żywiołem, a one pośredniczą duchovymi praobrazami wobec form cielesnych i organicznych kształtujących się w tym, co wodniste.[111]

3. Grupa ptaków żyjących w żywiole powietrza.

Ptaki plastyzują, ożywiają i beseelja żywioł powietrza potężnym uderzeniem skrzydeł, w potężnych zamachach lub we wzniosłym szybowaniu na wielkich wysokościach. Bardziej niż wszystkie inne zwierzęta zdolne do unoszenia się w przestrzeni powietrznej, ptaki są władcami przestworzy. Jak dżdżownica jako istota przemiany materii jest dzieckiem ziemi — wchłaniającym ziemię, ryba jako istota rytmu jest dzieckiem wody — pozwalającym się przez nią przepływać, tak ptak jest dzieckiem powietrza. Jego całe ciało jest

przekształcone w głowę, w wielki narząd zmysłowy. Nie tylko głowa jego jest przewietrzona od zewnątrz, podobnie jak jego upierzenie, nie tylko niesiony jest z rozpostartymi skrzydłami przez powietrze — żywioł powietrza przenika całe jego wnętrze (patrz niżej).

119

Wśród wymienionych grup u ptaków spełnia się ewolucyjny nurt kształtowania głowy, obejmując całe zwierzę łącznie z piersią i przemianą materii. Z tym wiąże się pytanie: Czy nie w wcześniejszej fazie ewolucji z bezkręgowcami-robakami, rybami i ptakami oraz czwartą grupą — owadami — zostało zapowyedzione w przedwczesnej doskonałości coś, o czym w Apokalipsie Jana[112] jako o «Trójzwierzęciu» orła, lwa, byka i jednego Czwartego z ludzką twarzą jest mowa? Rudolf Steiner charakteryzuje trzy zwierzęta — orła (głowa), lwa (pierś) i byka (przemiana materii) — jako reprezentantów trzech nurtów rozwoju z ducha, które w człowieku skupiają się w wyższą całość.[113] I czy w surowej, morfologicznej i funkcjonalnej trójczłonowości postaci owada nie leży — jakkolwiek zastygłe przedwcześnie w formie — skupienie nurtów rozwojowych bezkręgowców, ryb i ptaków, takie jak ukazuje się w otwartej na przyszłość zdolności do rozwoju w zlaniu się nurtu orła, lwa i byka w postaci człowieka?

Ptaki pobierają tlen z powietrza zarówno przy wdechu, jak i wydechu. Przy wdechu powietrze trafia częściowo do płuc, a niezużyte — częściowo do rozsianych w ciele worków powietrznych i do częściowo pustych kości. Przy wydechu to zapasowe powietrze przechodzi przez płuca (otwarty układ rurkowy, żadnych ślepych pęcherzyków płucnych) od wewnątrz na zewnątrz. W ciele ptaka ciężar staje się lekkością: przeważnie bezpośrednio przepływana przez powietrze zewnętrzne czaszka, ciało przewietrzone workami powietrznymi, przestrzenie wypełnione powietrzem przenikające znaczne partie szkieletu — zwłaszcza u dużych gatunków ptaków — i wreszcie ruchliwe, przewietrzone upierzenie. Lekkość jest tym bardziej podkreślona, że bardzo skoncentrowany pokarm — zarówno roślinny, jak i zwierzęcy — podlega szybkiemu trawieniu i po krótkim czasie zostaje znów wydalony.

«Ptak jest… w istocie całkowicie głową.»[114] Wygląd sikorki, rudzika lub strzyżyka itp. potwierdza to stwierdzenie wprost. Układ trawienny i pierś są skrócone i zdają się wciągnięte w biegun głowowy. Fizjonomię opanowują dziób i oczy; zamykają się jednak w formie, barwie i wzorze upierzenia w głowową postać ptaka jako całość. Sztywne połączenie kości czaszki przechodzi przez stawowe środkowe kręgi szyjne w szkielet tułowia; zrośnięte kręgi grzbietowe tworzą z łopatką, miednicą, żebrami i mostkiem szczelnie zwartą jedność. Odwrotnie, główna działalność kończyn przesuwa się w skrzydła i dalej do przodu w szarpiące dziobaniem (kura, wróbel itp.) lub stukające (dzięcioł) ruchy głowy. W głowie skupia się zatem wysoko wyspecjalizowana działalność kończyn z nadwrażliwie czuwającą czynnością zmysłową. Kto spojrzy w oko ptaka — zwłaszcza drapieżnego — odczuwa siłę duszewną, która jakby przez spoczywający punkt urzeka własne spojrzenie przemożną wręcz mocą; spojrzenie jakby z pradawnych czasów. Duszewne jestestwo ptaka udziela się powietrznemu obrzeżu w prostych dźwiękach, aż po dźwięcznie malarskie ciągi tonów. Wydobywają się one z syrinx (tzw. dolnej krtani), wywoływane przez wydychany i częściowo też wdychany strumień powietrza. Skowronek polny, wzbijając się wczesnym rankiem rozświetlonym słońcem w przestworza, jest w stanie tak długo trylować swą melodię, gdyż może wykonywać tak zwane mikrowdechy, którymi stale napełnia worki powietrzne (porównywalnie do gajdziarza).[115] Tak samo rzecz ma się ze słowikiem, który swoim melodyjnym śpiewem może w ten sam sposób tak długo się utrzymywać.

120

W sposób jedyny w królestwie zwierząt postać ptaka określa jego upierzenie. Zarówno kiel pióra, jak i chorągiewka wyrastają ze skóry. To jednak, co wyraża się następnie w bogactwie barw i w subtelnie cyzelowanych formach poszczególnych piór i upierzenia jako całości, wydaje się wywrócone na zewnątrz niczym nadęty obraz wewnętrzno-duszewnego ptaka. Pióra stały się dla niego narządem zmysłowym ruchów powietrza.[116] Rudolf Steiner charakteryzuje kształtowanie się piór

ptaka na przykładzie orła tak, że na poziomie fizycznym jest ono powodowane przez te same siły, które na poziomie duszewno-astralnym, na podstawie mózgu, powodują kształtowanie się myśli.[117]

121

Ptasia natura wygina się jak dzwon nad polami i drogami gospodarstwa i wsi. Punktem odniesienia ku ziemi jest gniazdo. Od niego rozszerza się w ziemskie i powietrzne obrzeże i żyje duszewnie w swym rewirze. W granicach tego rewiru ptak szuka swego pokarmu i znajduje to, co pobudza go do wylewania swego duszewnego bytu w lot lub w gałęzie drzew i żywopłotów ku otoczeniu: czy to jak myszołów, który kołując na wysokościach nasycą się słonecznym światłem i ciepłem i budzi w obserwatorze — wraz z tym obrazem ziemskiego oderwania — odczucie wzniosłego spokoju, podobne do spoczynku we własnych myślach. Czy też słowik, który w zmierzchu wieczornym na granicach swego rewiru rozbrzmiewa swą pieśnią, albo skowronek, który o porannych godzinach nagle radosnym trylowaniem niewidzialny na pogodnym niebie podnosi na duchu tych, co pochyleni ku ziemi pleją chwasty.

Aktywne zmysłowo jestestwo głowowe ptaka przytłacza niejako jego funkcję układu przemiany materii i kończyn. Ptak połyka pokarm niemal tak szybko, jak go trawi, i wydala go w postaci w znacznej mierze zmineralizowanej. Jego fizjologiczne funkcje przemiany materii silnie ustępują w tło i przenoszą się w sterowane przez system nerwowo-zmysłowy przebiegi ruchowe. Ich uzupełnienie wobec tej jednostronności ma charakter nadzmysłowy i żyje jako istota żywiołowa powietrza duszewnie czynnie — od dawna zwana Sylfą.[118] Jej byt jest związany ze światem ptaków. Taka istota żywiołowa podąża za przelatującym ptakiem w wirach powietrza, które za sobą wytwarza. W tej wspólnocie każdy lot ptaka jest źródłem beseelja powietrznego obrzeża. Wystarczy choć raz dłuższy czas śledzić wspaniałe i eleganckie figury szybujących jaskółek lub jerzyków. Jak dżdżownica to, co stałe w ziemi, jak ryba wodę, tak ptaki plastyzują siłami swego duszewnego jestestwa żywioł powietrza.

Dlatego też zadaniem rolnika jest dbałość o to, by rodzima ptasia świata znajdowała swą przestrzeń życiową na gospodarstwie i w obrębie pól. Przestrzeń powietrzna stoi przed nią otworem, przestrzeń ziemska natomiast wymaga pod względem możliwości gniazdowania jak najbardziej różnorodnego kształtowania krajobrazu — w polach,

łąkach, miedzach, skarpach dla ptaków gniazdujących na ziemi, w krzewach, żywopłotach, w rozrzuconych po polu drzewach i wyspach leśnych dla m.in. ptaków śpiewających. Potrzeba otwartych stajni dla jaskółek dymówek; dla rzadkich gości, takich jak pójdźki i płomykówki, potrzeba dziupli w pozostawionym martwym drewnie, otworów wylotowych w stodołach itp. Gdziekolwiek znajdą się miejsca do gniazdowania, tworzą się w otaczającej przestrzeni widzialno-niewidzialne rewiry — przestrzenie duszewne, które tworzą niewidzialne organy w organizmie rolniczym.

122

4. Grupa owadów żyjących w żywiole ciepła:

Owady tworzą zdecydowanie najbogatszą w gatunki i formy klasę w królestwie zwierząt. Wprawdzie żyją w ziemi, w wodzie i przeważnie w powietrzu, jednak ich najbardziej własnym żywiołem jest ciepło. Z działania ciepła żyje owad. W cieple wije się ukryte jego duszewne; przez swoją działalność strukturyzuje procesy ciepła — na przykład przy odwiedzaniu kwiatów, albo jawniej jeszcze w wytwarzaniu ciepła w mrowisku lub ulu. Jak ciepło przenika każdy ze swoich siostrzanych żywiołów i stawia je do siebie w związek, tak też świat owadów swym pełnym mądrości instynktowym jestestwem przenika te żywioły i tworzy na podstawie ciepła na wyższym szczeblu żywą tkankę powiązanych odniesień.

Skoro bowiem wiosną wstępujące słońce ciepłem swym budzi naturalne bycie z zimowego stanu spoczynku, w najkrótszym czasie roi się w wierzchniej warstwie gleby od biegaczy, skoczogonków itp.; w stawie pluskają się pływaki, nartniki itp., a w powietrzu tańczą w ciepłych promieniach słońca komary; pszczoły oblatują kwiaty; w nieprzeglądnej formach mnogości brzęczy, szumi, trzepocze, unosi się, tańczy w ciągłej zacietrzewiałej gorliwości cała armia owadów przez przestworza.

Wszystko w życiu owadów rozgrywa się w cieple. Rozwój jaja do larwy i jej metamorfoza przez kokon do imago — wykształconego owada — potrzebuje wiosenno-letniego ciepła.

Również obfitość form owadów ma związek z ciepłem. Jest ona największa w tropikach i zanika w strefach mrozu.

To wzajemna zależność od ciepła wyrównuje w budowie ciała owadów jednostronności właściwe bezkręgowcom, rybom i ptakom. Trzy obszary funkcjonalne głowy, piersi i przemiany materii są u owada — jeśli chodzi o kształt bryłowy — z reguły wykształcone równorzędniej, z szczególnym podkreśleniem środkowego członu (Thorax), a wręcz wielokrotnie oddzielone od siebie wyraźnymi wcięciami (owad z łac.

Insectum = wciągnięty). Jak wszystkie stawonogi, owad nie ma kostnego wewnętrznego rusztowania; zamiast tego trójczłonową jego postać spaja zewnętrzny szkielet — chitynowy pancerz. Polarność bieguna głowowego (Caput) i bieguna przemiany materii (Abdomen) jest szczególnie wyraźna. Jednak organizacja zmysłowa głowy z oczami fasetkowymi i punktowymi oraz z głaszczkami i czułkami (zmysł węchu i dotyku), pośredniczona przez brzuszny układ zwojowy, sięga na kończyny — na przykład u niektórych gatunków na odnóża przednie (zmysł ciężkości i wibracji, słuch, smak).[119]

123

Odwrotnie — w brzusznym członie owadów całkowicie brak organizacji kończyn należącej u człowieka do bieguna przemiany materii. Kończyny osiągają swoje najwyższe ukształtowanie w trzech parach nóg (u pajęczaków czterech) i dwóch parach skrzydeł w obrębie tułowia i sięgają aż do organizacji głowy — na przykład w ruchliwych, zorientowanych ku obrzeżu czułkach i wysoko zróżnicowanych narzędziach do gryzienia i ssania. To, co fizjologicznie u kręgowców, a w najwyższym stopniu u człowieka, stanowi rytmiczny układ z oddychaniem płucnym i funkcją serca — w tułowiu owada brakuje tego całkowicie. Centrum grzbieto-bocznego układu naczyniowego leży w odwłoku. Oddychanie odbywa się przez otwory w skórze rozsiane po całym ciele, do których dołącza rurkowy układ tchawek. Układ rytmiczny redukuje się całkowicie do ruchu skrzydeł i odnóży. W obrębie tułowia nie wykształcił własnych rytmicznych układów organicznych jak «prawdziwe» płuca czy «prawdziwe» serce.

Owady żywią się — czy to mszyca, osa, pszczoła, czy motyl — przede wszystkim substancjami, które same są wynikiem procesów cieplnych w roślinie: sokami asymilacyjnymi, sokiem cukrowym — miód z nich dopiero przez przewód pokarmowy pszczoły powstaje — z nektarników liści i kwiatów, pyłkiem kwiatowym i żywicami. Budując swoje ciało, kontynuują cieplno-kwiatowy proces, którym wzrost rośliny się kończy. Ten sam rodzaj duszewno-astralnych sił, które z kosmosu ze światłem słonecznym napływają do roślin, dotykają je i kształtują od zewnątrz w łodygi, liście i kwiaty — te same siły uwewnętrzniły się w odwiedzających kwiaty owadach i zagęściły się w ich duszewność w każdym przypadku w odmienny sposób. Jak inaczej można rozumieć, że z jednej strony niektóre kwiaty są niejako ukształtowane pod kątem odwiedzin i zapylenia przez określone gatunki owadów — na przykład kwiat koniczyny w odniesieniu do

trzmieli — z drugiej zaś wiele gatunków owadów w swej cielesnej postaci, zwłaszcza narządów gębowych, jest zorganizowanych pod kątem odwiedzin specyficznie ukształtowanych kwiatów? Kontemplacji nasuwa się organiczna jedność rośliny i owada wyższego rzędu. Wystarczy przyjrzeć się kwiatom storczyków — na przykład storczycy trzmielinowej. Jej kwiat działa jak owad, który nie przyszedł jeszcze do samodzielnego życia. Dlatego Rudolf Steiner słusznie mówi, że motyl jest wyzwoloną Blüte — kwiatem — a kwiat jest uwięzionym motylem.[120]

124

To, co w królestwie owadów jest przeżywalne powszechnie, a w wysokim stopniu u tworzących państwa przedstawicieli, to ukryta w duszewnym panująca mądrość, wyrażająca się w wysokowyspecjalizowanej, narzędziowej budowie ciała — przede wszystkim jednak w podzielonej pracą, stwarzającej związki działalności dawania i brania, jak na przykład w ulu lub w mrowisku. W obu tych ostatnich przypadkach są one nie tylko zależne od zewnętrznego ciepła, lecz same tworzą sobie ciepło — na przykład pszczoły przez intensywny ruch w zimowej kiści pszczelej, albo termity przez samoogrzewanie się z uciśniętych świeżych liści, trawy itp. do ogrzewania komór lęgowych w ich ziemnych budowlach. To, co w innym przypadku w ciepłokrwistych zwierzętach darlebt jako instynktywne, duszewne życie wewnętrzne — u owadów wywraca się na zewnątrz w doskonałe mistrzostwo (na przykład pająk i jego sieć, pszczoła i jej plaster, osa i jej gniazdo).

Jak dla wspomnianych grup zwierząt żyjących w ziemi, wodzie i powietrzu, tak też rolnik musi na swojej dorfgemarkung — w obszarze pól i wsi — tworzyć siedlisko dla różnorodnego życia owadów. Siedlisko to odnajduje się w równie różnorodnej naturze roślinnej. Nie ma drzewa, krzewu, trawy ani ziela, które nie stanowiłoby podstawy pokarmowej dla larw lub gąsienic poszczególnych gatunków owadów. Gąsienice motyli mają na przykład swego specyficznego żywiciela: Paź królowej (Papilio Machaon) — baldaszkowate, jak koper, kminek, marchew, Rusałka pawik (Vanessa Jo), Rusałka admirał (Vanessa Atlanta) i Rusałka pokrzywnik (Vanessa Urticae) — pokrzywę, Bielinek kapustnik (Pieris brassicae) — kapustowate itp. Wiele z nich wzięło nazwy od rośliny żywicielskiej, na przykład pryszczarek pszeniczny (Cecidomya tritici) itp. Tak bardzo, jak w tym młodocianym stadium są przywiązane do określonej rośliny żywicielskiej, tak bardzo — jako

wykształcone imago wyrojem — otwiera się przed nimi szerokie bogactwo pokarmu na kwitnących polach.

Już te nieliczne przykłady pokazują, jak wiele uwagi i pielęgnacji rolnik musi poświęcać obok swych roślin kulturowych naturze dzikich roślin. Tym samym dba o równowagę i wyważenie gatunków owadów swojego gospodarstwa. Musi dążyć do tego, by od wiosny aż do jesieni kwitnące rośliny ożywiały krajobraz — czy to przez pielęgnację łąkowych i przydrożnych miedz, skarp itp., czy przez bogato rozczłonowaną fruchtfolge — płodozmian — przez zakładanie pasów kwiatowych w uprawach polowych itp.

125

Olbrzymie wzmożenie życia owadów daje bogata różnorodność form dzikich drzew i krzewów w żywopłotach, a przede wszystkim w wielopiennych plantacjach sadowniczych. Pięćdziesięcio- do sześćdziesięcioletnia jabłoń wielopienna na pniu, w gałęziach, liściach i kwiatach — ponad 1000 gatunków owadów.[121] Taka rozłożysta korona drzewa lub gatunkowo bogaty żywopłot stanowi nagromadzenie substancji astralnej: «Von demjenigen, was da als Astralreiches durch die Bäume hindurchgeht, lebt und webt das ausgebildete Insekt.» (Z tego, co przenika drzewa jako bogactwo astralne, żyje i wije się wykształcony owad.)[122] To przede wszystkim świat owadów ze swoim astraliczno-duszewnym jestestwem pośredniczy ku eteryczno-żywotnemu świata roślinnego. Pobiera od roślin swój pokarm i w zamian zapyla je lub chroni je przed nagłym masowym pojawianiem się owadów szkodliwych — na przykład przez pasożytowanie kolonii mszyc przez błonkówki pasożytnicze.

Wärmewesen schlechthin — istotą ciepła par excellence — wśród owadów jest rodzina pszczela, której hodowla jest poświadczona od piątego tysiąclecia przed Chrystusem.[123] Ze swego ula w ogrodzie i z owocowego obrzeża gospodarstwa oblatują one obszar pól i przynoszą gospodarstwu swe zbiory — tak jak rolnik swoje z płodów pola.

Gatunki owadów mają wysoce specyficzną, często skrajnie wyspecjalizowaną budowę cielesną, zależnie od tego, jakaś jakość jednostronnego duszewnego w nie zastygnęła. Ta jednostronność znajduje swe uzupełnienie w nadzmysłowo czynnych w żywiole ciepła, «ognia», istotach żywiołowych — to jest Salamandrach.[124] To one w królestwie owadów tworzą graniczącą z cudem doskonałość związku między budową cielesną a instynktywno-inteligentnymi wzorcami zachowań. Te

126

istoty żywiołowe ciepła są tymi, które — jak w przypadku motyli — sprawują pełną metamorfozę przez wszystkie «żywioły» — od jaja przez gąsienicę, kokon do imago. Duchowo przenikają zastygnięte w tak wysokim stopniu w trójczłonowej cielesnej postaci duszewne owadów. Tworzą związki królestw przyrody wzajemnie ze sobą, a tym samym też z człowiekiem — na przykład w stosunku pasterza do swych owiec, pszczelarza do jego pszczół. W brzęczeniu i szumie owadów w cieple słonecznych jasnych dni — wiosną wokół kwitnących żywopłotów, drzew owocowych, lip — stają się przeżywalne nastroje, które pozwalają przeczuwać działanie tych istot żywiołowych ognia. Są one wszędzie obecne i czynne, gdzie rolnik tworzy owadom — fizycznemu korelatowi istot żywiołowych ciepła — przestrzenie życiowe.

Zwierzęta domowe – organy organizmu gospodarstwa i krajobrazu

Do zwierząt domowych należą przede wszystkim przedstawiciele królestwa ssaków: pies, kot, świnia, koń, z rzędu przeżuwaczy: owca, koza, bydło, z królestwa ptaków: kura, kaczka, gęś i gołąb, oraz z królestwa owadów: jedwabnik, pszczoła (ilustracja 9, s. 115). Różnią się od swych dziko żyjących pobratymców pod względem czterech stopni bytu:

1. Pod względem tego, co duchowo-istotowe:

Jak wszystkie zwierzęta, tak i zwierzęta domowe nie mają inkarnowanego Ja, które — jak człowiekowi — dawałoby im samoświadomość, a tym samym moc samostanowienia. Zwierzęta stoją pod przewodnictwem dusz grupowych.[125] Od tych dusz poszczególne zwierzęta są «odszczepieniami», które istotowo otrzymały wciśnięte cechy duszy grupowej, do której należą, i które fizyczno-cielesnie są odwzorowaniem duszy grupowej. Na wolności, w dzikim środowisku, te własności duszewne zakrzepły ewolutywnie jako ich zachowanie w kształtowaniu cielesności i wyrażają się w tym, co fizyczne, jako instynkt, w tym, co eteryczno-żywotne, jako popęd, a w tym, co duszewne, jako pożądanie. W procesie stawania się zwierzęciem domowym człowiek niegdyś stanął u boku władającej w nadzmysłowości duszy grupowej zwierząt i przejął na Ziemi — w sakralnej relacji człowiek-zwierzę (nurt Abla) — odpowiedzialność i troskę.

127

Jako dusze grupowe lub gatunkowe zwierząt Rudolf Steiner[126] określa istoty duchowe, porównywalne z Ja człowieka, które kierują poszczególnymi zwierzętami należących do nich gatunków niejako z zewnątrz. Dusza grupowa kieruje i działa poprzez krew; człowiek natomiast przez swą «postawę», przez sposób, w jaki wewnętrznie i zewnętrznie odnosi się do zwierzęcia: «trzyma» zwierzę domowe — inaczej by ono upadło. Wyniósł je niegdyś z jego naturalnej, przez duszę grupową prowadzonej kreatury, zatrzymał je na stadium jeszcze wzmożonej embrionalnej plastyczności i zachował mu tym samym przez wszystkie następne pokolenia pewną miarę młodości. Tak dzięki człowiekowi rozwój zwierząt domowych obrał inny kierunek. Odgina się on niejako, przed upadkiem w dzikość, przedwcześnie. W dzikiej faunie rozwój gatunków starzeje się morfologicznie i fizjologicznie w stan końcowy. Wilk na przykład, który uchodzi za praprzodka psów, utracił ze swej młodości w sensie ewolutywnym. Jest wilkiem, nie jest już plastycznie kształtowalny, jak w czasach rozkwitu swej ewolucji w trzeciorzędzie (Atlantydzie). Jego zachowanie jest czysto projekcją jego duszy grupowej w ziemską formę bytowania. W porównaniu z nim pies — jak i wszelkie gatunki zwierząt domowych — pojawia się niejako eksplozywnie i z wielką plastycznością w mnogości ras. Ta różnorodność jest dziełem ludzkości, która w czasach poatlantyckich (holocen) coraz bardziej wyswobadzała się ze związania we własną duszność grupową i sama teraz, w duchowo sprzężonej młodości przebudzenia Ja, związała się z duszami grupowymi określonych gatunków zwierzęcych. Zwierzęta domowe nie wyłoniły się zatem na drodze czystej selekcji genetycznie z ewolutywnego końcowego produktu jakiejś formy pniowej; raczej nasuwa się przypuszczenie, że swój początek zawdzięczają szczególnej duszewno-duchowej konstytucji wczesnej ludzkości, która do dusz gatunkowych zwierząt pozostawała jeszcze w sennej, marzycielskiej relacji. W stawaniu się zwierzęciem domowym można widzieć krok ku wyrównaniu tej winy, którą ludzkość niewinnie-winnie na siebie wzięła, wyodrębniając na swej drodze ewolutywnej królestwo zwierząt z siebie i zostawiając je za sobą. Zwierzę domowe zachowało przez wychowanie człowieka swą plastyczność. Poddało się w służbie woli przewodniej człowieka i przy tym do tego stopnia wyemancypowało duszę i ciało od dzikości, że po wszystkie czasy przyszłe potrzebuje tego ludzkiego przewodnictwa, «tej postawy»; nie może spaść w ten sam stan, który

128

przyjął dziki pobratymiec. Bez opieki człowieka traci przewodnictwo i może jedynie zdiczały, jak dingo (zdziczałe psy) w Australii. W miejsce ewolutywnego wychowania zwierząt, pod kierunkiem misteriów we wcześniejszych wielkich kulturach starożytnych, wstąpiła dzisiejsza hodowla zwierząt. Optymalizuje ona i wykorzystuje określone dziedziczone cechy i sprowadza zwierzę domowe lub kulturowe do roli czystego zwierzęcia użytkowego, do obiektu masowej produkcji. Temu sposobowi traktowania zwierzęcia — jako bezistotowego, materialnego, dowolnie przez jego geny manipulowalnego obiektu — można zaradzić tylko wtedy, gdy pogląd stara się o prawdziwe rozumienie istoty poszczególnych gatunków zwierząt domowych. Jaka mądrość przemawia na przykład z oglądu i czynnego obcowania z krową, koniem, pszczołą i innymi? Uświadamianie sobie ich obrazu zjawiskowego w kontekście ich przestrzeni życiowej i aktywności, ich faunistycznych wzajemnych zależności oraz wskazówek z duchowo-naukowych badań budzi odczucia i idee, które dla duchowo-moralnego działania otwierają nowe, ewolutywne drogi hodowlane czy wychowawcze. Te drogi przyszłości wyraża Christian Morgenstern (1871–1914) słowami: «Ganze Zeitalter von Liebe sind notwendig, um den Tieren ihre Dienste und Verdienste an uns zu vergelten.» (Całe epoki miłości są konieczne, by odpłacić zwierzętom za ich służbę i zasługi wobec nas.)[127] Ku temu celowi należy nawiązać do tego, co na trzech następnych stopniach bytu jest ewolutywnie uzdolnione.

2. Pod względem stopnia bytu tego, co duszewne (ciało astralne):

Zwierzę domowe nie ucieka przed człowiekiem, szuka ufnie jego bliskości, otwiera się duszewnie ku niemu i szuka w spełnieniu tej otwartości oczekiwanej wzajemności opieki i troski. Jak głęboko wrażenie rodzaju tej troski odciska się w zwierzęciu domowym, jak bardzo ludzkie cechy zabarwiają je sobą — pokazuje powiedzenie: «Jaki pan, taki kram.» Ta duszewna otwartość, posunięta aż do jakiegoś indywidualnie oddanego zachowania, w porównaniu z dziką formą pniową, nakłada dziś na człowieka nieprzeczuwaną wielką odpowiedzialność. Bo duszewnie otwarte oczekiwanie zwierząt domowych nie wypełnia się zwykłym emocjonalnym uczuciem, lecz dopiero wtedy, gdy staje się ono powodem choćby najwcześniej zaczętego poznania istoty. Zwierzę domowe nie oczekuje od przewodnictwa człowieka samozwrotnego, emocjonalnego uczucia w duchu mentalności pieszczocha, tym mniej bezdusznego korzystania z niego, lecz poznania jego natury istotowej, które w czynach miłości daje zwierzęciu domowemu

129

to, czego dusza grupowa sama już nie może i nie będzie mogła dawać w przyszłości. W tym sensie odpowiedzialność — i przyszłościowy ideał hodowlany — staje się dopiero realna.

Dalszą cechą duchowego wciśnięcia sięgającego aż w genom jest przeważnie wielka rozpiętość ras zwierząt domowych, do których obrazu istotowego hodowla powinna znów nawiązywać. Szczególnym wyrazem tego, co duszewne, jest wieloraka plamistość i barwność sierści lub upierzenia. Zróżnicowanie duszewne tego, co wewnętrzne, tworzy w ten sposób odwzorowanie w tym, co zewnętrzne. Tak każda rasa zwierząt domowych ukazuje się nieomylnie w swej «astralnej szacie».

3. Pod względem stopnia bytu tego, co żywotne (ciało eteryczne):

U wszystkich zwierząt domowych, z wyjątkiem psów i kotów, biegun nerwowo-zmysłowy jest zredukowany na korzyść bieguna metabolicznego lub kończynowego. Wystarczy pomyśleć o olbrzymich osiągnięciach metabolicznych bydła mlecznego, świń, konia zaprzęgniętego przed pług i innych. Otwartość tego, co duszewne, utrzymuje organiczne procesy ciała życia, ze szczególnym akcentem na to, co rytmiczne, w każdorazowo swoisty sposób plastycznie i ruchomo. Tak więc zwierzęta domowe wyemancypowały się od swych dzikich pobratymców zarówno przez wcześniejszą dojrzałość płciową i wyższą płodność, jak i przez niezależny od biegu roku cykl reprodukcyjny i zmianę szaty włosowej.

4. Pod względem stopnia bytu tego, co fizyczne (ciało fizyczne):

Duszewna otwartość zapewnia trwałą plastyczność w procesach życiowych, a te z kolei plastykują fizyczną organizację — szczególnie wyraziście na przykład w budowie szkieletu, który w największej zmienności zachowuje formy juvenilne. Najbardziej uderzającą cechą rozpoznawczą jest tu skrócenie czaszki twarzowej i gładsze kości czaszki, nawet u dorosłych zwierząt. Jest to cecha istotowa młodych zwierząt. Mnóstwo ras przeżuwaczy nosi każdorazowo swoiste kształty rogów. Mózg u bydła i świni jest o do 30% mniejszy objętościowo niż u dzikich pobratymców, za to rdzeń kręgowy i współczulny układ nerwowy, który kieruje przemianą materii, jest tym silniej wykształcony. Zmniejszenie mózgu dotyczy przede wszystkim przodomózgowia i oznacza tym samym redukcję skierowanych na zewnątrz osiągnięć zmysłowych. Dla zwierząt domowych obowiązuje ogólnie niezwykła rozpiętość kształtowania cielesności ras w obrębie jednego gatunku — od dużego lub małego, krępego lub wydłużonego, grubego lub smukłego, długonogiego lub krótkonogiego i tak dalej.

130

Gatunki zwierząt domowych są mającym ogólnoludzki charakter dziedzictwem kulturowym wczesnych poglacjalnych wielkich kultur starożytnych. Przy nowych metodach hodowlanych spojrzenie na to dziedzictwo kulturowe zawęża się punktowo całkowicie do zadanego genomu oraz do wymienności jego genów między poszczególnymi gatunkami zwierząt domowych. Cele hodowlane są dowolnie kierowane na jednostronne zwiększanie wydajności ze szkodą dla dobrostanu zwierząt. Ten technologiczny sposób postępowania przesłania spojrzenie na artystyczny zamysł, który dopiero uczynił zwierzę domowe zwierzęciem domowym. W dalszej kolejności należy zająć się artystyczno-hodowlanym podejściem, które charakteryzuje szereg zwierząt domowych, uczyniło je służebnymi wobec człowieka i pozwoliło im stać się organami organizmu gospodarstwa lub organizmu wiejskiego.

Pszczoła miodna

Na ogół spotykamy pszczołę miodną (Apis mellifera) pojedynczo, gdy odwiedza kwiaty — ssie nektar, zapyla kwiaty i zbiera pyłek w koszyczkach na tylnych nogach. Ta biorąco-dająca czynność dokonuje się na peryferiach jej przestrzeni życiowej. Biegunowo wobec tego to pojedyncze stworzenie odnajduje swoje centrum w ulu, gdzie łączy się z tysiącami innych do najruchliwszej działalności i staje się członem obejmującego wszystko życia wewnętrznego — życia «Pszczelnika», organizmu organizującego się z siebie samego, z działalnościami ściśle organicznie się członującymi. To, co zazwyczaj w funkcjach organizmu pozostaje ukryte przed oczyma, tutaj otwiera się przed spojrzeniem jako podziałowe zdarzenie — składające jaja matki, masy pszczół robotnic, które z kolei podziałowo troszczą się o budowę plastrów, pielęgnację czerwiu, żywienie matki, samoczyszczenie, zbieranie pokarmu i jego magazynowanie, a także trutni, które zapładniają matkę podczas jej skierowanego ku słońcu lotu godowego. Każda z tych przestrzenno-czasowo subtelnie na siebie nastrojonych działalności budzi wrażenie bezinteresownego ofiarowania. W cieple, które pszczoły w ulu przez własną działalność starają się utrzymywać na stałym poziomie ok. 35 °C, tworzą medium inkarnacji dla duszy grupowej: pszczelarz mówi o «Pszczelniku», który z natury tworzy organizm społeczny, który uprzedza bezinteresowne zachowanie, jakie ludzie w społecznym współżyciu z siły Ja będą musieli dopiero sobie wypracować.

Pszczoła miodna potrzebuje człowieka, «ojca pszczół». Staje on u boku «Pszczelnika», duszy grupowej. Troszczy się o jej mieszkanie,

131

kosz pszczeli lub ul, w którym rój może odgrodzić się od świata.[128] Ul jest tak urządzony, że może się w nim dokonywać podziałowe życie pszczół pod oczyma i kierującą dłonią pszczelarza. A gdy dochodzi do rojenia, dba on o to, by rój nie umknął w dzikie ostępy i w końcu w swą zgubę, lecz by został schwytany w grono rojowe i przydzielono mu nowe mieszkanie. Ponadto dba o to, by pasieka lub poszczególne ule miały swoje miejsce w pobliżu gospodarstwa tam, gdzie od wiosny do jesieni kwitnie coś w polach i gdzie przez zimę można regularnie obserwować dobrostan ula i przeprowadzać odpowiednie zabiegi.

Rój pszczeli żyje zamknięty w przestrzeni duszewnej, w której nie chce być zakłócany z zewnątrz. Tylko ten człowiek go nie zakłóca, który przyswoił sobie mądrościowe działanie i istotę roju i z tego źródła z czcią, roztropnością i spokojem wykonuje swą podniesioną do rangi sztuki pracę przy roju. Ta przestrzeń duszewna polaryzuje się w głowopodobne centrum — ul — oraz w obrzeże, które na zewnątrz ogranicza morze kwiatów, do którego przylatują pszczoły robotnice i z którego, obciążone miodem i pyłkiem, powracają do centrum — zdarzenie porównywalne z krążeniem krwi.[129] To, co wnoszą do ula, dzielą z człowiekiem: miód jako pokarm, wosk, propolis i jad do wielorakich celów, m.in. leczniczych. Z odpowiednią liczbą rojów są niezastąpionymi organami duszewnymi organizmu gospodarstwa, które swą działalnością wplatają działającego w cieple Ducha w gemarkację w inny sposób, niż czyni to rolnik, gdy z siłą Ja wciela swoje myśli przez swą pracę w całość gospodarstwa.

Drób domowy

Jeszcze w latach 50. i 60. XX wieku to kury, kaczki, gęsi, gołębie nadawały życiu gospodarstwa szczególną barwę i swoim zachowaniem własny rytm. W odniesieniu do kur na przykład dzienny bieg zdarzeń zaczynał się o wschodzie słońca donośnym pobudkowym wołaniem dla

132

człowieka i zwierzęcia — pianiem koguta. Wychodził pierwszy, szyję i głowę wyprostowane ku górze, dziób szeroko otwarty, sterówki uniesione i rozsiane — widok, jak gdyby chciał wypiać na zewnątrz całe swe wnętrze w nadchodzący dzień. Gromada kur wychodziła za nim z nocnego spokoju kurnika na podwórzec lub na wolny wybieg na całą obejście, otwartą klepiszcze, leżyska na gnojownicy; drapiąc i dziobiąc rozpraszały się w poszukiwaniu pożywienia. Wkrótce z kurnika dobiegało pierwsze gdakanie kury, która tym sposobem obwieszczała szczęście zniesienia jaja. Zazwyczaj po południu następowała kąpiel w pyle ze strząsaniem pierza, a nadal trwało drapanie, skrobanie i dziobanie nasion, larw, robaków, owadów, trawy i ziarenek piasku. Gdy zapadał zmrok, gromada zbierała się z powrotem w kurniku i szczelnie sadowiła na żerdziach gęsina przy gęsinie. W podobny sposób toczyło się naturalnie życie kaczek, gęsi, indyków i gołębi; ich punktem odniesienia było podwórze z chroniącą oborą i opiekujący się nimi ludzie.

Kury i indyki są związane z ziemią, kaczki i gęsi lubią bliskość wody i pasą się chętnie na łąkowych strefach nadbrzeżnych. Jak one wahadłowo przemieszczają się między wodą a ziemią, tak gołębie między powietrzem a ziemią; ich przestrzeń ruchu rozszerza się w przeważnie krótkich lotach z drzewa na drzewo aż po otwartą rolę; na odpoczynek zbierają się z powrotem, ustawione w rząd na najwyższej kalenicy dachów gospodarstwa. Ich pole widzenia jest przez to — obok pola pszczół — najrozleglejszym spośród zwierząt domowych, wyraźnie ciaśniejszym u ptactwa wodnego, a u kur ogranicza się do zaledwie kilku metrów. Kury widzą ostro tylko na małe odległości — kura je okiem. Jego rozdzielczość ruchów i różnicowanie barw jest dalece lepsze niż u oka ludzkiego. Jak wszystkie ptaki, tak i drób domowy, a więc i kura, ma dobry słuch. Brak im małżowiny usznej, wejście do ucha wewnętrznego kryje się pod delikatnym upierzeniem głowy. Przejawy duszewne jak głosy wabienia, dźwięki wzajemnego porozumienia — pianie, gdakanie, kwaśnienie kaczek i gęsi czy gruchanie gołębi — wymieniane są na większe odległości. Zmysł smaku jest, podobnie jak u dzikich pobratymców, słabo rozwinięty. Co prawda kury rozróżniają na przykład jakości: słone i słodkie, kwaśne i gorzkie, lecz odczucia te odgrywają przy wyborze pokarmu jedynie małą rolę.[130] Zmysł węchu jest najwyraźniej o wiele lepiej rozwinięty, niż jeszcze do

133

lat 90. XX wieku sądzono. Natomiast wysoce rozwinięte, obok oka, organy dotyku w dziobie są na ogół rozstrzygające dla wyboru pokarmu i jego granulacji.

Trawienie przebiega równie szybko jak u dzikiego ptactwa. Silnie skoncentrowany pokarm trafia nierozgryziony do wola; stamtąd do żołądka gruczołowego i dalej do żołądka mięśniowego, gdzie zostaje roztarty. Po szybkim przejściu przez jelito cienkie i grube z pobytem w dwóch ślepych kiszkach wydalany jest wraz z moczem przez kloakę. Stosownie do składu pokarmu i szybkiego trawienia powstaje silnie skoncentrowany nawóz, bogaty w substancję organiczną oraz sole azotu i fosforu — cenny organiczno-mineralny materiał do wzbogacenia kompostów roślinnych lub innych nawozów zwierzęcych. Solny charakter wydzielin ptactwa domowego odpowiada jego wyraźnie zaznaczonej naturze głowowo-nerwowo-zmysłowej, którą dodatkowo podkreśla niemal pionowa postawa tych biegaczy w osi: głowa, wyprostowana szyja, pierś i nogi. Szczególne osiągnięcia przemiany materii nie spływają więc, jak u przeżuwaczy, w strumień trawienny, lecz wchodzą w przyrost masy ciała (mięso) i w reprodukcję (jaja).

Poczynając od lat 50./60. XX wieku hodowla drobiu, a przede wszystkim kur, utraciła swą rolę wzbogacającą organizację duszewną organizmu gospodarstwa, usuwającą odpady i szkodniki. Na jej miejsce wstąpiła masowa hodowla drobiu. Wyhodowane na najwyższą wydajność swych funkcji przemiany materii, zwierzęta żyją stłoczone w hermetycznie zamkniętych, elektronicznie sterowanych, w pełni klimatyzowanych zakładach produkcyjnych i utrzymywane są przy zdrowiu — poprzez stosowanie przeważnie abiotycznych środków — przez krótko odmierzony czas swego życia produkcyjnego. Hodowla drobiu wyodrębniła się z całości rolniczego zakładu. We współczesnej hodowli i chowie drobiu ptactwo domowe i podwórzowe przeżywa swą kulturową śmierć. Spośród ponad 150 ras kur[131] jedynie nieliczne służą dziś do hodowli liniowej, krzyżówkowej i hybrydowej. Ich wydajność, wywindowana do granic możliwości, ściska się w przedziale nieśności obejmującym zaledwie jeden rok.

Namysł nad tym błędnym rozwojem prowadzi coraz wyraźniej do reintegracji mniejszych stad drobiu w nowo kształtujących się organizmach gospodarskich: mobilne kurniki z wymiennym wybiegiem na otwartej roli są pierwszym krokiem. Ten sposób chowu przywraca na nowo związek ze wszystkimi procesami życiowymi

134

całości gospodarstwa w biegu roku i pozwala kurom na nieograniczone wyrażanie swego życia instynktownego. Z powodu drapieżników niestety granice dla dowolnej zmiany miejsca są wyznaczone: niezbędne jest ogrodzenie odporne na lisa! Kolejnym krokiem, by kontynuować rozwój zgodny z naturą zwierzęcia domowego, jest odejście od jednolitej hodowli hybrydowej prowadzonej na całym świecie przez kilka wielkich koncernów — na rzecz hodowli zorientowanej na gospodarstwo. Obejmuje ona regionalną współpracę zakładów hodowlanych i odchowujących, jeśli chodzi o wybór rasy, cele hodowlane, a także gotowość konsumentów do współdźwigania tak kosztownego osiągnięcia kulturowego.

Dalszy rozwój ptactwa domowego jest w pierwszej kolejności kwestią genetyczną: do jakich dziedzicznych predyspozycji z przeszłości należy nawiązać? Przede wszystkim jednak jest to kwestia epigenetyki — hodowli nie tylko na podstawie cech nabytych, lecz dopiero do nabycia. Jakie warunki do tego ostatniego celu muszą zostać stworzone w kształtowaniu organizmu gospodarstwa — pod względem sposobu chowu, własnej bazy paszowej gospodarstwa, ludzkiej troski i uwagi — aby organizmiczna całość mogła epigenetycznie wcisnąć swój ślad w życiową i fizyczną organizację zwierząt?

Świnia domowa

Świnia, podobnie jak wysokowydajne rasy kur — i tylko do nich porównywalna — została metodami nowoczesnej hodowli, żywienia i utrzymania przekształcona ze swego pierwotnego trybu życia i bogactwa typów rasowych w jednorodne rasy użytkowe. Była niegdyś przede wszystkim kształtującym krajobraz zwierzęciem pastwiskowym, pilnowanym przez pasterzy; w XVIII wieku, poprzez wkrzyżowanie w Anglii ras azjatyckich i południowoeuropejskich, zyskała wyższą plenność wzrostową; w XIX stuleciu, jako uszlachetniona świnia krajowa, weszła powszechnie — w chowie oborowym z wybiegiem — w skład gospodarstw chłopskich. Dziś zaś, poczynając od drugiej połowy XX wieku, zostaje wyrwana ze związku życiowego całości gospodarstwa i produkowana w fabrycznej masowej hodowli. Celem nowszej hodowli było i jest: precz od słoniny — ku jednolitemu hybrydowi, wczesnodojrzałej świni mięsnej, która osiąga dojrzałość ubojową już w połowie życia ras wyjściowych. Jak w nowoczesnym chowie kur, tak i tutaj niezbędna dla duszewności bycia zwierzęciem domowym więź człowiek–zwierzę, a także więź z całością gospodarstwa i jego gruntami, zostaje wyłączona. Gdy ta podwójna relacja zanika, świnia więdnie duszewnie, a krajobraz

135

popada w jednostajną monokulturę[132] i w wielu miejscach staje się obszarem utylizacji gnojowicy wieprzowej, powiązanej z rozległymi uciążliwościami zapachowymi i emisjami oddziałującymi na klimat. Pozbawiona nastroju i zniekształcona, leży polna dorfgemarkung obnażona — odbicie tego, co w postaci nieludzkości spotyka zwierzęta w dożywotnim chowie oborowym na betonowych rusztowaniach. Człowiek ma to w swoim ręku: czy w zwierzętach domowych widzieć tylko czysty pożytek ekonomiczny, przez co sam siebie duszewnie alienuje — czy też wyprowadzić ku rozkwitowi swe działające z głębi duszy instynkty dla dobra całości gospodarstwa. U świni domowej jako wszystkożercy instynkty te skierowane są ku niezwykle różnorodnej paszy, starannie dobieranej stosownie do potrzeby: trawa, siano, zboże, owoce, warzywa, korzenie, dżdżownice, ślimaki, rośliny dzikie i lecznicze, owoce leśne i inne.[133] Biorąc wszystko pod uwagę, świnia jest idealnym zagospodarowywaczem resztek w organizmie gospodarstwa — obok kur therapeutą w tępieniu wszelkiego robactwa. Swym wysoko rozwiniętym zmysłem węchu, skupionym w tarczy ryjkowej — tej jakby wywróconej na zewnątrz nosa zrośniętej z wargą górną — szuka pożywienia raz na powierzchni, raz ryjem pod ziemią. Letnie i jesienne wypasanie na ścierniskach zbożowych, zbranych polach ziemniaczanych i warzywnych czy na międzyplonach wiedzie ją na polną przestrzeń, zaspokaja jej popęd do ruchu, nienasyconą ciekawość i nie stawia żadnych granic miłości do rycia. Węsząc, jej natura pożądań pracuje się przez ziemię. Przy wypasie praca ryjkowa może przez uszkodzenie darni szybko stać się uciążliwością. Szkoda ta pozostaje w granicach, gdy dostępna jest wystarczająca powierzchnia pastwiskowa ze świeżym, zasobnym w białko porostem — przy czym lekkie rozerwania darni mogą stać się wręcz korzystne dla jej napowietrzenia i odmłodzenia. Dochodzi ponadto do rozsiewania nasion, a tym samym do większej różnorodności gatunkowej.[134] W wielu miejscach wypas nie dochodzi do skutku z przyczyn kosztowych i ekonomiki pracy. Zamiast tego z praktyki wyłaniają się systemy chowu oborowego, które w miarę możliwości poprzez urozmaicone otoczenie uwzględniają wyrażanie instynktów behawioralnych: tworzenie grup, różnorodność paszy, odpadki z kuchni i przetwórstwa, zielonka, resztki paszowe z obory i tym podobne, możliwość rycia, taplania się, ocierania, powierzchnia do ruchu,

136

do spotkań i eksploracji, zadaszony zewnętrzny kącik do defekacji, wyścielone powierzchnie odpoczynku, miejsca do spania chroniące przed zimnem i wiatrem, zamknięte ze wszystkich stron, a także możliwość intensywnego kontaktu z opiekującym się człowiekiem — na przykład przez rozmowę.

Świnie mają poczucie rodziny, są towarzyskimi i inteligentnymi, zmysłowo czujnymi zwierzętami: zmysł węchu dominuje w ich percepcji, kształtuje odczuwanie ich dobrostanu i niedoli. Żywo komunikują się za pośrednictwem subtelnego słuchu, a unosząc głowy, patrzą na zbliżającego się człowieka jasnym, wręcz rozumnym wzrokiem. Niemniej ich osiągnięcia mózgowe są w porównaniu z dzikimi pobratymcami obniżone nawet o 30%,[135] to znaczy układ nerwowo-zmysłowy przesunął się bardziej w stronę rdzenia kręgowego i układu współczulnego i służy tym samym zwiększonej wydajności metabolicznej w zakresie płodności oraz przyrostów mięsa i tłuszczu.

Krytyczne pytanie, czy przez utratę osiągnięć zmysłowych zwierzęta głupieją, gdy człowiek czyni z nich zwierzęta domowe, musi być — pod warunkiem że jest on w pełni świadom swej odpowiedzialności wobec zwierzęcia domowego — odparowane słowem «Nie». Co zwierzę domowe ofiarowuje człowiekowi swymi osiągnięciami metabolicznymi, to musi on mu zwrócić w podwójnej mierze przez swe inteligentne postępowanie w chowie, żywieniu, pielęgnacji oraz przez hodowlę ujmującą istotę zwierzęcia.

Funkcja uzębienia czyni ze świni wszystkożercę — jednocześnie mięso- i roślinożercę. Gryzie i żuje jak człowiek. Także w przewodzie pokarmowym przejawia się ta podwójna funkcja. Żołądek jednojamowy jest stosunkowo mały; wskutek tego świnia musi pobierać pokarm w sposób ciągły, w małych porcjach. W długim pasażu przez jelito cienkie, przy rozkładzie enzymatycznie łatwo przyswajalnych składników pokarmowych i ich resorpcji, zachodzi w jelicie ślepym i okrężnicy fermentacja mikrobiologiczna zasobnych w celulozę resztek paszowych. Świnia trawi gruntownie; wyciąga z pożywienia — w odróżnieniu od przeżuwaczy — siły, które jako istota zmysłowa, a zarazem metabolicznie czynna, zużywa sama dla siebie. Umniejsza to siłę nawozową jej wydzielin, nie zaś ich zawartość składników mineralnych. Kał — swą formą, barwą, konsystencją i zapachem — zależy od rodzaju spożywanego pokarmu. Gdy równowaga między trawieniem gruczołowym a mikrobiologicznym nie jest zachowana — na przykład przy żywieniu wysokowydajnym i dożywotnim chowie oborowym na rusztowaniach — powstaje gnojowica świńska, przy której

137

nie należy dziwić się cuchnącemu odorowi ani jednostronnie popędowemu działaniu nawozowemu.

Wyważone dostosowanie chowu świń do własnej bazy paszowej gospodarstwa z ściółką, wybiegiem i w miarę możliwości wypasem daje nawóz ubogi w zapachy, zasobny w substancje, o raczej stałej konsystencji. Zapewne ze względu na odczucie wobec charakteru świni jako wszystkożercy w porównaniu z czystymi roślinożercami, w chłopskiej przeszłości obornik świński określano mianem «zimnego nawozu» — odpowiedniego mniej dla «zimnej gliny» niż dla «ciepłego piasku». W mieszaninie z pozostałymi nawozami wytwarzanymi w organizmie przedsiębiorstwa jest on cennym uzupełnieniem. Jako nawóz nosi substancjalnie, kompozycyjnie i pod względem sił piętno duszewnej natury świni. To, co ryjem wywraca z ziemi i smakując z rozkoszą spożywa jako pokarm roślinny i zwierzęcy, to, co duszewnie przeżywa w głębokim dobrostanie spoczynku — w tym wszystkim dokonuje ona — podobnie jak inne zwierzęta domowe gospodarstwa — «kosmicznej jakościowej analizy»[136]. Wynik tej analizy wyznacza wartość nawozową. Jest ona za każdym razem inna, zależnie od tego, czy pasza pochodzi z importu, czy jest wytwarzana w samym gospodarstwie. Analizując własną paszę, świnia przygotowuje na swój sposób nawóz, który wychodzi naprzeciw siedliskowym potrzebom mnożenia żyzności gleby.

Koń i osioł

Jakkolwiek przeciwstawne są z natury mimo bliskiego pokrewieństwa, jako zwierzęta juczne, wierzchowe i pociągowe były najtrwalszymi pomocnikami człowieka — sięgając wstecz aż do czasów praperskiej kultury, do czwartego i piątego tysiąclecia przed Chrystusem. Koń niósł człowieka na jego wielkich, przekraczających granice wyprawach i podbojach, był środkiem przemieszczeń z miejsca w miejsce, wyruszał z nim do wielkich bitew; walczył pod jego dowodzeniem i przywódczym kierownictwem i składał siebie w ofierze. Ciągnął pług skibę za skibą i przywoził na wysoko załadowanym wozie drabiniastym plony do domu. Niezliczone zasługi wyświadczył koń człowiekowi i niewyobrażalne ofiary przy tym poniósł. I tak samo osioł — równie gotowe do służby co uparte zwierzę wierzchowe i nosiciel ciężarów chłopa i rzemieślnika aż po towarzysza żebraka. Wszelkie brzemiona dnia codziennego wkładano na tego małego, cienkonogiego osła; pewnym krokiem

dźwigał je przez pniaki i kamienie. Jakże bez osła mogłoby się utrzymać społeczne współżycie wśród ludów pasterskich i w obrębie gmin wiejskich oraz pomiędzy nimi? Tak więc niósł na swym grzbiecie najuboższego i jego ciążące brzemię, a w wjeździe do Jerozolimy w Niedzielę Palmową — najwyższą Istotę, która przezwyciężyła wszelką ziemską ciężkość.

138

Oba — koń i osioł — należą do nieparzystokopytnych. Stają i chodzą na końcu środkowego palca u nogi, względnie środkowego palca u ręki. Palce te tkwią w kopycie, rogowym bucie nieprzepuszczalnym dla zewnętrznych promieniowań sił — podobnie jak racice parzystokopytnych i rogi przeżuwaczy. Choć konie bywają cieleśnie ciężkie, poruszają się z lekkością, wręcz taneczną swobodą. Piękność i elegancja ruchów konia są niezrównane — jego duszewna istota wyżywa się cała w języku ciała rytmicznej ruchliwości. Czy w stępie, czy w powściągliwym tanecznym kłusie, przy głowie uniesionej ku górze, czy w galopie rwącym naprzód z wyciągniętą szyją i rozdętymi nozdrzami — zawsze ukazuje obraz szlachetnego rozwinięcia siły i harmonii proporcji, która przez jeźdźca wznosi się ku jeszcze wyższej harmonii. Dopiero w jedności rumaka i jeźdźca objawia się szlachetność zarówno w postawie, jak i w charakterze. Inaczej jest, gdy zaprzęgnięty wkłada się w chomąto i ciągnie pług lub ciężki wóz, rytmicznie unosząc i opuszczając głowę z każdym krokiem — wtedy budzi obraz doskonałego oddania swej istoty wolicjonalnej na skinienie i prowadzącą rękę człowieka i na służbę, którą bezinteresownie spełnia wobec ziemi.

Wszystkie chody konia właściwe są również osłowi. Mniej szlachetny w wyglądzie i ruchu, jest raczej pokorny — z głową zwieszoną ku dołowi, na ogół posłuszny i oddany wobec wszystkiego, czego się od niego wymaga, a potem znowu krnąbrny z zazwyczaj niedocieczonego powodu. W swoich rodzimych obszarach Orientu i Afryki wydaje się tym szlachetniejszy, im głębiej jest jeszcze osadzony w dawniejszych kulturowych formach świadomości i życia.

Koń jest w jeszcze wyższym stopniu niż osioł pojętny i wymaga od urodzenia gruntownego wychowania dla rozwinięcia swych talentów, a przez całe życie — do ich ćwiczenia pod kierownictwem człowieka. W przypadku szlachetnego konia arabskiego, na przykład, noworodkę trzymano przez pewien czas pod namiotem pasterskim, w łonie rodziny. Zwyczaj ten przetrwał aż do XX wieku.

Cielesność konia i osła jest obrazem ich duszewności, a zarazem obrazem krajobrazu — rozległości trawiastych stepów, w których ta duszewność przeżywa swoją radość ruchu. Z tego wynika, że

organizacja zmysłów skupia się w szczególności na zmysłach skierowanych na zewnątrz, obejmujących dal — na wzroku, słuchu i węchu. Wyraziste, uderząco wielkie oczy, osadzone po bokach głowy, obejmują niemal pełny krąg widzenia. Jedynie ku przodowi — przed głową i poniżej niej — jest ślepy pas o długości około dwóch metrów, którego nie można dostrzec, podobnie jak z tyłu po obu stronach kręgosłupa. W głębi pola widzenia, czyli w widzeniu trójwymiarowym, obejmuje jedynie stosunkowo wąski kąt patrzenia rzędu piętnastu do dwudziestu stopni ku przodowi. W pozostałej części kręgu widzenia obraz spłyca się i rozmywa ku tyłowi. Właśnie w owym ślepym pasie z tyłu siedzi jeździec, woźnica lub idący za pługiem oracz, który delikatnym pociągnięciem wodzy lub poprzez wędzidło określa chód i kierunek ruchu. W żywej grze małżowin usznych ujawnia się z najsubtelniejszymi niuansami kierunek duszewnej uwagi. Dźwięki dla nas niesłyszalne są wychwytywane z ogólnego tła akustycznego. Koń przyjmuje przede wszystkim przez słuch duszewne nastrojenie — na przykład to, jak się do niego mówi. Ustawienie uszu, czy nastroszone, czy obwisłe, zdradza wiele o jego duszewnym odczuwaniu.

139

Zmysł węchu jest nadzwyczajnie wysoko rozwinięty. Wydłużona głowa kryje rozległy system jam nosowych, których wewnętrzna powierzchnia odpowiada mniej więcej całkowitej powierzchni zewnętrznej skóry zwierzęcia. Konie obwąchują się, aby się przywitać lub poznać. Swym niezwykle delikatnym węchem analizują otoczenie, na pastwisku dobierając pokarm, wykrywając wszelkie, nawet najsubtelniejsze wyziewy — i to niekiedy z wielkich odległości. Czy to właśnie te trzy zdolności zmysłowe — wzrok, słuch i węch — wraz z właściwością noszenia głowy uniesionej ponad kręgosłupem sprawiają, że koń jest tak pojętny, że reaguje z tak wysokim zróżnicowaniem, iż budzi przekonanie, jakoby potrafił myśleć? W greckiej mitologii saga o Perseuszu ukazuje, jak myślenie wyzwoliło się z krwistej związaności ciała — nośnika jasnowidzących sił działających w dawnych czasach: w mitycznym obrazie Perseusz ścina głowę Tytance Gorgo. Z potoku krwi wytryskującej z jej tułowia wyskakuje Pegaz, uskrzydlony koń. Symbolizuje on myślenie wyzwolone z ciała, którego skrzydła mogą się odtąd swobodnie wznosić ku światu ducha. To, co w inteligentnym zachowaniu końskiego ciała wydaje się krwisto związane — w człowieku wyswobadza się z tych więzów i staje się wolną duchowo-duszewną działalnością myślenia.

Koń i osioł są roślinożercami. Choć są niezwykle mało wymagające i pobierają pokarm bogatszy w surowe włókno niż przeżuwacze z ich wysoko zróżnicowanym

układem przedżołądków, dysponują jedynie złożonym, jednokomorowym, stosunkowo małym żołądkiem. Za nim ciągnie się długie jelito cienkie, które rozkłada łatwiej przyswajalne składniki pokarmu. Trudniej strawne surowe włókno jest dopiero w potężnie rozwiniętym ślepym zaułku jelita ślepego, a następnie w okrężnicy i prostnicy bakteryjnie rozkładane. Ten sposób trawienia odpowiada ich sposobowi pobierania pokarmu. Konie jedzą dwa razy dłużej niż krowy — mianowicie szesnaście godzin dziennie. Są zwierzętami dnia i nocy. Dzięki dobremu wzrokowi nawet w ciemności znajdują z pewnym krokiem pokarm również w porze nocnej. Konie i tak skromny osioł doskonale nadają się do tego, by po zmianie pastwiska dogryzać rośliny omijane przez krowy.

140

Radość ruchu i siła koni i osłów znajdują swój wyraz w ich mocno uformowanym, wciąż bardzo bogatym w surowe włókno kale. Jest on — biegunowo wobec «zimnego obornika świńskiego» — nawozem «gorącym». Przez nieprzerwany bakteryjny rozkład przyspieszany kontaktem z zewnętrznym powietrzem nagrzewa się bardzo szybko i z uwagi na tę właściwość był używany jako ogrzewanie podpowierzchniowe, a zarazem nawóz dla inspektów. Świeży obornik koński zawiera sporo amoniaku, jego zapach jest zatem silny, ostry i przenikliwy — ale nie nieprzyjemny.

Koń i osioł w wyniku mechanizacji procesów pracy pożegnali się w znacznej mierze z rolnictwem — na razie? Z nimi odszedł ważny element uduchowienia duszewną siłą organizmu gospodarstwa: zarówno pod względem wykorzystania paszy i słomy, szczególnego rodzaju nawozu i rytmizacji procesów pracy, jak i pod względem uduchowienia pracy duszewną siłą, którą wkładały w oddaną służbę ludzkiemu kierownictwu.

Pies i kot

Obie należą do linii rozwojowej drapieżników. Swoim duszewnym życiem instynktowym wzbogacają one ciało duszne organizmu rolniczego w sposób wyraźnie sobie przeciwstawny. Pies jest najstarszym ze zwierząt domowych, kot zalicza się do najmłodszych; w Europie pojawia się dopiero od pierwszego tysiąclecia przed Chr.[137] Typus psa spokrewniony jest z typusem jego dzikich pobratymców — wilka, jak typus kota z typusem żbika. Co uderza u psów szczególnie, to wielka zmienność form.

141

Pojawia się już na samym początku ich udomowienia, ku końcowi trzeciorzędu (Atlantyda), w plejstocenie (epoki lodowcowe), nade wszystko zaś w neolicie, w pierwszych epokach poatlantyckich. Żadna z gatunków zwierząt domowych, które wyłoniły się w następnych czasach, nie osiągnęła już nigdy tej bogactwa form.[138] Nasuwa się — jak już wcześniej zaznaczono — że rozwój zwierząt domowych był wytworem wczesnej ludzkości. Była ona w stanie, wychodząc z przeżywania duszy zwierzęcej i jej duchowego źródła, duszy grupowej, zatrzymać ją w kształtowaniu ciała na bardziej embrionalnym szczeblu, a tym samym zapewnić typusowi kształtującemu formę obfitość rozmaitych możliwości wyrazu. Im młodsze są gatunki zwierząt domowych, im bardziej ludzie wymieniali swoją instynktowną bezpośredniość duchową na przebudzenie do samoświadomości, tym uboższe w odmiany staje się oblicze zwierząt domowych. Jeśli w dawnorzymskich czasach bogactwo form znowu wzrosło (rasy psów miniaturowych), jest to już rezultat celowej selekcji hodowlanej, w sensie krzyżowania i doboru. Jak bardzo od początków aż po starożytną kulturę egipską udomowienie psa i kota — a tak samo innych gatunków zwierząt domowych — nie było w pierwszym rzędzie kwestią pożytecznej użyteczności, lecz jak nierozłącznie spleciony był pożytek z instynktownie, intymno-sakralnie odczuwaną więzią, wynika z jednej strony z kultury pogrzebowej jednoczącej człowieka i psa, z drugiej zaś z czci, jaką oddawano kotom i zamieszkującej w nich boskości — kultu, który osiągnął szczyt ku schyłkowi staroegipskiej kultury.[139]

Duszewna dyspozycja psa i kota leży daleko od siebie. Jeszcze bardziej niż koń pies poddał swoje duszewne życie instynktowe, sumę swoich zdolności, kierownictwu człowieka — kot nie tak. Dobrze ułożony, pies słucha na każde zawołanie czy gwizd. Swoim pędem do ruchu sięga szeroko w dal — tak pies myśliwski tropem podążający czujnym węchem, oznajmiający znalezienie upolowanej zwierzyny lub ją aportujący, jako pies pasterski pędzący owce lub bydło lub trzymający stado w kupie. Zawsze po dokonanym czynie wraca, siada na tylne łapy, wachluje ogonem, wyciąga głowę wyprostowaną w górę, patrzy na swego pana wiernie oddany, w oczekiwaniu na następny rozkaz. Równie uważnie, z całkowitym oddaniem zachowuje się jako pies stróżujący dom i obejście, jako pies towarzyszący i przewodnik, jak pies dla niewidomych, jako pies węszący, z nieomylnością wywęszający najsłabsze ślady zapachowe, lub jako

142

pies zaprzęgowy, ciągnący ciężkie ładunki przez śnieg i lód. Każda z tych zdolności stwarza sobie właściwe jej ciało: duże i silne, smukłe i szybkie, małe i zwinne itd. Ta cielesno-duszewna podatność na kształtowanie, obejmująca niemal każdą wyobrażalną postać ciała z odpowiednim każdej rasie zachowaniem, popada już od czasów rzymskich pod wpływ emocjonalności człowieka i wyradza się w hodowlę psów luksusowych, miniaturowych i do noszenia na rękach.

Wyraz istoty domowego kota jest zupełnie inny. Zdaje się on ewolucyjnie głębiej popaść w dzikość. Żyje niejako dwoma życiami. W jednym wyżywa się z dala od człowieka, aktywny nocą, jak jego dzicy pobratymcy. Wytężając wszystkie zmysły, podąża za instynktami łowieckimi, skrada się swoimi ścieżkami, czai się na zdobycz i chwyta ją potężnym skokiem. Gryzonie — myszy i szczury — to jego ulubiony pokarm, niestety również ptaki: naziemne ptaki lęgowe, gnieżdżące się w niskich gałęziach lub przelatujące za dnia zbyt nisko nad ziemią jaskółki, które chwyta niedbale szybkim uderzeniem wyciągniętej łapy. Drugie życie spędza, szukając domowego zacisza człowieka jako swojego miejsca snu, mrurkując łasząc się do członków rodziny, bawiąc dzieci i tym sposobem polecając się tej formie dalszej troski o wyżywienie. A potem znów nocą wyrusza w to inne życie. Znowu to emocjonalność człowieka, która — sprowadzona na manowce — czyni z kota zwykłe zwierzątko domowe do głaskania.

U psa jest to przewyższający wszystko, różnicujący każdy odcień, wprawiający ciało i duszę w działanie zmysł węchu, u kota — wyspecjalizowany w widzeniu nocnym zmysł wzroku, które to organizm rolniczy wzbogacają szczególną jakością, porządkującą zasadą: Pies, który nocą na warcie szczeka, który towarzysząc chłopu z nosem przy ziemi obwąchuje pola, łąki i pastwiska śladem tropem, lub — idąc za skinieniem pasterza — obchodzi stado owiec i trzyma je na wyznaczonym mu terenie wypasu, jest w narzuconych mu granicach wykonawczym organem człowieka. Kot nim nie jest w tym sensie. Pozostaje niezauważony na swoich nocnych wędrówkach po obejściu i obrębie wsi, wyznacza własną miarę w tępieniu szkodliwych gryzoni i jest przy tym samowystarczalny.

Nie odchody psa i kota są tym, co organizm rolniczy przyjmuje z wdzięcznością — są nieprzyjemnie cuchnące, lecz nie mają istotnego znaczenia — lecz ich wkład to porządkująca funkcja strażnicza. Niestety pies i kot utracili tę funkcję jako poprowadzeni przez człowieka współkształtujący uczestniczy uduchowionej całości przyrody w znacznej mierze. Jako zwierzęta domowe,

143

towarzyskie i luksusowe wyobcowały się w znacznej mierze z ciała dusznego organizmu rolniczego.

Owca i koza

Do tak zwanych «małych przeżuwaczy» zaliczają się owce i kozy — po psach należą one do najstarszych naszych zwierząt domowych. Mimo bliskiego pokrewieństwa różnią się znacznie temperamentem, ruchliwością i stopniem skromności potrzeb. Jak wszystkie przeżuwacze, pojawiają się w historii rodowej jako rogate parzystokopytne dopiero na końcu szeregu ssaków. Co więcej, wielość form dzikich przodków owco- i kozopodobnych oraz późniejszych form kulturowych rozwinęła się dopiero w przejściu z późnego trzeciorzędu w epoki lodowcowe (plejstocen) i w nich samych aż po czasy obecne (Holocen)[140] — a więc w czasach, gdy człowiek wkroczył między zwierzęta i z głębi swej kosmicznie ukształtowanej, instynktownie-duchobliskiej świadomości nawiązał z nimi stosunek magiczno-kultyczny, który znajdował wyraz w sposobie polowania — dla zdobycia pożywienia i odzienia — oraz w ofierze ze zwierząt.

Czy zatem nie nasuwa się pytanie, czy koczowniczy człowiek, wpleciony w działanie sił przyrody, nie brał udziału w tej przecież bardzo młodej dyferencjacji form? Czy nie wskazują na tę możliwość mity ludów — na przykład ofiara ze zwierząt złożona przez Abla, czy sięgające epok lodowcowych (plejstocen) rysunki naskalne, m.in. na Saharze, i wiele innych? Czy nie są one wszystkie wyrazem magiczno-kultycznej relacji człowieka ze zwierzęciem w czasach atlantyckich, późnego kenozoiku? I czy nie dokonało się potem, w drugiej epoce poatlantyckich dziejów (Holozän), z zaratusztrańskich misteriów, w rodzaju powtórzenia na wyższym szczeblu, udomowienie?

Owce i kozy, wyposażone we wszystkie znamiona swego bycia zwierzętami domowymi, pojawiają się od końca dziewiątego tysiąclecia p.n.e. w górskich rejonach Azji Południowo-Zachodniej. U owiec są to następujące znamiona: postać mniejsza niż forma dzika, wysoka zmienność wielkości ciała, brak sezonowej wymiany okrywy włosowej, jej przekształcenie w stale rosnące runo wełniste, żywe ubarwienie i wzorowanie. Podobną różnorodność wyglądu zewnętrznego wykazują kozy, aż po okrywę włosową przemienioną w wełnę u kóz angorskich i kaszmirskich.[141]

144

Owce, a jeszcze bardziej kozy, są niezwykle skromne w potrzebach. Ich pokarmem są trawy, zioła, liście i pędy. Kozy cechuje przy tym wysoka zdolność przystosowania do aromatycznej, bogatej w celulozę i zasolonej oferty pokarmowej ekstremalnych stref geograficznych, na przykład terenów górskich i półpustyń. Nadmierne wypasanie tych ostatnich prowadzi szybko do postępującej dezertyfikacji. Dzięki wielorakim darom obojga małych przeżuwaczy — wełnie, mięsu, mleku, włosiu, skórze, wyprawionej skórze i rogowi — stały się one wielkimi towarzyszami kultury człowieka. Stały w zwartych stadach pod opieką ludów pasterskich jako podstawa ich egzystencji i w wielu miejscach w osadach wiejskich stały się «krową ubogich». Ścisły związek owcy z otoczeniem i z człowiekiem doprowadził na całym świecie do wielkiej różnorodności ras, od średniowiecza w Europie do wykształcenia się ras krajowych, w czasach nowożytnych zaś do hodowli liniowej na rasy mięsne, wełniane i mleczne. Hodowla białej owcy wełnistej (merynosa) dokonała się w Hiszpanii. Dziś znalazła ona, wielokroć z wkrzyżowaniem ras krajowych, największe rozprzestrzenienie na świecie.

W Europie hodowla stadna pod kierownictwem wędrownego owczarza przetrwała w szczątkowej postaci do dziś. Opłacalność jej można utrzymać jedynie przez to, że stada owiec są stosowane przede wszystkim w obszarach chronionych dla pielęgnacji krajobrazu. Najbardziej spada hodowla kóz. 95% wszystkich kóz domowych służy samozaopatrzeniu w drobnorolniczo zorganizowanym rolnictwie krajów trzeciego świata.

Przejawy istoty owcy i kozy są wobec siebie polarne. Sprawności zmysłowe obojga są wprawdzie podobne — najdoskonalej rozwinięty jest węch, po nim wzrok, a z pewnym odstępem słuch. Lecz to, co duszewne, wyraża się odmiennie w mowie ciała i poprzez zmysły. Z głową zazwyczaj opuszczoną poniżej linii kręgosłupa, z masywniejszą budową ciała, bardziej zwrócona ku ziemi i ku wnętrzu własnej przemiany materii, cięższa w ruchach — duszewna istota owcy ujawnia się w sposób bardziej śniąco-powściągliwy. Inaczej koza: żwawo zerwa się, przeskakuje przez przeszkody po skałach i kamieniach, unosi wysoko głowę, ciekawie obwąchuje to i owo, wspina się na najbliższe wzniesienie, trzyma spojrzenie uważnie skierowane w dal. Zamiast żerować przemaszerowując po rozległych równinach, woli wypasać się w górach na stromych zboczach na wysokości głowy, lub staje pionowo na tylnych nogach, by z krzewu i drzewa dosięgnąć jeszcze najwyżej dostępnego liścia.

Owce i kozy noszą rogi. W przeciwieństwie do bydła, u samców są one większe i w zależności od rasy spiralnie

145

skręcone lub też wygięte szablowato ku tyłowi. Obok zwierząt rogowych istnieją rasy bezrożne, do których u owiec należy większość dzisiejszych ras użytkowych.

Przy zawężaniu różnorodności ras hodowla koncentruje się na owcy wełnistej bądź mlecznej, u kóz zaś na zwierzętach mlecznych bądź mięsnych.

Małe przeżuwacze są zwierzętami stadnymi — owce jeszcze bardziej niż kozy. Wskutek tego są z natury swej bardziej kształtującymi krajobraz w skali ogółu, mniej zaś organem kształtującym w poszczególnym organizmie rolniczym. Dopóki gromady wiejskie ze swymi gruntami istniały jeszcze jako w przeważającej mierze zamknięta całość, powołaniem owczarza było czynić swoje stado owiec organem tej całości: czy to przez wypasanie na ugoru, gruntach wspólnych lub odłogach, przez przepędzanie przez ścięte pola okopowych, przez zbyt bujnie w liść strzelające zasiewy ozime; czy to przez wypasanie bogatych w zioła poboczy dróg i miedzach polnych jesienią jako dietetyk dla nadchodzącej zimowej stajni; czy to wreszcie przez przetaczanie na polach dla celów nawozowych. Wszystko to było prawnie usankcjonowane i odbywało się w uzgodnieniu z gromadą wiejską. Ożywieniu zawodu owczarza stawiane są wąskie granice. Możliwości otwierają się w pielęgnacji obszarów chronionych lub w wielkich gospodarstwach z glebach o granicznych plonach.

Inaczej rzecz się ma z hodowlą owiec mlecznych i kóz mlecznych. Obie nie są związane ze stadem i mogą w mniejszych i większych stanach istotnie przyczyniać się do przenikania organizmu rolniczego duszą. Małe przeżuwacze szczególnie nadają się do dalszego rozwijania jednostronnie zorientowanych ogrodnictw w kierunku ogrodniczych gospodarstw. Zastępują tam bydło w zagospodarowaniu poplonów na zielony nawóz oraz odpadów z wielostronnej produkcji warzywnej i zapewniają ich przemianę w trwale działający nawóz.

Na drodze czterożołądkowego układu przeżuwaczy pokarm roślinny podlega niezwykle intensywnemu trawieniu (zob. rozdział «Rind», Pansenverdauung und Wiederkäuen, Seite 150ff). Umożliwia to rozkład celulozy, tzn. bogatych w surowe błonnikowe substancje pokarmowych, i czynienie ich użytecznymi dla wzrostu, utrzymania i produkcji (mleka, wełny, mięsa). W toku tego procesu trawiennego strumień roślinnego pokarmu otrzymuje odciśnięte weń siły organizacji duszewnej zwierzęcia. Stosownie do natury istoty owcy i kozy odcisk ten jest odmienny. Tej odmienności nie sposób wystarczająco ująć na podstawie ilościowego składu tak zwanych składników odżywczych nawozu. Nie ilościowy udział

146

tychże jest miarodajny, lecz ich kompozycja dokonana przez działające w procesy życiowe siły ciała duszewnego. Sama natura istoty nawozi poprzez substancje. Tak odchody owcy działają łagodniej, harmonizująco i strukturująco na procesy życiowe, które w sferze wegetatywnej zagęszczają się ku owocowi żywnościowemu — na przykład u warzyw liściowych. Nawóz kozy natomiast działa gwałtowniej i, jak można domniemywać z natury istoty kozy, pobudzająco na impuls wzrostowy w osi korzeń–łodyga–kwiat.

Wkład owcy w przenikanie krajobrazu duszą staje się doświadczalny, gdy pasterz ze swym stadem owiec ciągnie jesienią przez grunty gospodarstwa i poza nie, przez otaczający krajobraz kulturowy: pasterz ze swą laską kroczący na przedzie, stado gęsto stłoczone za nim; lub stojący pośrodku pola, owce szukające pokarmu wokół niego ze wszystkich stron. Ta sceneria budzi nastrój głębokiego pokoju, który rozciąga się nad krajobrazem — obraz doskonałego spokoju i ruchu zarazem. Takie ciągnące przez pola, od gruntów do gruntów stado owiec, którego każdy przejaw istnienia skupia się w świadomości pasterza i z niej jest kierowany, stwarza związki, które łączą poszczególne organizmy rolnicze w wyższą jedność krajobrazu kulturowego. W porównaniu z owcami kozy są mniej zwierzętami stadnymi. Mają więcej «własnej woli». Utrzymuje się je w ograniczonym zakresie dla produkcji mleka i mięsa i świadczą — częściowo jako zastępstwo dla bydła — w kanonie wszystkich zwierząt domowych cenne usługi w kształtowaniu ciała duszewnego organizmu rolniczego.

Bydło

Pochodzenie i mit

Według powszechnie przyjętego poglądu bydło domowe (Bos taurus) pochodzi od tura (Bos primigenius).[142] «Die moderne zoologische Haustierforschung betrachtet […] heute mit Sicherheit nur ein Wildrind, den Ur- oder Auerochsen als alleinige Stammform der Haustierrinder.» (Współczesne zoologiczne badania nad zwierzętami domowymi uznają [...] dziś z pewnością tylko jedno dzikie bydło, tura lub żubrobyka, za jedyną formę macierzystą bydła domowego.)[143]

Przyjmuje się, że europejskie rasy bydła przybyły z «żyznego półksiężyca», z Azji Przedniej i Środkowej. Najstarsze znaleziska kostne sięgają ósmego tysiąclecia przed Chr., a więc początków

147

kultury praperskiej. Wczesne, jak i wszystkie późniejsze rasy bydła mają mniejszą budowę ciała niż przypuszczalna dzika forma tura i od samego początku wykazują wysoką zmienność zewnętrznej postaci. Właśnie na przykładzie zwierząt pastwiskowych — bydła, owiec i kóz, najstarszych zwierząt domowych po psach — wyraźnie widać, jak wywodzenie ich od dzikich form pozostaje w mroku. Gdy spojrzeć na mity ludów, na przykład na ofiarę Abla w Starym Testamencie — był on pasterzem — na czoło religijnych obrzędów ofiarnych wysuwają się przede wszystkim owca i bydło. «Kulturhistorische Dokumente zeigen, dass die Rinder in Mesopotamien, Ägypten, Persien und Indien zunächst nur zu Kultzwecken gedient haben.» (Dokumenty historyczno-kulturowe świadczą, że bydło w Mezopotamii, Egipcie, Persji i Indiach służyło początkowo wyłącznie celom kultowym.)[144] W staroegipskim micie w bydle czczono praobraźnie boginię nieba Hathor, przedstawianą jako krowa dźwigająca między rogami tarczę słoneczną. W dzisiejszych Indiach krowa jest u hindusów, jak od praczasów, święta. Czy nie wskazuje to raczej na to, że duchowo-realne przeżycie istoty bydła — tego, czym jest nadzmysłowo dusza grupowa,[145] — stało u kolebki jego udomowienia?

Miejsce w organizmie gospodarstwa

W odniesieniu do kształtowania organizmu rolniczego jako zamkniętej w sobie całości bydło, a właściwie uformowany do wyższej jedności organizm stada, jest «Königin und König» (królową i królem) wśród wszystkich zwierząt domowych. Tak, każde z nich — jak zaznaczono w poprzednich rozdziałach — wnosi swój wkład stosownie do tego, co duszewne, zanurzone w budowie ciała. Jednak istocie krowy właściwa jest pewna moc universalna. Z tego powodu w ścisłym sensie nie można zrezygnować z hodowli bydła. Jej istotne znaczenie leży dopiero na drugim miejscu w tym, co wytwarza w postaci artykułów spożywczych i innych surowców. To jest strona zewnętrzna. Reprezentuje ją szereg płodów rolnych, stanowiących istotną podstawową kolumnę pratwórczości wartości w życiu gospodarczym. Pierwotne świadczenie leży po stronie wewnętrznej; jest to szczególna zdolność wzajemnego odnoszenia fizjologicznych funkcji, a jeszcze głębiej — członów istoty organizmu gospodarstwa — do siebie nawzajem, i tym samym utrzymywania go jako całości w zdrowiu i zdolności do rozwoju. Krowa — zawsze rozumiana jako ogniwo stada związanego z gospodarstwem — narzuca z siebie samej mądrą miarę

148

w kształcie swojego ciała i w mierze współdziałania swych układów narządów przez swoją działalność, i tym samym od strony przyrody wyznacza miarę, wewnętrzną ekonomię całości gospodarstwa.

O prawdziwym organizmie stada można mówić dopiero wtedy, gdy stado przez kolejne pokolenia uzupełnia się z własnego przychówku i związało się z warunkami siedliskowymi aż po własną bazę paszową gospodarstwa. Buhaje-reproduktory mają szczególny status: w regularnych odstępach czasu zastępuje się je ojcami z hodowli podobnego charakteru w celu odświeżenia krwi stada. Organizm stada jest nadrzędny wobec sumy poszczególnych zwierząt. Wyraża się to między innymi w równoczesności dobowo-rytmicznych zachowań zwierząt. Rano podążają w jakby hierarchicznym porządku za krową przewodnią na pastwisko. Tam rozkładają się, lecz nie biegają bezładnie; pasąc się, ciągną w jednym kierunku, przez siedem do ośmiu godzin dziennie pobierają pokarm, przerywany wspólnymi fazami przeżuwania, które również zajmują około ośmiu godzin dziennie. Również podchodzenie do wodopoju, przerwy w wypoczynku i oddawanie mleka podlegają ścisłemu rytmowi, władającemu całym stadem. Wszystkie środki pielęgnacji, żywienia, opieki i hodowli powinny służyć umacnianiu tego stadowo-rytmicznego dziania się. Im jest ono bardziej rozwinięte, tym stado zdrowsze.

Metody leżące u podstaw powszechnie dziś na świecie praktykowanej masowej hodowli — żywienie kiszonką i łatwo przyswajalnymi paszami treściwymi z całego świata, całoroczne utrzymywanie w oborze na betonowych rusztach, praktyka usuwania rogów i hodowla nastawiona na maksymalną wydajność, skupiona na drastycznie skróconej długości życia itd. — osłabiają krowy. Oznacza to utratę zdolności do wytwarzania własnego, zamkniętego w sobie ciała duszy. Krowy mleczne są już w młodym wieku wyczerpane i z reguły po czterech i pół roku, to znaczy po dwóch «przemocowych» laktacjach, wybrakowane.

Liczebność hodowli bydła zależy od wielkości gospodarstwa, od jego naturalnego uposażenia pod względem warunków klimatycznych i glebowych, a tym samym od potrzeb nawożenia, oraz — w różnych stopniach — od intensywności użytkowania. Decydująca jest tu własna baza paszowa gospodarstwa, obejmująca dostępne użytki zielone — łąki i pastwiska — oraz polową uprawę pasz. Rozmiar tej ostatniej wynika z kształtowania płodozmianu w uprawie roli.

149

Przejaw istoty i jej poznanie

Jako przeżuwacz najwyższego szczebla rozwoju krowa jest istotą równie żywą w przemianie materii, co rytmiczną. Jej aktywność nerwowo-zmysłowa natomiast — jeśli pominąć wysoko wyspecjalizowane osiągnięcia węchu i smaku — w stosunku do otoczenia wyraźnie ustępuje w tło. Jej zmysłowe dokonania służą przede wszystkim jej wnętrzu, jej czynności trawiennej. Inteligentne jestestwo krowy ujawnia się na zewnątrz raczej jako flegmatyczne, głucho śniące, ku wnętrzu zaś — w bogatym, pełnym mądrości życiu instynktowym. Krowa przeżywa siebie, głęboko introwertycznie, w pewnym rodzaju wewnętrznego oglądu.

Kto stara się poznaniem zbliżyć do istoty bydła, musi skierować uwagę na jego główną czynność: na procesowe kroki we współdziałaniu tego, co zewnętrzne i wewnętrzne, przy pobieraniu pokarmu — poprzez przetwarzanie mas paszowych w trawieniu aż po wydalanie nawozu i gnojowicy.

Podążając za tym, co poszczególne fakty przyrodoznawstwa przynoszą w odniesieniu do przebiegu trawienia, szybko natrafia się na granice poznania. Na ogół się ich nie dostrzega, ponieważ niewystarczająco uważa się na próg tego, co zmysłowo nieobserwowalne, i w następstwie tego nie przypisuje mu właściwej wagi. Niepostrzeżenie wpada się w abstrakcyjne, pozbawione jakości wyobrażenia modelowe. Gdy jednak uświadomi się sobie tę granicę poznania, która otwiera się między tym, co postrzegalne przedmiotowo, a procesualną stroną dziania się substancji — na przykład przy przejściu z zewnątrz do wewnątrz przez ściany jelit — zaczyna się dopiero prawdziwie doceniać i wartościować znaczenie oraz doniosłość wyników badań duchowych Rudolfa Steinera. Włączone w obieg poznania, wyniki tych badań przemieniają wiedzę opartą na zewnętrznych zmysłach w stale rozszerzający się proces poznawczy. Oświetlają one czynne agens — to, co istotowo-działające — które przywołuje zjawiska w ich formach i barwach. Wyniki badań duchowych dodają do zewnętrznej strony świata zjawisk istotowo-twórczą stronę wewnętrzną.

Trawienie w jamie ustnej

Już przy pobieraniu pokarmu — dziennie około jednej ósmej masy ciała; odpowiada to 60–70 kg świeżej substancji — układ przemiany materii i kończyn dominuje nad rejonem głowy. Głowa zanurza się, wyczuwając ryjkiem, głęboko w masę paszową; kończynopodobnie oplatając

150

długim językiem kępkę trawy, ziół lub siana, wciąga ją do pyska i — w przypadku zielonki — odrywa ją, przyciskając dolną szczękę do krawędzi bezzębnej płytki szczęki górnej. Pomiędzy tymi ruchami język ślizga się z lubością po ryjku i smakuje wydzieliny gruczołów tego ostatniego. Prawdopodobnie przeżuwacz przeprowadza przy tym rodzaj pierwszej analizy jakościowej pobranej paszy, zapewne również pod kątem rodzaju i ilości wydzielanej śliny. W ryjku warga górna zrośnięta jest z jamami nosowymi. Dzięki temu pobieranie pokarmu i oddychanie są ze sobą ściśle powiązane, a podobnie zmysł dotyku, smaku i węchu.

Podczas krótkiego pobytu paszy w wydłużonej jamie ustnej znów to język przesuwa paszę rytmicznie tam i z powrotem między rzędami zębów trzonowych w nielicznych aktach żucia. Tym samym wprowadzany jest pierwszy krok trawienny poprzez rozdrabnianie i ślinienie. Szereg gruczołów różnej wielkości wydziela ślinę — przy żywieniu sianem do 180 litrów dziennie — i zapewnia enzymatyczny rozkład skrobi w cukry.

Trawienie w żwaczu i przeżuwanie

Trawienie w jamie ustnej doznaje potężnego wzmocnienia w akcie przeżuwania. Dokonuje się on w kierunku odwrotnym do pobierania pokarmu. To, co bydlę przeżuło, przesmakowało i połknęło, wyciąga z powrotem porcjami z głębszej strefy trawiennej — z przedżołądków — przeżuwa ponownie i dopiero teraz gruntownie. Zależnie od rodzaju paszy, czy to świeżej zielonki, czy siana, wykonuje 30 do 80 uderzeń żucia na porcję.

Temu procesowi poprzedza pewna godna uwagi przemiana. Ledwie rozdrobnione, kępka po kępce trafia z jamy ustnej rejonu głowy przez przełyk i rozdzielającą przeponę do obszaru brzucha, do trzech bezgruczołowych przedżołądków: po pierwsze do «czepca» (Reticulum; zwany też żołądkiem siatkowatym lub odśrodkowym), stamtąd po drugie do żwacza, a po trzecie do ksiąg, czyli żołądka listkowatego (Omasum). Jeśli nie wcześniej w żwaczu, to w księgach rozstrzyga się ostatecznie, czy papka paszowa trafia do trawienia dalszego w żołądku właściwym, czyli trawieńcu, czy też — wyciśnięta — wraca jeszcze raz do jamy ustnej, by zostać przeżuta. Jedynym w swoim rodzaju zadaniem przedżołądków, a przede wszystkim żwacza, jest mikrobiologiczny rozkład bogatego w surowy błonnik pokarmu roślinnego. Żwacz, o ogromnej pojemności wynoszącej ok. 150 litrów, rozciąga się od przepony ku tyłowi aż do jamy miednicy.

151

Wraz z czepcem i księgami wypełnia całą lewą połowę jamy brzusznej. W wielkim zbiorniku fermentacyjnym żwacza, w nieustannie poruszanych masach paszowych, zachodzą intensywne procesy fermentacyjne. Choć przebiegają chaotycznie, podlegają ściśle kierownictwu ciała astralnego krowy. Podczas tych rytmicznie dokonujących się przeobrażeń bakterie i orzęski należące do pierwotniaków rozkładają łatwiej przyswajalne składniki papki paszowej, przy czym część z nich — przede wszystkim energetycznie bogate kwasy tłuszczowe — przedostaje się już tutaj, w trakcie przejścia przez metabolicznie czynną błonę śluzową żwacza, do krwiobiegu.[146] Kiedy żwacz jest pełny — widoczne z zewnątrz po wybrzuszeniu lewej strony brzucha — a więc gdy następuje uczucie sytości, krowa, a zwykle cała stada, kładzie się i po pewnym czasie zaczyna przeżuwać. Zawartość żwacza porządkuje się w trzy warstwy: dolną płynną, unoszoną nad nią środkową z materiału jeszcze grubszego oraz górną warstwę gazów fermentacyjnych. Z warstwy środkowej żwacza oraz z wyciśniętego materiału ksiąg bydlę połyka teraz porcję za porcją z powrotem do pyska i tą samą drogą odprowadza gazy fermentacyjne. Wnikają one wraz ze strumieniem wydychanego powietrza aż do zatok czołowych, a nawet do wnętrza rogu czaszki. Tutaj otwiera się przed bydlęciem rozległy obszar percepcji i jakościowej analizy tego, co do tego momentu procesu trawiennego — substancjalnie i pod względem sił — zdążyło mu się odsłonić.

Przeżuwanie jako percepcja i selekcja substancji i sił

W czasie przeżuwania — osiem do dziewięciu godzin na dobę — wyraz istoty krowy zmienia się gruntownie. Jej aktywność przemiany materii i kończyn w znacznej mierze opada. Wszelka wewnętrzna i zewnętrzna czynność przesuwa się ku biegunowi głowowemu. Nie tylko mięśnie policzkowe pracują w silnym, rytmicznym ruchu, mieląc przełknięty z powrotem, porcjowany po około 100 gramów, włóknisty kęs paszowy — tak samo działa język i ślinianki. Zupełnie inaczej mają się rzeczy ze zmysłami. W skupieniu na akcie przeżuwania przychodzą niejako do spokoju, do «Besinnung» (wyciszenia, zebrania w sobie). Dopiero teraz krowa naprawdę przenika myślą to, co z zewnątrz przyjęła jako żywą, ustrukturowaną substancję — z tego pola, tej łąki czy pastwiska. Owszem, podczas

152

wędrownego wypasania zdążyła to już wyczuć dotykiem, smakiem i powonieniem. Teraz jednak, w ponownym smakowania już wstępnie strawionego strumienia paszy, to, co postrzegała, łączy się z całym jej życiem duszewnym. To, co przedtem było jedynie żywą, ustrukturowaną masą roślinną, zostaje teraz w percypującym przeżuwaniu wyniesione do rangi duszewnego odczuwania. Krowa budzi się w tej czynności do swojej świadomości — śniącej, całkowicie zanurzonej w procesach cielesnych. To siła odczuwania ciała dusznego przenika odtąd dalsze dzianie się trawienia aż po końcowy produkt nawozu i gnojowicy. To, co Rudolf Steiner nazywa «kosmisch-qualitativer Analyse» («kosmiczną jakościową analizą»)[147], którą zwierzę przeprowadza w trawieniu, dotyczy w najwyższym stopniu bydła. W przeżuwaniu analiza ta bierze swój początek. Uwidacznia się to w oczach — spojrzenie zmienia się podczas przeżuwania. O ile zazwyczaj patrzy się w wielkie oczy jak w błękit głębokiej studni, o tyle teraz, przy lekko uniesionym łbie, oczy i pysk nabierają napięcie skupionego wyrazu. Wygląda to tak, jakby krowa «medytowała» wszystko to, co w tej pierwszej fazie trawienia uwewnętrzniła jako postrzeżenia. Tak intensywnego, ku wnętrzu skierowanego spojrzenia nie znajdzie się chyba nigdzie indziej w królestwie zwierząt. Jest tak, jakby w wyrazie oczu odbijało się uświadamianie sił kształtujących, które wyzwalają się podczas mielenia węglowych szkieletów i struktur białkowych mas roślinnych. W akcie przeżuwania krowa jest całkowicie przy sobie, blisko samopostrzegania, którego mieć nie może, ponieważ nie posiada inkarnowanego Ja. Przez bliskie sąsiedztwo jej wysoce skoncentrowanego ciała dusznego z jej jaźniowością, która przeżywia się jako jej «dusza grupowa»[148] i daje o sobie znać w odbiciu w organizmie stada, jest ona w szczególnym stopniu zdolna do wewnętrznego przetwarzania potężnie falującej masy sił kształtujących. W pierwszym kroku przeprowadza wspomnianą «kosmiczną jakościową analizę» w rozkładaniu pokarmu roślinnego, osiągając swój szczyt w akcie przeżuwania. Analizuje — w duszewnej głuchości — siły kształtujące, które z kosmosu, w świetle słońca, zbudowały postać roślinną, zastygły w jej poszczególnych formach i stały się zarazem nosicielami żywego dziania się substancjalnego w roślinach.

153

Trawienie w jelicie cienkim i grubym

W rozkładaniu form roślinnych w przewodzie pokarmowym siły kształtujące wyzwalają się stopniowo z ich substancjalnego skrępowania. Jest to wynik stopniowego procesu rozkładu, który przebiega w trzech fazach: mechaniczno-mikrobialnej od żucia poprzez czynność żwacza i psałterza, wybitnie enzymatycznej, lecz i bakterialnej od trawieńca przez jelito czcze (Jejunum) do jelita krętego (Ileum), a stamtąd czysto mikrobialnej od jelita ślepego (Caecum) przez okrężnicę (Colon) do odbytnicy (Rectum). Podczas gdy w przedżołądkach rozkład celulozy jest procesem dominującym — a równolegle, za sprawą niezwykle aktywnej działalności drobnoustrojów, zachodzi przebudowujący i budujący metabolizm białkowy — w trawieńcu (Abomasum), w kwaśnym środowisku wywołanym przez soki żołądkowe, rozpoczyna się rozkład białek. Postępuje on dalej, obejmując obumarłe masy drobnoustrojów z przedżołądków, na drodze enzymatycznej i bakterialnej przez odcinki jelita cienkiego (Intestinum tenue): najpierw przez wydzieliny trzustki (Pancreas), które — podobnie jak żółć emulgująca tłuszcze — uchodzą do dwunastnicy (Duodenum), następnie przez jelito czcze (Jejunum) obsadzone niezliczonymi gruczołami i kosmkami oraz przez krótkie jelito kręte (Ileum). To ostatnie tworzy śluzę między jelitem czczym a jelitem grubym — zapobiega cofaniu się treści z bogatej w bakterie okrężnicy i odbytnicy do ubogiego w nie jelita czczego.[149] Jelito cienkie osiąga u dorosłej krowy łączną długość do 48 metrów. Zwisa ono bogato pofałdowaną spiralą z krezki (Mesenterium) — wielofałdowej podwójnej blaszki surowiczej. Krezka i jelito cienkie obejmują wieńcowato wwijającą się i wywijającą spiralę okrężnicy, która — przylegając do jelita krętego i ślepego i uchodząc w jelito grube, czyli proste — tworzy trzeci odcinek.[150] To, co z bogatej w grube włókna masy paszowej przeszło niestrawione przez żwacz i jelito czcze, podlega teraz ponownie intensywnemu, mikrobialnemu rozkładowi. Niemały resztek niestrawionego włókna surowego, przeniknięty wciąż aktywną masą drobnoustrojów, ukazuje się wreszcie jako placek krowiego łajna. Pytanie brzmi, czy ten mikrobialnie ożywiony, substancjalny resztek stanowi sam w sobie całą wartość nawozową obornika.

Substancjalno-procesowe dzianie się w przewodzie pokarmowym należy — choć przebiega pod władzą istoty zwierzęcia — od początku do końca

154

do świata zewnętrznego. Jego zadaniem jest przezwyciężenie obcości pokarmu. Dokonuje się to przez całkowity rozkład, i to tak dalece, że wypreformowana postać, substancjalna i siłowa konfiguracja pokarmu — czy to traw, ziół, czy roślin strączkowych — całkowicie traci swój charakter własnej istoty.

Próg między światem zewnętrznym a wewnętrznym

Próg między — wsuniętym w ciało zwierzęcia — zewnętrznym światem przewodu pokarmowego a władną mocą wewnętrznego świata własnej istoty tworzą ścianki śluzówkowe żwacza, trawieńca, jelita cienkiego i, wygasając, jelita grubego oraz odbytnicy. Te błony graniczne są organami o budowie odwróconej w porównaniu do zewnętrznej skóry ciała: potężnie rozwinięte błony śluzowe zwrócone są na zewnątrz, ku strumieniowi paszy; są one w najwyższym stopniu metabolicznie czynne zarówno w rozkładaniu paszy, jak i we wchłanianiu substancji wyzwolonych z ich obcości. Strona ściany jelitowej zwrócona ku wnętrzu ciała — błona surowicza, czyli surowicówka (serosa) — jest unerwiona. Należy ona do otrzewnej (Peritoneum), która wykłada jamę brzuszną niczym «wewnętrzne niebo» i tym samym reprezentuje zmysłowo-nerwowy, czyli percepcyjny biegun ścian jelitowych. Pomiędzy nimi artykułuje się, tworząc środek, okrężna warstwa mięśniowa, która rytmicznie zapewnia między innymi ruchy perystaltyczne. To samo duszewne jestestwo krowy jest czynne w trzech członach błon trawiennych — zarazem postrzega to, co się dzieje, i wprawia w harmonijną całość funkcje całego ciała.

Z przewodu pokarmowego wpływa więc w wewnętrzną przestrzeń cielesną eteryzowany i przeniknięty duszą strumień substancji: strumień eterycznych sił kształtujących, wyzwolonych z ich wiązania w formy roślinne; oraz promieniowania sił doznaniowych, to znaczy sił duszewnych, które krowa rozbudziła w sobie przez swoją działalność zmysłową, a szczególnie podczas przeżuwania. Pierwsze zostają przyjęte przez krew i stoją do dyspozycji budowania własnej substancji ciała, wzrostu i reprodukcji. Drugie promieniują w organizmie w ścisłym związku z krwią. Krew żylna, odpływająca z wielkiego krwiobiegu, ładuje się substancjami i siłami wybranymi w ścianach jelitowych. Przez wątrobę dostaje się do małego krwiobiegu serca i płuc, gdzie ożywia się w krew tętniczą. Z serca wpływa w wielki krwiobieg, przy czym część odgałęzia się ku przodowi w pień tętnic głowowych, z których jedna sięga

155

aż w czopy kostne i ich okostne (Periost), a także w podskórze obydwu rogów. Jak silne jest ukrwienie czopów rogowych wyrastających z kości czołowej, okazuje się w przypadku złamania rogu: krew tryska niemal niepowstrzymanie, niczym z żywego źródła.

Znaczenie rogów i racic

W rogach i kopytach krew – a wraz z nią eteryczno-astralne promieniowanie – napotyka nieprzepuszczalną dla tego promieniowania ścianę: zewnętrzną powłokę rogową. Jest ona rogowo stwardniałą skórą zewnętrzną, czystą «formą», biegunem śmierci naprzeciw bieguna życia strumienia substancji pulsującego z głębin ciała. Tu, w tym punkcie spiętrzenia czy śmierci, krew i promieniowanie zostają odrzucone z powrotem w organizm.[151] W rogach i kopytach przeżuwacz zamyka się całkowicie przed napływającymi oddziaływaniami kosmosu i ziemi. Krowa zostaje odrzucona na siebie samą – nie jednak w kierunku wzmożonej świadomości w głowie, lecz ku podwyższonej sile kształtowania w tym, co żywe, po stronie bieguna przemiany materii.

Przebieg kosmiczno-jakościowej analizy dokonuje się w procesualnych krokach, w których funkcja układu nerwowo-zmysłowego w stosunku do funkcji układu przemiany materii polaryzuje się w dwojaki sposób: zmysłowa czynność przeżuwania oraz selekcji przez ściany żwacza i jelita cienkiego stoi polarnie wobec ciągu kroków trawiennych, które zaczynają się w pysku od ślinienia i rozdrabniania, kontynuują się w przedżołądkach w mikrobiologicznym rozkładzie, osiągają punkt szczytowy w trawieniu żołądkowym i jelita cienkiego, a w jelicie grubym dochodzą do zakończenia. Tu kompozycje substancjalne paszy zostają rozłożone tak dalece, że tracą swój własny charakter. Wprowadzane są stopniowo w stan fizykalno-mineralny, nieorganiczny, który od strony substancjalnej otwiera kosmiczno-jakościowej analizie rozległe pole. Polarnie wobec tego niszczącego dziania się stoi strumień życiowy krwi, który te wprawione w stan nieorganiki substancje wprowadza w własne procesy budulcowe ciała i prowadzi je aż po peryferyczne granice rogów i kopyt.

Przeżuwanie jest procesem zmysłowym, który przez mózg staje się głucho świadomy i odbija się w skupionym wyrazie twarzy.

156

Krowa postrzega gospodarstwo poprzez paszę. W żuciu staje się jej świadomy substancjalny i siłowy charakter tego pokarmu, jak również jego pochodzenie z gruntów wiejskich gospodarstwa. Te funkcje zmysłowe kontynuują się ku tyłowi w żwaczu i jelicie. Pogrążają się tam stopniowo w nieświadomość.

To zaś, co rozgrywa się w rogach i kopytach, jest wzmożonym postrzeganiem zorientowanym na rozbudzenie życia instynktownego. Postrzeganie odsłania, co przenikniętego duszą życia krew niesie z obszaru trawienia ku przodowi, przeciw peryferii ciała. W uderzeniu o martwą powłokę rogową nie rozbłyska świadomość związana z mózgiem, lecz duchowa siła działająca w podświadomości, wstecznie promieniująca w organizm. Rozumienie dla natury tej siły może wyłonić się, gdy porównawczo skieruje się spojrzenie na działającą w człowieku nadzmysłowo siłę myślenia, której produktem są myśli, które następnie – jako przyciemnione cienie swej duchowej istotowości – stają się świadome w biegunie głowowym przez mózg. W krowie siła ta nie wznosi się do opartego na myślach samoświadomości. Pozostaje związana z przemianą materii jako siła mająca moc działać łagodząco, porządkująco, otwierająco na potencjały żywej działalności, na wyzwolone z trawienia eteryczne siły kształtujące. Te potencjały dają się porównać z imaginatywnym światem obrazów, który np. artysta rozbudza w sobie w czasie tworzenia swego dzieła. To, co krowa ma z natury swych zadatków, człowiek może rozwinąć w samodoskonaleniu przez myślenie wolne od ciała. Przez nie uczy się w pełnej świadomości poznawać działający wokół niego i w nim świat sił w prawdziwych obrazach. Jest to krok ku Imaginacji – pierwszy krok od poznania zmysłowego do poznania ducha.[152]

Kosmiczno-jakościowa analiza i zalążek jaźni

Z całościowego oglądu istoty bydła wyłania się następujący obraz: jeśli żucie przeżute znamionuje początek kosmiczno-jakościowej analizy, to procesy zachodzące w rogach i kopytach stanowią jej dopełnienie. Polega ono na wstecznym spiętrzeniu krwi oraz odrzuceniu związanych z krwią promieniowań z powrotem w organizm — odpartych przez powłoki rogowe, które obumarły do czystej formy. Wsteczne promieniowania zawierają sumę wszystkiego, co ciało-duszne bydła przyswoiło sobie z procesu trawienia jako umacniające doznania.

157

Pokarmem bydła są rośliny, przede wszystkim łodygi i liść. Są one tworami promieniowań kosmicznych wnikających w ziemską substancjalność. Gdy spożywamy rośliny, spożywamy kosmos. Bydło z jego wysoce rozwiniętym życiem instynktowym analizuje kosmiczny udział w fizycznym ukształtowaniu postaci rośliny. Narząd przetwarzający wynik tej analizy, tego wstecznego promieniowania, to nie uświadamiający mózg. Myśleć raczej trzeba o tym, że przeciwbiegunowo jest nim wrażliwe otrzewna wyścielająca całą jamę brzuszną, a w szczególności mesenterium. Skupia się ono dwupłatowo zwłaszcza w krezce, która dźwiga jelito cienkie. To, co w senno-śniącej świadomości odsłania się bydlęciu, to już nie forma, lecz substancjalno-mocarne, stronę istoty tworzywa. Jego własna, nieinkarnowana jaźń — «dusza grupowa» — wstępuje w głębinach przemiany materii w związek z istotowym pragrунtem substancjalności.

Powyższe rozważania nad tą relacją istoty mogą zbudować pomost do początkowego rozumienia tego, co Rudolf Steiner — mając na widoku bydło — nazywa «Ich-Anlage»[153] — zadatkiem Ja. Czyż to nie ona wchłania wynik «kosmiczno-jakościowej analizy» i tak jako użyźniający zdrój sił wyciska swoje piętno na nawozie krowim? Tak rozumiany, nawóz krowi niesie «coś eteryczno-astralnego, co z prawa przynależy do brzucha zwierzęcia», i zapładnia tym glebyobrębu gospodarstwa.[154] To «zadatek Ja» z wcielonym weń eteryczno-astralnym wstecznym promieniowaniem z najdalszej peryferii bydlęcia w strumień substancji trawienia nadaje nawozowi krowemu jego trwałą ożywiającą i kształtującą moc nawozową. Gnój «ma moc przezwyciężania nieorganicznego w tym, co ziemskie».[155]

Nadwyżki produkcyjne

To, co bydło — a w odpowiednim przekształceniu dotyczy to wszystkich przeżuwaczy wśród zwierząt domowych — wchłania z mas swego pożywienia roślinnego jako substancje i siły kształtujące, tego najmniejszą tylko część potrzebuje dla siebie samego: dla rozwinięcia swej świadomości, dla swej aktywności ruchowej, podtrzymania życia i reprodukcji. Pozostaje wielka nadwyżka, której nie może zabrać dla

158

siebie, ponieważ nie ma Ja, które chciałoby wyżyć się dla siebie. Człowiek ma Ja i zawłaszcza swoje pożywienie dla tego, czego potrzebuje wyżywając swoje samoświadomość. Bydło oddaje swą nadwyżkową moc wzmożonym osiągnięciom życiowym: reprodukcji, wzrostowi, to znaczy wytwarzaniu mleka i mięsa, a w związku z «Ich-Anlage» — zadatkiem Ja — gnojowi i gnojowicy, a przez nie, jako ożywiający i uduchowiony duszą nawóz, ziemi. Miarę, według której owe nadwyżkowe siły rozdzielają się między wytwarzanie i tworzenie wartości środków spożywczych z jednej strony, a tworzenie wartości nawozu z drugiej, wyznacza najpierw w sposób przyrodniczy ciało astralne bydlęcia. Gdy ta miara jest zrównoważona, powstaje zdrowie, długowieczność i wysoka wartościowość nawozu. Człowiek teraźniejszości potrafił tę pełną mądrości miarę przymusowo przesunąć na korzyść ilościowej wydajności maksymalnej. Cierpi na tym zdrowie zwierząt w równej mierze jak jakość żywności i wartość nawóz. W masowej hodowli zwierząt przestaje się w ogóle stawiać pytanie o jakość nawozu w sensie trwałości jego ożywiającego i uduchowiającego działania. Na pierwszym planie stoi natomiast problematyka utylizacji masowo powstającej gnojowicy. Zasadzie organizmu natomiast właściwa miara jest immanentna.

Wyrzeczenie

Bydło, jak w różnym stopniu wszystkie zwierzęta domowe, jest istotą wyrzeczenia. Krowa w najwyższym stopniu wyrzeka się czegoś, co do jej istoty należy — właśnie owych sił odżywiających i użyźniających, które w dosłownym sensie «bezinteresownie» oddaje człowiekowi i ziemi. Siły te ożywiają, uzdrawiają i harmonizują właściwą danemu miejscu bodenständige Dauerfruchtbarkeit gleby. Wzmacniają i uzdrawiają relację między glebą a rośliną. Jest to postępujący w czasie proces, który tym bardziej dochodzi do głosu, im wyłączniej nawóz pochodzi od pogłowia samego gospodarstwa, podobnie jak pasza, przy której stado krów dokonuje kosmiczno-jakościowej analizy.

Stado bydła i organizm gospodarstwa

Patrząc na całość duszy-ciała organizmu gospodarstwa, stado bydła spełnia w nurcie czasu rodzaj pulsującej funkcji serca. Pobiera z obrzeża gemarkung gospodarstwa paszę; każdego roku zjada

159

znaczną część tego, co wytworzył ciało życia organizmu gospodarstwa. To, co w biegu roku pochodzi z łąk, pastwisk i polowej uprawy pasz, jest produktem współdziałania fizycznej i życiowej organizacji gospodarstwa. Ten produkt — bogactwo traw i ziół — nie służy żywieniu człowieka, lecz przeżuwaczy, i za pośrednictwem roślinnych resztek oraz nawozu i gnojówki — żyzności ziemi. Bydło zjada i przetwarza ogromne masy roślinne tak, jakby potrzebowało ich wyłącznie dla siebie. A jednak jest zupełnie inaczej! Wznosi to, co w tych masach skrzepło jako kosmicznie ożywiająca siła kształtująca, w sferę swego analizującego, głucho odczuwającego ciała duszy, przesiąka tymi siłami odczuwania uwolnione z trawienia, przenikające cały leib eteryczne siły kształtujące i wytwarza w końcu produkt, który oddaje ziemi jako wartość dodaną i w ten sposób wspomaga gleby w trwaniu ku ciągłej dauerhumus-Dauerfruchtbarkeit.

To dokonujące się w rytmie roku i lat zdarzenie jest, podobnie jak krew, tylko z zewnątrz widziane obiegiem. Tak jak ta ostatnia odświeża się w płucach, nasyca na obrzeżach ciała wrażeniami percypowanymi w sercu i jest w nerce przeglądana pod kątem substancji użytecznych i nieużytecznych — tak też w organizmie rolniczym przebiega w metamorfozach droga wzrostu paszowego: ten odnawiają się każdego roku pod wpływami kosmosu i ziemi, wyrasta daleko na zewnątrz w obrzeżu gemarkung gospodarstwa, jest percypowany i analizowany przez stado bydła, przeglądany na ścianie jelitowej i przekształcany w nawóz, który zachowuje plon tego, co się stało, i kieruje je ku nowemu stawaniu się. Nie chodzi tu o powtarzanie tego samego, lecz o proces postępującego rozwoju.

Tak więc przez działalność bydła, patrząc od strony przyrody, spełnia się na najwyższym stopniu panujące w całej przyrodzie prawo «dawania i brania», a jednocześnie całe stado bydła dba bardziej niż jakiekolwiek inne zwierzę domowe o możliwie najdalej idącą Geschlossenheit organizmu gospodarstwa. Jest to jedyne w swoim rodzaju osiągnięcie bydła: że centrum i peryferia gospodarstwa naturalnie najpierw zrastają się w wyższą całość. «Mist tut mehr Wunder als die Heiligen.»[156] (Nawóz czyni więcej cudów niż święci.)

160

Człowiek i organizacja jaźni organizmu rolniczego

Naszkicowana fizyczna, życiowa i duszewna organizacja gospodarstwa rolnego jest makrokosmicznie dana przez siedliskowe współdziałanie królestw przyrody w polarnym polu napięcia ziemi i kosmosu. Zadaniem człowieka jest podnieść tę daną — wedle zasad leżących u podstaw jego mikrokosmicznej cielesnej i istotowej postaci — do wyższej jedności. Novalis ujmuje ten stan rzeczy w słowa: «Die Menschheit ist auf einer Mission, zur Bildung der Erde sind wir berufen.»[157] (Ludzkość jest w drodze misji — powołani jesteśmy do kształtowania Ziemi.) Spełnienie tej misji stawia sobie za zadanie rolnictwo biologiczno-dynamiczne, poszerzając zachodnio-chrześcijańską kulturę rolną przez antropozoficzną naukę duchową. Punktem wyjścia tych dążeń jest wspomniany Kurs dla rolników Rudolfa Steinera z roku 1924. Rolnictwo biologiczno-dynamiczne dąży do dalszego rozwijania siedliskowej praktyki, która w owym czasie wciąż jeszcze się sprawdzała — przede wszystkim przez kształtowanie gospodarstwa w organiczną całość, a ponadto między innymi przez specyficzne zabiegi nawożenia służące wspieraniu żyzności gleby i wartości odżywczej plonów. Dalszym celem dążeń jest tworzenie wspólnot gospodarczych, które nadają sobie porządek społeczny z samych warunków życia i pracy w rolnictwie — i które, promieniując na zewnątrz, wszczepiają społecznemu otoczeniu impulsy kształtowania społecznego.

Badania duchowe jako pośrednik między istotą a zjawiskiem

Kulturotwórcze w przyszłym sensie są idee i ich urzeczywistnianie w samostanowionej pracy. Z tego wyrasta wolny stosunek człowieka do siebie samego i do świata. W rolnictwie człowiek spotyka w codziennej pracy zjawiska przyrody i nieba, nieskończoność wszechświata. Zmysłowej percepcji ukazuje się ona jako skończona suma pojedynczych faktów, które jedynie na poziomie fizyczno-zmysłowej zjawiskowości pozwalają rozpoznać uchwytny w prawach przyrody związek[158][159]

161

— pozostając jednak dłużna. Pod tym redukcjonistycznym kątem widzenia nie wypełnia się bowiem pojęcie wszechświata jako całości, jako pełni; nie daje ono odpowiedzi na pytanie, co ożywia roślinę między niebem a ziemią, co ożywia duszą zwierzę i co każe człowiekowi pytać o jego origin w duchu. A właśnie to są pytania o stronę istotową. Pozostają one zamknięte dla samego tylko poznania przez zmysły. To ostatnie nie objawia tego, co się staje, lecz to, co się stało — co ukazuje się zmysłom jako forma, jako martwe odwzorowanie z nadzmysłowego żywo tworzącego ducha.

Nadrzędne pytanie, wobec którego staje dziś każdy człowiek dążący naprzód, nie dotyczy jedynie zjawiska, to znaczy strony formalnej rzeczy, lecz agensa, który tę formę tworzy. Formę postrzegamy zmysłami, które są związane z ciałem; istotę — organami duszewnymi, które możemy dopiero rozwijać na drodze indywidualnego szkolenia duchowego w tej części duszy, która swobodnie wznosi się ponad związanie z ciałem.[160] Z antropozoficznych badań duchowych dostępne są wyniki, które badacz ducha uzyskuje poprzez wolne od ciała poznanie na podstawie takich wykształconych wyższych organów duszewnych — i które może uchwycić myślące świadomości każdego człowieka. Istotowa rzeczywistość wyników antropozoficznych badań duchowych otwiera się zwykłej świadomości z jednej strony przez logikę — w nieskrępowanym myśleniu geisteswissenschaftlicher Ergebnisse wzajemnie się one podpierają i łączą w geistesreale Bildgedanken («realne duchowo myślo-obrazy») — z drugiej strony przez czyn: wykazują swą płodność w codziennym działaniu. Obie drogi poznania, pogłębione przez coś trzeciego, przez osobiste szkolenie duchowe, uzupełniają się nawzajem i pomagają duszy osiągnąć duchową pewność w Ja co do tego, co badacz ducha opisuje na temat świata istotowego, który tam tworzy, kształtuje i formuje. Antropozoficzne badania duchowe otwierają ludzkiemu rozumowi pogłębione rozumienie pojęcia całości. Człowiek uczy się pojmować siebie jako mikrokosmos, który zawiera wszystko to, co makrokosmicznie wypełnia wszechświat. W samopoznaniu, wspierany przez wyniki badań duchowych, może osiągnąć zdolność odkrywania swego duchowego pokrewieństwa z rzeczami i istotami ziemi i kosmosu. Przyroda nie jawi mu się dłużej jako suma pojedynczych faktów, które można dowolnie manipulować i które — w zaprzeczeniu ich własnej wartości — są wzajemnie zamienne, jak to znamionuje metody agroindustrializmu.

162

Aspekty problematyki społecznej

W przeciwieństwie do panującej tendencji, która czyni działającego człowieka zbędnym w przemysłowo ukierunkowanym rolnictwie, rozwój i prowadzenie biologiczno-dynamicznego organizmu gospodarstwa wymaga siły świadomości i radości pracy coraz większej liczby ludzi. Wraz z tym przeciwbiegiem, który rozpoczął się w latach 60. XX wieku, «kwestia społeczna» wkroczyła w rolnictwo — ponad sto lat po powstaniu miejskiego proletariatu w XIX wieku. Dziś na biologiczno-dynamicznych gospodarstwach stała się ona paląca. Jak wyłożono we wstępnym rozdziale, kapitał w przemysłowym procesie produkcji wytwarza podział pracy. Wielce różnorodne dzianie się życia między ziemią a kosmosem w rolnictwie i sposób, w jaki człowiek pracując wchodzi z nim w osobisty stosunek, gromadzi całość w obszary pracy. Ścisły podział pracy rozrywa człony organizmu rolniczego na części i usamodzielnia je. Aby tej wielkiemu niebezpieczeństwu zapobiec, należy od samego początku wewnątrz gospodarstwa dążyć do porządku społecznego ukierunkowanego na całościowe współdziałanie wszystkich członów organizmu Hoforganismus («organizmu gospodarstwa»). Ta nowa forma społeczna kształtuje się we wspólnotach odpowiedzialności czyli betriebsgemeinschaften. W formie zalążkowej obecne są one na wszystkich biologiczno-dynamicznych gospodarstwach. Każde dawne chłopskie gospodarstwo rodzinne rozwinęło się stopniowo — poprzez gromadzenie różnorodnych zadań — we wspólnotę odpowiedzialności związaną z rodziną.

Naprzeciw dalej idącym krokom ku tworzeniu wspólnoty piętrzą się niespodziewanie coraz wyższe przeszkody. W sensie bardziej zewnętrznym pierwszą przeszkodą jest kupno- i sprzedawalność praw. Prawo własności do gruntu i kapitału stało się zbywalnym towarem, przedmiotem gospodarczym, który ma cenę na rynku nieruchomości i kapitału. Nie inaczej ma się rzecz z handlem tak zwanymi «ekopunktami». Ze swej istoty prawa nie mogą być nigdy towarem. W życiu społecznym należą do sfery prawnej, nie do sfery gospodarczej. Nie można ich jak towarów dowolnie mnożyć ani zmniejszać stosownie do potrzeb. Prawa przejawiają się w umowach i kontraktach, przez które regulują się stosunki wzajemne między człowiekiem a człowiekiem. Jak jednak prawo może dojść znów do swego prawa, to znaczy stać się sprawiedliwym? Kto jest tym, który jako właściciel może dysponować prawami, kto zaś może nimi zarządzać zgodnie z rzeczą i istotą:

państwo, osoba prawna czy prywatna ręka? Ściśle rzecz biorąc — żaden z nich, dopóki grunt i kapitał są wnoszone na rynek, dopóki są zatem pomyślane jako kapitalizowalne i handlowane jako towar. Patrząc ku przyszłości: kto zatem może być właścicielem? Znowu tylko ludzie w instytucjach i organizacjach, które zarządzają tym prawem powierniczo zgodnie z duchowym celem i które przedmiot prawa oddają do użytkowania tym, którzy są do tego powołani.

163

W pierwszym przybliżeniu do tego celu przyszłości państwo oferuje formę prawną powiernictwa pożytku publicznego. Jest ona ukierunkowana na służenie dobru wspólnemu i odpowiednio do tego ograniczona do zdefiniowanych celów, które wykluczają własny interes. Rolnictwo pod to nie podpada; a priori zakłada się, że pracuje ono nastawione na zysk, czyli z myślą o własnym interesie. Nie dotyczy to biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi, która poważnie traktuje praktykowanie zasady organizmu i tym samym w wysokim stopniu służy dobru wspólnemu. Sprężyną nie jest tutaj własny interes w postaci ekonomicznego sukcesu, maksymalizacji zysku, lecz kulturowe dzieło «kształtowania Ziemi». Produkcja żywności, gdy ściśle kieruje się zasadą organizmu, jest zawsze ukierunkowana na dobro wspólne.

Większe biologiczno-dynamiczne gospodarstwa połączyły się w wielu miejscach z instytucjami pożytku publicznego, na przykład z instytucjami terapii społecznej i pedagogiki leczniczej, jak też z instytucjami badań i kształcenia. Pozwala to częściowo lub całościowo przenosić grunt i glebę w sferę użyteczności publicznej. Przeszkody jednak są wciąż bardzo wysokie i pilnie potrzebna byłaby ustawowa nowa regulacja dotycząca gospodarowania na rzecz dobra wspólnego. Gdziekolwiek ludzie zrzeszają się w imię biologiczno-dynamicznego gospodarowania rolniczego, pojawia się kardynalne pytanie o wyswobodzenie (wyzwolenie) gleby i kapitału ze starych więzów prawnych.

Tam gdzie takie wyswobodzenie udaje się w całości lub w części, powstają odpowiedzialne wobec siebie, zobowiązane dobru wspólnemu wspólnoty gospodarcze. Ustanowienie nowej formy prawnej neutralizowania własności gruntu i kapitału i ćwiczebne jej praktykowanie — oto cel tak zwanych wspólnot rolniczych (LWG). U ich podstaw leży idea, że każdy człowiek od urodzenia ma prawo do kawałka ziemi, której rozmiar mierzy się liczbą ludzi zamieszkujących określone terytorium —

— jak mówił Rudolf Steiner — «idealnie-realnie».[161] To uprawnienie zapewnia każdemu człowiekowi z jednej strony fizyczno-cielesne istnienie, z drugiej zaś zobowiązuje go do powierniczego przejęcia odpowiedzialności za pielęgnację tego kawałka Ziemi. W przemysłowym, podzielonym na prace świecie jednostka nie może zrealizować swego uprawnienia. Może jednak zjednoczyć się z innymi ludźmi i grupami rolników w LWG, która w idealnym przypadku wykupuje jakieś gospodarstwo rolne ze starych więzów prawnych, inwentaryzuje je zgodnie z potrzebami biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi i zleca rolnikom realizowanie zobowiązań użytkowania wynikających ze zbiorczych uprawnień wszystkich członków. Tej próbie — przemiany prywatnie swobodnie dysponowalnej własności gruntu w czyste prawo użytkowania, które jednostkowej inicjatywie daje tyle samo swobodnego pola co społecznej woli kształtowania wielu — panujący porządek prawny, przede wszystkim przez prawo podatkowe, stawia wielkie opory. Odważyć się na taki krok wymaga zaufania, gotowości do ryzyka, odwagi i siły inicjatywy, a nadto wysokiej miary zmysłu rzeczywistości i zmysłu wspólnoty — cnót, które rozkwitają wówczas, gdy otwiera się dla nich takie pole ćwiczeń. Pokrewne próby ponownego wprowadzenia ludzi w odpowiedzialnie czynny stosunek do ziemi otwierają się w solidarnym rolnictwie, które w Ameryce Północnej pod nazwą Community-Supported-Agriculture (CSA) znalazło szerokie zastosowanie.[162] O pewnej LWG w Anglii pisze Tom Petherick.[163] W rozmaitych odmianach spotyka się LWG i dążenia solidarnego rolnictwa w różnych krajach Europy. W przypadku solidarnego rolnictwa chodzi przede wszystkim o społeczne ukształtowanie stosunku między wytwórcami a konsumentami.

164

W jednym przypadku jakaś wspólnota konsumentów dzierżawi kawałek ziemi, szuka ogrodnika, który według wszelkich reguł sztuki biologiczno-dynamicznego ogrodnictwa wytwarza wszystkie warzywa — delikatne i do przechowywania — jakich potrzebuje wspólnota. Koszty eksploatacji i utrzymania budżetowane są z rocznym wyprzedzeniem i prefinansowane w uzgodnionych ratach. Po upływie roku gospodarczego sporządza się bilans: Jeśli pozostają nadwyżki, przenoszone są na budżet roku następnego, straty zaś wyrównywane są proporcjonalnie —

— każdy członek ma swobodę przyłożenia ręki do pracy, a każdy może korzystać według potrzeby z tego, co sezonowo dostępne jest w zbiorach. Ceny za jednostkę towaru nie ma, a zatem nie ma też kasy.

165

W drugim przypadku wspólnota konsumentów współpracuje — na podobnych warunkach — z istniejącymi biologiczno-dynamicznymi gospodarstwami. Albo też powstają porozumienia w sensie systemu abonamentowej skrzynki: cotygodniowe udostępnianie sezonowo dostępnej palety produktów, abonowanej po stałych cenach, z reguły z własnej produkcji i przetwórstwa gospodarstwa.

W taki oto sposób powstają w wielu miejscach pomosty, które przede wszystkim na polu gospodarczym ugruntowują międzyludzkie zachowanie społeczne ukierunkowane na dostrzeganie wzajemnych potrzeb i które buduje asocjatywną świadomość na rzecz tworzenia regionalnych rynków — rynków, które ze swej strony pomagają rolnictwu uwolnić się z kajdan globalnego agroindustrializmu.

O kształtowaniu i zdolności do działania rolniczych wspólnot gospodarczych

Największym wyzwaniem w obliczu palącej kwestii społecznej w rolnictwie — wyzwaniem, które musi przynieść odpowiedź zdolną przetrwać próbę czasu — jest tworzenie wspólnot gospodarczych. W przyszłości będą one musiały stać się tą formą życia społecznego, która zajmie miejsce dawnych więzów rodzinnych i chłopskiej wspólnoty. Rolnicze wspólnoty gospodarcze są miejscami szkolenia, w których każdy wkracza na drogę ćwiczeń prowadzącą ku wyższej pewności duchowej,

  • aby z wolnej, indywidualnej inicjatywy chcieć współpracy. Powodzenie zależy od «duchowego kredytu», na który wspólnota musi się najpierw zdobyć — w swoim wspólnym trudzie, by okazać się go godną.
  • aby przez uchwycenie istotowej całości gospodarstwa w każdym jego obszarze odpowiadać w porę na wszystkie potrzeby biologiczno-dynamicznej praktyki.
  • aby w przezwyciężeniu pracy najemnej, opartej na cudzym poleceniu, to, co samodzielnie rozpoznane, czynić samemu — w pracy bezwarunkowej.

Wspólnota gospodarcza nadaje sobie swój porządek społeczny sama. Kształtuje się on z harmonijnego współbrzmienia myśli, odczuć i impulsów woli uczestniczących. Jego żywe oddziaływanie wymaga nieustannej

166

Kultywacji. Wspólnota gospodarcza będzie działać skutecznie i dalekowzrocznie wtedy, gdy każdy uczestnik będzie miał w polu widzenia swoje własne życie duszy i pielęgnował je — tak jak wspólnota pielęgnuje swoje wspólne, mając na względzie wspólnie obrany cel.

Wola w wolności – droga do wspólnoty inicjatyw

Aktywne myślenie dążące do jasności myślowej i wczuwające się w postrzeżenia uczucie oddają się całkowicie w służbę woli (Rysunek 10, s. 172). Myślenie zapala ją i wskazuje jej kierunek, uczucie ożywia ją i nadaje jej głębię i rozległość. Ludzie łączą się we wspólnotę gospodarczą z indywidualnych pobudek. Jest nią motyw, by wspólnie z innymi prowadzić gospodarstwo biologiczno-dynamiczne. Motywy są albo jeszcze dość nieokreślone — mniej lub bardziej ciemny popęd, subiektywny, splatający się z losem — albo już jaśniejsze myślowo, skierowane przez świadome zmierzenie się z daną rzeczywistością. Gdy potem razem waży się skok w nieznane, jest i pozostaje to początkowo wspólnotą motywów zebranych przypadkowo. Człowiek spostrzega, jak mało niesie osobisty motyw, jak chętnie współpraca chciałaby wciąż opierać się na więzach przyjaźni. Te jednak — podobnie jak sam motyw — zdeterminowane są przeszłością i rychło pojawiają się rozczarowania, konflikty, ba, nawet wyobcowanie. Można wtedy być tylko wdzięcznym, gdy bieda rządzi kuchnią, gdy konieczność nakazuje rozsądek i dominuje humor. Takie czasy przymusu, zmuszające do ograniczenia się do istoty, do wyzwań, których wcześniej nikt się nie domyślał, rozjaśniają wciśniętą ciemno w motyw wolę. Wspólna rozeznanie zaczyna przejmować wodze tam, gdzie dotąd pchała konieczność. Chodzi jednak właśnie o pielęgnację tego rozeznania. Dokonuje się ono indywidualnie i we wspólnocie na różnych poziomach: indywidualnie rozeznanie poszerza się przez szkolenie myślenia i uczucia w przeżywaniu rytmicznej zmienności zjawisk przyrody w zwierciadle przemian stosunku Ziemi, Słońca, Księżyca i gwiazd w biegu roku, dalej w oglądaniu spoczywającego świata skał w kształtach krajobrazu oraz w przemianie procesów życiowych w glebach, roślinach i zwierzętach — i całościowo jako członów wyższej całości. Zainteresowanie budzi się jak na nowo zrodzone; to, o czym sądzi się, że się wie, staje się ponownie pytaniem; z przytłumienia motywu budzi się gesinnung badacza; oglądowi otwierają się w nowy sposób powiązania relacyjne, rozwija się osobiste, poznające

167

odniesienie do rzeczy i istot przyrody; umacnia się pewność w sądzie, a wraz z nią przytomność ducha i zdecydowanie, by to, co czasowo konieczne, chcieć czynić w wolności.

Ta osobista droga poznania wytwarza obrazy myślowe o równie wielu obliczach, ile jest ludzi, którzy chcą tą drogą podążać. Bezobrazowy intelekt usiłuje sprowadzić je metodycznie do ogólnej formuły, która wymazuje treść obrazu, a tym samym związek z poznającą duszą-duchem. Co pozostaje, to pojęcie — martwe odwzorowanie konkretnego przeżycia — i wiedza tego rodzaju oddziela się — niczym martwa pustynia — od życiodajnej rzeczywistości, wobec której staje się przeżywając. To odczucie może mieć ten, czyim właśnie motywem jest sprawiedliwe obchodzenie się w prowadzeniu gospodarstwa z istotą tego, co żywe. Napotyka się tu na sprzeczność, że zwykłe, związane ze zmysłami myślenie nie dociera do tajemnicy życia. Jednak te martwe, abstrakcyjne formy pojęciowe, kształtujące się na świecie zmysłowym, tworzą właśnie warunki konieczne do wzniesienia się ku poznaniu życia. To myślenie pojęciowe rozwija i wyostrza samoświadomość. W tej rozjaśniającej się samoświadomości żyje poznające samo siebie Ja, jądro istoty człowieka. Łączy ono w działalności duszy — w myśleniu i uczuciu — myślowe odwzorowania zmysłowego świata form z siłą ducha, która wypływa z istotowej natury Ja. Ta droga, na której zewnętrznie skierowane poznanie przyrody łączy się z wewnętrznie skierowanym samopoznaniem w Ja, otwiera człowiekowi dopiero możliwość wolnego samostanowienia, a poznaniu przyrody pierwsze, omackiem stawiane kroki ku zbliżeniu się do istoty tego, co żywe. Myślenie w logicznym łańcuchu przyczynowym abstrakcyjnych pojęć rozszerza się ku ruchliwym obrazom-myślom. Szukają one w oglądzie powiązań relacyjnych, przez które poszczególne fakty pojęciowe stają się przeżywalne. Wkracza się na drogę samoszkolenia w myśleniu i uczuciu, która zapładnia i ożywia naukową drogę poznania przez sztukę.

Za każdym aktem postrzeżenia stoi cały człowiek. To, co postrzega, wpisuje się w jego niesione odczuciem życie myślowe; jest to objawienie ducha w obrazie, który dusza maluje w myślach. Myśl żyje w tym obrazie. Szkolenie poznania polega na utrzymaniu pojęcia — mocą samoświadomości — w tym powiązaniu obrazowym, z którego zostało uchwycone. Chodzi o to, by obrazu jako subiektywnie odczutego udziału w akcie poznania nie wymazywać na drodze

168

abstrakcji, lecz przeciwnie — oczyszczać go w górę, tak by tkwiący w nim ukryty duch mógł żywo objawić się w myśli. Goethe w swoim sposobie obserwacji przyrody przezwyciężył rozdzielenie podmiotu i przedmiotu. Zbliżył się tak bardzo do rzeczywistości prawdy, która prześwieca przez całe jego dzieło, że w myśleniu ożywionym w oglądzie odczuwał tego samego działającego ducha, który w przyrodzie zaczarował się w zjawisko.

Wewnętrznego wysiłku wymaga wyodrębnienie z sumy uczuć tych, które z nadmiernej sympatii lub negującej antypatii fałszują zjawisko. To samoświadomość dokonuje tu wyboru — oddziela istotną treść obrazu określającego pojęcie od tego, co nieistotne. Samoświadomość spaja myśl i obraz tym bardziej w jedność, im bardziej poznająca dusza zwraca się ku zjawisku w czci, wierności i miłości. Kształtuje się sąd, w którym wspóldźwięczy to, co duchowe, skrycie «walczące» w postrzeżeniu — na przykład żywy związek Ja–gąsienica–kokon–motyl, darlejący się w metamorfozie. To, co kryje się w zmysłowym zjawisku jako duchowo czynna zasada, objawia się myślącemu świadomości przez naukę, która bierze ducha samego za przedmiot postrzeżenia. Wyniki tych badań duchowych leżą w formie idei. Gdy się je studiuje, to, co duchowo-odczute w zmysłowych obrazach myślowych, rozjaśnia się ku myślom-duchowym, ku ideom, które nadają działalności duszy woli moralną siłę działania. Teraz myślenie i uczucie mogą zanurzyć się w wolę i stać się z nią jednym. Dopiero teraz, w takich gwiazdowych chwilach, może powstać prawdziwie wolna inicjatywa. W grupie współpracujących ze sobą ludzi zapala się ogień entuzjazmu i w zlewie swobodnej, indywidualnej woli prowadzi ich do wspólnoty inicjatywnej (Rysunek 10, s. 172).

Dopiero gdy w świadomym wzmocnieniu Ja-myślenie i Ja-uczucie stają się jednym z wolą, dusza-duch człowieka może wznieść się ku poziomowi poznania intuicji — ku źródłowemu miejscu prawdziwie wolnego czynu. Lecz jak jeszcze dalecy jesteśmy od tej wysokiej zdolności do nadzmysłowego poznania. Kto jej szuka, musi w wolnym samostanowieniu oddać się ćwiczeniom duszy. W jaki sposób można takie — na przykład w pracy na polu — uprawiać? Cały dzień pracowało się ciężko ciałem, było się całkowicie zatopionym w woli. Potem, po wykonanej pracy, wychodzi się jeszcze raz — ożywionym przez wrażenia

169

dnia — w skupionej pogodzie ducha przez pole; nagle, tak niespodziewanie jak błysk, napada intuicja — jednoznaczna pewność, co dnia jutrzejszego w całości gospodarstwa należy uczynić. Jest się w obrazie, żyje się przytomnie duchem z przyszłości w teraźniejszość. Uczynienie samej pracy w tym sensie drogą samoszkolenia ku terminowej, intuicyjnej zdolności decyzji sprawia, że wspólnota inicjatywna staje się — choćby na gwiazdowe momenty — wspólnotą intuicji. Doświadcza się, jak ideał i duchowa rzeczywistość zbliżają się ku sobie.

Czucie w równości – droga do żywego poczucia prawa

W czuciu człowiek przeżywa się śniąco bliski duchowi (Rysunek 10, s. 172). Ku górze, w stronę przebudzonego myślenia, czucie się rozjaśnia, traci jednak bliskość ducha. Ku dołowi, w stronę woli, napełnia się duchem coraz pełniej, gubi się jednak w końcu w nieświadomości. W czuciu człowiek żyje całkowicie teraźniejszościowo w zmiennych nastrojach bieżących wydarzeń i stosunków między ludźmi. Ani przeszłości, ani przyszłości nie można czuć w równy sposób. Obydwie muszą się najpierw uteraźniejszawiać: przeszłość — przez to, że jest myślowo odtworzona; przyszłość — przez to, że jest wyczuwana naprzód. Każde gospodarstwo ma swoją, każda wspólnota wiejska swoją biografię. Złożona jest ona w rocznikach, które dają jedynie cienisty obraz życia, cierpień i dążeń minionych pokoleń. Biografia ta wpisała się również w krajobraz, w pola, łąki, lasy, stan zwierzęcy i tak dalej, w atmosferyczne obrzeże. Na te znaki-pamiątki musi gospodarz nakierować swoją uwagę z empatycznym odczuciem, musi w myślach przyswoić sobie rozumienie dziejów sięgające jak najdalej wstecz, które daje pożywkę jego czuciu. Tylko przez takie świadome wyczuwanie przeszłości może na nowo nauczyć się — w czci, miłości i wierności — to, co się stało, przeobrażać w to, co teraźniejsze. Dotyczy to wszystkiego, co dziś jako zadanie jest nam czasowo konieczne: ożywienia organizmu rolniczego wraz ze wszystkimi organami, które go konstytuują, oraz świadomego wszczepienia myśli o rozwoju przez pracę niesioną ideami. Myślenie snuje czerwoną nić dokonań kulturowych przeszłości aż po teraźniejszość i wzmacnia siłę czucia dla tego, czego tu i teraz przyroda pytająco od nas oczekuje.

170

Tak samo trzeba dążyć do wyrobienia w sobie historycznej świadomości dotyczącej przemian i przekształceń poczucia prawa w gromadach wiejskich i — w inny sposób — w rozwijających się miastach, a ponadto tego, jak poczucie prawa — zawłaszczone przez abstrakcyjne myślenie — zakrzepło w roszczenia do prywatnej własności i jak w ten sposób powstała głęboka przepaść między prawem a sprawiedliwością. W odczuciu zgubności tej przepaści może się obudzić myślenie i tworzyć urządzenia, w których — wyłącznie ze stosunku człowieka do człowieka — czucie może stać się nośnikiem żywego poczucia prawa wśród równych. Taką instytucją chce być wspólnota gospodarcza.

Pielęgnowanie silnego czucia odnosi się z jednej strony do stosunku, jaki szukamy z rzeczami i istotami przyrody, z drugiej — do wszystkiego, co rozgrywa się między człowiekiem a człowiekiem. Wszystko to paruje ku artystycznej formie wyrazu. Jeśli na przykład świadomie powstrzymuje się myślenie i pozwoli oku spocząć na prześwietlonym słońcem, dojrzewającym polu zbożowym, to wzrok szukając dotyka czegoś, czym anschauung dopiero się nasyca; szuka na przykład błękitu nieba w chabrze, który gdzieniegdzie wyłania się ze złotego tła kłosów falującego zboża, promieniując. Albo przenosi się w nastrój, gdy — wiadomo skąd — przy pracy w ogrodzie dołącza się do nas sikorka w swojskiej bliskości. I tak jest ze wszystkim, co w biegu roku towarzyszy nam w sposób istotowy. Patrząc na to z zainteresowaniem, rodzą się nastroje, które budzą zmysł piękna. Im bardziej ten wzrasta, tym bardziej nie da człowiekowi spokoju — by dawał mu życie w każdej pracy, we wspólnocie społecznej, we wszelkich świętowaniach.

Nowoczesne rozumienie siebie przez człowieka paruje ku pytaniu, jak czucie ponad osobistymi sprawami się pogłębia, jak — wsparte przez myślenie odniesione do rzeczywistości i oczyszczoną wolę — może stać się organem percepcji dla tego, co w przyrodzie i w ludziach działa jako duszewno-duchowe. Wobec przyrody może się to dziać na przykład przez to, że przebywa się w zimową noc na dworze, na polu — nad sobą wlewający się blask świetlisty nieba obsypanego gwiazdami, wokół nieruchomy w trzaskającym mrozie krąg powietrzny, pod sobą, spokojne w sobie, kryształowe głębiny. W spokoju myśli czuje się nieskończoną wzniosłość rozległej polarności; czuje się wyżyny i głębiny w sercu — jak ściągnięte do jednego punktu — ocieplające to, co niepojęte. Gdy czyni się to samo w noc późnoletnią, serce czuje się rozszerzone w krąg. Czuje się wplecionym w powietrze i ciepło

171

i w to, co z harmonijnego współbrzmienia wyżyn i głębin, wyrastając z ziemi, napełnia krąg życiem. Tak samo można się wczuwać w wiosenne zdarzenie, gdy siły wyżyn i głębin zaczynają się przenikać, a ziemia to, co duchowo w niej ukryte, wydychając w powietrze i ciepło, przywodzi do zjawiska; albo w jesienne zdarzenie, gdy te siły zaczynają się rozluźniać, a ziemia w zewnętrznym zamieraniu wdycha duchowy owoc biegu roku.

To skierowane na zewnątrz przeżywanie zjawisk przyrody indywidualizuje się w odniesieniu do całości gospodarstwa. Dopiero w intymności czucia ożywa pojęcie zamkniętości organizmu rolniczego. Gdy samo czucie staje się organem głębszego przeżycia przyrody, idzie się samotną drogą, lecz po utorowanym szlaku. To, co się czuje, jest z góry dane, przybrało postać naoczną. Inaczej jest w stosunku człowieka do człowieka. Tam brakuje danego z góry sensu przyrodniczego prawa. W ludzkim współbyciu indywidualne czucie jednego spotyka indywidualne czucie drugiego. Na tej samej duszewnej płaszczyźnie stosunek ten naznaczony jest wszystkimi odcieniami sympatii i antypatii, potwierdzenia i zaprzeczenia, piękna lub brzydoty i tak dalej. Przy całym tym bogactwie odcieni trzeba sobie przyznać, że ten lub ów sposób czucia jest obiektywnym faktem i że siłą myślenia i woli trzeba dopomóc czuciu, by w znalezieniu swojego punktu równowagi obudziło poczucie prawdy. To jest to wczucie serca, które w drugim człowieku rozpoznaje równego, które tworzy zaufanie między człowiekiem a człowiekiem i przez to grunt dla poczucia prawa. Myślenie odniesione do rzeczywistości rozjaśnia poczucie prawa między ludźmi i zagęszcza je w porozumienia i prawa. W oczyszczonej woli rozpala ono inicjatywę — miłość do czynu. W zaufaniu żyje społeczny konsens; przemienia ono sprzeczną nierówność w duszewnym przeżyciu w świadomość godności równości wobec prawa. Zaufanie buduje na przeszłości i patrzy bez zastrzeżeń na to, co przyszłe.

W prawie utrwalone jest pełne zaufania porozumienie, które w swoim czasie miało moc obowiązującą. Grozi mu stanie się społecznym zakładnikiem, gdy trwa bez przeobrażenia, gdy «jak wieczna choroba dalej się dziedziczy»160. Prawdziwe życie prawne ufundowane na moralności może powstać dopiero wtedy, gdy zaufanie w grupie współpracujących ludzi nieustannie[164]

172
Abbildung 10: Das Wirken der Seelentätigkeiten der Betriebsgemeinschaft in die drei Wesenglieder des landwirtschaftlichen Organismus.

z ducha na nowo się rodzi. Zaufanie żywi i niesie poczucie prawa. Gdy zostaje złamane, nie ma żadnej siatki bezpieczeństwa, żadnego zadośćuczynienia przez wyrok sędziowski; przeżywa się wtedy sięgające w nieskończoność rozczarowania; duszewny grunt prawa zaufania, na którym tak pewnie zdawało się stać, rozpłynął się w czystą nicość.

Do rozkwitu wspólnoty gospodarczej należy dlatego nigdy nie ustająca pielęgnacja i wzmacnianie zaufania, a wraz z nim poczucia prawa — aż w najmniejsze rzeczy codzienności. Przyjaźnie nie stanowią zwykle pewnej podstawy dla trwałego zaufania we współpracy. Mają swoje źródło w przeszłościach losu, to znaczy w okolicznościach, które były inne niż obecne. Zyskują niosącą dalej trwałość dopiero wtedy, gdy rozwijają się ku przyjaźniom ducha. Te odnajdują się w ideale i w inicjatywie, by to, co ujęte w duchu, stało się bezwarunkowo czynem. Dopiero na tej podwójnej podstawie doświadczenia myślenia i woli może zaufanie wzrastać. Z jego substancji ducha uczy się wyczuwać naprzód to, co przyszłe.

W praktyce wspólnoty gospodarczej budowanie zaufania opiera się na tym, że każdy uczestnik żyje w świadomości swej istoty zakorzenionej w duchu oraz tego, czym jest indywidualny i wspólny cel dążenia. By zyskać w tej kwestii jasność, pomaga studium antropozoficznej nauki duchowej w najszerszym sensie, pielęgnowanie myślenia anschauującego i jego pogłębianie przez medytację, a także medytatywny obcowanie z ezoterycznym zasobem sentencji Rudolfa Steinera.161 Ponadto zaufanie gruntuje się na konsensie w kwestiach dotyczących wkładu każdego z osobna: jakie zdolności może wnieść jednostka, jak i gdzie jest się gotowym — z świadomości dla całości gospodarstwa — przejmować współodpowiedzialność za jego część, jak być sprawnym życiowo i przytomnym duchem o każdej porze i wszędzie bezinteresownie stawać w wyłom i jak jest się skłonnym we wszelkiej działalności dawać wyraz postawie estetyczno-artystycznej. Ażeby takie pytania stawały się świadome i pobudzały kształtowanie zdolności, trzeba tworzyć instytucje, o których mowa na stronie 177 i następnych (rozdz. «Zur geistigen Entwicklung und Führung einer landwirtschaftlichen Betriebsgemeinschaft»).

173

Myślenie we współczłowieczeństwie (braterstwie) – droga do solidarnej gospodarki

Gdy schodzi się z obszaru wolnej woli, indywidualnej inicjatywy, w tę sferę, w której z budowania zaufania wyrasta poczucie prawa, by być równym wśród równych, przed myślącą świadomością otwiera się nowe pole doświadczenia (Rysunek 10, s. 172). W potocznej świadomości myślenie opiera się na spostrzeżeniach zmysłowych. W życiu społecznym musi ono z tego wznieść się ku światu zjawisk, które dopiero we wspólnym ludzkim obcowaniu powstają. Są one wyrazem tego, co duchowo-moralnie porusza ludzi. Sposoby działania są zjawiskiem — i myślenie musi teraz szukać dróg, jak można różnorodność tych przeważnie instynktownie prowadzonych zachowań natury ludzkiej kierować we właściwe tory. Tu, w sferze życia społecznego, myślenie nie odzwierciedla już tylko tego, co zmysłowo uchwytne, lecz staje przed zadaniem, by czynnie wytwarzać to, czego jeszcze nie ma lub co dopiero powstaje. Musi ono[165]

174

z przeżycia tego, co duchowo-moralne w ludziach, stać się myśleniem kształtującym — takim, które w poznaniu wolnym od cielesności dochodzi do sądów zgodnych z duchowo-moralnym światem. Porządkowi natury immanentna jest konieczność, prawo; dla porządku społecznego to, co duchowe, musi się dopiero w myśleniu wolnym od zmysłowości skondensować w poznaniu do prawa moralnego. W myśleniu kształtującym przyszłość rozświetla teraźniejszość, samo działanie staje się nakierowane na przyszłość. Uświadomić sobie tę prawdę we współpracy praktycznej — to dopiero otwiera spojrzenie na drogę, na której krok po kroku wspólnota gospodarcza uczy się zdobywać zdolność do działania i do samoprowadzenia. Staje się tym samym miejscem inicjalnym gospodarowania zarówno od strony natury (w sensie kształtowania organizmu gospodarstwa), jak i od strony życia społecznego; staje się punktem wyjścia solidarno-asocjacyjnego gospodarowania, które jako autonomowe ogniwo włącza się w organizm społeczny (Rysunek 10, s. 172). Gospodarowanie artykułuje się w trzech funkcjach: wytwarzanie, podział i zużycie. Wewnątrzbetriebowe gospodarowanie ma za cel zaspokojenie potrzeb ziemi, użyźnienie gleby. Dokonuje się to np. przez wytwarzanie własnych nawozów gospodarstwa, ich rozdzielenie po polach i ich zużycie przez rośliny.

Zewnętrzne gospodarowanie, które łączy się z produkcją rolniczą, ma za cel zaspokojenie ludzkich potrzeb w zakresie żywności. W obydwu przypadkach potrzeby mają naturę wolicjonalną, a więc duchową.[166] Uchwycić je i zaspokoić przez obieg gospodarowania — to zadanie myślenia kształtującego. W gospodarowaniu zjawiskiem, do którego ono się odnosi, jest potrzeba. Wewnątrzbetriebowo artykułuje się ona w każdym przypadku z całości organizmu gospodarstwa. By zaspokoić potrzebę, trzeba myśląco zanurzyć się w żywy splot powiązań, myśląco ważyć każde działanie pod kątem wspierania lub hamowania i myśląco wcielić wynik przez czyn w organizm gospodarstwa. Natura zaspokaja przez swoją immanentną mądrość swe potrzeby sama. W rolnictwie człowiek wyciska zarazem

175

swe potrzeby na naturze, np. w uprawie roślin kulturowych i w hodowli zwierząt domowych. By pogodzić jedno z drugim, rolnik musi nauczyć się przez myślenie kształtujące budować pojęcie zamkniętości organizmu rolniczego. Dopiero z niego, na wyższym stopniu, można wywieść wszelkie działania, które nie tylko zaspokajają ludzką potrzebę żywności, lecz zarazem uwzględniają utajone potrzeby natury w zakresie przyszłego rozwoju.

Produkt rolniczy staje się bezpośrednio lub przez przetworzenie wyrobem, towarem, który ma wartość odżywczą lub użytkową określoną przez warunki wytwarzania. Na tej wartości musi mierzyć się cena. W życiu gospodarczym w ogóle tego wymiaru nie może wyznaczać jednostka — sprzedawca, przedsiębiorca — lecz wyłącznie przez porównanie wszystkich świadczeń, jakie wszyscy inni w obiegu gospodarczym od wytworzenia produktu aż po jego zużycie wnieśli. Ten rozległy splot powiązań, z którego wyłania się wartość wytworzona przez produkt, musi być ujęty w myśleniu całościowo, a zarazem przez myślenie kształtujące trzeba usiłować przybliżyć cenę do obiektywnej wartości. W zakresie tworzenia wartości i ceny w rolnictwie szczególność stanowi «uzdolnienie naturalne» właściwe danemu miejscu. Jak człowiek wnosi swoje zdolności produktywnie w życie gospodarcze, tak natura wnosi swą moc twórczą (zdolność) w zakresie klimatu, gleby, topografii itd. Na przykład stromy stok południowy w ciepłych okolicach jest nieodpowiedni dla uprawy zbóż, lecz bardzo odpowiedni dla winiarstwa; głęboka, płaska gleba lessowo-czarnoziemna jest przy równym nakładzie pracy nieporównanie bardziej produktywna niż płytka, kamieniołomna gleba na stoku lub w terenie pagórkowatym.

Suma wszystkich wzajemnych relacji, które przez współpracę w życiu społecznym powstają i które poprzedzają zaspokojenie potrzeb, nie jest w swej równoczesności i następstwie uchwytna przez sąd jednostkowy. Trzeba stwarzać możliwości, by w regularnej wymianie własna dynamika rozpłynęła się w zbiorowym sądzie wspólnoty. Z takiego wysiłku rodzi się wspólny zmysł, który całą pracę geisteswissenschaftlich celowo i stosownie do czasu ukierunkowuje na całość gospodarstwa. Ten wspólny zmysł, czyli społeczny zmysł rzeczywistości, otwiera pole codziennego ćwiczenia — zarówno w obszarze pracy praktycznej, jak i w relacji człowieka do człowieka.

To, co rzeczowo konieczne, np. wyważone zharmonizowanie wszystkich ogniw z całością organizmu gospodarstwa, musi być ujęte żywo we wszelkich szczegółach jako sąd wspólnoty i stać się wytyczną dla działania każdego

176

z osobna. Dopiero oparta na doświadczeniu, wszechstronna znajomość rzeczy tworzy konsens. On stanowi fundament współpracy, stwarza przejrzystość i budzi radość ze zrównoważonego (ekonomicznego) współbrzmienia wszystkich ogniw i organów organizmu gospodarstwa w jedną całość.

Również ludzkość we wzajemnych stosunkach w gospodarowaniu wyrasta ze zbiorowego sądu wspólnoty. Gdzie zamiast tego rządzi sąd jednostkowy, tam toruje sobie drogę egoizm; powstaje konkurencja, wzajemne wyzyskiwanie, walka o wypieranie z rynku, industrializm agrarny. Zbiorowy sąd wspólnoty w gospodarczym współżyciu powstaje z zainteresowania tym, co robi drugi. Postawa pytania «Gdzie jest niedostatek, gdzie potrzeba pomocy?» musi być we wspólnocie żywa wobec każdej jednostki. Granice między obszarami zadań — zarówno wewnątrzbetriebowo, jak i wobec stowarzyszonych zakładów przetwórczych i zbytu hoferskiego — muszą stawać się ruchome i przepuszczalne w celu wzajemnej pomocy. Postawa szukania podstawy dla własnej działalności gospodarczej w potrzebie drugiego tworzy myślącej świadomości nowe pole doświadczenia — takie, które czyni ze dążeń innych treść swego wyobrażenia. Na tej drodze powstaje asocjacyjne współogarnięcie pól działalności; myślenie kształtujące wskazuje woli drogę do asocjacyjnego działania, tj. działania w braterstwie. Na tych nowych brzegach gospodarowania opartego na ludzkiej wspólnocie coraz częściej próbuje się lądować, np. w hurcie ekologicznym i ekologicznym handlu detalicznym oraz w przetwórstwie. Brzeg sam w sobie jest jednak progiem między rolniczą produkcją pierwotną a kształtowanym przez podział pracy obiegiem gospodarczym. Na tym progu — granicy gospodarstwa — towar, obiektywna wartość własna prabyt wartości z ożywionej i ożywionej duszą natury, jest wyceniany przez subiektywne wartościowanie handlarza i konsumenta. W asocjacyjnym gospodarowaniu to wartościowanie każdego uczestnika może, dzięki powszechnie pożądanej przejrzystości, opierać się na konkretnych, naocznych faktach, które ostatecznie swój prabyt mają w cielesno-duchowych i duszycznych potrzebach bliźnich. Konkretnie znaczy to: biologiczno-dynamiczne gospodarstwa muszą otwierać się na przetwórstwo, handel i konsumentów, stawać do dialogu we wszelkich kwestiach merytorycznych i rozwojowych, wspólnie szukać rozwiązań, zawierać porozumienia, podpisywać umowy.[167]

177

Dokładniej patrząc, «nowe brzegi» tworzą obie strony granicy gospodarstwa. Jeden brzeg graniczy z naturą i stanowi zewnętrzną skórę organizmu gospodarstwa, drugi brzeg graniczy z emancypowanym życiem społecznym. To ostatnie może kształtować się w trójczłonowy organizm społeczny tylko o tyle, o ile obejmuje rolnictwo — o ile ludzie rozpoznają, jaki potencjał leży w rolnictwie ukształtowanym od nowa w duchu zasady organizmu. Biologiczno-dynamiczne gospodarstwa zaczynają małymi krokami, niejako jako prekursorzy, praktykować zasadę asocjacji w ramach lokalnym i regionalnym. Mogą tym samym pobudzać do dalej idących współprac i zaszczepić gospodarstwu ogólnie miarę, która uwalnia je od przymusu wzrostu właściwego kapitalizmowi.

Im świadomiej wspólnota gospodarcza szuka kształtowania swego gospodarstwa jako organizmu, tym bardziej współpraca sama z siebie artykułuje się w duchowy, prawny i gospodarczy obszar działalności. Choć te ogniwa wzajemnie się przenikają, są jednak doświadczane jako od siebie oddzielone dziedziny. I cała duchowa moc wspólnoty gospodarstwa musi być nakierowana na to, by to, co rozdzielone — zarówno ideowo w obrazie, jak i przez pracę — sprowadzić do wyższej całości. Tu, z dala od dzisiejszego «mainstreamu» gospodarowania, otwiera się pole ćwiczenia — niejako szkoła wstępna ku prawdziwej praktyce społecznej, która w myśleniu kształtującym daleko poza granicami gospodarstwa daje zakorzenić się impulsowi trójczłonowości organizmu społecznego (Rysunek 11, s. 189).

O duchowym rozwoju i kierowaniu rolniczą wspólnotą gospodarczą

Pierwsze na świecie założenie wspólnoty gospodarczej, które się ostało, sięga roku 1968.[168] Od tamtej chwili powstawały, zachęcane przez ducha czasu, na większych gospodarstwach podobne pionierskie przedsięwzięcia społeczne. Pobudką była konieczność posiadania kanonu wzajemnie uzupełniających się zdolności oraz dzielnych rąk do sprostania wielości zadań; dalej — wyzwolenie ziemi i kapitału z więzów dziedzicznych praw, a także kroki ku przezwyciężeniu zależnej pracy najemnej.

178

Doświadczenie pokazuje teraz: cel ujęty w idee rozpięty jest nieosi­ągalnie daleko w przyszłości, a zdolności — by sprostać mu indywidualnie i we wspólnocie — szybko napotykają granice. Uświadomienie sobie i świadome przeżywanie tej rozbieżności wytwarza duchowo-duszewnie pole napięcia, które nie pozwala świadomie dążącemu ani przez chwilę trwać w bezruchu, a w obliczu oporów, niepowodzeń i tym podobnych — skłania do szukania możliwych do przebycia dróg. Jeżeli nie przeżywa się siebie z całą mocą w tej polarności celu duchowego i zmysłowo związanego świata faktów, siła dążenia słabnie, wspólna wola grozi popadnięciem w banalność, codzienne zajęcia wyczerpują się w rutynowym załatwianiu spraw — i to, co mogło stać się rozwojem, zapada w stagnację i cofanie się.

Aby jako wspólnota gospodarcza wciąż na nowo upewniać się co do drogi ku celowi, musi ona tworzyć sobie urządzenia służące ćwiczeniu społeczno-moralnych technik. Odnoszą się one do coraz świadomiejszego ujmowania obu biegunów pola napięcia oraz do próby ich wyrównania wywyższającego.

Duchowy cel dążeń

Motyw do tego, by gospodarować biologiczno-dynamicznie, żyje mniej lub bardziej wyraźnie i związany z losem w każdym poszczególnym człowieku. Jak ten indywidualny pobudka może nie tylko stawać się coraz świadomsza, lecz wznosić się ponadto do celu dążenia całej wspólnoty? Ani pojedynczy człowiek, ani wspólnota nie może poprzestać na tym, że raz ujęła już cel dążenia. Wymaga on ciągłej pielęgnacji poprzez studium antropozoficznej nauki duchowej. Jej treści badawcze, poruszane we wzajemnej rozmowie, pobudzają myśli i odczucia, które rozświetlają drogę mającą być wspólnie przebywaną. Tygodniowy krąg studyjny tego rodzaju — jeśli się udaje — uskrzydla w dwojaki sposób: z jednej strony wewnętrzny przepływ pracy koordynuje się przestrzennie i czasowo niejako sam z siebie, z drugiej — wspólnota porusza w takiej wyodrębnionej z codzienności godzinie myśli, które odbijają się w nośniku motywu, to znaczy w świadomości każdego poszczególnego człowieka. Myśli pozyskane w ten sposób ze wspólnej duchowej pracy poznawczej wchodzą w związek z obserwacjami i doświadczeniami woli czynionymi każdego dnia w pracy. Oba bieguny wspomnianego pola napięcia zbliżają się ku sobie — albo, w szczęśliwych chwilach, częściowo wręcz ze sobą zlewają.

179

Antropozoficzna praca studijna odbywa się na «sachlichem Felde» («polu rzeczowym»).[169] Wzmacnia i obiektywizuje świadomość własnego motywu oraz świadomość duchowego celu dążenia wspólnoty.

Praktyka współpracy

Całość gospodarstwa dzieli się na pola pracy, za które odpowiedzialnie opiekują się — stosownie do zdolności i skłonności — poszczególni lub kilkoro członków. Ten podział na przykład na pole uprawy roli i roślin, ogrodnictwa lub sadownictwa, nawożenia, różnych dziedzin hodowli zwierząt, gospodarki łąkowo-pastwiskowej, pielęgnacji krajobrazu itp. nie może przeradzać się w podział pracy, nie w roszczeniowe postawy, nie w odgraniczanie królestw. Wprost przeciwnie — ze świadomości całości konieczna jest najwyższa elastyczność: płynne przejścia, wzajemna pomoc, zastępowanie jedni drugich wszędzie tam i zawsze wtedy, gdzie i kiedy tylko zachodzi potrzeba.

Poranna narada robocza

Odbywa się w każdy dzień roboczy po porannych wstępnych pracach — w szerokim kręgu na terenie gospodarstwa — i można ją otwierać powiedzeniem lub żartobliwą uwagą. Pogodność dodaje pracy smaku, nie odbierając jej powagi. W treści chodzi o wymianę bieżących spostrzeżeń, godnych uwagi zdarzeń i spraw pilnych, a następnie — w nawiązaniu do toku pracy dnia poprzedniego — o konkretny podział zadań. Przy tym należy mieć na uwadze, że we wszystkich pracach z udziałem uczniów, praktykantów i pomocników członkowie wspólnoty gospodarstwa pełnią funkcję wzoru.

Przez poranną naradę roboczą obraz całości gospodarstwa w zmianie pór roku powinien być przywoływany na nowo do świadomości, i każdy powinien wiedzieć, co robi drugi. Zbyt łatwo rodzi się przekonanie, że wszystko jest jasne, że przecież stoi się w toku pracy od wczoraj do dziś — i znudzone milczenie chodzi w kółko. Nie — to, co wydaje się oczywiste, powinno zostać raz jeszcze podniesione do świadomości wszystkich. Do tego dołącza się spojrzenie w przód na nadchodzący dzień. Udana narada robocza stanowi już znaczącą część sprawnego prowadzenia gospodarstwa. Reszta to umiejętność — to bycie wzorem we wszelkiej pracy.

180

Krąg studyjny treści antropozoficznych badań duchowych

W praktyce idee wspólnego celu zanurzają się w życiową rzeczywistość organizmu gospodarstwa. Jakże budujące i tworzące związki życiowe są te idee — a jednak wkrótce trzeba przyznać przed sobą, że niejedna nadzieja zawodzi. Nie udaje się, napotyka się granice i zostaje się odesłanym do siebie samego. Ideał ulega wstrząsowi, przeżywa się to jak obumieranie, jak częściową śmierć duszy. Nie chce się tego przyjąć do wiadomości i szuka się zewnętrznych przyczyn — kapryśnej pogody, własnej lub cudzej nieudolności, błędnych decyzji lub zaniedbań, nieporozumień, społecznych rozłamów i tym podobnych. Lecz jak życie — tak i obumieranie, i śmierć, ukazują się właśnie w zasłoniętej postaci. Jakże ma zostać rozpoznane to, co niepowodzenie chce nam powiedzieć? Z tej niepewności rodzą się bolesne doświadczenia, próby dla jednostki i dla wspólnoty. Kto staje wobec tych doświadczeń, budzi się w nim samopoznanie, a z nim z głębin duszy wyłania się niewypowiedziane pytanie — i nagle, niespodziewanie i nieoczekiwanie, przychodzi z zewnątrz odpowiedź. Temu darowi niespodziewanego dochodzenia do nowych, uskrzydlających wglądów służą cotygodniowe spotkania wspólnej pracy poznawczej z zakresu nauki duchowej. W rozmowie mogą tam paść — nieproszenie i nieoczekiwanie — myśli, które na skrycie w duszy nurtujące, naglące pytanie dają pojednawczą odpowiedź i prowadzą do nowego spojrzenia na rzeczy, a zarazem wołają do nowych wysiłków. Dokonuje się wówczas «Erwachen des Menschen am Geistig-Seelischen des anderen Menschen»[170] (przebudzenie człowieka przez to, co duchowo-duszewne w drugim człowieku). Wspólna antropozoficzna praca studijna działa orzeźwiająco na ducha, unosi i poszerza motyw z jego subiektywnej ciasności, i budzi siły, które w praktyce wciąż na nowo pomagają nabierać rozpędu.

Konferencja pracy i zarządzania

Kolejne cotygodniowe spotkanie ma być poświęcone — zarówno w retrospekcji, jak i w krótko- oraz długofalowym planowaniu — zagadnieniom planistycznym, decyzyjnym i administracyjnym, ze szczególnym uwzględnieniem duchowej ciągłości w prowadzeniu gospodarstwa. W tej rundzie rozmów wspólnota gospodarcza rozważa i rozstrzyga

181

całościowo i jednomyślnie wszystkie kwestie merytoryczne, które pojawiają się w poszczególnych obszarach pracy.

W retrospekcji powinno dochodzić do głosu — z możliwie największą otwartością — zarówno to, co się udało, i to, co się nie powiodło, jak i to, co godne uwagi w doświadczeniach, obserwacjach itp. Przemilczenie — zamierzone czy z nieuwagi — rodzi duchy i sprzyja impulsom władzy. Dokumentacja jest wskazana!

Planowanie skupia się na pracach przypadających w danej porze roku oraz na kwestiach społecznych i kulturalnych odnośnie do

  • działań rolniczych i ogrodniczych w zakresie uprawy roli, płodozmianu i nawożenia, a także produkcji nasiennej, pielęgnacji upraw, zbioru, przechowywania i zbytu;
  • wytwarzania biologiczno-dynamicznych preparatów nawozowych i ich terminowego stosowania;
  • działań sadowniczych i krajobrazowych, takich jak pielęgnacja żywopłotów i zadrzewień;
  • prowadzenia stada, pozyskiwania pasz i pielęgnacji pastwisk oraz pozyskiwania pasz polowych;
  • utrzymania, żywienia, pielęgnacji i hodowli zwierząt domowych, ze szczególnym uwzględnieniem bydła;
  • pielęgnacji i napraw maszyn oraz inwestycji odtworzeniowych i nowych;
  • pielęgnacji i napraw budynków oraz dróg dojazdowych, a także planowania i finansowania nowych budowli;
  • ogólnej administracji, planowania budżetu i finansów;
  • kształtowania dochodów członków wspólnoty gospodarczej;
  • spraw personalnych i kwestii zarobkowych dotyczących uczniów, praktykantów, pomocników oraz pracowników czasowych;
  • organizacji świąt rocznych i innych uroczystości oraz pozostałych przedsięwzięć, takich jak obchody gospodarstwa, praktyki rolnicze dla klas szkolnych, kursy itp.;
  • własnych, eksperymentalnych, praktycznych badań prowadzonych w obrębie gospodarstwa;
  • współpracy z zakładami zajmującymi się przetwórstwem i handlem;
  • pielęgnacji kręgu ludzi związanych z gospodarstwem;
  • pracy z opinią publiczną;

Wspólnota gospodarcza zarządza sobą samodzielnie we wszystkich dziedzinach, tzn. wszyscy odpowiedzialni są zaangażowani w takim stopniu, że w każdej chwili orientują się w stanie całości. Największym wyzwaniem jest nieprzerwany przepływ informacji i krystalicznie czysta przejrzystość. Ten pierwszy jest osiągalny jedynie

182

przez stałe zainteresowanie każdego z osobna wszystkim, co się dzieje. Z tego zainteresowania wyrasta przytomność ducha oraz zmysł rzeczywistości, który zapobiega wszelkiemu trwaniu przy raz powziętym sądzie, wszelkiej ideologizacji. Ta druga — przejrzystość — jest kwestią niezawodności w najmniejszych nawet sprawach codziennych, jasności w ustaleniach, uwagi tam, gdzie panuje potrzeba merytoryczna lub duszewna, i bezwarunkowej gotowości, by wskakiwać w każdą wyłomem powstałą lukę.

W konferencji roboczo-administracyjnej urzeczywistniają się owoce kształcenia przez życie. W tych owocach łączy się — w nieprzerwanej syntezie — wzajemne przenikanie wymienionych biegunów: duchowego celu dążeń i jego wszczepienia w praktykę. Z tych owoców, z tego, co zostało zdobyte w jednostkowym i wspólnotowym trudzie, dopiero wypływa substancja, która nadaje wspólnocie gospodarczej jej własne jestestwo; dopiero to czyni ją w duchowym sensie wiarygodną.

Organizm gospodarstwa i praca człowieka wynikająca z woli jaźni

Praca w rolnictwie w ogóle wyznaczana jest przez rzeczy i istoty działające w przyrodzie. To, co w dawniejszych czasach instynktownie odczuwano jako panującą, prowadzącą i podtrzymującą pracę mądrość, wyemancypowało się wraz z nadchodzącą epoką przyrodoznawstwa w myślową abstrakcję praw natury. Był to z jednej strony akt wolności budzącego się w Jaźni samoświadomości, z drugiej zaś — upadek w przymusy materializmu jako odtąd panującego poglądu na świat. Zewnętrznym owocem tego aktu wolności jest technika — wyciąg z fizyczno-nieorganicznej przyrody, przetworzony duchem człowieka. Technika pozwala wprawdzie odciążyć człowieka od ciężkiej pracy, lecz narzuca się przyrodzie z ujawniającymi się na całym świecie konsekwencjami. Rozrywa pełne mądrości związki i powiązania między przyrodą fizyczną, ożywioną i uduchowioną duszą.

Postęp techniczny zmierza ku temu, by pracującego człowieka w rolnictwie uczynić zbędnym. Rolnictwo biologiczno-dynamiczne zmierza w kierunku przeciwnym. Dąży się tu do tego, by pracę maszynową ograniczyć w możliwie największym stopniu, aby powstawało wystarczająco dużo przestrzeni dla twórczo-ćwiczącej, rzemieślniczej praktyki. Na ile to może się powieść, zależy od przezwyciężenia nadmiaru zewnętrznych ograniczeń społecznych.

To, co znaczy pracować w ożywionej i uduchowionej duszą przyrodzie, musi zostać na nowo odkryte. W tym celu ogląd i myślenie muszą zwrócić się ku jej szczególnej swoistości — ku temu, co żywo wrasta w zewnętrzną postać, i ku temu, co duszewnie zamyka się w formę cielesną. To, co uformowane, jest uchwytne w ideach; formujące agens oświetla antropozoficzne badanie duchowe, które w postaci idei otwiera dostęp do świata istot, czyniąc go tym samym przystępnym dla myślenia. Dopiero poznanie istoty nadaje ideom ukształtowanym przy oglądzie zmysłowym — które same jednak są zakorzenione w świecie istot — moralną siłę. Gdy opanują wolę, stają się własnością istotową. Z tymi ideami, wchłoniętymi we własną istotę Jaźni, odnajduje się nowy, wolny stosunek do pracy. Uczy się pracować z własnego gruntu istotowego, znajduje się w nim kierunek i cel. Moralnym źródłem jest się samemu i w wolności wyznacza się z niego swą drogę. Z tego pra-gruntu Jaźni dopiero wypływa prawdziwy zapał. Rodzi się on z idei, która stała się duchem-rzeczywistością. To on wybiega naprzód przed pracę, ogrzewa ją i przenika duszewną radością. Praca — choćby była jak ciężka, choćby wydawała się niska i marna — uszlachetnia się przez ducha, który ją przesyca. Jest duchem wypełniona od początku do końca i dodaje organizmowi gospodarstwa coś, co wydobywa go ponad jego czysto naturalną naturowość.

183

Maszyna natomiast wbija się w rolnictwie jak klin między człowieka a przyrodę tworzącą ze swych istot i sił. Działa zgodnie z miarą tego, co człowiek wkonstruował w nią z poznań dotyczących nieożywionej przyrody. Przez wyłącznie maszynową pracę duchowej twórczej sile człowieka grozi uwiąd, praca pustoszeje w zwykłą rutynę, wola traci przewodnika i słabnie.

Im mniej praca wyczerpuje się w rutynie, w samym tylko załatwianiu spraw, im bardziej wykonywana jest we wspomnianym sensie przeniknięta radością idei — tym bardziej budzi się zarazem zmysł piękna, który to, co uczynione ludzką ręką — w przypadku maszyny z reguły pogrążające się w jednostajności i banalności — dopiero wynosi do rangi prawdziwego dzieła sztuki.

W rolnictwie to właśnie działająca w przyrodzie mądrość jest tą, której służy ludzka praca. Ta mądrość, właściwie poznana, żyje dalej w pracy jako jej sens. Ponadto ludzka zdolność ideowa działa nadrzędnie, nadając sens kształtowaniu gospodarstwa jako cielesnego organizmu «rolniczej indywidualności».

W równym stopniu, w jakim rzemiosło rolnicze musi być gruntownie opanowane, w równym stopniu jest ono przez całe życie nauczające. Wzmacnia siłę samoświadomości, gdy to, co w pracy postrzeżone, wznosi się do świadomego

poznania; poszerza i pogłębia obraz świata, gdy się przeżywa, jak owocnie to, co uczynione, dalej kształtuje życie przyrodnicze i społeczne.

184

W tej podwójności leży wielkie pedagogiczne znaczenie pracy skierowanej ku rzeczom i istotom przyrody. Okazuje się ona błogosławioną w szkolnym nauczaniu ogrodnictwa, w praktyce na szkolnych gospodarstwach rolnych, w praktykach rolniczych i leśnych dla uczniów klas starszych oraz we wspomaganej współpracy osób z niepełnosprawnością. Z wymienionych powodów wielu młodych ludzi — jako «urodzeni w mieście» — szuka biologiczno-dynamicznego wykształcenia zawodowego, które coraz częściej prowadzone jest jako «wolne kształcenie» na własną rękę przez biologiczno-dynamiczne grupy robocze. Ponadto praca biologiczno-dynamiczna, zwłaszcza w większych gospodarstwach prowadzonych jako wspólnoty gospodarcze lub w urządzeniach o charakterze wiejskim, zyskuje rosnące znaczenie — m.in. w kształceniu dorosłych, zawodowej reorientacji, poszukiwaniu siebie itd. Na co Goethe w Wilhelm Meisters Wanderjahre wskazał w poetyckiej przepowiedni opisem «Pedagogicznej Prowincji»,[171] i na co Rudolf Steiner wskazywał sto lat temu, mówiąc, że w przyszłości na wsi powstawać będą ośrodki kultury,[172] to pojawia się dziś tu i ówdzie w najrozmaitszych zalążkach.

Duchowo-duszewną kondycję, która wskazuje pracy w ożywionej i uduchowionej duszą przyrodzie drogę i cel, każdy człowiek musi dziś świadomie na nowo zdobyć. W tym celu zaleca się przyjąć za duchowy kręgosłup wszelkiej formy współpracy na polu społecznym sformułowane przez Rudolfa Steinera w 1905 roku «Społeczne Prawo Zasadnicze».[173] Jest to prawo, które tym bardziej dochodzi do głosu, im bardziej egoizm jako sprężyna społecznego działania zostaje wykorzeniowany. Inauguruje ono drogę kształcenia ku owocnemu społecznemu współżyciu. Prowadzi ono między innymi do wglądu, «że praca dla współludzi i osiąganie pewnego dochodu

185

to dwie całkowicie od siebie oddzielone sprawy».[174] Jedno jest kwestią przynależącą do życia duchowego, drugie — do życia prawnego. Jak wszystkie sprawy prawne, praca nie może być mierzona ceną zakupu, np. stawką godzinową. Praca nie jest towarem. We wspólnotach gospodarczych działających na roli stwarza się możliwość ćwiczenia rozdzielenia pracy i dochodu choćby w zarysie. Nasuwa się ona wtedy, gdy uświadamia się sobie daleko sięgającą duchową wymiarowość członiowania istotowego organizmu rolniczego. Dlatego najpilniejszym zadaniem człowieka i ludzkiej wspólnoty na gospodarstwie jest wyrobieniu sobie o tym obrazu i uczynienie go żywym dawcą impulsu pracy. Tak więc to przez pracę ujęta w duchu idea organizmu staje się dziełem sztuki w tym, co żywe — formując się na zewnątrz w postać i wewnętrznie członując się w organy.

Przez urzeczywistnienie tej ujętej w obrazie idei każdy z osobna wkracza w Jaźniowo-chcianej pracy, w zgodzie ze wszystkimi innymi, w organizm gospodarczy, prześwietlając układ jego członów istotowych (Ilustracja 10, s. 172). To, co tam pracuje, jest Jaźnią; we wszystkim wyznacza ona miarę. Wpromieniowuje się w duszewne ciało gospodarstwa, troszczy się o sposób hodowli, żywienia, pielęgnacji oraz o dalszy rozwój hodowlany zwierząt domowych, oferuje schronienie dla dzikiej fauny i sprawia, że duszewne ciało gospodarstwa przeniknięte zostaje indywidualnością i przeżywia się jako byt zamknięty w sobie.

To znowu jądro istoty człowieka — Jaźń — i rozbłyskujący w Duchu-Duszy obraz prześwietla organizację życia gospodarstwa, utrzymuje ją w zdrowiu w całej wielopostaciowości i wznosi do wyższej, hodowlano-indywidualnej żywotności. I wreszcie Jaźń w pracy przesila fizyczną organizację, kształtująco przemienia i indywidualizuje kompozycje substancji — wywyższając naturalne dane stanowiska (por. rozdział o nawożeniu). Zarazem owo potrójne przenikanie i siedliskowa indywidualizacja oznaczają, że człony istotowe organizmu rolniczego wprowadzane są w bardziej intymną, przebiegającą z góry na dół, wzajemnie się wspierającą relację. Na przykład nawóz ze stanu zwierząt troszczy się o ożywienie i uduchowienie duszą organizacji fizycznej, o podtrzymujące życie współdziałanie czterech żywiołów w glebie, a także o kształtowanie owoców i pożywność kultur roślinnych. Inaczej organizacja życia: z jednej strony poprzez resztki wzrostu roślinnego dostarcza ona podstawy dla tworzenia się humusu w glebie,

186

ożywienia organizacji fizycznej; z drugiej strony tworzy podstawę paszową dla dzikiej fauny i stanów zwierząt domowych — wzmocnienie organizacji duszewnej.

Przez pracę prowadząca ją idea staje się dopiero rzeczywiście istotową. Można oglądać to, co uczyniono, i badać, co się osiągnęło. Jest to badanie, które zamyka człowieka i świat w jedno i którego znajdowanie prawdy mierzone jest tym, co zostało uznane za owocne.

W jeszcze o wiele wyższym stopniu dotyczy to pracy, której ideowa podstawa urządza się wyłącznie w wynikach antropozoficznego badania duchowego i do której poznania i skutecznego opanowania cała wspólnota gospodarstwa czy przedsiębiorstwa czuje się wezwana. Jest to między innymi wytwarzanie i stosowanie biologiczno-dynamicznych preparatów nawozowych. Ich istotowej naturze poświęcony jest rozdział o zagadnieniu nawożenia. Praca z tymi substancjami nawozowymi — w przygotowaniu i zastosowaniu — rozciąga się przez cały rok. Ich stosowanie w substancjalnie najmniejszych ilościach odbywa się albo w postaci ciekłej bezpośrednio na glebie i roślinie — od siewu aż do fazy dojrzewania — albo w przypadku większości preparatów za pośrednictwem hofeigener Komposte und Dünger własnych kompostów i nawozów gospodarstwa.

W odniesieniu do organizmu rolniczego, nawożące działanie preparatów polega na swoistym wychowaniu jego członów istotowych ku wyższej całości. W kontekście rytmów roku słonecznego nie tylko wzmacniają i dynamizują one każdorazowo swoiste działanie tych członów istotowych, lecz przede wszystkim sprzyjają ich wzajemnemu przenikaniu — które dopiero pomaga organizmowi przedsiębiorczemu osiągnąć jego zamkniętość i rozwój odpowiedni danemu stanowisku. W szczególności to właśnie praca z biologiczno-dynamicznymi preparatami prowadzi do osobistego stosunku do substancji i sił, które przygotowują roślinom żywą i owocną glebę. Tak może Jaźniowa natura pracującego człowieka połączyć się z duchowym działaniem wnętrza przyrody.

Ludzka praca wynosi w świat wszystkie oblicza moralnych oddziaływań niższej, związanej z ciałem Jaźni. Są one przy tym współkształtowane przez wunschnaturę pożądaniową człowieka, przez samowolę, impulsy władzy itd. Panujący stąd egoizm może zostać przezwyciężony w przemianie, gdy przez duchową siłę wyższej Jaźni dusza zdobywa panowanie nad ciałem. Praca staje się usposobieniowo i ideowo niesiona — taką, która wykonywana jest z miłości do sprawy lub w służbie innemu człowiekowi. Bezinteresowny czyn nie dokonuje się z przymusu, lecz wynika z mądrego wglądu i jest samookreślony. Wolne samookreślenie w pracy przy

187

ożywionej i uduchowionej duszą przyrodzie może wzrastać tylko wtedy, gdy poznanie zmysłowe poszerza się ku poznaniu duchowemu. Prawda, która się tak otwiera, potwierdza się w owocności działania. Na ten stan rzeczy wskazują słowa z Ewangelii Jana: «… poznacie prawdę, a prawda wyzwoli was».[175] Dopiero ta tak zdobyta wolność stwarza tożsamość między tym, co wewnętrzne, i tym, co zewnętrzne. Wolnemu, w miłości spełnionemu czynowi poprzedza ofiara. Poświęca się coś, co całkowicie przynależy do samego siebie, co stało się własnością wyższej jaźniowości, i oddaje się to. Gdy staje się to usposobieniem we wspólnocie, która współpracuje dla wspólnie poznanego zadania — w woli wieje wiatr wolności.

Impulsy rolnictwa biodynamicznego dla rozwoju organizmu społecznego

Wszystkie symptomy czasów wskazują na pilność nowej porządku przyrody i nowego, obejmującego całe życie ludzi porządku społecznego. Jak człowiek, nieznający swojej duchowej istoty, a tym samym swoich zadań rozwojowych, skłonny jest tworzyć nieporządek, tak właśnie znajomość samego siebie może mu otworzyć oczy na zasadę porządku, która obowiązuje równie dobrze dla przyrody, jak i dla kształtowania życia społecznego. Jest nią antropologiczne odkrycie Rudolfa Steinera: trójczłonowość ludzkiego organizmu według układu nerwowo-zmysłowego, układu rytmicznego i bieguna przemiany materii i kończyn (zob. s. 88 nn.). To, co dotąd zostało przedstawione, i wszystko, co następuje, na tym się zasadza. Rudolf Steiner usiłował, w chaosie po pierwszej wojnie światowej, przez odpowiednie urządzenia społeczne ukształtować życie społeczne w funkcjonalną trójczłonowość życia duchowego, prawnego i gospodarczego, tak aby każdy z tych członów mógł się rozwijać autonomicznie, a zarazem w żywym wzajemnym oddziaływaniu, i zrastać się w wyższe całości organizmu społecznego.[176] Liczył wówczas na otwartość świadomości klasy robotniczej, na proletariat wtłoczony w sterowany kapitałem przemysł. Ta zakrojona na szeroką skalę próba nie powiodła się — jak wyłożono na wstępie — z wielu zewnętrznych powodów. Ludzie czynni wówczas jeszcze w rolnictwie (ok. 40%) nie byli w równym stopniu dotknięci kwestią społeczną.

188

Nieliczni, którzy pozostali do dziś (ok. 2%), są nią dotknięci w stopniu najwyższym. Tak, rolnictwo stało się w skali globalnej ogólnospołecznym przypadkiem socjalnym. I oto okazuje się: gdziekolwiek dzisiaj prowadzi się gospodarkę biologiczno-dynamiczną, tam organicznie, jakby z jednego punktu, wyrastają w społeczne otoczenie siły o społecznym działaniu. Wyrastają i ujawniają swój wielki potencjał — ale jako takie muszą być rozpoznane w kierunku swojego oddziaływania, świadomie ukształtowane i wyposażone w siłę. Może to się dokonać jedynie przez instytucje sięgające poza granice poszczególnych gospodarstw. Gdzie takie instytucje zaczynają się tworzyć, szybko staje się widoczne, że są płodne tylko wówczas, gdy uczestniczący uświadamiają sobie, w którym z trzech obszarów chcą i mogą wnosić swoje zdolności i aktywności w odniesieniu do rolnictwa — czy na polu duchowym, prawnym, czy też gospodarczym. Świadomie praktykowana zasada trójczłonowości organizmu rolniczego może odtąd wyznaczać ogólnemu życiu społecznemu miarę i kierunek (Ilustracja 11).

Albowiem, spojrzawszy dokładniej, rolnictwo pozostaje w związku ze wszystkimi dziedzinami życia społecznego. Nie tylko stoi na początku tworzenia wartości z ożywionej i uduchowionej duszą przyrody i troszczy się o pożywienie i surowce — ono kształtuje oblicze Ziemi oraz przestrzeń życiową dla rośliny, zwierzęcia i człowieka w krajobrazach kulturowych. Ponadto dostarcza naukom obfitego powodu, by zbyt ciasne granice ich metodyki, przy ograniczeniu ich teorii, rozszerzyć ku adekwatnemu ujmowaniu fenomenów życia. Stwarza przestrzenie naoczności, które zaspokajają estetyczne spojrzenie i dają sposobność do nowych sposobów przeżywania. Otwiera przed pogłębianiem religijnego odczucia rozległe pole moralnej praktyki, i wreszcie — rolnictwo zbudowane na zasadzie organizmu stwarza warunki dla ożywienia podporządkowanych mu rzemiosł i ich asocjacyjnego włączenia.

Wola w wolności

Im więcej wspólnocie gospodarstwa lub przedsiębiorstwa udaje się wznieść zdolności i wolę do pracy do wspólnej siły inicjatywy, do wolności w chceniu, tym bardziej biologiczno-dynamiczne gospodarstwo otwiera się na zewnątrz i rozwija duchowe promieniowanie, które budzi zainteresowanie społecznego otoczenia. Stawiane są pytania, nawiązują się rozmowy, szukane są odpowiedzi w kręgach studyjnych i na zjazdach w gospodarstwie

189
Abbildung 11: Der biologisch-dynamische Betrieb als Initialort für die Entwicklung der Dreigliederung des sozialen Organismus.

oraz na uroczystościach przy okazji świąt rocznych, na spotkaniach badaczy lub — jeszcze konkretniej — w dniach otwartych drzwi, podczas obchodów gospodarstwa i pól, przy okazji czasowej współpracy bądź udziału w regularnie powracającej pracy z preparatami. Ponadto tablice informacyjne przekazują treści z praktyki na terenie gospodarstwa i wzdłuż często uczęszczanych ścieżek spacerowych. Jakże pożądane byłoby, wobec stale napiętej sytuacji pracy w gospodarstwach, móc prowadzić te rozmowy jeszcze intensywniej. Pomocne w wielu kwestiach praktycznych okazują się tu kręgi przyjaciół i zainteresowanych, które tworzą się wokół biologiczno-dynamicznych gospodarstw.

Obok tych zadań z zakresu edukacji dorosłych, które niespodziewanie przypadają biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi, to przede wszystkim pedagogiczna praca z młodzieżą oraz wyrastające z praktyki kształcenie i doskonalenie zawodowe sprawiają, że duchowe czułki wyciągają się w okoliczny świat. Wyrastające pokolenia uczniów to niemal

190

wyłącznie «urodzeni w mieście». Stoją daleko od tradycji chłopskiej. Nie chcą jednak być jedynie biernymi odbiorcami gotowej wiedzy o rolnictwie, którego technologiczny sposób myślenia i działania całkowicie wciąga ich w krąg redukcjonistyczno-przyrodniczego obrazu świata. Szukają całościowego ideału wychowania obejmującego człowieka i przyrodę, który leży u podstaw biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi w najszerszym tego słowa znaczeniu. Doprowadziło to do tego, że praktyczne kształcenie w znacznej mierze wyzwoliło się z państwowej oferty edukacyjnej szkół zawodowych. Tak zwane «wolne kształcenie» podąża za programami nauczania, które sami rolnicy opracowują. To samo dotyczy ponadgospodarczych biologiczno-dynamicznych ośrodków szkoleniowych doskonalenia zawodowego, które założono w różnych krajach.

W ścisłym związku z duchowo-kulturowymi inicjatywami, które promieniują z biologiczno-dynamicznych gospodarstw, stoi bliska praktyce badawczość. Odkąd obydwie — nauka i badania — przez 200 lat stopniowo wyodrębniały się z rolnictwa i ulegały akademizacji, rolnictwo poddało się kierowanemu z zewnątrz naukowo-technologicznemu postępowi, tracąc swą opartą na instynktowno-ludowej mądrości dojrzałość. W przeciwbieżności do tego z praktyki biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi od samego początku wyrosła badawcza postawa i usposobienie, które nawiązuje do tradycyjnych metod, przekształca je i czyni podstawą swych dalej prowadzących duchowych celów. Ta postawa nie może zadowolić się kauzalno-analityczną, ilościowo-redukcjonistyczną metodologią akademickich badań. Wysiłki badawcze rozszerzają się wręcz przeciwnie na jakościową stronę postrzegania i myślenia, mianowicie na pytanie, jakie głębsze poznania można zdobyć, gdy badawcze spojrzenie kieruje się ku całości gospodarstwa, jego członom i wszystkiemu, co tam żywo i we właściwym sobie życiu duszy się rozwija. Dokądkolwiek spojrzy oko, nie widzi nigdy czegoś pojedynczego, lecz zawsze pewien związek, w którym to coś pojedynczego się jawi. Dopiero rozum abstrahuje z tego związku to, co jednostkowe, i stawia je przed sobą w formie pojęcia. Związek przy tym blednie lub całkowicie wypada z pola widzenia. To właśnie znamionuje kauzalno-analityczne postępowanie.

Jeśli zamiast tego szuka się na przykład związku, który pojawia się wiosną, gdy na gospodarstwie ukazują się jaskółki, można na wstępie opisać wszystko, jak jaskółka uobecnia się w swych czynnościach. Rozróżni się różne gatunki, które w danym miejscu

191

są u siebie, jak jaskółka dymówka i oknówka oraz nie należący już do jaskółek jerzyk. Wytworzy się obraz ich sposobu odżywiania się — owady chwytane w locie — oraz ich miejsc gniazdowania: dymówki zazwyczaj wewnątrz budynków, najczęściej w stajniach, oknówki na zewnątrz pod okapami dachów stajni, jerzyki w zagłębieniach starych murów lub otwartych więźbach dachowych stodół. Pozna się ich różnorodne śpiewy, będzie się śledzić ich lęgi i wiele więcej. To wszystko są czynności, w których związane z ciałem istoty duszne tych ptaków dają się poznać zmysłom. Ich charakterystyczna wypowiedź istoty to jednak wytrwały lot. Jako uskrzydlone istoty głowowo-zmysłowe śmigają, ciągnąc za sobą wiry powietrza, modelując przestrzeń powietrzną gospodarstwa w szerokim promieniu łukami i liniami, by nagle błyskawicznie, silnym uderzeniem skrzydeł, wyrywać się w górę, w dół lub w bok, by schwycić zdobycz. Ich aktywność wyczerpuje się niemal zupełnie w zadziwiających sztukach lotniczych i to od rana do wieczora przez całe półrocze letnie. Zimą znikają na południe.

Gdy spojrzenie spoczywa na tych bogatych w powiązania zjawiskach, budzą się pytania o związki sięgające poza to, co dostępne zmysłom: czyż istota duszna tych pełnych sił zmysłowych stworzeń nie wplata się w swych szeroko sięgających, plastycznych ruchach lotnych w żywioł powietrza całego gospodarstwa? Czy nie dochodzi tu do przeniknięcia powietrznej otoczki duszą? I dalej pytanie: dlaczego dzieje się to jedynie w półroczu letnim od kwietnia do września? Monokausalna odpowiedź nasuwa się sama: to oferta pokarmowa w postaci latających owadów, która zimą odpada. Lecz i to jest zjawisko. Czy nie wskazuje ono, jak wszystkie wymienione, na urphänomenalny związek wskazujący poza to, co zmysłowe? Związek ten był omawiany jako polarność bieguna głowowego pod ziemią i bieguna przemiany materii nad ziemią indywidualności rolniczej (zob. rozdział «Trójczłonowość człowieka i indywidualność rolnicza», s. 88 nn.).

W półroczu letnim w cieple i powietrzu przeważają eteryczno-ożywiające siły przemiany materii, które potrzebują porządkujących i kształtujących sił duszno-astralnego. Astralna istota ptaka wyciska się w locie w powietrzną otoczkę gospodarstwa. W oglądaniu zwłaszcza ruchów lotnych jaskółek przeżycie może się zagęścić w ten obraz nastroju. Czuje się jakby wprzędniętym w duszno-nadzmysłowe zdarzenie. Można powiedzieć, że w pełnym zdumienia przeżyciu objawiają się te same

192

siły na duchowo-dusznym poziomie, co te, które w powietrznym obrębie fizycznie modelują ciepło, światło i powietrze w ruchliwej postaci.

W spojrzeniu na opisany «związek zjawiskowy»[177] abstrahujące myślenie może się ożywić do aktywnego, syntetycznego myślenia. Zamiast wyraźnie odgraniczać pojedyncze pojęcie i pozostawiać je dla siebie, szuka się, by utrzymać je w związku z całością zjawiska. Rozszerza się ono do obrazu myślowego, który prowadzi badającego głębiej ku sensownemu powiązaniu.

Za tym pierwszym krokiem ku poznaniu istoty idzie drugi, głębszy, gdy ćwiczy się myślowo w śledzeniu przemiany na przykład całości gospodarstwa w biegu roku. Jedna postać zjawiskowa przemienia się całościowo w inną. Ta sama roślina pszenicy ozimej, która po ukrytym kiełkowaniu w ziemi po raz pierwszy ukazuje się jeszcze w zwiniętym pierwszym liściu, przemienia się w taką, która z gęsto skupionych węzłów wypuszcza kolejne liście (krzewienie), potem w taką, która swą rozetę liściową w zimie gwiazdowato przytula do ziemi, dalej w taką, która w cieple wiosny ustawia liście, potem w taką, która nagle jako pionowa słoma strzela w górę, znów w taką, która wypycha kłos, ponownie w taką, która w kształtowaniu kłosa kończy swój wzrost, i wreszcie w taką, która niepozornie kwitnie, zapyla się sama (lub, jak żyto, oddaje pyłek w żółtych chmurach wiatrowi). Następuje etap przemiany zupełnego zamierania i w jego toku dojrzewanie ziarna lub nasienia, i wreszcie jego odłączenie od związku życiowego rośliny matecznej, nosząc w sobie przyszłość. Tak w nieustannej przemianie suma wszystkich roślin i z nimi suma zwierząt kształtuje oblicze gruntów gospodarstwa. Między każdym z tych kroków przemiany zachodzi oczywisty związek, albowiem to przecież zawsze jedna i ta sama roślina, jedno i to samo zwierzę, które raz tak, raz inaczej się uobecnia. To, co się tam przemienia, staje się postrzegalną postacią; jak się przemienia, pozostaje w mroku. Siły, przez które jedna postać zjawiskowa wyłania się z drugiej i które tak powodują «związek przemiany»[178], pozostają niewidzialne. Przejście od jednego do drugiego albo nie staje się pytaniem, albo gubi się w teorii.

193

«Das Was bedenke, mehr bedenke Wie.»[179] («Co — rozważaj, lecz bardziej — jak.») To Co jest przedmiotowe i dlatego dostępne zmysłom; ku Jak może zbliżyć się badawcze spojrzenie, gdy porównuje jedno zjawisko z wynikającym z niego, uwewnętrznia obserwowane, przemianę formy, i mocno-obrazowo współwykonuje w ćwiczącym myśleniu to przejście. Wżywać się myślowo-badawczo w związki przemiany «umieraj i stawaj się», również w tym, co społeczne, tworzy świadomość ciągłego przepływu pracy w biegu roku.

Trzeci krok badań prowadzi wreszcie do uchwytywania kompozycji przeniknionego duszą żywego, «związków życiowych»[180], jak ukazują się w przyrodzie w ogóle i w biologiczno-dynamicznym gospodarstwie w szczególności. Każda wyższa roślina tworzy z korzeniem, łodygą, następstwem liści, kwiatem i nasieniem pewien związek życiowy, podobnie niemal nieskończona sieć powiązań «oikos», domu przyrody, która różnicuje się z kolei w wielość wspólnot życiowych (biotopów), i podobnie w tym, co z danych przez przyrodę ludzkimi rękami jest tworzone jako organizm rolniczy. Związek życiowy jego tworzy umiarkowanie wzajemnie zestrojona kompozycja uprawy roli, hodowli zwierząt, ogrodnictwa, sadownictwa i uprawy żywopłotów, gospodarki łąkowo-pastwiskowej, leśnej i wodnej. Tej kompozycji leżą w swej istocie u podstaw siły wesenswirksam w kosmosie i ziemi, właśnie te, które powodują przejście od jednej postaci zjawiskowej do drugiej. Prawa przyrody są fragmentarycznymi abstrakcjami ludzkiego ducha z tej nadzmysłowej siły świata, wyizolowaną wiedzą, przez którą rolnik ze swej strony współkształtuje tę kompozycję. Gdy ta wiedza, bez wysiłku poznawczego o związki życiowe, staje się jedynie wyizolowanym technicznym narzędziem, np. pestycydy, herbicydy itd., wyrządza ona w naturalnej gospodarce nieprzewidywalne zło. Są to samowolne ingerencje w istotową naturę żywego. Poznawać związki życiowe oznacza z siłą żywego myślenia ze sumy zjawisk i ich przemian wyłuskiwać pojęciowo spójne wewnętrznie całości, jak na przykład pojęcie organizmu i indywidualności jako podstawową ideę w odniesieniu do kształtowania gospodarstw rolnych. Tu dotknięto rdzennego zadania badań w biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi. Dotyczy ono:

194

1. Studium wyników (faktów) badań geisteswissenschaftlicher, ich myślowego przeniknięcia i przeżywania ich rzeczywistości duchowej w doświadczeniu myślowym.

2. Studium i własne obserwacje odpowiadających, dostępnych zmysłom, naukowo-przyrodniczo uchwytnych faktów.

3. Złączenie zmysłowego i nadzmysłowego świata faktów i przeżywanie ich prawdy i płodności w bezwarunkowej pracy.

Ta troista praca badawcza odnosi się do budowania małego wszechświata, jakim człowiek jako mikrokosmos jest. Budowa tego małego wszechświata, cielesny organizm będącej w stawaniu się «Indywidualności Rolniczej», dotyka ostatecznie wszystkich pól życia i działania, a tym samym całości życia społecznego. Jeszcze nie tak dawno temu rolnictwo, rzemiosło, przemysł i handel tworzyły spójną regionalną formę życia i gospodarowania. Za życia Goethego około 85% pracującej ludności było czynne w rolnictwie. Dziś ludzie, w poszukiwaniu wolnego samostanowienia, w 98% zwrócili się ku innym polom działalności.

Im bardziej uznawany będzie duchowy wymiar zadania rolnictwa dla rozwoju organizmu społecznego, tym bardziej ludzie z wolnego chcenia na nowo będą zwracać się ku rolnictwu i przyczyniać się do tego, by świadomie współkształtować stosunek powiązania, jaki każdy człowiek do niego ma. Z tego wyrastają impulsy dla wolnego życia duchowego, które odtąd, promieniując z każdego biologiczno-dynamicznego gospodarstwa, pomaga przezwyciężyć zawężający, destrukcyjny światopogląd materializmu.

Czucie w równości

Każde gospodarstwo rolne wpisane jest w powszechny porządek prawny. Ten ostatni ustanawia przez prawo równość wobec prawa. Równość jest dobrem najwyższym, lecz pytanie brzmi: jak świadomie zasada równości żyje w ludziach? Czy żyje przymusowo, narzucona z zewnątrz dyktatem prawa, przemawiając jedynie do rozumu — czy też jest to uczucie rozumowe, które od wewnątrz budzi ideał równości do życia? W pierwszym przypadku w stosunkach między ludźmi panuje anonimowość; prawa są egzekwowalne, dochodzi się swego prawa. W drugim przypadku człowiek czuje, subtelnie i zróżnicowanie, co jest prawem, i według tego się zachowuje. Z rozumu czerpie poczucie prawa — to odczuwanie-siebie-w-równości. Rozum zaś

sam z kolei czerpie z czynnego przeżywania duchowo-realnych związków w przyrodzie i życiu społecznym. Z tego przeżywania wyrasta zaufanie; ono stwarza najwyższe poczucie bezpieczeństwa prawnego. Staje się to natychmiast oczywiste, gdy weźmie się pod uwagę prawa odnoszące się do ziemi, pracy i kapitału. Do społecznego rozumienia siebie należy przekonanie, że są to bez wątpienia prawa, a zarazem zbywalne przedmioty gospodarcze — prawa mają cenę! I tu zaczyna się nierówność. Gdy ziemia, praca i kapitał mogą być wynoszone na rynek, zasada równości zostaje podkopana. Jednostka staje się panem nad ziemią, sprzedaje siebie na rynku pracy i przez nagromadzenie kapitału kieruje ludzką pracą na własną korzyść. Poczucie prawa zanika z prawa; prawo staje się abstrakcyjnie nieludzkie; umiera śmiercią prawną.

195

Ta problematyka staje się wysoce paląca, gdy chce się rozwijać biologiczno-dynamiczne gospodarstwo; potrzeba ziemi, współpracowników i kapitału — to znaczy wolumenu finansowego, który pecuniarnie nigdy się nie zwraca; miejsce pracy w rolnictwie jest w dzisiejszych warunkach droższe niż w przemyśle chemicznym. Cóż tedy czynić? Trzeba wytworzyć stan czystego prawa — to znaczy taki, który jest niesiony wyłącznie przez zasadę równości. Takiego stanu nie ma w dzisiejszym porządku prawnym; prawa sprzedaje się tu jak ziemniaki. Ten stan niesfałszowanego prawa trzeba dopiero wynaleźć w procesie jego tworzenia. Wymaga to ram prawnych, w których jest to możliwe. Takie ramy ofiaruje obecny porządek prawny w postaci prawa stowarzyszeń, prawa handlowego i prawa fundacyjnego o charakterze pożytku publicznego. Chodzi o to, by przez podmioty niosące działalność pożytku publicznego zapewnić w możliwie największym stopniu niezbywalność ziemi i kapitału. Tam, gdzie jest to w ogóle możliwe, niezbędny jest akt darowizny — albo przez jednorazowe finansowanie w trybie à fonds perdue — wykup nieruchomości i związanego z nimi kapitału ze starych więzów prawnych (prawo dziedziczenia itp.). Gdy to zostanie zapewnione, można kroczyć nowymi drogami powierniczego zarządzania i prawa użytkowania — w tym sensie, że ziemia i kapitał, z czysto duchowych punktów widzenia i z wyłączeniem roszczeń dziedzicznych, zostaną oddane do użytkowania tym, którzy duchowo-naukowo, ideowo i warsztatowo praktycznie zdołali się do tego wykwalifikować. Powiernicze zarządzanie spoczywa w rękach tych, którzy są w stanie nieść duchowy impuls biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi — poprzez zmienność historycznego postępu ludzkości — z pokolenia na pokolenie zarządców.

Za pracą stoi podstawowe prawo do pracy i zdolności ludzi. Gdy szuka się ujęcia organizmu, a ponad nim — myśli indywidualności, w bezpośrednim oglądzie i czynnym przeżywaniu, poczucie prawa rozjaśnia się do coraz wyższej jasności. Mówi ono bez cienia niejednoznaczności: ziemia nie jest zdolna do tego, by być własnością, jest natomiast zdolna do tego, by być w posiadaniu — posiada się ją tak długo, jak długo się ją użytkuje, względnie jak długo zdolny następca przejmuje prawo użytkowania. Nie inaczej ma się rzecz z kapitałem ucieleśnionym w środkach produkcji (maszynach itp.) i budowlach.

196

Szczególnym wyzwaniem jest kształtowanie prawa do dochodu. W ramach rolniczej wspólnoty gospodarczej można pod tym względem uwolnić się od kurateli układu taryfowego — niestety nie w odniesieniu do pracowników zatrudnionych na etacie. Ideałem byłoby, gdyby każdy stały współpracownik był współprzedsiębiorcą i tworzył razem ze wszystkimi innymi wspólnotę przedsiębiorców, która — zależnie od sytuacji dochodowej — sama określa dochody; to cel godny dążenia, lecz przy obecnym ustawodawstwie możliwy do realizacji tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Określanie dochodów z góry według sumy możliwych potrzeb poszczególnych osób jest abstrakcyjne i prowadzi nieuchronnie do nierówności, a przez to do konfliktów. Tak samo ma się rzecz, gdy szuka się rozwiązania w formule «równa płaca dla wszystkich». Kształtowanie dochodów dostosowuje się każdorazowo do konkretnych warunków życiowych. W zarządzaniu wspólnotowym zależy ono w zasadzie od sytuacji rodzinnej. Jeszcze młoda rodzina potrzebuje w tym samym czasie mniej dochodu niż ta, której dzieci chodzą do szkoły i potrzebują instrumentów muzycznych, albo niż ta, której dzieci przechodzą przez studia. Gdy dzieci opuszczą dom, to, co naprawdę jest potrzebne jako dochód, może znów się zmniejszyć — i jeszcze bardziej w starości. Obejmuje to oczywiście wszelkie niedole życia, z którymi wspólnota musi się mierzyć od przypadku do przypadku.

Trzeba się nauczyć — w ramach samozarządzającej się wspólnoty gospodarczej — traktowania kształtowania dochodu jako procesu dynamicznego. W zależności od czasu trwania współpracy obejmuje to również prawo do zamieszkania na czas określony lub na całe życie. Dochody spoza rolnictwa (jak honoraria za wykłady, seminaria, doradztwo lub z innych działalności) wpływają do budżetu wspólnoty.

Wspólnotowe kształtowanie dochodów — z uwzględnieniem także regulacji zabezpieczenia na starość, praw do zamieszkania itd. — wyklucza prywatne gromadzenie kapitału. Oznacza to ćwiczenie się w wysokim stopniu

197

uważności, empatii i subtelnego wyczucia dla wszystkiego tego, co niewypowiedziane żyje między ludźmi w postaci potrzeb.

Myślenie w braterstwie lub współczłowieczeństwie

Na gruncie gospodarczym myślenie nie stoi już tylko naprzeciw świata — zanurza się weń i samo staje się procesem twórczym. Zanurza się czująco w wolę i jest tak całkowicie do dyspozycji bliźniego i świata. Myśląc, człowiek odnajduje podstawę swojej działalności w aktualnych wymaganiach przedsiębiorstwa i w zaspokajaniu potrzeb swoich bliźnich. Te ostatnie są myśleniu w gospodarowaniu święte. Picie wódki może być na przykład potrzebą. Producent wódki nie oszczędzi żadnego wysiłku myślowego, by wymyślić najlepszą możliwą metodę zaspokojenia tej potrzeby — oczywiście pozostaje mu wolność, by ze swoją konsumencką publicznością porozmawiać z duchowej przenikliwości o zgubnych skutkach spożywania alkoholu —, a handlarz trzyma produkt na półce, bo ludzie go chcą. Życie gospodarcze jest, podobnie jak życie prawne i duchowe, autonomiczne. Ściśle rzecz biorąc, nie jest sprawą gospodarującego odmawiać konsumentowi produktu dlatego, że uważa go za szkodliwy. Orzekanie o tym należy na poziomie życia duchowego do wglądu w przyczyny szkodliwości, a na poziomie życia prawnego do prawa, które zakazuje dostępności. Każdy człowiek stoi, odpowiadając sam za siebie, w obrębie tych trzech członów i musi nauczyć się kierować swoim zachowaniem społecznym zgodnie z ważnością autonomii trzech członów życia społecznego.

Braterstwo i siostrzeństwo w gospodarowaniu domaga się nowego sposobu myślenia. Musi ono z wyczuciem rzeczywistości uchwycić łańcuch tworzenia wartości panoramicznie w jednym obrazie myślowym. Musi próbować mieć w polu widzenia na każdym etapie gospodarczo działającego człowieka — w jego duchowym dążeniu i w danych ramach prawnych — by móc ocenić własny wkład w stosunku do wkładu pozostałych partnerów gospodarczych. Konkretnie oznacza to: wyrobić sobie obraz warunków życia i produkcji tam, gdzie wszystko bierze swój początek, mianowicie w pierwotnej produkcji rolnictwa. W biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi to pierwotne wytwarzanie wypływa z duchowego impulsu, z myśli organizmu i indywidualności. By zaszczepić ją glebie całości gospodarstwa, potrzeba zdolności i rąk wielu ludzi. Ludzie nadają swojej współpracy

198

podstawę prawną i wytwarzają towary — codzienny chleb —, które odpływają na zewnątrz do obiegu towarowego. Cena detaliczna tych towarów musi być taka, by ten strumień towarów mógł płynąć nieprzerwanie od początku siewu aż do końca konsumpcji. Wymaga to imaginatywnie kształtującego myślenia. Z niego wyłania się wspólnotowy osąd, który jeden tylko jest adekwatny do życia gospodarczego. Jednostkowy osąd nie potrafi temu sprostać. Kończy się nieuchronnie w ślepym zaułku egoizmu. Dopiero w tworzeniu asocjacji, we wspólnym działaniu asocjacyjnym partnerów gospodarczych, może rozwinąć się myślenie, które ma za punkt orientacyjny potrzeby bliźnich. Ujmuje ono obrazowo gospodarcze powiązania i wydobywa płynnie-żywie na powierzchnię wspólnotowy osąd, którego produktem jest między innymi cena. Tylko ten sposób myślenia — zakorzeniony i ożywiony w faktach gospodarowania — potrafi wykorzenić pozornie niezwyciężony egoizm, tę nowotworową chorobę gospodarowania.

Cena pierwotnej produkcji rolnej przekształca się w pieniądz. Pieniądz jest wtedy, sam w sobie, już nie obiektem gospodarczym, lecz ekwiwalentem wartości towaru. Pieniądz nabiera charakteru prawnego; staje się prawem ciągnienia na towar. Jest środkiem przepływu, który ułatwia wymianę towarową. Jako taki musi jednak jak najszybciej zniknąć z powrotem w procesie gospodarczym, z którego powstał. Zapewnia w ten sposób nieprzerwany przepływ pierwotnej produkcji, do którego cały dalszy ogólnogospodarczy proces tworzenia wartości i cen musi się odnosić.

Gdy spojrzy się na organizm rolniczy i jego trzy człony istoty, okazuje się, że jest on jak nasienie, które nie tylko raz kiełkuje i rozkwita, lecz trwale kiełkując i rozwijając się promieniuje poza swoje granice w otoczenie społeczne i pobudza tam procesy społeczne. Teraz i odtąd takie rolnictwo — odnowione z idei organizmu i indywidualności — może stać się na nowo źródłem tworzenia wartości w całym gospodarowaniu. Wszędzie, promieniując z pojedynczych punktów, może przyczyniać się do rozplątania splątanych w kłębek nici życia społecznego w trzy obszary autonomicznego życia duchowego, prawnego i gospodarczego oraz do ukształtowania ich przejrzyście-trójczłonowo w organizm społeczny. Ten zaś rykoszetem pomaga, by siły kiełkowania nasienia organizmu rolniczego — jako ciało indywidualności rolniczej — trwale się odnawiały.

199

Część druga

200

Strona pusta

201

Indywidualność rolnicza i trzy filary żyzności gleby

Jak wspomniano w rozdziale «Trójczłonowość człowieka a indywidualność rolnicza» (s. 88 i n.), pojęcie «indywidualność rolnicza» zyskuje istotę i znaczenie, gdy rolnik podejmuje próbę ujęcia go na podstawie poznania istoty człowieka. To, co antropozoficzna nauka duchowa mówi o trójczłonowości człowieka pod względem ciała, duszy i ducha, można prześledzić w doświadczeniu i poznaniu samego siebie. Można skierować spojrzenie na organizację ciała i odkryć, że stanowi ona fizyczną i życiową podstawę dla działalności duszy i działania ducha. W fizjologicznie rozkładających procesach w nerwach i narządach zmysłów dusza w stanie czuwania uświadamia sobie treść swojej działalności postrzegania i myślenia; w procesach fizjologicznie budujących rozwija ona w stanie snu swoją działalność woli, a pośrednicząc między tymi dwoma biegunami, w rytmie bicia serca i oddechu, dokonuje w stanie marzenia sennego dusznej działalności czucia. Duch człowieka, jego najgłębsze jądro istoty, zakorzeniony jest w Ja. W działalności Ja duch przenika promieniście te trzy rodzaje działalności duszy i przyporządkowane im procesy cielesne. Ciało ze swoimi organami, kompozycjami substancjalnymi i procesami życiowymi jest ziemskim organem ducho-duszy, obrazem jej samej. Ducho-dusza i związane z nią wyższe hierarchiczne istoty duchowe[181] ożywiają i kształtują ciało w w dużej mierze zamknięty organizm. W nim, jako w mikrokosmosie, działa wszystko to, co wypełnia makrokosmos duchowo-dusznie. Poprzez swoją ducho-duszę człowiek ma predyspozycje do tego, by znaleźć w sobie środki i drogi, dzięki którym może poznać samego siebie oraz istotowe działanie i byt makrokosmosu.[182] To, co w makrokosmosie w pradawnych czasach było jeszcze istotowo żywe, w toku ewolucji rozlało się w świat, w obfitość form królestw przyrody. Stało się dziełem. W ludzkim Ja żyje dalej w zarodku prapoczątek jako mikrokosmos. Z Ja wyrasta w człowieku siła, by poznając samego siebie, rozwinąć się w wolną indywidualność.

Te wskazówki niechaj raz jeszcze potwierdzą słuszność i głębię wypowiedzi Rudolfa Steinera: «Człowiek zostaje uczyniony podstawą», gdy chodzi o prowadzenie rolnictwa w sposób zgodny z duchem.

202

Pojęcia indywidualności i zamkniętości organicznej całości (organizmu) dają się wyprowadzić w najściślejszym sensie jedynie z człowieka. Człowiek, każdy z osobna, jest indywidualnością mocą swojego Ja, swojej ducho-duszy, która otwiera się ku górze na królestwa świata duchowego, a ku dołowi poprzez swoją organizację cielesną włącza w siebie królestwa przyrody. Człowieka można zrozumieć dopiero wtedy, gdy nauczy się go postrzegać w tym sensie jako obywatela dwóch światów.

Gdy mowa o indywidualności rolniczej w możliwie największej zamkniętości, pojęcie zamkniętości odnosi się do jej cielesnego organizmu, który mocą idei i woli człowieka kształtuje się w naczynie przyjmujące indywidualność rolniczą. Wskazano na to szczegółowo z perspektywy czteroczłonowości w rozdziale «Czteroczłonowość człowieka a zamkniętość organizmu gospodarstwa» (s. 97 i n.). Co jednak nadaje treść pojęciu «indywidualność rolnicza»? Co wypełnia duchowo-istotowo kawałek ziemi gospodarstwa? Treść ta, jak opisano, wynika z kunsztownego, wzajemnego przyporządkowania wszystkich elementów kulturowych i krajobrazowych gospodarstwa w układzie płaszczyznowo-horyzontalnym aż po jego granice. Punkt centralny, z którego to wydarzenie jest kierowane, powstaje na nowo z ducho-duszy człowieka wznoszącej się do poznania ducha.

Wypełnienie istotą jest wydarzeniem makrokosmicznym, a zarazem takim, w które ingerencja w dobrym, budującym, lub w złym, niszczycielskim sensie, jest dziś i na przyszłość oddana w wolność człowieka. Z instynktownych stanów świadomości dawniejszych epok ludzkości dokonywały się ingerencje, które doprowadziły do rozwoju gleby uprawnej, rośliny kulturowej i zwierząt domowych (por. rozdz. «Kultura praperska», s. 42 i n.). Piętno, które przez te osiągnięcia kulturowe zostało odciśnięte na rzeczach i istotach przyrody, nosi już „zindywidualizowany”, specyficzny dla danego miejsca charakter. Wzmaga się on wraz z przebudzeniem Ja – impulsem chrześcijaństwa, który w średniowieczu doprowadził do ukształtowania się gromad wiejskich z centrum i otoczeniem. Dziś stoimy w obliczu fundamentalnego zwrotu, mianowicie przeniesienia punktu centralnego z zewnątrz do wewnątrz. W tej mierze, w jakiej ducho-dusza, poznając i działając, sytuuje się w makrokosmicznych powiązaniach i swoje czyny z nimi harmonizuje, w tej samej mierze rozszerza się indywidualność człowieka i odciska się, «wypełniając istotą», na całości gospodarstwa. Tym samym nakreślony jest rozwój w daleką przyszłość: «Musimy w ogóle zdawać sobie sprawę z tego, że obszar rolniczy wraz z tym,

203

co leży pod powierzchnią ziemi, stanowi bezwzględnie indywidualność, która żyje dalej również w czasie».[183]

Jak szczegółowo przedstawiono w rozdziale «Trójczłonowość człowieka a indywidualność rolnicza» (s. 88 i n.), «indywidualność rolnicza» jest trójczłonowa jak człowiek i podobnie jak on wpisuje się pionowo w oś Ziemia-Słońce, z tą różnicą, że funkcje głębi ziemi są porównywalne z układem nerwowo-zmysłowym człowieka, a funkcje wyżyn ponad ziemią – z jego systemem przemiany materii. Środek między tymi biegunami tworzy gleba, porównywalna z funkcjami ludzkiej przepony. Gleba rozpościera się niczym skóra horyzontalnie nad stałą materią ziemi. W niej koncentruje się i przenika w rytmie działanie sił wyżyn i głębin, czyniąc ją pierwotną podstawą stworzenia wszelkiego wyższego życia na ziemi.

Na środkowym członie koncentruje się ostatecznie także cała praca w rolnictwie. Rolnik stara się tak kierować współdziałaniem tych sił wyżyn i głębin oraz substancji, z którymi są one każdorazowo powiązane, aby rytmiczny środek mógł rozwijać się ku coraz wyższej samodzielności i indywidualizować się. Odnosi się to przede wszystkim do typowego dla gatunku wzrostu, a także do tworzenia owoców i wartości odżywczej roślin uprawnych. W istocie chodzi o rozwój «funkcji przepony» ku postępującej, samodzielnej dynamice oraz o to, by siły wyżyn i głębin współbrzmiały w rytmie biegu roku w taki sposób, aby organ środka mógł stać się centralnym organem rozwoju indywidualności rolniczej. Znajduje to i będzie znajdować coraz bardziej swój wyraz w indywidualnej dla danego gospodarstwa żyzności gleby. W niej działanie przyrody i działanie człowieka łączą się w stającą się całość.

Pojęcie żyzności gleby ma jeszcze co najwyżej jakąś siłę wyrazu dla praktyka rolnictwa ekologicznego. Z naukowego języka zniknęło ono wraz z przełomem industrializacji rolnictwa od lat 60. XX wieku. Nie da się go wyprowadzić z kwantyfikowalnych parametrów i dlatego jest metodologicznie nieuchwytne dla nauki. Jego miejsce zajęło pojęcie zdolności plonotwórczej gleby, które według miary, liczby i wagi informuje o tym, jaki plon daje gleba, ale nie o tym, jak ten plon i za pomocą jakich środków powstał. Poprzez dowolne stosowanie środków produkcji pod względem rodzaju i ilości,

204

tak zwanych składników mineralnych, pestycydów, herbicydów, regulatorów wzrostu itp., osiąga się z roku na rok obliczalne maksymalne plony, nawet na glebach z natury mało «uzdolnionych», czyli ubogich. Tym samym jakościowy aspekt żyzności gleby, np. wartość specyficzna dla danego miejsca lub pochodzenia, czy też jakość fizjologiczno-żywieniowa środków spożywczych, stał się przestarzały. Pojęcie zdolności plonotwórczej odnosi się w dużej mierze już tylko do kwestii agrotechnologicznych, natomiast pojęcie żyzności gleby – do kwestii nowej, mającej się rozwinąć sztuki uprawy ziemi. Wymaga ona, jak wyżej wskazano, poszerzenia spojrzenia na istotową stronę świata, na bardziej intymne działania sił w gospodarstwie natury.

Nawiązując do wyprowadzenia pojęć «organizm rolniczy» i «indywidualność rolnicza» (por. s. 88 i n.), dopiero teraz staje się jasny wymiar, w jaką rzeczywistość istotową rolnik właściwie wrasta swoją pracą. Wszystkie podejmowane przez niego działania w uprawie polowej i ogrodniczej dotyczą środkowego członu «indywidualności rolniczej» – gleby, której funkcja, z makrokosmicznego punktu widzenia, jest porównywalna z ludzką przeponą (Rysunek 5, s. 90). Tak jak ta w swojej rytmicznej dynamice pozostaje w związku z tętnem serca i oddechem płuc, tak też procesy glebowe odpowiadają rytmom, które mają swoje źródło w stosunkach ruchowych Ziemi i kosmosu. Jak rytm dnia i nocy rozkłada się mikrokosmicznie na polarne stany czuwania i snu, tak też działający w ukryciu świat istot przyrody przeżywa stany polarne: z jednej strony bycia urzeczonym w pełni form jako sen letni, a z drugiej, w przemijaniu tych form, bycia uwolnionym i usamodzielniania się jako przebudzenie zimowe. W ten sam sposób przejścia na wiosnę oznaczają zasypianie, a jesienią – budzenie się. W tę nieustanną przemianę w biegu roku ingeruje rolnik, wskutek czego żadne działanie nie jest podobne do drugiego. Kontinuum w przemianie zjawisk, do którego odnoszą się wszystkie zabiegi uprawowe, stanowi gleba i jej wychowanie do trwałej żyzności.

Zależnie od naturalnego uzdolnienia siedliska, żyzność gleby opiera się na trzech filarach: uprawy gleby, płodozmianu i nawożenia. Uprawa, zgodnie z potrzebami uprawianych roślin, steruje fizycznymi procesami gleby, płodozmian przyczynia się do ich ożywienia, a nawożenie ożywia je i przenika duszą. Te trzy nośne filary pierwotnego tworzenia wartości w rolnictwie zostaną w dalszej części rozpatrzone z poszerzonej perspektywy.

205

Pierwszy filar:

O istocie uprawy gleby w związku z jej rozwojem w ciągu roku

Gleba

Gleboznawstwo w strefach klimatu umiarkowanego ogranicza pojęcie gleby do zwietrzałej, przeoranej korzeniami warstwy wietrzenia, zalegającej na skale podłoża. Ta warstwa wietrzenia — w swej miąższości i strukturze — jest wyrazem, z jednej strony, rodzaju geologicznego materiału wyjściowego i ziemskich sił głębi, z drugiej zaś — rodzaju atmosferycznego działania i kosmicznych sił wyżyn. Jako modyfikujący trzeci element dochodzi geomorfologia, kształt krajobrazu (tektonika, erozja wodna i wietrzna). Przez wzajemne oddziaływanie tej trójni sił i substancji powstaje w pionie urozmaicony, znów trójczłonowo glieder profil glebowy. Jego najwyższa strefa, horyzont A, jest w wysokim stopniu kształtowana przez substancje i siły napływające z atmosfery — z «brzucha» indywidualności rolniczej. Tu, w tej najwyższej warstwie, skupia się roślinne i zwierzęce życie gleby, a z niego wyłoniony humus jako miarodajny nośnik żyzności. Humus nadaje temu horyzontowi ciemne zabarwienie i bogatą w pory strukturę gruzełkowatą.

Warstwa środkowa, horyzont B, jest wynikiem postępującego wietrzenia. Buduje się z mieszaniny iłu, mułu, piasku drobnego i grubego, która może przechylać się ku skrajnościom — ku ciężkiej glebie ilastej bądź lekkiej piaszczystej. Nośnikiem żyzności w tej strefie jest harmonijne proporcje mieszanki mineralnych składników — kwarcu-krzemienia, iłu, wapna — takie jak występuje w łagodnej glebie gliniastej.

Pod horyzontem wietrzenia zalega skała macierzysta — horyzont C. Granicę między obydwoma wyznacza front rozpuszczania wapna. Wskutek postępującego wymywania zasad zagłębia się on, w ledwie zauważalnych krokach, rok po roku.

Fizyczną podstawę gleby tworzą cztery klasyczne żywioły: ziemia, woda, powietrze i ciepło. Gleby mineralne wykazują całkowity objętościowy udział porów wynoszący 40 do 50%. Składa się on na złożony system

porów — od najdrobniejszych po grube, szczeliny skurczowe, biogenne kanały i inne. Przy deszczu wypełniają się wodą, przy suszy i przesiąkaniu — powietrzem. Ciepło, któremu fizycy od XVI/XVII wieku nie przyznają już własnego stanu jako żywioł (stanu skupienia), przenika swoje troje rodzeństwo, wprowadza je we wzajemne stosunki, zapewnia im przejście z jednego stanu żywiołowego w drugi — lub przy swej nieobecności (w chłodzie) — ich rozdzielenie i trwanie w odrębności.

206

W gleboznawstwie, na podstawie empirycznych badań budowy profilu, mówi się o rozwoju gleby, który dokonuje się od końca ostatniego zlodowacenia — od 10 000 do 15 000 lat temu. Na podstawie wyglądu rozmaitych profili glebowych i ich wielorakiego zróżnicowania jako skutku tego długotrwałego procesu wyróżnia się szereg charakterystycznych typów glebowych. W zależności od intensywności wietrzenia, pionowych przemieszczań substancji i horyzontowania mamy z jednej strony typy gleb wykazujące jeszcze młodociane stadia rozwoju — jak gleby AC «rędziny» na stanowiskach wapiennych w położeniach stokowych lub suchych. Biegunowo do nich, również z profilem AC, kształtują się «ranklery» na kwaśnych skałach krzemionkowych w położeniach erozyjnych. Wychodząc od tych młodocianych stadiów, dają się z drugiej strony śledzić typy gleb o wzrastającym wieku — jak na przykład na stanowiskach zasobnych w wapień szereg starzenia się: rędzina → brunatna gleba parabraunowa → pseudoglejowa, lub na kwaśnym kwarcu-krzemie szereg ranklera → gleby brunatne → bielice.

Każde gospodarstwo ma jeden lub często kilka takich typów glebowych. Ich znajomość wiele mówi o zdolności do uprawy, zdolności zatrzymywania wody i innych czynnikach decydujących o wzroście — krótko mówiąc: o uzdolnieniu naturalnym gleby. Ważniejsze jednak od tej wiedzy jest dla rolnika skierowanie uwagi na rozwój gleby, który dokonuje się rok po roku, i wżycie się w niego. Współkształtować ten rozwój — to znaczy przede wszystkim sztuka uprawy gleby.

Bieg roku dzieli się na pory roku: zimę, wiosnę, lato i jesień. W toku tych charakterystycznych następstw czasu gleba przechodzi rozwój nierozerwalnie związany z życiem i umieraniem roślin oraz świata zwierząt glebowych. Przez uprawę gleby rolnik i ogrodnik dąży — stosownie do okoliczności — do wspierania lub hamowania procesów życia, a tak samo procesów umierania. Symptomatykę tego procesualnego dziania się najwyraźniej unaocznia przykład uprawy zbóż.

207

Proces zimowy i uprawa gleby

Zimą świat zjawisk redukuje się do tego, co czysto fizyczne. Życie zewnętrzne w dużej mierze wygasło; wycofało się w stan spoczynku zarodników, nasion, pąków, a także w kambium i organy spichrzowe (bulwy, korzenie). Wzrost liści wysianego jesienią zboża ozimego zamiera. Gdy nadchodzi mróz, liście zstępują w rozetę układającą się gwiaździście, niczym odbicie gwiaździstego nieba, płasko przy ziemi.[184] Jedynie korzenie rosną powoli dalej w głąb. Natura przystraja się w jasność i ciemność, w biel i czerń. Z białej pokrywy śnieżnej kontrastowo wyłania się mrok gałęzi drzew i krzewów. Gleba wykazuje od listopada ciemniejszą barwę niż o innych porach roku. Jest to następstwo nasycenia wszystkich porów glebowych wodą. To zjawisko wskazuje na centralny zimowy proces — na daleko posuniętą separację czterech żywiołów od siebie nawzajem. Ciepło, które zwykle przenika wszystko, wycofuje się i pozostawia troje swych rodzeńców ich fizycznej własnej naturze. Na jego miejscu, jako biegun przeciwny, pojawia się chłód. Powietrze jest czyste i przejrzyste, otwierając widok w dal lub ku górnemu nieboskłonowi gwiazd. Woda przestaje parować; staje się gęstsza, ciężka i sączy się w głębię. To, co ziemsko-stałe, skupia się i formuje swą ściśle geometryczną, krystaliczną naturę.

Zimowy proces wprawia ziemię w stan oddania sobie samej — pewnego rodzaju duchowego przebudzenia. «Die Erde ist also während der Tiefwinterzeit am meisten Erde; ihre eigentliche Wesenheit ist sie da.» (Ziemia jest więc w głębi zimy najbardziej ziemią; tam objawia się jej właściwa istota.)[185] Emancypuje się od wpływów planetarnych i otwiera na napromieniane oddziaływania «najdalszego kosmosu» — sfery gwiazd stałych, którą Grecy znamiennie nazywali Kristallhimmel, kryształowym niebem.[186] Zima to «czas, w którym we wnętrzu ziemi może się rozwinąć największa siła krystalizacji, największa siła kształtująca dla substancji mineralnych. Wówczas wnętrzu ziemi właściwe jest […] podlegać wpływowi siły krystaliczotwórczej

208

sił, które leżą w przestworzach kosmosu, przychodzić pod ich wpływ […] a im głębiej się schodzi, tym bardziej mają one tę tęsknotę, by stawać się krystalicznie czystymi w gospodarstwie przyrody.»[187]

Siły kształtujące, krystaliczotwórcze, sięgają w zimnym przechwytem zimy także do żywiołu wody. Woda osiąga swą największą gęstość przy +4 °C i zaczyna — ponownie się rozszerzając — przy temperaturach poniżej 0 °C krystalizować w lód. Proces ten dokonuje się na powierzchni ziemi i zbiorników wodnych oraz w wilgoci powietrza, formując płatki śnieżnych kryształów. Przy wielkim mrozie opadają pojedyncze kryształy w postaciach, z których żadna nie jest równa innej; a jednak wszystkie krystalizują w pięknie i czystości według tej samej zasady — sześciokątnie, jako sześcioramienna gwiazda.

Te napromieniane w ciągu zimy z «dalekich przestworzy kosmosu» siły kształtujące, czyli krystaliczotwórcze, mają w trojakim sensie znaczenie dla rozwoju gleby w następnym roku.

Powstawanie mrozowej struktury gleby

Na skutek anomalii wody — przy krystalizowaniu powiększania swej objętości i stawania się przy tym właściwiej lżejszą — wywiera ona w nasyconych wodą kapilarnych spękaniach, szczelinach i porach gleby działanie rozsadzające. Jest ono szczególnie zbawienne wówczas, gdy po późnym zbiorze roślin okopowych jesienią i rozmokłej glebie pług zostawia zamazany, sprasowany do koherencji Pflugbalken. Wtedy potrzebny jest «Meister Frost» — «pan Mróz» — który przywraca glebie grudkowaty stan, jakiego żadnym narzędziem nie zdołałby osiągnąć rolnik. Mróz rozsadza koherentną masę gleby w mnóstwo drobnych, kantowatych, wielobocznych grudek — szron-gara, czyli «gruda mrozowa». Jako że powstaje ona czysto fizyczną drogą, jest nietrwała i przy ulewnym deszczu może łatwo znów ulec zamuleniu. Lecz jeśli sprzyja rolnikowi szczęście i gruda mrozowa utrzyma się aż do wczesnej wiosny, stabilizuje się biologiczną drogą i zapewnia — zanim jeszcze wiosenny zasiew znajdzie się w glebie — jak się mówi, połowę plonu.

Przez zimę sama przyroda, wraz z «panem Mrozem», przejmuje uprawę gleby. Ręka człowieka spoczywa.

209

Powstawanie minerałów ilastych i ich odnowa

Glina stanowi mieszaninę różnych minerałów ilastych oraz amorficznych produktów końcowych wietrzenia — wodorotlenków krzemu, glinu, żelaza itd. Te ostatnie mają naturę koloidalną, są bezpostaciowe — stan pomiędzy stałym a ciekłym, ten sam, który leży u podstaw wszelkiego procesualnego dziania się w tym, co żywe. Plastyczność gliny wynika z jej powinowactwa z wodą oraz z częściowo submikroskopowej drobności krystalicznych blaszek minerałów ilastych, z pęczliwości pewnych rodzajów minerałów ilastych (Montmorillonit i in.) oraz z wysokiej zdolności pochłaniania wody przez koloidy glebowe. Woda sprawia, że glina pęcznieje. Odwodnienie przez przesuszenie wytwarza najdrobniejsze rysy skurczowe aż po głębokie szczeliny glebowe.

Gdy dynamika gliny jest w istotny sposób określona przez powinowactwo z wodą i rozpuszczonymi w niej solami, to powietrze i ciepło współtworzą rytmiczne wahanie pomiędzy formą (twardą skorupą) a procesualną wymianą substancji. Ten rytm przejawia się szczególnie w dynamice hydratacyjnych osłon cząstek ilastych. Przy suszy (latem) kurczą się one i w swojej gęstości zbliżają do tego, co stałe i ziemiste. Przy wilgoci (zimą) osłony wodne rozszerzają swoją objętość. Tak oto glina jest nośnikiem rytmicznego współdziałania tego, co stałe, ciekłe, gazowe, i ciepła — a tym samym reprezentantem członu istoty środka, «przepony», między bieguniem przemiany materii ponad ziemią a bieguniem głowowym pod ziemią (por. Rysunek 5, s. 90).

Strukturotwórcze w glinie są minerały ilaste; krystalizują one heksagonalnie w cieniutkich blaszkach o rozciągłości powierzchni mniejszej niż 0,002 mm. Łupią się do tak submikroskopowej cienkości powierzchni krystalicznych, że można je określić jako zmaterializowaną ideę «płaszczyzny» — tę, która zgodnie z krystaliczotwórczymi siłami kształtującymi kosmosu, substancjalnie rozbudowuje sieć krystaliczną powierzchniowo i odgranicza się w formę sześciokąta. Minerały ilaste zawdzięczają wysoką dynamikę wiązania i uwalniania substancji rozszerzalnym warstwom pośrednim, przede wszystkim jednak właśnie tej dwustronności swoich powierzchni rozciągających się w szeregowaniu w niemal nieskończoność. Rozciągłość powierzchni 1 g pęczniejącego Montmorillonitu wynosi na przykład 800 m².[188] W rytmicznym wahaniu pomiędzy krystaliczną formą a wodnisto-substancjalną

210

dynamiką to właśnie minerały ilaste czynią glinę nośnikiem żyzności w obszarze tego, co fizyczno-mineralne.

Różne rodzaje minerałów ilastych powstają na trzy sposoby:

  • Przez fizyczne wietrzenie łyszczyków. Tworzą się przy tym m.in. pierwotne minerały ilaste, a przez dalszy chemiczny rozkład — przeobrażenia do wtórnych minerałów ilastych.
  • Przez chemiczne wietrzenie zasadowych magmatytów i metamorficznych skał powstają szeregi wtórnych minerałów ilastych aż po całkowity rozpad sieci krystalicznych, z wytworzeniem wspomnianych amorficznych, koloidalnych wodorotlenków.
  • Nowopowstanie wtórnych minerałów ilastych z syntezy koloidalnej masy wodorotlenków krzemu i glinu.

To nowopowstanie jest oryginalnym procesem krystalizacji, «stawaniem się ziemią» z żywego prastanu koloidalno-wodnego, substancji półżywej.[189] Amorficzna masa koloidów glebowych przeobraża się na nowo. Substancje porządkują się — z wbudowaniem zasad metalicznych — do ścisłej geometrii sieci krystalicznej. Siły sprawcze tego porządku szuka się zazwyczaj we właściwościach substancji. Jak jednak możliwe jest, że pewne kryształy — jak na przykład kwarc — wykazują geograficznie zależny habitus, inne zaś — jak piryt — mogą przy tej samej substancjalnej budowie przybierać całkiem różne modyfikacje formy krystalicznej? Siły, które to sprawiają, przychodzą z zewnątrz tego, co fizyczno-ziemskie; są to wspomniane pozaprzestrzenne i pozaczasowe siły kształtujące z kosmosu pozaplanetarnego, do których manifestacji poszczególne elementy substancji mają — stosownie do swych materialnie związanych właściwości — każdorazowo swoisty stosunek w przestrzeni i czasie.

Na stan rzeczy kosmicznego pochodzenia kształtujących, krystaliczotwórczych sił Rudolf Steiner zwraca uwagę we wskazaniach przytoczonych powyżej. Opisuje ich działanie jako zdarzenie zimowe — jako to, które wprawia ziemię aż w jej głębie w stan krystalicznie czystszy. Nasuwa się tu dostrzeżenie związku tego działania sił kształtujących z przeobrażeniem pierwotnych w wtórne minerały ilaste, a zwłaszcza z ich nowopowstaniem z bezpostaciowych stanów koloidów glebowych. W tym samym kierunku idzie wskazanie Williego Laatscha (1905–1997),[190] że sieci krystaliczne minerałów ilastych w glebie przy niskich temperaturach

211

powstają (zimą) i w porównaniu z krystalicznymi skałami pierwotnymi wykazują niższy stopień uporządkowania sieci krystalicznych.

Tak więc można podsumowując powiedzieć: również z punktu widzenia dynamiki procesów wietrzenia w nieorganicznej przyrodzie — aż po amorficzne stany koloidalne — oraz dynamiki powstawania nowych, krzemianowych minerałów ilastych, zima wyznacza początek rozwoju gleby w biegu roku.

Zimą gleby odnawiają się w swojej fizycznej konstytucji w samouprawie przez zimowe siły kształtujące.

Nośnictwo i zachowanie kosmicznych sił formy w ciągu roku

Formkräfte promieniujące w zimie działają poprzez substancję ziemi — tym silniej, im zima surowsza. Do tych siły kształtujących, tworzących kryształy i stwarzających strukturalną czystość, fizyczno-mineralna przyroda — reprezentowana przez krzemień (kwarc, krzemiany), wapno (skały zasobne w zasady) i glinę — pozostaje w różnych relacjach. Kwarc-krzemień w strefach umiarkowanych i podbiegunowych jest niemal odporny na wietrzenie. Odpiera formordozę siłę wody, wapno zaś ją przyciąga. Kryształ górski (krzemień) jest z natury «kristallisch rein» (krystalicznie czysty); wapno rozwija własną dynamikę rozpadu i budowy; pojawia się w rozlicznych postaciach, w rozpiętości od kalcytu krystalizującego w romboedrycznej czystości aż po wodorotlenowy trawertyn. Krzemień i wapno tworzą przeciwieństwa w glebie i w świecie skał. Wapno posiada wysokie powinowactwo do wody. Tak jak jest ono «chciwie» podatne na siły kształtujące gwiaździstego nieba, tak i na formujące siły bliskiego Słońcu planetarnego otoczenia działające poprzez żywioł wody, promieniujące od Merkurego, Wenus, zwłaszcza zaś od Księżyca. To ostatnie zachodzi wiosną, w związku z rozwijającym się życiem. Zimą natomiast chciwie wessuje ono siły gwiazd stałych, podczas gdy spoczywający w sobie, krystalicznie czysty krzemień z powrotem je odrzuca. «Der Kalk beansprucht alles, das Kieselige beansprucht eigentlich gar nichts mehr […] Das Kieselige ist der allgemeine äußere Sinn im Irdischen, das Kalkige ist die allgemeine äußere Begierde im Irdischen, und der Ton vermittelt beides.» («Wapno rości sobie pretensje do wszystkiego, krzemień właściwie niczego już więcej nie potrzebuje [...] Krzemień jest powszechnym zewnętrznym zmysłem w tym, co ziemskie, wapno jest powszechnym zewnętrznym pożądaniem w tym, co ziemskie, a glina pośredniczy między nimi.»)[191] Glina stoi bliżej tego, co

212

krzemionkowe, niż wapna. Uwidacznia się to w krzemianowo-krystalicznym, warstwowym budulcu minerałów ilastych. Lecz ma ona zdolność, niejako w wyższej syntezie, zjednoczenia bieguna krzemionkowego i wapiennego. Jej dynamika jest dwojaka: z jednej strony powierzchnia cząstek ilastych otoczona jest otoczką hydratu, z drugiej zaś — może ona przyjmować wodę między swoje krystaliczne warstwy. Substancje rozpuszczone w wodzie, przede wszystkim zasadowe, zostają przy tym ze swej strony adsorbowane przez krystaliczne powierzchnie graniczne albo mogą się z tego związania uwolnić w wymianie za inne. Gdy w gleboznawstwie mówi się o adsorpcji lub pojemności wymiennej gleb, parametry te odnoszą się, obok humusu, przede wszystkim do minerałów ilastych. W świetle powyższego nasuwa się, że zimowe siły gwiezdne wpływają zarówno na krystaliczny stopień uporządkowania minerałów ilastych, jak i na stopień uporządkowania substancji związanych z powierzchniami granicznymi i międzywarstwowymi.

Z drugiej strony glina zachowuje siły kształtujące, które krzemień z powrotem odrzuca, a które wapno chce dla siebie przejąć, i pośredniczy nimi w ciągu okresu wegetacyjnego korzeniom roślin. Glina jest, poprzez korzenie i wyrastający w powietrze i ciepło pęd, «der Förderer der kosmischen Aufwärtsströmung» («krzewicielem kosmicznego prądu wznoszącego»).[192]

Ta wskazówka nawiązuje do strumienia sól-woda — Goethe nazwał go Erdsaft (sokiem ziemskim) — skierowanego w osi pędu, w ksylemie, wewnątrz peryferycznego kambium ku górze, w liście. Ten niosący siły kształtujące strumień jest tym, który pomaga roślinie w fizycznym ukształtowaniu jej substancji — białek, budulcowych węglowodanów i tym podobnych — i tak jako całości ku zmysłowo uchwytnej postaci jej typus.

Fizyk i chemik odgranicza substancje od siebie według ich właściwości. Właściwości te odnosi się do potencjału sił — elektryczności, magnetyzmu, siły jądrowej — który wszakże charakteryzuje jedynie fizyczną, ziemsko-związaną stronę substancji. Rudolf Steiner jest tej strony świadom w swoich badaniach duchowych, odsłania jednak ponadto drugą stronę substancji — kosmiczną — przez którą dopiero ujawnia się ich istota działająca w tym, co fizyczne. Fizyczno-siłowa konstytucja jakiegoś elementu substancji — lub kompozycji takich elementów, jaką jest minerał ilasty — okazuje się punktem odniesienia, pośrednikiem i nośnikiem specyficznie z kosmosu promieniujących sił, jak na przykład siły kształtujące sfery gwiazd stałych bądź dawcze życiu eteryczne siły kształtujące

213

Słońca i planet. «Kosmiczne życie» i «kosmischer Chemismus» («kosmiczna chemizacja»)[193] posługuje się niejako ziemskimi substancjami i siłami — takimi, jak krzemień, wapno i glina w glebie — aby w formach roślin wyplastyczniać ich praobraz, ich typus.

Pod tym właśnie kątem rozpatrywana jest krystaliczna natura minerałów ilastych wraz z substancjami, które przez siły podfizyczyno-ziemskie są z nimi związane, wystawiona w czasie zimy na promieniowania sił nadfizyczyno-kosmicznej natury, działające w tym, co organiczne, jako niosące życie i kształtujące życie. Tak można rozumieć wypowiedzi Rudolfa Steinera o glinie w tym sensie, że glina zachowuje te siły kształtujące i pośredniczy nimi korzeniom w następującej fazie wzrostu. Wypływają one ku górze, kształtują postać rośliny na obraz jej typus i komponują substancje w owocach jako nośniki pożywności.

Proces wiosenny i uprawa gleby

Przedwiośnie

Na długo zanim nadziemny wzrost budzi się z zimowego snu, po zaledwie kilku dniach ocieplającego słońca przedwiośnia — niekiedy już w lutym — porusza się zaskakująco żywe życie gleby. Powierzchnia gleby rozjaśniła się nieco wskutek parującej wody, powietrze i ciepło wnikają w pory wierzchniej warstwy, cztery żywioły zaczynają się na nowo przenikać. To czas, w którym rolnik przejmuje kierownictwo nad rozwojem gleby w biegu roku i w którym nachodzi go niecierpliwość, by zbyt wcześnie wjechać na pole ciężkimi ciągnikami. Aby się przed tym ustrzec i wyrobić sobie jasny obraz stanu gleby, schodzi z wysokiego ciągnika, klęka na polu, przesuwa ręką i ramieniem na bok wierzchnią warstwę — i z zdumieniem stwierdza, ile chwastów już skiełkowało i doszło do stadium nitkowatego, jak krzątają się już chrząszcze, ile dżdżownic, larw itp. jest już na poszukiwaniu pokarmu, przede wszystkim zaś, jak przez działanie mikroorganizmów zimowa gara mrozowa zaczyna stabilizować się w strukturze gruzełkowatej. Dokonuje się proces «żywego budowania».[194]

214

Bakterie połączone ze sobą w kolonie śluzowatymi substancjami swoich otoczek komórkowych tworzą mostki między cząstkami gleby. Powstają mniejsze i większe pustki, objętość porów powiększa się, wymiana powietrza i ciepła w rytmie dnia i nocy wzrasta, a gleba staje się chłonna na gwałtowne ulewy. Przy bliższym wejrzeniu widać jednak, że przy szorstkiej skibie dna bruzd są jeszcze ciemne, nasycone wodą; albo też, gdy jesienią teren wyrównany był przez docisk pługa, podglebie okazuje się zbyt wrażliwe na nacisk. Niestosowna — z reguły zbyt wczesna — uprawa pozostawia nieodwracalne uszkodzenia ciśnieniowe w koleinach ciągnika: rozwój gleby zastyga na resztę roku. Inaczej rzecz się ma przy pracy końmi. Punktowe ślady nacisku końskich kopyt szybko zanikają dzięki działaniu mikroorganizmów.

Maksyma na przedwiośniu brzmi: «So früh wie möglich hinaus auf den Acker.» («Wyjść na pole tak wcześnie, jak to możliwe.») Czyni to wspomnianą niecierpliwość zrozumiałą. Chodzi o wyrównanie pola, o wspieranie gruzełkowania przez ogrzewanie i przewietrzanie gleby oraz o stworzenie pierwszego łoża kiełkowego dla chwastów. Temu celowi służy pierwszy zabieg uprawowy w biegu roku — wałowanie zgrzebłem. W rolnictwie chemotechnicznym stał się on zbędny dzięki stosowaniu herbicydów. Ze względów kosztowych i z powodu dużych ciężarów ciągników łączy się bezpośrednio zabiegi przygotowania łoża siewnego z siewem. W rolnictwie biologiczno-dynamicznym powinny, o ile warunki pogodowe na to pozwalają, gdziekolwiek tylko możliwe, poprzedzać siew wałowanie zgrzebłem oraz jeden lub dwa przejazdy broną — aby wyrwać z korzeniami i wysuszyć chwasty będące w delikatnym stadium siewki. Jednocześnie pobudzane są gruzełkowanie i przemiany substancji, przerywany jest kapilarny podciąg wody, a tym samym zimowa wilgoć jest zatrzymywana w glebie.

Obok przygotowania łoża siewnego dla zbóż jarych pielęgnacji gleby wymaga też ozimina: czy to przez rozbijanie skorupy glebowej lekką broną lub zgrzebłem polowym, czy to przez wałowanie roślin, aby ich system korzeniowy po przemrożeniach na zmianę odzyskał kontakt z glebą.

Wiosna

Zachodzące teraz procesy wiosenne zostaną ukazane na przykładzie zboża jarego. Po przygotowawczych pracach przedwiosennych następuje siew. Ziarno składane jest na kilka centymetrów w ciemność ziemi, na podłożu lekko ubitym przez stopkę redlicy. Ułatwia to

215

pęcznienie nasienia przez kapilarny podciąg wody; bocznie i od góry siew otoczony jest powietrzem i ciepłem w drobnogruzełkowatej przykrywie ziemnej. Kiełkowanie nasienia jest procesem, który nie zakłada obecności żywiołu stałego i ziemistego, czyli ziemi właśnie, zakłada jednak żywioły ciepła, powietrza i wody. Świadczy to już o tym, że wzrost rośliny kiełkującej wskazuje wstecz na stan ewolucyjny, kiedy Ziemia nie była jeszcze Ziemią, a roślina była jeszcze zrodzoną z wody. Ten stan powtarza się na początku jej stawania się rośliną ziemską. Tę zasadę powtarzania dawniejszych stanów sformułował Ernst Haeckel (1834–1919) w roku 1866, jako wynik swych badań nad rozwojem zarodkowym roślin, zwierząt i człowieka, jako «Biogenetische Grundregel» («Podstawowe prawo biogenetyczne»), głoszące: «Die Ontogenie ist eine Wiederholung der Phylogenie»[195] («Ontogeneza jest powtórzeniem filogenzy»), czyli: «Rozwój osobniczy jest powtórzeniem rozwoju rodowego.» Rudolf Steiner nie ogranicza tego wglądu jedynie do stawania się Ziemi i jej królestw przyrody, lecz rozszerza go na trzy planetarne stany, które poprzedzały powstawanie Ziemi. Opisane zostają jako Stary Saturn (z którym powstał żywioł czystego ciepła), Stare Słońce (ze zagęszczeniem części ciepła w żywioł powietrza) i Stary Księżyc (ze zagęszczeniem części powietrza w żywioł wody). Dopiero w czwartym stanie planetarnym powstał żywioł stałego i ziemistego.[196] Na trzecim szczeblu ewolucji, na Starym Księżycu, to, co roślinne, kształtując się z wody, żyło jako mało jeszcze zróżnicowana, żywa masa. Na początku rozwoju Ziemi powtarza się na wyższym szczeblu stan Starego Księżyca, tak samo jak oba poprzedzające go szczeble ewolucji. Gdy świat roślinny różnicuje się ku «ziemsko narodzonemu», gdy w korzeniu, liściu, łodydze i kwiecie wgłębia się żywioł ziemistości, na początku «rozwoju osobniczego» rośliny stoi delikatna, wodna siewka jako powtórzenie czasu Starego Księżyca.

Zboża należą do traw, a jako takie do jednoliściennych. Nasiona dzielą się na zarodek (embryo) i bielmo (endosperm). Oddziela je od siebie jedna liścień, tarczka. Przy kiełkowaniu liścień nie wynurza się na światło, jak to jest regułą u dwuliściennych, i nie zielenieje jak one, lecz pozostaje w glebie przytwierdzona do łupiny nasiennej. To, co się pojawia, jest już kłującym pierwszym liściem. Roślina kiełkująca jest ukształtowaniem tego, co

216

jako organy widoczne jest już zawiązane w zarodku.[197] W zarodku ujawnia się «das Kosmische [Urbild; Ergänzung des Verfassers], das als Form der Pflanze im Samen lebt» («to, co Kosmiczne [praobraz; uzupełnienie autora], co jako forma rośliny żyje w nasieniu»).[198] Tkanka odżywcza bielma, wypełniająca w znacznej mierze objętość nasienia, pochodzi od rośliny macierzystej i jest tak ukształtowana co do rodzaju i ilości, że roślina — w powtórzeniu żywo-wodnego stanu księżycowego — może rozwinąć się jedynie do siewki, nie zaś dalej ku wysoce zróżnicowanej, ziemskiej roślinie zbożowej. Do tego potrzeba dwóch rzeczy: zieleniejącego, ku górze dążącego źdźbła i liści pod światłem aktualnie naświetlającego słońca oraz zrastania się korzenia z ziemią. Jak ogólnie u roślin wyżej stojących, tak i u zbóż, zarodek na przekroju podłużnym ukazuje zawiązaną w zarysie trójczłonową postać: biegun korzeniowy, biegun pędowy z punktem wegetacyjnym i — tworząc środek — węzeł kiełkowy, który skrywa w sobie siłę ku wyproście.

Z pęcznieniem nasienia, przy odpowiednim ogrzaniu gleby, w tkance odżywczej zaczynają się procesy rozkładu. Jako pierwsze zaczyna wzrastać korzenie kiełkowe: u pszenicy trzy, u owsa cztery. W stadium siewki nie są one jeszcze pokryte włośnikami korzenymi; są to uwypuklenia komórek skórki korzenia. Dlatego chwasty najłatwiej jest wykorzenić broną lub zgrzebłem polowym, kiedy jeszcze ich nie widać. Dopiero wraz z zielenienie się pierwszych liści i tym samym pobudzeniem własnej przemiany materii korzenie kiełkowe wchodzą przez włośniki korzeniowe w bliski związek z glebą. Formują się pasma przewodzące — phloem (asymilaty) i xylem (woda, sole). Włośniki korzeniowe, gęsto stłoczone — do 100 na milimetr długości korzenia[199] — zrośnięte z cząstkami iłu i humusu, zajmują w młodocianym stadium w pewnym oddaleniu od czubka korzenia początkowo całą długość korzeni kiełkowych. Gdy wyciągnie się ostrożnie z gleby roślinę owsianą lub jesienią roślinę żytnią w stadium jednoliścieniowym, do korzenia przylegają grudki glebowe, jak kiełbaska. Dopiero ze swymi pionowo w głąb dążącymi i rozgałęziającymi się korzeniami oraz pionowo ku słońcu wznoszącym się pędem roślina opuszcza swe księżycowo-wodne stadium kiełkowe i staje się odbiciem związku ziemi z aktualnie działającym kosmosem.

217

Siewka wzrasta z ziemskich substancji i z kosmicznych sił, które roślina macierzysta przekazała nasieniu w bielmo. To źródło wyczerpuje się z chwilą ukończenia siewki. Jakie źródło musi teraz zostać na nowo otwarte? Jaka tkanka odżywcza wstępuje na miejsce zużytej? Musi być ona, podobnie jak tamta, produktem minionych procesów życiowych. Jest nim humus, powstający przez przekształcenie wszystkiego, co rośliny pozostawiły jako resztki, z wyjątkiem tego, co weszło w wytwarzanie nasion. Jak jednak sformowana siewka może sięgnąć po to nowe źródło pożywienia — czy to po humus odżywczy, czy po dojrzały humus trwały? Tu na uwagę zasługuje najpierw kształtowanie się korzeni włóknistych, czyli wieńcowych. Wyrastają one wiosną z najniższych jednego do dwóch węzłów i mnożą się wraz ze wzrastającym krzewnieniem. W stosunku do pierwotnych korzeni kiełkowych korzenie włókniste są tworem wtórnym. Rosną one blisko powierzchni i tworzą wieniec korzeniowy, który w najdrobniejszym rozgałęzieniu przenika próchnicę. Właściwe udostępnianie humusu odbywa się jednak przez wspomniane włośniki korzeniowe, przez które gęsty ich obsad na korzeniach kiełkowych i włóknistych wielokrotnie powiększa powierzchnię korzeni. Przez włośniki korzeniowe wyrastająca roślina wchodzi w bezpośredni związek z otaczającą ją glebą.

Włośniki korzeniowe wydzielają część asymilatów wytworzonych w liściach, takich jak cukry, białkopodobne substancje śluzowe, fermenty, kwasy organiczne, odprowadzanych obwodowym prądem phloem w dół ku korzeniom. W przeciwprądzie pobierają sole mineralne i wodę, która ze swym ładunkiem substancji — wbrew grawitacji — prowadzona jest przez tkankę przewodzącą xylem ku asymilującym organom nadziemnego pędu roślinnego.

Przez swe wydzieliny korzeniowe roślina wydaje się być wiadrem bez dna — bezużyteczna strata? Jest wręcz odwrotnie. Wiosną rozszerza ona swą «organizację życiową» w przeniknięty przez siebie przestrzeń glebową i obejmuje kierownictwo nad niezliczoną armią drobnoustrojów. Wydzieliny korzeniowe obalają jednostronne przekonanie, że gleba żywi rośliny i że te byłyby jedynie biernymi odbiorcami. Wiosną, odwrotnie, rośliny w znacznym stopniu czynnie własnym działaniem żywią glebę i wyzwalają w niej procesy, przez które biorą dla siebie w posiadanie żyzność gleby. Jest to wydarzenie równie subtelne, co nieprzeglądnie złożone, kierowane przez ciało eteryczne roślin, stosownie do potrzeb ich postępujących stanów wzrostu.

Wydzieliny korzeniowe żywią, aktywują i sterują działalnością drobnoustrojów, budują w obszarze korzeni, zależnie od gatunku rośliny-gospodarza,

218
Abbildung 12: Winter- und Frühjahrsprozesse im Boden. Die Hautbearbeitung im Frühjahr.

szereg specyficznych wspólnot życiowych (symbioz) z bakteriami i grzybami i przez substancje czynne podwyższają tempo rozmnażania bakterii w przykorzenionej przestrzeni glebowej, w ryzosferze, pięćdziesięcio- do stukrotnie.[200] Ponadto wydzieliny kwasowe (kwas węglowy, kwas jabłkowy) przyczyniają się do udostępniania minerałów.

Kierowany przez rozszerzającą się w ryzosferę organizację życiową rośliny, rusza właściwy proces wiosenny — mikrobiologiczny rozkład humusu aż po całkowite zmineralizowanie (Rysunek 12).

Życie zakonserwowane w składzie substancyjnym dojrzałego humusu przeistacza się teraz w życie heterotroficznych organizmów w ciemności ziemi — niezliczonych bakterii, pierwotniaków i grzybów, które na podobieństwo trawienia jelitowego same z kolei, obumierając, rozpadają się na swe substancyjne składniki i rozpuszczają się w wodzie glebowej w postaci soli. To wegetatywny wzrost roślinnego łanu wiosną sprawuje rządy nad procesem «trawienia żyzności gleby» i tym samym nad właściwą miarą uwalnianych soli mineralnych, przede wszystkim azotu. Te ostatnie adsorbowane są przez włośniki korzeniowe jednocześnie z wydzielaniem asymilatów, w kierunku przeciwnym do niego.

219

Gdy zimą przeważało czysto fizyczne dzianie się — oddzielanie żywiołów, obumieranie zewnętrznego życia organicznego, towarzyszące mu procesy zagęszczania i krystalizacji — to wiosną jest nim rozwijające się na zewnątrz życie największego rozmachu, pod ziemią i nad nią. To ku przyszłości zwrócone stawanie się zużywa jednak żyzność gleby. To zużycie wynika z rozkładu nośnika minionych procesów życiowych — humusu. Jak bielmo przynależy do nasienia i w kiełkowaniu zamiera ku tworzeniu siewki, tak tkanka odżywcza humusu jest glebą kiełkową, z której — pod napromieniwającymi siłami kosmosu — obecne życie rośliny aż po wytwarzanie owoców może ukształtować się ziemsko.

Im żyźniejsza gleba i im bardziej nasłonecznienie i deszcz, a także przewietrzanie i przegrzewanie gleby nawzajem się przeplatają, tym aktywniej dojrzewające wiosną łany mogą dokonywać tego przeobrażenia obumarłego w nowe życie.

Tworzenie skorupy i obróbka powierzchni

Pod wpływem egzogennych oddziaływań bieguna przemiany materii ponad ziemią, dynamika procesów glebowych wiosną podlega silnym wahaniom, które wzywają rolnika do dokładnej obserwacji, badawczego myślenia i przytomnego działania. Jeśli chodzi o uprawę gleby, chodzi teraz o to, by obok terminowego hamowania wzrostu chwastów wyrównywać jednostronne skutki warunków pogodowych na korzyść zrastania się gleby z rośliną. Chodzi o rozbijanie skorupy. Skorupa tworzy się po każdym silniejszym opadzie deszczu; trzeba ją, aż do strzelania w źdźbło zbóż, wciąż na nowo rozbijać. Ta właściwa dla wiosny ryzująca «Hautbearbeitung» (pielęgnacja skóry gleby) egżą, zgrzebłem, motyką musi się dokonywać możliwie uderzeniowo: każde wytworzenie skorupy zamyka glebę, ogranicza lub wręcz uniemożliwia oddychanie gleby, pobieranie tlenu — niezbędnego dla aerobowego, roślinnego i zwierzęcego życia glebowego — oraz oddawanie kwasu węglowego, który po części wydziela się z korzeni roślin, po części uwalnia się z mikrobiologicznego rozkładu humusu. Wytworzenie skorupy oznacza zator kwasu węglowego w glebie. Działa on jak trucizna, hamując subtelną wymianę między wydzielinami korzeniowymi a aktywnością drobnoustrojów, a przez to dynamikę rozkładu humusu. Uprawa skóry gleby oznacza więc z jednej strony aktywne pomniejszanie żyzności gleby — niekiedy można zaobserwować, jak pole obsiane zbożem jarym

220

na części terminowo zgrzeblowanej wykazuje bujniejszy wzrost niż na tej pozostawionej bez uprawy — z drugiej strony zgrzeblowanie pomaga, by dwutlenek węgla, cięższy od powietrza, mógł uciekać z otwartych porów, zwłaszcza gdy wiatr przesuwa się nad polem i wyciąga go z gleby siłą ssącą. Gromadzi się on w przyziemnej warstwie powietrza, a więc tam, gdzie jest wdychany przez liście i staje się budowniczym rusztowania postaci rośliny.

U zbóż strzelanie w źdźbło kładzie kres pielęgnacji skóry gleby. U roślin okopowych i polowych kultur warzywnych sięga ona jeszcze w wczesne lato. Wymagają one — jak choćby ziemniaki — ciągłego zgrzeblowania, obsypywania i motyczenia, aż do czasu, gdy rzędy się zwarą. Głęboka ingerencja w glebę wiosną — frezą, kultywatorem lub wręcz pługiem — musi być dobrze przemyślana i zważona wobec swych następstw. Oznacza ona z reguły początkowo turbulentną, niemożliwą do opanowania i wykorzystania przez świeżo wysiany materiał roślinny stratę żyzności gleby. Konieczność tak głębiej sięgającej uprawy istnieje w uprawie roli po oziminie międzyplonowej, szkodach wymrożeniowych i wymuszonej walce z perznicy. Następstwem tej nieodpowiedniej głębszej ingerencji jest ubytek humusu oraz utrata zimowej wilgoci, która nierzadko pociąga za sobą konieczność nawadniania. W ogrodnictwie panuje pod tym względem szczególna sytuacja. Wskutek następowania po sobie kolejnych kultur gleba musi być głębiej uprawiana do ponownego siewu niezależnie od pory roku, a ze względu na szybki rozwój kultur owocujących w fazie wegetatywnej utrzymywana przez rok w stanie bardziej wiosennym. Wyższy obrót humusowy jest dlatego nieuchronną konsekwencją.

Proces letni i uprawa gleby

Podorywka ściernisk, mulczowanie, budowanie próchnicy i działalność fauny glebowej

W czasie kwitnienia zbóż, około połowy czerwca, tworzenie korzeni, a wraz z nim gara gleby, osiąga swój szczytowy punkt. Do tego momentu gleba ugina się jeszcze elastycznie pod stopami. Po kwitnieniu pierwsze korzenie obumierają, podobnie jak — stopniowo, od dołu ku górze — pierwsze liście. Promienie słoneczne sięgają aż do powierzchni gleby, a im bardziej zbliża się pora dojrzewania, tym bardziej gleba twardnieje i wysycha. Jest to czas, w którym rośliny okopowe

221

zwarują rzędy; pod ochroną cienia liściowego dachu wilgoć gleby utrzymuje się — a wraz z nią żywotność bodengary.

Choć ilość opadów latem z reguły osiąga roczne maksimum wskutek nawałnicowych ulew, to te wyparowują przeważnie równie szybko, względnie — zależnie od struktury gleby — giną w powierzchniowym spływie. To ostatnie dzieje się z reguły pod łanami kukurydzy, już przy nieznacznym nachyleniu stoku. Jeśli zimą mieliśmy w glebach nasycenie wodą i chłód, to latem pory wypełnione są powietrzem i ciepłem. Wraz z nastającą suszą ogranicza się rozkładająca działalność mikroorganizmów w glebie. Za to teraz świat organizmów glebowych opanowuje scenę. Jeśli zimą przeważał procesowo pierwiastek fizyczny, wiosną eteryczno-życiowy, to latem panuje pierwiastek duszewno-astralny. Poprzez działalność organizmów glebowych żyjących w powietrzu i cieple zachodzą procesy uwewnętrznienia, astralizacji. Jeśli w postępującej wiośnie organizmy glebowe brały przez swą ryją i kopią działalność oraz pozostawianie odchodów istotny udział w budowie gruboporowatej bodengary i systemu kanałów, to ich funkcja zmienia się stopniowo od lata ku jesieni. Teraz znajdą one w obumierającej substancji organicznej, zwłaszcza w przerośniętej korzeniami wierzchniej warstwie gleby, obfite pożywienie i dbają o to, by ów «humus odżywczy» — w przejściu przez przewód pokarmowy — przekształcał się w trwałe formy humusu. To, co wiosną zostało rozłożone z humusu na korzyść wegetatywnego wzrostu roślin, restytuje się poprzez humusowo-budującą działalność organizmów glebowych, zwłaszcza od pełni lata (Rysunek 13, s. 222). Ów proces budowania humusu przebiega czasowo biegunowo wobec krystalizacji w zimie i dokonuje się w ciemności ziemi. W związku z tym wszystkie roślinne pozostałości wstępującego biegu roku muszą być w jego biegu zstępującym wmieszane w glebę. Dzieje się to przez jeden zabieg uprawowy, który wmiesza organiczne resztki nadziemne — jak ściernisko, resztki słomy i wymłótu, chwasty — w warstwę bodengary. Ta «uprawa mulczująca» sięga głębiej niż uprawa skóry gleby wiosną, ale w idealnym przypadku nie głębiej, niż sięga ukształtowana wiosną warstwa gary (ok. 8–10 cm). Gdy ta jest w pełni dojrzała, pozostawia po zabiegu drobnogruzełkową warstwę, która przerywa kapilarny podciąg wody, chroni tym samym przed dalszym parowaniem, przyjmuje ulewne deszcze i tworzy łoże dla ziarna osypanego i nasion chwastów (Rysunek 13, s. 222).

222
Abbildung 13: Sommer- und Herbstprozesse im Boden und deren Lenkung durch Mulch- und Tiefenbearbeitung.

Letnią pracę budowania humusu wspiera uprawa mulczująca tym, że mimo silnego nasłonecznienia, ciepła i przeważającej suszy stwarza organizmom glebowym odpowiednie warunki bytowania. Na przykładzie podorywki po żniwach zbożowych oraz aktywności dżdżownic chcemy to zilustrować. Po sprzątnięciu słomy ściernisko musi być niezwłocznie zaorane (przełamane). W czasach przed pojawieniem się kombajnu (lata 1950/60) zboże żniwiono w dojrzałości żółtej w snopy, stawiano w kopyty do dojrzewania i suszenia, zwożono do stodoły i z reguły młócono zimą. Zaletą tego sposobu żniw było:

  • Podorywka wcześniejsza o ok. 14 dni w porównaniu z konieczną do kombajnu dojrzałością martwą.
  • Utrzymuje garę gleby.
  • Ochrona przed wyschnięciem i — w idealnym przypadku — przyspieszone wysiewy międzyplonów.
  • Oddzielny zbiór plew. Stanowią one — z dodatkiem ziół — odpowiedni dietetyk dla krów mlecznych w zimowym żywieniu.
  • Niesypane nasiona chwastów trafiają ze słomą z pola i mogą znaleźć zastosowanie w «wypalaniu na popiół», metodzie,
223

którą poleca Rudolf Steiner,[201] aby zahamować rozmnażanie chwastów.

  • Straty w plonie były wprawdzie nieco wyższe, lecz wychodziły na korzyść dzikiej faunie, przede wszystkim światu ptaków.

Wysoka sztuka letniej obróbki ścierniska przy zaprzęgu konnym polegała na tym, że pług podorywkowy szedł bezpośrednio za kosiarką snopowiązałką, tak że snopy opadały już na odwrócone ściernisko. Kombajn jako technologicznie najbardziej elegancki i wydajny sposób żniw wkrótce potem odniósł zwycięstwo. Zwycięstwo to odbyło się kosztem przyspieszonej, garę oszczędzającej uprawy roli i zmieniło rytm pracy w gospodarstwie w sposób zasadniczy.

Uprawa mulczująca niszczy wprawdzie ukształtowaną garę letnią; wmiesza jednak przy tym resztki ścierniska i chwastów z masą korzeniową luźno gruzełkującej gleby. W tym właśnie środowisku organizmy glebowe — przede wszystkim dżdżownice — znajdują idealne warunki, jakich potrzebują do rozwinięcia swojej działalności. Są nimi:

  • drobno rozdrobnione pożywienie z obumarłych resztek roślinnych,
  • drobnogruzełkowa warstwa spulchniona, przez którą dżdżownice mogą się przeciskać w każdym kierunku przez glebę,
  • intensywne przewietrzanie gleby, a tym samym zaopatrzenie w tlen,
  • ciemność dla stroniących od światła organizmów glebowych,
  • dostateczna wilgotność: woda wznoszącą się kapilarnie z nieuprawionego podglebia paruje na dolnej granicy warstwy mulczującej i osiada tam przy nocnym ochłodzeniu jako rosa.

Gdy warunki te są zapewnione, dżdżownice (Lumbricidae) wabione są z głębszych stref gleby przez swe kanały ku warstwie mulczującej, gdzie poprzez swą błogosławioną działalność trawienną przekształcają humus odżywczy w humus trwały. Jeśli wiosną mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju uwypukleniem, uwewnętrznieniem życia korzenia i jego zrastania z ziemią, tworzącego egzogenne symbiozy, to w ciele między innymi dżdżownicy chodzi o wgłębienie życia, o proces uwewnętrznienia. W pierwszym przypadku humus ulega rozkładowi, tzn. zachowane w nim życie zostaje przetworzone w bakteryjno-symbiotycznej działalności na korzyść wegetatywnego wzrostu. W przypadku wgłębienia obecne życie zostaje przez endogenną symbiozę pod rządami

224

duszewnej lub astralnej organizacji przekształcone w zachowujące życie nowo tworzących się kompleksów ił-humus — proces zachodzący głównie latem i jesienią. To wytwarzanie nowych substancji w gospodarstwie przyrody nasuwa następujące pytania: Czy dżdżownice zdolne są w swoim przewodzie pokarmowym przetwarzać — jeszcze bardziej po ziemsku — owe siły kształtujące, które napływają z «najdalszego kosmosu» przez krzemień, wapno i glinę, niż kształtujące się w swą postać rośliny? Czy to właśnie te siły kształtujące łączą biegunowo przeciwstawne sobie ziemskie substancje — krystaliczną glinę i resztki Ogólno-Roślinnego — w wyższą jedność, w kompleks ił-humus? I czy to właśnie to połączenie substancji mineralnych i roślinnych przez uduchowioną duszą działalność dżdżownic stwarza to, co potocznie nazywa się glebą macierzystą? Owa szczególna zdolność dżdżownicy obowiązuje z pewnością stopniowo także dla innych gatunków robaków i zwierząt żyjących w glebie w stadium larwalnym (Rysunek 13, s. 222).

Tworzenie i dojrzewanie owoców

Od wczesnego lata wegetatywne wzrastanie przenosi się w wyrastanie, substancjalne wypełnianie i kształtowanie owoców. Na początku są one jeszcze zielone i asymilują w świetle słonecznym. Owoc przybiera na objętości. Asymilaty, które do czasu kwitnienia służyły po części wegetatywnemu wzrostowi, po części zaś przez korzeń — odżywianiu życia glebowego — spiętrzają się w prężnie wypełniającym się owocu. Proces dojrzewania przebiega zarówno jako działanie od wewnątrz, jak i jako działanie od zewnątrz.

Działanie na zewnątrz objawia się w przejściu od zieleni do rozkwitu barw równego barwom kwiatów, dalej w rozlewających się zapachach i w pokrytej jakby oddechem z zewnątrz rosolistej powłoce. Są to formy objawiania się aktualnego promieniowania słonecznego i wplecionych weń promieniowań planet nadsłonecznych. Mars sprawia więc zabarwienie czerwone, Jowisz biało-żółte, Saturn — niebieskie.[202] We wszystkich organach rośliny, gdziekolwiek strumień soków spiętrza się ku odżywczej fruktyfikacji — gdzie wegetatywne wzrastanie zatrzymuje się lub całkowicie dobiega końca — działa z góry na dół impuls kwitnienia, bezpośrednie oddziaływanie Słońca wsparte przez planety od niego oddalone. Zewnętrzne zabarwienie owocu przedłuża się w miarę postępowania dojrzałości w inne, na ogół mniej intensywne

225

odcienie barw, posuwając się ku środkowi. To, co obleka roślinę jako czysto żyjące jestestwo jedynie od zewnątrz niby wyższe działanie sił pierwiastka duszewno-astralnego i tknie ją delikatnie, to w dojrzewającym owocu wnika weń głębiej. Na tym właśnie procesie opiera się lecznicze działanie roślin leczniczych; u pewnych szczególnie ukształtowanych dzikich roślin, np. wilczej jagody, Atropa belladonna, może on doprowadzić aż do śmiercionośnego tworzenia trucizn. Ludziom w dawnych czasach uprawy roślin, przed trzecim tysiącleciem przed Chrystusem, udało się przy roślinach pokarmowych uszlachetnić ten głębiej wnikający w życie rośliny proces astralizacji ku pożywności.

Przy tworzeniu humusu z różnorodności barwnych i ukształtowanych resztek organicznych dokonuje się również dojrzewanie ku pewnego rodzaju organiczno-mineralnej owocni — wspomnianemu kompleksowi ił-humus. Ów «owoc» jest na wskroś czarny, obraz tego, co w praczasach perskich jako «ciemność» (biegun ziemski) stawiano naprzeciw «światłu» (biegun kosmiczny). W humusie żyje to, co Ogólno-Roślinne, co stało się całkowicie «Ziemią»: humus «jest końcowym produktem pierwiastka ziemskiego z pierwiastkiem ziemskim».[203] «Kosmiczny głaz, krzemionkowe, pobiera w ziemi światło i sprowadza je do działania w tym, co ziemskie», humus zaś — nie. Wytwarza on «działanie bez światła».[204] Ta wskazówka nasuwa myśl m.in. o rozkładzie i budowie humusu dokonujących się w mroku gleby poprzez heterotroficzne, bakteryjno-roślinne życie.

Roślina wzrasta z korzeniem, łodygą, liściem i kwiatem aż do owocu i dojrzałości nasion przede wszystkim z «bezpośredniego współżycia» z klasycznymi żywiołami «ziemi i wody».[205] Pośredniczą one dla niej w pewnego rodzaju działaniu od wewnątrz, które objawia się w wstępującym wzdłuż osi Ziemia–Słońce «soku ziemskim» (Xylem). Unosi on ku górze — przyjęte przez eteryczną organizację rośliny — rozpuszczone substancje ziemi i «siły kształtujące» sfery gwiazd stałych, które łączą się z siłami ciepła i światła Słońca i planet, tworząc właściwe każdemu gatunkowi rośliny kompozycje substancji (białka, węglowodany, tłuszcze, oleje, aromaty, witaminy itp.). Jest to żywe zdarzenie ukierunkowane na całość, sterowane przez liczne enzymy. Te wytwory sił prowadzą w drodze ku pełnej dojrzałości do powstawania coraz to nowych, z etapu na etap coraz bardziej złożenie strukturujących się kompozycji substancji. Niedojrzałość owocu cechuje to, że enzymatyczna aktywność nie jest jeszcze

226

zamknięta i nadal wytwarzane są organiczne związki charakterystyczne dla określonego stadium rozwojowego w procesie dojrzewania. Tak więc w owocach rynkowych, wyglądających zewnętrznie na dojrzałe, stwierdza się wielokrotnie grupy substancji wskazujące na fizjologiczną niedojrzałość, jak np. kwas dehydroaskorbinowy (fizjologiczne stadium wstępne kwasu askorbinowego, witaminy C) czy niskocząsteczkowe stadia wstępne tworzenia białek (jak azotany, wolne aminokwasy, amidy itp.).[206][207]

Dokładniej rzecz ujmując, przy dzisiejszej produkcji masowej zjawisko fizjologicznej niedojrzałości występuje niemal powszechnie dla wszystkich grup substancji. Dopiero gdy procesy fizjologiczne ustają, a więc aktywność enzymatyczna wygasa, osiągnięty zostaje stan pełnej dojrzałości, a wraz z nim żywieniowo-fizjologiczne optimum kształtowania jakości. Dopiero w fizjologicznej pełnej dojrzałości spożywamy owoc pokarmowy, w którym kosmiczno-ziemskie «działanie od zewnątrz» i kosmiczno-ziemskie «działanie od wewnątrz» wchodzą w doskonałą syntezę. Tej doskonałości nie osiąga się z reguły. «Działanie od zewnątrz» udaje pełną dojrzałość, podczas gdy aktywność «działania od wewnątrz» nie może znaleźć końca. Ten tak zaburzony przemiana materii prowadzi do niepełnej trwałości[208] i daje powód do niepokoju — trzeba tu widzieć istotną przyczynę chorób przewlekłych. Przyczyny postępującego obniżania wartości odżywczej są następujące:

  • Globalna dostępność: zbiór w stanie niedojrzałym, chłodzenie na światowych szlakach transportowych — a następnie sztucznie indukowane dojrzewanie po zbiorze, np. bananów.
  • Nawożenie azotem (por. rozdz. Nawożenie): gruntownie zaburzony, a właściwie przerostowy przemiana materii roślin. Chcą one wciąż rosnąć.
  • Monokultura: umożliwiają ją wszystkie rodzaje inżynierii genetycznej (GMO) — arbitralna ingerencja w genom, fizyczny cień praobiazu roślin — jak również wielkopowierzchniowe stosowanie pestycydów, herbicydów i innych regulatorów wzrostu wrogich życiu.

U podstaw kształtowania pojęć dotyczących jakości żywności leży materialistyczne rozumienie życia. Obok genetyki utknęło ono w istocie przy ilościowej analityce substancji i doprowadziło do pojęcia «substancjalnej równoważności», której w tym, co żywe, nie ma. «Więcej lub mniej» danej grupy substancji mówi co najwyżej dopiero wtedy

227

coś, gdy uwzględni się czynnik czasu. W tym celu trzeba analitycznie śledzić stadia dojrzewania. Jeśli w w pełni dojrzałym produkcie znajdą się grupy substancji będące wskaźnikami stadiów niedojrzałości, wynik musi zostać oceniony negatywnie. W ten sposób analiza ilościowa może również wnieść wkład do oceny jakości. Wymaga to jednak znacznego nakładu analitycznego i przekracza ramy kosztów dla badań rutynowych.

Istotne poszerzenie kształtowania oceny w odniesieniu do pełnej dojrzałości i jakości żywności umożliwiają «Metody obrazotwórcze»[209][210][211] — takie jak krystalizacja chlorku miedzi, obraz wznoszenia się i chromatogram okrągłofiltrowy. Prawda o wartości produktu żywnościowego jest najbliższa osądowi tego, kto tworzy go duchem, sercem i rękami. Duch ma oznaczać: nieustanne dążenie do poznania tego, co w kosmosie i ziemi walczy i żyje, i co w tym wielkim polu napięć kształtuje się siłowo i substancjalnie jako fizyczny odwzorowanie duchowego praobiazu.

Narzędzia do letniego mulczowania

Jeśli wiosną były to narzędzia rozbijające skorupę glebową — zgrzebło, brona, motyka — to w okresie pożniwnym latem są to urządzenia, które mają powierzchownie spulchnić wierzchnią warstwę gleby i wymieszać ją z resztkami roślinnymi. Zależnie od miąższości kruchej warstwy glebowej głębokość uprawy wynosi 8 do 12 cm (Rysunek 13, s. 222). Różnorodność narzędzi świadczy o tym, że żadne z nich najwyraźniej nie spełnia w pełni wszystkich pożądanych wymagań mulczowania. Klasycznym narzędziem do uprawy ścierniska był i mógłby nim być — ze względu na swą funkcję — pług podorywkowy: przecinający całą podeszwę, płytko skibujący i wąsko tnący, osiąga dobry efekt wymieszania dzięki tnąco-rozłupującemu rozwarstwieniu i krusząco-sypkiemu układaniu warstwy glebowej. Przy wymaganych dziś dużych szerokościach roboczych pługów podorywkowych i sięgających zazwyczaj aż do podeszwy warstwy glebowej śladach nacisku kombajnów zbożowych czysta praca podorywkowa jest ledwie

228

jeszcze możliwa do przeprowadzenia. W latach 50. i 60. XX wieku pług podorywkowy zastąpiła na krótko glebogryzarka. Miała być zbawczynią. Wał obsadzony nożami siekającymi, napędzany wałem odbioru mocy, uderza w glebę, wzburza ją i układa znakomicie wymieszaną. Poważne negatywne skutki uboczne — tworzenie się podeszwy ślizgowej, zamykanie korytarzy dżdżownic, siekanie dżdżownic, utrata struktury gleby przez zamulenie przy intensywnych opadach, duże zużycie i nakład energii — spowodowały (poza ogrodnictwem) jej rychłe zniknięcie. Innym urządzeniom napędzanym wałem odbioru mocy — np. z uprzednio spulchniającymi redlicami — przypadł też tylko ograniczony sukces. Dzisiejsze powszechne metody tworzą różnorodną odmianę narzędzi do spulchniającej uprawy ścierniska o przeważnie umiarkowanym efekcie mieszania. Najbliżej pługowi podorywkowemu odpowiada talerzówka o głębokości roboczej ok. 5 cm. Jej wadą jest to, że przecina i rozmieszcza rozłogi perzu, przyczyniając się tym samym do jego rozmnażania. Tę wadę niweluje kultywator wąskoredlicowy, wielozębowy, odrywając i unosząc rozłogi, tak że można je łatwiej wybronować. Jego wielką wadą jest jednak niedostateczne mieszanie i brak całkowitego podcinania warstwy glebowej. Ostu i szczawiu zadaje niewiele szkody. Kultywatory z odpowiednimi kombinacjami narzędzi mogą tu pomóc.

Często wygłaszanej tezy dotyczącej uprawy ścierniska — «mieszać płytko i spulchniać głęboko» — nie można przyjmować tak ogólnie. Głębsze spulchnienie całego pakietu warstw przerywa kapilarne podciąganie wody, przyspiesza wysychanie, a tym samym aktywność organizmów glebowych. Głębokie spulchnienie może działać zbawiennie w ubitej glebie wówczas, gdy pracuje się wąskoredlicowo przy większych odstępach między zębami (ok. 50 cm).

Ogólnie biorąc: wszystkie narzędzia do uprawy gleby są jak młotek i dłuto w dłoni rzeźbiarza. Nie przez nie samych powstaje dzieło sztuki, lecz przez prowadzącego je, odczuwającego i myślącego ducha człowieka.

Proces jesienny i uprawa gleby

Dojrzewanie, przemiana, obumieranie

W dniach pełnego lata, ciągnących się daleko w głąb września, od dawna już zapowiada się jesień. W coraz chłodniejszych nocach końca sierpnia

229

rosa opada coraz obficiej, poranne mgły napływają i wypełniają doliny. Zapowiada się nowe sezonowe wydarzenie, którego formy zjawiskowe stoją w biegunowej opozycji do wiosny. Podczas gdy wiosną siły ziemi wypływają ku obrzeżom i niejako unoszą ze sobą wzrastające rośliny — ziemia wydziela więc to, co w zimowym spoczynku w sobie zgromadziła — i podczas gdy latem wszystko to rozlało się w bogactwo form i barw, w kształtowanie żywnych owoców, to jesienią w wielkim oddechu wciągniętym powraca z powrotem ku ziemi.[212] Właściwy nastrój jesieni ożywa w pełni dopiero w okolicach Dni Świętego Michała końcem września i ciągnie się często w ciepłe, złote dni głęboko w październik. Na skibach świeżo zasianych jesiennych zasiewów pojawia się nagle srebrny blask sieci pajęczych nici utkanych nad rozległością pola; przyszedł «babie lato»! To czas, gdy ostatnie plony opuszczają pole — jak buraki pastewne i cukrowe, kapusta, marchew i inne. Dla tych późnych roślin okopowych złote, nasłonecznione dni październikowe oznaczają jeszcze znaczny przyrost plonu, a nade wszystko najwyższy stopień wykształcenia jakości w pełnej dojrzałości. To samo dotyczy późno dojrzewających gatunków owoców i winorośli. To również czas, gdy drzewa i krzewy, w sadach, żywopłotach i śródpolnych zagajnikach czy w lasach, «rozkwitają» jeszcze raz w liściach o ziemistym blasku — zanim po pierwszym przymrozku, w słońcu wstającego dnia, bezgłośnie opada tu jeden, tam drugi, albo gdy przy nadchodzących burzach listopadowych gałęzie zostają nagle ogołocone z liści do cna.

Jesień jest czasem dopełnienia dojrzewania i wielkiego, cichego umierania. Co jeszcze niedawno pozwalało drzewom i krzewom jaśnieć w zieleni liści — teraz leży zdmuchnięte przez wiatr na ziemi, oddane na pastwę rozkładu.

Ta sama przemiana — przechodzenie w formy trwałe i umieranie — ogarnia świat zwierząt. Co roku jesień zaskakuje na nowo: nagle znikają jaskółki, a wraz z nimi inne gatunki ptaków odlatujące w wielkim locie na południe; przy przydrożnych miedzach nie wzlatuje już żaden motyl, żaden nie trzepocze jak usamodzielniony kwiat nad polami. Żwawe brzęczenie i szumienie owadów dobiegło końca. Gdzież się podziały? Tu jeszcze ostatnia wizyta na kwiecie, potem złożenie jaj w osłoniętym miejscu pod korą drzew, w szczelinach i zagłębieniach,

230

albo zimowanie w stadium poczwarki, a nawet jako imago u owadów tworzących społeczności, jak rój pszczeli. W glebie jednokomórkowe życie bakteryjne przechodzi w formy przetrwalnikowe, życie grzybowe wytwarza zarodniki. Drzewa, krzewy, zioła i trawy tworzą nasiona, owady glebowe składają jaja, dżdżownice wycofują się do jam w głębszych warstwach gleby. Bogactwo zjawisk wczesnej jesieni ubożeje widocznie, a na koniec obraz krajobrazu kształtuje sztywne, jak obumarłe gałęzie drzew i krzewów. Jedyne, co w tym umieraniu daje wciąż wrażliwemu spojrzeniu nadzieję na trwanie życia, to surowa zieleń iglaków, wciąż syta zieleń łąk i pastwisk oraz delikatna zieleń jesiennych zasiewów.

To, co jesienią przemija, to formy, które w toku wznoszącego się roku otrzymały swoje roczne piętno dzięki kosmiczno-ziemskiemu współdziałaniu substancji i sił. Już w więdnięciu kwiatu to, co eteryczne — kształtujące życie — odrywa się od tego, co pod wpływem wesensgefüge (praobraz) rośliny ukształtowało się astralicznie. W kształtowaniu nasienia i humusu ten związek powstaje na nowo — zasiew w nurcie czasu. To zaś, co wyzwala się z więzów z życiem zmysłowo-fizycznego świata, jest nadzmysłowe; przeplata się z jesiennie wpadającym światłem i ciepłem w ten sposób, że w porównaniu z wiosną zdają się one odczuciu o wiele pełniejsze, duchowo-duszowo nasycone, a wręcz ich własna natura silniej od siebie oddzielona. To, co w umieraniu się wyzwala i rozdziela, można odczuć jako przebiegające przez całą przyrodę przebudzenie duchów. Kto nie zamyka się na to zewnętrzne wydarzenie śmierci, może uświadomić sobie śmierć-zwyciężającą siłę własnej jaźniowości. Wyzwala ona siły odwagi — michaelistyczne przeczuwanie naprzód i wybiegające myślenie ku przyszłości, tak otwarte na przyszłość i rozwój, jak przeciwnie jest roślina, która w strumieniu rozmnażania od nasienia do nasienia utrzymuje i zachowuje swoje istnienie.

Uprawa gleby jesienią

Zboża, z wyjątkiem kukurydzy, są wechselwüchsig — mają formy jare i ozime. Te ostatnie sieje się wczesną jesienią, a w przypadku późnych siewów — aż do listopada i grudnia. Późne siewy sprzyjają sile reprodukcyjnej nasion, a tym samym zdolności do zachowania odmian, natomiast siewy jesienne bliskie latu sprzyjają «Nährhaftigkeit».[213] Oziminy wymagają

231

jako rośliny następcze po innym zbożu, po roślinach okopowych, między- i paszowych, głębszej, spulchniającej, przewracającej i mieszającej uprawy gleby. W przypadku rośliny poplonowej na zielony nawóz musi ona być w odpowiednim czasie skoszona, przywiedzona i następnie wmulczowana, zanim będzie można wykonać bruzdę siewną, w razie potrzeby z zagęszczającymi kruszącymi wałkami. Zbyt długie czekanie w nadziei na przyrost masy może mieć poważne następstwa: obfita rosa przy coraz krótszych dniach, trwała mgła lub mżawka wywołują gnicie wilgotnej zielonej masy, która nie zdążyła całkowicie przywiędzną. Prowadzi to zwłaszcza na ciężkich glebach — przez beztlenowość — do trwałych zaburzeń wzrostu. Głębsza bruzda siewna otwiera delikatnym korzonkom kiełkowym drogę, by mogły ściśle parzyć ku głębinom. Zdumiewające jest, jak szybko, prostoliniowo i głęboko wrastają one jesienią w krusząca się ziemię, stając się z nią jednym. Jak rośliny wiosną, przy wydłużających się dniach, jakby wyrastają z ziemi łodygą, liściem i kwiatem, dążąc ku światłu — tak późną jesienią, przy pierwszych nocnych przymrozkach i coraz dłuższych nocach, spłaszczoną rozetą przyklejają liście do gleby i pionowo zanurzają korzenie w głębinę. Korzeń dąży i wzrasta w zewnętrzną ciemność, pozornie pozbawioną światła, i spotyka w mroku ziemi — przez działające w tym, co ziemskie, poprzez krzemień, wapień i glinkę promieniowanie kosmiczne — praobraz rodzajów roślinnych, rodzin itd., który formuje fizyczno-zmysłowe odwzorowanie.

Uprawa gleby odpowiednia do jesiennego procesu naturalnego obumierania nie odnosi się już przede wszystkim do wspierania i zachowania procesów życiowych — jak pielęgnacja skóry gleby wiosną w celu aktywizacji rozkładu humusu czy uprawa mulczem latem w celu wspierania budowy humusu. Przerwanie uprawy zielonego nawozu lub poplonu paszowego wnosi wprawdzie do gleby humus pokarmowy, który jednak w większości przetwarza się dopiero wiosną następnego cyklu rocznego i przyczynia się do dynamiki gleby. Uprawa gleby jesienią — ściśle rzecz biorąc — nie bierze pod uwagę przeszłości, lecz przygotowuje przyszłość: proces zimowy. Nie na biegun przemiany materii, na warstwę humusową, kieruje się teraz uwaga, lecz na to, co mineralne w glebie — na glinę, muł i drobny piasek. Jesień, zwłaszcza późna jesień, pozwala na głęboką uprawę gliny, na bruzdę jesienno-zimową (Abbildung 13, S. 222). Wywołuje ona zniszczenie — lub lepiej: chaotyzację — wszystkiego, co tak cudownie przez cały rok budowało się w surowej kolejności jako życie gleby prowadzące do glebowej gotowoœci siewnej. To właśnie teraz należy — wraz z mineralnymi składnikami gleby — schaotyzować, w przygotowaniu na

232

procesy krystalizacji nadchodzącej zimy i na zasiew kiełka nowego rozwoju gleby w roku następnym. Stare przysłowie głosi: «Vor dem Winter gepflügt, ist halb gedüngt» (Przed zimą zorano — w połowie nawieziono).[214]

Klasycznym narzędziem głębokiej uprawy jest obracający pług (Abbildung 13, S. 222). W ekologicznym rolnictwie popadł on w niełaskę z kilku względów, co w niektórych miejscach doprowadziło do odwrócenia się ku «uprawie gleby bez pługa». Pracy pługiem zarzuca się błędy, które nie wynikają z niej samej, lecz są następstwem konstrukcji nastawionych przede wszystkim na efektywność ekonomiczną i techniczną. Dzisiejsze pługi — z reguły ciężkie, wielosokowe pługi z pełnym obrotem — są zaprojektowane na głębokość orki od 25 do 35 cm i więcej oraz na szerokości skrawania od 35 do 45 cm. «W zależności od kształtu korpusu pługa i prędkości orania gleba jest transportowana od 20 do 70 cm do przodu i od 40 do 70 cm w bok.»[215] Ten znaczny przemieszczenie wymusza odpowiednio wyższy nakład energii. Przy tym z głębi wydobywana jest ku górze dużo więcej nieożywionej mineralnej gleby, a próchnicza wierzchnia warstwa zostaje zepchnięta ku dołowi; nieuchronnie bruzda musi być szeroko wybierana ze względu na szerokie koła ciągnika. Stara się temu zaradzić przez wielosokowe pługi przekraczające szerokość ciągnika, które pozwalają jeździć poza bruzdą, albo zastępuje się pług ciężkim kultywatorem, pługiem talerzowym i innymi.

Pług odrywa skibę gleby w stosunku szerokości (b) do głębokości (g) jak b:g = 1,2:1 do 1,4:1 — w luźnej glebie nieco węziej, lecz nie węziej niż 1:1.[216] Podjeżdża pod skibę «od dołu», podcinając lemiesz, odrywa ją od podglebia, prowadzi przez skręcone odkładnicę, przez co skiba — w ścinającym działaniu — łamie się na kawałki przez linie słabości i, przesunięta o szerokość skrawania, z nachyleniem około 135° opiera się o poprzednią skibę pługową. Próchnicza wierzchnia warstwa gleby kruszy się przy tym albo z góry ku dołowi, opadając w malotę powstającą chwilowo przed ułożeniem skiby, albo zostaje — w przypadku wnoszenia obornika bądź

233

wieloletnich głównych roślin paszowych — wyrzucona skrzydełkiem wstępnym ku dołowi w bruzdę. Pługiem dwuwarstwowym stara się przeciwdziałać zakopywaniu próchniczej wierzchniej warstwy bogatej w humus pokarmowy. Poprzez krzywiznę odkładnicy na powierzchnię wydostaje się podglebie bogate w glinę, muł i drobny piasek, tworząc grzbiet bruzdy. Jego składniki mineralne są tym samym bezpośrednio i natychmiast wystawione na działanie krystaliczotwórczych sił kosmosu zimą oraz na rozsadzanie przez mróz, a w roku następnym — na siły wietrzenia. W miarę jak wynoszone jest ku górze nieorganiczne tworzywo, dostaje się ono pod ożywiający wpływ sił bieguna przemiany materii. Głęboka uprawa — uprawa gliny — miesza i chaotyzuje w pionie. Odmładza glebę, wydobywa z głębi to, co w mikroerozji przez wsiąkającą wodę zostało przesunięte ku dołowi jako najdrobniejsze cząstki ilaste.

W biologiczno-dynamicznej uprawie roli głębokość bruzdy pługowej przy jesiennej obsiewie nie powinna normalnie przekraczać 16 do 18 cm, względnie 20 cm w przypadku bruzdy zimowej. Przy stosunku szerokości do głębokości 1,4:1 i szerokości skrawania około 23 do 30 cm oznacza to znacznie umiarkowany przemieszczenie. Pozostaje jednak nierozwiązany problem bocznego nacisku opon.

«Szorstka bruzda zimowa» miała tę zaletę, że gleba z powiększoną powierzchnią wystawiona była na działanie «krystaliczotwórczych sił dalekiego kosmosu», i tę wadę, że wczesną wiosną musiała być wyrównywana przez włókowanie. Tę wadę usuwają wałki za pługiem: zagęszczający wałek podglebowy dla jesiennych zasiewów — między innymi aby zapobiec wysadzaniu młodych zasiewów przez mróz — lub, dla bruzdy zimowej, wyrównująca, kruszącą brona Notzon i inne. W przypadku zagęszczenia podglebia lub podeszwy pługowej można za pomocą spulchniacza zamontowanego pod lemieszem stopniowo pogłębiać warstwę orną.

Pług ma swoje miejsce na końcu rozwoju gleby w ciągu roku — wtedy, gdy procesy życiowe w gospodarstwem przyrody przechodzą w powszechne obumieranie. Pług chaotyzuje to, co w glebie dojrzało z wielości życia. Prowadzi to, co obumarło, w pełni w stan fizyczności i jest tym samym torem przygotowującym dla procesu zimowego, który w tę śmierć fizycznego, co stało się, wkłada duchowy zarodek nowego życia — nowego cyklu rozwoju gleby i roślin w roku następnym.

Kultywator rozwinął się w cenne uzupełnienie, a nawet częściowy zamiennik pługa. Charakteryzuje go bogata w warianty gama narzędzi roboczych — od wąskich skok aż po w pełni tnące

234

skrzydełka, precyzyjne nastawianie głębokości roboczej oraz różnorodne kruszące wałki tylne. Nadaje się zarówno do płytkiego podorywkowania ścierniska, jak i głębszego cięcia jesienią — na przykład koniczyny z trawą. W wielu miejscach kultywator — podobnie jak pług — stał się narzędziem głębokiej uprawy przygotowującym gleby na zimę.

Rolnik biologiczno-dynamiczny potrzebuje dla swoich gleb i upraw odpowiednich narzędzi do uprawy. Na rynku stoi przed nim do dyspozycji bogata oferta. Proces decyzyjny czyni go eksperymentatorem; szuka kryteriów oceny, które w czynnym obcowaniu — obserwując i myśląc — może znaleźć tylko sam. Rozpoznaje, że oferowana technika uprawy gleby często nie odpowiada jego wglądom i życzeniom. Zabiegi uprawowe, które według swej funkcji powinny następować po sobie w czasie, są łączone przez kombinowane ciężkie maszyny — na przykład brona rotacyjna i siewnik — albo są przy wysokiej wydajności przewymiarowane, jak pługi. Sztuka uprawy gleby, która dokonuje się jako zdarzenie w czasie, redukuje się do zwykłej technicznej pracy zrządzenia.

Tak nie da się uniknąć, że biologiczno-dynamiczny rolnik czuje się wyzwany do twórczości wynalazczej również na polu techniki uprawy gleby. Rozumienie czterech sezonowych procesów wskazuje mu kierunek.

235

Drugi filar:

O istocie płodozmianu

Płodozmian a organizacja życia organizmu rolniczego

Drugą nośną filarem uprawy roli i ogrodnictwa jest płodozmian. Jest on organem organizacji życia gospodarstwa, albo — w obrazie organizmu rolniczego i tkwiącej w nim «stającej się indywidualności rolniczej» — jej ciałem eterycznym. W czym się to ujawnia? Jest utkane ze świata sił działających z nadzmysłowego. Rudolf Steiner określa je mianem «sił uniwersalnych», które przeciwstawia «siłom centralnym» w następujący sposób:[217]

O zjawiskach przebiegających w tym, co nieożywione, można powiedzieć: «Ujawniają się one jako opanowane przez siły, które promieniują od istoty substancji, od — względnego — środka ku obwodowi. Zjawiska życia ukazują substancję opanowaną przez siły działające z zewnątrz ku wewnątrz, w kierunku względnego środka. Przy przejściu w życie substancja musi się wymknąć siłom promieniującym na zewnątrz i poddać siłom promieniującym do wewnątrz. […] Zostaje włączona w siły, które ze sfer pozaziemskich promieniują ku Ziemi ze wszystkich stron […] Działają ze wszystkich stron, te siły, jak gdyby dążąc ku środkowi Ziemi.»[218]

Ciało eteryczne przysługuje zatem wszystkim żywym istotom, ale nie należy wyobrażać go sobie jako tworu w przestrzeni. Nie prawa fizyczne działające w przestrzeni wyznaczają jego granice — ono kształtuje się jako «ciało czasowe» poprzez siły, które z ponadczasowej i ponadprzestrzennej wyższej sfery duszewno-astralnej wpromieniowują się weń. Siły eteryczne mają naturę czysto funkcjonalną.[219] Są wszechobecne i tworzą — napływając z obrzeża w niezmierzonej wielości — niejako podstawową substancję kosmosu. To, co duszewne-astralne, pośredniczy im kierunek ich działania; czyni je siłami kształtującymi, tworzącymi formy, które zewierają się w całość, w ciało eteryczne, i — w obszarze substancjalnym tego, co ziemskie — zapalają życie i każą mu kiełkować w formy fizyczno-zmysłowe.

236

Ciało eteryczne rośliny staje się dostrzegalnym obrazem w jej formie (postaci czasowej). Jest medium stawania się, pełnego związków następstwa w czasie — jak na przykład procesualny przebieg rośliny rozwijającej się od zarodka przez łodygę ku kwiatowi. To, co funkcjonalnie kształtująco-eteryczne w ciele eterycznym, dźwiga ku sobie substancje opanowane przez siły centralne Ziemi i oddala je od ich czysto fizycznych właściwości. Kompozycjonuje je w organiczne związki substancjalne — jak białka, węglowodany i inne — których każdorazowo swoiste funkcjonalne powiązania ujawniają formę rośliny w jej przejawieniu. Życie staje się zjawiskiem w formach, które tworzy z pomocą substancji ziemskich.

Siły uniwersalne mają naturę czwórnasób: różnicują się w eter ciepła, eter światła, eter chemiczny (zwany też eterem dźwięku lub eterem liczb) oraz eter życia.[220] Łączą się pod działaniem duszy, czyli ciała astralnego, w ciało eteryczne, a to ostatnie uprzedmiotawia się w formach poprzez substancje działające w żywiołach ciepła, powietrza, wody, ziemi. Poprzez siły centralne roślina ogranicza się do swojej ziemskiej postaci, poprzez siły uniwersalne jest otwarta na związki we wszystkich kierunkach. Tak oto buk wyrasta w drzewo — bogaty w związki — pod napływającymi strumieniami promieniowań kosmosu, podróżnik lekarski wyrasta w ziele, mietlica łąkowa w trawę. Zarazem jednak są one poprzez działanie substancji powiązane z czterema żywiołami i związane z określonym miejscem na Ziemi. To, co uniwersalne w eterycznym, może stworzyć sobie w tym, co ziemskie, odwzorowanie tylko w wielości tego, co jednostkowe. Przyroda tworzy wszędzie tam, gdzie może rozwijać się życie — czy to w puszczy pierwotnej, w sawannie, na łące, na wysokim torfowisku — różnorodność dostosowaną do danego siedliska, bogactwo gatunkowe form roślinnych. Stoją one obok siebie przestrzennie, przy czym rośliny tego samego gatunku na ogół przeplatają się z innymi gatunkami; na przykład w nienaruszonej puszczy pierwotnej drzewa tego samego gatunku nie stoją obok siebie. Różnorodność gatunków roślinnych w danym siedlisku to zasada, którą przyroda nam przedkłada. Ta wielość tworzy wraz z wszystkimi organizmami żyjącymi w glebie i nad nią nadrzędny, eteryczno-astralny związek sił — albo — mówiąc ekologicznie — przestrzeń życiową (biotop) i charakterystyczne dla niej zbiorowisko organizmów żywych (biocenozę). Ta wielość jest tym, co utrzymuje trwałość, zdrowie i zdolność do reprodukcji w gospodarce przyrody. To, co czysto fizyczno-mineralne, zmierza ku rozproszeniu — przykładowym zjawiskiem

237

dla tego jest piasek — to zaś, co żywo-eteryczne, kształtuje się ku wyższym całościom.

Ta pra-ekologiczna zasada zostaje przełamana w poszczególnych członach organizmu rolniczego — przede wszystkim w uprawie roli i ogrodnictwie — przez zasadę monokultury. Pszenica, ziemniaki na polu, sałata w ogrodzie stoją z reguły — pomijając uprawy mieszane — jak każda inna uprawa w czystym łanie. Warunkuje to jednostronność, która nieuchronnie pociąga za sobą osłabienie organizacji życia gospodarstwa. Działa chorobotwórczo i prowadzi w przemysłowym rolnictwie — gdzie uregulowane płodozmiany nie odgrywają już żadnej roli — do stosowania szerokiego spektrum abiotycznych środków produkcji, z nieuchronnym skutkiem daleko sięgających, wrogich życiu skutków ubocznych. Każde jednostronnienie ogranicza warunki, w których siły uniwersalne kosmosu mogą przejawiać się w tym, co ziemskie. Tracą one panowanie nad siłami centralnymi. Tym samym dotknięty został zarazem rdzeń pytania o jakość żywności.

Sztuka uprawy roli i ogrodnictwa polega na tym, by wyrównać brak różnorodności gatunkowej albo wręcz w sposób artystyczny wznieść go na wyższy poziom niż ten dany przez naturę. Płodozmian oznacza: ogół roślin żywnościowych, paszowych i innych służących do powszechnego użytku uprawiany jest każdego roku oddzielnie, rozdzielony na poszczególne pola orne i parcele ogrodowe. Te same plony następują po sobie na każdej z tych powierzchni według określonych kryteriów przez kolejne lata. Tak wszystkie płody polne wędrują w prawidłowej kolejności przez grunty wiejskie gospodarstwa. Wyrównujące działanie płodozmianu może być istotnie zwiększone przez uprawę mieszaną lub łączoną — np. owies z bobem albo groszkiem — przez podplony, czerwoną, białą lub szwedzką koniczynę, przez włączanie międzyplonów oraz przez zwielokrotnienie uprawy stosownie do potrzeb regionalnego rynku.

O systemie płodozmianu

Płodozmiany w gospodarstwie biologiczno-dynamicznym różnią się w zależności od klimatu, rodzaju gleby (piasek, pył, glina, ił), ukształtowania terenu i bliskości rynku. Opierają się ostatecznie na wywodzącym się z czasów celtycko-germańskich systemie trójpolówki: ozimina — jare — ugór. System ten przez stulecia utrzymywał gleby na poziomie żyzności zakorzenionej w miejscowych warunkach siedliskowych. Zmiana nastąpiła w

238

XVIII wieku wraz z tak zwanym «ulepszonym płodozmianem» — obsiewaniem ugoru koniczyną, a następnie roślinami okopowymi (ziemniaki, buraki itd.). W toku intensyfikacji upraw w XX wieku powstał system zmianowania z 50% udział roślin okopowych i 50% zbóż. Nadchodząca technika i możliwość niemal dowolnego sterowania wzrostem roślin przy użyciu środków zewnętrznych wobec gospodarstwa zrodziły bezładny, czysto rynkowo zorientowany «dziki płodozmian».

Płodozmiany w biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi rozwinęły się — przez włączenie co najmniej dwuletnich traw z koniczyną i/lub lucerną — w wieloletnie następstwa roślin, których szkielet zasadniczy opiera się z reguły nadal na trójletnim systemie.

Płodozmian a gospodarka próchnicą

W powstawaniu humusu Ätherleib, czyli ciało życiowe organizmu gospodarstwa, łączy się z jego fizyczno-ziemską organizacją. Wielorakie formy i składy substancji resztek pożniwnych przechodzą w żywiole erdności w stan Ogólno-Żywego — w humus. Jego właściwości zaświadczają jeszcze o jego pochodzeniu. Widoczne jest to wyraźnie w tak zwanych formach humusu, «Rohhumus» (surowy humus) i «Moder» (próchnica niedojrzała). «Mullhumus» (próchnica właściwa) natomiast jest produktem pełnej przemiany. Surowy humus tworzy się w kwaśnym, wilgotno-chłodnym środowisku, próchnica właściwa — w zasobnym w zasady, czynnym glebie ciepło-wilgotnego klimatu. Surowy humus i Moder wykazują jeszcze struktury roślinne. W próchnicynie właściwej te znikły; stanowi ona nową tworność. A jednak w jej żywo-substancjalnym składzie jest niejako wpisana ta sama konstelacja sił kształtujących, która była właściwa organicznemu materiałowi wyjściowemu — korzeniom, łodygom i liściom. Z wielości form wzrostu i tworności substancji powstaje «Ogólno-Kiełkującosielne» czarno-gruzełkowej próchnicyne właściwej.

Poszczególne gatunki roślin polowych obciążają żyzność gleby, to jest gospodarkę próchnicy, każda na swój odrębny sposób. Wywierają tym samym na roślinę następczą swoiście określone działanie przedplonowe, zależne w dużej mierze od ilości resztek pożniwnych, a zwłaszcza od masy korzeniowej. Najmniejszą wartość przedplonową mają rośliny okopowe, a wśród nich szczególnie kultury obsypnicze jak ziemniaki i inne. Uchodzą za pobieraczy humusu i pozostawiają w płodozmianie najmniejszą masę resztek próchnnicotwórczych: u ziemniaków 13 dt/ha, u buraka cukrowego 8 dt/ha suchej masy korzeniowej. Inaczej przedstawiają się zboża,

239

których sucha masa korzeniowa wynosi u żyta 30 dt/ha, a u pozostałych roślin źdźbłowych przeciętnie 23 dt/ha. Zajmują one pozycję pośrednią pod względem wartości przedplonowej, zwłaszcza gdy uwzględni się masy słomy, które z reguły służą jako ściółka w oborze i przez obornik wracają do płodozmianu. Najwyższą wartość przedplonową mają rośliny motylkowe, a wśród nich główne rośliny pastewne — koniczyna czerwona z 42 dt/ha oraz lucerna z 52 dt/ha suchej masy korzeniowej. Co więcej, przerastają one korzeniami porównawczo największą przestrzeń glebową — w głąb i wszerz — z najdłuższymi poszczególnymi włóknami korzeniowymi.[221][222] Pastewne rośliny motylkowe, użytkowane przeważnie przez dwa lata, uchodzą za pomnożycieli humusu. Wyważone wzajemne dostrojenie roślin okopowych, źdźbłowych i pastewnych motylkowych tworzy podstawowy szkielet każdego płodozmianu nastawionego na zachowanie gospodarki próchnicy — a jeszcze lepiej: na jej powiększenie.

Płodozmian a uprawa roślin międzyplonowych

Międzyplony wzbogacają różnorodność gatunkową płodozmianu i zwiększają obrót próchnicy. Przez wsiewy, zasiewy pożniwne oraz ozime międzyplony organizacja życiowa organizmu gospodarstwa może przejawiać się jeszcze silniej i wyrównująco. Podczas gdy plon rynkowy z roślin towarowych — żywność dla ludzi — opuszcza gospodarstwo, międzyplony pozostają w nim, podobnie jak główne rośliny pastewne w płodozmianie, jako żywa niejako karma dla zachowania i pomnażania żyzności gleby, ba — dla ozdrowienia i rozkwitu organizmu całego przedsiębiorstwa.

Uprawa międzyplonów wsuwa się w płodozmian wszędzie tam, gdzie między żniwami a nowym siewem roślin głównych powstają luki czasowe. Gdy są one krótkie — np. między późno schodzącą latem rośliną źdźbłową a nowym siewem oziminy jesienią — można jako zasiewy pożniwne wprowadzić jedynie szybko rosnące krzyżowe, jak rzepak jary, gorczyca, rzodkiew oleista. Zapuszczają one swój korzeń palowy z bogatym ukorzenienia bocznym w głąb, zapewniają próchnicę pokarmową i aktywność dżdżownic aż do podglebia, wytwarzają przez zacienienie mikroklimat, w którym zwierzęta glebowe znajdują idealne warunki do swej próchnicopowstającej

240

działalności, i pozostawiają pulchną, bogatą we włókna korzeniowe glebę gotową do siewu, która po mulczowaniu zapowiada drobnogruzełkowate jesienne łoże siewne.

Gdy do dyspozycji stoją dłuższe odstępy czasu między żniwami a nowym siewem — np. po letnim zbiorze roślin źdźbłowych i obsiewie rośliny okopowej następnej wiosny — wskazana jest mieszanka złożona przeważnie z gatunków strączkowych wyraźnie tworzących korzeń palowy, jak bób (Vicia faba) i łubin (Medicago), a także bogato ukorzeniona wyka jara (Vicia angustifolia), groch (Pisum sativa), dalej życica trwała (Lolium perenne), facelia (Phacelia tanacetifolia) oraz, jako roślina podporowa, słonecznik (Helianthus annuus). Wysiana możliwie jeszcze w lipcu, mieszanka ta tworzy wielkie masy paszowe — częściowo wykorzystywane jako pastwisko polowe — bogate ukorzenienie, a ku jesieni różnorodną ofertę nektarową dla owadów odwiedzających kwiaty. Takie mieszanki — wysiane też jako pasy kwitnące na przykład dzielące większe kwatery okopowych albo jako pasy brzeżne między kulturami — mogą stać się pastwiskiem pszczelarskim i w ogóle miejscem skupienia przeobfitego życia owadziego. Wieloletnie strączkowe pastewne, koniczyna czerwona i lucerna z domieszkami traw i ziół pastewnych, wprowadzane są z reguły jako wsiewy wiosną, najchętniej pod wcześnie schodzącą oziminę (żyto, jęczmień). W ten sam sposób można podsiać również tolerujące rośliny okrywające międzyplony, jak koniczyna czerwona, biała i żółta (gatunki Trifolium) w mieszance z życicą (gatunki Lolium) oraz seradela (Ornithopus sativus).

Ozime międzyplony — siane późnym latem jako rzepak (Brassica napus), wczesną jesienią jako mieszanka — okrywają glebę od późnej jesieni przez całą zimę, głęboko się ukorzeniają, rozwijają wczesną wiosną w najkrótszym czasie wielkie masy paszowe i pozostawiają w glebie jako znakomita przedplonowy przeobfitą masę korzeniową. Chodzi tu o mieszanki takie jak wyka-żyto (wyka kosmata i żyto) oraz mieszanka landsberska (wyka kosmata [Vicia villosa], żyto, koniczyna krwistoczerwona [Trifolium incarnatum]).

Uprawa międzyplonów musi być w ramach płodozmianu prowadzona z konieczności elastycznie. Warunki pogodowe sprawiają, że okresy między siewami są nadzwyczaj zmienne. Zachowanie reguły — jeden dzień siewu w lipcu jest dla rozwoju strączkowych międzyplonowych tyle wart, co cały tydzień w sierpniu — bywa często kwestią szczęścia. Okresy wilgoci opóźniają siew, okresy suszy — wschody. Gdy udaje się międzyplon, gleba ożywa, a bydło w oborze docenia świeżą paszę; gdy się nie udaje, odpada dobry efekt przedplonowy.

241

Płodozmian a mobilizacja minerałów i wiązanie azotu

Kompozycja płodozmianu służy celowi rozwijania stabilnego, a jeszcze lepiej — dodatniego bilansu próchnicy, a wraz z nim dodatniego bilansu azotu. Do tego ostatniego rośliny okopowe i zbożowe przyczyniają się w mniejszym stopniu, tym bardziej jednak rośliny strączkowe. Żyją one w symbiozie z bakteriami w strefie korzeniowej, tak zwanymi Rhizobium czyli bakteriami brodawkowymi, i mają w połączeniu z rośliną macierzystą zdolność wiązania azotu z powietrza. To samo potrafi między innymi olsza (Alnus glutinosa), żyjąca w symbiozie z pokrewnymi grzybom Actinomycetes w strefie korzeniowej — rozpoznawalna po głębokiej zieleni liści, podobnie jak rośliny strączkowe. Zdolność tworzenia azotu bez bezpośredniego związku z wyższymi roślinami znajdujemy u wolno żyjących bakterii, takich jak Azotobacter, które preferują zasobne w zasady, bardziej ku alkaliczności skłaniające się środowisko glebowe, oraz Clostridium pasteurianum, które wolą środowisko bardziej kwaśne.

Rudolf Steiner opisuje zdolność wiązania azotu przez rośliny strączkowe jako proces «wdychania» («Einatmung»), podczas gdy wszystkie inne rośliny «bliskie są wydychaniu» («der Ausatmung nahestehen»).[223] Wdychanie azotu przez rośliny strączkowe jest procesem porównywalnym z tym, «co się dzieje na naszych komórkach nabłonkowych [płuc; uzupełnienie autora]» («was auf unseren Epithelzellen [der Lunge; Einfügung durch den Verfasser] geschieht»).[224] Symbioza z bakteriami Rhizobium ma charakter endogenny — tworzą one fizjologiczną jedność z rośliną macierzystą. Wnikają z gleby do jeszcze młodej rośliny i namnażają się tam, tworząc brodawki korzeniowe. Są więc wtórnie darem ziemi dla rośliny strączkowej, dzięki któremu ta uzyskuje zdolność ożywiania nieorganicznie martwego pierwiastka, jakim jest azot atmosferyczny (N2), i przez to — głębokiego połączenia tego, co duszewno-astralne, czego nośnikiem jest azot,[225] z żywymi procesami życiowymi. Formy przejawiania się roślin strączkowych świadczą w wielorakich cechach — aż po ukształtowanie kwiatu — o zakorzenionej w procesach życiowych wewnętrzności w stopniu wyższym niż ma to miejsce u innych roślin kwiatowych.

Obok szczególnej relacji roślin strączkowych do azotu wykazują one szczególne powinowactwo do wapnia w glebie. Nie tylko spotykamy te rośliny chętnie na stanowiskach zasobnych w wapń — gleb kwaśnych unikają,

242

przede wszystkim lucerna — ale to właśnie one mobilizują wapń w podglebiu, włączają go w swoje procesy fizjologiczne i osadzają w tkankach i komórkach. W ten sposób wapnują przez swoje resztki pożniwne wierzchnią warstwę gleby. W wyższym stopniu dotyczy to lucerny, królowej roślin pastewnych, niż koniczyny, i tym bardziej przy uprawie wieloletniej. Takiej zaś nie powinno zabraknąć w żadnym płodozmianie w biologiczno-dynamicznej uprawie roli i ogrodnictwie.

Każdy gatunek roślinny posiada ogólną, a ponadto specyficzną zdolność przyswajania substancji mineralnych. Ogólna niechaj oznacza: całe spektrum substancji ziemskich, których roślina potrzebuje, by przybrać ziemską formę przejawiania; specyficzna — te substancje, przez które eteryczna organizacja danego gatunku roślinnego, zgodnie z jego duchowym praobrazem, może wyrażać szczególne właściwości. Właściwości te konfigurują się i indywidualizują stosownie do ilościowo-jakościowego stosunku określonej substancji ziemskiej do jakościowo-ilościowej konstelacji kosmiczno-eterycznych sił kształtujących. Takie stosunki wzajemnych powiązań charakteryzuje Rudolf Steiner w odniesieniu do właściwości roślin preparatowych (por. rozdz. «Die Kompost- oder Düngerpräparate», s. 360 nn.).

Tak więc w ramach płodozmianu każda roślina główna, a także każde ziele lub trawa towarzyszącej flory (chwasty i chwastowe trawy) wnosi swój swoisty wkład w udostępnianie minerałów poprzez działanie kwasów i wydzieliny korzeniowe oraz aktywne korzeniowo procesy wymiany, a także poprzez zawracanie tych substancji mineralnych do gleby drogą organicznych resztek pożniwnych. Obok zdolności wiązania wolnego azotu z powietrza przysługuje roślinom strączkowym jeszcze inna: mianowicie ich wysoka zdolność udostępniania wapnia, magnezu, fosforu i boru. Według Paracelsusa nie ma rośliny, która by nie miała działania leczniczego. Opiera się ono na zdolności roślinnego ciała eterycznego do koncentrowania w roślinach substancji ziemskich i komponowania ich w organiczne związki, przez które uzyskują swą wartość dla żyzności gleby, swą wartość leczniczą i odżywczą.

Płodozmian a towarzysząca flora, chwasty

Odpowiedzią przyrody na wyizolowaną pozycję roślin kulturowych w polu i ogrodzie są tak zwane «Un- oder Beikräuter» i «Ungräser» (chwasty i chwastowe trawy). Dbają one o różnorodność gatunkową, o wyrównanie, które odzwierciedla naturalną, siedliskową konfigurację eterycznych sił kształtujących. Na stanowisku wilgotnym jest ona inna niż na suchym, inna

243

na glinie niż na piasku, i znowu inna na glebach o różnym stopniu kwasowości itd. Tak więc spośród 292 opisanych dla Europy Środkowej gatunków flory towarzyszącej zawsze spotyka się, stosownie do siedliska, charakterystyczne, mniej lub bardziej gatunkowo bogate zbiorowiska chwastów i traw chwastowych.[226]W to coroczne zmieszanie dzikiej flory z roślinami kulturowymi wkracza rolnik i ogrodnik. Stara się ograniczyć zasięg zachwaszczenia i zadarnienia rozmaitymi pracochłonnymi zabiegami. Najbardziej wymagającą i uciążliwą pracą jest tu używanie ręcznej motyki i pielenie chwastów. Jakże wielką ulgą było więc pojawienie się w latach sześćdziesiątych XX wieku syntetycznych herbicydów. Od tej pory istnieją takie o szerokim spektrum działania i liczne inne, nastawione selektywnie na zwalczanie określonych uciążliwych chwastów i traw chwastowych. W ślad za inżynieryjnymi zmianami genomu hodowanych roślin docelowych pojawiły się herbicydy totalne, jak «Roundup Ready», który pod postacią substancji czynnej *glifosatu* wyruszył na podbój świata. Herbicydy są wynalazkami ludzkiego ducha. Są po to, żeby zabijać życie, unicestwiać je. Wkraczają systemowo w powiązanie procesów życiowych i kierują je ku nicości. Eteryczne siły kształtujące, konstytuujące życiową organizację roślin, tracą władzę nad organizacją fizycznego ciała. W miejsce sił astralnych, które poprzez napromieniowania kosmicznych sił obrzędu oraz tych, co z ziemi ku górze formują i kształtują oblicze rośliny, wstępują takie, które przerywają nici między istotowym praobrazem a zmysłowo-fizyczną postacią przejawiania. Są to wrogie życiu siły astralne z podprzyrody, z tego, co podzmysłowe, działające na poziomie tego, co fizyczne, poprzez syntetyczne kompozycje substancji. Herbicydy, podobnie jak ogół pestycydów i innych syntetycznych środków do ochrony roślin, są stworzeniami człowieka, złożonymi wyłącznie na drogach redukcjonistycznego myślenia. Są nośnikami wrogich życiu sił, które w powiązaniu świata stoją w odosobnieniu. Postępowanie polegające na dowolnej syntezie substancji odpowiada odwrotnie tej technologii, która za pomocą tak zwanego rozszczepienia jądra atomowego wypycha na światło dzienne uwięzione w materii siły podzmysłowe — obydwa z konsekwencjami ewolucyjnie nieprzewidywalnymi.

244

Metoda spalania nasion chwastów

Na kilkadziesiąt lat przed tym, nim opisane wyżej metody unicestwiania chwastów poprzez przestawienie ich procesów życiowych stały się ogólnoświatową praktyką, Rudolf Steiner — badając nadprzyrodę kosmosu i jego współdziałanie przy tworzeniu nasion — odkrył metodę spalania nasion chwastów, «eksperyment ogniowy».[227]Jest to metoda regulacji zachwaszczenia, która przeciwdziała kiełkowaniu nasion. Zalecenie brzmi: zbierać nasiona chwastów, spalać je na popiół — «płomień drewna jest najlepszy» — a uzyskany «pieprz» rozsiewać po polach i ogrodach.[228]U podstaw tego postępowania leży poznanie, że wzrost i jego nasilenie ku rozrodowi w tworzeniu nasion pozostaje w bezpośrednim związku z podpierścieniowym działaniem planet — Merkurego, Wenus, a przede wszystkim Księżyca. Księżyc odbija promienie Słońca, planet i szerszego kosmicznego otoczenia ku Ziemi. Natężenie tego odbicia zależy od faz Księżyca i osiąga największą wartość przy pełni. Keim- und wachstumsanregende Wirkung des zunehmenden Mondes gegen den Vollmond hin jest wielokrotnie potwierdzona doświadczalnie — pobudzające kiełkowanie i wzrost działanie przybywającego Księżyca w kierunku pełni.[229][230]Chwasty siewne wykazują z reguły bardzo wysoką siłę rozrodczą: u rumianku pospolitego (Anthemis nobilis) może ona wynosić od 10 000 do 20 000 nasion na jedną roślinę, u ostrożenia polnego (Cirsium arvense) około 4500.[231]Przy śmiertelności sięgającej 50% spotyka się przy niewielkim zachwaszczeniu od 10 000 do 300 000 zdolnych do kiełkowania nasion chwastów na metr kwadratowy, przy silnym zachwaszczeniu — do 30 000 na metr kwadratowy.[232]Gdy w warstwie przypowierzchniowej gleby panują sprzyjające warunki kiełkowania — ciepło gleby (powyżej 9°C) i wilgotność — siły Księżyca stają się czynne i przyspieszają kiełkowanie oraz wzrost.

245

Spalanie nasion na popiół dokonuje się w czasie spoczynku wegetatywnego, w tym stanie, w którym to, co kosmiczne, «żyje w nasieniu jako forma rośliny».[233]Kiedy nasienie przechodzi przez ogień, zostaje w całości pochłonięte przez płomienie; pozostaje ziemska cząstka — popiół. Ogień jako żywioł objawia się z jednej strony zmysłowo w zjawiskach ciepła i światła. Druga strona ognia — ta sprawcza, wewnętrzna — jest nadzmysłowa. W ludzkim przeżyciu to, co nadzmysłowe, może stać się doświadczalne na poziomie duszy: na przykład gdy duchowy impuls rozpala duszę ogniem entuzjazmu. Ilekroć pojawia się ogień, pożera to, co stało się fizyczne — zostaje popiół. Z punktu widzenia tego, co duchowo sprawcze, popiół jest świadectwem procesu oczyszczenia, takiego, który wsiewa w byt nowe impulsy stawania się.

Zadaniem spalania nasion jest tworzenie w glebie takich warunków, by dla danego gatunku chwastu zablokowane zostało pobudzające kiełkowanie działanie sił Księżyca. Popiół powstały ze zniszczenia nasienia przez żywioł ognia działa przeciwstawnie do sił Księżyca: «Chodzi teraz o to, by glebę potraktować w taki sposób — bo przecież nie można «wyłączyć» Księżyca — żeby ziemia stała się niechętna przyjmowaniu działań Księżyca; i nie tylko ziemia może stać się niechętna przyjmowaniu działań Księżyca, lecz również rośliny, te chwasty, mogą nabyć pewnej wstrzemięźliwości wobec wzrastania w glebie potraktowanej w pewien określony sposób.»[234]To ostatnie stwierdzenie nasuwa myśl, że spalanie na popiół tak nadmiernie rozrodczych nasion chwastów niejako wyzwala je z uwięzienia w ziemskim cyklu rozrodczym — ich pojawianie się utrzymuje się odtąd w pewnych granicach.

Zrozumienie duchowonaukowych wskazówek Rudolfa Steinera dotyczących spalania chwastów wymaga nieustającego wysiłku poznawczego, a w ślad za nim — postawy badacza, który w świadomym zwróceniu uwagi ku wewnątrz i ku zewnątrz towarzyszy każdemu krokowi praktycznego wdrożenia. Tym bardziej, że dotychczasowe wysiłki przyniosły co prawda pewne cząstkowe sukcesy, nie doprowadziły jednak do przełomowych rezultatów. Wynika to przede wszystkim z następujących przyczyn:

  • Spalanie na popiół nasion chwastów i działanie tych popiołów, podobnie jak działanie popiołów ze szkodliwych owadów oraz skórek zwierząt
246
  • powodujących szkody, silnie rozrodczych zwierząt, jak polna mysz, musi być całkowicie włączone w praktykę gospodarstwa i nieprzerwanie pielęgnowane.
  • Do tego potrzebna jest pomoc społecznego otoczenia gospodarstw — ludzi, którzy są gotowi i zdolni do pogłębiania duchowonaukowego poznania leżącego u podstaw metody spalania oraz do ćwiczenia jej w trwałej praktyce.
  • Dopracowane w międzyczasie techniki mechanicznej regulacji zachwaszczenia nieco odsunęły w cień zarówno badania nad spalaniem nasion, jak i praktykę z nim związaną.

Mechaniczna regulacja chwastów

O ile herbicydy działają niejako systemiczno-fizjologicznie od wewnątrz — to znaczy wprowadzają w błąd nadrzędną, budującą funkcję ciała eterycznego względem organizacji fizycznej — o tyle mechaniczne metody regulacji zachwaszczenia działają z zewnątrz. Pielenie, zgrzeblenie, bronowanie i okopywanie wyrywają rośliny z korzeniami, koszenie odcina je od systemu korzeniowego. Te zabiegi nie wyłamują się z prawidłowości powstawania i przemijania. Dotyczy to również opalania, które dosięga szybko kiełkujące i rosnące chwasty zanim kiełkująca siewka rośliny kulturowej przebije skorupę glebową i zazieleni się.

Każdy człon płodozmianu towarzyszy mu swoista flora chwastów. O jej składzie decydują przede wszystkim stan gleby, termin siewu, warunki pogodowe, a także szybsze lub wolniejsze tempo wzrostu roślin uprawnych, a w konsekwencji również stopień pokrycia przez nie gleby.

Wiele gatunków chwastów to rośliny wskaźnikowe w odniesieniu do struktury gleby — na przykład zastoin wodnych, zagęszczeń, glebowej gary, bilansu azotowego i kwasowości gleby.[235] Człony płodozmianu można podzielić pod względem występowania swoistych chwastów i chwastnic na trzy grupy: rośliny zbożowe, rośliny okopowe, wieloletnie rośliny pastewne. Ogrodnicze płodozmiany to w istocie płodozmiany okopowe.

247

Chwasty i trawy w zbożach

Flora towarzysząca oziminom dzieli się na kiełkujące jesienią i kiełkujące wiosną. Spośród chwastów i chwastnic kiełkujących jesienią uciążliwe stają się te, które są zimoodporne: wyczyniec polny (Alopecurus myosuroides), miotła zbożowa (Apera spica venti) oraz chwasty takie jak rumian polny (Anthemis spec.), przetacznik (Veronica spec.) i inne. Ze względu na słabe pokrycie gleby jesienią i zimą pszenica jest bardziej zagrożona niż żyto i jęczmień. Dzięki rozkrzewieniu przedziomowemu oba ostatnie wyprzedzają chwastnice i chwasty zarówno we wzroście, jak i w pokryciu gleby. Tylko rzadko jesienny stan gleby pozwala na regulujące działanie zgrzebłem lub broną. W ograniczonym stopniu można to nadrobić wczesną wiosną. Opielanie wąskimi redlinami gęsiej stopy znosi jedynie pszenica — ona krzewi się dopiero wiosną — a nie żyto i jęczmień; te ostatnie mają już w znacznej mierze wykształcone swoje płytko rozchodzące się korzenie koronowe. W zwalczaniu wiosennych kiełkujących w ozimych dobrze sprawdzają się zgrzebło i lekka brona.

Zbożom jarym — jęczmieniowi, pszenicy i owsowi — służy wczesny siew; dlatego też one, jak i wszelkie inne zasiewy jare, narażone są na zwiększony nacisk chwastów. Konkurują z już przy niższych temperaturach kiełkującymi chwastami, takimi jak kąkol (Agrostemma githago), mak polny (Papaver rhoeas), przytulia (Galium spec.), rdestówka powojowata (Polygonum convolvolus), a później gwiazdnica pospolita (Stellaria media), żółtlica drobnokwiatowa (Galinsoga parviflora) i łoboda (Atriplex patula), a jako chwastnica — owies głuchy (Avena fatua). Czas na zwalczanie przed siewem jest krótki, toteż wielokrotna obróbka posiewna zgrzebłem, lekką broną i opielaczem aż do strzelania w źdźbło jest niezbędna. Obróbkę przedwschodową umożliwia brona sieciowa; po wschodach trzeba poczekać z dalszymi zabiegami do pojawienia się trzeciego liścia.

Z chwilą strzelania w źdźbło zacienienie ogranicza wegetatywny rozkwit nasiennych chwastów, nie ogranicza natomiast ostu ani strzelających razem z nimi chwastnic. Późno kiełkujące gatunki jak łoboda (Atriplex), rzodkiew świrzepa (Raphanus), komosa (Chenopodium) i żółtlica (Galinsoga) występują jednak rzadziej.

Ponieważ nasienne chwasty i chwastnice rosnące wśród zbóż osiągają dojrzałość nasienną przed zbożem lub równocześnie z nim, to przede wszystkim zboża jare — bardziej niż oziminy — uzupełniają w płodozmianie zapas nasion w glebie. Podorywka bezpośrednio po zbiorze musi

248

zadbać poprzez drobnogruzełkowate łoże w warstwie ornej o to, by jak największa część wypadniętych nasion mogła wykiełkować. Kłopotem w zbożach jest nieskrępowany rozkwit chwastów i chwastnic korzeniowych, takich jak perz właściwy (Agropyron repens) i ostrożeń polny (Cirsium arvense), a także szczaw lancetowaty tworzący korzeń palowy. Zwalczanie ich po zbiorach wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Znakomicie sprawdzają się przy tym kultywatory z całkowitym podcięciem wyposażone w redlice następcze, które wyrzucają korzenie i kawałki korzeni na powierzchnię gleby do wyschnięcia. Ostrożeń polny (Cirsium arvense) i szczaw tępolistny (Rumex obtusifolius) w łanie osłabia się bardzo skutecznie przez głębokie wycinanie przed kwitnieniem.

Chwasty i trawy w roślinach okopowych

Jak wskazuje sama nazwa, rośliny okopowe wymagają — obok dobrego przewietrzenia warstwy ornej — intensywnego tłumienia chwastów i chwastnic. Pod względem różnorodności gatunkowej i presji konkurencyjnej chwastów nic w płodozmianie nie dorównuje łanowi okopowych. Ponieważ okopowe sieje się później niż zboża jare, jest z reguły dość czasu, by przed siewem przeprowadzić od jednego do trzech bronowań niszczących wcześnie i średniowcześnie kiełkujące chwasty i chwastnice. Tam, gdzie to możliwe — jak przy burakach ćwikłowych (Beta vulgaris), kapuście (Brassica) i innych — rozsada z inspektu pozwala zyskać jeszcze więcej czasu i usunąć z pola nawet później wschodzącej chwasty, takie jak żółtlica drobnokwiatowa (Galinsoga), łoboda (Atriplex) czy komosa biała (Chenopodium). Rośliny okopowe mają z reguły długi okres młodociany i pozwalają aż do zwarcia rzędów kontynuować mechaniczną walkę z chwastami przy użyciu zgrzebła, obsypnika i redlicy. W razie potrzeby trzeba jeszcze raz przejść rzędy ręcznie.

W uprawie buraka cukrowego i pastewnego oraz warzyw polowych dostępne są — obok opalania w fazie przedwschodowej — wyrafinowane metody mechaniczne, pozostawiające nietkniętym jedynie wąziutki pas wzdłuż rzędów siewu. Mimo całej starannej pracy przygotowawczej końcowe ręczne pielenie jest jednak nieuchronne. Praca ta należy do niewielu, które rolnikowi i ogrodnikowi jeszcze pozostały, a przy których może w dwójnasób wejść w bezpośrednią relację z glebą i roślinami: z jednej strony jest mozolnie, ręcznie oddany czynności, która idzie tym lżej i sprawniej, im bardziej człowiek odsuwa się od siebie samego i z badawczym wzrokiem zwraca się ku roślinom, które mają być

249

uwolnione, aby mogły bezkrępowanie rozwinąć się aż do pełnego wytworzenia owocu. To zwrócenie się ku roślinom działa dwojako: jest celowo-użytkowe — wyłącznie na to nastawiona jest maszyna — a biegunowo do tego budzi duchowo zainteresowanie i duszewnie żywą relację wobec intymności życiowego związku rośliny z ziemią. Uświadamia się sobie wyzwanie, by nie popaść w pustkę czystej rutyny, która pracę przemienia w ciężar. Pielenie chwastów może być — obok innych podobnych czynności — polem ćwiczeń, które budując most wyzwala moralne odczuwanie wobec rzeczy i istot przyrody. Z drugiej strony nad całym dzianiem się spoczywa oglądające myślenie. Obserwuje się bogactwo zjawisk: jak rozmaite gatunki ziół towarzyszą uprawianej kulturze, jak te zioła różnorako ukształtowane są w korzeniu, liściu i kwiecie i dają w ziemskim odbiciu wieść o swym obrazie prarodzimym żyjącym w nadzmysłowym. Rozpoznaje się chwast lub chwastnicę jako przynależne do określonego rodzaju i rodziny i odkrywa się, jak wiele z nich ma znaczące działanie lecznicze. Poznaje się, jak to działanie lecznicze jest bliskie krewniactwem z działaniem odżywczym rozwijającego się stopniowo owocu rośliny kulturowej. Dla dobra tej siły odżywczej musi do pewnego stopnia ustąpić «zasób leczniczo-ziołowy». Dotyczy to w szczególności okopowych fruktujących bardziej wegetatywnie. Tak więc łan okopowych spełnia w ramach płodozmianu funkcję łanu oczyszczającego dla kultury następczej — przeważnie zboża. Zarazem jest on tym, który najbardziej obciąża żyzność gleby.

Chwasty i trawy w uprawie roślin pastewnych

Główne rośliny pastewne to rośliny strączkowe, koniczyna i lucerna w mieszance z trawami pastewnymi oraz — w niewielkich domieszkach — zioła o działaniu dietetycznym, jak babka lancetowata (Plantago lanceolata), biedrzeniec (Pimpinella agna), cykoria podróżnik (Cichorium lupulina), nostrzyk żółty (Medicago lupulina), komonica zwyczajna (Lotus corniculatus) i nostrzyk biały (Melilotus spp.). Mieszanka stoi w płodozmianie z reguły przez dwa lata użytkowania, zajmując tym samym dwa ogniwa płodozmianu. Pierwszy pokos wykonuje się na tyle wcześnie, by drugi odrost mógł zakwitnąć w skąpym w kwiaty późnym lecie i zapewnić owadom latającym obfite źródło nektaru. Dodatkowe źródła nektaru stanowią pasy kwitnące na łanach zbożowych i okopowych.

250

W gęstych, dobrze rozkrzewionych dwuletnich łanach pastewnych jednoroczne chwasty nasienne nie mają możliwości rozwoju — w łanach przerzedzonych owszem, ale przy wielokrotnym koszeniu i one nie są groźne. Uprawa polowych roślin pastewnych jest przede wszystkim wypróbowanym środkiem pozwalającym opanować trudno inaczej zwalczalne, trwałe chwasty problemowe, jak ostrożeń polny (Cirsium arvense) i szczaw kędzierzawy (Rumex crispus). Ostrożeń polny ulega osłabieniu już po pierwszym pokosie, silniejszemu po drugim, a nawet trzecim. Po dwuletnim użytkowaniu w ten sposób udaje się utrzymać rolę w dużej mierze wolną od ostrożeni dla kolejnej rośliny następczej — z reguły oziminy. Jeśli chodzi o szczaw, który po każdym pokosie słabnie, lecz szybko wyrzuca pędy nasienne, ograniczenia produkcji nasion zwykle nie da się w pełni uniknąć. W przypadku perzu właściwego (Agropyron repens) wielokrotne koszenie osłabia siłę wzrostu kłączy, a tym samym dalsze rozprzestrzenianie się rośliny.

W ramach płodozmianu wraz z bogatą w rośliny strączkowe uprawą polowych roślin pastewnych i roślin poplonowych dokonuje się ekologiczny cud. Oddaje ona glebie utraconą żyzność, stwarza harmonię w tym, co żywe, sprowadza z powrotem dziką faunę w krajobraz i dostarcza owcom i bydłu — latem jak i zimą — doskonałą paszę, a jesienią pastwisko na roli.

Płodozmian, choroby i szkodniki

Pytanie brzmi, czy rośliny mogą w ogóle chorować w tym samym sensie co zwierzę i człowiek. Kierunek ku odpowiedzi otwiera się, gdy ujmuje się w świetle wzajemne powiązanie członów istoty w królestwach przyrody i w człowieku: minerał jest jednorodny, obdarzony jedynie ciałem fizycznym; do dwuczłonowości rośliny z ciałem fizycznym i ciałem eterycznym dochodzi u zwierzęcia jako trzeci człon ciało astralne, a u człowieka jako czwarty — organizacja Ja. Chorobotwórcze jest ciało astralne.[236]Takie nie wcielą się w roślinę. Jej ciało duszne pozostaje w nadzmysłowości; promieniuje swymi siłami z obrzeża w czas i przestrzeń, dotyka roślin jedynie z zewnątrz i tworzy sobie ich postać jako odwzorowanie. W czystości eterycznej organizacji rośliny łączy się ona z substancjami ziemi, ożywia je i komponuje w swą fizyczną organizację. W tym połączeniu staje się w swych formach zmysłowo widzialną

251

postacią. W tych swych eteryczno-żywych procesach kształtowania roślina jest na wskroś zdrowa; jest nośnikiem wszelkich uzdrawiających sił; przez właściwą jej organizację sił kształtujących właściwie nie może chorować. To, co jej formę ukazania się jako czysty obraz swego typu modyfikuje, a nawet zniekształca czy całkowicie niszczy, to wpływy zewnętrzne. Ujmuje się je dziś w nieokreślonym pojęciu oddziaływań środowiska. Gdy te ześlizgną się ku skrajnościom, zanika harmonia stosunku kosmicznych do ziemskich oddziaływań; powstają nierównowagi. Mogą one zachodzić z przyrody przez pożary, burze, powodzie i trzęsienia ziemi, bądź coraz częściej przez egoistyczne działania człowieka, przez roszczenia posiadania i władzy, bezwzględną eksploatację i tym podobne. Wpływy za sprawą człowieka manifestują się w ociepleniu Ziemi, zmianie klimatu, zaśmieceniu Ziemi, mórz i stratosfery. Elektrosmog otacza rośliny zewsząd i odcina je od kosmicznych oddziaływań. W uprawie roślin kulturowych to skrajne oddziaływanie potęgują jeszcze obce życiu technologie wszelkiego rodzaju — jak nadmierne nawożenie solami azotowymi syntetyzowanymi z powietrza, hydroponika (uprawa na roztworach soli odżywczych), pestycydy, herbicydy i tym podobne. Rośliny są otoczone obcymi substancjami i promieniowaniami, które osłabiają ich eteryczną organizację. Ta nie jest już w pełni zdolna do budowania bądź utrzymania swej fizycznej organizacji cielesnej zgodnie z predyspozycją gatunkową. Fizjologiczną konsekwencją jest to, że rośliny zawierają więcej wody (powiększone komórki i przestrzenie międzykomórkowe) i rozpuszczonych w niej soli, niż mogą przetworzyć w budowę swych kształtotwórczych tkanek. Wszystko to wzywa na scenę szerokie spektrum roślinnych i zwierzęcych organizmów — bakterii, grzybów, roztoczy, owadów — które w naturalnej gospodarce przyrody w odpowiednim miejscu i czasie spełniają pożyteczne służby, a w miejscu i czasie niewłaściwym mnożą się jednostronnie i gwałtownie i stają się organizmami szkodliwymi. Szczególnym przypadkiem w tym kanonie są wirozy. Wirusy tworzą pewien rodzaj podnatury królestwa roślinnego, tak jak radioaktywność jest taką podnaturą królestwa mineralnego. Wirusy nie mają własnego metabolizmu. Włączają się w przemianę materii żywych organizmów — począwszy od bakterii wzwyż — i tylko przez nią mogą się rozwijać i mnożyć. Podczas gdy wszystko, co żywe, darlebt się w rytmach, wirus zachowuje się arytmicznie. To przede wszystkim wirusy przyczyniają się do coraz szybciej dokonującego się rozpadu odmian w królestwie roślin kulturowych.

Pasożytnicze choroby bakteryjne i grzybicze są wyrazem nadmiaru siłowego oddziaływania Księżyca, które w glebie, za pośrednictwem

252

wody, wytwarza «księżycową żywotność» («Mondenlebendigkeit»). Działa ona przy wyrównanych warunkach pogodowych w roślinach aż po tworzenie nasion.[237]Gdy Księżyc działa jednak zbyt silnie — na przykład w łagodną zimę z wilgocią sięgającą w głąb wiosny, potęgowaną jeszcze przez dopływ łatwo rozpuszczalnych soli odżywczych — wzrasta presja grzybicza. Nadmierne życie księżycowe wchodzi niejako w konkurencję z siłami, które z kosmosu przez krzem, wapień i glinę napływają kształtotwórczo do roślin. Siły te słabną. Dochodzi do pewnego rodzaju przedwczesnego owocnikowania w sferze wegetatywnej, w obszarze liści. Ponad poziomem gleby, w której wnętrzu jest właściwa ojczyzna zastępów bakterii i grzybów, tworzy się w górze, w obszarze pędów, drugie dno dla pasożytów i grzybów. Pod zbyt silnymi siłami Księżyca roślina ulega rozkładowi przez to samo królestwo niższych organizmów, które w mroku gleby spełnia jej pożyteczne służby.

Niebezpieczeństwu zbyt silnego oddziaływania Księżyca można zapobiec następującymi środkami:

  • Nawożenie sprzyjające zdrowiu roślin (wzmocnieniu ich eterycznej organizacji) — zob. rozdz. «Vom Wesen der Düngung» («O istocie nawożenia»), s. 259 i nast.
  • Budowanie gleby działającej na sposób ziemski, bogatej w trwałe formy humusu (glina-humus).
  • Wielokrotne w ciągu roku opryski herbatą z skrzypu polnego (działanie krzemu).
  • Zachowanie i pielęgnacja mokrych biotopów oraz trwałych użytków zielonych bliskich ciekom bądź wodom gruntowym. Są to naturalne siedliska, w których — uzdrawiająco dla całości organizmu gospodarstwa — siły Księżyca mogą «wyżyć się» w rozwinięciu bogatego życia grzybów i bakterii.

Uprawa gleby pomaga roślinie w pierwszym kroku ku typowej dla niej konfiguracji sił kształtujących jej ciała życiowego. Dalszego wzmocnienia doznaje ona przez właściwe miejsce w płodozmianie, a najwyższego wzmożenia zdrowego wzrostu oraz kształtowania i dojrzewania owoców — przez nawożenie (por. rozdz. «Vom Wesen der Düngung» («O istocie nawożenia»), s. 259 i nast.). Dla kształtowania płodozmianu miarodajne są trzy główne momenty: samotolerantywność, działanie przedplonu i utrzymanie wysokiej dynamiki próchnicy. W przypadku wielokrotnego dosiewu przy rozmnażaniu wegetatywnym uprawy są w znacznie wyższym stopniu samotolerantywne niż

253

przy rozmnażaniu generatywnym — chyba że pokolenie rodzicielskie jest nosicielem wirusów, co jest głównym problemem przy dosiewie ziemniaków, rozmnażaniu drzew owocowych i tym podobnych. Sama przyroda daje wzorzec wysokiej samotolerantywności rozmnażania wegetatywnego — na przykład perz właściwy (Agropyron repens), pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica), ostrożeń polny (Cirsium arvense), powój polny (Polygonum convolvulus), skrzyp polny (Equisetum arvense) i inne.

Przy generatywnym dosiewie odmian samosiewnych regułą jest — w różnym stopniu — rozpad odmian. U podstaw samonieprzenosności leży jednostronne namnażanie organizmów szkodliwych: bakterii, grzybów, owadów i innych zwierząt glebowych, a także patogenne wydzieliny korzeniowe samych roślin kulturowych (allelopatia). Organizmom szkodliwym można przeciwdziałać w następujący sposób:

Przez wszelkie środki wzmacniające konstytucję, to znaczy organizację sił kształtujących rośliny. Należy do tego własna produkcja nasion w gospodarstwie przez celowy dosiew: «Wenn man [mit der Aussaat; Einfügung des Verfassers] nahe an den Wintermonaten ist, dann wird man eine starke Reproduktionsfähigkeit, wenn man weiter von den Wintermonaten ist, eine starke Nahrhaftigkeit in den Getreidepflanzen bewirken.» (Gdy jest się [z siewem; wtrącenie autora] blisko miesięcy zimowych, wytworzy się w roślinach zbożowych silną zdolność reprodukcji; gdy jest się dalej od miesięcy zimowych — silną wartość odżywczą.)[238]

Uwzględnienie czasu siewu według rytmów kosmicznych, w szczególności obiegu synodycznego, czyli faz Księżyca.

  • Aktywna, żyzna gleba, która szybko strawia wszelkiego rodzaju jednostronne wpływy zewnętrzne i czyni je nieszkodliwymi dla roślin.
  • Przestrzenny dystans do uprawy z roku poprzedniego (np. kapusta wobec kiły kapustnej [Plasmodiophora brassicae], ziemniaki wobec żerowania stonki ziemniaczanej) oraz dystans czasowy, który — w zależności od stopnia samotolerantywności — wynosi od trzech do sześciu lat.

Choroby zbóż związane z płodozmianem

W każdym przypadku siew następczy prowadzi wskutek nagromadzenia swoistych patogenów do obniżenia plonów. Samotolerancja jest więc ograniczona, najmniej u żyta. Ze względu na swą skromność owies i żyto zajmują po ozimej pszenicy i ozimym jęczmieniu miejsce roślin plonozbiorczych. Owies uchodzi przy tym za roślinę leczącą glebę. Wartość przedplonowa jest nieznaczna; patrząc na całość zmianowania, zboża dbają jednak o wyrównany bilans próchnicowy. Przy czym tworzenie korzeni pszenicy i jęczmienia jest znacznie słabsze niż

254

u żyta i owsa. Pierwsze są umiarkowanie silnymi konsumentami próchnicy i stawiają dlatego wysokie wymagania przedplonowi — dobrze nawożonym roślinom okopowym. Pszenica jest nietolerancyjna wobec przedplonu żyta. W tym przypadku, jak i w ogóle przy zmianowaniach zbożowych (>50%) oraz źle rozłożonych masach słomy, pojawiają się choroby podstawy źdźbła: zgorzelcowe porażenia u nasady źdźbła pszenicy, jak zgorzel podstawy źdźbła (Ophilus graminis) czy łamliwość źdźbła (Cercosporella herpotrichoides). Regularny płodozmian zbóż liściowych i źdźbłowych pomaga tu zaradzić trudności. Szczególne miejsce wśród traw zajmuje wykazująca w wysokim stopniu samotolerancję kukurydza. Porażenia grzybowe mogą u pszenicy i jęczmienia, rzadziej u owsa i jeszcze rzadziej u żyta, występować na całym źdźble aż po kłos. U pszenicy są to przede wszystkim w strefie liścia rdze (Puccinia) — żółta, brunatna i czarna — oraz choroby śniedzi (Tilletia), w kłosie (Helminthosporium gramineum) głownia karłowata i śmierdząca; u jęczmienia paskowanie liści (Ustilago avenae) oraz mączniak prawdziwy (Erysiphe graminis), w kłosie głownia pyląca jęczmienia; u owsa głownia pyląca owsiana; u żyta w strefie liścia pleśń śniegowa (Fusarium nivale), w kłosach sporysz (Claviceps purpurea). Kukurydza włącza się bezproblemowo w zmianowania zbożowe; choroby podstawy źdźbła nie mogą jej zaszkodzić.

Uszkodzenia wynikające ze zmianowania, powodowane przez owady — jak oprzędzik zbożowy (Oscinis frit), węgorek (Ditylenchus dipsaci) u żyta, pryszczarek, śmietka kiełkówka (Hylemya correlata) i inne u pszenicy, oprzędzik zbożowy (Oscinis frit) i wciornastek (Thrips lini), nicienie u owsa, połyśnica paskowana (Chlorops taeniopus) u pszenicy i jęczmienia — są mniej dotkliwe niż porażenia grzybowe. Natomiast w uprawie kukurydzy omacnica prosowianka (Pyrausta nubilalis) wyrządza szkody dominujące.

Choroby roślin okopowych związane z płodozmianem

Różnorodne gatunki roślin okopowych w uprawie polowej i ogrodowej mają swój własny, odrębny wzorzec porażeń i szkód. Z reguły są niezgodne same ze sobą i muszą być odpowiednio daleko rozsunięte w płodozmianie. Pewien wyjątek stanowi ziemniak. Wegetatywne rozmnażanie przez bulwy czyni go najbardziej samokompatybilną ze wszystkich roślin kulturowych. W partiach górskich można go uprawiać przez dziesięciolecia na tym samym stanowisku. W ciepłowilgotnych siedliskach zagrożenie plonowania w pierwszym roku uprawy poważnie nasilają wszelkiego rodzaju wirozy — przenoszone przez mszcę brzoskwiniową (Myzodes persicae) i dalej rozprzestrzeniające się przez uszkodzenia bulw — a nadto infekcje grzybowe, jak obawiana zaraza ziemniaka (Phytophtora infestans), oraz szkodniki zwierzęce, jak stonka ziemniaczana (Leptinotarsa decemlineata),

255

znacznie już w pierwszym roku uprawy. Powielanie zasiewu na tym samym stanowisku jest dlatego z reguły niemożliwe. W płodozmianie należy zachować odstęp czterech lat. Własności przedplonowe ziemniaka są doskonałe dla wszystkich roślin źdźbłowych i okopowych.

Burak ćwikłowy i jego odmiany (burak cukrowy, pastewny, ćwikłowy) wykazują ze względu na porażenie nicieniami w strefie korzenia jedynie niską samokompatybilność. Nicienie (węgorek niszczyk [Ditylenchus dipsaci]) należą do głównych sprawców chorób płodozmianowych. Są wielorasowe, porażają niemal wszystkie rośliny kulturowe, a także liczne gatunki chwastów; żyją długo, dlatego w płodozmianie należy zachować do powrotu gatunku buraka odstęp od czterech do sześciu lat. Buraki wykazują szerokie spektrum organizmów szkodliwych: wirozy (m.in. żółtaczka buraka [Beta-Virus 4]), grzyby (m.in. zgorzeli siewek, różne grzyby) oraz nicienie, mszyce (Phytophagus), śmietka ćwiklanka (Pegomya hyoscyami), chowacz brukwiaczek (Atomaria linearis) i inne. Porażenie jest po części uwarunkowane odmianą i pogodą, w przeważającej jednak mierze jest następstwem niedostatecznej higieny gleby i zbyt ciasnego miejsca w płodozmianie.

Odpowiednimi przedplonami dla buraków są przede wszystkim ziemniaki i azotogromadzące rośliny strączkowe, a przy dobrej własnej organicznej dawce nawozów — wszystkie gatunki zbóż. Następcze uprawy to z reguły ozime lub jare formy pszenicy i jęczmienia.

Krzyżowe (Kruzifery), wśród nich wszystkie odmiany kapusty, rzepak oraz przedstawiciele roślin poplonowych — pochodne rzepaku, gorczyca biała (Sinapis alba), rzodkiew oleista (Raphanus sativus var. oleiformis) i inne — niezwykle wzbogacają płodozmian. Obfity, wręcz przebogaty pokrój kwiatowy rzepaku (Brassica napus) i kwitnących krzyżowych, roślin poplonowych, a nieumyślnie też chwastów — gorczycy polnej i rzodkwi łuszczynowej (Raphanus raphanistrum) — stanowi źródło nektaru, które przyciąga bogactwo owadów latających.

Choroby roślin pastewnych związane z płodozmianem

Jednocześnie krzyżowe przyciągają też liczne owady żerujące, na czele z pchełką ziemną (Phyllotreta spp.), muchówką kapuścianą (Chortophila brassicae), słodyszkiem rzepakowym (Meligethes aeneus) i innymi. Równie poważne straty powoduje szereg chorób grzybowych, przede wszystkim kiła kapusty (Plasmodiophora brassicae), będąca typową chorobą płodozmianową, która w dużej mierze decyduje o wzajemnej nietolerancji kapustnych, rzepaku i tym podobnych, ale też krzyżowych chwastów. Ponadto rzepak jest rośliną żywicielską licznych

256

gatunków nicieni wyrządzających szkody w następczych uprawach. Rzepak potrzebuje przedplonów wcześnie opuszczających pole, jak żyto i pszenica ozima. Po sobie pozostawia dla następnika glebę doskonale ustrukturyzowaną, gareną, stosunkowo wolną od chwastów. Z wymienionych względów — podobnie jak przy kapustnych — konieczna jest przerwa w uprawie wynosząca trzy do czterech lat. Przy intensywnym włączeniu zielonych nawozów z krzyżowych do płodozmianu odstępy muszą być jeszcze bardziej wydłużone.

Centralnym ogniwem płodozmianu, obok roślin towarowych, są rośliny pastewne: koniczyna (Trifolium) i lucerna (Medicago) z domieszką mieszanki traw pastewnych i ziół. Koniczyna i lucerna z jednej strony — jako rośliny głęboko korzeniące się — ożywiają bezpośrednio całą miąższość profilu glebowego poprzez wiązanie azotu, uruchamianie minerałów i bogactwo masy korzeniowej; dzieje się to tym skuteczniej, im dłużej i bujniej trwa uprawa wieloletnia. Z drugiej strony należą one na poziomie roślinnym pośrednio do wielkich sprawców trwałej żyzności gleb — poprzez masy paszowe, które po przetrawieniu i uszlachetnieniu przez przewód pokarmowy przeżuwaczy wracają na pole jako nawóz. Uprawę pastewnych roślin strączkowych uzupełniają strączkowe nasienne: bobu (Vicia faba), łubinu (Lupinus) i grochu (Pisum sativum). W płodozmianie stoją one albo w siewie czystym, albo w uprawie mieszanej z owsem, najchętniej przed okopowymi. Pierwszeństwo koniczyny i lucerny w płodozmianie wyznacza strączkowym nasiennym pewne granice. Powodem jest oprzędzik lucernowiec (Sithonia lineata), który potrafi wyrządzić poważne szkody w pastewnych roślinach strączkowych we wczesnym stadium wzrostu. Głównym problemem czerwonej koniczyny — w mniejszym stopniu lucerny — jest zgnilizna twardzikowa (Sclerotinia trifolium). Jest ona typową chorobą płodozmianową. Czarne sklerocja (owocniki grzyba) przyczepiają się do szyjki korzeniowej, niszczą naczynia przewodzące, a roślina więdnie z nastaniem wiosny z dnia na dzień. Trwałe formy grzyba mogą utrzymywać się w glebie do ośmiu lat. Powrót koniczyny czerwonej, a także lucerny powinien zatem następować najwcześniej co pięć do sześciu lat. Przy co najmniej dwuletniej uprawie problem z ostami dla rośliny następczej zostaje rozwiązany, a liczebność nicieni znacznie się zmniejsza.

Do innych roślin liściastych należących z reguły do biologiczno-dynamicznych płodozmianów zalicza się buraki pastewne (Beta vulgaris var. alba) jako składnik dietetyczny w żywieniu bydła mlecznego oraz marchew (Daucus carota) i len oleisty (Linum usitatissimum) w odchowie cieląt. Te, podobnie jak uprawy warzyw i ziół leczniczych na potrzeby zdrowia zwierząt, prowadzi się częściowo ogrodniczo, częściowo polowo, włączając je w pola okopowych.

257

Płodozmian w odniesieniu do nawożenia, bilansu próchnicy i orki

Płodozmian stwarza dla biologiczno-dynamicznego gospodarstwa ramy uprawy gwarantujące trwałą żyzność gleby odpowiadającą warunkom siedliskowym. Te przestrzenno-czasowe ramy wyznaczają temat, który może być wariowany stosownie do pogody oraz potrzeb paszowych i rynkowych. Temat ten musi żyć w świadomości wspólnoty gospodarstwa jako żywy związek idei i być rok po roku coraz głębiej wpisywany w organizm gospodarczy. Każdego roku na nowo ten obraz płodozmianu staje się w kształtowaniu procesu przyrodniczego naocznym dziełem sztuki. W poniższym przykładzie (Dottenfelderhof) przedstawia się dwunastopolowy płodozmian, który dzieli się na dwa sześciopolowe, ukazujące z kolei źródłową zasadę trójpolówki:

Rok Płodozmian Międzyplon Nawożenie Bilans humusu Orka jesienna
1 Lucerna – trawa RL 100–200 dt kompostu +
2 Lucerna – trawa RL Tworzenie trwałego humusu + pf
3 Ps.-pszenica – jęczmień ~ pf
Krzyżowe
4 Ps.-żyto ~ pf
Strączkowe i inne
5 Okopowe: ziemniaki, warzywa polowe, buraki pastewne i inne RL 300 dt obornika z głębokiej ściółki pf
częściowo krzyżowe +~
6 Owies, orkisz Podsiew koniczyny
7 Koniczyna z trawą RL 100–200 dt kompostu +
8 Koniczyna z trawą RL Tworzenie trwałego humusu + pf
9 Ps.-pszenica – rozmnażanie nasion ~ pf
Krzyżowe
10 Żyto ~ pf
Strączkowe i inne
11 Okopowe: jak pod 5 RL 300 dt obornika z głębokiej ściółki pf
częściowo krzyżowe +~
12 Owies, orkisz, rozmnażanie nasion Podsiew lucerny ~
RL = roślina liściasta; ZŁ = zboże łanowe; + = przyrost humusu; ~ = utrzymanie humusu; – = ubytek humusu; pf = orka

Udział roślin liściastych wynosi 50%, co odpowiada systemowi zmianowania. Międzyplony przesuwają jednak stosunek zbóż łanowych do roślin liściastych na korzyść tych ostatnich.

258

Kultury głęboko ukorzeniające się z największą masą korzeniową — lucerna, a za nią koniczyna — przeważają nad udziałem przeważnie płytko ukorzenionych okopowych z niewielką masą korzeniową. Pozycję pośrednią pod oboma względami zajmują zboża łanowe. Nie uwzględniając wkładu międzyplonów i nawożenia organicznego, bilans humusu w ciągu dwunastu lat można ocenić jako nieznacznie dodatni. Uprawa gleby, prowadzona głównie wiosną i jesienią, wpływa na niego ujemnie. Zaniechanie jej przez ćwierć spośród dwunastu lat, w czasie polowej uprawy paszowej, łagodzi ubytek humusu — podobnie jak umiarkowana uprawa głęboka jesienią i w przedwiosennej porze roku przy użyciu pługa, grubera, pługa talerzowego itp. Wyrównanie strat, a tym bardziej stopniowe ustabilizowanie się na trwale wyższym poziomie zawartości humusu, jest zadaniem humusotwórczych międzyplonów, a przede wszystkim nawożenia obornikiem i kompostami.

259

Trzeci filar:

O istocie nawożenia

Czym naprawdę jest nawożenie — to pytanie wciąż pozostaje zagadką. Ze stanowiska powszechnie przyjętej nauki rolniczej nie wydaje się, by warto było je dalej drążyć; zdaje się, że zostało ono raz na zawsze rozwiązane. W tym rozumieniu nawożenie znaczy tyle, co dostarczanie do układu gleba–roślina — pomyślane i wyliczone w odizolowanej postaci poszczególnych pierwiastków chemicznych — substancji, które z myślą o harmonijnie zrównoważonej gospodarce składnikami odżywczymi pozwalają oczekiwać plonów maksymalnych, w przybliżeniu aż do wyczerpania potencjału genetycznego odpowiednio wyhodowanych odmian roślin kulturowych.

Ten punktowy sposób myślenia o zewnętrznych związkach przyczynowo-skutkowych stoi w biegunowej opozycji do tego, co mówią badania geisteswissenschaftliche, które mówią o «tajemnicach nawożenia» jako o «wyjątkowo prawdziwych tajemnicach».[239]«Z pewnością czyni się to [nawożenie; przypis autora] instynktownie, przez tradycję z dawnych czasów. Lecz istoty nawożenia nie rozumie dziś właściwie żaden człowiek» — «poza tymi, którzy mogą wiedzieć to z ducha».[240]Trzy kolejne rozdziały stanowią próbę stworzenia podstawy rozumienia tej radykalnej wypowiedzi. W następnych wywodach poświęconych stopniom nawożenia tajemnica istoty nawożenia będzie mogła stać się czymś, co coraz wyraźniej wychodzi na jaw.

O kwestii substancji i sił

Prowadzenie gospodarstwa rolnego oznacza przemieszczanie ogromnych mas materiału, przeważnie z organicznej natury: ożywioną glebę przy każdym zabiegu uprawowym, czynności przy zbiorze zielonki, siana i słomy itd. oraz ich składowanie i codzienne zadawanie przy żłobie, ścielenie w oborze, wywóz gnojowicy i obornika oraz ich przechowywanie i rozrzucanie na polach i użytkach zielonych, wielokrotne opryskiwanie preparatami na całej powierzchni gruntów gospodarstwa, masy zbiorcze zbóż i roślin okopowych, ich magazynowanie i wreszcie przygotowanie wszystkich płodów rolnych, które jako żywność opuszczają gospodarcze obejście.

Rolnictwo jest mimowolnym przemysłem transportowym. To jedna strona — druga zaś polega na tym, że jest ono procesem wplecionym w rytmy biegu roku i trwającym ponad nie. Dotyczy to przede wszystkim nawożenia. Wytworzone w gospodarstwie substancje nawozowe są same wynikiem procesów życiowych, a zarazem przyczyną ich utrzymania i wzmożenia.

260

Czym właściwie są substancje, które w różnych postaciach krążą z miejsca na miejsce? Czym jest substancja? Substancje przejawiają się w czterech klasycznych żywiołach: w stanach skupienia tego, co Stałe (Ziemia), Ciekłe (Woda), Gazowe (Powietrze). Do żywiołu Ciepła nauka przyrodnicza nie znalazła dotąd pojęciowego dostępu, który charakteryzowałby go jako samodzielny czwarty spośród żywiołów klasycznych. Po dziś dzień obowiązuje metodyczna zasada rozkładania zjawisk na czynniki pierwsze, sięgająca założyciela fizyki eksperymentalnej, Francisa Bacona (1561–1626). Ta metoda — szukania za zjawiskami, w procesach materialnych, zasady bytowej będącej ich przyczyną — panuje jeszcze dziś w powszechnie uprawianej nauce.

Za subiektywnie odczuwanym zjawiskiem szuka się przedmiotu, czegoś materialnie rzeczowego. Nie znajduje się tego w samym cieple, lecz wtórnie — w stanach cieplnych, które mierzalnie ujawniają się w żywiołach Stałym, Ciekłym i Gazowym. Bez tego odniesienia do trzech żywiołów czy stanów skupienia ciepło pozostawałoby niepostrzegalne. Dla Francisa Bacona, który z prawniczym orężem ustanowił się sędzią nad ciepłem, był to zapewne powód, by odmówić mu samodzielnego bytowania jako żywiołowi. Po dziś dzień niematerialność ciepła, jego istotowa natura, pozostaje pojęciowo w mroku. Nie ucieleśnia ono żadnego własnego stanu skupienia. W nowszych czasach badacze skłaniają się ku temu, by bogatą w energię, silnie rozrzedzoną postać plazmy określać jako czwarty stan skupienia. Lecz i w tym wysoce złożonym kontekście zjawiskowym ciepło pojawia się w formie związanej z materią. Jego czysta natura jako żywiołu ciepła objawia się w spostrzeżeniu jako zjawisko odczuwania ciepła w odcieniach od zimna do gorąca, pośredniczone przez żywioły Ziemi, Wody, Powietrza. Ponadto czysta niematerialna natura ciepła ujawnia się we właściwości przeprowadzania stanów żywiołowych czy skupienia jednego w drugi poprzez swą obecność i nieobecność.

Pytanie o naturę substancji, które od XVII wieku stopniowo stawało się centralnym pytaniem poznawczym nauk przyrodniczych, wydaje się być co do zasady wyjaśnione przez fizykę i chemię. Jeśli rozkłada się metodami analityki substancje organiczne lub nieorganiczne — pomijając

261

te, które z natury swej występują w stanie elementarnym, jak złoto, srebro i inne — ujawnia się suma fizykochemicznych pierwiastków, różnionych według właściwości. Myśli się je zbudowane z atomów (atom = niepodzielny).

W XIX i XX wieku rozkładano również sam produkt rozkładu, pierwiastek jako «niepodzielny atom», na jego cząstki elementarne. Tym samym jakościowy charakter właściwości pierwiastków chemicznych stracił na znaczeniu dla poznania istoty substancji. Tym krokiem przekroczono próg z Natury ku «Naturze-Poniżej»[241]i dotarło się do subatomowego obszaru cząstek elementarnych (kwantów). W nim zanika świat zmysłów, a pojawia się inny — świat mierzalnych energetycznych oddziaływań.

Oddziaływania te różnią się od wnikających sił kosmicznych, które unoszą ziemski świat substancji ku konstytucji wyższych szczebli bytowych: życia świata roślinnego, duszewności świata zwierzęcego i duchowości człowieka. Natomiast substancje ziemskie okazują się promieniującymi na zewnątrz,[242]zagęszczonymi tworami sił — niejako procesami dobiegłymi końca i w tym stanie zakutymi w pęta.

W atomach dostrzeżono wypełniające przestrzeń ciała, materię, która miałaby być jedyną przyczyną wszelkiego wyższego bytowania na Ziemi. To ujęcie stworzyło światopoglądowi materializmu racjonalny, pozornie niezachwiany fundament. Materia — głosi ten pogląd — jest continuum, które było na początku i będzie na końcu. Wszelkie bytowanie, które powstało i jeszcze trwa między tym początkiem (Wielki Wybuch) a tym końcem (*finalna entropia*, śmierć cieplna), wywodzi się z tego materialnego pra-gruntu — a więc i człowiek, który jako materialny przedmiot to wszystko tak myśli. Zaprzeczając sobie jako istocie doznającej duszewnie, duchowo dążącej i kochająco chcącej, wyniósł on ten teoremat do rangi aksomatu. Materializm jest, ze względu na swe pozornie pewne fundamenty — odgadnięcie tajemnicy substancji i wynikającą zeń technologię — najmniej przemyślanym światopoglądem. Zasłania on spojrzenie na człowieka, który w zaangażowaniu najwyższych sił intelektu buduje sobie świat, w którym jako Nie-Ja traci się w Nicość. «Intelekt oddala się od rzeczywistości, rozum zaś wiedzie nas z powrotem na nią

z powrotem.»[243]Obraz świata materializmu doznał pewnego wstrząsu za sprawą odkryć fizyki kwantowej, która dowodzi, że materii nie można zróżnicować w sumę atomowych cząsteczek materialnych, lecz w energetyczne kwanty działania. Kto jednak jest ich sprawcą? Nasuwa się tu pytanie o ducha, o świat istot tworzących z nadzmysłowego. «Intelekt oddala nas od rzeczywistości, rozum wiedzie nas z powrotem na nią.»

262

Gdy człowiek kieruje całą siłę rozumu ku sobie jako istocie myślącej, znajduje w sobie samym środki i drogi, które wyprowadzają go ze statyki materialistycznego obrazu świata. Budzi się w nim świadomość, że to on sam, powołany z duchowych pra-początków, jest i staje się w coraz większej mierze nośnikiem rozwoju; że dzięki swoim duszewnym siłom myślenia, czucia i woli może kształcić wyższe duszewne organy poznania i z ich pomocą doskonalić się ku wyższym oglądaniom. Te zaś umożliwiają mu w wolnym samostanowieniu wziąć w swe ręce przyszłość swoją i przyszłość swego współstworzenia. Zwiastuny tego rodzaju przebłyskują wszędzie. Lecz: pytanie o istotę substancji we wszystkich jej postaciach — w nieożywionej naturze, w życiu roślin, w duszewności zwierząt i w duchowej czyli Ja-organizacji człowieka — nie jest jeszcze stawiane w tym sensie.

Aby uzyskać wejście w ten krąg pytań, należy stwierdzić: «Zmysłowo-naoczny obraz świata jest sumą metamorfozujących się treści spostrzeżeń bez leżącej u ich podstaw materii.»[244]Spostrzeżenia, jakich dokonujemy przy zmysłowo-naocznym przedmiocie, pobudzają myślenie do tworzenia pojęć, które starają się uchwycić właściwości tego przedmiotu. Tak więc pierwiastki substancji układu okresowego charakteryzują się każdy swymi specyficznymi właściwościami, będącymi wyrazem czegoś, co nie staje się zjawiskiem — a zatem nie należy do powstawania i przemijania w czasie i przestrzeni. Materia natomiast ujmowana jest jako continuum, jako to, co trwałe w czasie i przestrzeni, nie będąc sama zmysłowo-naocznym zjawiskiem i nie podlegając budującym i niszczącym siłom działającym w czasie i przestrzeni. To, co pojawia się w zjawisku, to pojęciowo uchwytne właściwości. Są one rzutowaniami czegoś Nad-Czasoprzestrzennego, nadzmysłowego — istoty tej lub owej substancji. Konstytucją w świadomości człowieka stają się przez spostrzeżenie i pojęcie

jako suma właściwości. Ich wyodrębnienie i przyporządkowanie tej lub owej substancji jest przedmiotem badań fizyki. Ich konstelacja jest tego rodzaju, że każdy pierwiastek substancji ma specyficzne powinowactwo do innych substancji. Mogą one ze sobą reagować. Gdy tak się dzieje, substancje wyjściowe znikają z pola widzenia i — niejako jako synteza — powstaje nowa substancja o zaskakująco nowych właściwościach. Początek i koniec powiązane są ze sobą przez zdarzenie nieciągłe. Na przykład wodór (H) i tlen (O) są gazami. Ich wzajemne powinowactwo jest tak przemożne, że reagują ze sobą wybuchowo. Znikają, i wyłania się woda — substancja o najbogatszych właściwościach, podstawa wszelkiego życia. Dokonuje się skok z niżej ku wyżej zagęszczonemu stanowi skupienia. Gdy woda zostaje poddana elektrolizie z nakładem energii, znów pojawiają się pierwiastki wyjściowe jako gazy. Przy przejściu ze stanu gazowego w stan ciekły, jak zresztą przy każdej reakcji między substancjami, wchodzi w grę czynnik czasu. Dokonuje się proces. To procesowe dzianie się w świecie substancji jest przede wszystkim przedmiotem chemii. Można je śledzić empirycznie w towarzyszących mu reakcji zjawiskach, lecz jako takie wymyka się postrzegalności. W procesie chemicznym działają siły zakodowane w istocie substancji i jej właściwościach. Siły będące w ruchu w trakcie procesu trwają przed jego początkiem i po zakończeniu reakcji w stanie spoczynku, zastygnięcia w formę. W formie substancja staje się zmysłowo-naoczna i w swych fizycznych właściwościach mierzalności, przeliczalności i ważalności — obliczalna.

263

W toku procesowo-chemicznego działania sił pojawiają się zjawiska — na przykład ciepło, światło, barwa, dźwięki, jak też wrażenia zapachu i smaku — których nie da się wyprowadzić z właściwości reagujących substancji. Pozwalają one badającemu duchowi człowieka wnikać głębiej w procesowe dzianie się, a nawet w czynnym uczestnictwie wyrobić sobie do niego osobisty stosunek, w którym nadzmysłowe działanie sił odwzorowuje się w osobistym przeżyciu bliżej ducha. We współprzeżywaniu zjawisk chemicznych substancje uchylają o szczelinę swą siłowo-istotową naturę.

Im dalej postępująca fizyka starała się w Czasoprzestrzennym odgadnąć tajemnicę materialnie pomyślanego pierwiastka, atomu, tym bardziej zjawisko znikało z pola widzenia eksperymentatora. Snuł on czerwoną nić dalej za pomocą wyobrażonych modeli przy użyciu

matematyki. Niezauważenie wyszedł z Natury w królestwo «Pod-Zmysłowego», w Naturę-Poniżej — w królestwo ściśle prawidłowych, utrwalonych, martwych i bezdusznych stosunków sił masy, elektryczności, magnetyzmu i energii wiązania jądrowego. W tej Naturze-Poniżej wszelka przedmiotowość świata zmysłowo-naocznego rozwiązana jest w dający się obliczyć system wzajemnie oddziałujących, lecz w sobie zastygłych form energetycznych. Tam, gdzie działają w izolacji, są w najwyższym stopniu wrogie życiu. Siły pod-zmysłowe działają w «przestrzeni» i dlatego z konieczności wyobraża się je jako ciała w przestrzeni — jako mechanikę kwantów. Wyróżnia się, w przestrzennym odgraniczeniu i — zależnie od mechanizmu działania — różne cząstki elementarne względnie kwanty energii.

264

W dalszym biegu fizyki kwantowej stało się oczywiste, że te opierające się na doświadczeniu zmysłowym wyobrażenia nie są utrzymywalne. Niels Bohr (1885–1962), ojciec fizyki kwantowej, doszedł do wyniku: «Nie istnieje żaden świat kwantowy.»[245]Poznanie to potwierdzili jego wybitni koledzy Werner Heisenberg (1901–1976), Wolfgang Pauli (1900–1958) i inni. Heisenberg pisze: «Najmniejsze jednostki materii nie są w rzeczywistości fizycznymi obiektami w normalnym sensie; są formami, ideami, które można bez nieporozumień wyrazić jedynie w języku matematycznym.»[246]— Atom nie jest zatem żadną rzeczą w przestrzeni. I dalej pisze: «Jeśli próbuje się za tą rzeczywistością [chodzi o zmysłowo-naoczną; uwaga autora] przeniknąć w szczegóły atomowego zdarzenia, kontury tego ‹obiektywno-realnego› świata rozwiązują się — nie w mgłę nowego, lecz wciąż niejasnego wyobrażenia rzeczywistości, lecz w przejrzystą jasność matematyki, która łączy prawidłowo to, co możliwe, nie zaś faktyczne.»[247]Ta «przejrzysta jasność» jest jednak abstrakcją. Jakkolwiek słuszna może być w odniesieniu do bytu i działania Natury-Poniżej, napotyka ona granicę, przy której człowiek poznający może uświadomić sobie, że z tej abstrakcji nie da się wykrzesać ani iskry etyczno-moralnego impulsu. Matematyka ma do czynienia z tym, co Fizyczno-Stało-Się, co objawia się myślącemu świadomości w stosunkach liczbowych. Ich prawidłowość jest uchwytna w myślach — a więc czysto w duchu. W nich to, co obiektywne, zlewa się z tym, co subiektywne, w jedno. Są prawdziwe w ograniczonym przypadku

tego, co Anorganiczno-Fizyczne. Matematyka jest więc nauką o duchu, a nie przyrodoznawstwem. Myśli się myśli zdolne do przekładania fizycznych praw na technologiczne funkcje. Jeśli pozostać przy tych myślach i szukać w duchowym wzmożeniu ich następstwa, przeżywać ich logiczne powiązania — matematyka nie zastyga w sztywną, martwą abstrakcję, lecz może stać się wstępem do prawdziwego poznania ducha.

265

Stosunki liczbowe są wyrazem stosunków energetycznych czy sił. Te ostatnie są z jednej strony nośnikami procesów substancjalnych reakcji, z drugiej zaś — zaklęte są w substancji jako «zatrzymane procesy».[248][249]

Substancja podlega ciężkości. Ta doświadczalna właściwość czyni ją przede wszystkim przedstawicielem tego, co Ziemskie. Jest ona zaklętą w zmysłowo-naoczną formę sumą form energetycznych czy sił, które wyrażają się we właściwościach. Umożliwiają one przebiegające zgodnie z prawami natury, reprodukowalne i matematycznie w formułach dające się abstrahować procesy.

W ożywionej naturze to procesowe dzianie się nie daje się już wyprowadzać jedynie z właściwości fizycznych pierwiastków substancji. Przeciwnie — procesy życiowe wyobcowują je w możliwie najdalej idącym stopniu z ich fizycznej determinowalności. Białko na przykład buduje się z pięciu pierwiastków: węgla, tlenu, azotu, wodoru i siarki. Zostają one ze swymi właściwościami nośnikami sił mających kosmiczne pochodzenie.[250]Siły te kosmiczne napływają wszechobecnie z planetarnego otoczenia i konfigurują się stosownie do istotowej natury rośliny lub zwierzęcia w ciało eteryczne czyli życiowe. Jest ono od początku do końca twórcą procesów. Staje się architektem fizycznej organizacji, wyrywa fizyczne substancje z ich zaklęcia w to, co Ziemskie, stawia je w służbie procesów życiowych i trzyma je tak długo w nurcie życia, aż ten w formach organicznych tworów zamiera. Ciało eteryczne rozpuszcza się wtedy w świat eteryczny. W bakteryjnym rozkładzie, mineralizacji, ziemskie pierwiastki substancji zostają wyzwolone z organicznych tworów i powracają do swej fizycznej własnej prawidłowości.

To, co w organicznej naturze określa się jako składowe konstytutywne — białka, węglowodany, tłuszcze, hormony, witaminy itd. — są to

266

abstrahowane z kontekstów życiowych, w których się pojawiają, cielesne, martwe twory. W kontekście procesów życiowych są one tworami sił, które w niemal nieskończonych wariantach i oddziaływaniach wzajemnych wznoszą ziemski świat substancji do ożywionych kompozycji. Kto komponuje te siły w tę dźwięczną symfonię, tak że dąb w każdym ze swych organów — w korzeniach, pniu, gałęziach, pędach, liściach, kwiatach i owocach — jest nieomylnie dębem, a róża różą? W świecie roślinnym szuka się Typusu, istoty, która w określonym gatunku roślinnym wyraża się kształtowo. Ani siły, ani głębiej ukryta istota, która te siły z siebie przynosi, nie są zmysłowo-naoczne. Odsłaniają się dopiero nadzmysłowemu oglądaniu.

Co objawia się w tej mierze u zwierzęcia? Istota, źródło wszelkiego kształtowania, pozostaje ukryta. W zjawisku nie ukazują się dusza ani siła kształtująca same w sobie, lecz wyrazy duszewne i działania sił. Koń zaprzężony do pługa wyraża się duszewnie w swych ruchach, w uległości na nacisk cugli, w trzymaniu toru, i w tym, jak w marszu mocno paruje w chomąto itd. Wszystkie przejawy siły mają bez wątpienia swoje źródło w istocie konia. Postrzegamy je w napiętości mięśni, postronków, w otwierającej się glebie, w śliznięciu pługa po odkładnicy aż po boczne złożenie skiby. Siła wychodząca od konia objawia się w polarności spoczynku i ruchu — i to równocześnie. To właśnie znamionuje rytm. Rytm, który koń wykazuje we wszystkich swych ruchach — w stępie, kłusie i galopie, albo we wznoszącej się i opadającej głowie przy ciągnięciu ciężkich ładunków — wynika z duszewnej istoty tego zwierzęcia. Rytm tworzy oszczędność w działaniu sił; oszczędza siłę. Uświadamia się to sobie jako widz; leżące u podstaw zdarzenie — jak to, co duszewne przekształca się w siłę, a ta w zewnętrzne działanie — pozostaje ukryte.

Jak kształtuje się teraz owo odniesienie istoty i zjawiska człowieka w rolnictwie? On sam jest zdecydowanym aktorem i zarazem własnym widzem: woźnica i koń w jednym. Istota, duchowe dążenie i czyn powiązane są bezpośrednio ze sobą w samoświadomości: Biorę łopatę i kopię — skutek jest podobny do skutku pługa. Tyle że w każdej chwili jestem dawcą impulsu i świadomym współuczestnikiem zdarzenia. Moja istota duchowa jest sprawcą idei, które mnie prowadzą, i zarazem źródłem siły, by stały się one czynem. Znajduję w sobie samym istotę, która ma moc, by w wolności

267

do tego czynu się skierować. Zwierzęciu natomiast jego istota pozostaje nieświadoma; żyje się ono czysto duszewnie w swych instynktach. Istota i dusza rośliny działają z «Nad-Natury» w procesach życiowych i tworzą sobie w formach zmysłowo-naoczne odbicie. Istota Mineralno-Substancjalnego objawia się w przestrzennie odgraniczonej, utrwalonej strukturze sił, która w krysztale zastyga w geometrycznie określone formy.

To odniesienie istot do ich sposobów przejawiania się w królestwach przyrody wyraża się w sposobie kształtowania substancji budujących ciało. W człowieku kompozycja cielesnych substancji indywidualizuje się stosownie do jego ducha-duszy, jego Ja. Istota wyrywa substancje z ich jedynie fizycznego bytowania i komponuje je w twory sił odpowiadające szczeblowi bytowemu, na którym się przejawiają. Na pierwszym, najniższym szczeblu bytowym fizyczno-anorganicznej natury budowa substancji podąża za rządzącymi tam prawami. Prawa te są uchwytne w pojęciach chemiczno-fizycznych i przejawiają się przedmiotowo w dziełach techniki. Na drugim szczeblu bytowym — świata roślinnego — substancje komponują się wedle wyższych, już niepojęciowo uchwytnych prawidłowości eterycznego ciała sił kształtujących. Przez nie irdische działanie sił zostaje włączone w kosmiczne. Trzeci szczebel bytowy kompozycji substancjalnych konstytuuje świat zwierzęcy. Zwierzę może budować swoje ciało tylko przez pobieranie pokarmu z zewnątrz. Na drodze trawienia niszczy substancje pokarmowe siłą własnej istoty duszewnej i z tej samej siły duszewnej komponuje właściwą sobie substancjalność cielesną. Jest ona tak skonfigurowana, że jest nośnikiem duszewnego zamieszkującego zwierzę, którego osnowa bytowa leży poza sferą słoneczną — w dalekim kosmosie, w tak zwanym dlatego Kręgu Zwierząt. Czwarty szczebel bytowy Substancjalnego ucieleśniony jest w ciele człowieka. W nim fizyczne, eteryczne i astralne kształtowanie substancji jest zindywidualizowane przez Ja. Jedynie dlatego, że substancje w ciele — np. DNA — zorganizowane są wedle źródła sił Ja, mogą one zamieszkiwać ciało. Tworzą sobie w ciele organizację Ja. Przez nią człowiek jawi się jako indywidualność.

Cztery szczeble form przejawiania się Substancjalnego konstytuują ziemskie bytowanie, a zatem i rzeczywistość organizmu rolniczego. W nawożeniu chodzi o to, by te szczeble bytowe wprowadzić w takie wzajemne odniesienie, żeby to, co Martwe, Mineralne, otwierało się na siły Żywego, Duszewnego i Duchowego: «Trzeba bezpośrednio ożywiać ziemię, a tego nie można dokonać, jeśli postępuje się mineralizująco

tego można dokonać jedynie, jeśli postępuje się z tym, co organiczne, które wprowadza się w odpowiedni stan, tak żeby mogło ono organizująco, ożywiająco działać na samo Stałe, Ziemskie.»[251]Pojęcia nawożenia nie można zatem uchwycić na szczeblu nieożywionego «Martwego, Ziemskiego», lecz dopiero wtedy, gdy bierze się pod uwagę szczeble począwszy od Żywego w górę.
268

O kwestii ducha, istoty i indywidualności

Wszystko, co się przejawia, jest formą — szatą Substancjalnego. Substancjalność wypełniona materią jest mówiona jako ciało w przestrzeni. Jak wskazuje poprzednie rozważanie, ta zastygła w formie substancjalność ukazuje się jako swoista kompozycja sił, która w procesie zastygła — «Das Ende der Wege Gottes» («Koniec dróg Bożych»).[252] Siły są niewidzialne; przejawiają się w swych skutkach, na przykład w przemianach formy. Zasadniczo nie ma żadnego przejawu siły bez przyczyny, bez sprawcy. Są oni dla zmysłowego postrzegania jeszcze ukryci bardziej niż sama siła. Sprawca jest w grze sił wielką Nieznaną — Duchem. Konstytuuje on przez wszystkie królestwa przyrody aż do człowieka cielesną organizację fizyczną i objawia się w swej najczystszej postaci w kształtach kryształów królestwa mineralnego. Duch jest Poruszycielem w siłach kształtujących, które napływają z oddali kosmosu. Sprawcą wszelkich zjawisk fizyczno-nieorganicznej, martwej natury jest istotowy Duch. Podobnie jest Duchem ten, który żyje w napływających ze sfer Słońca i planet strumieniach sił eterycznych i formuje z nich ciała eteryczne roślin, zwierząt oraz — ponad człowiekiem — ciała eteryczne wyższych istot duchowych.[253] Sprawcą wszelkiego życia jest istotowy Duch. Podobnie jest Duchem ten, który działa w napływających z kosmosu siłach astralnych i kształtuje ciała astralne zgodnie z istotą zwierząt, człowieka i bytujących ponad nim jestesstw. U zwierzęcia i człowieka pośredniczy on siłom eterycznym impulsy kształtujące, które budują i podtrzymują cielesne organy, a także wyższe organy służące duszewnemu przeżywaniu, rozwijaniu impulsów moralnych i własnemu, istotnemu działaniu. Wszelkie bycie duszewne jest Duchem! I wreszcie jest Duchem ten, który wypełnia jaźniową istotę człowieka i w

269

nim budzi samoświadomość. W niej rozwija siłę do dążenia ku samopoznaniu, ku uchwyceniu realnie działającego Ducha w sobie samym, w przyrodzie i w kosmosie. W samoświadomości człowieka rozbłyska Duch — jasno w myśleniu, sennie w czuciu; w woli żyje śpiąco. Rzeczywistość Ducha staje się dlań tym bardziej faktem, im bardziej idee uchwycone w myśleniu przeżywa w czuciu i pozwala im stawać się czynem w woli. W tym wysiłku Ja pracuje nad przemianą członów istoty: nad cielesnym eterycznym i fizycznym. Staje się ich współuczestnikiem; wypełnia się owocem tej przemiany — Duchem — i wchodzi z nim w wolny stosunek.

Ludzkie Ja pojmuje, że w rozszerzeniu nauki o przyrodzie koniecznie potrzebuje nauki o Duchu, i odnajduje ją w antropozoficznej nauce duchowej. Jej wyniki udzielają się myślącemu świadomie w postaci idei. Roztaczają one światło nad światem zmysłowym. Pojęciowo uchwycone fakty zmysłowe rozszerzają się i rozbłyskują w świadomości jako fakty duchowe. Człowiek uczy się poznawać siebie jako ugruntowane w sobie samym jestestwo duchowe — takie, które ze swej własnej, samopoznanej istotowości może się w wolności samo określać. Przez samodoświadczenie, przez kształcenie swych czynności duszewnych myślenia, czucia i woli, człowiek uczy się rozpoznawać siebie jako Ja zakorzenione jako jestestwo duchowe w tym, co wieczne, Ja, które w przestrzeni i czasie stwarza sobie cielesność i w niej — jako cień — rozbłyska w samoświadomości. Przez naukę o Duchu można nauczyć się bycia świadomym swego źródła w Duchu.

Przez zwykłe myślenie przywiązane do zmysłów człowiek uczy się poznawać świat wokół siebie jako stały, dokonany, a siebie jako stającego się, niedokończonego. Odnajduje w sobie siłę i wskazanie drogi, by to, co niedokończone w jego członach istoty — w ciele astralnym czyli duszewnym, eterycznym czyli życiowym i w ciele fizycznym — przemieniać ku wyższej doskonałości. Ta siła do samoprzemiany jest własnością każdego człowieka; ona stanowi całe człowieczeństwo. Gdy staje się tego świadomym, ożywa myśl o rozwoju; staje się ona duchowo czynną rzeczywistością. Stawia ona człowieka przebijającego się ku samopoznaniu w położenie, by wznieść się ponad czysto przyrodnicze bycie, które oku objawia się jedynie w zamartwiałych formach, i by przeżywać i kształtować sam proces, który z przemiany tego, co przeszłe, pozwala w teraźniejszości stawać się przyszłości. Ten proces Ja człowieka urządza i w tym postrzega siebie samego.

270

Przeżyta idea rozwoju otwiera istocie Ja nieograniczoną panoramę duchową, z której czerpie substancję, która nadaje jej własnemu jestestu treść i pozwala mu rosnąć. «Das Ich erhält Wesen und Bedeutung von dem, womit es verbunden ist.» («Ja otrzymuje istotę i znaczenie od tego, z czym jest związane.»)[254] Ja żyje w duszy i jest przez ciało otwarte zmysłowo na świat fizyczny i otwarte duchowo na świat stojących ponad człowiekiem istot duchowych.

W tym polu napięcia człowiek przeżywa siebie jako indywidualność. To pojęcie, tak rozumiane, nie da się zastosować do rzeczy i istot przyrody. Są one w swym fizycznym bycie pozbawione Ja — wbudowane w siłowo-istotowy świat kosmosu. Przez usamoświadamianie się na fizyczno-zmysłowym świecie człowiek wyemancypował się w znacznej mierze z tego powiązania. Stoi jako stające się jestestwo naprzeciw świata form zastygłego w dzieło.

Z tej konstytucji swej świadomości grozi człowiekowi wyobcowanie od przyrody nie mniej niż od swego zakorzenionego w Duchu jestesstwa. Przeżywa się coraz bardziej jak zamknięty w sobie i konstruuje sobie mechanicznie i elektronicznie świat zewnętrzny, który nie jest już przyrodą, żadną żywo czynną duchowością, lecz artefaktem bezdusznej intelektualności. Co jednak, gdy z wnętrza, z erkraftowanej duszy-ducha, skieruje się spojrzenie na przyrodę tworzącą formy z samego życia — co, gdy z idei poznania ducha objawia się zasada inaugerująca rozwój, która te formy stwarza? Człowiek, który tak z poznania ducha chwyta siebie istotowo jako indywidualność, odnajduje w sobie Ducha, który przekształca się w ideami niesione siły woli. Te ideami rozjaśnione siły woli wkraczają sterująco w świat sił przyrody. Przygotowując tę drogę, Goethe wskazuje na sztukę: «Wem die Natur ihr offenbares Geheimnis zu enthüllen anfängt, der empfindet eine unwiderstehliche Sehnsucht nach ihrer würdigsten Auslegerin, der Kunst.» («Temu, komu natura zaczyna odsłaniać swą jawną tajemnicę, ten odczuwa nieodpartą tęsknotę za jej najgodniejszą tłumaczką — Sztuką.»)[255]

Te ludzkie siły woli wyodrębniają organizm rolniczy jako całość z ogólnego działania przyrody i troszczą się o celowy i miarowy przepływ sił we wzajemnym oddziaływaniu jego organów. Dzieje się to przede wszystkim i z największą doniosłością przez nawożenie tymi substancjami organicznymi, które w gospodarstwie są wydalane z procesów życiowych. Tu minione działanie substancji — przemienione procesualnie przez przemiany — zostaje powołane do bycia teraźniejszym.

271

To jest jedna strona — strona przyrody. Drugą stroną jest duchowy dokonanie człowieka. Ono wskazuje z poznania ducha woli drogi, by komponować substancje nawozowe, które otwierają teraźniejsze, zastygłe w dzieło bycie na siły torujące drogi przyszłym możliwościom rozwoju.

Kluczem do głębszego rozumienia istoty i kierunku działania tych dwóch biegunowo do siebie odnoszących się form nawożenia jest pojęcie «landwirtschaftlichen Individualität» («indywidualności rolniczej»), które Rudolf Steiner wywodzi z istotowego oglądu człowieka.[256]

Kwestia nawożenia a indywidualność rolnicza

W rozdziale «Die Dreigliederung des Menschen und die landwirtschaftliche Individualität» («Trójczłonowość człowieka i indywidualność rolnicza», s. 88 nn.) podjęto pojęcie «landwirtschaftlichen Individualität» («indywidualności rolniczej») i jego wyprowadzenie z trójczłonowości człowieka według ciała, duszy i ducha. Ciało artykułuje się w ten sposób, że w głowie, czyli w układzie nerwowo-zmysłowym, pomaga duchowi ludzkiemu dojść do samoświadomości w myśleniu; w rytmicznym systemie organów klatki piersiowej pozwala duszy ludzkiej przeżywać siebie w samoodczuwaniu; a w układzie przemiany materii i kończyn ludzka wola może być czynna. W człowieku skupia się to, co wokół niego rozciąga się jako przyroda i co napotyka go przedmiotowo poprzez zmysły. W rolnictwie mamy zatem do czynienia z czymś odwzorowanym, za czym kryje się twórcza istota danej rzeczy — tak jak za wyglądem zewnętrznym krowy kryje się jej istota. Człowiekowi poznającemu świadomie otwiera się jednak możliwość, by nie zatrzymywać się na odwzorowaniu i, wychodząc od niego, nie postulować bezdusznie w abstrakcji prardzenia bytu w materii, lecz znajdować go w ideach, które rozjaśniają się w oglądającym świadomości i budzą w człowieku moralnie-duchowe impulsy. Idee przestają być abstrakcjami wówczas, gdy poznający świadomie sam je wytwarza myśląc, sam ożywia je w odczuwającym przeżywaniu i wszczepia je własnej woli jako impulsy moralne. Tak pojęte idee dopiero uzasadniają wolną twórczość wykraczającą poza przyrodę. Buduje ona z intuicji etycznych most, który przerzuca się ponad przepaścią między

272

moralnym duchem człowieka a twórczym jesteswem w przyrodzie.

Formy ideowe antropozoficznej nauki o Duchu mają ten charakter, że w myślowym odsłanianiu wyzwalają życie, które pobudza do czynu. Tak więc, jak przedstawiono w rozdziale «Die Dreigliederung des Menschen und die landwirtschaftliche Individualität» («Trójczłonowość człowieka i indywidualność rolnicza», s. 88 nn.), z ideowego powiązania trójczłonowości człowieka i czynnego przebywania w organizmie gospodarstwa daje się bezpośrednio pojąć, jak z jednej strony żywioł ciepłopowietrzny nad ziemią włącza substancje ziemi w procesy życiowe i poddaje je swoistemu trawieniu,[257] nieustannemu przeobrażeniu ich form przejawiania się, a jak z drugiej strony substancjalny żywioł ziemi i wody w głębinach, poniżej poziomu gleby, wypadł z życia i przez i przez staje się formą w krystalizowaniu. Otwiera się potężna polarność wyżyn i głębin, procesów substancjalnych i zastygania w formie, ruchu i spoczynku. Jest to właśnie ta polarność, która w człowieku jako mikrokosmosie zacieśnia się jako bieguny jego układu przemiany materii i układu nerwowo-zmysłowego. Jak te bieguny znajdują swoje rytmiczne wyrównanie w bijącym sercu i w oddychaniu płuc, tak tamte — wyżyn i głębin — w rytmicznej dynamice gleby (Abbildung 14).

Cud gleby skrywa się w jej niepozorności. Substancje i siły uzmysławiają się w formach gruntu; ich działanie i istota pozostają ukryte i trzeba ich szukać we wszystkich obszarach bytu: pod-przyrody, przyrody i nad-przyrody. Są to istoty i siły, które sprawują rozkład, rozpad i śmierć (pod-przyroda); takie, które działają fizykalno-mechanicznie i konstytuują fizyczne ciało rośliny, zwierzęcia i człowieka; dalej takie, które obdarzają życiem w królestwach przyrody; i wreszcie takie, które w królestwie zwierząt są duszę nadającymi i duszę noszącymi. Duch, który w samoświadomości człowieka rozkwita jako nad-przyroda, jest wylany ponad królestwami przyrody i tworzy sobie w każdym kształtowaniu form odwzorowanie.

W wytwarzaniu żywności i jej spożywaniu poza organizmem rolniczym traci on nie tylko substancje, lecz w równym stopniu siły. Są to promieniujące z nad-przyrody, z kosmicznych wyżyn ku dołowi i z głębin ziemi ku górze,

273
Abbildung 14: Die landwirtschaftliche Individualität, die drei Stufen der Düngung aus interner Erzeugung und die zwei Stufen der Mineralanwendung externer Herkunft.

siły, które w prawdziwym sensie tego słowa żywią i leczą. Zadaniem nawożenia jest zatem kompensowanie utraty substancji ziemi i przywracanie glebie i roślinie zdolności do tego, by wciąż na nowe sposoby stawały się wrażliwe i otwarte na siły i substancje nad-przyrody. Z tego wynikają konsekwentnie trzy stopnie, na których pojęcie «nawożenia» wypełnia się treścią w pełnym tego słowa znaczeniu:

Jest to nawożenie

  1. substancjami i siłami z ożywionej przyrody roślinnej,
  2. substancjami i siłami z obdarzonej duszą przyrody zwierzęcej oraz
  3. substancjami i siłami będącymi wytworem ludzkiego ducha. Wyrównanie strat substancji związanych z ziemią należy natomiast oznaczyć jako «stopień zerowy». Stosowanie syntetycznych lub chemicznie rozłożonych, rozpuszczalnych w wodzie soli w uprzemysłowionym rolnictwie oznacza przekroczenie stopnia «-1», progu od przyrody ku pod-przyrodzie (Abbildung 14).

W dalszym ciągu zostanie omówione kilka podstawowych aspektów korzyści i problematyki zastosowania substancji mineralnych, a następnie trzy stopnie nawożenia. Droga do rozszyfrowania

274

jego tajemnicy jest swoistą syntezą wysiłków poznawczych nauk przyrodniczych i nauki o Duchu na gruncie czynu-działania. Kroczy się tu drogą od nauki do sztuki — drogą badania w działaniu, na której wyczucie prawdy, w małym jak i w wielkim, mierzy się poznawalnym i przeżywalnym naturalnym i społecznym rozkwitem gospodarstwa jako całości, a nie ilościowym wynikiem.

Poziom 0: Stosowanie minerałów

Z przekonania, że jedyną realną podstawą wszelkich zjawisk świata jest materia, wykształcił się w rolnictwie od XIX/XX wieku konsekwentnie pojęcie «nawożenia mineralnego» («Mineraldüngung» — nawożenie mineralne), a wraz z nim wyobrażenie sumy «składników pokarmowych», których roślina potrzebuje do wzrostu. Za tą teorią kryje się brzemienne w skutki założenie, że z sumy nieorganicznych, martwych elementów substancjalnych może powstać życie — że można nim życie wytwarzać i mnożyć. Życie jednak powstaje z życia, z zarodków życia lub nasion. Nigdzie w przyrodzie, przy nawet najbardziej wnikliwej obserwacji, nie znajdzie się żadnego oparcia dla tezy, że z tego, co mineralnie martwe, mogłoby powstać życie — lecz tylko odwrotność: życie popada w śmierć. Pojęcie nawożenia odnosi się zaś do tego, że życie jako takie w procesach wzrostowych rośliny, a także duszno-astralne («seelisch-astralisch» — duszno-astralne) działanie z zewnątrz w kształtowaniu postaci, jest wspierane w sposób odpowiadający jego istocie. Nie bez powodu pojęcie nawozu wywodzi się od dawna od znamiennych wirkungen wydzielin z duszno-życiowej organizacji zwierząt domowych. Mówiono o «starej sile» («alte Kraft» — stara siła) gleb nawożonych w ten sposób. W duchu panującego materialistycznego usposobienia duchowego przypisuje się nawozom organicznym, poza ich wszechstronnym składem mineralnym i wspieraniem mikrobiologicznego życia gleby, żadnej szczególnej wartości nawozowej.

Jakie kryteria można znaleźć, by ocenić następstwa wywoływane przez pojęcie nawozu, które wzajemne oddziaływanie gleby i rośliny pojmuje wyłącznie jako materialne dzianie się? W dalszym ciągu zostanie podjęty ten problem na przykładzie motoru wszelkiego wzrostu plonów roślinnych — azotu syntetyzowanego w formę soli.

275

Stosowanie soli azotowych

Azot (N) stanowi 79% powietrza i jest właściwym nośnikiem żywiołu powietrznego. Opływa zielone liście wznoszących się ku atmosferze roślin, nie biorąc jednak bezpośredniego udziału w ich procesach wzrostowych. Jako składnik powietrza jest — podobnie jak tlen — połączony z samym sobą (N2) i dlatego jest niemal martwy reakcyjnie. Na drodze naturalnej dostaje się w gęstsze stany wody i ziemi tylko na dwa sposoby: 1. przez wyładowania energii błyskawic — około 6 kg/ha/rok[258] oraz 2. na drodze biologicznej, przez wiązanie azotu przez zdolne do tego organizmy roślinne, w szczególności przez bogatą w gatunki rodzinę roślin motylkowych. Przełamanie tej bariery naturalnego dopływu azotu — bariery, która sama wyznacza sobie swoją miarę — było za pomocą wielkotechnicznych procesów wyraźnie wytyczonym celem od końca XIX wieku. Przełom nastąpił wraz z syntezą amoniaku metodą Habera-Boscha. Przy wysokim nakładzie energii atmosferyczny azot jest przeprowadzany w wodnym roztworze w połączenie z wodorem — amoniak (NH3). W wyniku dalszego zagęszczania powstają trwałe połączenia z tlenem — sole azotanowe — oraz z wodorem — sole amonowe, które również łatwo przechodzą w roztwór: pierwsze szybciej, drugie wolniej. Oba rodzaje połączeń są w wodnym roztworze wysoce reaktywne, a połączenia azotanowe w postaci stałej soli — wysoce wybuchowe. Dzięki temu procesowi syntezy w każdym miejscu na Ziemi, niezależnie od biologicznych rytmów dobowych czy rocznych, wytworzyć można dowolną ilość soli azotowych. Oprócz cywilnego i wojskowego zastosowania jako materiał wybuchowy wywołały one w ciągu XX wieku w skali globalnej rewolucję w produkcji roślinnej. Stanowią kapitał produkcyjny masowej produkcji rolniczej i — w powiązaniu ze stosowaniem herbicydów i pestycydów — są przyczyną rozwoju ku industrializmowi rolniczemu.

Wobec ogromnego wzrostu plonów w rolnictwie, ogrodnictwie, sadownictwie oraz we wszystkich innych uprawach specjalnych, należałoby tej jasnej stronie stosowania przemysłowo wytwarzanych soli azotowych wyśpiewać hymn pochwalny — gdyby nie ciemne strony cienia. Związki azotowe, o ile nie są w formie jonów amonowych (NH4) związane z minerałami ilastymi, mają skłonność do jak najszybszego znikania ze strefy środkowej «gleby-przepony» — albo jako azotany (NO3) w dół, ku strefy wód gruntowych bieguna głowowego, albo jako amoniak (NH3), tlenki azotu

276
(podtlenek azotu N2O) lub azot elementarny (N2) w górę, ku biegunowi przemiany materii. Straty te wynoszą po równo około 25% każda z ogółu wnoszonego azotu z soli syntetycznych. Zanieczyszczają one z jednej strony wody gruntowe i studzienne, względnie powodują eutrofizację wód powierzchniowych. Z drugiej strony, poprzez emisje, w znacznym stopniu przyczyniają się do wzrostu obciążenia atmosfery tlenkami azotu, a tym samym do zmian klimatu. Pozostałe 50% dopływu azotu powoduje obniżenie względnie jednostronność aktywności biologicznej gleb[259] oraz wymuszony wzrost roślin przy jednoczesnym osłabieniu ich sił organizacyjnych, ich wartości odżywczej i leczniczej. Syntetyczne sole azotowe przyczyniają się ponadto do zubożenia florystycznego i faunistycznego w krajobrazie. Dopiero one umożliwiają zawężanie płodozmianu aż do monokultury, a — wychodząc jeszcze dalej — uprawę w pożywkach (hydroponika).

W uprawie roślin każda dawka azotu z zewnątrz oznacza swego rodzaju przymuszający, napadowy wzrost. W każdym przypadku — czy podawana jest w postaci szybko działającego azotanu, czy wolniej działającego związku amonowego — wzrasta stężenie soli azotowych w roztworze glebowym, przed którym roślina nie potrafi się bronić. Przymus pobierania nadmiarowej ilości soli azotowych osłabia eteryczną organizację rośliny we wszystkich jej organach. W korzeniu, który dąży w dół ku biegunowi głowowemu, objawia się to jako stopniowe paraliżowanie jego funkcji. Jedną z tych funkcji jest wrodzona mu swoista zdolność zmysłowa — nie tylko wobec sił kształtujących kosmosu i wobec żywiołu wody, lecz w szczególności wobec żywiołu tego, co «Twarde-Ziemiste». Subtelność tych procesów ujawnia się w następujących zjawiskach:

Klasyczna «łąka w stanie naturalnym» («naturbelassene Wiese» — łąka w stanie naturalnym) zniknęła w znacznym stopniu z naszych pól. Zbierano z niej wielokrotnie siano na zimowe karmienie. Była ona, w zależności od stanowiska, niezmiernie bogata w gatunki — górne i dolne trawy, a przede wszystkim rośliny motylkowe i zioła.

Gdy przechodzi się do stosowania kolejnych dawek syntetycznych soli azotowych w celu zwiększenia jej bujności wzrostu, wyzwala to w odniesieniu do składu gatunkowego reakcję łańcuchową. W pierwszej kolejności znikają ze zbiorowiska zioła, a w miarę upływu lat — rośliny motylkowe, jak koniczyna czerwona, komonica zwyczajna i inne. Najdłużej utrzymuje się koniczyna biała. Również dolne trawy ustępują wreszcie sile traw górnych,

277
Abbildung 15: Die Funktionen der Wurzelhaare und deren Beeinträchtigung durch externe Zufuhr von Stickstoffsalzen.

które na końcu tej sekwencji dostarczają masowych plonów przypominających monokulturę. Ten przykład ilustruje prafenomen zewnętrznego stosowania azotu: zubożenie gatunkowe skojarzonych zbiorowisk roślinnych.

Przyglądając się dokładniej, efekt ten ujawnia się w licznych szczegółach w strefie korzeniowej. Na przykład przy koniczynie czerwonej można zaobserwować, jak liczba brodawek na korzeniach — powstających w wyniku endogennej symbiozy koniczyny z rizobiami, bakteriami wiążącymi azot — maleje pod wpływem kolejnych dawek soli azotowych. Wskutek wysokiego stężenia soli azotowych w roztworze glebowym zmniejsza się zdolność wiązania azotu przez korzeń; traci on stopniowo swą zdolność do tworzenia symbiozy.

To, co odnosi się do endogennych symbioz roślin motylkowych, dotyczy również symbioz egzogennych z bakteriami i grzybami innych roślin. Na rycinie 15 przedstawiony jest przekrój podłużny przez końcowy odcinek korzenia.

Wierzchołek korzenia zbudowany jest z żywej tkanki zdolnych do podziału komórek (merystem), z przylegającą z przodu śluzowatą czapeczką korzeniową (calyptra). Oba tworzą stale odnawiający się biegun życia korzenia. Nieco wyżej, ku górze korzenia, korzen zamiera w swój biegun formy, czyli biegun śmierci — drewnieje. Tworząco pośrodku wchlinowuje się między nie, jak już opisano, co trzeciego, w którym oba bieguny — życie i śmierć — przenikają się w obu funkcjach

278

włośników korzeniowych (por. rozdz. «Der Frühjahrsprozess und die Bodenbearbeitung», s. 213 nn.). Włośniki korzeniowe grupują się w rytmicznym układzie wokół ciała korzenia. Są one wyrostkami z niedzielnch już komórek naskórka korzenia (epidermis). Jako takie są z jednej strony metabolicznie aktywne: przez nie asymilaty z nadziemnych, zielonych organów rośliny wypływają — poprzez zstępujący prąd floemowy — do gleby, aktywując tam mikrobowe i grzybowe życie ryzosfery i wiążąc je z sobą symbiotycznie. Wydzieliny korzeniowe (eksudaty) wynoszą przeciętnie dla gatunków roślin uprawnych około 30% ich wydajności asymilacyjnej.[260] W ten sposób ciało eteryczne roślin — zgodnie z ich rytmami i potrzebami wzrostu — poprzez prąd asymilatów (floem) steruje życiem glebowym. Są to niskocząsteczkowe białka, węglowodany, enzymy, witaminy, kwasy, środki kompleksotwórcze, kumaryny, fenole, glikozydy, alkaloidy, olejki eteryczne, etylen.[261] Z drugiej strony włośniki korzeniowe są aktywne zmysłowo. «Korzeń roślin [...]: Jest to oko, ale złe oko.»[262] Włośniki korzeniowe niejako postrzegają sole, które — wskutek ich własnej aktywności metabolicznej (procesy wymiany) oraz dzięki ich symbiontem — rozpuściły się w wilgotno-wodnym środowisku gleby. W procesowo przeciwbieżnej jednoczesności — właściwość ciała życiowego — włośniki korzeniowe wydzielają asymilaty w otoczenie korzenia, pobudzają nimi mikrobialne procesy rozkładu i pobierają ich końcowy produkt — zmineralizowaną, martwą sól. Dociera ona — w przeciwprądzie do asymilatów — przez tkankę komórkową korzeni i uchodzi w skierowany ku górze prąd ksylemu. Jeden, martwy mineralny prąd z dołu, i drugi, żywy z góry, rozdzielone są przez kambium.

Zwykłym myśleniem przedmiotowym nie da się ująć tego subtelnego zdarzenia w i wokół włośników korzeniowych. Te skoordynowane jednocześnie, niejako przeplatające się ze sobą procesy życiowe i zmysłowe zostają przez stosowanie syntetycznych soli azotowych boleśnie zaburzone lub stopniowo blokowane. Korzenie roślin nie posiadają zdolności rozróżniania pochodzenia rozpuszczonych soli azotowych. Gdy ich stężenie wzrasta wskutek kolejnego dopływu z zewnątrz, aktywność włośników korzeniowych słabnie. Korzenie stają się metabolicznie słabe i

279

zmysłowo stępione. Ich zdolność do tworzenia symbioz ulega osłabieniu, jak już zilustrowano powyżej na przykładzie korzenia koniczyny obsadzonego brodawkami. Eteryczna organizacja rośliny, rozszerzona na przestrzeń wokół korzenia, cofa się na sam korzeń; ryzosfera ubożeje. Pozbawiona jest kształtującej siły kosmiczno-astralnej, której «materialnym nośnikiem» jest azot.[263] Gleba i roślina tworzą jedność życia. Z ich procesów życiowych rozkładu substancji organicznej pochodzi azot i — w przejściu przez martwą formę solną — przechodzi bezpośrednio w procesy życiowe budowy. Ciało życiowe rośliny panuje nad momentem śmierci formy solnej. Wraz z masowym dopływem syntetycznych soli azotowych roślina poddawana jest niejako przymusowi ich pobierania. Zgodnie ze swym pochodzeniem są one nośnikami sił z podnatury, które przeciwdziałają siłom kształtującym nadnatury.

Wspomniana problematyka rzuca światło również na pytanie o słuszność prawa stałości materii i sił. Czy ich zachowanie i działanie w przyrodzie nieożywionej jest, w porównaniu z ożywioną, ciągłe czy nieciągłe? Obserwacja poucza, że materia i rodzaj działania jej sił otrzymują swą istotę i znaczenie przez związek, w którym obie się pojawiają.

Stosowanie syntetyzowanych z powietrza soli azotowych ma moc negowania żywych związków na rzecz własnego mechanizmu działania. Mają one skłonność do urzeczywistniania w organizacji życiowej rośliny fizycznej zasady następstwa czasowego przyczyny i skutku. Mówi o tym również fakt, że dla utrzymania plonów stosować trzeba co roku mniej więcej tę samą lub wręcz rosnącą ilość soli azotowych. Przez zewnętrzny dopływ azotu plony stają się niemal obliczalne.

Wszystko to jednak oznacza, że korzeń przez tak zwane «nawożenie mineralne» («Mineraldüngung» — nawożenie mineralne) zostaje wyobcowany ze swej ewolucyjnie ukształtowanej funkcji. Środek rytmicznie obsadzony włośnikami, między biegunem życia wierzchołka korzenia a biegunem śmierci drewniejącego korzenia, stopniowo traci swą metabolicznie i zmysłowo czynną funkcję; staje się bierny. Roślina jest tendencyjnie cofana w wcześniejszy stan ewolucyjny, w którym była czysto «zrodzoną z wody», unosząc się swobodnie jak glony w słonej wodzie oceanów. Teraz jednak, gdy w długotrwałych krokach rozwojowych ukształtowała się w «zrodzoną z ziemi» — z korzeniami, swobodnie stojącym

280

łodygą, następstwem liści, kwiatem i ku nasionom — potrzebuje nawożenia, które służy jej bytowi jako rośliny ziemskiej i zdolne jest utrzymywać ten byt w dalszym rozwoju.

Syntetyczne sole azotowe spełniają pojęcie nawożenia jedynie pozornie. Nie nawożą, lecz popychają i przerośle rozrastają roślinę reproduktywnie ku wodnistej masywnej bujności. Studium pojawiających się przy tym zjawisk pod względem fizjologii i kształtowania postaci jest nadzwyczaj pouczające i wprost wzywa do nowego ujęcia pojęcia nawożenia. «Roślina żyje [...] bezpośrednio z ziemią i wodą.»[264] W środowisku czysto wodnym życie roślinne (i również zwierzęce) rozwija się do niższych szczebli ewolucji; w przesiąkniętej wodą ziemi roślina rozwija swą korzeniową aktywność. Rośnie aktywnie w dół, w żywioł «Twardego-Ziemistego», i w strefie włośników korzeniowych rozwija aktywność metaboliczną w rozszczepianiu materiałów mineralnych i w rozkładzie materiałów organicznych, a także aktywność zmysłową wobec wszystkiego «co jest ziemią [solą; przyp. autora] i wodą».[265] Nawożenie oznacza zatem bezpośrednie ożywianie ziemi, «a tego nie można, gdy postępuje się mineralizująco».[266] Nawożenie ożywiające samą ziemię obejmuje trójnię:

  1. Zaopatrywanie gleby w organiczne resztki z ożywionej i uduchowionej duszą przyrody.
  2. Aktywizowanie roślinnej przemiany materii w stosunku do działań sił kosmicznego obrzeża oraz tych między korzeniem a glebą.
  3. Rozwijanie kiełkowej zdolności zmysłowej rośliny wobec substancji i sił ziemi i kosmosu ku wyższej zmysłowej sprawności.

Miarodajne dla oceny nawożenia co do wartości i działania jest jego pochodzenie. Syntetyzowane przy wysokim nakładzie energii (ok. 50 MJ/kg N) związki azotowe pochodzą z nieorganiczno-martwego azotu atmosferycznego (N2). Stają się przymusowo nośnikami astralności, która czerpie siłę z podnatury i przeciwdziała tej, która promieniuje z nadnatury kosmosu. Astralne siły Księżyca, działające poprzez wodę, zyskują przewagę nad astralnością słoneczną, działającą poprzez «Twarde-Ziemiste». Z tego powodu w rycinie 14 (s. 273)

281

stosowanie syntetycznych soli azotowych w rolnictwie oznaczone jest poziomem działania «-1». Jedynie azotowi, który pochodzi z procesów życiowych, można w właściwym sensie przypisać działanie nawozowe. Pozostaje on w eterycznej organizacji rośliny, przyjmuje przez nią siły kształtujące, dzięki którym formuje duchowy praobraz w zmysłową postać jako jego odwzorowanie.

Stosowanie mączki skalnej

Tak samo jak pojęcie «nawożenia azotem» jest chybione, tak samo mało trafne jest pojęcie «nawożenia mineralnego», które obejmuje stosowanie wszelkiego rodzaju substancji mineralnych w rolnictwie i ogrodnictwie — niezależnie od tego, jakie jest ich pochodzenie w gospodarce przyrody ani przez jakie techniczne procesy zostały przetworzone. Pierwiastki mineralne umożliwiają procesy życiowe w wielce zróżnicowany sposób, lecz ich nie wywołują. Nie nawożą życia jako takiego, lecz zapewniają jego fizyczno-zmysłowy sposób przejawiania się. W potocznym rozumieniu nawożenia mineralnego nie czyni się żadnej różnicy między azotem pochodzącym z żywiołu powietrza a substancjami zrodzonymi z ziemi, jak fosfor oraz metale alkaliczne i ziem alkalicznych, takie jak potas, wapń, magnez i inne. Azot jest niemal martwą w swej reaktywności w powietrzu i żywo reaktywny w glebie. Substancje ziemi są martwe pod względem reaktywnym w swych głębinach i stają się aktywne w kontakcie z powietrzem i ciepłem. To pozbawione jakościowego rozróżnienia pojęciowe zrównanie miało fatalne skutki. Albo «nawożenie mineralne» propagowano jako ostatnie słowo mądrości, jako jedyną skuteczną technologię zabezpieczania i zwiększania plonów, albo pojawiali się «heretycy», którzy odrzucali je w całości. W praktyce doszło do podziału dróg, a głębsze poznanie istoty rzeczy pozostawało w tyle. Dziś o tych sprawach wydaje się bardziej zróżnicowane sądy. Nie wgląd w istotę substancji spowodował tę zmianę, lecz poważne traktowanie ekologicznych powiązań w praktyce. W chwili, gdy urządza się gospodarstwo zgodnie z zasadą organizmu w taki sposób, że przyroda sama dba o niezbędną gospodarkę azotową — wspomagana przez procesowo zorientowaną uprawę gleby, bogatą w rośliny strączkowe płodozmianę oraz nawozy zwierzęce — gospodarka mineralna reguluje się z reguły sama, czerpiąc z zasobów gleby. Tę zdolność gleby do samodzielnego utrzymywania się w zdrowiu na wyższym poziomie produkcji zawdzięcza ona wprawnej ręce człowieka.

Tymczasem stanowiska pod względem ich naturalnie danej gospodarki mineralnej są z reguły bardzo różnie «uzdolnione». Na lessach, glebach napływowych, glacjalnych glinach zwałowych oraz na glebach ilastych i gliniastych starszego geologicznego pochodzenia gospodarka mineralna jest — zależnie od stopnia erozji i wietrzenia — całkiem wyrównana. Na stanowiskach takich jak glacjalne piaski, piaskowce krzemionkowe (główny pstry piaskowiec) czy skały wapienne (biała jura) obok nadmiaru jednego pierwiastka panuje niekiedy zupełny brak innego. Na starszych glebach piaszczystych chodzi najczęściej o deficyt zasad metalicznych (wapnia, magnezu i potasu) oraz tak zwanych mikroelementów śladowych. Na skrajnie płytkich stanowiskach wapiennych brakuje zazwyczaj fosforu. Najdotkliwiej na stanowiskach z natury nieuprzylewilejowanych daje się we znaki brak wapnia, magnezu, potasu i fosforu. Te deficytowe sytuacje stają się tym bardziej dramatyczne przy wnoszeniu soli azotowych i pociągają za sobą nieuchronnie wymywanie łatwo rozpuszczalnych soli mineralnych w większych ilościach.

282

W biologiczno-dynamicznym rolnictwie i ogrodnictwie można mówić jedynie o substytucji istniejących deficytów mineralnych. Nie chodzi przy tym o to, by podnieść poziom substancji do wielkości zalecanych naukowo wartości orientacyjnych — dla stopniowego wapnowania w celu przywrócenia równowagi kwasowo-zasadowej jako taka wartość orientacyjna może służyć pH > 6 — chodzi raczej o to, by za pomocą mączek skalnych pobudzić wspomnianą powyżej «zmysłową aktywność» korzenia w powiązaniu ze skojarzonym życiem glebowym. Ta podwójność obwodowej przemiany materii i zmysłowej aktywności korzenia kieruje procesem rozszczepiania mączki skalnej i poprzez niego — zatrzymanym biogennym procesem rozszczepiania mineralnych rezerw gleby. W tym względzie szczególne znaczenie mają silikatowe mączki ze skał pierwotnych. Zawierają one pełne spektrum wszystkich tych pierwiastków, które stanowią punkt wyjścia do rozwoju najżyźniejszych gleb. Przy czysto mechanicznym procesie mielenia ścisła geometryczna kompozycja substancji krzemianów pozostaje zachowana. Wietrzenie drobnego uziarnienia dokonuje się w napowietrzonym, próchniastym, metabolicznie aktywnym poziomie powierzchniowym i jest dlatego procesem w przeważającej mierze biogennym. Prowadzi ono do genezy pierwotnych i wtórnych minerałów ilastych w strefie drobnych korzeni ryzosfery. Przy tym zostają wyzwolone siły eteryczności chemicznej i życiowej, które niegdyś w pradawnych czasach zastygnęły w przejściu ze stanu żywo-wodnego w martwy stan formowy tego, co twardo-ziemiste.

Najżyźniejsze gleby na świecie zawdzięczają swoje powstanie silikatowym mączkom skalnym. Są to nawiewane wiatrem pyłowe osady «lessu» z

283

młodoglacjalnych lodowców na wolny od lodu przedpole, dalej coroczne osady iłowo-mułkowe w strefach zalewowych rzek (np. Nil przed budową Zapory Asuańskiej) oraz opad wulkanicznych popiołów. Te ostatnie były w starożytności w rejonie Morza Śródziemnego stosowane do poprawy gleb o granicznych plonach. Również odmładzanie starzejących się gleb lub naturalnie kwaśnych stanowisk przez marglowanie (czyli wnoszenie luźnych, łatwo wietrzejących, bogatych w wapno skał ilastych) stało się — najpóźniej od edyktu Karola Łysego (823–877) z roku 864[267] — powszechną praktyką. Zasięg transportu tak ciężkich mas był oczywiście ograniczony.

W powtarzających się falach podejmowano w XIX i XX wieku próby, by poświęcić mączkom skalnym więcej uwagi. Znajdowano się jednak w beznadziejnej konkurencji z błyskawicznie rozprzestrzeniającą się tak zwaną «gospodarka nawozami sztucznymi» — stosowaniem azotu, fosforu i potasu w zasadniczo wysoko skoncentrowanej postaci. Spodziewano się szybkich sukcesów, które nie nadchodziły — czego zresztą inaczej nie można się było spodziewać. Przy stosowaniu mączek skalnych chodzi bowiem o długotrwałą meliorację, o stopniowe odmładzanie gleb ubogich w zasady. Skuteczność tych mączek przyspiesza się wraz z ich stopniem rozdrobnienia i jest tym skuteczniejsza w połączeniu z substancjami organicznymi, jak obornik, gnojówka i komposty.

Mączki skalne dzielą się na te ze skał osadowych i te z krzemianów. W skałach osadowych — rzadziej w łupkach ilastych, a częściej na glebach na czystym wapniu, np. białej jurze, lub na piaskowcach kwarcowych i kwarcytach — spotyka się znaczne deficyty substancji. W obu przypadkach gleby mają ograniczone możliwości rozwoju. Po stronie alkalicznej pojawia się niedobór fosforu, po stronie kwaśnej brakuje wapnia, magnezu i potasu. Dopiero wyrównanie między tymi dwoma skrajnościami zapewnia zdrową humifikację i rozwój gleby w ogóle. Jeśli chodzi o obniżenie stopnia kwasowości, czyli o podniesienie wartości pH ku 6 do 7, mączki wapienne (CaCO3) jako zastępstwo klasycznego marglowania są odpowiednim środkiem. Zmielone na drobno działają bezpośrednio. Aby uniknąć ubytków potasu na skutek procesów wymiennych, wymaganą ilość należy rozłożyć na kilka lat w umiarkowanych dawkach. Dla trwałego, glebotwórczego działania dba grubsze uziarnienie, aż do kruszywa wapiennego. Szczególną formą jest stosowanie palonego wapna (CaO). Jest ono wysoce aktywne, lecz w kontakcie z wilgocią glebową stopniowo zmienia się

284

w nie agresywne już wapno gaszone — wodorotlenek wapnia, Ca(OH)2. Wapno palone jest zalecane jako dodatek do łatwo rozkładających się materiałów kompostowych.[268] Tłumi ono «nazbyt bujnie plenące się życie w eteryczności» («ein zu stark wucherndes Leben im Ätherischen») na korzyść kształtujących sił astralności w pryzmie kompostowej.

Gleby wymyte z wapnia pociągają za sobą — przede wszystkim na ubogim w ił piasku — deficyt magnezu. Zaradzić temu może mączka dolomitowa. Złoża wapienne zawierają na ogół niewielkie domieszki magnezu. W dolomicie (CaCO3 * MgCO3) wzrastają one do 50%. Kolejną mączką skalną jest siarczan magnezu, kieseryt (MgSO4 * H2O). Na pytanie o usunięcie niedoboru potasu Rudolf Steiner[269] odpowiada kalimagnezytem, patentalim (K2SO4 * MgSO4), sprawdzoną kombinacją wzmacniającą gospodarkę zasadami.

Szczególną formą wapnowania — przede wszystkim w ogrodnictwie — jest stosowanie wapna algowego. Łączy ono w całej swej rozmaitości pełne spektrum pierwiastków, które mineralno-roślinne — można to tak nazwać — życie źródeł w oceanach świata posiada w swych zasobach.

Na kwaśnych glebach zaawansowanego wieku może w skrajnych przypadkach — obok melioracji gospodarki zasadami — być konieczna również melioracja fosforanów w celu aktywizacji życia glebowego. O ile zasadowe składniki gleby — wapń, magnez, sód i potas — podlegają wymywaniu, o tyle w przypadku fosforu dzieje się tak tylko w niewielkim stopniu. W środowisku kwaśnym łączy się on z glinem, w zasadowym z wapniem. Fosforany glinu i wapnia są trudno rozpuszczalne i są rozkładane głównie przez wydzieliny korzeniowe, symbiotyczne bakterie i mikoryzy (grzybnię). W normalnych warunkach gospodarka fosforanowa reguluje się sama w biologicznie aktywnej glebie.

Jako środki melioracyjne wchodzą w grę fosforany wapniowe z trzeciorzędowych złóż kostnych Afryki Północnej, jak również fosforany związane z krzemem i wapniem w żużlu wielkopiecowym. Ich rozszczepianie dokonuje się we wspomnianym sensie ostatecznie pod rządami rozszerzającej się w ukorzenioną przestrzeń glebową eterycznej organizacji roślin.

Rozszczepianie silikatycznych mączek skalnych — do których należą również wulkaniczne popioły — przebiega również w przeważającej mierze biogennie. Ich znaczenie dla melioracji wymytych gleb należy oceniać jeszcze inaczej

285

niż celowo melioracyjne działanie skał osadowych. Silikatyczne mączki wietrzeją powoli, zależnie od stopnia swojego rozdrobnienia. Dostrzegalny w krótkim czasie sukces nie pojawia się, lecz tu obowiązuje słowo: «Czas leczy.» Pewien rozwój bierze swój początek; dotyczy on zarówno siły korzeniowej rośliny, jak i rozkładającego życia glebowego w symbiozie oraz — rzec można — homeopatycznego tworzenia minerałów ilastych in statu nascendi. Dochodzi do nowego początku właściwej glebie samodzielnej dynamiki. Dopiero jednak powtarzane dawki ok. 2 t/ha/rok wykazują efekty w zdolności gleby do gary i w poszerzeniu przestrzeni korzeniowej.

Wielka liczba pierwiastków tworzących kompozycję substancyjną magmowych skał głębinowych i wylanych jest glebotwórcza, a zarazem w dużej liczbie niezbędna do pomyślnego wzrostu roślin. Tutaj, w glebach i skałach wyjściowych, jak i tam, w roślinach i gatunkach roślin, udział tych pierwiastków jest zróżnicowany. Tak na przykład skały głębinowe serii granitowej od granitu z ok. 80% SiO2 przez syenit (60%), dioryt (55%) i gabro (50–45%) wykazują malejące zawartości krzemionki. Odwrotnie, zawartości tlenków żelaza, magnezu i wapnia wzrastają nawet kilkakrotnie. W serii porfirów od kwarcporfiru przez porfir, porfiryt aż do diabazu lub melafiru zachodzi to samo, podobnie jak dla serii skał wylanych od bogatego w kwarc liparitu przez fonolit, andezyt aż po bazalt. Na pokrywach bazaltowych spotyka się szczególnie żyzne, bogate w minerały gleby. Bazalt — ze względu na swoje powszechne występowanie i raczej zasadową kompozycję mineralną z 45% SiO2, 10% FeO, 7% MgO, 10% CaO++[270] — dostarcza najczęściej stosowanej mączki skalnej. Przy tym w szerokim wachlarzu budowy pierwiastkowej wielkie znaczenie przypada dominacji krzemionki i tlenku glinu (Al2O3), względnie potencjałowi sił, który ta określona kompozycja wywołała. Ścisły stan formowy kryształu przemienia się w koloidalny, w którym substancja utrzymywana jest w stanie zawieszenia między ciałem stałym a cieczą.

Poza rzadziej stosowanym wysianiem powierzchniowym mączki skalne prowadzone są preferowaną drogą przez proces kompostowania. Rozszczepianie i włączanie w procesy życiowe dokonuje się w mikrobiologicznym metabolizmie. Ilość materiału używanego przez kompostowanie ogranicza się do samego opylania materiału kompostowego przy jego układaniu.

Podsumowując, należy raz jeszcze podkreślić: przy stosowaniu mączek skalnych wszelkiego rodzaju nie może być mowy o nawożeniu, lecz o substytucji istniejących deficytów mineralnych w nieorganicznej-martwej przyrodzie — czy to z powodu jednostronnej kompozycji mineralnej skały wyjściowej glebotworzenia, czy to wskutek głęboko wymytych gleb zaawansowanego wieku. Są to gleby chore, które za pomocą stosunkowo niewielkiego substytucyjnego nakładu — w połączeniu z właściwymi zabiegami nawożeniowymi opisanymi w dalszej części — mogą być leczone i pobudzone do nowej dynamiki rozwoju. Zewnętrzne dawki azotu w postaci soli w przeważającej mierze lub całkowicie unicestwiają to subtelne, niesione przez życie rośliny i gleby dzianie się. Następstwem tego jest, że również substancje związane z ziemią, przetworzone w łatwo rozpuszczalną formę i odmierzane coroczne potrzebom poszczególnych kultur, muszą być stosowane w większych ilościach.

286

Poziom 1: Nawożenie z żywej natury roślinnej

Po obumarciu roślina pozostawia po sobie dwojakie: nasienie i wszystko to, co jest wspólne wyższym roślinom — korzeń, łodygę, liść i kwiat. Można to, w odróżnieniu od indywidualnego nasienia, nazwać Ogólno-Roślinnym. Roślina rośnie, kształtując swą postać, od nasienia do nasienia. W nowo tworzącym się nasieniu odciska się jednak każdorazowo na nowo to, co kosmiczne, «das als Form der Pflanze im Samen lebt» («co jako forma rośliny żyje w nasieniu»).[271] W kiełkowaniu obumiera nasienie, kiełek się rozwija i jest teraz silnie poddany działaniu ziemskich sił. Lecz siła nasienna działa nieustannie dalej; prześwietla dążący w głąb korzeń, prześwietla równie dobrze strzelającą pionowo w górę łodygę i żebra liści parcia bocznego ku formie; objawia się wreszcie w postaci i kwiecie jako obraz Istoty, która duchowo jako forma żyła w nasieniu. Ukryty w kwiecie, spędza się pęd ku zalążni, która — biegunowo do rozkwitającego kwiatu — zamyka się w osłonę zawiązków nasiennych. Tu, w zawiązku nasiennym, jednoczy się siła nasienna z «koroną» Ogólno-Roślinnego — pyłkiem. W obumieraniu rośliny dojrzewa ten dwoisty zawiązek do nasienia. Zawiera ono wszystko to, co wcisnęło się weń, napełniło substancjalnie i ukształtowało jako obecne, ziemsko-kosmiczne dzianie się w przestrzeni i czasie.

287

Zarazem żyje w nasieniu coś Wiecznego, co wciąż na nowo uobecnia się w tym, co ziemskie. Inaczej rzecz się ma ze wszystkim, co z kiełkującego i obumierającego nasienia stało się zjawiskiem rośliny. Wszystkie jej organy były prześwietlone siłą nasienną. Dzięki niej zjawisko rośliny stało się obrazem swego typus. Siła nasienna pozostawiła swe ślady we wszystkich jej organach — w korzeniu, pędzie, następstwie liści i kwiecie. Ślady te są tym wyraźniejsze, im bardziej tkanki jeszcze przenikane życiem krzepną w formę rusztowania czy wręcz drewnieją.

W resztkach roślinnych, we wszystkim, co nie stało się nasieniem, lecz od niego pozostało — mamy do czynienia z produktami przestrzenno-czasowego przyrodniczego dziania się. Noszą one jeszcze w kompozycji swej substancjalności ślady życia i siły nasiennej. Zagrażają im jednak całkowite popadnięcie w śmierć, w mineralizację. I to też się dzieje i musi się dziać, ponieważ roślina potrzebuje martwych soli mineralnych, by mocą swej eterycznej organizacji budzić je do nowego życia. Tylko że winno się to dokonywać we właściwym czasie i we właściwej mierze. Natura ma zaś moc, by proces ten mineralizacji spowalniać czy wręcz powstrzymywać i przekierowywać ku czemuś nowemu. To, co wtedy powstaje, jest humusem. Resztkami roślinnymi i zwierzęcymi pozostałościami powracającymi do ziemi i przemieniającymi się w humus — Ziemia użyźnia samą siebie. Użyźnia się ona zgodnie z maksymą: «Życie użyźnia życie». W powstawaniu humusu rodzi się kompozycja substancjalna, która dopiero zasługuje na miano najbardziej elementarnego nawozu w gospodarstwie przyrody.

O istocie kompostowania

To, co przyroda ukazuje jako wzór, może w rękach człowieka wznieść się do prawdziwej sztuki. Kompostowanie jest sztuką pracy, w której myślenie, przeżywanie i działanie pozostają w nieustającym wzajemnym dialogu. Można — jak mówi Rudolf Steiner — «ein persönliches Verhältnis zum Dünger und namentlich zu dem Arbeiten mit dem Dünger …»[272] (osobisty stosunek do nawozu, a zwłaszcza do pracy z nawozem) zdobyć. Można to osiągnąć jedynie wtedy, gdy zna się wszystkie okoliczności dotyczące rodzaju i pochodzenia materiału — czy chodzi o młodą zieleń, czy jest ona objęta, a może wręcz zdrewniała, bogata w białka czy w kwas krzemowy, czy przeważają korzenie, liście, masy słomiane itp. Każda z tych substancji organicznych ma określoną

288

kompozycję substancjalną. Ideałem byłoby zatem, gdyby pryzma kompostowa jako całość budowała się z możliwie jak największej różnorodności produktów odpadowych. W ogrodnictwie jest to łatwiej osiągalne niż w rolnictwie. Tu bowiem, w zależności od pory roku, mogą powstawać jednostronnie wielkie ilości jednego materiału.

Wprawdzie zgrubną, ale praktycznie użyteczną wartość orientacyjną co do wolniejszego lub szybszego rozkładu dostarcza tak zwany stosunek C/N. Im wyższa zawartość azotu w stosunku do węgla — tworzącego rusztowanie — tym szybszy rozkład. Szereg od materiałów trudno rozkładalnych do łatwo rozkładalnych przebiega następująco:

Trociny = 500 C:1 N
Zrębki w zależności od składu = 250-400:1
Słoma pszenna = 100:1
Słoma żytnia = 65 :1
Słoma owsiana = 50:1
Liście dębowe i bukowe = 40-60:1
Słoma roślin strączkowych = 50-30:1
Świeży obornik = 20-25 :1
Odpadki kuchenne = 25 :1
Obornik przefermentowany = 50-20:1
Łajno krowie = 14-16:1
Dojrzały kompost = 10-12:1[273]

Wszystko, co organizm rolniczy w ciągu roku wydala ku wewnątrz jako substancję organiczną, może uchodzić za humus odżywczy. Na gruntach ornych i ogrodowych są to resztki ściernisk i układ korzeniowy, stanowiący mniej więcej jedną trzecią masy całego plonu, a ponadto obornik powstający przy hodowli zwierząt (wraz ze słomą ściółkową) oraz stare siano, słoma, resztki pasz ze stajni, liście, ścinki trawnikowe, odpadki kuchenne, urobek z rowów itp.[274] Tu zajmiemy się przede wszystkim procesualnym dzianiem się — od zakładania pryzmy aż do jej dojrzałości. Pryzma kompostowa zakładana jest w miejscu możliwie zacienionym, ponad poziomem gruntu, w zasięgu działania powietrza i ciepła — bieguna przemiany materii rolnictwa — na

289

niezabezpieczonym podłożu glebowym. Związek z siłami głębin i wyżyn musi być zapewniony. Ustawowe wymaganie kompostowania na nieprzepuszczalnym podłożu (płyta betonowa) odcina działanie sił w pryzmie od działających od spodu sił głębin ziemi. Pryzma kompostowa jest kawałkiem wywróconej ziemi,[275] porównać ją można do zakorzenionego w ziemi i wznoszącego się ponad nią w krąg powietrza zdrewniałego pnia drzewa. Przekonanie, że podczas kompostowania znaczące ilości azotanów przesączają się w głąb podłoża, jest teorią. Przez śluzowate substancje uwalniane w toku rozkładu pory glebowe się zamykają. Przy większych porach na glebach piaszczystych zaleca się pokrycie powierzchni gruntu cienką warstwą bentonitu (pęczniejącego iłu). Możliwe zagrożenie czasowym, punktowym wymywaniem azotanów wskutek wycieku wody przesiąkowej po ulewnych deszczach wynika z reguły z niewłaściwego założenia pryzmy i niedostatecznego przykrycia. Temu złu łatwo zaradzić.

Na placu kompostowym powinno znajdować się wystarczająco dużo kompostu macierzystego do zaszczepienia świeżo zakładanego materiału, a także gleba iłowa, margiel lub less do przesypywania pomiędzy poszczególne warstwy i do okrywania pryzmy; ponadto słoma do ostatecznego przykrycia. Dla zawężenia stosunku C/N można domieszkiwać obornik, odpady rogowe lub mączkę krwawą. Jako dalsze dodatki wchodzą w grę w niewielkich dawkach mączki skalne, fosforyty, mączka kostna, wapno algowe i inne. Do stosowania biologiczno-dynamicznych preparatów kompostowych zostanie jeszcze osobno nawiązane. Zakładanie i mieszanie materiałów może odbywać się przy użyciu rozrzutnika obornika, najlepiej jednak chyba ręcznie. I tu leży bolesny punkt. Gdzie są te liczne ręce, ci ludzie, którzy tę niełatwą pracę wykonają we właściwym czasie, ze zrozumieniem i z radością? Brakuje ich — i dlatego przygotowanie kompostu stało się albo pasierbem zakładowych procesów roboczych, albo kwestią czysto technicznie rozwiązywanej rutyny. Ta ostatnia ogranicza się do czysto mechanicznych czynności mieszania — i to bardzo ograniczonego — zakładania oraz przeważnie wielokrotnego przerzucania, by z przyjęciem wysokich strat przyspieszyć dojrzewanie do użytecznego nawozu. Tu znowu zrzeka się bogatego pola doświadczeń — właśnie tego, jak «ein persönliches Verhältnis zu dem Dünger und dem Arbeiten mit dem Dünger» (osobisty stosunek do nawozu i do pracy z nawozem) zdobyć. Jak wszystko, co organiczno-żywe, proces kompostowania podlega

290

czasowi. Rozwija się z chaotycznego metabolizmu — humusu odżywczego — ku dojrzałemu stanowi formy, ku humusowi trwałemu. Jest to proces przebiegający w rytmie, w polu napięcia między wyraźnym ruchem na początku (wysoki obrót) a wyraźnym spokojem na końcu (tworzenie się nowej substancji). To przestrzenno-czasowe dzianie się chce być w każdej fazie z uwagą towarzyszone i badawczo przemyślane. Wymaga to, by samemu czynnie wprawić się w ruch, a następnie w dalszym przebiegu zatrzymać się w spokoju, postrzegać zapachy, konsystencję itp. i oglądając i myśląc trwać w tym dzianiu się.

W tym sensie przygotowanie kompostu jest polem pracy świadomego ćwiczenia, które wymaga od człowieka całego i go kształci. Bierze się widły i łopatę i buduje pryzmę warstwowo na szerokości około 1,20 m, rozmieszczając przy tym porcjami materiał trudno i łatwo rozkładalny obok siebie i nad sobą, wstawiając pomiędzy nie ewentualnie warstwy obornika oraz cienkie warstwy gleby iłowej, a przy krawędzi nieco kompostu macierzystego, i pudrując poszczególne warstwy — stosownie do oceny rodzaju ich potrzeb — wymienionymi dodatkami. W przypadku materiału objętego i suchego obowiązuje stara reguła: «Tritt ihn fest und halt ihn feucht» (Ubij go mocno i trzymaj wilgotnym). Przy zakładaniu pryzmy nie trzyma się żadnego schematu — każdemu krokowi działania poprzedza namysł.

Pryzma gotowo usypana do mniej więcej metra wysokości staje się po krótkim czasie żywo-bujającym chaosem. Potrzebuje ograniczającej otoczki, ochronnej, oddychającej skóry. Tę funkcję najlepiej spełnia cienka ziemna pokrywa, a nad nią warstwa słomy, starego siana lub torfu. W tym stanie pryzma kompostowa spełnia wszystkie warunki charakteryzujące organicznie zamknięty w sobie organizm. Rozwija przy pomocy tlenu — nośnika sił eterycznych — własne życie, a w związku z azotem — nośnikiem sił astralnych — życie wewnętrzne. Włóknina z tworzywa sztucznego jako jedyna okrywa jest co prawda nieprzepuszczalna dla deszczu i przepuszczalna dla powietrza, lecz jest tylko surogatem. Zewnętrzna skóra ma funkcję zatrzymywania promieniujących na zewnątrz sił i odprowadzania ich z powrotem ku wnętrzu pryzmy. Od zewnątrz pryzma otoczona jest siłami i rytmami żywiołowego działania wiatru i pogody. Niezależnie od tego zewnętrznego dziania się pryzma kompostowa rozwija własną rytmikę i dynamikę w prawidłowym przechodzeniu przez stany czterech żywiołów — ciepła, powietrza, wody i ziemi — oraz współdziałających z nimi, stwarzających życie eterycznych sił: eteru ciepła, eteru światła, eteru chemicznego i eteru życia.

291

W swoich obszernych badaniach nad życiem pryzmy kompostowej Bockemühl[276] śledził w doświadczeniach kompostowych (w dalszym ciągu: BKV) z mieszaniną nawozu krowiego i końskiego szereg procesów życiowych, które dokonują się w pryzmie od jej założenia aż do dojrzałości. Potwierdzają one szczegółowo cztery fazy rozwoju kompostu znane uważnemu praktykowi — na podstawie różnych danych pomiarowych w następstwie czasowym, a przede wszystkim na podstawie pojawiania się i ponownego zanikania różnych grup organizmów w trakcie tych czterech faz. Jako reprezentatywnego przedstawiciela procesów rozkładu i przekształcania w pryzmie Bockemühl wybrał gatunkowo bogatą grupę skoczogonków (Collembola), które — po czerwonym dżdżowniku kompostowym (Eisenia foetida) — wykonują główną pracę przemiany. W tym związku trzeba jednak podkreślić, że ich działalność, jak i działalność pierścienic, nicieni, larw owadów oraz wprost nieprzeliczonej wielości drobnoustrojów, jest każdorazowo symptomem relacyjnego splotu, który pojąć należy jako całość. Warunki do kształtowania tej całości tworzy ręka człowieka. To, że owe cztery fazy łączą się w byt swoisty, w organ w organizmie rolnictwa, wymaga nieustannej uważności i pielęgnującej ręki.

1. Faza cieplna

Zapowiada się ona w BKV po krótkim czasie gwałtownie narastającym ociepleniem (Rysunek 16, s. 292), które jednak równie szybko opada. Przy luźnym ułożeniu, a więc przy niezakłóconym dostępie tlenu, temperatura może wzrosnąć do 70 °C; przy ułożeniu gęstszym i wilgotniejszym osiąga optimum 55 °C do 60 °C, po czym opada bardzo powoli do 30–25 °C. Ocieplenie jest funkcją tlenowej działalności drobnoustrojów, która uwalnia związane w materiale organicznym słoneczne ciepło z lat poprzednich i w ten sposób tworzy żywiołowe środowisko życia dla bogatego w relacje życia drobnoustrojów pryzmy. Rozwój ciepła wymaga sterowania — poprzez, stosownie do okoliczności, gęstsze lub luźniejsze ułożenie, utrzymywanie wilgoci, ewentualne późniejsze udeptanie. Przy zbyt gęstym i zbyt mokrym ułożeniu pryzma pozostaje zimna; dochodzi do gnicia wskutek beztlenowego rozkładu. Przestawienie jest wtedy nieuniknione. Przy silnym ociepleniu do 65–70 °C zawarte w materiale wyjściowym

292
Abbildung 16: Die vier Phasen des Kompostierungsprozesses.

drobne zwierzęta, organizmy szkodliwe itp. giną, a nasiona chwastów tracą zdolność kiełkowania. W BKV pierwsza faza trwała, nakładając się na fazę drugą, około dwóch tygodni.

Z pojawieniem się zmysłowo postrzegalnego żywiołu ciepła uwalnia się również związany w masie organicznej eter ciepła. Jest on duchowo-nadzmysłowym uzupełnieniem ciepła jako żywiołu. Podtrzymuje on proces i prowadzi go w odpowiednim czasie ku następnemu stopniowi processualnemu. Zewnętrzne ciepło zmierza ku temu, by się rozwiać, podczas gdy eter ciepła wchodzi w relacje — owszem, jest właściwym inicjatorem wszelkiego procesualnego dziania się. Dlatego trzeba zadbać o to, by ocieplanie przebiegało raczej powoli i trwale. Ciepło powinno pozostawać w pryzmie. Związany z nim eter ciepła inauguruje wówczas rozwój, w którym pryzma zamyka się organizmicznie w pewną całość.

2. Faza oddychania powietrzem i odgazowania

Równolegle do fazy ocieplania rozpoczyna się pewien rodzaj procesu oddechowego. Tlen jako nośnik eterycznej skuteczności w sferze fizycznej zostaje niejako wciągnięty w oddech; pobudza on wybuchową bakteryjną działalność rozkładową. Uwolniony przy tym

293

dwutlenek węgla (CO2) uchodzi jako gaz przez skórę pryzmy do powietrza zewnętrznego (Rysunek 16). W BKV maksimum osiągnięto po trzech do czterech tygodniach, by następnie po siedmiu tygodniach gwałtownie opaść i potem opadać równomiernie aż do końca badania po roku. Inaczej rzecz miała się z odgazowaniem amoniaku, które zaczęło się od samego początku, w drugim i trzecim tygodniu osiągnęło wartość maksymalną i po sześciu tygodniach opadło niemal do zera. W tym okresie wydzielania amoniaku — przy materiałach bogatych w białko, jak odpadki warzywne, również siarkowodoru — na zewnątrz wydostają się chmury zapachowe, które powinny możliwie pozostawać wewnątrz pryzmy: «ein Organisches ist umso gesünder, je mehr es im Innern und je weniger es nach außen riecht» (im zdrowsza jest materia organiczna, tym więcej pachnie w środku, a mniej na zewnątrz).[277] Emanacja zapachowa jest znakiem wciąż jeszcze bujnego, bezkształtnego dziania się. Wskazuje ona na nieodwracalne straty substancji. Kres temu kładzie pojawiające się w drugiej fazie zagrzybienie (grzyby kapeluszowe). Ono właśnie, choć samo bujne i przenikające całą pryzmę, hamuje dominujący w pierwszej fazie bakteryjny rozkład. Równolegle do zagrzybienia zamiast amoniaku zaczyna powstawać azotan, którego zawartość w następnych miesiącach stale wzrasta i — poprzez białkopodobne stadia pośrednie — wchodzi w tworzenie humusu.

Charakterystyczny obraz mgieł pary wodnej unoszących się w chłodnych godzinach porannych z pryzm świadczy w drugiej fazie o stopniowym wysychaniu, a tym samym o przewietrzaniu. Równolegle do tego stosunek C/N zaczyna się zawężać, osiągając w BKV na końcu wartość 12:1. Rozwój skoczogonków wznosi się (dla pewnego gatunku skoczogonków w BKV) gwałtownie w czwartym tygodniu, by następnie aż do dziesiątego tygodnia równie szybko spaść. Kolejne gatunki pojawiają się i znów znikają. W BKV czas trwania drugiej fazy, nakładając się na pierwszą i trzecią, wyniósł już niemal cztery tygodnie.

Z uwolnieniem gazów wyzwala się eter świetlny; jest on eteryczno-nadzmysłowym uzupełnieniem żywiołu powietrza. Umożliwia on istotom żywym pryzmy kompostowej, mimo nieobecności bezpośredniego nasłonecznienia, bytowanie w ciemności. Jest to zachowane z obumarłego wyższego życia coś eteryczno-świetlnego, które powołuje do istnienia niższe życie roślinne i zwierzęce sięgające wstecz ku wczesnym stopniom ewolucji Ziemi. Czym jest zatem wkład eteru świetlnego w rozwój pryzmy kompostowej? Na początku pryzma jest raczej przypadkową mieszaniną odpadów organicznych. Mikrobiologiczny ich rozkład nie jest zdarzeniem przyczynowym dla

294

uaktywnienia się eteru świetlnego, lecz równoczesnym. Eter świetlny działa z jednej strony we wzrastaniu poszczególnych organizmów, z drugiej strony — w aktywności wszystkich tych niezliczonych roślinnych i zwierzęcych istot żywych — tworzy powiązania odniesień, które całościowo orientują życie pryzmy kompostowej ku tworzeniu humusu trwałego. Eter świetlny sprawia, że pryzma kompostowa niejako rośnie najpierw ku wewnątrz, a przez działalność małych zwierząt uprzestrzennia produkt końcowy w jednolitą, grudkowatą współobecność humusu.

3. Faza wodna lub przemiany

Staje się ona widoczna w nagłym osiadaniu pryzmy. Po poprzedniej fazie suchej leży ona teraz gęściej i nawilża się sama, gdy przez rozkład trudno rozkładalnych błon komórkowych płyn wydostaje się z wakuoli komórkowych i przestrzeni międzykomórkowych (Rysunek 16, s. 292). Pryzma zamyka się silniej wobec świata zewnętrznego, nie wydziela już żrącego zapachu, i w wilgotno-wodnistym środowisku zachodzą rozliczne przetworzenia, przemiany i nowe tworzenie się substancji. Małe zwierzęta, a przede wszystkim skoczogonki, przejmują kierownictwo; rozdrabniają materiał, żywią się mikroorganizmami i grzybami, zmniejszając tym samym ich populacje. Chaotyczne wrzenie fazy 1 i 2 zaczyna się — dzięki masowemu rozmnożeniu się małych zwierząt — porządkować i dzielić na napowietrzone przestrzenie wewnętrzne. Warunki środowiskowe zmieniają się, i odpowiednio do tego skoczogonki metamorfizują się z robaczkowatych, mało zróżnicowanych form ku formom z wyraźnie zaznaczającymi się ukształtowaniami organów. Z BKV wynika, jak jeden gatunek następuje po drugim i znów znika. Tak żyje w ciemności pryzmy świat małych zwierząt ewolucyjnie niższym, niejako roślinno-zwierzęcym bytowaniem. Przenika je częściowo od wewnątrz, częściowo z zewnątrz, siła różnicująco działającego pierwiastka duszewno-astralnego. To odczuwające życie czyni z pryzmy kompostowej organizm. W trzeciej fazie dokonuje się w niej przejście z jeszcze bezkształtnego stanu wodnistości ku stanowi przeformowanego erdig-festen — ziemistej twardości — jedna jedyna wielka przemiana substancji.

W BKV trzecia wodnista faza, nakładając się na drugą i czwartą, przebiega przez siedem tygodni. W tym czasie skoczogonki osiągają przez dwa tygodnie maksimum swego rozkwitu — a więc półtora do dwóch miesięcy po założeniu pryzmy.

295

Z trzecim, wilgotno-wodnistym stadium uaktywnia się przede wszystkim eter chemiczny, zwany też Klangäther — eterem dźwięku. Rodzaje eterów kontrastują funkcjonalnie z żywiołami, z którymi są ewolucyjnie wspólnego pochodzenia. Podczas gdy w stadium wodnistym pryzma przybiera bardziej gęstą, jednorodną konsystencję, eter dźwięku, czyli chemiczny, rozszczepuje życie pryzmy w niezliczoną wielość poszczególnych komórek — nie przypadkowo jednak, lecz w stale zmieniającym się porządku. Rozdziela i łączy w coraz to nowe warianty. Tym, co istotne, nie są poszczególne bakterie, pierwotniaki, glony, grzyby, robaki, larwy i tym podobne, lecz to, co rozgrywa się pomiędzy nimi — interwał. Ujęte w obraz: procesowe wydarzenie w pryzmie kompostowej można porównać do symfonii. W symfonii dźwięki i interwały, które dźwięki od siebie oddzielają, a zarazem łączą, tworzą rytm, melodię i harmonię. Symfonia ma zazwyczaj cztery części, każda ma swój temat, który rozbrzmiewa w strumieniu ruchu dźwięków, powtarza się i wariuje. W tym samym sensie działa eter dźwięku, czyli chemiczny, w pryzmie kompostowej — nie w żywiole powietrza dźwięków, lecz w wilgotnym żywiole ziemistych substancji. W tych ostatnich jest on nośnikiem wszystkich rytmów, powtórzeń i metamorfoz, aż do punktu końcowego, gdzie ukazuje się dojrzały humus. Tak można na humus — w wariacjach jego liczbowych kompozycji węgla (C), tlenu (O), azotu (N), wodoru (H) i siarki (S) — patrzeć niejako jak na ziemskie zwierciadło sferycznych harmonii.

4. Faza uziemnienia

Po stratach substancji w pierwszej i drugiej fazie oraz przebudowie materii w trzeciej objętość pryzmy stopniowo się zmniejsza. Przechodzi ona w stan erdig-festen — staje-się-ziemistą-stałością; konsoliduje się i strukturyzuje jednolicie w pewnego rodzaju substancjalnej nowopowstałości, jaką jest Dauerhumus — trwały humus (Rysunek 16, s. 292). Proces ten uwidacznia się nie tylko w czernieniu i luźno grudkowatej strukturze, lecz także w jakościach zapachowych i smakowych — w postrzeżeniach, które prowadzą głębiej ku istotowej naturze tego, co substancjalne. Pryzma wypełnia się od wewnątrz łagodnym, ziemistym zapachem. Jakościowość smaku jest immanentna samemu procesowemu wydarzeniu: pryzma kompostowa wkracza teraz w stan, w którym rozmnażający się masowo świat drobnoustrojów i drobnych zwierząt przejmuje rządy. Jest on ewolucyjnie niższego rodzaju, żyje w mroku i wilgoci

i działa w wysokim stopniu wyspecjalizowania, rozkładając i przebudowując. Każdy gatunek zwierząt, przygotowany w łańcuchu pokarmowym, napotyka pokarm, na który jego zmysł smaku i jego czynność trawienna są zorganizowane. Jako ostatni pojawia się spokrewniony z dżdżownicą kompostwurm (Eisenia foetida), który wykonuje zdecydowanie największą właściwą pracę trawienną i substancjalnego przeobrażania. W podobnym kierunku działają, lecz w jakości i masie mniej znaczące: dżdżownice właściwe (Annelida), krocionogi (Myriapoda), stonogi (Isopoda), larwy owadów i inne.

296

Jeśli wsunie się rękę w pryzmy kompostową znajdującą się na początku fazy uziemniania, trzyma się w dłoniach ciemnobrązową do czarnawej substancję, zawierającą jeszcze ostatnie, zasiedlone przez mikroby resztki korzeni, łodyg i liści, często przeniknięte kłębowiskiem wielkiej masy wspomnianych kompostwurm. Robaki i inne drobne stworzenia obumierają, gdy tylko ostatnia resztka organicznych pozostałości zostaje strawiona i — w endogenicznej symbiozie z bakteriami jelitowymi — staje się odchodem. Ten ostatni, jako eterycznie ożywiona substancja, jest niejako impregnowany siłami astralnymi, które masa trawienna pochłonęła w przejściu przez zwierzęcy przewód pokarmowy. Sprawiają one z jednej strony przemianę humusu odżywczego w humus trwały i powściągają rozkładową czynność mikroorganizmów lub wręcz kierują ją ku budowaniu. Z drugiej strony to właśnie pośredniczone przez zwierzę siły astralne umożliwiają połączenie z minerałami ilastymi, prowadzące do tworzenia kompleksów ił-humus. Można w tej końcowej fazie z pełnym prawem mówić o astralizacji, o uduchowieniu duszą kopca ziemnego. Wszystko formuje się i indywidualizuje organizmicznie w jednolitą całość.

Do pełnego uziemnienia faza czwarta pochłania najwięcej czasu. Trwa tym dłużej, im bogatsze w surowe włókna jest materiał wyjściowy. W doświadczeniu BKV (obornik krowi/koński) stadium zostało osiągnięte po około czterech miesiącach. Aktywność robaków zaczęła się w 7. i zakończyła w 13. tygodniu. Temperatura utrzymywała się na poziomie ok. 25 °C niemal stale, średnio ok. 4 do 5 °C powyżej wahań temperatury zewnętrznej.

Czwarte i ostatnie stadium — tworzenie humusu, a ściślej: tworzenie kompleksu ił-humus — jest najbardziej tajemnicze. Tu roztacza swoją główną skuteczność najmłodszy, najbardziej ukryty, najsubtelniejszy i najsilniejszy spośród czterech rodzajów eterów: eter życia. Eter życia jest przeciwnym biegunem wobec żywiołu erdig-festen — ziemisto-stałości. Eter życia «kształtuje życie». To, co na Ziemi zjawia się jako kamień, ma swoje życie

w nadzmysłowym.[278] Eter życia jest w pryzmie kompostowej stwórcą życia wielkiej różnorodności istot żywych. Życie to jest zarazem nasycone sensem. Gdy to, co nasycone sensem, obumiera w formę, eter życia zostaje wyzwolony, aby na nowo komponować substancje w żywy związek — na końcu w humus. Humus staje się z jednej strony, na podstawie tlenu w nim zawartego, stróżem życia; z drugiej strony zawiera humus azot, który — podobnie jak tlen i inne — wpleciony jest w bogatą wariantami kompozycję substancji zbliżoną do białka. Substancjalnie azot tworzy pomost ku temu, co astralno-istotowe, ku temu, co nadające sens. Wolno z tego wywnioskować, że eter życia jest w humusie właściwą siłą kształtującą, której służą jego trzej starsi krewni: eter ciepła, eter światła i eter chemiczny. Czy nie staje się właśnie siłą kształtującą przez to, że za pośrednictwem azotu posiada zdolność przybliżania tego, co astralne, ku temu, co eteryczne i fizyczne? Czy nie czyni przez to kompost (humus trwały) najbardziej elementarnym nawozem dla bodenständige Dauerfruchtbarkeit — trwałej żyzności zakorzenionej w glebie? Czy nie nadaje ten tak stający-się-siłą-kształtującą eter życia żywemu związkowi «gleba i roślina» mocy formowania się w całości, indywidualizowania się i stawania się wiernym odbiciem swej zakorzenionej w nadzmysłowym istoty? Gdziekolwiek rozpoznajemy w tym, co żywe, wzajemnie na siebie oddziałujące, sensowne lub pełne mądrości związki — śledzimy ślady etera życia.

297

Ujęte w całości, można podsumowująco powiedzieć: obumarłe z wyższego żywego związku organiczne substancje odpadowe podlegają w pryzmie kompostowej, w trybie rozkładowym, ponownemu — jednak chaotycznie przebiegającemu — ożywieniu, a następnie, w trybie budowania, sukcesywnej przemianie i ponownemu obumieraniu w uziemszczoną formę humusu. Ten jednak nosi w sobie zarodek nowego życia na Ziemi: «nasienie uniwersalne tego, co ogólno-roślinne» — Universalsamen des Allgemein-Pflanzlichen. W tym sensie humus jest nawozem z życia dla rozwinięcia wyższego życia, to znaczy dla wegetatywnego rozwoju roślin kulturowych. Nawóz kompostowy jest — niczym dojrzewający owoc, który żywi człowieka i zwierzę — owcem żywotnym dla gleby i rośliny. Przez niego to, co minione, łączy się z tym, co teraźniejsze, i umożliwia to, co przyszłe.

W czterech stadiach uziemszczania substancjalności, która przynależała niegdyś do rośliny lub zwierzęcia, odbija się — niepozornie w małym i w następstwie czasowym — pewien rodzaj powtórzenia ewolucji Ziemi i

kosmosu. Czyste ciepło (eter ciepła — ofiara wysokich duchowych istot) wypełniało w prapoczątku «Stary Saturn». Po tym stanie nastąpiło, na drodze zagęszczenia części ciepła, powstanie żywiołu powietrza i wraz z nim eteru światła na «Starym Słońcu»; następnie przez zagęszczenie części powietrza — żywioł wody na «Starym Księżycu» i wraz z nim eter chemiczny, czyli dźwięku; i wreszcie wraz z zagęszczeniem części żywiołu płynnego — stan żywiołu erdig-festen, ziemia stała-się-dziełem, i wraz z nią eter życia.[279]

298

To, co w pryzmie kompostowej — wyniesioneج ponad poziom gleby — rozgrywa się jako proces sztuczno-artystyczny, uziemszczanie dawnego wyższego życia w trwały humus, zachodzi w bardziej ukryty sposób we wszystkich glebach, zupełnie naturalnie w glebach leśnych. Na glebach uprawnych i ogrodowych to wydarzenie jest, kierowane przez uprawę gleby (zob. s. 205 i nast.), doprowadzane do wyższego poziomu żyzności. Temu celowi służy też Gründüngung — zielony nawóz — uprawa szybkorosnących traw, roślin krzyżowych, motylkowych i innych, prowadzona specjalnie dla zaopatrzenia w humus. Obumarłe zielone masy okrywy glebowej dostarczają przy tym humusu odżywczego dla stadiów rozkładowych 1 i 2, podczas gdy zalegająca w glebie masa korzeniowa służy przede wszystkim w stadiach budowania 3 i 4 tworzeniu humusu trwałego.

Zielony nawóz jest mulczowany i przyjmuje charakter powierzchniowego kompostowania. Polega ono na okrywaniu gleby materiałami organicznymi — od świeżej zieleni aż po zrębki — pomiędzy uprawami w ogrodnictwie. Celowe jest i tu mieszanie różnych materiałów. Od czystej słomy lub liści należy się powstrzymać: pierwsze jest zbyt luźne i napowietrzone, drugie układa się zbyt gęsto i oba rozkładają się przez to tylko powoli.[280] Okrywa glebowa chroni przed parowaniem, zamulaniem, powstawaniem skorupy, erozją i zachwaszczaniem, przyciąga życie mikrobów i robaków ku górze, w warstwę nadziemną, i tworzy dla niego stale płynące źródło pokarmu, podtrzymuje oddychanie gleby i ożywia jej garkę — jej strukturalną dojrzałość.

Humifikacją organicznej okrywy glebowej zajmuje się świat mikrobów i drobnych zwierząt właściwy osobliwościom danego siedliska. Wszystkim glebom wspólne jest jednak — zamiast czerwonego Kompostwurm — pojawienie się dżdżownicy (Lumbricus terrestris), mistrza żyzności gleby. Lecz na glebach piaszczystych ubogich zarówno w wapień, jak i w ił, liczebność jej osobników

i tym samym jej dobroczynna, stabilizująca humus czynność są bardzo ograniczone. W uprawie roli powierzchniowe kompostowanie praktykuje się w miarę możliwości w połączeniu ze Stoppelgründüngung — zielonym nawozem ścierniskowym; w porośnięty roślinami teren wprowadza się zasłonę ze świeżego lub podgniłego obornika.

299

Stosowanie kompostu

Dojrzały kompost jest produktem roślinno-zwierzęcym. Nie tylko dlatego, że wprowadza się weń wydaliny i inne składniki pochodzące od zwierząt hodowlanych, lecz dlatego, że sam proces humifikacji nie mógłby się dokonać bez astralnego działania świata drobnych zwierząt kompostownika. Główne składniki są roślinnego pochodzenia, lecz ich przemiana w humus podlega w istocie czynności i sile organizacyjnej zwierząt. Dlatego też kompost nie jest nawozem pobudzającym, wymuszającym wzrost wegetatywny. Jego działanie jest kształtujące, formujące to, co wegetatywne. To właśnie czyni go nawozem dla wszystkich tych roślin kulturowych, które przynoszą owoc przede wszystkim w sferze wegetatywnej — czy to trawa, ziele, czy drzewo. Dotyczy to gospodarki łąkowo-pastwiskowej, ogrodniczego i polowego uprawiania warzyw oraz sadownictwa. Owocowanie — w rozszerzonym sensie — oznacza tu zatrzymującą się w poszczególnych organach rośliny, przestrzeń wypełniającą substancjotwórczość, której wartość odżywcza jest nakierowana na potrzeby człowieka i zwierzęcia. Ta zdolność odżywcza wymaga nawozu, który powstrzymuje siłę wzrostu i reprodukcji parącą ku tworzeniu nasion i pozwala ją przeobrazić za sprawą aktualnych promieniowań słońca i kosmicznego układu planet — uformować w substancję pokarmową. Ten nawóz wstępuje porządkująco i kształtująco w działanie sił rośliny. Jest nim czarny, kruchy humus trwały.

Nawożenie kompostem łąk i pastwisk

Trwałe użytki zielone dostarczają paszy dla przeżuwaczy i koni. Składa się ona z wegetatywnych części pędu — z łodygi i liścia. Odrost jest wielokrotnie spasany od wiosny do jesieni albo koszony na zielonkę bądź siano. Na pastwiskach, a jeszcze bardziej na bogatych w zioła łąkach, wiosną zakwita część ziół. Po przekwitnięciu cofają się w liściaste stadium rozety. Trawa wyrasta wciąż na nowo ze swoich węzłów krzewienia. Łąka i pastwisko pozostają zielone zimą i latem. Odrost jest utrzymywany przeważnie w czysto

300

wegetatywnym, podobnie jak procesy glebowe, które po każdym spasaniu lub koszeniu zostają reaktywowane do nowych przemian. Gleba i roślina nie dochodzą do spoczynku. Generatywne dojrzewanie pozostaje im odmówione. Przy intensywnym użytkowaniu prowadzi to do zubożenia gatunkowego. Dlatego łąka i pastwisko wymagają nawożenia, które wyrównuje ten brak — a jest nim kompost. Wiosną po pierwszym spasaniu lub pierwszym koszeniu siana, a lepiej jeszcze jesienią, przekazuje on darni i glebie dojrzałą, ziemistą strukturę sił, która konfiguruje substancjotwórczość w łodydze i liściu zarówno po stronie reprodukcyjnej, jak i odżywczej.

Regularne nawożenie kompostem użytków zielonych sprawia, że darń staje się gęstsza, zgryz — bardziej równomierny i krótszy, skład gatunkowy — zwłaszcza pod względem ziół — bogatszy, a pasza jakościowo wyższej wartości.

Nawożenie kompostem w ogrodnictwie

Podobnie jak na użytkach zielonych, tak i w ogrodnictwie brakuje dojrzewającej glebobocznoci; jedna kultura następuje po drugiej. Gleba przez większą część roku musi być utrzymywana na wysokim poziomie żyzności, w wiosennym nastroju sprzyjającym wzrostowi. Kształtowanie się owocu jako pokarmu lub paszy nie dokonuje się w fazie generatywnej, lecz w czasie najintensywniejszego wzrostu. Ogromne masy plonów świeżej, pełnej życia substancjalności opuszczają pole i zagrodę. To, co pozostaje — przede wszystkim masa korzeniowa — staje się humusem odżywczym dla następnej kultury. W zamian za to eteryczno-biologicznie kształtująca siła przesyconego astralnie humusu trwałego schodzi na dalszy plan. To, co na polu w okresach spoczynku gleby dokonuje się samo z siebie — przemiana humusu odżywczego w trwały — musi być ziemi ogrodowej dostarczone z zewnątrz jako dojrzały kompost. Działa on — zależnie od rodzaju uprawy — w sposób specyficznie łagodnie aromatyzujący na smak i zapach, wzmacniając strukturę tkanek, zachowując świeżość oraz potęgując połysk i barwę.

Materiały do kompostu w ogrodnictwie obejmują usunięte resztki pożniwne, odpady organiczne wszelkiego rodzaju, sieczkarowane zielone odcinki, zwiędłe rośliny okrywowe, mączki kamienne, strużyny rogowe oraz, gdzie tylko możliwe, obornik. Odpady komunalne i osady ściekowe są wykluczone. Do wolnych od chwastów kompostów specjalnych do upraw rozsadnikowych i szklarniowych nadają się wszelkiego rodzaju mieszanki roślin strączkowych, traw, owsa i innych. Obróbka kompostu gorącą parą w celu zniszczenia szkodliwych zarazków i nasion chwastów,

301

powinna — poza kompostami do upraw rozsadnikowych — być unikana. Kompost staje się przez to w znacznej mierze martwym substratem.

Zastosowanie kompostu odbywa się z reguły równomiernie na całej powierzchni; jest on płytko wmieszany w glebę. Na stanowiskach piaszczystych, kamienistych i suchych sprawdza się pracochłonna metoda nawożenia dolistno-dołkowego.

W warunkach klimatu tropikalnego gleby są ubogie w humus; substancja organiczna ulega przyspieszonej mineralizacji. To samo dzieje się tam w pryzmie kompostowej wskutek wysokich temperatur i wilgotności. Natomiast sprawdza się tam kompostowanie «pod ziemią» w dużych dołach ziemnych, do których na noc zapędza się pewną liczbę kóz, owiec lub bydła. Ugniatają one zazwyczaj sypki, przeważnie zdrewniały materiał, nawilżają go i wzbogacają swoimi wydzielinami. Uzyskuje się w ten sposób dobrą jakość humusu. Garść takiego humusu umieszczona w dołku sadzeniowym, materiał siewny osadzony w humusie i lekko przykryty ziemią, daje wprost cud: plony wzrastają do nieznanej dotąd wysokości, a dobrobyt ludności żyjącej w ubóstwie rośnie.[281]

Podobną metodą jest zakładanie szerokich grzędek kopczykowych nad odwadnialnymi rowami wypełnionymi gałęziami i krzewami. Dzięki silnie spowolnionemu rozkładowi i przemianie w humus w podglebiu powstaje w kopczyku ziemnym taki stopień ożywienia, że na najmniejszej przestrzeni barwna mieszanka warzyw może nieprzerwanie żywić jedną lub kilka rodzin. Ta metoda również wymaga wielu rąk; działa integrująco społecznie i zapewnia skromny dobrobyt.

Obowiązuje to dla całego świata: kunsztownie prowadzona gospodarka humusowa wyzwala od klęsk głodu i troszczy się o nowy kulturowy rozkwit.

Nawożenie kompostem w sadownictwie

Sadownictwo rozwinęło się od XX w. od ekstensywnej, bogatej odmianowo uprawy wysokopiennych drzew rozproszonych przez półpienniki, a wreszcie — przy krótszym czasie użytkowania — do ubogiego odmianowo, intensywnego sadownictwa niskopiennego. W ślad za tym tworzenie owoców przeniosło się z wysokich, wzniesionych w światło i powietrze koron ku przyziemnym warstwom powietrza, a równolegle z tym ogromnie wzrosło zapotrzebowanie na nawożenie.

302

Drzewo owocowe drewnieje i równocześnie wydaje delikatne, smaczne owoce. Panuje nad biegunowością światła i ciemności, życia i śmierci, działania eterycznego i astralnego. Wyraża się to szczególnie w wysokopienniku. W nim eteryczna żywotność wznosi się z rozległego w szerz i głąb systemu korzeniowego przez pień i konary ku liściastym pędom korony. To silne ożywienie w powietrzu i cieple przyciąga bogate życie owadów: «Von demjenigen, was da als Astralreiches durch die Bäume hindurchgeht, lebt und webt das ausgebildete Insekt» (Z tego, co przenika przez drzewa jako bogatość astralna, żyje i snuje się rozwinięty owad).[282] Biegunowo naprzeciw tego w tym wszystkim, co drewnieje — a więc przede wszystkim w strefie korzeni — panuje «ubóstwo eteryczne». W tym środowisku, silniej wystawionym na siły mineralizacji, rozwijają się larwy owadów. Wysokopiennik szczepiony na wolno rosnącej podkładce ucieleśnia niejako tę biegunowość; jest skromny w wymaganiach i nie potrzebuje nawożenia — tym bardziej takiego, które pobudza wybujały wzrost.

Inaczej jego biegunowe przeciwieństwo — niskopiennik, uprawiany w zamkniętych plantacjach monokulturowo na szybko rosnącej podkładce. Wyrasta raczej jako słabo drewnieący pęd z gleby i owocuje blisko ziemi, niejako w wieku młodocianym. Kambium, które w wysokopienniku hamuje nadmierny wzrost, wymaga w niskopienniku ciągłej stymulacji przez bogaty w humus, dobrze przenikliwy dla korzeni biegun. Kształtująca siła i żywotność humusu kontynuuje się niejako w kambium. Niskopiennik potrzebuje nawozu, który w żadnym razie nie pobudza wybujałego wzrostu, lecz w swojej sile kształtującej — żywo przeastralowanej przez larwy i dżdżownice kompostownika — jest pokrewny samemu kambium. W wysokopienniku zmineralizowana ziemia wynicowuje się ku górze w pień i rozgałęzienia korony. W wybujałym niskopienniku to wynicowywanie jest ograniczone na korzyść równie wysokiej żywotności zarówno w przestrzeni korzeniowej, jak i w strefie korony. W tym samym sensie działa też intensywne nawożenie zielone pielęgnowane w sadownictwie nisko- i półpiennym.

Intensywne sadownictwo odnosi sukces wówczas, gdy zawartość humusu w glebie przekracza 3%; optymalna jest wartość zbliżona do 6%, przy jednoczesnej mineralnej zasobności gleby.

Jako materiał kompostowy obok już wymienionych dodatków szczególnie polecają się wszelkie rodzaje obornika. Dzięki zwierzęcemu pochodzeniu dysponują one siłami kształtującymi wyższego rodzaju, które opanowują wybujałość niskopienników, sprowadzając ją do harmonijnej miary. Ta harmonizacja zaznacza się w całym przebiegu wzrostu pod względem silnie

303

ograniczonego nacisku infekcji i szkodników, a także w smaczności i trwałości owoców.

Podsumowując: kompost działa uzdrawiająco i harmonizująco na rozwój roślin; stwarza w glebie podstawę jej trwałej żyzności. Zaleca się, aby w wielostronnie ukształtowanym organizmie gospodarstwa zakładać komposty oddzielnie dla głównych obszarów zastosowania: do kompostowania łąkowego nadają się — z naciskiem na obornik — wszelkie odpady, również obciążone nasionami chwastów; w ogrodnictwie gromadzą się zasadniczo odpadki roślinne, które powinny być w miarę możliwości wolne od nasion chwastów; dodatki obornika są zawsze korzystne. W sadach obok nawożenia zielonego i przed wszelkimi innymi odpadkami należy przyznać pierwszeństwo obornikowi.

To zalecenie jest apelem do całej wspólnoty gospodarstwa, by właśnie na przykładzie kompostowania ćwiczyła się we wspomnianym «persönlichen Verhältnis zur Arbeit mit dem Dünger» (osobistym stosunku do pracy z nawozem) — poszerzonym o posługiwanie się biologiczno-dynamicznymi preparatami kompostowymi (zob. s. 344 nn.) — doprowadzając tę sprawność do rangi kunsztu i odpowiadając różnymi ziemiami kompostowymi na specyficzne potrzeby poszczególnych gatunków roślin uprawnych.

Poziom 2: Nawożenie z duszy natury zwierząt domowych

To, co duszewno-astralne, dotyka roślinę jako czysto żywo-eteryczną istotę jedynie z zewnątrz — w zwierzęciu stało się ono życiem wewnętrznym. Zwierzę odgranicza się jako organizm cielesny od świata zewnętrznego i kształtuje swoje ciało na narzędzie rozwinięcia swojej istoty. Poprzez zmysły przeżywa zwierzę swój świat zewnętrzny i z tego przeżywania rozwija swoją działalność w cieple, powietrzu, wodzie i ziemi. Mocą swojego bytu duszewnego substancje komponują się w cudowne dzieło jego organów, które stosownie do swoich czynności wykonawczych przybierają najdziwniejsze kształty. W każdej z tych czynności wyraża się mądrość w jej spełnieniu. Kto zatem chce poznawczo zbliżyć się do istoty zwierzęcia, musi dążyć do tego, by to, co postrzegane wszystkimi zmysłami, uwewnętrznić i uformować w przeżywany obraz myślowy. Pełen mądrości związek, który się w tym objawia, dostarcza czującemu poznaniu niezawodną pewność, że siły komponujące substancje ciała zwierzęcego i umożliwiające mu podejmowanie działania mają swój istotowy prapoczątek w ciele astralnym czyli duszewnym zwierzęcia.

To, co wyłania się z trawiennej działalności zwierząt, otrzymuje swoją siłę nawozową dzięki szczególnej naturze bytu duszewnego. O roślinach powiedziano: «Lebendiges düngt Lebendiges» (żywe użyźnia żywe) — tak samo obowiązuje dla zwierząt: «Seelisches düngt Seelisches» (duszewne użyźnia duszewne). Na ten stan rzeczy wskazano obszernie w rozdziale «Die Seelenorganisation oder der Astralleib des landwirtschaftlichen Organismus» (Organizacja duszewna czyli ciało astralne rolniczego organizmu), s. 111 nn. Do najwyższej siły nawozowej na poziomie czystego działania przyrody doprowadza duszewna natura przeżuwaczy, a wśród nich szczególnie natura bydła (zob. rozdz. «Das Rind»). Rozumienie siły nawozowej jako sumarycznego działania poszczególnych tak zwanych składników odżywczych wyrasta z teorii, której nikt już nie kwestionuje. Natomiast poszukiwanie wartości nawozowej — jak wielokrotnie podkreślano — w «kompozytorze» (w kozie, owcy lub bydle), z którego natury substancje układają się właśnie w ten a nie inny porządek, przełamuje materialistyczne bariery i uwalnia spojrzenie dla pytań, które kierują się ku rzeczywistości życia, duszy i ducha. Gdy się tym pytaniom poświęca uwagę, okazuje się, że wartość nawozowa jest tym wyższa, im bardziej zgodnie z istotą trzyma się, żywi, pielęgnuje i hoduje zwierzęta. To wszystko wyzwala z istoty zwierząt domowych siły, które użyźniają. Ukształtowane jako organizm gospodarstwo rolne spełnia te warunki.

304

Pogłowie zwierząt domowych w gospodarstwie jest tak dobrane, by z jednej strony mogło być żywione z własnej bazy paszowej, a z drugiej strony by zapewniało wystarczającą ilość nawozu dla użytków rolnych. Ilość i jakość wytwarza przyroda. Zachowanie, a nawet uszlachetnienie nawozu aż do jego zastosowania jest sprawą człowieka.

Przechowywanie nawozów od zwierząt domowych

Podczas wypasu nawóz i gnojowica użyźniają bezpośrednio. Regularne rozbijanie placków krowich zapobiega powstawaniu gejlszteli. Natomiast nawóz ze stajni musi być do czasu użycia przechowywany z jak najmniejszymi stratami. Najlepszą metodą zachowania siły nawozowej nawozu stallowego wraz z gnojowicą jest metoda z podściółką ze słomy; najbardziej wątpliwą, choć bezsprzecznie najbardziej racjonalną — metoda gnojowicy płynnej lub gnojownicy. W gnojownicy (gnojowica + nawóz) zachodzą w warunkach niemal całkowitego braku powietrza beztlenowe procesy fermentacji, podczas których organiczne związki azotu mineralizują się do amoniaku, ulatniającego się jako gaz przede wszystkim podczas rozlewania (uciążliwość zapachowa). Mieszadło pozwala ten efekt złagodzić. Gnojownica działa na ożywienie

305

wodnisto-księżycowego i tym samym, z pominięciem pierwiastka ziemisto-stałego, bezpośrednio na popędowość rośliny, a więc tendencyjnie w kierunku umiarkowanego nawożenia mineralnego. Podściółka ze słomy ma natomiast wieloraką przewagę. Słoma wchłania część gnojowicy, miesza się przy wybieraniu obornika w całości z nawozem i dzięki swojej porowatości zapewnia podczas składowania warunki tlenowe. Dochodzi do tego, że słoma zbóż jest przeniknięta i ukształtowana przez ten sam proces fruktyfikacyjny, który tworzy ziarno w kłosie. Źdźbło jest zgrubiałe i zamyka w swej rurce większą objętość powietrza niż dzieje się to u traw dzikich. Można w tym rozpoznać wyraz silniejszego działania wewnętrznego i astralnego. Prócz tego lśni po wytworzeniu skórki krzemionkowej w procesie dojrzewania i zabarwia się w żółte, czerwonawe aż złociste tony. Otacza się powłoką z opalu. Słoma jest owocem słońca i sprawia, że nawóz krowi staje się tym bardziej słoneczno-ziemskim nawozem — «das Gold des Bauern» (złotem rolnika).

Obornik głęboki

Najlepszym i połączonym z najmniejszymi stratami sposobem składowania jest głęboka ściółka. Bydło, owce i kozy gnojują i moczątkują na świeżą warstwę słomy; gnojowica jest przez słomę całkowicie wchłaniana. Dzięki swojej zawartości azotu przyspiesza ona tlenowe rozkładanie ubogiej w azot słomy. Zwierzęta same spełniają wymóg «halt ihn feucht und tritt ihn fest» (trzymaj wilgotnym i udeptuj mocno).

Głęboka ściółka wymaga jednak największego zużycia słomy — do 15 kg na zwierzę i dzień, w porównaniu z oborą na ściółce udeptanej, gdzie wystarcza 3 do 5 kg, i z legowiskowymi boksami na ściółce — 0,5 do 1 kg.[283] W interesie wytwarzania obornika stałego, a tym samym minimalizowania powstawania gnojowicy, w oborach z udeptaną ściółką i boksach legowiskowych można odpowiednio zwiększyć nakłady na podściółkę. Połączenie obory na uwięzi (żywienie, pielęgnacja) z nocnym pobytem w głębokiej ściółce zmniejsza zużycie słomy. Górne warstwy podściółki w głębokiej ściółce — materia legowiskowa — nagrzewają się do ok. 30°C i przechodzą przy umiarkowanym rozkładzie substancji pierwszą, czyli cieplną fazę pryzmy kompostowej. Pod wpływem udeptywania przez zwierzęta leżące poniżej warstwy podściółki ulegają zagęszczeniu; ochładzają się i przechodzą w procesy fermentacyjne; przy braku dostępu powietrza w coraz większym stopniu podlegają fermentacji. Analogicznie do fazy 2 pryzmy kompostowej, wybujały rozrost drobnoustrojów jest hamowany przez

306

drożdże i grzyby pleśniowe. Collembola i inne drobne zwierzęta nie znajdują w tym środowisku warunków do życia. Wytwarzane autolitycznie lub wydzielane przez bakterie fermenty zapoczątkowują końcową fazę fermentacji: woda, białka, węglowodany, tłuszcze itd. zostają rozłożone. Organiczne tkanki ulegają rozpuszczeniu, pozostają jedynie kruche resztki słomy i zdrewniałe części; tworzą się aromaty, masa staje się jednorodna i przybiera brunatne zabarwienie. Obornik pachnie teraz — jak się zwykło mówić — jak chleb, jeśli fermentacja przebiegła pomyślnie. Wielokrotnie zasilony preparatami biologiczno-dynamicznymi i przechowywany przez lato bez zakłóceń, dojrzały produkt zostaje «wcielony» w grunt orny. Aby w warstwie podstawowej głębokiej ściółki uniknąć stagnacji wody, a tym samym gnicia, odpowiednim podłożem byłaby ubita glina lub ił. Obowiązuje tu ta sama zasada bezpośredniego kontaktu z ziemią, co w przypadku pryzmy kompostowej. Z nieznajomości subtelniejszych oddziaływań sił prawo, niestety, i w tym przypadku nakazuje nieprzepuszczalne betonowe podłoże. Niebezpieczeństwu gromadzenia się wilgoci, jakie to stwarza, można przeciwdziałać warstwą zrębków drzewnych, wnoszoną przed ustabilizowaniem zwierząt w oborze jesienią.

Obora bydlęca na głębokiej ściółce powinna być konstruktywnie tak zaprojektowana, aby poduszka obornikowa — przy dziesięciu metrach kwadratowych przestrzeni do ruchu i legowania na zwierzę — mogła narastać przez sześć miesięcy do pełnej wysokości, aż do wyjścia na pastwisko wiosną; kolejne trzy miesiące przez lato służą dojrzewaniu. Pośrednie wywożenie obornika i przejściowe składowanie w polowych pryzmach powoduje znaczne straty substancji. Nie stwarza żadnych problemów utrzymywanie krów o wadze 500 do 600 kg przez chłodną i zimną porę roku na narastającej poduszce obornikowej, bez jej przebicia. Wraz z ociepleniem w marcu i kwietniu przyspiesza rozkład górnych warstw słomy i może dochodzić do powstawania zagłębień w szlakach przejścia i bocznych wybrzuszeń. Temu rozmiękaniu można zapobiec do czasu wyjścia na pastwisko poprzez nałożoną w odpowiednim momencie warstwę uszczelniającą z gliny, iłu lub zrębków drzewnych.

W zimowym kurniku na głębokiej ściółce utrzymuje się również owce i kozy. Obornik i podściółka ulegają pod wpływem gnojowania i udeptywania bardzo gęstemu zagęszczeniu, fermentują dlatego szybko i bez stratnych przechowalni pośrednich nadają się bezpośrednio do stosowania jako wartościowy nawóz.

307

Obornik pryzmowy

W oborze boksowej, na głębokiej ściółce z pełnym odchodem lub w oborze uwiązowej odbywa się codzienne, względnie wielokrotne w ciągu dnia usuwanie obornika za pomocą popychacza. Część gnojówki odprowadzana jest osobno. Pozostała część trafia jako mieszanina obornika, podściółki i gnojówki na zlokalizowane w pobliżu obory tymczasowe składowisko. Tu — już po krótkim czasie składowania — uruchamiają się fazy 1 i 2: ogrzewanie i przewietrzanie, a wraz z nimi niekontrolowane procesy rozkładu ze stratami substancji. Ze składowiska pośredniego obornik stały trafia albo do dalszego kompostowania w polowych pryzmach, albo bezpośrednio na kompost. W obu przypadkach fazy 1 i 2 uruchamiają się na nowo, z kolejnymi ubytkami substancji. Aby je ograniczyć do minimum, należy na nowo przemyśleć i na nowo zastosować sprawdzoną od dawna metodę obornika układanego w stosy. Niezbędna jest tu jednak nieprzepuszczalna płyta betonowa z obwodowymi rynnami odwadniającymi dla gnojówki i wody deszczowej. Świeży obornik powstający każdego dnia w zagłębieniu należy jak najszybciej — ładowaczem czołowym z widłami do obornika — zbierać i układać porcjami obok siebie na szerokość płyty gnojowiskowej. Precyzja pracy ma tu zasadnicze znaczenie. Przed pierwszym rzędem układa się drugi, trzeci i kolejne. Tymczasem rząd pierwszy, drugi i następne ogrzewają się, tak że w tej samej kolejności można porcjami układać drugą warstwę, a następnie trzecią i czwartą, aż do maksymalnej technicznie osiągalnej wysokości. Gdy zostaje ona osiągnięta przy pierwszym rzędzie, można przystąpić do pierwszej warstwy przyległej partii. W ten sposób stos narasta stopniowo na całą szerokość i pełną długość. Pod ciśnieniem zalegających warstw fazy ogrzewania, odgazowania i nawilżania przebiegają szybko i niepełnie, kończąc się w fermentacji. W taki oto sposób w fachowo ułożonym obornikowym stosie zachodzą te same procesy co w oborze na głębokiej ściółce. Niemniej straty substancji — około 20% — są wyższe niż w oborze głębokościółkowej, ze względu na allstronne wystawienie na działanie powietrza zewnętrznego. Rozkład postępuje szybciej na niemal pionowych ścianach bocznych i na powierzchni, co widoczne jest między innymi w pojawianiu się kapeluszy grzybów.

Kompost obornikowy

W rolnictwie biologiczno-dynamicznym rozróżnia się między «nawozem» (*Dünger*) pochodzącym od zwierząt a kompostem, który wywodzi się głównie z materii roślinnej. Są to dwie różne kompozycje sił, które użyźniają glebę.

308

W kompostowaniu obornika przebiegają te same procesy co opisane dla kompostu roślinnego. W swej dojrzałej, uszlachetnionej postaci wytwarza się pewien szczególny rodzaj humusu trwałego. Jego konstelacja sił zachowuje astralność zwierząt domowych, którą mist ze sobą niesie. To właśnie ich siły duszy nadają nawozowi ową nadzwyczajną długotrwałość działania. W szczególnym stopniu dotyczy to kompostu z czystego — lub też częściowo uzupełnianego — nawozu krowiego. Przekazuje on życiu rośliny siły sięgające poza to, co astralno-duszewne, siły, o których w rozdziale «Das Rind» była mowa jako o «Ich-Anlage» (zalążku Ja). To określenie wskazuje na powiązanie sił wyższego rzędu, które nie tylko czynią rośliny kulturowe obrazem ich nadzmysłowej istoty, lecz stwarzają w nich zalążek umożliwiający tej istocie ponowne wejście w relację z tym, co w minionych etapach ewolucji z niej raum-zeitlich (przestrzenno-czasowo) skrzepło w dziele — to znaczy z jawną postacią rośliny — i może inaugurować nowe możliwości rozwoju. Staje się przez to jasne, że prawdziwe nawożenie z ożywionej i uduchowionej duszą przyrody ma i mieć musi wartość hodowlaną, wartość rozwojową dla roślin kulturowych.

Wskazane jest, by do kompostu obornikowego obok nawozu krowiego dodawać wszystkie pozostałe rodzaje obornika zwierząt utrzymywanych na gospodarstwie — owiec, kóz, koni, świń oraz drobiu. Każdy z tych gatunków zwierzęcych dokonuje, jako owoc swej działalności trawiennej, «kosmiczno-jakościowej analizy» (*kosmisch-qualitative Analyse*) paszy odpowiadającej jego istocie (zob. rozdz. «Das Rind – Kosmisch-qualitative Analyse und Ich-Anlage», s. 156 n.). Jej wynik odciska się niejako jako wzorzec kompozycji sił w oborniku. Gdy w pryzmie kompostowej spotykają się różne takie wzorce, powstaje nawóz uniwersalny, który — jak wyżej opisano — pobudza i przenika to, co owocne, w stadium wegetatywnego wzrostu, co jest szczególnie potrzebne na łąkach i pastwiskach, w intensywnej uprawie owoców i w warzywnictwie.

Nie ma powodu, by kompostować cały zebrany nawóz zwierzęcy. Jest to zbyt pracochłonne i powoduje straty podczas składowania sięgające 50% i więcej. Przydatność do użycia w uprawie roli zachodzi wtedy, gdy obornik utracił ostrość zapachu — lub w przypadku gnoju świńskiego — smród. Tak jest, gdy jak w oborniku stosowym i głębokościółkowym przeszedł on pierwszą i częściowo drugą fazę rozkładu. Dalszy przebieg rottowania dokonuje się wówczas w glebie, pod kierownictwem przede wszystkim dżdżownicy oraz życiowej i zmysłowej aktywności korzeni w powiązaniu z mikroorganizmami. Przy kompostowaniu zbyt wilgotnego obornika — będącego zazwyczaj następstwem zbyt małej ilości

309

ściółki (gnój świński) — dochodzi do powstawania mokrych jąder, które wymagają terminowego przerzucania.

Gnojówka

Gnojówka i obornik mają, ze względu na fizjologiczne procesy, z których wynikają, polarne jakości nawozowe. Jak wyjaśniono na przykładzie bydła (rozdz. «Das Rind», s. 146 i nast.), obornik pochodzi z układu trawiennego, w którym pobierany z zewnątrz, obcy organizmowi pokarm jest stopniowo rozkładany — przez akt przeżuwania, czynność żwacza, trawieńca, jelita cienkiego i grubego — i przeglądany podczas przejścia przez ściany śluzówki. Stamtąd zmineralizowane produkty trawienia, odarte już z obcości, przedostają się do żylnego krwiobiegu, a dalej do wątroby. Mocz natomiast jest wydalaniem z wnętrza ciała: trafia przez tętniczy krwiobieg do nerki, a stamtąd przez pęcherz do świata zewnętrznego. Nerka przesiewa własne substancje ciała i wydziela te, które stały się bezużyteczne, w formie płynnej jako mocz. Istotnym składnikiem moczu jest mocznik — produkt rozpadu przemiany białkowej. Przy tym związku azotowym tkwi jeszcze czynność duszy i ciała życiowego zwierząt. Wraz z moczem wynoszą na zewnątrz siły obu tych członów istoty — i to właśnie te siły nawożą. Inaczej w przypadku obornika krowiego: składa się on z niestrawionych resztek paszy, przeszytych wydzielinami śluzowymi narządów trawiennych i impregnowanych wynikiem «kosmiczno-jakościowej analizy» (por. rozdz. «Kosmisch-qualitative Analyse und Ichanlage», s. 156 i nast.). O ile nawożące siły gnojówki wypływają z działającej z przeszłości, księżycowej astralności bydła, o tyle w oborniku krowim dochodzą do nich te siły, które aktualnie promieniują ze Słońca. Są to siły, które bydło — przede wszystkim ze szczególnej zmysłowej relacji do paszy, w przebiegu «kosmiczno-jakościowej analizy», od przeżuwania przez cały trakt trawienny aż po odwrotnie oddziałującą funkcję rogów jako «zawiązku Ja» — wszczepia w nawóz.

Gnojówka przechowywana jest w zbiornikach lub otwartych pojemnikach nadziemnych; podlega fermentacji w warunkach w znacznej mierze beztlenowych. Dlatego zaleca się posiadanie co najmniej dwóch pojemników do naprzemiennego przechowywania, tak aby po napełnieniu pierwszego był wystarczający czas na dojrzewanie następcze. Uszlachetnianie gnojówki odbywa się na drodze mechanicznej — przez mieszanie i napowietrzanie — oraz na drodze biologicznej, względnie

biologiczno-dynamicznej, przez dodatki. To pierwsze sprzyja tlenowym procesom rozkładu i przebudowy, to drugie działa kierująco na cały przebieg procesu aż do dojrzałości. Sprawdzonymi dodatkami, które ponownie wiążą biologicznie amoniak powstający z rozpadu mocznika, są w małych ilościach uszlachetniony kompost obornikowy, a także siekana pokrzywa, trociny i wióry drzewne. Biologiczno-dynamiczne preparaty kompostowe (zob. rozdz. «Die Kompost- oder Düngerpräparate», s. 360 i nast.) zanurza się w gnojówce i gnojowicy w przepuszczalnych woreczkach, zawieszonych na pływaku. Aby uniknąć strat azotowych, w otwartych komorach fermentacyjnych mogą służyć również pływające kołdry ze słomy, pokrzyw itp. z rozsypanym fosforytami i mączką bazaltową.[284]

310

W dziś powszechnych bezściółkowych chlewniach i oborach dla świń i bydła powstaje gnojowica — płynny nawóz. Ta mieszanina wody, gnojówki i obornika fermentuje, jeśli nie jest dalej przetwarzana, w cuchnący, szybko działający nawóz. Mineralizacja substancji jest mocno zaawansowana. W rolnictwie biologiczno-dynamicznym zamiast gnojowicowania należy — w miarę możliwości — dążyć do sporządzania nawozu stałego. Z braku ściółki na terenach czysto użytkowanych jako łąki i pastwiska często nie ma innego wyjścia. Tym ważniejsze jest wówczas podjęcie wszelkich działań uszlachetniających gnojowicę, tak jak stosuje się je w przypadku gnojówki. Na ogół surowa gnojowica z masowych hodowli zwierząt wywożona jest na pola bez żadnego uszlachetnienia. Pomijając jej tak zwane zawartości składników pokarmowych, uchodzi za produkt odpadowy wymagający utylizacji — ze wszystkimi konsekwencjami: uciążliwości zapachowej, emisji tlenków azotu (podtlenek azotu, N₂O), obciążenia azotanami wód gruntowych, zamykania porów gleby przez substancje śluzowe, zubożenia flory i fauny glebowej oraz obniżenia wartości odżywczej paszy przede wszystkim przez niskocząsteczkowe związki białkowe. Wysoka ranga, jaką niegdyś cieszył się nawóz zwierzęcy, padła ofiarą myślenia w kategoriach składników pokarmowych. Przy starannym uszlachetnianiu — przede wszystkim za pomocą biologiczno-dynamicznych preparatów — i wystarczająco długim przechowywaniu można stopniowo uzyskać nawet z gnojowicy trwale działający nawóz, który wbudowuje się budująco w procesy glebowe.

311

Stosowanie nawozów zwierzęcych z własnego gospodarstwa

Nawożenie obornikiem jest dobrodziejstwem dla wszystkich upraw: świeży — dla psiankowatych, ziemniaków i pomidorów; częściowo rozłożony — dla okopowych i zbóż; zmineralizowany — dla wieloletnich upraw pastewnych polowych oraz dla łąk, pastwisk, ogrodnictwa i sadownictwa. Ze względu na trwale wysoką siłę nawożącą nie każda uprawa wymaga corocznego nawożenia; w ramach starannie skomponowanej płodozmianu wystarczy nawozić okopowe co trzy lata. Dla dobrego plonowania zapotrzebowanie okopowych pokrywa dawka ok. 300 dt/ha. Jeśli chodzi o całkowite zasoby nawozu w gospodarstwie, idealna jest roczna dawka jednej dużej jednostki przeliczeniowej (DJP) na ha (1 DJP odpowiada 500 kg masy ciała). W stadzie krów łącznie z odchowem można średnio przyjąć 1 DJP na sztukę. Jedna DJP bydlęca wytwarza, zależnie od ilości ściółki, od 80 do 100 dt obornika stałego. Wliczając nawozy pozostałych zwierząt hodowlanych, obsada jednej DJP na ha jest w mniejszych i średnich gospodarstwach osiągana, a niejednokrotnie nawet przekraczana; w przypadku wielkich gospodarstw z przeważającą uprawą roli liczba DJP na ha spada granicznie do 0,4–0,3. Obornik bydlęcy stanowi główną masę, do której w miarę możliwości domieszane są w mniejszych ilościach nawozy z pozostałego pogłowia zwierząt domowych. Nadwyżki nawozowe stosuje się w ramach płodozmianu pod wyeksploatowaną jarinę przed główną rośliną pastewną, w ilości ok. 100 dt.

Wywóz obornika stałego pod okopowe odbywa się z reguły w roku poprzedzającym, na ściernisko po przedplonie. Po lekkim przykryciu następuje uprawa międzyplonu, który dzięki oborninikowi wytwarza równie bogatą masę korzeniową, jak i zieloną, tworząc z niej wyrównane łoże siewne dla wiosennego siewu okopowych.

Dobrze dojrzała gnojówka, a w razie potrzeby także gnojowica, jest mile widzianym nawozem wówczas, gdy chodzi o pobudzenie ozimin do skoku rozwojowego wiosną. Wyziębienia i przerzedzone łany wskutek przemiennych mrozów wczesną wiosną można pobudzić do intensywniejszego krzewienia. Sprzyja temu mocznik. Ten związek azotowy, zmineralizowany w toku przemiany białkowej, otrzymuje swoją specyficzną skuteczność dzięki siłom astralnym, wywodzącym się z ciała dusznego zwierząt, które konfigurują skład substancjalny moczu, w który azot jest wbudowany. Kolejnym polem zastosowania jest nawożenie ścierniska w celu szybkiego rozwoju zielonawozowego międzyplonu. Na pastwisku

312

pomocne jest stosowanie gnojówki wczesną wiosną, ewentualnie przy wypasie zmiennym — po przegonie. Na łany w pełni wzrostu (zwłaszcza okopowe) należy unikać stosowania gnojówki i gnojowicy.

Skuteczność własnych nawozów zwierzęcych

Przy każdym z nawozów trzeba pytać o istotę — o duszewno-astralne potencjały sił, które poprzez ciało życiowe i fizyczne tak porządkują substancje i utrzymują je w ruchu, by mogły w odbiciu fizyczno-zmysłowym wejść w zjawisko i działać zgodnie ze swoją istotą. Poszczególnym rysomistotowym cechom dzikiej fauny i zwierząt domowych poświęcono rozdział «Die Seelenorganisation oder der Astralleib des landwirtschaftlichen Organismus» (s. 111 nn.), gdzie stwierdzono, że każdy gatunek zwierzęcy poprzez czynność swojego ciała wnosi niejako nawozowy wkład w całość przyrody. Przez działanie uduchowionego świata zwierzęcego powstaje pełna mądrości sieć powiązań, która nadaje przyrodzie sens w całej jej rozciągłości. Spośród roślinożernych ssaków to przeżuwacze mają czynność swoich organów tak zorganizowaną, że przygotowują nawóz zdolny w wyższym stopniu ożywiać i obdarzać duszą «organ-przeponę» — glebę. Ze zwykłego ilościowego składu substancji nie da się tego wywnioskować; jest to raczej kwestia jakościowego stosunku substancji do siebie nawzajem. Stosunek ten nosi pieczęć istoty krowy, owcy, kozy itd. Najwyższy stopień doskonałości osiąga bydło rogate. W rozdziale «Das Rind» (s. 146 nn.) podjęto próbę scharakteryzowania przebiegu trawienia przenikanego i przeżywiającego się przez swoją istotność, jak też zmysłowej czynności bydła i jego inteligencji w odniesieniu do przemiany materii. Kto stąd pragnie zrozumieć długotrwałe, uzdrowicielskie działanie nawozu wołowego na glebę i rośliny, temu może służyć pomocą następujące rozważanie. Roślina rośnie w osi Ziemia-Słońce. Korzeń dąży w głąb w kierunku środka Ziemi, źdźbło, łodyga lub pień wznosi się pionowo ku wysokości Słońca. Od tej pionowej osi liście i gałęzie rosną w dal i szerokość. Blaszka liściowa, rozwijająca się powierzchniowo w poziomie, bezpośrednio odbiera napływające działania Słońca i planet i przetwarza je w żywą substancję, wspierana przez wznoszący się w łodydze, wewnątrz kambium, «sok ziemi» (Xylem). Sok ten pośredniczy z jednej strony między dążącym ku poziomowi wzrostem a żywotnością próchnicy żywicielskiej i siłą kształtującą

313

humusu trwałego w połączeniu z wapnem — czyli siłami nawozu właściwymi kompostowi roślinnemu. Dotyczy to również rozgałęziającego się wszerz systemu korzeni włośnikowych. Inaczej rzecz się ma z korzeniem palowym, źdźbłem, łodygą i pniem. Ich pionowy impuls substancjalnie nie opiera się na humusie jako nawozie, lecz na krystalinie kwarcu, krzemianów i minerałów ilastych (por. rozdz. «Die Entstehung der Tonmineralien und ihre Neubildung», s. 209 nn.). Te minerały krzemionkowe pośredniczą w przekazywaniu napływających sił Słońca, planet i gwiazd stałych drogą pośrednią. Skupiają się one mocą działania iłów w «kosmiczny prąd wznoszący» w roślinach.[285] Ja człowieka, jego duchowe jestestwo, daje mu siłę wyprostowania; zwierzę jest zwierzęciem, ponieważ tej siły do pełnego wyprostowania nie posiada; ma jednak, jak w szczególny sposób bydło rogate, «Ja w zalążku». Roślina, mocno zakorzeniona w ziemi, kształtuje sobie w «kosmicznym prądzie wznoszącym» swoją pionową postać na wzór i odbicie swego nadzmysłowego duchowego jestestwa. Nawóz zwierzęcy może teraz — tak wolno przypuszczać — dzięki wplecionemu weń poprzez ciało astralne i eteryczne zwierzęcia «zalążkowi Ja» czynić jestestwo roślinne bardziej samodzielnym wobec uwikłania w miejscowo dane warunki wyżyn i głębin. Przez nawóz roślinnie jest przekazywany zalążek do indywidualizacji aż w zewnętrzne kształtowanie się formy, do silniejszego łączenia się z własną istotą z działaniami Ziemi i kosmosu. Tak ujmując rzecz, trzeba — jak już zaznaczono — ponad wszystko przyznać nawozowi wołowemu, w odniesieniu do życiowego związku gleby i roślin, zdolność «wychowawczą».

Nawozy zwierząt domowych (zwłaszcza przeżuwaczy) działają na substancjalne dzianie się i typowe kształtowanie formy rośliny. Wzmacniają one siły, poprzez które nadzmysłowe jestestwo rośliny wychodzi w zjawisko. Ujawnia się to w jej pionowym ukierunkowaniu w osi korzeń-pęd-kwiat, a tym samym w zmianach kształtu liści od nasady ku kwitnieniu.

Doświadczenie światło-cień

W wielowariantowym, wieloletnim doświadczeniu polowym zbadano działanie nawożenia kompostem ze stajni w porównaniu z zastosowaniem soli mineralnych, azotu, kwasu fosforowego, potasu (NPK) oraz z zabiegiem przy użyciu tak zwanego biologiczno-dynamicznego preparatu rogowo-krzemowego

314

(por. rozdz. «Das Hornkieselpräparat», s. 348 nast.) w pełnym nasłonecznieniu, w półcieniu i głębokim cieniu — na życie, pszenicy, owsie, ziemniakach, szpinaku i rzodkiewce. Program badań obejmował zjawiska morfologiczne, szereg parametrów analitycznych oraz oceny z zastosowaniem obrazotwórczej metodyki krystalizacji chlorku miedzi.[286]

Tu wyróżnić należy jedynie tę część doświadczenia, która dotyczy działania nawożenia obornikiem w porównaniu z zastosowaniem NPK.

Oceny na podstawie wyników morfologicznych

Doświadczenie potwierdziło doświadczenia praktyczne, znane uważnie obserwującemu rolnikowi od dawna — dotyczące wszechstronnie pozytywnego działania nawozu zwierzęcego w postaci kompostowanego obornika bydlęcego:

  • Korzeń odkrywa sobie większą przestrzeń glebową;
  • wykształca się zgodnie ze swoją gatunkową dyspozycją w ideotypowo doskonały sposób;
  • korzeń palowy (typ kosmiczny) — marchew, burak ćwikłowy, rzodkiewka, szpinak — wykazuje silny wzrost w głąb i jest bocznie obramowany drobnym systemem korzeniowym zwężającym się piramidowo ku dołowi (Rysunek 17).
  • U rzodkiewki owocniki wykazują tendencję do pogrubienia hypokotylu — do ukształtowania doskonałej kuli, od której korzeń wyraźnie się oddziela. Przy NPK to przejście było wykształcone bardziej rzepowato; korzeń palowy zanikał i rozgałęział się blisko powierzchni.
  • Również u typu korzenia z natury sferycznie wykształconego, silnie rozdrobnionego (irdischer Wurzeltyp — ziemski typ korzenia) — fasola karłowa, cebula, zboża — przy NPK zjawisko dezorientacji korzenia wobec gatunkowej dyspozycji ujawniało się wyraźniej.
  • Co do budowy źdźbła (długości międzywęźli) różnice były ledwo zauważalne, natomiast przy nawożeniu kompostem obornikiem stale rzucało się w oczy wydłużenie najwyższego, kłosonośnego członu źdźbła. Ten przypływ witalności zaznaczał się też u podstawy źdźbła wyższym stopniem krzewienia — czyli większą liczbą kłosonośnych źdźbeł na jedną roślinę.
  • Co do rozwoju liści: przy pełnym świetle dziennym wygląd liści zbliża się przestrzennie — w formie, barwie, ząbkowaniu, owłosieniu, budowie blaszki liściowej, spoistości kutikuli — do kseromorficznego ideotypu gatunku; tak samo czasowo, w następstwie liści od
315
Abbildung 17: Wurzelbilder von Spinat bei Mistkompostdüngung und NPK-Anwendung im Licht-Schatten-Versuch.
  • ... dużo płatowych, pierzastych, podstawowych — aż po małe, przybliżone do łodygi, zaostrzone w przejściu ku kwiatu. Ten silnie rytmicznie ukształtowany sposób przejawiania się jest w wariantach z kompostem obornikiem bardziej wyrazisty niż w wariantach z NPK (Rysunek 18, s. 316). U jednoliściennych zbóż ujawnia się ta sama tendencja. Przy nawożeniu kompostem obornikiem liście są węższe, o mocniejszej strukturze, silniej skrzemionkowane na brzegach i wierzchołkach. Rośliny NPK kontrastują z tym skłonnością ku hydromorphii — podobnie jak rośliny cieniste.
  • Podobnie jak u roślin jednoliściennych (jednoliściennych) znamienny jest ciąg międzywęźli od węzła do węzła — ku górze progresywnie wzrasta on w długości — tak u dwuliściennych roślin kwiatowych jest to...
316
Abbildung 18: Blattfolgen von Radies bei Mistkompostdüngung im Vergleich zu NPK im Licht-Schatten-Versuch.

metamorfoza liści.[287] Odwzorowuje ona przestrzennie dynamikę wzrostu przebiegającego w czasie.

  • Metamorfoza liści od liści podstawowych aż ku kwiatu jest przedstawiona na przykładzie rzodkiewki na Rysunku 18.
  • Formy podstawowe wykazują — zarówno w dolnej części pierzaste, w górnej zaokrąglone, słabo podzielone i ząbkowane blaszki liściowe. U liści następczych blaszka liściowa redukuje się coraz bardziej do swej górnej części. Jest ona wówczas silnie ząbkowana i coraz bardziej lancetowato zaostrzona. To polarne kształtowanie liści — u pierwotnych w zestawieniu z następczymi — jest najwyraźniej zaznaczone w pełnym świetle. Zanika ku
317

głębokiemu cieniowi, w którym liście następcze dłużej zachowują pokrój liści pierwotnych (słabsze ząbkowanie, bardziej zaokrąglona blaszka).

  • Ta sama różnica wynika przy porównaniu nawożenia kompostem obornikiem z NPK. Pierwsze zgadza się z wpływem światła; przy drugim przemiana liści jest podobnie zahamowana jak u roślin w cieniu.

Oceny na podstawie wyników analitycznych

Ocena oparta na ilościowych porównaniach składników materialnych jest możliwa jedynie w ograniczonym zakresie, jeśli nie uwzględnia się czynnika czasu. Co mówi duża ilość danej substancji, co mała? Punkt odniesienia dla oceny musi być poszukiwany w procesualnym zachodzeniu w roślinie, z ukierunkowaniem na pewien punkt końcowy. Tym punktem końcowym, z perspektywy wartości fizjologiczno-żywieniowej, jest dojrzałość. Ku niej wiodą — w nieustannej przemianie składników materialnych — procesy budowania; od niej oddalają procesy rozpadu. Dopiero śledzenie obu dostarcza kryteriów dla w miarę pewnego stwierdzenia jakości. Z analityki procesów budowania pojęcie «fizjologii dojrzewania» nabiera treści. Gdy procesy życiowe w dojrzałości dochodzą do spoczynku — aktywności enzymatyczne redukują się do minimum — osiągnięty zostaje optymalny stopień jakości i zagwarantowana naturalna zdolność przechowywania na pewien czas. Jeśli jednak enzymy pozostają aktywne w pełnej dojrzałości, owoc trwa fizjologicznie w stanie niedojrzałości i po krótkim czasie ulega rozpadowi; jego wartość odżywczą należy w związku z tym ocenić jako niższą.

W doświadczeniu świetlno-cieniowym ustalono za pomocą liczb stosunkowych dynamikę budowania substancji — od stadiów wstępnych sygnalizujących niedojrzałość ku takim, które charakteryzują stan pełnej dojrzałości. Okazało się przy tym, że u owoców nawożonych kompostem obornikiem stopień przemiany charakterystycznych dla pełnej dojrzałości kompozycji substancji wzrasta:

  • Tak względna zawartość kwasu askorbinowego, wynikająca ze stosunku dehydroaskorbinianu (stadium wstępne) do kwasu askorbinowego (witamina C);
  • tak wyższa zawartość disacharydów w stosunku do monosacharydów; te ostatnie są oznaką wciąż działającej asymilacji;
  • tak wyższa, względna zawartość białka; charakteryzuje ona stosunek białka ogólnego (białka surowego) do białka czystego, wysoko ustrukturyzowanego. Białko surowe, zawierające obok białka czystego niskocząsteczkowe związki białkowe aż po aminokwasy i sole azotowe, jak azotany,
318

wykazuje — szczególnie u liściastych warzyw o bujnym wzroście — częściowo skokowe wzrosty przy stosowaniu soli NPK.

  • Tak bardzo niskie aktywności enzymatyczne oksydującej dehydrazy i sacharazy rozkładającej cukier trzcinowy w plonie pszenicy, ziemniaków, warzyw. Przy stosowaniu NPK wzrastały one — podobnie jak u roślin w cieniu — skokowo do poziomu wskazującego na niedojrzałość.
  • Zbliżone wyniki na korzyść nawożenia kompostem obornikiem wykazały zawartości kwasu krzemowego i popiołu w słomie zbóż; w przypadku ziaren nie stwierdzono pod tym względem żadnych różnic zawartości.

Powszechna rutynowa analityka odnosi się z reguły do stwierdzania ilości — jak analizy pozostałości szkodliwych substancji, prowadzące do ustalania wątpliwych wartości granicznych, które raz po raz muszą być rewidowane — albo do tak zwanych składników wartościujących. Do interpretacji danych brakuje tu pojęciowego punktu odniesienia: takiego jak na przykład w przypadku doświadczenia świetlno-cieniowego porównanie w określonych warunkach, albo jak względny, fizjologiczny stan spoczynku dojrzałości, albo specyficzna kompozycja, w której dana substancja się pojawia i pełni określoną funkcję. Wiarygodne stwierdzenie jest możliwe dopiero wówczas — a nie obejdzie się bez ogromnego nakładu pracy — gdy dane analityczne dostarczają potwierdzenia dla pojęć, które zostały wypracowane w myślącym oglądaniu zjawisk życiowych.

Ocena metodą diagnostyki krystalicznej chlorku miedzi

W przeciwieństwie do analityki przyczynowej, która ogranicza się do badania części żywego układu, «wrażliwa krystalizacja chlorku miedzi» według Ehrenfriedta Pfeiffera[288] pozwala na drodze morfologiczno-diagnostycznej zdobyć sąd o «żywym organizmie rośliny» jako całości, która na poziomie nieorganicznym odwzorowuje się jako określony układ fizykochemiczny. Krystalizacja chlorku miedzi nadaje się zatem do tego,

319

by uzmysłowić organizację sił kształtujących rośliny w martwym odwzorowaniu. Zasada metody opiera się na zmianie tekstury krystalizujących igieł chlorku miedzi przy dodaniu różnych ekstraktów roślinnych jako współrozpuszczalników. Wskutek tego faktu przy krystalizacji na płaskich szklanych płytkach w komorach klimatycznych powstają swoiste dla danego dodatku i reprodukowalne struktury igłowe oraz kompleksy strukturalne (tekstura lub habitus), które można oceniać porównawczo.

Metoda Pfeiffera była rozwijana przez wielu eksperymentatorów, przede wszystkim w zakresie diagnostyki kryształów: na polu medycyny ludzkiej przez Selawry,[289] na polu środków spożywczych przez v. Hahna,[290] na polu roślin przez Krügera,[291] na polu jakości produktów roślinnych przez Enquist,[292] Pettersona[293] oraz w odniesieniu do aktualnego stanu przez Doesburga.[294]

Diagnostyka tekstury kryształów na obrazach chlorku miedzi opiera się na porównaniu obrazu kryształów świeżego ekstraktu z obrazami pochodzącymi z kolejnych stadiów starzenia się tego samego ekstraktu. U podstaw tego postępowania leży rozważanie, że szybkość, z jaką świeży sok rozkłada się (starzeje) w określonych warunkach, jest funkcją wartości tego ekstraktu świeżego soku. Stwierdza się, że starzejące się — to znaczy ulegające autolizie i mikrobiologicznemu rozkładowi — ekstrakty roślinne odciskają się w obrazie kryształów w postaci reprodukowalnych typów obrazów kryształów, tak zwanych stadiów starzenia, następujących po sobie w określonej kolejności (Rysunek 19, s. 320).

Różnią się one tym, że świeży ekstrakt roślinny wywołuje swoistą dla danej rośliny teksturę kryształów, natomiast ekstrakt ulegający rozkładowi — w coraz większym stopniu atypowe elementy teksturalne, które w wyniku końcowym upodabniają się do tych, jakie tworzy czysto krystalizujący chlorek miedzi. Z tego wynika jako miara

320
Abbildung 19: Kristallbilder einer Alterungsreihe von Kartoffeln im Licht-Schatten-Versuch (Var. 9).

oceny jakości szybkość, z jaką badana substancja — gdy zostaje wystawiona na działanie rozkładu — przechodzi przy krystalizacji przez kolejne stadia szeregu rozkładu. Szybki rozkład jest przy tym znamieniem niskiej jakości. To samo obowiązuje wówczas, gdy świeży ekstrakt próbki wykazuje już cechy obrazu starzenia szeregu referencyjnego.

W doświadczeniu świetlno-cieniowym doszedł jeszcze jeden punkt odniesienia dla oceny jakości: zróżnicowanie pełnego światła słonecznego, półcienia i głębokiego cienia. Pytanie brzmiało między innymi: Czy na tle polarności roślin wyrosłych w pełnym słońcu i w cieniu da się na podstawie obrazów krystalizacji jakościowo odróżnić działanie kompostu obornikowego i NPK? Każdy gatunek roślinny pozostawia w obrazie kryształów

321
Abbildung 20: Typische Kristalltexturen von Kartoffeln im Licht-Schatten-Versuch.

charakterystyczny odcisk swojej organizacji sił kształtujących. Gdy może się ona swobodnie rozwinąć — bez zakłócających wpływów — powstaje odpowiednio subtelnie rozczłonkowany, reprodukowalny obraz kryształów. We wszystkich badanych kulturach (żyto, pszenica, owies i kilka gatunków warzyw) wyniki krystalomorfologiczne wykazują w swej tendencji uderzającą zgodność. Różnice między nawożeniem kompostem obornikowym a stosowaniem NPK uwydatniają się w przybliżeniu tak wyraźnie jak różnice między światłem a cieniem.

Typowe tekstury kryształów na przykładzie ziemniaków w doświadczeniu światło-cień ilustruje Rysunek 20.

Jeśli chodzi o kompost obornikowy w porównaniu z NPK, «w świetle» należy porównywać odpowiednio warianty 9 i 12 oraz 10 i 11, a «w głębokim cieniu» — warianty 1 i 4 oraz 2 i 3. Pod oznaczeniem «W.Z.» podane są względne «liczby wartości krystalizacji». Abstrahują one wizualne porównanie. Według określonego klucza suma jednostkowych zjawisk teksturalnych kryształów ujmowana jest w jednej liczbie: optimum = 100, pessimum = 0. Wprawionemu oku sam obraz kryształów dostarcza tekstu do pojęciowej oczywistości.

We wszystkich badanych roślinach, tak też u ziemniaków (Rysunek 20), pod bezpośrednim nasłonecznieniem obraz kryształów zbliża się do odpowiedniego optimum tekstury. Każdy gatunek roślinny odciska obrazowo obraz kryształów właściwy swojej eterycznej organizacji. U «roślin świetlnych» wykazuje on dobrą koordynację poszczególnych elementów strukturalnych, płynne przejścia między pniami igłowymi a subtelnymi rozgałęzieniami oraz subtelne, wyraźnie zarysowane

322

igły. W głębokim cieniu zanika stopniowo swoista dla danego dodatku kolejność struktur igłowych na rzecz ogólnego ukierunkowania radialnego. Gałęzie igieł stają się szersze wskutek narastania drobnych rozgałęzień; wyrastają nieregularnie i w strefach spiętrzeń pni igłowych. Ten sam obraz wykazuje stadium 2 i — w nasileniu — stadium 3 szeregu starzenia wariantu 9 na Rysunku 19 (s. 320).

Typ obrazów kryształów na Rysunku 20 (s. 321) odpowiada przy nawożeniu kompostem obornikowym wariantom świetlnym, przy stosowaniu NPK — tendencyjnie wariantom cieniowym. U tych ostatnich szczególnie rzucają się w oczy następujące cechy teksturalne: tworzenie się wtórnych ognisk zarodkowania przy krystalizacji, rozgałęzienia w strefach spiętrzeń, szerokie, radialnie skierowane, nieuporządkowane, słabiej rozgałęzione pnie igłowe, nierówno długie, wachlarzowate drobne rozgałęzienia. Koordynacja struktur igłowych podlega w mniejszym stopniu jednolitej zasadzie kształtowania (por. War. 11). W większości przypadków liczby wartości krystalizacji «roślin świetlnych» pól NPK nie różnią się od tych u «roślin cieniowych» członów doświadczalnych nawożonych organicznie. Szczególnie uderzająca zgodność obrazów kryształów NPK wariantów świetlnych z tymi u cieniowanych członów doświadczalnych przemawia za istotnie obniżonym stopniem ożywienia, względnie wartością odżywczą (Rysunek 19, War. 2 i 11, s. 320).

Wszystko razem — stara wiedza chłopska, wszystkie doświadczenia praktyczne, doświadczenia trwałego nawożenia[295] oraz przywołane tu we fragmentach doświadczenie świetlno-cieniowe — wskazuje na jedyną w swoim rodzaju doniosłość nawożenia przez zwierzęta domowe, w szczególności przeżuwacze. Koronują one dzieło natury, udzielając trojakiego błogosławieństwa: swoim bytowaniem i swoim nawozem dają

  • środkowi między «wyżynami i głębinami» — «przeponie-glebie» — trwałą żyzność,
  • roślinom — ich wygląd bliski praobrazowi i substancjalnie ukształtowane tworzenie owoców,
  • za sprawą własnej bazy paszowej — sobie samym — budowę cielesności, która w nadmiarze — niczym ofiara — przynosi świadczenia najrozmaitszego rodzaju w służbie i dla dobra człowieka.
323

Poziom 3: Nawożenie z ducha człowieka

Wydaliny metaboliczne

W skałach objawia się żywioł «tego co stałe i ziemskie». Powstały one z praodwiecznych, metabolizmopodobnych procesów życiowych w rozwoju Ziemi — stały się «dziełem» utrwalonym w formach kryształów. Jedynie przez procesy wietrzenia, przez rozpad form krystalicznych, substancje te mogą zostać na powrót wyniesione w procesy ożywionej przyrody. Jako takie nie mają żadnej wartości nawozowej. Rośliny rozmnażają się nie tylko przez nasienie, lecz zarazem przez pozostałości «Ogólno-Roślinnego», które w glebie wyzwalają procesy metaboliczne. Minione życie przemienia się w «nasienie uniwersalne» — humus, który użyźnia życie przyszłe. Zwierzęta wreszcie nawożą z sił swojej ożywioności i obdarowania duszą. Na zewnątrz ujawnia się to w niemal nieskończonym bogactwie wariantów ich działań bytowych, wewnątrz zaś — w działaniu trawienia i przyrządzaniu nawozu ożywionego i obdarowanego duszą.

Z przytoczonej powyżej hierarchii stopni dałoby się bez trudu wyciągnąć wniosek, że wydaliny człowieka powodowałyby kolejny szczebel wzrostu siły nawozowej. Rzecz ma się jednak dokładnie odwrotnie! Jedno spojrzenie na układ członów istoty człowieka i wynikającą z niego czynność trawienia rozjaśnia tę kwestię. Czysto duchowo spoczywający jądro istoty człowieka prześwietla cielesne człony istoty i umacnia się w nich w organizacji Ja. Pracuje ono nad tymi członami istoty i przekształca je ku wyższym szczeblom ich rozwoju. Na tym polega dalszy rozwój człowieka — taki, który po wsze czasy chce być zdobyty przez niego samego. Najintensywniej pracuje duchowa dusza człowieka w obecnych czasach nad przekształceniem częściowo jeszcze z ciałem żywym związanego ciała astralnego w tak zwane «Jaźń Duchową», działającą wolną od ciała żywego.[296] Ta praca Ja nad członami istoty — a więc i ciałem życia, czyli eterycznym, i ciałem fizycznym — pochłania siły. Ja pobiera je za pośrednictwem organizacji Ja: dusznie — przez postrzeżenia za pośrednictwem zmysłów, cielesnie — przez pokarm. Substancje i siły Ziemi żywią ciało, aby duchowa dusza człowieka mogła w tym ciele, w rozwinięciu działań duszy

324

myślenia, czucia i woli — żyć i działać. W przypadku człowieka trawienie pokarmu stoi wyłącznie w jego służbie, nie zarazem w służbie Ziemi. Pobiera z przyjętego pokarmu wszystkie siły dla siebie samego. Jest on w porównaniu ze zwierzęciem i rośliną egoistą. To, co człowiek wydala za pośrednictwem procesu nerkow-pęcherzowego w postaci płynnej i za pośrednictwem trawienia jelitowego w postaci bardziej stałych substancji, jest pozbawione wszelkich sił odżywczych — jest martwym, bezdusznym i bezducho­wym żużlem. Jego substancje są doszczętnie «rozłożone» z życiowo-duszewnego kontekstu; jako N, P, K, Si, Ca itd. zostały zepchnięte z powrotem w stan czysto mineralny i jedynie jako takie mogą działać.

Tak więc wydaliny ludzkie — na przykład w postaci osadów ściekowych stosowanych jako nawóz — są nieodpowiednie do produkcji ludzkiej żywności. W ukierunkowanym zastosowaniu są one «antynawozem», porównywalnym z azotem syntetyzowanym z powietrza.

Z powodu materialistycznego sposobu patrzenia — substancja niezależnie od swojego pochodzenia jest jedną i tą samą substancją — skłonni jesteśmy wciąż na nowo szukać metod, dzięki którym «cenne składniki odżywcze» N, P, K ludzkich fekaliów można by jednak wykorzystać z pożytkiem dla uprawy roślin. Odeszło się od produkcji warzyw na tak zwanych «polach irygacyjnych» w pobliżu wielkich miast. Suszenie i kompostowanie osadów ściekowych praktykowane jest z powodzeniem. Produkt powinien być jednak stosowany wyłącznie poza rolnictwem — do celów renaturyzacji w budownictwie drogowym i krajobrazowym.

To, co człowiek pod rządami duchowej duszy pozostawia cieleśnie, jest przez nią wyczerpane z sił; nie daje on przyrodzie nic z powrotem. Gdzie więc duchowa działalność człowieka staje się nawozem? Jest to wolna od ciała żywego część jego istoty — duchowa dusza — która w myśleniu, czuciu i woli zwraca się ku rzeczom i istotom przyrody.

Działalność duchowa w pracy

Zwierzę rozszerza swoją istotę na życiowy okrąg, w którym jest czynne. W tej czynności przejawia się mądre życie instynktowne, które tworzy tkankę wzajemnych powiązań. W tym sensie pojęte — nawozi ono przez swe działanie w gospodarstwie przyrody. To, co się dzieje, podlega żelaznej konieczności. Dzięki budzącemu się samoświadomości człowiekowi wrodzona jest zdolność do wolności w działaniu. Może on się decydować na to lub tamto, na dobro lub zło, na prawdę lub kłamstwo.

To, co nad tym rozstrzyga, jest sumieniem, do którego wchodzą ostatecznie wszystkie myśli, uczucia i impulsy woli, i od którego wszystkie czyny otrzymują swoje szczególne moralno-etyczne piętno. W dawnym chłopstwie obowiązywało powiedzenie: «Der Tritt des Bauern düngt» («Krok chłopa nawozi»). Biegło się trzymając lejce za pługiem, albo jako siewca przez pole, albo w niedzielnym obchodzie przez pola. Jak prawdziwe było niegdyś to powiedzenie, tak prawdziwe jest w metamorfozie i dziś. Niegdyś z ludowego przeżywania była jeszcze bezpośrednio instynktywnym doświadczeniem to, co ziemia mówi kroczącemu po niej, co przemawia z nastrojów otoczenia, co gleba wdycha, a co wydycha. Wiedziało się wówczas, co jako następne logicznie czynić. Dziś pewność «czynienia w odpowiedniej chwili właściwego właściwie» musi być na nowo zdobyta z siły duszy świadomości. Krocząc po polu — powiedzmy po skończonej pracy, wypełnionym wieloma wrażeniami dnia — czuje się pewność wyłaniającą się z nieznanych głębin duszy, która nie pochodzi z myślenia związanego ze zmysłami. Z odczucia całości gospodarstwa i wszystkich jego aktualnych odniesień życiowych wie się nagle, co następnego dnia czynić — czy to kierując uwagę na obszary gospodarstwa, które wypadły z pola widzenia, czy też że ta lub inna uprawa pilnie wymaga zabiegu pielęgnacyjnego, jak zgrzeblenie albo oprysk preparatami. Nawiedzają intuicje, które z głucho przeczuwającej woli rozświetlają się ku świadomości. Wie się, że stoi w żywym duchowo strumieniu od wczoraj ku dziś i od dziś ku jutru. Wpuszczać idee myśląc tak w pracę, żeby chwytały one czując wolę w pracy — to otwiera drogę dla intuicji prowadzących do nowej sztuki nawożenia z ducha, do sztuki ożywiania materii, «das Feste, Erdige selber» («samego stałego, ziemistego»).[297]

325

Indywidualność rolnicza a preparaty biodynamiczne

Ze swoich badań duchoznawczych nad istotą substancji i sił oraz nad istotą nawożenia rozwinął Rudolf Steiner

326

pewien rodzaj technologii w obrębie tego, co żywe. Dał wskazówki do wytwarzania i stosowania biologiczno-dynamicznych preparatów nawozowych. Chodzi o dwa preparaty opryskowe, czyli polowe, oraz o sześć preparatów do gnojówki i kompostu. Wytwarzane są według określonych zasad — do których powrócimy później — najczęściej na samych gospodarstwach i stosowane w bardzo małych dawkach.[298] W kwestii praktyki wytwarzania i stosowania odsyła się do stosownej literatury.[299][300][301] Tu podjęta zostanie próba ukazania — przez połączenie wyników antropozoficznego badania duchowego, doświadczeń żywej praktyki i naukowo uchwytnych faktów — metodycznych dróg poznania i podstaw do oceny, pozwalających zrozumieć sposób nawożenia, który materialistycznemu światopoglądowi musi pozostać nieodmiennie niezrozumiały.

Tłem, które dopiero pozwala rozpoznać i przeżyć głębsze znaczenie korowodu biologiczno-dynamicznych preparatów, jest wszechogarniająca idea przewodnia «indywidualności rolniczej», jej cielesny organizm oraz powiązania idei, które konstytuują biologiczno-dynamiczne gospodarstwo jako w znacznej mierze zamkniętą w sobie całość. Jak z jednej strony praca z preparatami tworzy niejako od dołu, ze sfery woli, podstawę doświadczenia, tak z drugiej strony — budując na tym — praca poznawcza nad nadzmysłową rzeczywistością istotową jest koniecznym dopełnieniem od góry. Poznanie ducha i poznanie przyrody muszą we działaniu zlać się w jedno; dopiero w konkretnym obcowaniu wytwarzają one prawdziwe obrazy, przez które każdy szczegół wpisuje się w wyższe całość. To, co tak jako prawdziwy obraz ducha rozświetla się w duszy, przybiera w poszczególnych preparatach materialną zewnętrzną postać i trwa dalej w specyficznym działaniu sił w przyrodniczym powiązaniu.

W organizmie gospodarstwa rolnego ulegają indywidualizacji zarówno siły wyżyn, czyli siły uniwersalne, napływające z kręgu sfery gwiazd stałych, sfer planet i Słońca, jak i siły głębin, czyli siły centralne, wypromieniowujące z Ziemi.

327
Abbildung 21: Die Präparate als Mittler der Höhen- und Tiefenkräfte im Organismus der landwirtschaftlichen Individualität.

Ta indywiduacja dokonuje się w glebie — w wyrównującym środku wyżyn i głębin — w sensie pewnego rodzaju funkcji serca i płuc. Przejawia się w postaci rośliny: w pionowo ku górze strzelającym pędzie i w rosnącym ku głębi korzeniu palowym, a także w poziomo rozrastającej się sieci liści i drobnych korzeni. Na drodze indywiduacji każde miejsce na Ziemi rozwija się najpierw ku «organizmowi w naturalnym wzroście». Również w nim zakorzeniona jest trójność: biegun głowowy pod ziemią, biegun przemiany materii nad ziemią i wczłonowująca się między nimi gleba. Przez ideę i wolę — to znaczy przez wprawną rękę człowieka — ta indywiduacja posuwa się dalej ku kształtowaniu «indywidualności rolniczej». Człowiek, sam będący w stawaniu się, czyni ją stającą się. Ten cel — wszczepić zasadę rozwoju glebie, środkowi indywidualności rolniczej — będzie odtąd zadaniem rolnictwa. Środkiem do tego jest nawożenie, i to właśnie to, które ma swój początek w duchu człowieka. Chodzi o biologiczno-dynamiczne preparaty nawozowe jako niejako

328

«nośniki rozwoju w materii». Sprowadzają one siły góry i dołu ku sobie w przeponie-glebie, uduchowiają, oduszawiają i ożywiają tę rytmiczną środkę i troszą się o transsubstancjację fizyczno-mineralnego. Poza preparatem krzemowym, który w biegunie przemiany materii — przez powietrze i ciepło — w brzuchu organizmu rolniczego pobudza procesy życiowe, owocowania i dojrzewania roślin, preparat z nawozu w rogu i preparaty kompostowe rozwijają swoje działanie przez biegun głowowy oraz przez rytmiczną środkę. Wspierają i skupiają wszystkie te procesy glebowe, które pozwalają roślinie rosnąć z bieguna głowowego — zgodnie z przywołanym wcześniej «kosmicznym prądem wznoszącym» jako strumień soli, wody i sił — pionowo w głąb i w górę. Wyrośnięta postać jest obrazem tego działania sił (Rysunek 21, s. 327).

Biologiczno-dynamiczne preparaty są wynalazkami ludzkiego ducha, skuteczną dzielnością, która ma swój początek w badaniu świata istotowo-nadzmysłowego. Są uchwytne jedynie duchowo-nadzmysłowo, to znaczy na drodze, na której duch-dusza człowieka przez długie i surowe szkolenie zdolną czyni się do poznania wolnego od ciała. Wolne od ciała oznacza, że poznający nie potrzebuje już zmysłów ciała, by mieć myśli, lecz świat istot odwzorowuje się na pierwszym wyższym stopniu poznania sam w sobie w obrazach myślowych: w Imaginacjach. Są one odwzorowaniami życiotwórczej rzeczywistości ducha, podczas gdy myśli związane ze zmysłami i rozumem opierają się na świecie zjawisk; w tym przypadku zewnętrzna forma jest fenomenem. W wolnej od ciała kontemplacji badacz duchowy rozpoznaje duchowo-istotowe, które w ziemskim bycie tworzy te formy. Rozpoznaje, jak formy te — stanowiące nasz świat zjawiskowy — są zamarłymi punktami końcowymi rozwoju z ducha, poprzedzającego je przez długie czasy. W każdym zjawisku formowym w przyrodniczym powiązaniu — na przykład w róży, lilii czy krysztale — dostrzega «osiągnięcie ewolucji», dzieło sztuki zamarłe w formę. Widzi koniec, lecz znając jego początek. I tak przed badaczem duchowym staje pytanie: czy kryje koniec, dzieło stworzenia, zarodek ku nowemu wszechogarniającemu stawaniu się? Czy to ukryte osiągnięcie ewolucji może, tak — musi zostać rozpoznane i przez ducha, serce i rękę człowieka uświadamiającego sobie swoje przyszłe zadania uchwycone i ku rozwinięciu przywiedzio­ne? Czy nie leży w tym zarodku szukana iskra zapalająca ku nowej sztuce uprawy ziemi? I czy nie są treści idei «Kursu rolniczego» — a tu duchoznawczo-artystyczny zamach wynalezienia

329

biologiczno-dynamicznych preparatów — odpowiedzią na powyższe pytanie? Rudolf Steiner zbadał w wolnym od ciała poznaniu istoty to, co zarodkowe, ukryte w świecie mineralnym, roślinnym i zwierzęcym, i stworzył na podstawie tych poznań zasadę metodyczną, przez którą osiągnięcia ewolucji w polu napięcia między kosmosem a Ziemią mogą zostać postawione w nowe relacje. Owoce z linii ewolucji przeszłości wchodzą przez rękę człowieka w relacje zupełnie nowego rodzaju, które inaugurują nowe stawanie się, przeobrażające to, co się stało. Ten proces przeobrażenia jest dla każdego z preparatów inny; zasada metodyczna leżąca u podstaw wytwarzania preparatów jest jednak w swojej istocie we wszystkich taka sama lub podobna; jest to temat z wariacjami. By dojść do głębszego rozumienia tego tematu, muszą zostać przebyte trzy drogi badania.

Droga badań nauk humanistycznych

Tak jak nauki przyrodnicze mają za przedmiot zmysłowe zjawiska, tak duchoznawstwo — objawienia duchowego świata istot. Wyniki tego ostatniego przedstawiają się myślącemu świadomości w formach idei. Ukazują się przyobleczone w określone, idei odpowiednie słowne sformułowanie. To właśnie jest zjawiskiem. Im dokładniej i bezstronniej studiuje się to sformułowanie, tym jaśniej rozświetla się w myśleniu duchowa treść idei. Pierwszym więc krokiem ku rozumieniu wyników geisteswissenschaftlichen badań duchoznawczych w ośmiu wykładach «Kursu rolniczego» jest studium dokładnego brzmienia tekstu. W pobieżnym czytaniu łatwo pobłądzić i znaleźć zamiast orła jedynie pojedyncze pióra. W kursie rozpatrywane są, z zakresu antropozoficznej nauki duchowej, wobec słuchaczy szczególnie obeznanych z rolnictwem, najwyższe, przenikające królestwa przyrody, poznania duchowe w powiązaniu z konkretną praktyką rolniczą. Gdy w studium tekstu zabiega się o możliwie największą bezstronność, wówczas sformułowanie, w którym wyniki nadzmysłowe opisane są tak a nie inaczej, jest równie danym faktem jak każde zjawisko zmysłowe.

Przedstawienia Rudolfa Steinera dotyczące preparatów wskazują na relacje, które po części są naturalnie dane (jak np. u roślin leczniczych związek określonych substancji ziemskich z ich działaniami leczniczymi), po części zaś na relacje, które dopiero przez ducha i rękę

330

człowieka zostają pierwotnie stworzone (np. ustanowienie relacji między substancjami roślinnymi a organami-osłonami z królestwa zwierzęcego).

Tu dokonuje się drugi krok badawczy: trzeba samemu doprowadzić do doświadczenia ustanowiony przez siebie związek relacyjny, to znaczy trzeba go samemu spełnić. W działaniu staje się samemu częścią tego, co się dzieje. By ten drugi krok jeszcze jaśniej oświetlić, warto — niejako jako przerzucenie mostu — rozszerzyć studium na inne obszary duchoznawstwa, zupełnie centralnie na podstawowe pisma Rudolfa Steinera[302] [303][304] oraz na cykle wykładów z zakresu pedagogiki, medycyny, nauk przyrodniczych, sztuki, kwestii społecznej itd. Jakkolwiek tematy te zdają się leżeć z dala od rolnictwa, to przy gruntownym studium poszerzają, wspierają i pogłębiają w niespodziewany sposób rozumienie treści «Kursu rolniczego».

Jako trzeci krok samodzielnego badawczego pogłębiania dołącza się medytacyjne ćwiczenie. Trzeba próbować myśląco uwewnętrznić treści «Kursu rolniczego» i mieć je stale obecne w całej pracy, pozwalając im stawać się żywą substancją duszy świadomości. Ta substancja idei ma moc bezpośredniego impulsowania do pracy. Jej prawdziwa istota odsłania się dopiero w spełnieniu i w jego następstwach. Preparaty biologiczno-dynamiczne otrzymują swoje znaczenie dopiero w bezwarunkowym działaniu. Albowiem dopiero w działaniu stają się istotowo-rzeczywiste. Nie są jeszcze takie w formie idei — ta bowiem wypełnia się — jakby z przyszłości — dopiero istotą, gdy staje się wolnym czynem. Droga tam otwiera widok na wyższe stopnie poznania Imaginacji, Inspiracji i Intuicji, których zdobycie stoi przed ludzkością jako cel przyszłości. Badacz duchowy tą drogą poszedł naprzód. My stoimy skromnie na początku. Na podstawie jednak wyników duchoznawstwa możemy z siły duszy świadomości wywalczyć duchową pewność, że jesteśmy na właściwej drodze. Na tej drodze ćwiczymy nową sztukę, która «przemienia wnętrze przyrody».[305]

331

Przyrodniczo-goetheanistyczna droga badań

Środki do sporządzenia preparatów pobierane są z królestwa mineralnego, roślinnego i zwierzęcego i poddawane oddziaływaniu stanów fizycznych świata — żywiołów ziemi, wody, powietrza i ciepła — oraz działających w tych żywiołach rytmów pór roku. Antropozoficzne badanie duchowe kieruje więc wzrok na *co* i *jak* świata zmysłowego: na *co* — na przykład określone rośliny lecznicze i zwierzęce osłony organowe; na *jak* — na przykład wystawianie na siły lata ponad ziemią, w powietrzu i cieple, oraz na siły zimy pod ziemią, w sferze tego, co wodisto-ziemiste. W ten sposób, pod kątem widzenia badania duchowego, zmysłowo-uchwytna przyroda sama staje się w najszerszym zakresie przedmiotem przyrodoznawczych pytań badawczych — na przykład: jaką wskazówkę daje mniszek lekarski (*Taraxacum officinale*) pod względem morfologicznym i fizjologicznym co do swojego związku z potasem gleby i z kwasem krzemowym w najdrobniejszym rozproszeniu w otoczeniu Ziemi; i jakie właściwości oraz funkcje otrzewnej bydlęcej sprawiają, że właśnie ten organ wydaje się odpowiedni do owijania kwiatów mniszka w toku preparacji. Rozumie się samo przez się, że omawiany tu przyrodoznawczy kierunek badań nie może być podejściem kwantyfikującym, lecz takim, które na podstawie postrzegania zmysłowo-uchwytnych faktów tworzy pojęcia mogące — w zwykłym poznaniu — stanowić oparcie dla rozumienia nadzmysłowego oglądu.

Przyrodoznawcza droga badań wyostrza spojrzenie na poszczególne zjawisko zmysłowe i szuka powiązania z tą całością, na którą nauka duchowa wskazuje jako na wynik swoich badań. Goetheanistyczna nauka o przyrodzie i antropozoficzna nauka duchowa wchodzą w dialog wzajemnego oświetlania.

W odpowiedziach na pytania podczas wykładu na Technische Hochschule w Stuttgarcie 17 czerwca 1920 roku Rudolf Steiner mówi: «Deshalb ist dasjenige, was Geisteswissenschaft im Grunde genommen sein will, nichts anderes als Phänomenologie; aber Phänomenologie, welche nicht dabei stehen bleibt, die einzelnen Phänomene zu betrachten, sondern zu lesen im Zusammenhang der Phänomene. […] Aber man versteht dann auch, wenn jemand so die Phänomenologie auffasst wie Goethe – und Geisteswissenschaft ist nur fortgeschrittener Goetheanismus.» (Dlatego to, czym nauka duchowa chce być w gruncie rzeczy, nie jest niczym innym jak fenomenologią — ale fenomenologią, która nie poprzestaje na rozpatrywaniu poszczególnych fenomenów, lecz czyta w ich wzajemnym powiązaniu. […] Rozumie się wtedy również, gdy ktoś ujmuje fenomenologię tak jak Goethe — a nauka duchowa jest tylko bardziej zaawansowanym goetheanizmem.)[306]

332

Droga badań przez doświadczenie woli

Na obu wspomnianych drogach badań zaczyna się wyobrażać sobie — obrazowo — powiązanie każdego z preparatów. Pełnię doświadczenia ów związek idei osiąga jednak dopiero wtedy, gdy pozwala się mu stać czynem w ćwiczącej powtarzalności. W doświadczaniu rzeczywistościotwórczej mocy idei — w procesie wytwarzania preparatów — otwierają się coraz głębsze warstwy rozumienia. Przeżywamy siebie samych — jak artysta — jako pośrednika, który wczepia w materię coś, co jako owoc badania duchowego budzi się w odczuwaniu duszy. Treść duchowa idei, rozjaśniająca się coraz bardziej we własnym wnętrzu, jest gwarancją, że wynikające z niej działanie nie jest czczym aktem woli. Albowiem czyn w procesie wytwarzania preparatów stwarza relacje między obiektami przyrodniczymi — np. między kwiatami mniszka lekarskiego a otaczającą je otrzewną bydlęcą — które nie są wynikiem działającego prawa przyrody. Nie ma tego w przyrodzie, w żadnej tkwiącej w niej sile (woli), lecz tkwi to w poznaniu ducha, które przez wolę człowieka wczepia się jako sprawcze agens w bieg przyrody.

Tak oto w pracy z preparatami wola niesiona ideą staje się pra-gruntem doświadczenia; stwarza się samemu sobie fenomeny, które początkowo albo w znacznej mierze pozostają nieświadome, albo wyłaniają się z głębszych podstaw duszy jako uczucia, nastroje — w myślące świadomość. Na te właśnie należy kierować uwagę przy każdym kroku preparacji albo przy stosowaniu preparatów. Spojrzenie — widziane od strony badającego — przebiega przy tym w dwóch kierunkach: jeden wiedzie z zewnątrz do wewnątrz, drugi z wewnątrz na zewnątrz.

W przypadku kierunku spojrzenia z zewnątrz do wewnątrz zanurzamy się w aktywności woli, czyli w pracy, w duchową rzeczywistość świata. To, co się przy tym dokonuje w środku, pozostaje w znacznej mierze nieświadome — na przykład wtedy, gdy w przypadku wytwarzania preparatu z krwawnika upychamy kwiaty krwawnika w pęcherz jelenia. Nie robilibyśmy tego wcale, gdyby wola nie była impulsowana przez ducha, który ożywia ową ideę, do której rozumienia przybliżyliśmy się na obu wspomnianych drogach badań. Tak oto w czynie — przeżywanym początkowo jedynie jako zewnętrzny przebieg — sprawdza się treść idei rozświetlająca się w myślącej świadomości. Sprawdza się jako wewnętrzny przebieg w obliczu ukrytej duchowej rzeczywistości, w której owa treść idei w czynie stwarza twórczo nową relację. Ta droga z zewnątrz do wewnątrz jest drogą ćwiczenia, to znaczy corocznie ponawianego

333

czynu. Na tej świadomie wybranej drodze ćwiczenia nie dochodzi się jednak do abstrakcyjnego poznania, które dałoby się ująć jak prawo przyrody. To, co z takiego wysiłku poznawczego może wynikać, to postępujące pogłębienie usposobienia duchowego. Staje się ono obiektywnym duchowym gruntem, w którym może kształtować się osobisty stosunek — na przykład do poszczególnych kroków preparacji. Ujęta początkowo w myśleniu idea geisteswissenschaftlich przemienia wolę od wewnątrz w siłę oddania, miłości, która czyni tę pracę wolnym czynem.

Kierunek spojrzenia z wewnątrz na zewnątrz kieruje uwagę ku temu powiązaniu z przyrodą, w które wchodzimy z ideami badania duchowego podczas wytwarzania i stosowania preparatów. Dokonujemy tam przemiany we własnym wnętrzu — w sensie pogłębienia rozumienia — a zarazem przemiany «Inneren der Natur» («wnętrza przyrody»).[307] Obie przemiany pozostają w rzeczywistości duchowej we wzajemnej relacji — przez wolę kierowaną ideami, to znaczy przez pomost pracy. Każdy krok preparacji można zatem towarzyszyć pytaniem, jaki proces przemiany się dokonuje; np. w przypadku preparatu z rumianku, gdy kwiaty rumianku, otulone jelitem cienkim bydlęcym, zostają zakopane w ziemi na zimę. W procesie wytwarzania wszystkich preparatów dokonują się kroki przemiany prowadzące do nowych twórczych substancji o nowych właściwościach. Każda z tych nowych kompozycji substancjalnych posiada potencjał właściwości, który jako działanie nawozowe wywołuje swoiste przemiany w tym, co żywe. Kierunek naszej badawczej uwagi wobec tych działań nawozowych wskazuje sam Rudolf Steiner. Wskazuje on, że jako działanie preparatów dokonują się w tym, co żywe, określone przemiany substancjalne, i charakteryzuje ich wpływ na glebę i rośliny jako na przykład «belebend», «gesundend», «durchvernünftigend», «empfindsammachend» («ożywiające», «uzdrawiające», «przepajające rozumem», «czyniące wrażliwymi»).[308]

Te tak określone jakości — owoce nawożących twórczych substancji wyłonionych z badania duchowego na poziomie tego, co żywe i duszewne — mogą stopniowo stawać się wewnętrznym doświadczeniem, jeśli ktoś przez pra-grunt doświadczenia czynu próbuje czująco podążać siłom przemiany w wnętrze przyrody.

334

Wytwarzanie, stosowanie i skuteczność preparatów w cyklu rocznym

Wymienione wyżej drogi badań otwierają trzy poziomy doświadczenia rzeczywistości w pracy z preparatami. Warunkują się one wzajemnie. Z żadnego z nich nie można zrezygnować w poważnym dążeniu do rozumienia. W ciągu roku istnieją dwa punkty kulminacyjne, w których można to szczególnie podnosić do świadomości, nadając temu świąteczny charakter. Są to w czasie wiosny dni po Wielkanocy, a jesienią — dni około Dni Świętego Michała. W obu tych porach wyjmuje się z ziemi określone preparaty i starannie je przechowuje, inne zaś się przygotowuje i wystawia na działanie sił lata — ponad ziemią lub pod nią — oraz sił zimy pod ziemią, działających w rytmach rocznych. W niektórych miejscach podejmuje się starania, by obydwa te zdarzenia kształtować jako wyróżnione dni świąteczne w biegu roku — przede wszystkim dzień Świętego Michała 29 września, w którym nie tylko wszyscy pracujący w gospodarstwie ludzie mogą brać udział, lecz także zainteresowani goście z otoczenia społecznego. W duchu trzech dróg badań taki dzień można ukształtować tak, że najpierw czyta się z Kursu rolniczego fragmenty odnoszące się do właśnie wyrabianych preparatów; następnie może nastąpić rozważanie, które usiłuje scharakteryzować swoiste właściwości tej lub innej rośliny preparatowej albo zwierzęcej osłony organowej; wreszcie dalszy tok dnia poświęcony jest samej czynności wyrabiania, obserwacjom i doświadczeniom, jakie przy tym można poczynić.

Wszystkie starania powinny być skierowane na to, by świątecznego charakteru nie zapewniać przede wszystkim przez «zewnętrzne dodatki», lecz pozwolić wyrastać właściwemu nastrojowi z powagi rozważań i z pogody wspólnej pracy. Jeśli to się udaje, w takie dni łatwo zauważyć, że pracy z preparatami — zarówno indywidualnie, jak i we wspólnocie — właściwy jest pierwiastek wolnego twórczości.

Między tymi dwoma punktami kulminacyjnymi w biegu roku poszczególne kroki wyrabiania preparatów tworzą przez znaczną część roku wyróżnione godziny w toku pracy w gospodarstwie: wiosną i latem — zbieranie roślin preparatowych, wiosną i jesienią — pozyskiwanie zwierzęcych osłon organowych, zimą i wczesną wiosną — wyrabianie mączki krzemionkowej. Wzmocnieniem świadomego współprzeżywania biegu roku jest, by poszczególne kroki wciąż mieć w pamięci

335

z perspektywy całości przebiegu wyrabiania wszystkich preparatów, dokonywać rzeczy w odpowiednim czasie i pozostawać wewnętrznie zwróconym ku temu, co się dzieje, również wtedy, gdy preparaty — wystawione na siły ziemi i kosmosu — spoczywają w ziemi lub nad nią. Do tego codzienna logika pracy nie daje żadnego powodu. Trzeba to sobie samemu zdobyć — albo chcieć tego razem.

Kiedy w procesie wytwarzania preparatów wyjmujemy coś z przyrody, to przez ich zastosowanie dodajemy jej coś nowego. Niby tkaniną «zindywidualizowanych działań» przenikamy przez stosowanie preparatów przestrzennie rozczłonkowany, w rytmach czasowych żyjący i z roku na rok postępujący organizm rolniczy. Warto sobie uzmysłowić, jak w obrębie tego organizmu każda kultura — stosownie do gatunku i czasu wzrostu (a więc rośliny polowe w uprawie rolnej i warzywniczej, łąki i pastwiska, drzewa owocowe) — korzysta z działań preparatów: czy to preparatów polowych od siewu do dojrzałości, czy to innych preparatów, które przez kompost lub nawóz dostrajają żyzność gleby do właściwego dla roślin stosunku kosmosu i ziemi. Przeżywamy bezpośrednio, jak każde działanie aplikacyjne jest wprawdzie punktowo skierowane na to konkretne pole lub tę konkretną kulturę, lecz jak stąd promieniuje na całość organizmu gospodarstwa. Każda roślina, każda kultura otwiera się na kosmiczno-ziemskie otoczenie i sama staje się — aż w swej konfiguracji substancjalnej — jego obrazem.

We współprzeżywaniu możemy spostrzec, jak rolnictwo dopiero przez tę tkaninę działań i jej skutki zamyka się w całość organizmu — i tym bardziej, im bardziej gospodarcze wnętrze różnicuje się w wielość wzajemnie powiązanych funkcji organowych. Możemy sobie zbudować obraz tego, jak przestrzenne sąsiedztwo roślin polowych splata się ze sobą w tak samo żywych relacjach, jak ich następstwo w płodozmianie.

Patrząc na całościowy zakres działania preparatów w biegu roku, możemy zauważyć, jak idee zaczerpnięte z badania duchowego — żyjące dotąd jedynie w nas — przez naszą pracę stają się czynne na zewnątrz, w przyrodniczym powiązaniu gospodarstwa, i podnoszą je do tego, co Rudolf Steiner nazywa «eine wirklich in sich geschlossene Individualität» («prawdziwie zamkniętą w sobie indywidualnością»).[309]

336

Podstawowe aspekty metodyki wytwarzania i stosowania preparatów

Wprowadzając temat preparatów nawozowych, Rudolf Steiner wskazuje na fakt, że rolnictwo z konieczności uprawia «Raubbau» (rabunek gleby). Wraz ze strumieniem towarów opuszczających gospodarstwo uboższa biegun głowowy i biegun przemiany materii rolniczej indywidualności w substancje i siły.[310] Zadaniem nawożenia jest tu przede wszystkim stworzenie wyrównania. W odniesieniu do substancji i sił dokonują tego nawozy pierwszego stopnia z ożywionej przyrody roślin i drugiego stopnia z uduchowionej duszą przyrody zwierząt. Dla tych substancji i sił, które ożywiają ziemię w wyższym sensie i których człowiek potrzebuje jako pokarmu w toku swojego duchowo-duszewnego rozwoju, muszą stać się czynne siły z kosmosu — a ziemia musi najpierw zostać uczyniona na nie podatną. Do tego potrzeba nowych kompozycji substancji, których nie ma w przyrodzie, zdolnych ożywić martwe bycie materii i na powrót otworzyć ją na jej duchowe źródło. «Materia» — tak głosi wynik badania duchowego Rudolfa Steinera — «jest zbudowana w tym sensie, w jakim Chrystus stopniowo ją urządził».[311] Ten ściśle zgodny z prawami układ substancji zastajemy jako owoc ewolucji. W naukach przyrodniczych jest on przede wszystkim przedmiotem chemii. Trzeci stopień nawożenia polega zatem na tworzeniu kompozycji substancji i sił, które z dokonanego dzieła królestw przyrody wychwytują określone owoce ewolucji i wprowadzają je w nowe wzajemne relacje. Do tego wskazuje drogę antropozoficzna nauka duchowa — drogę, na której w wolności człowieka leży nawiązanie do ewolucyjnego działania Chrystusa. W tym można widzieć sens i znaczenie preparatów biologiczno-dynamicznych. Metodyczny szkielet ich sposobu wytwarzania wywodzi się z trójczłonowości człowieka według ciała, duszy i ducha, a także — wpatrując się w przyrodę — z «Tria Principia» Paracelsusa, z Sal, Merkuriusza i Siarki, ze sposobu oglądu średniowiecznych alchemików nawiązującego do dawnej wiedzy misteriów. Ta trójność w jedności pojawia się w nowożytności u różokrzyżowców, filozoficznie u Hegla jako «teza, antyteza i synteza» oraz w przyrodoznawstwie Goethego

337

w zasadzie «polarności, metamorfozy i wznoszenia». Trójność w jedności, czyli trójczłonowość, jest immanentna wszelkiemu bytowi — w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, czyli trynitarnie wyrażając: w «Ojcu, Synu i Duchu Świętym».

Myślenie w kategoriach polarności jest kluczem do rozumienia ewolucji. Konstytuuje ono wręcz sposób, w jaki Goethe obserwował przyrodę; wzorcowo wykłada go w swojej «Metamorfosis roślin».[312] Jako człowiek oka Goethe opierał swe badania na tym, co z rośliny jest widzialne jako nadziemna postać — jej część podziemna, korzeń, pozostawała poza zasięgiem wzroku. Gdy włączymy i ją — trzeba w akcie abstrakcji uczynić niewidzialne widzialnym, odsłaniając korzeń z ziemi — staje się uchwytna naocznie polarność korzenia i kwiatu. Prajedność rośliny rozszczepia się w tym, co ziemskie, na dwa bieguny. To, co łączy je merkurialnie, to dźwigana ku górze wraz z łodygą następstwo liści. Liść naocznia środek między biegunami. W wznoszeniu tej trójności postać rośliny jawi się jako całość, która w kwiecie najczyściej staje się obrazem swej istoty.

Trójność jest w zarodku nasienia zarysowana delikatnie i jako przynależna sobie wzajemnie. Wychodząc od środka, od pączka zarodkowego, różnicuje się i wyodrębnia korzeń ku dołowi, pęd ku górze. Wszędzie w dziele stworzenia przyrody znajdziemy środek między dwoma biegunami — determinowany jednak w swych merkurialnych funkcjach. W trójności korzenia, kwiatu i środkotwórczego liścia roślina jest dziełem doskonałym. To samo dotyczy tego, co w człowieku jest przyrodą — jego ciała i jego organów. Organ skóry na przykład, który dzieli się na unerwioną, zmysłowo czynną naskórkę (Epidermis), przetykaną krwią skórę właściwą (Corium) i czynną w przemianie materii tkankę podskórną (Subcutis). To samo odnosi się do organizmu rolniczego: zmysłowa funkcja skał w głębinach, aktywność trawienia wiatru i pogody w wyżynach oraz — jako człon środka — gleba.

Inaczej staje się dla człowieka, gdy zaczyna w wolnym samostanowieniu przejmować panowanie nad duszą. Wtedy uczy się, jak wyraża to Goethe, «belehren seine Organe» («pouczać swoje organy»).[313] Uczy się wychowywać swą duszę — rytmicznie pośredniczącą między duchem a ciałem — do coraz wyższych stopni

338

samodzielności. W takiej mierze, w jakiej do tego dąży — a jest do tego przeznaczony — wychodzi krok za krokiem ze swego związania z ciałem, a zarazem ze zmysłowego związania z przyrodniczym bytem. Wznosi się ponad przyrodę, a zarazem w niej się zakorzeniony. Czyż nie musi czuć się wezwany, by ofiarować naturalnemu bytowi ziemi coś, czego ta nie może mieć z siebie samej, czego musiałaby się na zawsze wyrzec? Owszem, wszelkiego rodzaju zwrócenie się niesione miłością jest tu potrzebne. Lecz czy może ono ograniczyć się jedynie do gołej ochrony, do zachowania tego, co istnieje — czy też ziemi, która stała się dziełem, i wraz z nią kosmosowi musi zostać wszczepiona nowa zasada ewolucji, w sensie «stworzenia z niczego», którego nie powoduje żadna zewnętrzna konieczność, lecz które jako wolny czyn wyrasta z duchowo-duszewnego jestestwa człowieka?[314] Odpowiadając na to pytanie — tak można przypuszczać — Rudolf Steiner z poznania strumienia czasów z przyszłości ukształtował preparaty biologiczno-dynamiczne, niejako jako «nawóz» dla strumienia czasów z przeszłości, który stał się dziełem sztuki stworzenia. Może to wydawać się pomyślane zbyt wielce. Lecz kto w poznaniu serca pielęgnuje praktyczny obcowanie z preparatami, może w głębszym odczuciu zdobyć pewność osądu, że ich stosowanie wyznacza pierwszy z możliwych początków w zarysowanym kierunku. Ich sposób wytwarzania podąża ściśle za zasadą trójności — lecz w nowy sposób; nie artykułuje się stosownie do danej prajedności, lecz buduje się z wytworów minionych linii ewolucji. Te wytwory — to, co fizyczno-mineralne (kiesel) ziemi, to, co ożywione z królestwa roślin (kwiaty) i to, co uduchowione duszą z królestwa zwierząt (organy) — tworzą bieguny polarności, która nie jest dana przez przyrodę. To, co odnosi te końcowe wytwory ewolucji do siebie nawzajem, a tym samym daje powstać nowej polarności, i co wznosi ją do syntezy nowej trójności — to prowadzona ideą wola człowieka. Idea i wola są kształtodawcami nowego środka (zob. Ryciny 23, 24, 25), nowych kompozycji substancji będących nośnikami sił fizycznych, eteryczno-żywotnych, astraliczno-duszewnych i duchowych. Na drodze badania duchowego złożono w serca i ręce ludzi dobro mądrości, idee, które w przemianie mogą kontynuować — jako wolny czyn — «dzieło» układu substancji przez «Chrystusa». Nowe układy substancji w preparatach są wynalazkami badania duchowego z nadzielelementy przyrody, jak synteza amoniaku jest wynikiem badania

339

przyrody anorganiczno-fizycznej, a technologia atomowa — przyrody podprzyrody. W pierwszym przypadku chodzi o podniesione do rangi sztuki posługiwanie się kompozycjami substancji ze sfery życia, duszewności i ducha, by ożywić skazaną na śmierć materię, «to, co stałe, ziemiste». W obu pozostałych przypadkach grozi albo skarlenie siły rodzącej życie z natury roślinnej, albo unicestwienie bytu wszelkiego stworzenia na Ziemi.

Zbliżenie do rozumienia substancji wyjściowych do preparacji

Przedstawicielem królestwa mineralnego jest kryształ kwarcu, a także ortoklaz (skaleń potasowy); z królestwa roślin pochodzą krwawnik pospolity (Achillea millefolium), rumianek (Matricaria recutita), pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica), kora dębu (Quercus robur), mniszek lekarski (Taraxacum officinalis) i waleriana (Valeriana officinalis); z królestwa zwierząt wchodzą w grę nawóz krowi oraz pojedyncze organy, przede wszystkim krowy, a w jednym przypadku szlachetnej zwierzyny łownej. Wszystkie te substancje wyjściowe są końcowymi wytworami ewolucji o właściwościach, których nie można wyprowadzić z poszczególnych elementów ani z właściwości tych elementów, biorących udział w kompozycji substancji wyjściowych. Jak wielokrotnie już wskazywano, kryształ górski (SiO2) spełnia w gospodarstwie przyrody rodzaj funkcji zmysłowej wobec sił, które jako siły kształtujące wpadają z najdalszego kosmosu i corocznie, w powtarzającym się rytmie, pomagają roślinom przybrać tę postać, którą przyjęły w toku ewolucji. Czy ta funkcja zmysłowa kwarcu, która pod ziemią — w przestrzeni korzeniowej — dochodzi do działania, może zostać tak przepolaryzowana, by nadziemnie, w obrębie listowia, metabolicznie czynna, wychwytywała planetarne działania?

Odwrotnie: czy zamierające życie rośliny może zostać poddane takiemu procesowi przemiany, by pod ziemią pobudzało w korzeniu procesy zmysłowe wobec tego, co czysto mineralne w tym, co stałe i płynne? Tym pytaniom poświęcone jest osobno następne rozdziały.

Przy preparacji preparatów kompostowych lub nawozowych pytanie wyjściowe brzmi: Jak można «to, co stałe, ziemiste», to znaczy to, co anorganiczno-martwe, zdesintegrowane do samego tylko żywiołu (K, Ca, Fe, Si, P), ożywić w nowy sposób? Substancje wyjściowe do tego dostarczają wymienione wyżej rośliny preparatowe oraz określone zwierzęta (osłony organów). To, co jest wspólne wszystkim roślinom — zdolność ożywiania tego, co mineralne, przez ich organizację życiową — przejawia się

340

w roślinach preparatowych jako każdorazowo swoiste zdolności. Ożywianie oznacza tu, że fizyczno-ziemskie substancje zostają uniesione w strumieniące życie rośliny i zarazem wyobcowane ze swoich fizycznych właściwości. Potas na przykład, który z fizycznego punktu widzenia ma ściśle zarysowane właściwości, ujawnia teraz siłę stającą się widzialną i czynną przez «wyższe» żywe działanie rośliny — siłę, której «to, co niższe» nie może z siebie samego przywieść do zjawiska. Kiedy potas staje się w ten sposób żywym procesem, pojawiają się inne właściwości, jak na przykład utrzymywanie ciśnienia soków (turgor), stabilizacja tkanek — albo, w przypadku wapnia, nowe właściwości podziału i wydłużania komórek, wzrostu korzeni i budowania tkanek. To wyzwalanie substancji z ich związania z czysto fizycznymi właściwościami postępuje w miarę jak nadzmysłowa organizacja życiowa rośliny przenika się w zewnętrzną postać, to znaczy zarazem w niej obumiera. W obszarze korzenia wciąż dominują właściwości solne. Tracą się w procesach wzrostu zieleniejących liści i postępująco w następstwie liści od dołu ku kwiatu. Ten ukryty proces, rozgrywający się początkowo w obszarze tego, co wodniste, przejawia się — wstępując — w sferach oddziaływania powietrza i ciepła: w coraz doskonalszym ukształtowaniu liści, w wykształceniu kwiatu i substancjalnie w powstawaniu wysokozłożonych białek, substancji aromatycznych i zapachowych. Właściwości zatem, które substancje przyjęły w obszarze wegetatywnego wzrostu liści, zanikają znowu ku kwitnięciu. W kwiecie zjawia się praobraz rośliny. W nim, w obszarze działania ciepła, wyobcowanie substancji od jej fizycznych właściwości — a tym samym stopień jej otwarcia na kształtujące siły organizacji życiowej rośliny — osiąga swój szczyt. Zewnętrzną sygnaturą tego dziania się jest rozjaśniający kwiat, rozsypujący się pyłek i rozlewające zapachy. Na drodze stopniowego ożywiania i udoskonalania ów ziemski proces substancji otwiera się w kwiecie na oddziaływania kosmicznego obrzeża. Może się to otworzyć dla anschauung, gdy ktoś wczuje się w gest bezwolnie ku górze wznoszącego się kwiatu, zwracającego się ku kosmosowi. To udoskonalanie soków[315] — można też, w sensie Goethego, mówić o oczyszczaniu ku górze soku ziemskiego, o wstępującym strumieniu solnym i wodnym ksylemu — albo wyobcowanie strumienia substancji

341

od jego czysto fizycznej natury — znajduje w kwiecie, w obszarze objawiającego się praobrazu rośliny, swój szczyt i zakończenie. Poza kwiatem roślina nie może się już bardziej wznosić. Kwiat jednak więdnie, ledwie zakwitnął. Roślina powraca do ziemi — albo jako nasienie, albo w postaci swoich organicznych wytworów, które przetwarzają się w ziemi w humus.

W swoich organicznych procesach organizacja życiowa rośliny utrzymuje w ruchu przyjętą z otoczenia martwą substancję: «To, co martwe, przemienia się w to, co żywe.»[316] To jednak obumiera w formę roślinnych organów, np. liścia, kwiatu. Nasuwa się pytanie, czy strumieniący aż do kwiatu, tam jednak dobiegający końca, otwarty ku kosmosowi strumień substancji może zostać zachowany — owszem, na wyższym szczeblu odnowiony. Można przypuszczać, że było to wyjściowe pytanie Rudolfa Steinera w poszukiwaniu substancji nawozowych, które mogą «sam ziemski, stały pierwiastek ożywiać». Odpowiedź z badania duchowego mogła brzmieć chyba tylko tak: Unieść ożywiony przez roślinę ziemski strumień substancji w sferę właściwą wyższej naturze zwierzęcia. Albowiem w zwierzęciu żywa substancja pozostaje w ruchu dzięki jego organizacji astralnej, która wkształca organy w strumieniące życie.[317]

W czynności organów zwierzęcia życie, które w roślinie obumiera w formę, jest trzymane w strumieniu; czysto żywa substancja rośliny staje się w zwierzęciu substancją odczuwającą. Czy istnieje zatem — pytamy raz jeszcze — droga, by ożywioną przez roślinę ziemską substancję przeprowadzić ponad przepaścią istniejącą między królestwem roślin a królestwem zwierząt i wynieść ją w obszar uwewnętrzniających sił duszy? Że ta przepaść nie istnieje absolutnie, pokazują lecznicze działania pewnych roślin na chore organy u człowieka i zwierzęcia — tak na przykład lecznicze działanie rumianku na choroby jelitowe, krwawnika na wzmocnienie oczyszczającej krew siły w procesie nerek i pęcherza. Lecznicze działanie opiera się przy tym na sposobie ożywiania swoistych ziemskich substancji przez organizację życiową danej rośliny leczniczej. To swoiste ożywianie ziemskich procesów substancji Rudolf Steiner ma na oku, gdy chodzi o przyrządzenie substancji nawozowej, w której ten proces substancji może być trwale trzymany w ruchu. Poprzedzające rozważanie ukazuje, że ku temu otwiera się droga, gdy uda się ustanowić bezpośredni związek z

342

odpowiednim organem, a tym samym z organizacją astralną określonego gatunku zwierzęcego. Takie związki Rudolf Steiner odsłonił na drodze badania duchowego. Chodzi o osłony organów, które razem z substancjami roślinnymi i działaniem sił ziemi i kosmosu stanowią podstawę preparacji.

Wartość tego wynalazku z badania duchowego może na tle współczesnego rozwoju technologiczno-przyrodoznawczego przybliżyć następujące rozważanie: Jak wielokrotnie wskazywano, w toku ewolucji, na drodze stawania się człowiekiem, królestwa przyrody wyodrębniły się z niegdyś duchowego, człowieka i Ziemię obejmującego stanu pierwotnego.[318] To stawanie się zastygło w zmysłowo dostępnym dziele stworzenia: martwe minerały są oddzielone od ożywionego świata roślinnego, a ten od uduchowionego duszą królestwa zwierząt. Przyglądając się przyrodzie, można o każdym zmysłowo dostępnym zjawisku mówić jako o końcowym stanie, który zastygł w doskonałość. Kryształ jest takim stanem, podobnie kwitnąca roślina, jak i zwierzę przeżywające swoją naturę. Czy kryształ górski może być doskonalszy, niż jest — tak samo mniszek lekarski czy dżdżownica, ryba, ptak, owad lub ssak? To, co w królestwach przyrody zmysłowo nam napotrzeja, jest zastygłym w doskonałość dziełem stworzenia ewolucji.

To dzieło stworzenia jest dziś punktem wyjścia wszelkiej technologii. Dotyczy to szczególnie martwej przyrody, dającej się ująć w ścisłe prawa przyrodnicze. Szuka się tajemnicy fizycznej substancji i tworzy się z niej na przykład technologię, która zmierza do wyzwolenia — przez ukierunkowane rozkruszanie substancji pojętej jako atom, a więc ewolucyjnego stanu końcowego — uwięzionej w niej energii. Ta uwolniona z martwej substancji energia okazuje się jednak w najwyższym stopniu wroga życiu. Ma moc unicestwienia ewolucji zastygłej w dzieło.

Dowolnie wywołany proces atomowego rozpadu stanowi biegunowy przeciwieństwo podejścia leżącego u podstaw wytwarzania preparatów opryskowych i nawozowych. Przy ich wytwarzaniu to, co w przyrodzie rozdzielone, nie jest dalej rozdrabniane, lecz ewolucyjny stan końcowy — na przykład kwiat rośliny, organ zwierzęcy — zostaje wprowadzony w stosunek związkowy, dla którego czyste przyglądanie się przyrodzie nie dostarcza żadnej wskazówki. Przyroda jako czasoprzestrzenne «osiągnięcie» dostarcza materiału: rośliny lecznicze, organy zwierzęce oraz warunki glebowe w rytmach pór roku; konkretny

343

stosunek związkowy między nimi natomiast odsłania badanie duchowe — i staje się rzeczywistością przez czyn człowieka.

Nowa kompozycja trzech królestw przyrody oznacza artystyczne nowe ukształtowanie. To jednak, co istotnie nowe i żywe, dzieje się z działalności ducha, z ludzkiego Ja, które staje się naczyniem dla twórczej boskiej świadomości, «siły Chrystusa».[319] Jest to — w związku z duchem prowadzonym rozwojem duszy ludzkiej — droga, która z impulsów wolności pobudza do artystycznego tworzenia przy Ziemi, droga, przez którą stworzenie może być kontynuowane, odkąd ojcowskie bóstwo nie działa już bezpośrednio z zewnątrz w przyrodę.

344

Wytwarzanie i obsługa preparatów biodynamicznych

Preparat z nawozu rogowego i krzemionki rogowej – wytwarzanie, stosowanie i skuteczność

Preparat z nawozu rogowego

W wznoszącym się i opadającym łuku letniego półrocza, czasu wydechu Ziemi, rosnąca roślina staje się obrazem sił działających w obrębie światła, powietrza i ciepła. Ten wzrost daje pokarm dla człowieka i zwierzęcia. Przede wszystkim to przeżuwacz, bydło rogate, pobiera wzrost łąk, pastwisk i polowych upraw paszowych. Ta pasza zostaje w akcie przeżuwania i trawienia przedżołądkowego wyniesiona na poziom duszewnego przeżycia. W substancjalnym rozkładaniu substancji roślinnej krowa osmakuje kosmicznie konstytuujące siły substancji roślinnej. Dokonuje «kosmisch-qualitative Analyse» (kosmiczno-jakościowej analizy) (por. rozdz. «Das Rind», s. 146 i nast.). W tej smakującej, analizującej czynności zmysłowej w przetwarzaniu paszy krowa przeżywa właściwości środowiska, z którego pasza pochodzi — szczególność siedliskowo-miejscowych warunków gleby i klimatu. Przeżuwając postrzega to wszystko jako potężne twory siłowe. W tym, skierowanym ku wnętrzu czujnie-skupionym, na zewnątrz zaś sennym stanie, jej ciało duszne, czyli astralny, łączy się całkowicie z ciałem eterycznym, a to ostatnie odbija mu zachodzące procesy fizykochemicznego trawienia. Z nieskończoną rozkoszą bierze dusza krowy udział w tym, co dzieje się w ciele: «Das ist eine ganze Welt, welche die Kuh sieht» (To jest cały świat, który krowa widzi).[320] Nie może ona tego żywotno-duszewno-siłowego zatrzymać i rościć sobie do niego prawa, gdyż nie ma własnej istoty, nie ma Ja. Musi to siłowe, którym przeniknęła swą duszewną istotą, wydalić. To nadaje nawozowi krowiemu niepowtarzalną siłę nawozową — najwyższą i najbardziej harmonijną, do jakiej przyroda dochodzi.

345

Przez lato pod bezpośrednim nasłonecznieniem wzrasta substancjalna kompozycja wzrostu paszowego. Pasące się stado krów postrzega to stopniowo w trawieniu. Jesienią proces dojrzewania paszy i jej kosmiczno-jakościowej analizy przez krowę osiąga swój punkt szczytowy. W obserwującym współprzeżywaniu możemy to sobie uprzytomniać. Stąd wyrasta rozumienie wskazówki Rudolfa Steinera, by jesienią zbierać z pastwiska krowie łajno potrzebne do następnej preparacji. W tym nawozie krowim mamy przed sobą w znacznej mierze amorficzną masę — końcowy produkt przemiany materii, który zawiera coś należącego istotowo do krowy, gdyż zostało przenikniete jej duszewną istotą, lecz przez nią nie przejęte na własność. Wydalając, dokonuje ona niejako wyrzeczenia. Nawóz krowi, pozostawiony samemu sobie, wtopić by się musiał w ogólny przyrodniczy proces tworzenia humusu. Zamiast tego odwracamy normalny tok naturalnego zdarzenia pierwszym teraz następującym krokiem preparacji (por. rysunek 23, s. 347):

Zaopatrujemy się w rogi krowie — rogi bycze są do tego nieodpowiednie — w miarę możności wyłącznie z własnego stada i wypełniamy nawozem ich wgłębienie. Róg krowi jest tworem polarnym wobec nawozu krowiego. Osadza się na głowie, na nerwowo-zmysłowym biegunie zwierzęcia, i jest wysoce zagęszczoną skórną formacją, zastyg niętą w czystą formę. Róg nakłada się na kostny czop wyrastający bocznie z kości czołowej i swą wypełnioną powietrzem jamą komunikuje z zatoką czołową. Kostny czop przenika delikatna sieć żylna, zaopatrująca w krew skórę właściwą i naskórek odpowiedzialny za wzrost rogu. Dzięki intensywnemu ukrwieniu róg jest wyraźnie ciepły w dotyku. W tak tętniącym życiem rogu cztery fizyczne żywioły — stałe, ciekłe, powietrze i ciepło — skupiają się w rodzaj organu zmysłowego otwartego nie na zewnątrz, lecz do wewnątrz; jest to organ piętrzący i koncentrujący (rysunek 22, s. 346).

Jako gęsta powłoka formowa promieniuje z powrotem do organizmu trawiennego to, co przez krwiobieg wznosi się z niego ku głowie. Można powiedzieć, że bydło rogate potrzebuje wsteczno-promienistej funkcji rogów, by konfigurować twory siłowe z procesu trawiennego — czy są to nieświadome Imaginacje? — w należytą siłę nawozową.[321]

Abbildung 22: Der physische Bau des Kuhhorns und das Zusammenwirken der vier Elemente zur Funktion eines nach innen gerichteten Sinnesorgans.

Z wypełnieniem rogów dokonuje się pierwszy krok preparacji, a wraz z nim pierwszy krok emancypacji od naturalnego biegu przyrodniczego zdarzenia (rysunek 23).

Stanowi on odwrócenie procesu przyrodniczego. To, co zostało wydalone na zewnątrz, wypełnia teraz przestrzeń wewnętrzną. Zagęszczony w czystą formę róg daje amorficznej substancji powłokę. Sami wstawiamy się między nerwowo-zmysłowy i metaboliczno-kończynowy biegun bydlęcia i tworzymy — prowadzeni wynikami badania duchowego — nowy związek między końcowymi produktami obu biegunów: rogiem i nawozem. To, co ewolucyjnie w życiu bydlęcia dobiegło końca w dwóch kierunkach, tworzy w swym połączeniu punkt wyjścia nowej drogi rozwoju. Kto chce ocenić tę czynność — jak i następne kroki preparacji — w jej doniosłości, musi skierować uwagę na trzy wspomniane drogi badania: na wskazujący drogę związek idei, na doświadczenie woli w samej czynności i — pośrednicząc między oboma — na obserwowalne stany rzeczy, które w poznawaniu przejawów życia bydlęcia pouczają nas o znaczeniu nawozu krowiego i rogów.

Abbildung 23: Umstülpungs- und Emanzipationsschritte bei der Präparation des Hornmistes.

W drugim kroku preparacji rogi zostają, bezpośrednio po napełnieniu, zagrzebane w ziemi i spoczywają w niej przez zimę. Roślinność wycofała się w stany zarodkowe, ziemia żyje duchowo w stanie czujnego zmysłowo wdechu i jest w żywiołach wody i stałości wystawiona najsilniej na siły krystaliczotwórcze sfer gwiazd stałych.[322] Ponownie odwracamy proces przyrodniczy — drugi krok emancypacji od naturalnego biegu — mianowicie tak, że amorficzna substancja nawozu, która naturalnie wtapiałaby się w humusowe procesy lata, wystawiona jest teraz na siły krystaliczotwórcze zimy. Po przestrzennym odwróceniu następuje odwrócenie w czasie. Nawóz krowi staje się podatną matrix dla sił, które — pośredniczone przez fizyczne stany elementarne stałości i ciekłości — promieniują w ziemi do wgłębienia rogu i piętrząc się skupiają w masie nawozu jako kształtująca siła nawozowa.

348

Preparacja w rytmie cyklu rocznego

Abbildung 24: Umstülpungs- und Emanzipationsschritte bei der Präparation des Hornkiesels.

Wiosną wyjmujemy rogi z ziemi — trzeci krok emancypacji — wytrząsamy zawartość i trzymamy w rękach nową substancję o nowych właściwościach. Ta substancjalna nowość otrzymuje znaczenie i działanie przez opisany proces stawania się, który przeszła. Gotowy preparat jest — za sprawą sił działających przez zimę pod ziemią — nową substancją «przeniknięta i przetkana duchem»[323] (Rysunek 23, s. 347).

Preparat z krzemionki rogowej

Proces wytwarzania preparatu z rogu krzemiennego przebiega polarnie wobec pierwszych dwóch kroków przy przygotowaniu nawozu rogowego (Rysunek 24).

349

W przeciwieństwie do nawozu jako produktu metabolizmu lata, krystaliczny kwarc jest reprezentantem zimowego działania Ziemi: «Kiesel» (kwarc, kryształ górski) jest «zewnętrznym zmysłem w tym, co ziemskie».[324] Stawia on najsilniejszy opór siłom wietrzenia. W pierwszym kroku emancypujemy kwarc z jego naturalnego krystalicznego bytu: rozbijamy jego krystaliczną strukturę, mielimy go jak najdrobniej, czynimy go tedy amorficznym. Następnie zarabiamy mączkę kwarcową z odrobiną wody i wypełniamy nią rogi krowie. I tutaj, w tym pierwszym kroku preparacji, dokonuje się wywrócenie na lewą stronę: to, co zewnętrzne, staje się wewnętrznym (Rysunek 24). Tak samo dzieje się w kroku drugim, na drugiej stopni emancypacji. Kwarc, bliski siłom zimowym, staje się substancją letnią przez to, że wypełnione rogi zakopuje się wiosną w ziemi i spoczywają tam przez lato. Kwarc przybliżony do stanu amorficznego staje się teraz podatną matrycą dla przeważających latem sił metabolizmu w cieple i powietrzu. Uchwycone i odbite od wewnętrznej wklęsłości rogu krowiego, koncentrują się one w tak przygotowanej mączce kwarcowej. Zostaje ona w ten sposób zdolna do zatrzymywania i zachowywania sił letniego działania — tak jak nawóz rogowy zatrzymuje siły zimowego działania.

Nasuwa się pytanie, dlaczego rogi z krzemionką zakopuje się na lato w ziemi, zamiast wystawić je bezpośrednio nad ziemią na działanie sił pracujących w cieple, świetle i powietrzu. Moje rozważanie w tej kwestii jest takie, że nie chodzi o koncentrację sił w rogu krowim w takiej postaci, w jakiej działają one bezpośrednio nad ziemią, lecz raczej o te same siły, o tyle, o ile są one wchłaniane przez wapno pod ziemią i przez to — pośrednio, za pośrednictwem gliny — stają się czynne we wzroście roślin poprzez korzeń.[325]

Gdy jesienią, na Święto Świętego Michała, wydobywamy rogi ponownie z ziemi — trzeci krok emancypacji — otrzymujemy wraz z ich zawartością znowu nową substancję o nowych właściwościach: preparat rogu krzemiennego. Jego istota i jego znaczenie wynikają z opisanych trzystopniowych kroków emancypacji z czysto naturalnego dziania się — poprzez ideę i wolę człowieka. Gotowy preparat jest naznaczony substancjalnym działaniem w

350
Abbildung 25: Fortsetzung von Abbildung 23 und 24: Der Rührvorgang, die Anwendung und die Bereiche der Wirksamkeit des Hornmist- und Hornkieselpräparates.

ziemi podczas lata; jest on koncentratem «ducha przetkkanego materią».[326]

Oba — nawóz rogowy i preparat rogu krzemiennego — powstają jako kompozycje substancjalne nie jako kontynuacja prawidłowości, która tkwi w przyrodzie. Ta wyczerpuje się w tym, co przyroda w sezonowym dzianiu się wytwarza jako formacje: gleba, nawóz, kwarc, róg. Oba powstają poprzez trójkrotne wywrócenie na lewą stronę z przestrzeni w czas i z powrotem w przestrzeń. Gdy usiłujemy przeżyć to współmyśleniem we własnym wykonaniu — w duchu trzech dróg badawczych

351

— może się coraz szerzej odsłaniać ukryty sens tego procesu.

Proces mieszania

Bezpośrednio przed zastosowaniem następuje — w jednakowy sposób dla obu preparatów, lecz każdy z osobna — czwarty krok preparacji, a tym samym czwarty stopień emancypacji: mieszanie, to znaczy przeprowadzenie stałego, ziemistego stanu preparatów w stan ciekły (Rysunek 25).

Niewielką ilość substancji preparatu (nawóz rogowy — najwyżej cztery zawartości rogów na hektar; preparat rogu krzemiennego — szczypta na czubku noża = 3 do 4 g/ha) miesza się przez godzinę w rytmicznej zmianie w wodzie o temperaturze ręki. Najlepiej robi się to pałką mieszającą, przymocowaną ruchomo do sufitu lub belki poprzecznej, która zanurzona jest miotełką mieszającą w beczce napełnionej wodą. Zaczyna się od tego, że przez okrężne, obwodowe mieszanie wprawia się powoli masę wody w ruch. Przez trwające bez przerwy przyspieszanie miotełka mieszająca wędruje ku centralnej osi, ku tworzącemu się lejowi wirującemu. W nim prędkość obracającej się wody osiąga maksimum; ku ściance beczki zwalnia. W wirze istnieje tendencja do nieograniczonej prędkości ku centrum, stąd siła ssąca; ku obwodowi prędkość dąży do zera. Pomiędzy oboma biegunami, przez różnice prędkości, powstają wijące się warstwy wirujące zbliżające się do dwuwymiarowości, do idei płaszczyzny. Jednorodne ciało wody strukturuje się w ślizgające się po sobie płaszczyzny — zarówno w przestrzennym stosunku między centrum a obwodem, jak i czasowo, wznosząc się od stanu spoczynku wody aż po maksymalne rozwinięcie leja rotacyjnego.[327] Gdy ów lej osiągnie swoje maksymalne ukształtowanie — gdy dochodzimy do granicy własnych sił w dalszym przyspieszaniu masy wodnej — gwałtowne przeciwruchy miotełki niszczą lej: ustrukturyzowana masa wody załamuje się, popada w stan bezforemnego chaosu i przez chwilę zbliża się do stanu jednorodnego spoczynku, by następnie w przeciwnym kierunku zostać przyspieszona ku nowej formacji leja. Ciecz jest więc utrzymywana w rytmicznej zmianie polarności spokoju i ruchu, jednorodności i płaszczyznowego ukształtowania w budowie leja wirującego.

352

Ta wciąż na nowo, przez różnice prędkości w płaszczyznę się rozwiązująca masa wody staje się przez to jednocześnie podatną matrycą dla trójjakiego odcisku:

  • skoncentrowanego potencjału sił substancji preparatu,
  • aktualnie działających kosmicznych konstelacji sił,
  • indywidualnej ducho-duszy człowieka, która — działając przez wolę — inauguruje, kieruje i podtrzymuje ten proces.

Mieszanie trwa godzinę. Czy ten wymiar czasu jest wybrany dowolnie — na przykład po to, by zapewnić, że działanie preparatu połączyło się z wodą — czy też gdzie tkwi głębszy sens? Odpowiedzi nie można szukać w przyrodniczym dzianiu się, lecz w kosmicznych rytmach, które są istotowo czynne w człowieku i w nim zachowały swój pierwotny źródłosłów. W perspektywie makrokosmicznej jest to dobowy rytm dnia i nocy, trwający 24 godziny. W tym rytmie Ziemi i Słońca żyje Ja, ducho-dusza człowieka, w stanach snu i jawy. Przez Ja-organizację układu nerwowo-zmysłowego, układu rytmicznego i układu przemiany materii i ruchu indywidualizuje ona rytmy makrokosmiczne i wyciska je w ciele fizycznym — na przykład jako rytmy oddechu i tętna. Długości fal tych rytmów oscylują w zakresie sekund i minut. W procesach nerwowo-zmysłowych częstotliwości skracają się do ułamków sekund, podczas gdy na przeciwległym biegunie — w działaniach przemiany materii — rozszerzają się do wymiaru godziny lub godzin.[328] W biegunie przemiany materii i kończyn żyje jednak wola, której aktywacja i deaktywacja przebiega w zakresie godziny — stąd na przykład «lekcja szkolna». To i samodświadczenie uprawniają do pewności, że godzinny wymiar czasu mieszania odnosi się do rytmu woli człowieka przemiany materii i ruchu. To on właśnie uruchamia i podtrzymuje proces mieszania.

W nieświadomych głębinach woli żyje z kolei Ja; działa ono przez wolę w świat — tutaj w wodę, którą należy wprawić w ruch. Każdy, kto jest oswojony z mieszaniem preparatów, wie, że tę godzinę można wytrwać w stałej aktywności woli. Każdy człowiek wypełnia ten czas odcinkami w sobie właściwym rytmie, zgodnym z jego Ja żyjącym w woli. Każdy człowiek przez swoją wolę wyciska swój rytm w wodzie zdynamizowanej w ruchomych warstwach wirujących. Ten

353

ludzki rytm woli jest — wobec wszystkich rytmów przyrody, mających swe źródło w makrokosmosie — jedynym i po raz pierwszy przez człowieka jako mikrokosmos wniesionym rytmem, który człowiek w toku tego trzeciego kroku preparacji wpisuje w przyrodnicze dzianie się.

Warte namysłu jest jeszcze i to: w procesie mieszania można widzieć mikrokosmiczne technologiczne przełożenie makrokosmicznego dziania się. Każda z planet ma sobie właściwe nachylenie osi w stosunku do Słońca i sobie właściwą prędkość obrotową. Wyraża się w tym indywidualna sygnatura poszczególnych planet, działanie «duchów planet». Pewien zapis w notesie Rudolfa Steinera brzmi: «In der Sphaere löst sich das Weltall auf / In der Axe bildet es sich / Mit der Sonne.»[329] (W sferze rozwiązuje się wszechświat / W osi kształtuje się / Ze Słońcem.) Z tego można wyciągnąć wniosek dotyczący procesu mieszania: «duch człowieka» nadaje prędkość obrotową, a zarazem «oś» — to znaczy nachylenie ku pionie, wzdłuż którego prowadzona jest pałka mieszająca.

Na tym tle może wzrastać rozumienie tego, że Rudolf Steiner w sposobie swojego geisteswissenschaftliche-go przedstawienia przykłada wagę do mieszania ręcznego. Nie tylko dlatego, że przez wolę wciśnięte zostaje w zdynamizowaną ciecz coś z indywidualnego jestestwa duchowego człowieka — lecz zwrotnie odbiera on z tego procesu, który sam wywołuje, coś, co łączy się z nim istotowo. Mieszanie ręczne stwarza więc okazję, jak nigdzie indziej w całym dzianiu się preparacji, do poznawczego wnikania w procesy za pomocą wymienionych trzech dróg badawczych.

Z tej okazji — zanurzenia się w procesowe dzianie się mieszania z przytomną świadomością — rezygnuje ten, kto oddelegowuje mieszanie maszynie. Odbiera sobie przez to grunt doznaniowy własnych wysiłków poznawczych. Pytanie, dlaczego miesza się przez godzinę, traci — przez wyłączenie ludzkiej woli — swój punkt odniesienia i staje się pozbawione sensu. Gdyby chodziło tylko o optymalne wymieszanie, byłoby to możliwe do osiągnięcia w ułamku godziny za pomocą odpowiednio skonstruowanych maszyn — jak na przykład Turbula Paula Schatza,[330] pracująca według schematu ruchu wywróconego sześcianu. Ale o to nie chodzi. Kto miesza maszynami — jakiegokolwiek rodzaju — lub

354

kaskadami wirujących muszli Johna Wilkesa (flow forms),[331] powinien wziąć pod uwagę wskazówkę Rudolfa Steinera, że «man sich auch entschließen kann, allmählich in Surrogatmäßiges hineinzurutschen» (można również zdecydować się na to, by powoli zsuwać się w coś zastępczego).[332] Problemem nie jest to, że maszyna mogłaby naśladować mieszanie ręczne i wytwarzać lewo- i prawoskrętne leje wirujące — surogatem jest to, że zamiast woli prowadzonej przez ducha, wytwarzającej indywidualny rytm, techniczny proces regulacji steruje przebiegiem z zewnątrz, w mechanicznym takcie. Rytm otwiera wzajemnie na siebie kosmos, Ziemię i człowieka — takt ich od siebie oddala.

Mieszanie preparatów stwarza — w najlepszym tego słowa znaczeniu — wyróżnione godziny w z góry wyznaczonych rytmach pracy dnia. Te godziny należy kształtować. Może się to dziać przez to, że miesza się możliwie we dwoje, we troje lub w gronie szerszym, i że zaprasza się do współudziału ludzi z kręgu przyjaciół gospodarstwa. Z tego czynnego wspólnego działania w indywidualnym kształtowaniu rytmicznego procesu może wyrastać nastrój rozluźnienia, pogody i poczucia wolności w samookreślającej się czynności — nastrój, który ogarnia powagę, w której głębsze warstwy własnej istoty woli łączą się z dzianiem się mieszania.

Wyjątkowość mieszania preparatów otwiera trzy drogi badawcze na nowe wymiary ku pogłębiającemu się rozumieniu. Niezależnie od geisteswissenschaftliche wskazówek Rudolfa Steinera dotyczących sposobu mieszania oraz rozległego pola obserwowalnych faktów dotyczących tworzenia się i rozwiązywania wirów itd. — szczególnego znaczenia może nabierać samodoświadczenie w duszewnych czynościach myślenia, czucia i woli. Można przy tym uważnie zauważyć następujące doświadczenie: samoobserwacja wskazuje, że rytmiczne dzianie się procesu mieszania odzwierciedla się w stosunkach, w jakich w poszczególnych fazach duszewne czynności myślenia, czucia i woli stoją do siebie. Zanim zdecyduję się wprawić masę wody w ruch, te trzy siły duszy tworzą we mnie nierozdzielną jedność. Jestem całkowicie sobą i stoję naprzeciw zewnętrza. W tej chwili, gdy w świadomej czynności myślowej decyduję się poruszyć miotełkę, wola zaczyna orzeczniać się ku zewnętrznej czynności. To uzewnętrznianie się wzmaga coraz bardziej; moja wola musi bez przerwy, ani na chwilę

355

nie popuszczając, wyprzedzać poruszaną wodę — aż moja siła woli napotka granice i nie będę już mógł zwiększać impulsów ruchu ku formowaniu leja. Równolegle do tego moje myślące świadomość coraz bardziej oddziela się we mnie od czynności woli i uwewnętrznia się do tego stopnia, że w zupełnym spokoju i podwyższonej samoświadomości spogląda na własną czynność woli. Moje przeżycie duszewne rozkłada się na spokój myśli i ruchliwość woli. W tym polu napięcia, które buduje się wraz z postępującą formacją wiru, może moje czucie — niezależnie od myślenia i woli — rozwijać się w duszewnej czystości i otwartości na ducha. Mogą wówczas nastawać chwile wzmożonej przytomnoduszności. Mogę wtedy czuć się — między spokojem a ruchem — jako jedno z zewnętrznym dzianiem się. Jestem w samym środku. Tu, w tym wolnym od zmysłowości czuciu, przywołanym przez własną czynność, tkwi chyba najgłębsze źródło, z którego mogę czerpać inspiratywną pewność co do prawdziwości obranej drogi.

Gdy wola do dalszego przyspieszania wody traci siłę, wkracza ponownie myślące świadomość i skłania wolę do tego, by przez gwałtowne przeciwmieszanie sprowadziła lej wirowy do upadku. Woda tworzy wówczas znowu w chwili punktu przełomu jednorodną jedność — i tak samo myślenie, czucie i wola, które przy tym akcie «staczają się» z rozdzielności w jedność, zjednoczają się na nowo. Z tego stawania się jednym dojrzewa następnie postanowienie ku nowej formacji leja w przeciwnym kierunku — i znowu siły duszy rozdzielają się od siebie. Tak dusza tka przez godzinę rytmicznie w procesie mieszania między odniesieniem do siebie a odniesieniem do świata. Przez tę bramę Ja wpisuje się rytmicznie w świat — i w tym samym rytmie świat wchodzi istotowo w Ja.

«Der Trichter wird hier beim Rühren zum Real-Bild der Verbindungen von Welt und Ich. In der aufsaugenden Kraft des Trichters (erzeugt, oder besser zur Erscheinung gebracht, durch menschlichen Willen) bekommt das Substrat (und der Mensch) im Endpunkt durch das Unendliche die Verbindung zum Umkreis, von welchem aus die kosmischen Kräfte, die mit dem Werk gewordenen Material ihren Zusammenhang haben, von außen einstrahlen können und sich im Verwirbeln mit dem Substrat verbinden.»[333] (Lej staje się tu podczas mieszania realnym obrazem połączeń świata i Ja. W ssącej sile leja — wytworzonej, a raczej wywołanej do zjawiska przez ludzką wolę — substrat i człowiek otrzymują w punkcie krańcowym przez nieskończoność połączenie z obrzeżem, z którego kosmiczne siły, mające swój związek z materiałem stałym się dziełem, mogą z zewnątrz wpromieniowywać się i łączyć z substratem w wirujące przeplatanie się.)

356

Stosowanie

Gdy oba preparaty zostały przeprowadzone ze stanu stałego w stan ciekły, zostają one bezpośrednio potem rozpylone w powietrze — nawóz rogowy grubszymi kroplami na glebę, preparat rogowo-krzemowy bardziej jako delikatna mgiełka drobnych kropel na rośliny (Rysunek 25, s. 350). Używa się do tego odpowiednich urządzeń pracujących z niskim ciśnieniem i małą wydajnością przepływu (40 do 60 litrów na hektar lub nawet mniej). Nasuwa się myśl, by w tym procesie ważyć jedynie aspekt koniecznego rozprowadzenia. To jednak, co realnie się dzieje i co dostępne jest anschauung, jest rozwiązaniem się poruszanej w rytmicznej przemianie cieczy w stan otwierający się na żywioł powietrza — to znaczy ku powierzchni rozrastającej się w bezmiar w postaci kropel. Konfiguracja sił, która w chwili zastosowania — na przykład inna rano niż wieczorem — panuje nad polem, pastwiskiem, ogrodem i sadem w powietrzu i cieple i świetle, i może być odczuwana jako nastrój, odciska się w tę konfigurację sił, która w strumieniu czasu poprzedzających kroków preparacji skoncentrowała się w każdej drobinie. Poprzez rozwiązanie się mieszanej wody w najdrobniejsze krople powstaje wielość ośrodków i — ku powietrzu — peryferyjnych powierzchni granicznych, które w swej całości rozrastają się w niezmierzone. Błona skórna każdej kropelki migocze w opromienijącym ją świetle we wszystkich barwach i jest — biegunowo wobec wciągającej siły wiru mieszania — na powierzchniach granicznych swej kulistej postaci ze wszystkich stron otwarta na działające w żywiole powietrza siły obrzeża.

Stosowanie nawozu rogowego następuje przy siewie na uprawioną glebę — najlepiej równocześnie w bezpośrednim połączeniu z siewem, ewentualnie po raz drugi w związku z pielęgnacją skóry gleby wiosną. Na użytkach zielonych terminy przypadają jesienią i wiosną, względnie po wypasie i po sianokosach, w sadownictwie — przed ruszaniem pąków i po zbiorach. W ciągu dnia, podążając za rytmem wdechu Ziemi, późne godziny popołudniowe są preferowane do mieszania i opryskiwania — zwłaszcza wtedy, gdy niebo jest pokryte chmurami.

Biegunowo wobec nawozu rogowego preparat rogowo-krzemowy stosuje się z reguły dwa lub więcej razy w czasie wzrostu i dojrzewania. Terminy wynikają z wczucia się w rytmy wzrostowe poszczególnych kultur. Jako ogólna zasada dla wyboru terminu może obowiązywać, że preparat rogowo-krzemowy harmonizująco wspiera tę fazę wzrostu i dojrzewania, w której dana kultura właśnie się znajduje. W ciągu dnia

357

będzie się — podążając za procesem wydechu Ziemi, a tym samym za wznoszącym się prądem soków — mieszać we wczesnych godzinach rannych i opryskiwać wciąż jeszcze rosą zwilżone uprawy. Natomiast w fazie dojrzewania kultur owocujących wegetatywnie, jak rośliny okopowe itp., należałoby preferować opryskiwanie działające na zstępujący prąd soków — późnym popołudniem, ku wieczorowi. Terminy stosowania obu preparatów nie podlegają żadnej ogólnej regule, lecz temu osobistemu stosunkowi, jaki ma się do swoich kultur w odniesieniu do całości gospodarstwa. Wynikają one — i to często z wielką stanowczością — z siły intuicji, gdy na przykład w pracy się zatrzymujemy — czy to wieczorem, czy to podczas przechodzenia przez pola — i trwając w obserwacji, skupiamy się nad tym, co przeżyte.

Die Wirksamkeit

Oba preparaty przebyły na dotychczasowej drodze wstecz stany żywiołów ziemsko-stałego, wody i powietrza, i w cieple rozwiązują się w czasie i miejscu, gdzie przybyły w formie kropel (Rysunek 25, s. 350). W najkrótszym czasie to, co substancjalnie uchwytne, co ponderalne, zostaje albo wchłonięte przez ziemię, albo odparowane. Przez stan ciepła staje się skuteczne to, co jest czystym działaniem siłowym pewnej Geistigkeit, co w toku preparacji skoncentrowało się w zagłębieniu rogu — w nawozie względnie w krzemieni. Trzeba zewnętrznie i wewnętrznie towarzyszyć tej czterostopniowej drodze, by właściwie rozumieć sposób wyrażania się badacza duchowego odnośnie do działania: «jak nawóz rogowy uderza od dołu ku górze, tak tamten (preparat rogowo-krzemowy) pociąga z góry».[334] Mówi się o czystych działaniach siłowych w tym, co żywe, powstałych w przejściu przez określone zdarzenie przestrzenno-czasowe. Działają one teraz na powrót w ziemskie warunki przestrzeni i czasu tak, że roślina — od kiełka przez wzrost pędu aż po dojrzałość owocu i nasienia — może rozwijać się zgodnie ze swoim typem i warunkami stanowiska oraz wpisywać się w pionową oś Ziemia-Słońce. To, co istotne, żyje w cieple i przez ciepło się objawia.

Preparat z nawozu rogowego rozciąga swe działanie pod ziemią — obrazowo mówiąc w głowie indywidualności rolniczej, w przestrzeni korzeniowej. W tym sensie jest on «nawozem głowowym» (Kopfdünger). Nawozi on procesy pod ziemią,

pokrewne procesom nerwowo-zmysłowym w ludzkim czole (Rysunek 25, s. 350). Pobrał te nawożące siły w czasie spoczynku rogów w zimowej ziemi, w tym czasie, gdy w sposób naturalny działają one najintensywniej we wnętrzu Ziemi. Mamy zatem w nawozie rogowym do dyspozycji «nawóz zimowych sił» (Winterkräftedünger), który polarnie wobec pory zimowej można stosować dowolnie, odpowiednio do terminów siewu roślin kulturowych — od wiosny przez lato aż do jesieni. Przemianoławobec aktywny metabolicznie nawóz krowi przemienił się w nawóz aktywny zmysłowo, który wzmacnia własną aktywność korzenia wobec czysto mineralnego podłoża gleby. «Wychowuje» on zdolność zmysłową korzenia, wyrażającą się na przykład w umiejętności udostępniania minerałów — «korzeń roślin […]: jest okiem, ale okiem słabym».[335] Ten stan rzeczy odzwierciedlają badania eksperymentalne, które pokazują, że korzeń rośnie bardziej zgodnie z typem gatunkowym, rozgałęzia się delikatniej, wnika pionowo głębiej w glebę, a tym samym udostępnia sobie większą objętość gleby.

358

Preparat rogowo-krzemowy rozciąga swą skuteczność nad ziemią — w strefie pędu i liści. Tutaj, w «brzuchu» indywidualności rolniczej, w wymianie z powietrzem, ciepłem i światłem panuje intensywna działalność metaboliczna (Rysunek 25, s. 350). W tej wzajemnej relacji sił obwodowych z jednej strony oraz wznoszących się i zstępujących soków roślinnych z drugiej — preparat rogowo-krzemowy działa harmonizująco. W tym sensie jest on dla rośliny «nawozem metabolicznym» (Stoffwechseldünger). Tę nawożącą siłę pobrał w czasie spoczynku rogów w letniej ziemi, w tym czasie, gdy te letnie siły metaboliczne działają najintensywniej. Krystaliczny, zmysłowo aktywny kwarc — reprezentant zimowej ziemi — przemienił się w toku opisanych kroków emancypacji w metabolicznie aktywny nawóz sił letnich (Sommerkräftedünger). Z jego pomocą możemy z kolei dowolnie indywidualizować wielki makrokosmiczny rytm biegu roku pod kątem tej kultury, którą właśnie uprawiamy. Otwiera on roślinę zarówno wobec jej środowiska, jak i wobec jej typu, jej duchowego praobrazowu. Ten ostatni występuje wyraźniej zarówno w wyglądzie zewnętrznym rośliny — na przykład w ukształtowaniu liści, w metamorfozie liścia — jak i w kompozycji substancji we wszystkich stadiach witalizacji, wzrostu i dewitalizacji, kwitnienia, dojrzałości i tworzenia nasion. W powiązaniu z preparatem z nawozu rogowego harmonizuje on procesy tworzenia owocu, dba — jak pokazują badania eksperymentalne,

359

— o fizjologiczny spoczynek w dojrzewaniu, a tym samym o właściwości jakościowe w konsystencji, barwie, zapachu i smaku, które — wykraczając poza próg tego, co czysto roślinne — stanowią o wartości odżywczej dla zwierzęcia i człowieka.[336][337][338]

Nawóz rogowy i preparat rogowo-krzemowy wzajemnie się warunkują. Działają w osi Ziemia-Słońce, która w pionie korzenia i pędu się uzmysławia. Otwierają ponadto roślinę na siły obwodowe, co przejawia się w intensywnym rozgałęzieniu korzenia i ukształtowaniu systemu liściowego. Jednym nawożymy siłami zimy, drugim — siłami lata. Nawożymy życie przez to, co niesie wszelkie życie. Są to substancje utrzymane w tym, co żywe, które wyzwalają siły indywidualizujące stanowiskowo rytmizujący stosunek Ziemia-Kosmos.

Istnieje wiele badań eksperymentalnych dotyczących preparatów do opryskiwania.[339] Dostarczają one w tym lub owym kierunku potwierdzenia ich skuteczności. Temu, kto pyta o ich istotę i znaczenie, rozumienie będzie wzrastać w takiej mierze, w jakiej uda się — trzema wymienionymi drogami badawczymi — otworzyć sobie duchowo-naukową podstawę idei, poznawczo uobecnić sobie związki przyrodnicze z nią związane w całości organizmu rolniczego i pozwolić się pouczać przez doświadczenie woli w działaniu.

360

Preparaty kompostowe lub nawozowe

Współbrzmienie dwóch wymienionych stopni nawożenia z ożywionej i uduchowionej duszą przyrody, pod kierownictwem trzeciego — ideami niesionej ludzkiej pracy — jest dziedzictwem zachodnio-chrześcijańskiej kultury rolnej. Teraz, gdy mądre instynkty tego dziedzictwa zanikły, moralne impulsy w praktyce nawożenia muszą być zdobywane z myślącej kontemplacji mądrości, która skrycie działa w przyrodzie. Jest ona wyrazem makrokosmosu działającego z przeszłości. Sama przyroda troszczy się o ułożenie substancji w nawozie krowim, w kompoście roślinnym i w kryształach ziemi. Ułożenie to powtarza się według praw mądrości kosmicznej przeszłości. Gdy kryształ soli rozpuszcza się w wodzie, przez odparowanie znowu powstają kryształy soli tego samego rodzaju. Z nasienia rumianku znowu wyrasta rumianek. Czy to ułożenie substancji, zestalone w «dzieło»,[340] może zostać ożywione w tym sensie, by otworzyło się na siły stającego się kosmosu? Czy to, co chrześcijańskie w rolnictwie przyszłości, polega na tym, że ułożenie substancji, które w makrokosmicznym rozwoju dobiegło końca, będzie mogło się w przyszłości przemieniać przez wolny czyn człowieka? Podstawowym tematem Kursu rolniczego Rudolfa Steinera jest ożywienie samej Ziemi. Temu celowi służą oba opisane już preparaty do opryskiwania — «nawóz rogowy i preparat rogowo-krzemowy». Następuje teraz korowód sześciu preparatów kompostowych, czyli nawozowych, stosowanych jako dodatki do nawozów roślinnych i zwierzęcych, również w dawkach homeopatycznych. Rudolf Steiner otwiera ten korowód opisem preparatu z krwawnika, w którym temat metodyczno-kompozycyjny rozbrzmiewa niejako w pełni. Dlatego właśnie przy preparacie z krwawnika zostanie on opisany obszerniej. Odchylenia od tematu przewodniego przy wytwarzaniu innych preparatów pozwolą tym wyraźniej ukazać ich własny charakter.

Zasada wytwarzania powtarza zasadę posługiwania się nawozami i ich współbrzmienia wyłaniającymi się z przyrody, teraz jednak na stopniu, który wznosi się ponad uwarunkowania przyrody. Nawożenie właściwe przyrodzie trwa w związaniu z gotowym «dziełem». Punktem wyjścia przygotowania preparatów są ułożenia substancji tego dzieła — «tworzywa» z trzech królestw przyrody, które przez rękę

361

człowieka zostają złączone, teraz jednak z idei poznania ducha. Idee te zawierają relację gotowego dzieła do jego podstawy istotowej; w praktycznym urzeczywistnieniu zapoczątkowują nowy rozwój.

Szczegółowe opisy materiałów wyjściowych preparacji i samej preparacji przedstawili następujący autorzy, a mianowicie o:

  • roślinach preparatowych — Jochen Bockemühl i Kari Järvinen[341] — rozważanie, które prowadzi ku temu, by od kontemplacji postępować ku poznaniu istoty.
  • «Pogłębione rozumienie istoty biologiczno-dynamicznych preparatów z punktu widzenia goetheańskiego, chrystologicznego i duchowo-naukowego» — Erdmuth-M. W. Hoerner.[342]
  • Praktyczne posługiwanie się przy wytwarzaniu i stosowaniu preparatów biologiczno-dynamicznych, obszerne zestawienie Waltera Stappunga.[343]

Kompozycja preparatu z krwawnika

Krwawnik jest przez Rudolfa Steinera określony jako «ein ganz besonderes Wunderwerk» («szczególnie osobliwe dzieło cudowne»).[344] «Diese Schafgarbe stellt sich in der Natur so dar, als wenn irgendwelcher Pflanzenschöpfer bei dieser Schafgarbe ein Modell gehabt hätte, um den Schwefel in der richtigen Weise zu den anderen Pflanzensubstanzen in ein richtiges Verhältnis zu bringen.» («Krwawnik ukazuje się w przyrodzie tak, jakby jakiś stwórca roślin posłużył się nim jako modelem, aby siarkę w należyty sposób wprowadzić we właściwe proporcje do pozostałych substancji roślinnych.»)[345] I dalej: «Die Schafgarbe entwickelt vorzugsweise im Kalibildungsprozess ihre Schwefelkraft. Daher hat sie den Schwefel genau in der Menge, die notwendig ist, um Kali zu verarbeiten.» («Krwawnik rozwija swą moc siarkową przede wszystkim w procesie tworzenia potasu. Dlatego zawiera siarkę dokładnie w takiej ilości, jaka jest niezbędna do przetwarzania potasu.»)[346] «In der Schafgarbe verarbeitet der Schwefel den Kaliumgehalt so», («W krwawniku siarka przetwarza zawartość potasu w ten sposób»,) «dass er in der richtigen Weise sich verhält im organischen Prozess gegenüber dem, was nun den eigentlichen Leib, das Eiweißartige der Pflanze ausmacht.» («że zachowuje się we właściwy sposób w procesie organicznym wobec tego, co stanowi właściwe ciało rośliny, jej białkową naturę.»)[347]

362

Siarka pośredniczy między tym, co duchowo-kosmiczne, a substancjami ziemskimi. Porządkują się one zgodnie z siłami duchowego praobraz u — na przykład krwawnika — i ukazują go w formie czy postaci tej rośliny. W żywym siarce można mówić jako o nośniku stwarzającego z ducha princypium, które wyraża się w formie, w kształtowaniu postaci. Potas jako sól odgrywa rolę nośnika substancjalnego princypium i jest tym samym reprezentantem tego, co ziemskie. We wzajemnym działaniu obu tych biegunowych princypiów dokonuje się w roślinie, stopniowo się wznosząc, tworzenie białka. Na każdym szczeblu swego ukazywania się — od nasienia aż po kwiat — roślina, a w szczególności krwawnik, jest obrazem tej polarności. Widzimy ją przed sobą w sposób czysto przedmiotowy, gdy kładziemy nasienie w ziemię. W nasieniu skupia się praobraz rośliny. Żyje w nim to, co kosmiczne, «jako forma rośliny».[348] Nasienie otoczone jest próchnicą — kształtującym czynnikiem w sferze ziemskiej[349] — oraz mineralnymi składnikami gleby: krzemem, wapniem, gliną i solami rozpuszczonymi w wodzie. Otacza je więc ziemska substancjalność, która traci jednak swój charakter w tym stopniu, w jakim jej mineralne składniki są gruntownie skrystalizowane, a przez to nierozpuszczalne w wodzie — jak na przykład kwarc. W krysztale kosmiczny praobraz minerału ukazuje się jako forma. W rozpuszczonej substancjalności panują fizyczno-ziemskie prawa.

Gdy nasienie pęcznieje, pobiera z gleby wodę i rozpuszczone w niej sole. Kosmiczna forma rośliny wchodzi w relację z ziemską substancją. Z tej relacji kiełek rozwija się merkurialnie. To, co w nasieniu żyje kosmicznie jako forma rośliny, przekształca się w ziemską postać rośliny ukazującej się zmysłowo-fizycznie. W chwili pobierania ziemskiej substancji — na przykład potasu — substancja ta w pierwszym kroku już wyobcowuje się ze swojej fizyczno-ziemskiej prawności. W polu napięcia między stawaniem się ziemskim formy rośliny a potasem, który postępowo wyobcowuje się w organicznym przebiegu ze swej ziemskiej natury, tworzy się białko. W prasubstancji wszelkiego życia przenikają się kosmiczna forma i ziemska substancja. W tworzeniu białka — na przykład w strefie wegetacyjnej — proces potasowy parze i wzbiera od dołu ku górze, a z białka duch buduje postać rośliny, posługując się siarką jako swym pośrednikiem. W kształtowaniu roślinnego białka wolno nam widzieć punkt zwrotny, w którym kosmiczna forma rośliny zawęża się w ziemską, a reprezentant tego, co ziemskie — potas — otwiera się ku swemu kosmicznemu

Abbildung 26: Metamorphosen der Stoffanordnung in den drei Schritten der Präparation der Schafgarbe.

Prajestestu. Im bardziej więc krwawnik ukazuje swą zewnętrzną ziemską postać, tym bardziej potas wyswobadza się z uwarunkowania przez swe fizyczne właściwości. Na każdym szczeblu tej przemieniającej się wzajemnej relacji formy i substancji, stawania się ziemskim i stawania się kosmicznym, białko jest inne w swoim substancjalno-formalnym rozkładzie. W młodej roślinie i ku korzeniowi jest ono bardziej pokrewne potasowi, czyli soli (azotany, wolne aminokwasy); w roślinie dojrzałej i ku kwiatowi oraz dojrzałemu owocowi strukturyzuje się coraz bardziej złożenie. Staje się pokrewne siarce, czyli formie (Rysunek 26, s. 363).

W kwiecie ukazuje się w ziemskim dopełnieniu formy to, co w nasieniu żyło kosmicznie jako forma. Wszystko, co w nasieniu było zalążkiem stawania się postacią, wylało się w tę określoną formę. Istota rośliny nie może objawić się ponad to, czym ukazuje się w obrazie aż po kwiat. Z drugiej strony ziemska substancja — potas — w kwiecie jest najdalej wyobcowana od swego ziemskiego charakteru. W kwiecie wchodzi w najdelikatniejsze, kosmicznie wysubtelniałe kształtowanie substancji — na przykład w barwnym płatku kwiatu, w nektarze, w roztaczanym zapachu. To pierwsze — forma —

364

wypełnia się całkowicie w ziemskim ukazaniu. Po jej formie rozpoznajemy bezbłędnie krwawnik — po zwartości jego łodygi, po rozpadzie blaszki liściowej w uporządkowaną wielość pierzastych odcinków rozchodzących się jak włócznie i po białych i różowych kwiatostanach rozświetlających się jak parasolki, wokół których na lekko wypukłym dnie kwiatowym zbierają się suche, zwarte i skupione wydające się pojedyncze kwiaty koszyczka. To drugie — substancja, która w ziemi ukazuje się jako potas o fizycznie dokładnie uchwytnych właściwościach — znika w procesie organicznym, nadaje mu pewne cechy, by następnie wznosząc się od liścia do liścia, przybliżona w kwiecie do kosmosu, przejść w jakiś stan zarodkowy. Niechaj kto spojrzy na kwiatostan krwawnika — zobaczy wysoki stopień ziemsko-fizycznego różnicowania formy, a zarazem ten gest otwierający się wobec kosmosu w bezwolnej oddaności. Nade wszystko ten delikatny, oddany gest — ale i barwa, zapach i smak — mogą służyć jako wskazówka, że w kwiecie proces substancjalny przybliża się w eterycznym wysubtelnieniu do stanów kosmicznych.

Tak więc w kwiecie odzwierciedla się stosunek tego, co kosmiczne, do tego, co ziemskie — w formie i substancji — polarnie do kiełkującego w ziemi nasienia. Roślina objawia swą istotę w tym, że w kwiecie zamiera w formę, i w tym, że zarazem uformowany przez jej istotę proces substancjalny wpada w kwiecie w rodzaj kosmicznego stanu zarodkowego. Jakkolwiek zamknięty i doskonały może kwiat się wydawać, tak samo jest on jednocześnie otwarty i zarodkowy. Ten stan otwierającej się oddaności kosmosowi trwa tylko chwilę. Potem następuje z jednej strony impuls prowadzący do tworzenia indywidualnego nasienia, a z drugiej więdnie postać rośliny aż po kwiat i ulega humifikacji — tworzeniu próchnicy jako «nasienia uniwersalnego». Jak zachować ten status nascendi objawienia formy i utrzymywanej w ruchu eterycznej substancji w kwiecie? Jak można by — poniekąd między tworzeniem nasienia a tworzeniem próchnicy — wynieść to, co roślina osiąga w kwiecie, ponad postawioną przez naturę spiżową granicę? Jak można by nadać chwili kwiatu trwałość?

Można sobie wyobrazić, że Rudolf Steiner, badając w duchu i kierując wzrok ku krwawnikowi, stał przed takimi pytaniami. Odpowiedzi na te pytania sama tylko kontemplacja krwawnika dać nie może. Dalej prowadzi śledzenie działania krwawnika w organizmie zwierzęcym i ludzkim. Tam okazuje się on znaczącym środkiem leczniczym, zdolnym naprawiać «was an einer Schwäche

365

des astralischen Leibes liegt» («to, co leży u źródła słabości ciała astralnego»).[350] Proces kwiatowy krwawnika przedłuża się w jego zastosowaniu jako środka leczniczego w wyższe królestwo ciepłokrwistego zwierzęcia i w królestwo człowieka i tam, poza polem swego zewnętrznego ukazywania się, rozwija dobroczynne lecznicze działanie. Na tę relację krwawnika do czegoś, co jako duchowa i psychiczna rzeczywistość leży poza granicą jego ukazywania się, zwraca uwagę badacz duchowy. Nie daje to jednak jeszcze odpowiedzi na pytanie, jak zachować jako takie proces formy i substancji kwiatu. By to osiągnąć, Rudolf Steiner kieruje badawczy wzrok ku królestwu zwierząt, które w świecie swych organów z ciałem związaną mocą duszy nadaje trwałość chwili. Organizm zwierzęcy zamyka w sobie świat wewnętrzny, który u rośliny kwiatowej wydaje się odwrócony obrazem ku zewnętrzu. Ze szczebla zwierzęcości badacz duchowy zwraca wzrok ku krwawnikowi z pytaniem, który proces organiczny może zachować to, «was in der Schafgarbe ist» («co jest w krwawniku»).[351] Tę moc ma «zwischen der Niere und der Blase sich abspielende Prozess, und dieser Prozess ist wiederum von der substanziellen Beschaffenheit der Blase abhängig» («proces rozgrywający się między nerką a pęcherzem, a ten proces jest z kolei zależny od substancjalnej właściwości pęcherza»).[352] Te warunki spełnia pęcherz samca — czyli zwierzęcia noszącego poroże — szlachetnej zwierzyny. Używa się zazwyczaj pęcherza jelenia.

Przemiana materii płynów kończy się w pęcherzu. Wchłania on, koncentruje i wydala na zewnątrz to, co nerka — sprawująca pieczę nad przenikniętym duszą organizmem płynnym — uwalnia z wnętrza jako niepotrzebne. Czynność nerek i pęcherza pozostaje w uderzającym związku ze swym biegunem przeciwnym — skierowaną ku zewnętrzu czynnością układu nerwowo-zmysłowego. Dotyczy to przede wszystkim oka, a u jelenia poroża, które po obumarciu przez kilka miesięcy aż do zrzucenia staje się rodzajem wyczuwającego narządu zmysłów. Oko wydaje się — w swej budowie zdominowanej niemal wyłącznie przez prawa fizyczne — jak kawałek świata zewnętrznego, który «na kształt zatoki» wgłębia się w organizm.[353] Poroże wyrasta jako kość kończyny ponad głowę i zamiera dosłownie w przedmiot świata zewnętrznego.

366

Tak żyje szlachetna zwierzyna z wysoko noszonym porożem i bacznym spojrzeniem w nieustannej cichej nerwowości, postrzegając swe otoczenie.

Oko zachowuje się przy tym polarnie wobec pęcherza. Jak pęcherz wychwytuje i koncentruje materialny strumień substancji z przenikniętego duszą jestestwa wewnętrznego, tak odwrotnie oko — które wychwytuje to, co duchowe ze świata zewnętrznego, i koncentruje w obrazie spostrzeżenia. I jak pęcherz, wydalając, otwiera się na świat zewnętrzny, tak oko pośredniczy, wpromieniowując treść obrazu, jestestwu wewnętrznemu. Jak silnie spostrzeganie i wydalanie są ze sobą związane, przekonuje się ten, kto wyraźnie i niekoniecznie we właściwej porze wchodzi do obory. Krowy na chwilę uszają, i już przemiana materii staje się aktywna; zaczyna szumieć. U szlachetnej zwierzyny ten związek jest bardziej spolaryzowany ku stronie nerwowo-zmysłowej. W cielesnej otwartości zmysłowej przeżywa ona to, co kosmiczne w swym otoczeniu, i to odciska się w organizacji jej ciała. Tej pieczęci zawdzięcza pęcherz szlachetnej zwierzyny swą szczególną «substancjalną właściwość».[354] To, czego jeleń doświadcza jako kosmicznej teraźniejszości, odciska się w substancjalnym rozkładzie cienkiej jak pergamin błony pęcherza. Jest ona w swym substancjalnym odciśnięciu przez siły kosmosu «niemal obrazem kosmosu» («fast ein Abbild des Kosmos»).[355] Z drugiej strony pęcherz szlachetnej zwierzyny ma kształt niemal kulisty. Jako organ-powłoka zamyka wewnętrzną przestrzeń i tą silną postacią otaczającej przeobrażającej powłoki zachowuje ciągły bieg procesów rozgrywających się w jej wnętrzu. Jak wszystkie organy, pęcherz nosi w sobie — w formie i zachowującej funkcji — dziedzictwo przeszłego makrokosmosu. To, co czyni pęcherz szlachetnej zwierzyny tak wyjątkowym i tak odpowiednim do preparacji krwawnika w porównaniu na przykład z pęcherzem innych przeżuwaczy, to podwójność jego funkcji. W swej substancjalnej właściwości pozostaje on u zwierzęcia noszącego poroże w relacji do aktualnie działających sił makrokosmosu, w swej formie natomiast — do zachowujących, z przeszłości działających sił makrokosmosu.

To, co w przyrodzie rozchodzi się w dwie całkowicie rozdzielne linie ewolucji — z jednej strony w proces siarkowo-potasowy, kulminujący w kwiecie krwawnika, a z drugiej w proces pęcherzowo-nerkowy, kulminujący w szlachetnej zwierzynie — są to ewolucyjne punkty końcowe. Badacz duchowy spogląda na kres drogi rozwoju w formie i substancjalnym rozkładzie i spogląda na stwórcze moce początku i ich dalszy rozwój. Z całościowego oglądu obu światów otwiera się pierwszy krok preparacji: kwiaty krwawnika są, lekko uciśnięte, napełniane w pęcherz jelenia tak, by były przez niego allseitig otoczone (Rysunek 26, I, s. 363).

367

To, co wcześniej w kwiatach krwawnika — skierowane ku zewnętrzu — otwierało się w bezwolnej oddaności wobec kosmosu, wypełnia teraz przestrzeń wewnętrzną. To, co wcześniej jako pęcherz służyło całkowicie organizmowi wewnętrznemu — będąc w swej formie tworem przeszłego, a w swej substancji obrazem obecnego kosmosu — jest teraz przedmiotem świata zewnętrznego. Pęcherz jest tworem ciała astralnego jelenia. Wyjęty z jelenia, brakuje mu ciała astralnego. Na jego miejsce wstępują — w ekspozycji preparatu wobec otoczenia — wpromieniowania «Weltenastralleibu» (kosmosu) («kosmicznego ciała astralnego»). Wraz z tym pierwszym krokiem preparacji dokonuje się pierwsze wywrócenie na nice funkcji pęcherza. W naturze pęcherz jest organem procesu przemiany materii; teraz jako przedmiot w przestrzeni i czasie staje się w swej substancjalnej właściwości rodzajem narządu zmysłów wobec kosmosu. Z drugiej strony kwiaty — które w naturze bezwolnie otwierają się ku zewnętrzu — dostają się w wewnętrzną sferę organu, który przez organizm zwierzęcy tak jest ukształtowany, że przenika swą treść wolowo siłami zachowującymi.

W drugim kroku preparacji zaczyna spełniać się to, co przez wywrócenie na nice w pierwszym kroku zostało ugruntowane (Rysunek 26, II, s. 363). Pęcherz jelenia z zawartością kwiatów zostaje zawieszony «an einem möglichst von der Sonne beschienenen Ort» («w miejscu możliwie dobrze nasłonecznionym»).[356] Jest tam wystawiony na działanie sił fizycznego ciała Ziemi w żywiołach powietrza i ciepła oraz tego, co działa istotowo w pionie na osi środek Ziemi–Słońce. Możemy przyjąć, że to właśnie teraz jej substancjalna właściwość — udzielona jej przez kosmiczne doświadczenie jelenia — sprawia, że błona pęcherza staje się zmysłowo odbiorcza na to, co przestrzennie otacza ją jako fizyczne działanie sił. Ta sygnatura sił przestrzeni przesyconej słońcem w powietrzu i cieple — pośredniczona przez substancję pęcherza — udziela się zamkniętej substancji kwiatowej. I właśnie forma-powłoka pęcherza sprawia, że to, co zostało przyjęte, jest w kwiatach krwawnika zatrzymane i zachowane. W wywrotach pierwszego i drugiego kroku preparacji działanie obrzeża wyciska się w uniesione w eterycznie działanie potasu w kwiatach krwawnika. Utrzymuje ono — tak wolno to chyba rozumieć — eteryzowany proces potasowy w ruchu i przemienia go przez wyższe siły tego, co astralne, w «siłę kształtującą».

368

W trzecim kroku preparacji zakopujemy kule krwawnika «nicht sehr tief in die Erde» («niezbyt głęboko w ziemię»),[357] tak by były tam wystawione na działanie sił fizycznego

ciała Ziemi w żywiołach płynnego i stałego oraz tego, co działa istotowo w kierunku pionowym (Rysunek 26, III, s. 363). I znowu to substancjalna właściwość pęcherza zmysłowo pośredniczy masie krwawnikowej to, co w ciemności, w ziemi i wodzie żyje fizycznie w przestrzeni, a forma-powłoka trwale wyciska to w zarodkowy stan substancji kwiatów.

W drugim i trzecim kroku preparacji masa kwiatowa krwawnika wystawiona jest na działanie sił fizycznego ciała Ziemi. Ma ono swą podstawę w czterech żywiołach, które w przyrodzie wielorako się mieszają i znowu rozdzielają, lecz w wielkim porządku rozstępują się — powietrze i ciepło ponad ziemią oraz płynne i stałe pod ziemią. W obu przestrzennych jakościach «Góry» i «Dołu», światła i ciemności, kule krwawnikowe zanurzają się jak zarodki kiełkujące. W nich zachowują się te przestrzenne jakości «Ziemskiego». «To, co Górne», zachowując się, przenika «To, co Dolne» i odwrotnie. Jakby skondensowana w jednym punkcie, znosi się biegunowość świata wyżyn i głębin, sąsiedztwo w przestrzeni i urzeczywistnienie fizycznego ciała Ziemi.

Drugi krok preparacji był dotychczas rozpatrywany jedynie pod fizyczno-przestrzennym względem. Dochodzi do tego aspekt czasowy. Kule krwawnikowe przebywają — zawieszone nad ziemią i wystawione tam na działanie sił ciepła i powietrza oraz światła słońca — od wiosny przez lato aż do jesieni (Rysunek 26, II, s. 363). W tym czasie, zwłaszcza latem, powietrze i ciepło oraz wilgotna powłoka Ziemi są przeniknięte przez eteryczne i astralne siły, które wpromieniowują się bezpośrednio ze słońca i z planetarnego obrzeża — szczególnie od planet podsłonecznych. To, co żyje duchowo w tych siłach, sprawia, że rośliny rosną; kształtują się w swej niewyczerpanej obfitości form. To działanie sił panujące jakby poziomo w cieple, powietrzu i wilgoci odbiera masa kwiatowa wewnątrz otuliny. I znowu to substancjalna właściwość pęcherza będzie pośredniczyć to, co żyje w następstwie czasu, a jej forma organiczna będzie zachowywać odciśnięcie każdej chwili.

W trzecim kroku preparacji kule krwawnikowe przebywają od jesieni przez zimę aż do wiosny w ziemi (Rysunek 26, III, s. 363). Tam przesycona wilgocią ziemia jest przepełniona przez eteryczne i astralne siły, które pośrednio — ze słońca i z planetarnego obrzeża, przede wszystkim od planet nadsłonecznych — działają na wzrost roślin. To, co żyje duchowo w tych siłach, wchodzi w relację z

369

reprezentantami mineraliczno-krystalicznej natury Ziemi — z kwarcem (krzemem), wapnem i substancją gliniastą. Jako działanie pośrednie jest ono pośredniczone przez glinę w «kosmicznym prądzie wznoszącym»[358] ku światu roślin i kształtuje się w nim — na przykład w barwach liści i kwiatów oraz w subtelniejszym substancjonowaniu dojrzewających owoców. Zanurzone w tym działaniu sił, kule krwawnikowe spoczywają w ziemi przez półrocze zimowe. I znowu to substancja organicznej powłoki będzie — w rodzaju czynności zmysłowej — pośredniczyć to, co postępuje w czasie, ku temu, co zarodkowe w masie kwiatowej, a forma będzie to zachowywać w tym, co zarodkowe.

W drugim i trzecim kroku preparacji masa krwawnikowa jest w pionowej relacji przestrzennej wbudowana w fizyczne ciało Ziemi, a poziomo — w relacji do biegu roku, do rytmicznego powrotu powstawania i przemijania — w eteryczne i astralne ciało Ziemi. Te ostatnie różnicują się w wielość istot, które sprawiają zjawiska w biegu roku i rytmiczną następczość pór roku. Polarnie naprzeciw siebie stają zima i lato, a pomiędzy nimi przejścia — wiosna i jesień. Dla jakiegoś miejsca na Ziemi nie może być jednocześnie zimy i lata. Następują po sobie w strumieniu czasu. W wystawieniu kul krwawnikowych na procesy letniego półrocza w powietrzu i cieple, a następnie zimowego półrocza w wodzie i ziemi — to, co zarodkowe w substancji kwiatowej, pośredniczone i zachowane przez pęcherz jelenia, otrzymało wciśnięty w siebie cały bieg roku. W zawartości kwiatowej przenikają się jednocześnie wszystkie jakości czasowego następstwa w biegu roku. Letnie półrocze, zachowując się, przenika zimowe i odwrotnie. W tak preparowanym krwawniku działanie obrzeża całego biegu roku kondensuje się do punktu w jednoczesności — a tym samym w potencję nowych możliwości rozwoju.

W dalszym przebiegu preparacji krwawnika strumień substancji, który w kwiecie kończy się w stanie zarodkowym, zostaje wyniesiony ponad próg związania z przestrzenią i czasem. To, co w kwiecie krwawnika przez chwilę przeżywało się w bezwolnym geście — jako czysta potencja — otwiera się w przekraczaniu tej granicy na wyższą naturę sił. To, co substancjalnie zarodkowe, nie opada z powrotem w naturalne zdarzenie tworzenia nasienia i próchnicy, lecz kiełkuje — zapłodnione przez siły fizycznego, eterycznego i astralnego ciała Ziemi.

370

Rozpatrzmy podsumowująco trójkrok preparacji krwawnika z punktu widzenia człowieka, który go wykonuje. W krwawniku, podobnie jak w pęcherzu szlachetnej zwierzyny, makrokosmiczny rozwój dochodzi do swego końca. Panuje tam dopełnienie, tam nie idzie się dalej. Ludzki duch jednak potrafi — wzmacniając swą zdolność poznawczą — wnikać w duchowe głębiny bytu i stawania się. Zostały one otwarte dla obecnej świadomości w wynikach antropozoficznej nauki duchowej. Takie wyniki są zawarte w Kursie rolniczym Rudolfa Steinera i prowadzą do tego, by to, co w przyrodzie jest rozdzielone, lecz z początku pozostające ze sobą w relacji, jednoczyć w pierwszym kroku preparacji. Tak więc w zewnętrznym substancjalnym przebiegu — z ludzkiego ducha — dokonuje się w trzech krokach preparacji rodzaj potrójnego przejścia przez próg. Wszędzie tam, gdzie przyroda w przebiegu preparacji — w dopełnieniu samej siebie — napotyka na próg, możemy ją z wglądów badania duchowego twórczo poprowadzić ponad nim.

Poziomy skuteczności

Gotowy preparat stanowi, mierzony masą naturalnych nawozów gospodarstwa, ilość zdającą się niemal zaniedbywalną. Układ substancji w nim nie jest dziełem, lecz zarodkiem. Na zewnątrz sprawia wrażenie spokrewnionego z humusem, a przecież jest mu dokładnie przeciwstawny zarówno w istocie, jak i w działaniu. Humus «erzeugt lichtloses Wirken» («tworzy działanie bez światła»).[359] «Er gestaltet das Untere durch die Erde» («Kształtuje to, co dolne, poprzez ziemię»).[360] Sens preparatu z krwawnika — podobnie jak w zmienionej postaci pozostałych preparatów kompostowych — polega właśnie na tym, by ulegającym rozkładowi organicznym nawozy gospodarstwa przekazywać «lichtvolles Wirken» («działanie pełne światła»), przenosić na nawozy naturalne zdolność do stawania się wrażliwymi na pozaprzestrzenne i pozaczasowe praobrazы kosmosu.

Istota i znaczenie preparatu z krwawnika pozostają w związku z istotą i znaczeniem potasu w przyrodniczym gospodarstwie. W swojej fizycznej naturze potas objawia się w swych zdeterminowanych właściwościach. Nimi liczy się chemik jako czymś jedynie realnym. W procesie życiowym rośliny — i archetypicznie w krwawniku — wyobcowuje się

371

potas z tej skrzepłej w dzieło zdeterminowości i przez szczególną zawartość siarki w krwawniku zostaje w procesie kwitnienia przybliżony o pierwszy stopień ku swemu kosmicznemu pra-jesteсtwu. Można to nazwać stopniem «Wirksamkeit» («działania»),[361] stopniem czynnego, żywego działania. W napięciu wobec siarki potas rozwinięcia swe działanie w tym, co żywe, które od ziemskiego bieguna prowadzi do tworzenia białka w obszarze liści. W kwiecie tworzenie białka niemal całkowicie ustępuje w tył. Ciągnie się dalej w tworzenie nasienia. Tak więc w kwiecie proces potasowy zostaje niejako zwolniony z swego działania w żywym. Wysubtelnia się w stan zarodkowy, w to, co w obrazie można odczuć jako bezwolnie otwierający się gest kwiatu. Stan ten trwa chwilę, i już to, co zarodkowe w tym procesie substancjalnym, wraz z obumieraniem rośliny zapada w mineralizację, wraca w stan zdeterminowości właściwości fizycznych. W chwili kwitnienia jednak wkracza preparacja. Przez owinięcie w pęcherz szlachetnej zwierzyny i dalsze kroki preparacji potas — który w kwiecie osiągnął najwyższy stopień swej przemiany w to, co żywe — zostaje oderwany od rośliny nośnej i utrzymany w działaniu. Wskazuje to na to, że potas płynąc w swym ożywieniu staje się wrażliwy na wyższą sferę, na sferę objawienia swego jestestwa. Dzięki temu ziemski pierwiastek potas jest wyniesiony nie tylko w sferę życia, lecz w sferę życia noszącego doznanie. Staje się nośnikiem życia przeniknionego wewnętrznością.

To ożywienie i astralizacja substancji dokonuje się też w zwierzęciu przez jego duszewne, czyli astralne jestestwo. Wyraża się to w niezwykłej sile nawozowej wydalin przeżuwaczy, a przede wszystkim bydła.

Wymownym przykładem jest tu nawóz krowi. W człowieku substancja uduchawia się ponad wymienione stopnie, pod panowaniem Ja, i staje się jego nośnikiem. To, co w preparacji jest nadzwyczajne, polega na tym, że substancje zostają tu wprowadzone w układ, przez który mogą poza zamkniętym organizmem cielesnym człowieka i zwierzęcia stać się w glebie nośnikami kosmicznego życia i kosmicznej astralności.

Gotowy preparat z krwawnika — twór z ducha człowieka — reprezentuje trzeci stopień nawożenia. Rozwinięcia swe działanie przez to, że w ilościach homeopatycznie małych dodawany jest do tego,

372

co w ciągu roku gromadzi się w gospodarstwie rolnym z organicznych mas ze świata roślinnego i zwierzęcego. Rozwijając swe działanie, wchłania się w kompost i stos nawozowy. W stosownym czasie nawozy te trafiają na glebę. Gleba zaś jest jedynie cienką jak skóra warstwą. Jako «Zwerchfell» («przepona»)[362] tworzy środek między «Oben» i «Unten» («tym, co górne» i «tym, co dolne»), między wyżynami i głębinami, między światłem i ciemnością. Gdy nawóz wpraco-wujemy w tę skóropodobną «środkę», zostaje ona zapłodniona przez ten nowy układ substancji — będący esencją współbrzmienia mineralnej, roślinnej i zwierzęcej natury, rytmów roku słonecznego i duchowo-twórczej siły człowieka. Ten nawóz uszlachetnia i przewyższa sposoby działania trzech królestw przyrody: krystalicznej zmysłowej natury Ziemi, kompostu roślinnego i nawozu zwierzęcego. Nie tylko wyrównuje to, co przez grabieżczą gospodarkę zostało glebie odebrane, lecz daje Ziemi, temu «dziełu», zdolność, by to, co bez życia, ożywiło się, to, co ożywione, niosło doznanie, a to zaś — przez wnikający z przyszłości duch — zindywidualizowało się.

Znaczenie trzeciego stopnia nawożenia można dostrzec w tym, że w szerokim spojrzeniu ku przyszłości przyrodnicze istnienie tam, gdzie tak się pracuje, prowadzimy ponad próg przestrzeni i czasu i na nowo przyłączamy do postępującego rozwoju duszy świadomości człowieka — i wraz z nią kosmosu.

Kompozycja preparatu z rumianku

Preparacja przebiega według tych samych kroków co preparat z krwawnika, z jedną niepewnością: w tekście Kursu drugi krok — wieszanie wypełnionych jelit krowich — nie jest wspomniany; natomiast w notatkach do Kursu pojawia się w tym zakresie stosowna wzmianka. Do tej kwestii powrócimy w dalszej części.

W swoim wyglądzie rumianek (Matricaria recutita bzw. Chamomilla officinalis) jest krwawnikowi polarny, choć jako złożona (astrowata) jest z nim bardzo blisko spokrewniony. Wykazuje natomiast pokrewieństwo w funkcjonalnym polu napięcia polarności korzenia i kwiatu. Ta bliskość, a zarazem oddalenie, uzasadnia jego pozycję jako drugiego w korowodzie preparatów nawozowych.

373

Badanie duchowe poucza, że preparat z rumianku posiada zdolność «den Dünger fähig zu machen, so viel Leben in sich aufzunehmen, und dieses Leben auf die Erde zu übertragen» (uczynienia nawozu zdolnym do przyjęcia w siebie tyle życia i przeniesienia tego życia na glebę), że nawóz staje się w stanie «noch mehr zusammenzubinden diejenigen Stoffe, die für das Pflanzenwachstum nötig sind, außer dem Kalium auch das Kalzium, Kalkverbindungen» (związywać jeszcze silniej substancje niezbędne dla wzrostu roślin — poza potasem również wapń, związki wapniowe). W krwawniku mamy do czynienia przede wszystkim z działaniem potasu. «Wollen wir auch noch die Kalziumwirkungen einfangen, so brauchen wir wiederum eine Pflanze, […] die, […] in einer homöopathischen Dosis verteilt, Schwefel enthält, und vom Schwefel aus die übrigen der Pflanze notwendigen Stoffe heranzuziehen» (Jeśli chcemy uchwycić również działanie wapnia, potrzebujemy znowu rośliny, która — rozłożona w dawce homeopatycznej — zawiera siarkę i za pośrednictwem siarki przyciąga pozostałe substancje niezbędne roślinie). «Die Kamille verarbeitet [neben dem Kalium; uwaga autora] das Kalzium dazu» (Rumianek przetwarza [obok potasu] do tego wapń). Przyczynia się do tego, «jene schädlichen Fruktifizierungswirkungen von der Pflanze auszuschließen, die Pflanze gesund zu erhalten» (wykluczenia ze wzrostu roślin owych szkodliwych działań fruktyfikacyjnych i zachowania roślin w zdrowiu).[363]

Te wskazania Rudolfa Steinera rzucają zarazem światło na tak charakterystyczny wygląd rumianku w porównaniu z krwawnikiem. Krwawnik — dzięki swej aktywności siarkowej w obszarze ciepła i powietrza — pozostaje w oddziaływaniu wzajemnym z solą ziemską — potasem, w postępującym udoskonaleniu procesu potasowego od korzenia ku górze, przez łodygę, następstwo liści aż do kwiatu, i jest wyrazem opanowania żywiołu ziemskiego i wodnego. Wszystko w nim wskazuje na dążenie ku ścisłej formie i powściągliwości procesów życiowych — jak choćby silna sukulencja drobno członowanego, a zarazem gęstego pierzastego ulistnienia oraz kwiaty rurkowe ukryte niby za murami działek kieliszka. Rumianek natomiast sprawia wrażenie wydobytego z żywiołu ziemskiego. Jego związek z potasem przejawia się jeszcze w lekkiej sukulencji liści.[364] Jego aktywność siarkowa zdaje się jednak skupiać przede wszystkim na przetwarzaniu i sublimacji ziemskiej substancji — wapnia. Wszystko w nim dąży ku luźnemu, intensywnemu rozczłonkowaniu organów wegetatywnych. Od wyraźnego korzenia palowego, który ku górze lekko grubieje na kształt rzepy, promieniują częściowo poziomo, w gęstych seriach, korzenie boczne ku szerokości i głębokości. Pęd główny wznosi się pionowo ku górze, lecz wkrótce u nasady dzieli się na szereg gałęzi bocznych, które — mało się rozgałęziając — rozchodzą się wszerz i w górę, nadając roślinie w całości skłonność do kulistej postaci. Liście tworzą luźne, mało uporządkowane pierzaste odcinki; odcinki pierzaste są

374
Abbildung 27: Metamorphosen der Stoffanordnung in den drei Schritten der Präparation der Kamille.

wąskimi, nitkowatymi tworami, które same z siebie rozgałęziają się tylko nieznacznie (rycina 27). Te gesty promienistości i zaokrąglania wskazują na cechy charakterystyczne dla bogactwa form wapienia mineralnego (CaCO3), jak choćby promienistość aragonitu czy kuliste bądź zaokrąglone formy krystalicznych wapieni, okruchów lessowych, nacieków jaskiniowych itp.

Postać pędu rumianku budzi wrażenie promienistego rozczłonkowywania się i rozpuszczania w świetle, cieple i powietrzu. O to, by nie rozpuścić się całkowicie, dbają kwiatostany szczytowe, w których gest kształtowania całej rośliny powtarza się na wyższym poziomie i zwraca ku wnętrzu. Łodyga zatrzymuje się i rozszerza w dno kwiatowe, na którym niepostrzeżenie wyrastają kwiaty rurkowe, obrzeżone od zewnątrz białymi kwiatami języczkowymi. W rozkwitaniu dno kwiatowe wypukla się w zaokrąglony stożek i jarzy się ciepłą złotą żółcią kwiatów rurkowych. Pod tym wypukleniem dna kwiatowego powstaje wypełniona powietrzem pustka — niezawodny znak, że mamy do czynienia z prawdziwym rumiankiem. Szczególną oznaką ruchliwości rumianku

375

w przeciwieństwie do krwawnika jest unoszenie się białych kwiatów brzeżnych o świcie i ich opadanie wieczorem.[365]

W kwiatach, które owijają i zamykają kulistą postać swobodnie stojącego rumianku, jego przeniknięte światłem, ciepłem i powietrzem jestestwo pojawia się raz jeszcze na wyższym poziomie. Proces siarkowy przenika — w porównaniu z krwawnikiem — w odmienny sposób całą roślinę aż w dół do korzenia. I zamiast utrzymywać potas żywo w żywiole ziemskim i wodnym jak tamten, rumianek eteryzuje wznoszący się potas-wapń w obszarze oddziaływania ciepła i powietrza, osiągając szczyt w kwiecie, który wydziela intensywny zapach. To, co w kwiecie dobiega procesualnie końca, stanowi w preparacji rumianku początek czegoś nowego. To odwrócenie na lewą stronę zostaje zapoczątkowane przez wypchanie zebranych kwiatostanów rumianku w zwierzęcą otulinkę formową — odcinek jelita cienkiego krowy (rycina 27). Jelito cienkie (Intestinum tenue) łączy się z dwunastnicą (Duodenum) przychodzącą od żołądka, przechodzi w jelito biodrowe (Ileum), które wpada do jelita ślepego (Caecum). Długi odcinek środkowy tworzy jelito czcze (Jejunum), które w kształcie girland lub wieńca otacza spiralnie ułożoną tarczę okrężnicy (Colon). Ta tworzy środkowy odcinek jelita grubego między jelitem ślepym (Caecum) a odbytnicą (Rectum). Do preparacji nadaje się jelito czcze. W nim odbywa się — zapoczątkowane przez wydzieliny wpływające do dwunastnicy (wątroba, żółć, trzustka) oraz przez gruczoły własne jelita — główne trawienie. Ściana jelita czczego jest wielokrotnie powiększona przez gęsto ułożone kosmki jelitowe. Chronione przez potężną błonę śluzową (Mucosa), naczynia krwionośne i limfatyczne sięgają w kosmkach głęboko do kanału jelitowego. W nim dzięki wydzielinom gruczołowym i bakteryjnemu rozkładowi następuje niemal całkowita mineralizacja przyjętego pokarmu. Jest to intensywne wydarzenie metaboliczne, któremu towarzyszą rytmiczne ruchy rozluźniania i ponownego prostowania kosmków jelitowych oraz perystaltyka ścian jelitowych poprzez warstwę mięśniową, która z kolei przez mocno przetkaną tkanką nerwową, niemal przezroczystą błonę — surowicówkę (Serosa) — oddziela ścianę jelitową od wnętrza jamy brzusznej. To rozczłonkowanie na trzy błony i trójdźwięk ich funkcji wykazuje też pęcherz jelenia. A jednak oba układy narządów pozostają względem siebie polarne. Pęcherz centruje i gromadzi ciecz wydzieloną przez nerkę

376

i odprowadza ją do świata zewnętrznego; jelito cienkie natomiast porusza stało-płynną zawartość przyjętego z zewnątrz pokarmu, rozkłada ją, przesiewa w przebiegu przez ścianę jelitową i wprowadza to, co przesiane, do wewnętrznego świata ciała. Pęcherz i nerka są narządami ciała astralnego w organizmie płynnym; pęcherz wydala z wnętrza ciała to, co nerka odsiała jako nieprzydatne. Jelito cienkie jest narządem, który z tego, co stałe w pokarmie, filtruje to, co użyteczne, i wcina je w ciało. Głęboko w nieświadomości bierze u człowieka udział w tym procesie organizacja Ja. Wkracza ona głęboko w przebieg trawienia i dba o zniszczenie obcej substancjalności aż do poziomu fizyczno-nieorganicznego.

Pierwszy krok preparacji jest krokiem odwrócenia i emancypacji od naturalnego przebiegu. Pytanie brzmi: Jak proces potasowo-wapniowy, który w trakcie wzrostu rumianku był utrzymywany w ruchu i w kwiecie osiągnął najwyższy stopień eterycznej plastyczności, może zostać — ponad obumieraniem kwiatu — wydobyty z ograniczenia przestrzenno-czasowego, tak aby to, co w kwiecie zostało zawiązane, mogło być utrzymane w ruchu na wyższym poziomie? To zadanie spełnia jelito czcze krowy. Zdobywamy je najlepiej od krowy, która przez całe życie dokonywała «kosmiczno-jakościowej analizy» w swym układzie trawiennym na paszy z własnego gospodarstwa. Tniemy jelito czcze na odcinki o długości ok. 25 do 50 cm, zawiązujemy je z jednego końca i za pomocą lejka wpychamy koszyczki kwiatostanów rumianku do osłonki jelitowej, zawiązujemy od strony otworu wsypowego i otrzymujemy w ten sposób napięte, pokaźne kiełbaski (rycina 27, s. 374).

To, co uprzednio jako kwiat rumianku było zwrócone ku rozległości kosmosu, ku słońcu, wypełnia teraz stłoczone wnętrze jelita czczego krowy. To odwrócenie z zewnątrz do wewnątrz dotyczy również nowej funkcji samego jelita cienkiego. Ma ono teraz zawartość, której już nie trawi, enzymatycznie nie otwiera i nie porusza, lecz przeciwnie — zachowuje ją w swej konsystencji i czyni wrażliwą na siły, które wnikają z planetarnego obrzeża poprzez światło słoneczne. Zwyczajna funkcja jelita i ściany jelitowej polega na tym, by przetworzoną zawartość jelit z chwilą ziemskiego pokarmu — fizycznie przez układ limfatyczny i krwionośny, duchowo przez nerwowo-zmysłową skórę surowicówki — pośredniczyć wnętrzu ciała krowy. Polarnie do tego zewnętrzna skóra jelita (Serosa) jest teraz zwrócona ku siłom kosmosu i Ziemi. Oderwana od organizmu krowiego, przesiąknięta doznaniem substancja ściany jelitowej pośredniczy

377

kwiatom rumianku siły Ziemi i Słońca. Pytanie brzmi: Czy to nie one właśnie utrzymują w ruchu — ponad naturalnie wyznaczoną granicę — eteryzowany potas i wapń kwiatów? Na tym przecież ostatecznie polega zadanie wszystkich preparatów nawozowych! Wraz z pierwszym krokiem preparacji, odwróceniem procesów polarnych, dokonuje się wznoszenie, które — tak można to rozumieć — ma potencję, by otworzyć «dzieło» tego, co się stało, na nowy stopień rozwoju wirksamości. Ta potencja realizuje się ostatecznie w drugim, a zwłaszcza w trzecim kroku odwrócenia i emancypacji (rycina 27, s. 374).

Co do drugiego kroku powstaje wspomniana na wstępie niepewność dotycząca wskazania Rudolfa Steinera w Kursie rolniczym i tego, co zawarł w notatkach, które sporządził w przygotowaniu do niego. Są one wydrukowane jako aneks w Kursie rolniczym. Na arkuszu 30 tych notatek znajduje się uwaga: «Därme – aufhängen» («Jelita — powiesić»). O tym nie ma mowy w piątym wykładzie Kursu, a więc w publicznym omówieniu tego zagadnienia. Podkreślony jest tam zdecydowanie krok trzeci — ekspozycja w glebie wobec kosmicznych sił zimowych: jako «Naturwirkung […] möglichst dem Erdigen verwandtes Lebendiges da wirken zu lassen» (działanie naturalne — pozwolić tam działać temu, co żywe i możliwie jak najbliżej spokrewnione z żywiołem ziemskim). Opisana jest też dokładniej właściwość miejsca, w którym należy zakopać preparat z rumianku: «Diese kostbaren […] Würstchen wiederum den ganzen Winter hindurch in einer nicht zu großen Tiefe einer möglichst humusreichen Erde aussetzen und sich auch solche Stellen aussuchen […], wo der Schnee liegen bleibt längere Zeit, und den […] Schnee gut die Sonne bescheint, sodass möglichst die kosmisch-astralen Wirkungen da hineinwirken» (Te cenne kiełbaski wystawiać z kolei przez całą zimę na niedużej głębokości w glebie możliwie bogatej w humus i wybierać takie miejsca, gdzie śnieg zalega przez dłuższy czas i gdzie śnieg jest dobrze nasłoneczniony, tak aby możliwie silnie działały tam kosmiczno-astralne wpływy).[366]

Temu trzeciemu — w porównaniu z krwawnikiem — krokowi preparacji przypada najwyraźniej zasadnicze znaczenie. Drugi krok ekspozycji na promieniowanie kosmosu przez powietrze i ciepło pozostaje nie wspomniany. Ostatnio, analogicznie do preparacji krwawnika, coraz szerzej praktykuje się wieszanie jelit przez całe lato. Koszyczki kwiatostanów rumianku kwitnącego od końca maja do czerwca zbiera się, lekko podsusza, wpycha do jelit i jeszcze przed Janem lub przesileniem letnim wystawia na letnie siły powietrza i ciepła.[367]

378

Gdy próbujemy ocenić — z ducha samego Kursu rolniczego — różnie brzmiące wypowiedzi dotyczące letniego i zimowego działania w przypadku rumianku, pomocna może być następująca rozwaga: Jak wskazuje postępowanie przy kolejnych roślinach preparatowych, jest ono dostosowane do charakterystycznej właściwości każdej rośliny w obchodzeniu się z siłami kosmicznymi i substancjami ziemskimi. Jak opisano, wzrost rumianku jest wyrazem przewagi intensywnej astralności w świetle, cieple i powietrzu. Wznosi się ona jeszcze raz w kwiecie i przejawia się w wypełnionej powietrzem pustce pod wygiętym dnem kwiatowym — pustkę tę można jednocześnie bez sprzeczności rozumieć jako wyraz kształtowania się własnej, jeszcze nie wypełnionej istotą, wewnętrznej przestrzeni (duszy) — w rytmice ruchów kwiatów języczkowych, w ciepło-powietrznym zapachu i w jego silnym działaniu leczniczym. Wszystko to wskazuje na to, że rumianek jest już w toku swego wzrostu wystawiony na tak silne letnie kosmiczne działanie astralne, że drugi krok preparacji wydaje się zbędny; rumianek niejako sam go uprzedza. Niemniej jednak wieszanie kiełbasek jelitowych przez lato z pewnością nie może zaszkodzić.

Po przezimowaniu w glebie — konieczna jest ochrona przed lisami i psami — następuje jako kolejny krok preparacji i emancypacji odkopanie wiosną w okolicach Wielkanocy. Powstała nowa substancja o nowych właściwościach, która dzięki swej astralnej sile kształtowania «stickstoffbeständiger ist als andere Dünger, der aber außerdem die Eigentümlichkeit hat, die Erde so zu beleben, dass sie in außerordentlich anregender Weise auf das Pflanzenwachstum wirken kann. Und man wird vor allen Dingen gesündere Pflanzen […] erzeugen» (jest trwalsza azotem niż inne nawozy, ma ponadto tę właściwość, że ożywia glebę w sposób nadzwyczaj pobudzający wzrost roślin — i przede wszystkim będzie się hodować zdrowsze rośliny).[368]

«Odświeżającą i ożywiającą siłę» preparatu z rumianku można przypisać eteryzowanemu potasowi, uzdrawiającą zaś — eteryzowanemu wapniowi. Ten ostatni staje się wrażliwy na porządkujące siły astralne emanujące z nadzmysłowego jestestwa rumianku. W «związywaniu» tych substancji ziemskich — potasu i wapnia — ciało eteryczne czyli życiowe roślin staje się bogatsze w siły kształtujące; może tym samym «die schädlichen Fruktifizierungswirkungen aus[zu]schließen» (wykluczać szkodliwe działania fruktyfikacyjne).[369] «Fruktifikację» można tu rozumieć jako właściwy proces w niewłaściwym miejscu: W glebie fruktyfikują bakterie, grzyby itp. i zapewniają procesy rozkładu aż do mineralizacji, a następnie — w połączeniu ze zwierzętami glebowymi — procesy przebudowy i

379

budowy. Tam, w glebie, jest właściwe miejsce; niewłaściwe — gdy to samo zjawisko zaczyna wybujale panować piętro wyżej, w łodydze nad ziemią, np. w postaci wirusoz albo bakteryjnych i grzybiczych chorób roślin. Temu niszczycielskiemu wdzieraniu się tego, co ziemskie, z gleby w obszar łodyg i liści przeciwdziała nawóz organiczny potraktowany preparatem z rumianku.

Podobnie jak inne preparaty nawozowe, preparat z rumianku przechowuje się w równomiernie utrzymywanym chłodzie, w nieco przyciemnionym pomieszczeniu, w glinianych naczyniach otoczonych ze wszystkich stron torfem. Torf izoluje przed promieniowaniem. Stosuje się go w porcjach wielkości szczypty trzema palcami — dwa do trzech gramów na 2 m3 w ogrodnictwie, w rolnictwie na 10 do 12 m3 obornika bądź materiału kompostowego, czyli w zależności od wielkości pryzmy. Właściwa miara wynika z osobistego stosunku, który człowiek buduje w pracy z nawozem.

Kompozycja preparatu z pokrzywy

Pokrzywa, trzecia w tym związku obok krwawnika i rumianku, nie wykazuje w swym charakterystycznym wyglądzie prawie żadnego z nimi pokrewieństwa — wykazuje je jednak w sposobie obchodzenia się z potasem, wapniem i dodatkowo z żelazem. Proces siarczanu przenika od góry z mocą całą roślinę. Użycza pokrzywie zdolności wydobywania wymienionych substancji z ich ziemsko-nieorganicznej natury i wcielania ich w swoje procesy życiowe. Rudolf Steiner nazywa ją «der größten Wohltäterin des Pflanzenwachstums» (największą dobrodziejką wzrostu roślin) i mówi: «Die Brennnessel ist wirklich ein Allerweltskerl, die kann ungeheuer viel […] außerdem, dass die Brennnessel Kali und Kalzium in ihren Strahlungen und Strömungen fortführt, außerdem hat die Brennnessel noch eine Art Eisenstrahlungen, die fast so günstig sind dem Laufe der Natur wie unsere eigenen Eisenstrahlungen im Blute. Die Brennnessel verdient es eigentlich durch ihre Güte gar nicht, dass sie da draußen oftmals so verachtet in der Natur wächst. Sie müsste eigentlich dem Menschen ums Herz herum wachsen, denn sie ist wirklich in der Natur draußen in ihrer großartigen Innenwirkung, ihrer inneren Organisation eigentlich ähnlich demjenigen, was das Herz im menschlichen Organismus ist»[370] (pokrzywa jest naprawdę wszechstronnym stworzeniem, potrafi niezmiernie wiele [...] oprócz tego, że pokrzywa prowadzi potas i wapń w swych promieniowaniach i prądach, posiada jeszcze jakiś rodzaj promieniowania żelazowego, niemal tak korzystnego dla biegu przyrody jak nasze własne promieniowanie żelaza we krwi. Pokrzywa właściwie ze swej dobroci wcale nie zasługuje na to, że rośnie sobie tam, na zewnątrz, tak często pogardzana. Powinna właściwie rosnąć człowiekowi wokół serca, gdyż jest naprawdę na zewnątrz w przyrodzie, w swym wspaniałym działaniu wewnętrznym, w swej wewnętrznej organizacji, podobna do tego, czym jest serce w ludzkim organizmie) (Rysunek 28, s. 383).

380

Cały wzrost pokrzywy, jej skłonność do skromnego rozrastania się wszędzie tam, gdzie przez ludzką rękę coś popadło w nieład — na przykład w miejscach, gdzie panuje gnicie albo gdzie leżą hałdy gruzu, lub na zaniedbanych pastwiskach i tam, gdzie stare maszyny rdzewieją w zaroślach, czy też na glebach z blisko powierzchni zalegającą wodą gruntową bogatą w żelazo, a dalej wszędzie tam, gdzie w krajobrazie powstają strefy przejściowe, jak przy miedzach, skarpach wodnych, żywopłotach i skrajach lasów — to wszystko, a także intensywna zieleń liści, będąca wyrazem działania azotu, przede wszystkim jednak żelaza, bez którego zawierający magnez chlorofil nie mógłby się tworzyć, jak również surowy ład jej okazałej, wyprostowanej postaci — wszystko to wskazuje, że pokrzywa opanowała proces żelazowy, wyraz wzmożonej siły Ja. Gdzie rośnie, tam dzięki swemu «wspaniałemu działaniu wewnętrznemu» tworzy ład w środku pomiędzy «tym, co w górze, i tym, co w dole». Wytwarza harmonijne wyrównanie jednostronnych procesów glebowych, tworząc niezwykle trwały, okruchowy próchniczny humus wierzchni.

Znamienne jest, że ostre uwydatnienie polarności korzenia i kwiatu, charakterystyczne dla złożonych — krwawnika i rumianku — jest pokrzywie obce; należy ona do rzędu *Urticales*. Swymi niepozornymi kwiatostanami zanurza się w ulistnienie górnej jednej trzeciej łodygi. Kwiaty wyrastają z kątów liści ustawionych ściśle krzyżowo-naprzeciwlegle i piętrowo jeden nad drugim (Rysunek 28, s. 383). Rośliny pylonośne wykazują bardziej podłużną blaszkę liściową i zaokrąglone ząbkowanie brzegu liścia, podczas gdy rośliny owocujące mają bardziej zwartą, sercowatą blaszkę i ostro zaostrzone ząbkowanie. Metamorfoza liścia zaznacza się tylko słabo: już w najniższym liściu ujawnia się typ rośliny z wyraźnym, nieco jeszcze okrągławym ząbkowaniem i porostem włosków parzących; co więcej, nawet liścienie je już noszą. Ku górze, w kierunku środka pędu, blaszka liściowa rozszerza się ku wyraźnej sercowatości, a ku wierzchołkowi łodygi znowu zwęża się ku delikatnym, ostro ząbkowanym, lancetowatym formom.

To, co u roślin kwiatowych jest uwieńczeniem, ujawnieniem ich istoty w kwiecie, cofa się zupełnie. Kwiaty nie mają płatków. Żółtawozielone kwiaty pylkowe wyrastają w dłuższe wiechowate skupienia i zwisają w obrębie górnego ulistnienia; kwiaty owocowe są białawozielone i trzymają się gęściej skupione, bliżej łodygi.

381

Całe ulistnienie, czworokancista, wewnątrz pusta łodyga oraz kwiat obsiane są włoskami parzącymi. Są to jednokomórkowe uwypuklenia naskórka, u podstawy wzmocnione przez złogi wapnia. Na szczycie noszą skrzemionkowaną główkę, która przy dotknięciu odłamuje się. Włosek parzący wbija się w skórę jak igła strzykawki i uwalnia trujący sok komórkowy wywołujący pieczenie — *urtycynę*. Zawiera ona między innymi substancje (*histaminę*, *serotoninę*, *acetylocholinę*), które normalnie występują wyłącznie u człowieka i zwierząt.[371] We włoskach parzących ku peryferii rośliny zamiera proces fizjologiczny — tak jak to właśnie jest charakterystyczne dla kwiatu. Można zatem z pełnym przekonaniem powiedzieć: nie tylko kwiaty pokrzywy zostały wciągnięte w ulistnienie, lecz jej nadziemny pęd jest od najwcześniejszej młodości okryty za sprawą włosków parzących jakby procesem kwitnienia.

Pokrzywy rozrastają się przez rozłogi łodygowe (kłącza) w kolonie o wysokości od jednego do dwóch metrów. Pędy rozłogowe mają żółtawe zabarwienie, biegną płasko pod ziemią, rzadziej nad nią, i wysyłają ze swych węzłów żylaste, również żółtawe sznury korzeniowe w głąb, od których następnie biała, drobna korzeniowina, bogato rozgałęziona, przenika warstwę wierzchnią gleby. Z węzłów kłącza wyrastają ku górze każdorazowo dwa pędki. Dążą w górę z zdecydowaną siłą wyprostowania i surowym harmonijnym, geometrycznym ładem. Wyspowo skupiają się pędy i odgraniczają ku zewnątrz obronną osłoną, która w silnie zacieniającym ulistnieniu zamyka w sobie wnętrze. Pokrzywie właściwe jest «działanie wewnętrzne», które koncentruje się w tej przestrzeni wewnętrznej, rozciąga w przestrzeń korzeniową i w ten sposób harmonizuje nieuporządkowane życie gleby i przekształca je w żyzny, trwały humus wierzchni.

W pokrzywie dokonuje się cud: streszcza ona w sobie samej polarność korzenia i kwiatu, podnosząc ją ku wyższej jedności. Proces siarczanu z góry ku dołowi i proces Sal-substancji z dołu ku górze pozostają w wyższym stopniu w ruchu; oba przenikają się, wznosząc się, merkurialnie w liściu. Ten proces jest na wyższym stopniu rozwoju porównywalny z krążeniem krwi. W jego środku, w sercu, które jest zarazem środkiem między tym, co w górze, i tym, co w dole, spotykają się żylny i tętniczy prąd krwi. Stykają się przeszłość i przyszłość w tym, co teraźniejsze: krew, która z jednej strony na peryferii ofiarowuje siły w fizyczną czynność ciała, z drugiej zaś obarcza się

382

strumieniem doznań spełnionych czynów, dociera jako żylny prąd krwi do centrum. Tam dokonuje się synteza, unoszące się z podświadomości ku świadomości czucie sercowe. Krew żylna przemienia się i odnawia w sercu — poprzez oddychanie płucne — w tętniczy prąd krwi, który wylewając się pobudza do nowej czynności. Tak samo na stopniu roślinności pokrzywa: «kwitnie» od swego środka, od liścia, aż po peryferie całej rośliny. Substancje ziemskie — potas, wapń i żelazo — doznają swego «wznoszącego oczyszczenia», swej eteryzacji, nie dopiero w końcowym stanie rozkwitania, zamierania w formę, lecz siły astralne działają poprzez siarkę w taki sposób, że proces kwitnienia wdrukują w całe wydarzenie wzrostu i utrzymują go w ruchu. Przez to pokrzywa spełnia «swoje wspaniałe działanie wewnętrzne», które czyni ją «podobną do tego, czym jest serce w ludzkim organizmie».[372]

Tu leży zapewne powód, dla którego Rudolf Steiner nie wskazuje dla pokrzywy żadnego organu zwierzęcego, który miałby zapewnić utrzymanie w ruchu tego, co eteryczne, poza procesem kwiatu. Organem, który by tu wchodził w rachubę, byłoby serce. Serce jednak nie jest organem skórnym, lecz mięśniowym, samoistnie czynnym. W nim w rytmie uderzeń pulsu łączą się proces przemiany materii i proces zmysłowy; stają się jednym. Serce ucieleśnia syntezę z polarności obu procesów. Jest zarazem czynnym wewnątrzbyciem i powłoką organową. Pokrzywa spełnia podobną funkcję na stopniu życia czysto ożywionej przyrody. Jej przesycony astralnie organizm sił kształtujących uzdalnia ją do przekształcania zaklinowanej w stałość ziemską naturę sił ziemskich substancji — potasu, wapnia i żelaza — w uzdrawiające promieniowania porządkujące to, co żywe.

W odniesieniu do preparacji chodzi o pytanie: jak tę jedyną w swoim rodzaju zdolność można wznieść do rangi nawozu sił, który glebie i uprawianym roślinom udziela zdolności właściwych pokrzywie? Jak organiczne nawozy gospodarstwa można przez dodanie tego nawozu sił — jak wreszcie samą glebę — uczynić «wewnętrznie wrażliwą», tak żeby procesy budowania i rozkładu przebiegały w tym wyższym sensie «rozumnie», żeby gleba indywidualizowała się ku tym roślinom, które właśnie chcemy uprawiać? «Es ist wirklich etwas wie eine ‹Durchvernünftigung› des Bodens, was man mit diesem Zusatz von Urtica dioca wird bewirken können.»[373] (Jest to naprawdę coś w rodzaju ‹przeniknięcia rozumem› gleby, co będzie można osiągnąć tym dodatkiem *Urtica dioica*.)

383
Abbildung 28: Die Stoffkomposition des Brennnesselpräparates im Durchgang eines Jahreslaufes.

Można to osiągnąć, gdy nadziemny pęd pokrzywy — głębokozielonej w łodydze i liściu, która doszła już do kwitnienia — poddać się polarności wynoszącej ją ponad właściwe jej, naturą uwarunkowane wydarzenie typowego kształtowania się jej postaci. Przez to dochodzi do kolejnego wzniesienia, do syntezy nowej substancji w tym, co żywe — do preparatu z pokrzywy. Kosi się pokrzywę, zgina ją razem lub lepiej grubo sieka i «lekko przywędza» (Rysunek 28).

Wykopuje się w żyznej warstwie wierzchniej gleby niezbyt głęboko dół, wkłada się masę do środka, otacza się ją nieco torfem i przykrywa z powrotem ziemią. W tym miejscu pozostaje przez cały rok i jest tam wystawiona zarówno na zimowe, jak i na letnie siły. Po roku wykopuje się silnie skurczoną przez rozkład i zaawansowaną humifikację masę i trzyma w rękach gotowy preparat — nową, astralnie promieniującą substancjalność materialną. Praktyczne wykonanie wymaga wielkiej uważności co do właściwego stanu przywiędnięcia; przy odwiędaniu należy też unikać bezpośredniego nasłonecznienia. Przy zbyt jeszcze wilgotnym stanie masy pokrzywowej łatwo dochodzi do niepożądanych błędnych fermentacji, a przy zbyt silnym naświetleniu — do zaczarniania. Musi ona w cieniu,

384

najlepiej przy dopływie ciepłego powietrza, zostać podsuszona. Żeby po roku znaleźć ją z powrotem w ziemi, używa się często starych lnianych worków, płaskich i cienkościennych drewnianych skrzynek na warzywa albo drenażowych rurek glinianych, do których się ją wpycha. W tym ostatnim przypadku otrzymuje się w znacznej mierze zhumifikowaną czarną masę.

Co dotyczy też innych preparatów zakopywanych w ziemi, dotyczy szczególnie pokrzywy: ocena, czy preparat udał się lepiej czy gorzej, nie zależy od stopnia humifikacji, lecz od luźnej struktury preparatu, przyjemnego zapachu i przede wszystkim od tego, by otaczająca gleba była w dobrze przewietrzonym, okruchowo żywym stanie. Rozstrzygające jest, że siły okolicznego świata przekazywane przez ziemię mogą wejść w relację z substancjami roślin preparatowych wyniesionymi w to, co eteryczne, i mogą być zachowane.

Wszystkie preparaty nawozowe, z wyjątkiem preparatu z waleriany, wprowadza się osobno w pryzmy kompostowe i gnojowe, w otwory o głębokości 30–50 cm, w odstępach od 50 cm do 3 m, w zależności od wielkości czy długości pryzm. Preparat z pokrzywy, tak bliski funkcji serca, wprowadza się zwykle pośrodku, na grzbiecie pryzmy; czworo rodzeństwa ma, wzajemnie przesunięte, swoje miejsce na bokach. Ich działanie jest astralnie promieniujące — a więc takie, które kwalifikuje się w zmysłowej zjawiskowości, nie zaś ilościowo mierzalnie.

O kwestii przemiany substancji

Pod uwagę wchodzą trzy różne jakości przemiany substancji:

1 Gdy spala się organiczną substancję, jak węgiel czy drewno, obserwuje się, jak jej materialna kompozycja znika i jako produkty przemiany pojawiają się inne kompozycje substancjalne — na przykład gazy i popiół. Odwrotnie: szereg wzajemnie reagujących substancji łączy się w nową kompozycję (związek), jak na przykład węgiel, tlen, azot, wodór i siarka — w białko. Całe przyrodnicze dzianie się ujawnia we wszystkich zjawiskach nieustanną przemianę substancji.

2 Pewne nieorganiczne pierwiastki — jak uran, tor i inne — oraz naturalne sole potasowe — radioaktywny ⁴⁰K zawarty jest w potasie w ilości nieco powyżej 0,12% — wysyłają w nieregularnych odstępach mierzalne promieniowanie; w szeregu rozpadów powstają produkty przemiany

385

(izotopy oraz pierwiastki o niższej masie atomowej). Procesy te wymykają się bezpośredniemu postrzeganiu; działają jakby od dołu, z podnatury, ku górze, wkraczając w naturalne dzianie się. Wywołują choroby i w ostatecznym rachunku działają śmiertelnie.

3 Od nasienia aż po pełne ukształtowanie form roślinnych, od zarodka aż po cielesne wyformowanie zwierzęcia i człowieka — w nieustannej przemianie substancji zachodzą procesy budowania, rozkładu i przebudowy. Działa tu zasada życiotwórcza, coś istotowo nadzmysłowego, co tworzy sobie w przyrodniczym bycie zmysłowo postrzegalny obraz. Tu siły świata istot nadnatury krafcą w naturę.

Preparaty są kompozycjami substancjalnymi, które — każdy na swój sposób — «użyźniają» opisany pod punktem 3. stosunek wzajemny między naturą (Ziemią) a nadnaturą (kosmosem). Szczególne znaczenie przypada tutaj trójni preparatu z krwawnika, rumianku i pokrzywy. Sprawiają one szczególny rodzaj przemiany substancji: ziemskie pierwiastki potas i wapń zostają w żywym kontekście roślin nie tylko eteryzowane, lecz uzyskują właściwości, które przybliżają je do sposobu działania azotu. Stają się nosicielami sił astralnych, a w końcu całkowicie przemieniają się w azot. Rudolf Steiner wskazuje na to następująco: «bo mianowicie w procesie organicznym leży tajemna alchemia, która na przykład potaż, gdy tylko pracuje w nim w odpowiedni sposób, naprawdę przemienia w azot, a nawet wapno, gdy właściwie pracuje, naprawdę przemienia w azot».[374] A dalej: «istnieje wzajemny stosunek jakościowy między wapnem a wodorem, podobny do stosunku jakościowego między tlenem a azotem w powietrzu. […] Pod wpływem wodoru wapno i potas nieustannie przemieniają się w coś azotopodobnego, a w końcu w prawdziwy azot. […] jest on właśnie tak niezmiernie pożyteczny dla wzrostu roślin, ale trzeba go sobie dać wytworzyć przez takie metody, jakie opisałem»[375] — to znaczy przez artystyczne kształtowanie substancjalnych procesów stawania się w organizmie rolniczego gospodarstwa. Jak dla malarza płótno, farba i pędzel są środkami jego artystycznego tworzenia, tak dla rolnika — ziemia i jej ożywianie przez wytwarzanie i stosowanie preparatów.

386

W przytoczonych wyżej cytatach badanie duchowe dotyka tajemnicy transsubstancjacji. Jak można się przybliżyć do rozwiązania tego problemu? Z pewnością nie z tym samym sposobem myślenia, którym usiłuje się rozwiązywać zagadki natury nieorganicznej. Oba przytoczone stosunki jakościowe stoją do siebie polarnie. Ten między tlenem a azotem w powietrzu jest miarodajny dla oddychania u zwierzęcia i człowieka. Obie substancje konstytuują w przeważającej mierze żywioł powietrza, obie pozostają w powietrzu w stanie gazowym, nieorganicznie nieaktywnym. Opływają zewnętrznie pęd rośliny. Inaczej rzecz się ma z ziemskimi substancjami — potasem i wapniem. Są one wynoszone przez życiową organizację rośliny ze skrępowania w fizycznej postaci substancjalnej, w «tworzywie», w sferę żywego działania. Można to rozumieć tak: pewne rośliny, rośliny lecznicze — właśnie krwawnik, rumianek i pokrzywa — mają zdolność, mocą swego ciała eterycznego, wprawienia w ruch organizacji potasu i wapnia ściętej w to, co fizyczne, wyzwolenia jej z zakrzepnięcia w formę. W swej postaci zjawiskowej i swych właściwościach są one odciskiem swego stanu, który na wczesnych stopniach ewolucji był jeszcze wypełniony życiem. Gdy mineralna forma wchodzi w procesy życiowe tych roślin, nasuwa się myśl, że potas i wapń stają się w nowy sposób podatne na działanie następnego, wyższego członu istoty — ciała eterycznego tych substancji. Jego istotową rzeczywistość geistesforscher napotyka w nadzmysłowym świecie ducha, który jako najniższy krąg graniczy z fizyczno-zmysłowym. Nowe, działające z przyszłości, duszewno-astralne impulsy rozwojowe mogą wtedy zdolnić te obdarzone własnym ciałem eterycznym substancje do otwarcia się na człony istoty zadomowione w jeszcze wyższej sferze ducha. Ziemskie substancje — potas i wapń — stają się tą drogą «azotopodobne», stając się same nosicielami sił duszewno-astralnych. Przejmują właściwości azotu, który z natury swej jest we wszystkich procesach życiowych nosicielem ujawniającej typus świata astralnego. «Azot jest naprawdę tym, który jest nosicielem odczucia.»[376] Uprzytamnia on w ożywionej przyrodzie, w tworzeniu białka, procesy życiowe wywodzące się z dawnej przeszłości Ziemi, które przeszły stopnie rozwojowe i stały się teraz «dziełem» stworzenia. O przywróceniu potasu i wapnia do ich eterycznego stanu decyduje ich szczególny stosunek jakościowy do wodoru. Jak te

387

jako sole najgłębiej opadły w stan czysto ziemskiego, tak wodór jest tym, «który możliwie najbliżej spokrewniony jest z tym, co fizyczne, i zarazem możliwie najbliżej spokrewniony jest z tym, co duchowe».[377] W swej budującej aktywności w tym, co organiczne, posługuje się siarką — i tak samo w swej aktywności rozkładającej. «Wynosi on ku rozległościom wszechświata wszystko to, co jest w jakikolwiek sposób ukształtowaną, ożywioną astralnością […] Wodór właściwie wszystko rozpuszcza.»[378]

Otóż, to właśnie ów wymieniony stosunek jakościowy w krwawniku, rumianku i pokrzywie sprawia, że wodór rozluźnia w potasie i wapniu skrępowanie w formę i wyprowadza to, co astralne, zakrzepłe w tej formie, w «nieokreślone, chaotyczne przestrzenie wszechświata».[379] Przez to to, co eteryczne potasu i wapnia, może w tych roślinach znów wpłynąć w takim stopniu, że za pośrednictwem siarki może stać się nosicielem nowego, z przyszłości napromienionego świata sił. Potas i wapń przemieniają się w azot, o ile w tym sensie stają się nosicielami tej nowej astralności. Można wtedy powiedzieć, że azot powietrzny powtarza przeszłe w teraźniejszym. Natomiast ziemskie substancje — potas i wapń — również przeobrażone w nosiciele sił astralnych — umożliwiają przyszłe w teraźniejszym.

Lecz jak można przypisać jednej i tej samej substancji, azotowi, dwie tak biegunowo różne jakości działania? Zgodnie z aktualnym naukowym poglądem istnieje tylko jedna — ta, którą wyprowadza się z jego nieorganicznych, fizykochemicznych właściwości. Jeśli dopuszcza się wyłącznie sposób myślenia leżący u podstaw tego poglądu, pytanie jest uzasadnione: po co tą skomplikowaną drogą wytwarzać tak znikome ilości azotu, skoro jest on w powietrzu w nadmiarze? Wystarczyłoby przecież ukształtować odpowiednio bogatą w rośliny strączkowe płodozmianę i mieć pod ręką wystarczającą ilość organicznego nawozu, aby zabezpieczyć zapotrzebowanie na azot dla reproduktywnego wzrostu. Jest to spojrzenie, które doświadczeniu myślowemu otwiera tylko wycinek rzeczywistości. Gdy siły skrępowane w tym, co fizyczne, ożywiane są w roślinie przez jej eteryczną organizację, a w zwierzęciu przeniknięte przez jego ciało astralne — wprawiają się w ruch;

388

nie podlegają już odtąd swym czysto fizycznym prawom, lecz wyższym prawom ożywiającego eteru i kształtującego astralu.

Sprawiona przez to przemiana martwej nieorganicznej substancjalności umożliwia roślinie, zwierzęciu i człowiekowi wcielanie się na Ziemi. Wcielenia są powtórzeniami rozwoju z prardalekiej przeszłości; są procesami żelaznej konieczności. Tylko człowiek, mocą swej inkarnowanej duszy-ducha, może określać swe działanie jako rozwój ku przyszłości, w wolności, samodzielnie. Oznacza to jednak, że mocą swego Ja nieustannie uduchowia siły i substancje budujące ciało, transsubstancjuje je. To charakteryzuje prawdziwą ewolucję ludzkościowej przyszłości.

Z badania duchowego pochodzi w «Kursie rolniczym» Rudolfa Steinera opis drogi, jak w wolnym działaniu — w przygotowaniu preparatów biologiczno-dynamicznych — można wytwarzać substancje nawozowe, które czynią mury żelaznej konieczności «dzieła», w jakie skrzepł makrokosmos, przepuszczalnymi dla impulsów rozwojowych — a więc które sprawiają, że siły z przyszłości dochodzą do głosu w teraźniejszym.

Fakt, że w przypadku trójni preparatów krwawnikowych, rumiankowych i pokrzywowych trójnia ziemskich substancji, czyli substancji sal — metale ziemskie potas, wapń i żelazo — poddana zostaje preparacji, przez którą same, przy współudziale wodoru i azotu, stają się nosicielami sił astralnych, jest procesem transsubstancjacji. Tym samym przekracza się granicę, którą stawia natura. Jakość działania tego rodzaju azotu rozumieć należy jako biegunową wobec tej, którą stanowi ewolucyjnie miarodajna siła kształtująca zwykłego azotu w gospodarstwie natury. Azot wytworzony przez preparację krwawnika, rumianku i pokrzywy jest tym, «który właśnie tak niezmiernie pożyteczny jest dla wzrostu roślin».[380] Preparaty krwawnikowe, rumiankowe i pokrzywowe jako nawozy zmierzają do tego, by w powiązaniu z rozwojem duszewnym człowieka zasadzić nowy potencjał rozwojowy w «dziele» stającego się świata. Posługiwanie się preparatami jest odpowiedzią na uwagę Rudolfa Steinera: «Stoimy [od początku XX wieku; uwaga autora] przed wielką przemianą wnętrza natury.»[381] Może ona obrócić się ku dobru jedynie wtedy, gdy towarzyszy jej wielka przemiana kształtowania duszewnego ludzi. Gdzie ta nie następuje, powstaje zniszczenie.

389

Kompozycja preparatu z kory dębu

Dąb, jego kora i łyko

Spośród roślin preparatowych dąb szypułkowy (Quercus robur) jest najbardziej reprezentatywną dla naszych szerokości geograficznych drewniejącą rośliną trwałą. Do preparacji używa się jego kory, względnie borku. Jest to tym bardziej zaskakujące, że w przypadku wszystkich innych roślin preparatowych do preparacji wykorzystuje się koszyczki kwiatowe — lub, jak w przypadku pokrzywy, ze względu na jej kwiatopodobny charakter, cały pęd. Kwiat dębu jest jednopłciowy i jeszcze mniej okazały niż kwiat pokrzywy. Tylko w formie liści i owocniku osadzonym w miseczce — żołędzi — nieomylnie objawia się typus tego drzewa. Kto chce w obrazowej oglądalności zbliżyć się do wyjątkowości drzewnej natury dębu, musi zwrócić wzrok ku powolnemu, stopniowemu stawaniu się jego potężnej, sękatej, samej siebie afirmującej postaci — i na tym tle — ku procesowi substancji, który przejawia się z jednej strony w tworzeniu się kory i borku, z drugiej w twardym, odpornym drewnie rdzeniowym. Proces ten wychodzi ze strefy ożywionego kambium ku wnętrzu i na zewnątrz, przybliżając się w każdym przypadku, jako produkt końcowy roślinnego stawania się, z powrotem ku temu, co mineralne. Badanie duchowe wskazuje przy tym na znaczenie procesu wapniowego w korze dębu i na to, jak utrzymuje on rośliny w zdrowiu: «schafft Ordnung, wenn der Ätherleib zu stark wirkt» (wprowadza porządek, gdy ciało eteryczne działa zbyt silnie).[382] W strefie życia, we łyku kory, obok kwasów garbnikowych i innych substancji aromatycznych tworzy się w pojedynczych komórkach organiczny związek wapnia — szczawian wapnia — który krystalizuje w wakuolach komórkowych i w borku wytrąca się w druzach krystalicznych, a ponieważ jest trudno rozpuszczalny w wodzie, długo się tam utrzymuje.

Dąb po skiełkowaniu posyła swój korzeń palowy w głąb, a za nim równie głęboko wnikające korzenie boczne, czyli sercowe.[383] Do nich przyczepiają się poziomo, z wielką siłą ku rozległości dążące korzenie boczne, które z kolei na obrzeżach zapuszczają w głąb tak zwane korzenie kotwiące. W pełni wyrośnięty dąb tworzy, jak lustrzane odbicie rozłożystej korony, rodzaj równie potężnej «korony korzeniowej» w głębinach ziemi. Jego

390

cały wzrost, a wraz z nim procesy substancji, przemawiają o tym zakorzenioniu w ziemi.

Pęd młodego dębu rośnie pionowo ku górze z okółkowato osadzonymi rozgałęzieniami i pod względem tego typu wzrostu podobny jest do innych drzew liściastych. Ale już od początku nieomylnie objawia się praobraz dębu w tak charakterystycznym dla niego, wciętym i klapowanym liściu. Dopiero po mniej więcej 20 latach młodości wygląd dębu szypułkowego zmienia się w swoistą mu formę wzrostu — szeroko rozpostartą, nieregularnie luźniejszą i prześwietloną koronę (Rysunek 29, s. 401). To, co w formie liści dawało się już od początku przeczuć, w następnych dziesięcioleciach ogarnia z mocą całe drzewo. Potężna siła wzrostu, która trwać może nawet w tysiącletnim dębie, działa we wszystkich jego członach jak spiętrzana, widoczna w tym, że zeszłoroczne pędy przewodnie zostają w tyle i zarastają przez pędy boczne, przez co powstaje nieregularny przebieg konarów rozwijających się na kształt pnia. Tak samo liście spiętrzają się na czubkach pędów w pęczki; pień «spiętrza się» ku wnętrzu w wielką twardość drewna, ku zewnętrzu — w zagęszczający się, trwale przylegający borek.

W miarę postępu wzrostu na grubość, po około 20 latach znika tak zwana kora lustrzana — nazwana tak od swojej gładkości i połysku — a na jej miejscu pojawia się charakterystyczny, spękany borek.

Nawiązując do szczególnie idealnej struktury wapniowej,[384] Rudolf Steiner mówi o korze dębu; używany w botanice odrębny od niej termin «borek» pozostaje niewspomniany. Doprowadziło to do rozbieżnych poglądów na temat tego, którą z obu — korę lustrzaną czy borek — należy stosować do preparacji. Hoerner w swoim gruntownym i wyczerpującym opracowaniu opowiada się zdecydowanie za korą lustrzaną młodego drzewa — tą, której ongiś używano jako «Eichenlohe» do garbowania skór.[385]

W sensie botanicznym jest to kora — żywa tkanka łyka otoczona przez epidermy. W niniejszej książce jednak oddane zostanie słowo borkowi. Niżej zostanie to szerzej uzasadnione. Kora znika z pola widzenia, gdy tylko dąb wyrasta do swojej właściwej postaci. Rozszerza się ona w borek, ponieważ corocznie odnawiająca się tkanka łykowa obumiera ku peryferiom. Przejście ku borkowi tworzy odtąd

391

wtórna tkanka meristematyczna — fellogen, którego komórki chronią łyko przed wpływami zewnętrznymi i korkowacieje obumierającą tkankę łykową w borek. Borek buduje się od wewnątrz ku zewnętrzu z corocznie obumierających, zakorkowanych warstw tkanki korowej, przy czym warstwy te pozostają ze sobą zrośnięte.[386]

Wskutek wzrostu pnia i rozłożystych konarów na grubość borek pęka w głębokie szczeliny. Komórki korkowe chronią obumarłą tkankę łykową przed rozkładem, a tym samym szczawian wapnia i część trudniej lotnych olejków eterycznych oraz związków aromatycznych i ich pochodnych, które wytworzyły się w korze. Spośród związków aromatycznych chodzi o węglowodory, których produktem końcowym jest żywica wysokopolimeryzowana. Gdy Rudolf Steiner mówi, że «żywica dębowa powinna być jeszcze dość skuteczna»[387] — jako takiej wydzieliny dąb właściwie nie wytwarza — to z pewnością ma na myśli niskopolimeryzowane stadia pośrednie na drodze ku żywicy. Są to między innymi łatwo lotne substancje zapachowe, pokrewne wydzielinom kwiatowym, oraz aromatyczne węglowodory zawarte w olejkach roślinnych. Powstają one podczas fazy dewitalizacji rośliny ku kwitnieniu. «Ulatniają się» — po części za sprawą wodoru, który stał się procesualnym «jedynowładcą» — w nieodróżnialność kosmosu;[388] albo są, jak w przypadku borku, trudniej lotne i dzięki otuleniu korka dłużej się zachowują. Te «bliskie kwiatom» substancje zawdzięczają swój skład siłom kształtującym kory i jej dewitalizacji ku zaastralizowanej formie borku. Z borku uszło życie — tak samo jak dzieje się to w procesie ku kwitnieniu. Siły tego, co astralne, zachowane są w organicznej «strukturze» dębowego borku, który zamyka w sobie pokrewne kwiatom aromatyczne formacje substancji oraz skrystalizowany szczawian wapnia. Dąb stwarza zatem dopiero w borku strukturę, która nadaje wapniowi uzdrawiającą rośliny moc działania i która na drodze dalszych kroków preparacji może być uczyniona użyteczną dla gleby i roślin.

392

Dęby kwitną dopiero wówczas, gdy korona drzewa jest w pełni uformowana.[389] Następuje to w wieku około 60 lat. Kwitnienia prawie się nie zauważa; dopiero gdy w tym zaawansowanym wieku we wrześniu i październiku opadają żołędzie, zwraca się uwagę na głęboką przemianę w biografii drzewa. Nawiązując do poprzednich rozważań, nasuwa się pytanie: czy dąb nie kwitnie i nie wydaje owoców już na długo wcześniej, zanim kwitnie i owocuje w sposób widzialny? W całej drzewnej naturze, a szczególnie reprezentatywnie w dębie, ziemia wywraca się na zewnątrz.[390] Czy nie dokonuje się już w tym procesie wywracania rodzaj kwitnienia i owocowania, tylko spiętrzony wstecz w pień i gałęzie, jakby zatrzymany w połowie drogi? Gdy popatrzy się na przekrój poprzeczny pnia dębowego, można w poziomym układzie odnaleźć Tria Principia Paracelsusa w budowie pnia. W strefie obrzeżnej pnia pojawia się — ledwo dostrzegalny gołym okiem — żywy pokład kambium, który ukryty pod korą otacza drzewo niczym zielony liść. Z tej warstwy ku wnętrzu wyrasta tkanka przewodząca ksylemu, która wznosi wodę i sole mineralne i która — w układzie poziomym — zakorzeniona jest niejako w żywej bieli. W niej, podobnie jak w kompleksie sorpcyjnym gleby, przechowywane i ponownie mobilizowane są asymilaty. Jest to strefa procesu «Sal». Ku rdzeniowi pnia biel obumiera; mineralizuje się niejako w drewno rdzeniowe przez inkrustację substancji drzewnych — lignin oraz pochodnych kwasów garbnikowych — dla ochrony przed gniciem.

Ku zewnętrzu z kambium wychodzi tkanka komórkowa rurek sitowych (floem). Prowadzi ona asymilaty do wszystkich niezieleniejących części drzewa. Do niej przylega tkanka korowa, czyli łyko. Zewnętrzna skórka, epiderma, zapewnia wreszcie ochronę przed wiatrem i pogodą. Przyobleka ona formę rośliny w widzialność. Kora mieści różne tkanki komórkowe, które po części zawierają chlorofil i pochłaniają światło, oraz komórki pojedyncze, które w swoich wakuolach tworzą kryształy szczawianu wapnia. Całościowo w korze panuje intensywna, spiętrzająca się i ku formie dążąca czynność metaboliczna. Tworzą się substancje pokrewne kwiatom, aromatyczne związki, jak kwasy garbnikowe i ich pochodne. W obrazie trójni Sal, Merkur i Sulfur można w przekroju pnia, w cienkiej, niezwykle ożywionej okrywie kory, rozpoznać skupiony, spiętrzony, merkurialny wzrost pędowy, który nie różnicuje się w pęd i

393

liść. Ten liściowo-pędowy charakter kory podpierany jest faktem, że pąki liściowe wyrastają z kory, a pąki pędowe przez korę pozostają w łączności z kambium. Mineralne inkluzje i powstawanie węglowodorów — sulfuryzacja — wskazują na wciąż przez siły wzrostu opanowany, wstrzymany proces kwitnienia. Kora pozostaje za pośrednictwem kambium, przez merkurialne promienie rdzeniowe, w łączności z ciałem drzewnym.

Jak łodyga i liść rośliny przemieniają się w kwiat, tak kora kontynuuje się niejako w metamorfozie w borek. Ta przemiana dokonuje się w ten sposób, że na miejscu epidermis tworzy się wtórne kambium — fellogen (Phellogen). Tkanka komórek korkowych, która z niego powstaje, łączy i otula rok po roku obumierającą warstwę zewnętrzną kory, a wraz z nią zawarte w niej mineralne inkluzje oraz trudniej lotne związki aromatyczne.

Jak w pełni rozwinięty kwiat zamarza w formę, barwę oraz ulatniające się substancje zapachowe, tak liściowo-pędowy wzrost dębu — w borek. W nim wszystko, co wcześniej było przeżyte, przybiera sztywną, martwą formę; to, co było zielone, staje się gliniasto-brunatne i rdzawe; a to, co było związane z łatwo lotnymi substancjami aromatycznymi, ulotniło się. Tak widziane, w borku dopełnia się bliski jeszcze ziemi i niedokończony proces kwitnienia, czyli sulfuryzacji. Substancje nie są jeszcze całkowicie wyswobodzone ze swej fizycznej prawidłowości. Wapń jednak, wyniesiony w życie rośliny, wchodzi w połączenie z siarkowym kwasem szczawiowym, który z tego życia powstał. Krystalizuje w szczawian wapnia w różnych formach krystalicznych: romboedrycznej, słupkowej i igłowej lub oktaedrycznej w podwójnych piramidach. Rozróżnia się piasek krystaliczny, kryształy pojedyncze, zbliźniaczone, druzy i sferity.[391] Szczawian wapnia tworzy się w plazmie komórkowej. Kryształy w stadium młodości otoczone są zawsze plazmatyczną osłoną, która dojrzewając w borku obumiera. To, co z wielorakich kompozycji substancji kory pozostaje w borku, to trudno lotne węglowodory i kryształy szczawianu wapnia. W tych ostatnich wapń obecny jest w strukturze, która swoje ukształtowanie otrzymała z życiowego kontekstu dębu. Z borku uszło życie, lecz to, co astralne — ono, które stworzyło tę strukturę (formę) — pozostaje związane z tym, co fizyczno-substancjalne, a więc także z

394

niskopolimeryzowanymi węglowodorami oraz z osadzonymi w tym życiowym kontekście szczawianami wapnia. Borek pozostaje trwale zrośnięty z korą. Proces, który w borku dochodzi do końca, można porównać z nawozowym działaniem kompostu: przekazuje glebie coś, «co ma skłonność do tego, by bardzo silnie przenikać to, co astralne, z tym, co ziemne, bez pośrednictwa tego, co eteryczne».[392] Proces ten dokonuje się na najwyższym poziomie w kwiecie. Pod przewagą procesu sulfuryzacji, równoznacznego z astralnym oddziaływaniem, rozkwita on, objawiając w ten sposób swą istotę w obrazie — i jednocześnie w ten obraz formy i barwy zamarza. W kwiecie dokonuje się całkowita przemiana tego, co fizyczne, substancjalności ziemskiej. W borku dokonuje się również rodzaj procesu kwitnienia, który jednak na niższym poziomie zatrzymuje się w połowie drogi. Nie dochodzi do przemiany substancji, lecz do sulfuryczno-astralnego zachowania organo-mineralnej kompozycji substancji — wypadłej z życia kory, uformowanej w określoną organiczną «strukturę».

Kto kieruje wzrok ku drzewom tworzącym borek, takim jak dąb, może sobie powiedzieć: borek jest wyrazem przetrwającego pory roku, bliskiego ziemi procesu kwitnienia, który — w równoczesności z korą, kambium, bielą i drewnem rdzeniowym — nadaje drzewu trwałość w zmienności pór roku. Tak widziane, wyjściowy materiał dla preparatu z kory dębowej jest również substancjalnością, która wyłoniła się z procesu kwiatopodobnego. Potwierdza to odpowiedź Rudolfa Steinera na pytanie jednego ze słuchaczy: «Czy w rachubę wchodzi cała kora?» «Właściwie tylko zewnętrzna warstwa kory, która kruszy się, gdy się ją odrywa.»[393]

To, co w ogóle właściwe jest drzewnej naturze — silne zagęszczenie astralności w koronie drzewa — cechuje dąb w sposób szczególny. Pod tym względem dąb jest pokrewny pokrzywie, lecz w sensie odwrotnym. Dla pokrzywy charakterystyczne jest jej niezwykłe «działanie ku wnętrzu». U dębu natomiast — rodzaj działania ku zewnętrzu, silna siła przyciągania dla świata owadów, wręcz jakby kołyska dla wielu jego gatunków. W strefie korzeniowej są to larwy mnóstwa gatunków przede wszystkim chrząszczy, w próchnicy wypróchniałego, starego pnia między innymi larwa jelonka rogacza, w strefie liściowej zaś galasówki. Ich siedlisko — galasy — jest symptomatyczne dla działania tego, co astralne, zwierzęcia. Galasówka sprawia, że przez

395

hormonalne oddziaływanie dwuwymiarowość liścia dębowego od punktu złożenia jaj wyrasta w galasik miąższowy, to znaczy przybiera trójwymiarowość. W galas chroniący larwę liść przeobraża się w rodzaj kulistego organu skórnego — bogatą w tkankę odżywczą treść zamkniętą wobec zewnętrza. Galasy tworzą się również na innych roślinach zdrewniałych. Dąb jako pojedyncza roślina żywicielska potrafi jednak wydawać ponad 100 różnych rodzajów galasów.[394] Godna uwagi jest wysoka zawartość w galasach kwasów garbnikowych i barwników, co ponownie wskazuje na przedwczesną sulfuryzację w strefie liściowej, podobną jak w korze i borku.

Dopiero patrząc na wygląd dębu szypułkowego, na jego szczególne procesy substancji, jego stosunek do świata owadów i sił obrzeża kosmicznego, zbliżamy się do rozumienia słów badacza duchowego, że «to, co jako struktura wapniowa jest obecne w korze dębowej, jest rzeczą najidealniejszą ze wszystkich», by na drodze dalszej preparacji wytworzyć nawóz zdolny «profilaktycznie zwalczać choroby roślin».[395]

Czaszka zwierzęcia domowego

Tak jak dąb zajmuje osobne miejsce wśród roślin preparatowych, tak pozornie samotna stoi również osłona organiczna z królestwa zwierząt, służąca do preparacji kory dębowej i borku — czaszka zwierzęcia domowego: «Jest niemal obojętne, od którego ze zwierząt domowych».[396] To stwierdzenie badacza duchowego kryje w sobie znów wielkie zagadki. Przy pozostałych preparatach osłona organiczna jest ściśle przypisana określonej rodzinie zwierzęcej, jak szlachetna zwierzyna łowna, albo określonemu gatunkowi, krowie jako zwierzęciu domowemu; tutaj jednak, w przypadku preparacji kory dębowej, gatunek nie odgrywa żadnej roli — liczy się wyłącznie to, że spełniona jest istotowa jakość bycia zwierzęciem domowym. Na szczególne właściwości budowy ciała i duszy zwierząt domowych zwrócono uwagę w rozdziale «Zwierzęta domowe — organy organizmu gospodarstwa i krajobrazu» (s. 126 nn.). Są one wysoce zmienne i różnią się kształtem i ukierunkowaniem zasadniczo od pobratymców żyjących na wolności. Ale co to właściwie — ponad granicami gatunku, rodziny i rzędu — czyni zwierzę zwierzęciem domowym? Odkąd zostało zdegradowane do roli czysto użytkowej w masowej hodowli, pojęcie zwierzęcia domowego opustoszało. Odzyska ono

396

ciężar właściwy dopiero wtedy, gdy weźmie się pod uwagę, że u zwierząt domowych ich powstanie, ich otwartość duszy na człowieka, ich zdolność do świadczenia mu usług — wszystko to jest dziełem człowieka. Domowość zwierzęcia zawdzięcza swe istnienie i będzie miała swą przyszłość dzięki trosce i miłości człowieka. One to właśnie dają zwierzęciu nieustannie coś, czego z natury nie posiada. I ten dar właśnie wpisał się w kształtowanie ciała zwierzęcia domowego aż po fizyczne ukształtowanie układu kostnego. Tak jak dąb nadaje wapniowi w korze i borku idealną strukturę, tak wapń i jego związki — w niemal martwej kości czaszki — nadkształtowane przez zwierzę domowe. Z tym łączy się pytanie: jak pod tym względem wygląda sytuacja ze zwierzętami użytkowymi hybrydyzowanymi lub genetycznie manipulowanymi i utrzymywanymi cyfrowo? Czy czaszce takiego zwierzęcia użytkowego można jeszcze przypisać jakość czaszki zwierzęcia domowego? Zwierzę domowe musi zostać na nowo poznane w swej jedynej w swoim rodzaju istocie. Ręką i duchem człowieka musi być nieustannie wynoszone choć trochę ponad swą czystą zwierzęcość. To nie tylko kwestia hodowli w dzisiejszym jej rozumieniu — to kwestia wychowania. Zwierzę domowe potrzebuje wychowania, aby stać się zwierzęciem domowym, tak jak człowiek potrzebuje go, by stać się człowiekiem. Praktykowanie tego wychowania zwierzęcia ku domowości w sposób świadomy i zgodny z jego istotą jest sztuką, która wynosi zwierzę ponad instynkty odziedziczone po naturze. Zwierzę domowe wyrzeka się poniekąd mądrych instynktów swej dzikiej postaci. Na człowieku ciąży odpowiedzialność za więcej niż wyrównanie tej straty. Ponieważ zwierzę nie posiada Ja, potrzebuje prowadzenia przez Ja człowieka w procesie wychowania. Wymaga to dziś — gdy tradycyjne praktyki chłopskiej relacji człowiek–zwierzę zanikły — poznania istoty zwierzęcia, dzięki któremu samo użytkowanie odzyska wartość wychowawczą. Biologiczno-dynamiczna hodowla zwierząt opiera się na tym właśnie podejściu. Tam, gdzie w tym sensie pogłębionego rozumienia pracuje się nad domowością zwierzęcia i jej stawaniem się, można oczekiwać znalezienia takich czaszek, które wypełnią przeznaczone im zadanie przy sporządzaniu preparatu z kory dębowej. Jedność użytkowania i wychowania była niegdyś naocznie widoczna w hodowli koni — na przykład przy koniach roboczych zaprzęgniętych do wozu lub pługa. Po tym jak przez całe swe końskie życie wykonywały swą pracę prowadzone przez cugle, w rolnictwie biologiczno-dynamicznym chętnie używano ich czaszek do preparacji. Koń roboczy (na razie?) odszedł do przeszłości. Dziś powszechnie używa się czaszki krowy, która również — przy uboju w odpowiednim czasie jesienią — dostarcza organicznych osłon dla

397

preparatu z rumianku i preparatu z mniszka lekarskiego. W razie potrzeby używa się też czaszek owcy lub kozy.

Czaszka dzieli się na część twarzową i część mózgową. U noworodków obie tworzą jeszcze jedną zwartą, zbliżoną do kulistej formę — taką, jaką człowiek zachowuje przez całe życie. Część twarzowa wydłuża się następnie w krótkim czasie młodości zwierzęcia i odtąd dominuje kształt głowy. Głowa grozi tu poniekąd zalaniem przez siły przemiany materii. To zjawisko i jego opanowanie przejawia się szczególnie wymownie u zwierząt z porożem, a inaczej u bydła. Jeleń samiec na przykład dokonuje co roku na nowo ogromnego wyczynu metabolicznego: z czaszki mózgowej wyrasta silnie ukrwione, pokryte aksamitną skórą poroże. Dzieje się to w pierwszej połowie roku. Z początkiem drugiego półrocza moc sił metabolicznych wdzierających się w głowę zostaje wygnana z poroża — zamiera ono w kostną, obejmującą przestrzeń wewnętrzną formę rozgałęzionych tyk i staje się potężnym narządem zmysłowym, wyczuwającym obrzeże ciepła, światła i powietrza. Zimą jest zrzucane. Nie inaczej, a jednak biegunowo, rzecz się ma z wyrostkami głowy u bydła — rogami, rosnącymi rok po roku i jednocześnie zamierającymi w rogową osłonę. Przez te skierowane ku wewnątrz narządy zmysłowe potężny napór przemian metabolicznych na organizację nerwowo-zmysłową jest odpychany przez martwą rogową osłonę z powrotem w ciało. W ten sposób bydło, inaczej niż jeleń, chroni nerwowo-zmysłowe siły głowy przed napierającą mocą sił metabolicznych.[397]

Anatomiczna budowa ciała i czaszki u zwierząt domowych nie różni się od budowy dzikich form. Istnieje jednak znamienna różnica w sposobie ukształtowania: jest ono wysoce zmienne; część twarzowa czaszki pozostaje nieco skrócona, sprawność zmysłów jest mniejsza, wydajność metaboliczna wyższa, objętość jamy mózgowej miejscami znacznie zredukowana (zob. rozdział «Zwierzęta domowe — organy organizmu gospodarstwa i krajobrazu», s. 126 nn.). Są to jednak symptomy powstrzymanego u zwierząt domowych rozwoju, zachowania ich młodości, statusu poniekąd bardziej embrionalnego. Ta zachowana

398

młodość właśnie wyznacza istotę zwierzęcia domowego. Ewolucyjnie zawdzięcza ono swą bardziej młodzieńczą naturę człowiekowi. Ten fakt nakłada nań zobowiązanie, by w poznaniu istoty i w miłości ukierunkować wychowanie w hodowli, żywieniu i pielęgnacji stosownie do tej prawdy.

Jako zwierzęca osłona organiczna dla pokruszonej kory dębowej i borku służy jama mózgowa w czaszce jednego z większych zwierząt domowych. Otacza ją mozaika kości górnej czaszki, ukształtowanych częściowo z tkanki łącznej — jak sklepienie czaszki (z kością czołową, skroniową i ciemieniową) — częściowo z chrząstki, jak kości podstawy czaszki i częściowo potylica, a także kości odgraniczające jamę mózgową od czaszki twarzowej. Skostnienie powstaje przez komórki kostne, które promieniują w tkankę łączną i chrząstki z poszczególnych ośrodków i przez odkładanie fosforanów wapnia i magnezu, węglanów wapnia oraz fluorku wapnia unieruchamiają ruchliwość tkanki podstawowej. Powstają z tego płaskie kości okrywające, połączone mostkami z tkanki łącznej lub chrząstki. W miarę starzenia się ulegają one w końcu skostnieniu — kości chrząstkowe w mocniej uformowane, częściowo zrastające się ze sobą kości ograniczające jamę mózgową od strony czaszki twarzowej. Skostnienie (ossyfikacja) jest postępującym zamieraniem w formę. W porównywalny sposób kora zamiera w formę borku. A jednak — ponieważ mamy do czynienia ze zwierzęciem — ten proces obumierania jest hamowany przez ciało sił kształtujących. Procesy życiowe pozostają w pewnym stopniu w ruchu; nieustanny rozpad, przekształcanie i odbudowa substancji kostnych trwa nadal. Jak bardzo kości są jednak jeszcze przeniknięte procesami życiowymi, oświetla fakt, że jedna trzecia kości składa się z organicznej substancji podstawowej, z ossein, a dwie trzecie z wyżej wymienionych soli mineralnych (P, Ca, Mg i F).[398] Siły kształtujące ożywiają i prześwietlają kości od leżącej na zewnątrz, unerwionej i ukrwionej okostnej, czyli periosteum.

Z powyższych rozważań, ani też z przywołanych morfologicznych osobliwości, nie wyciągniemy rozstrzygającego wskazania, które przybliżyłoby rozumieniu stwierdzenie badacza duchowego, że do preparacji kory dębowej nadaje się czaszka: «niemal obojętnie od którego z naszych zwierząt domowych».[399] Odpowiedź znajdzie się zapewne tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę relację człowieka ze zwierzęciem od epok lodowcowych

399

i następujących po nich wielkich kultur starożytnych. Ludzkość żyła wówczas jeszcze w sennym, mrocznym stanie świadomości. Można go też nazwać świadomością mitologiczną. Z niej wypływały mity ludów — inspiracje z duchowo-rzeczywistego, nadzmysłowo odczuwanego świata. Pozostawała pod kierownictwem natchnionego kapłaństwa misteriów. W tych duchowych tłach należy szukać stawania się zwierzęcia domowym (por. rozdz. «Zwierzęta domowe — organy organizmu gospodarstwa i krajobrazu», s. 126 nn.). Polegało ono na tym, że instynktowne życie zwierząt, ukształtowane przez ewolucję, było stopniowo zastępowane przez prowadzenie przez człowieka. Ten krok przemiany, wynikający z duszewno-duchowej konstytucji świadomości ówczesnej ludzkości, wycisnął piętno na ciele życiowym zwierząt, a przez nie na ciele fizycznym i tym samym na strumieniu dziedziczności. Pomogło to zwierzęciu domowemu zachować jego młodość, utrzymać zmienność jego cielesnej konstytucji. W ostatecznej konsekwencji można przyjąć, że tajemnica stawania się zwierzęciem domowym znalazła swój osad w ciele fizycznym — w specyficznym rozmieszczeniu substancji, w ich «strukturze» — tam, gdzie życie ostatecznie krzepnie w formę. Gdy forma zostaje stworzona, życie wycofuje się z niej, wydaje ją śmierci. To rozmieszczenie substancji, stworzone przez siły kształtujące zwierzęcia domowego, jest za każdym razem inne w kościach rurkowych kończyn, w kościach miednicy, kręgosłupa, i znów inne w kościach czaszki otulających centrum układu nerwowo-zmysłowego. Przeważającą substancją budującą te ostatnie jest wapń; występuje w różnych kompozycjach z fosforem, węglem, tlenem i fluorem. Jego siły, skierowane jakby ku jednemu środkowi, nadają czaszce mózgowej kształt zbliżony do kulistego. Kompozycyjne rozmieszczenie wapnia w kościach czaszki mózgowej jest — można tak wnioskować — wyrazem zainspirowanego przez człowieka, utrzymywanego w młodości duszy gry sił zwierzęcia domowego. Jest ono na zwierzęcym poziomie wyższym sposobem rozmieszczenia wapnia niż to, które na poziomie roślinnym, na przykład w korze i borku dębu, jest obecne. Tak widziane, czaszka zwierzęcia domowego zachowuje w swoich kompozycjach wapniowych siły astralne, które napłynęły do zwierzęcia domowego przez czynną troskę i zastąpiły utracone instynkty. Posiadają one w wyższym sensie zdolność oczyszczającego, uzdrawiającego i leczniczego oddziaływania na wrzące procesy życiowe.

Ta próba myślowego przybliżenia do rozumienia wyjściowych materiałów preparatu z kory dębowej i czaszki zwierzęcia domowego musi być pogłębiana dalej. Ale nawet to nie rozwiązuje zagadki

400

samej preparacji jako takiej. Musi ona zostać dokonana ręką ludzką — akt artystyczny!

Dąb wyrasta w naszych krajobrazach, podobnie jak wszystkie rośliny preparatowe i zwierzęta domowe; lecz w jakich warunkach życia i środowiskowych? Musimy czynić wszystko, co leży w naszej mocy, by poprzez kształtowanie organizmu gospodarstwa i krajobrazu sprzyjać ich kwitnieniu zgodnemu z ich istotą. Obejmuje to, wszędzie gdzie to możliwe, nawożenie preparatami. W swoim powstawaniu jest ono syntezą substancji i sił komponujących krajobraz, a w swym zastosowaniu — jako całość — środkiem leczniczym służącym ich harmonizacji.

Preparacja kory i łyka dębu

We wrześniu zdobywamy korę borkowatą z dębu — możliwie takiego, który wyrósł w gemarkacji gospodarstwa — oraz czaszkę, możliwie zwierzęcia hodowanego na tym samym gospodarstwie (Rysunek 29). W przypadku starszych dębów o głęboko pofałdowanej borce zaleca się, by zewnętrzną, często lekko omszałą warstwę zeskrobać żelazkiem i dopiero warstwy głębsze, młodsze, wziąć do użycia. Masa, która już przy zdejmowaniu zaczyna się kruszyć, zostaje następnie posiekana na drobno, aż uzyska strukturę sypką, grudkowatą. Z czaszki zwierzęcia domowego — po uboju — usuwa się mózg przez otwór potyliczny oraz resztki przylegającego z zewnątrz mięsa i skóry. Używa się następnie górnej części czaszki i przez ten sam otwór kości potylicznej — przez który pęczek nerwowy rdzenia kręgowego przechodzi do móżdżku — wypełnia się komorę mózgową masą borkowo-korową. Otwór zamyka się odłamkiem kości czaszki i uszczelnia gliną.

W tym pierwszym kroku preparacji dokonuje się pierwsze wywrócenie na nice: coś zewnętrznego, kora-borka, staje się czymś wewnętrznym, zamkniętym w powłoce kostnej, która już za życia zwierzęcia domowego bliższa była śmierci niż życiu. Tuż przy mózgu służyła ona uświadamianiu sobie instynktownie kierowanych doznań zmysłowych (Rysunek 29).

W drugim kroku preparacji dokonuje się drugie wywrócenie na nice procesu przyrodniczego, prowadzonego przez ducha i rękę człowieka. Czaszki zostają zaraz po wypełnieniu substancją roślinną zakopane płytko w ziemi, w miejscu, gdzie jest dużo szlamu roślinnego i gdzie napływa woda atmosferyczna — deszczowa i roztopowa. W tym ziemistym, księżycowo-wodnym środowisku spoczywają, wystawione na działanie sił jesiennych i

401
Abbildung 29: Die Stoffkomposition des Eichenrindenpräparates im Durchgang durch das Winterhalbjahr.

zimowych. Trudność spełnienia tych warunków w sposób optymalny doprowadziła do rozmaitych rozwiązań.[400] Pewną swobodę postępowania ułatwia następująca wskazówka Rudolfa Steinera: «versenken nun [den Schädel; Anmerkung des Verfassers] in die Erde und geben […] Torfmull drauf und versuchen, durch Einleitung irgendeiner Rinne möglichst viel Regenwasser an den Platz zu bekommen. Man könnte es sogar so machen […] in einem Bottich, in den immerfort Regenwasser einfließen und wiederum abfließen könnte […] da solche Pflanzensubstanz hineingeben, die stark bewirkt, dass immer Pflanzenschlamm da ist» («zakopujemy teraz [czaszkę; uwaga autora] w ziemi i kładziemy na niej torf, a przez jakiś rów staramy się doprowadzić jak najwięcej wody deszczowej na to miejsce. Można nawet tak postąpić [...] w kadzi, do której wciąż wpływałaby i wypływała woda deszczowa [...] wkładać tam taką substancję roślinną, która silnie sprawia, że zawsze jest tam szlam roślinny»).[401] Obie metody są stosowane w praktyce.

Wiosną następuje trzeci krok preparacji: czaszki wyjmowane są z ich ziemisto-wodnego środowiska. Znów dokonuje się wywrócenie na nice: to, co wewnętrzne — wypełnienie z kory-borki — wchłonęło i skupiło w sobie działające z zewnątrz siły. To, co się ukazuje, jest nową substancją, nieco ciemniejszą z wyglądu, o konsystencji lekko uziemnionej, lecz wciąż jeszcze grudkowatej. Jest to nowa substancja,

402

obdarzona nową właściwością promieniującego działania astralnego, które kompostowi i nawozowi gnojowemu «wirklich die Kräfte verleiht, schädliche Pflanzenkrankheiten prophylaktisch zu bekämpfen, aufzuhalten» («naprawdę nadaje siły do profilaktycznego zwalczania i powstrzymywania szkodliwych chorób roślin»).[402]

Jak można myślowo prześledzić ten proces, który rozgrywa się w tym, co ziemiste, między szlamem roślinnym, kostną powłoką czaszki a korą-borką dębu przez zimowe półrocze? Poniżej próba interpretacji. Chodzi o pytanie: jak można uczynić pożyteczną właściwość wapnia, polegającą na ściąganiu sił eterycznych? Zbyt często po wilgotnej zimie i wiośnie, gdy nagle nastaje bogaty w słońce okres ciepła, masowo pojawiają się szkodliwe obce organizmy — jak mszyce w koloniach. Są one znakiem eterycznie bujnie rozrastającego się wzrostu. Kosmiczno-astralne siły są zbyt słabe, by nadmiar siły wzrostu ukształtować w formę. Tu może pomóc ściągająca siła wapnia — nie jednak zwykłego związku wapniowego z resztą kwasową kwasu węglowego (CaCO3), lecz takiego wapnia, który ma «strukturę» właściwą korze-borce dębu. Ten szczawian wapnia, wyniesiony przez procesy życiowe dębu i przez niego wydzielony w korę-borkę, musi zostać przez kolejne kroki preparacji doprowadzony do stanu, w którym — jako dodatek do nawozów organicznych — podtrzymuje zdrową równowagę między życiowym związkiem gleba-roślina a wnikającymi siłami astralnymi podsłonecznych planet Wenus, Merkurego, Księżyca. Osiągnąć to można w ten sposób, że wytwarza się stan chaotycznie bujnej eteryczności. Stan ten istnieje w szlamie roślinnym. Musi być przez ciągły dopływ wody deszczowej i roztopowej stale podtrzymywany. Woda atmosferyczna zawiera tlen, który sprawia, że przebiegające beztlenowo procesy rozkładu nie przechodzą w gnicie. Biegunowo do wodnistości szlamu roślinnego stoi natura napływającej, przepojonej kosmicznymi siłami wody deszczowej i roztopowej. Skrapla się ona w zimowej atmosferze z gazowej postaci powietrza w postać kropli albo krystalizuje w kryształ śniegu. W obu stanach skupienia woda ma swoje własne centrum. Do tego centrum przystępują siły makrokosmosu, koncentrują się w powłoce wodnej i ograniczają ją do postaci kropli czy kryształu śniegu. Gdy owe krople wody łączą się teraz w jednolitą masę wodną w tym, co ziemiste, oddają swoje własne centrum centrum środka Ziemi.

403

Kosmiczne siły skupione w kroplach rozchodzą się w tym, co ziemiste, i — w tym przypadku — wchodzą w pierwochaos szlamu roślinnego. Dochodzi w pewnego rodzaju syntezie do wyrównania: księżycowo-mikrobialne dzianie się rozkładu zostaje przez siły aktualnie działającego kosmosu wprowadzone w równowagę. Można przyjąć, że w tej równowadze chodzi o połączenie planetarnego działania podsłonecznego i nadsłonecznego.

W to środowisko bezkształtnie chaotycznego szlamu roślinnego i przepływającej nad nim wody deszczowej czy roztopowej zanurzone zostają czaszki zwierząt domowych z wypełnieniem z kory dębu w komorze mózgowej. Nieprzerwanie opływają je i przenikają przez kostną powłokę czaszki łączące się siły eteryczne. Wykazuje ona strukturę wapniową ukształtowaną przez wyższe siły astralne zwierząt domowych, które stoją w służbie człowieka. Z serca, które pozostaje w związku ze Słońcem, działają w zwierzęciu ku głowie siły nadsłonecznych planet, Marsa i Jowisza, podczas gdy w samej głowie dominują kształtujące formę i strukturę siły Saturna.[403] Oznacza to, że zchaotyzowane w szlamie roślinnym, wprowadzone przez wodę deszczową w pewien rodzaj równowagi siły eteryczne — w przejściu przez powłokę czaszki — zostają przez mniej instynktowo związane siły astralne zwierząt domowych przemienione w siły kształtujące. Wapń powłoki czaszki, ustrukturyzowany przez ciało astralne zwierząt domowych, ściąga siły eteryczne i obdarza je budującą, porządkującą mocą działania. W korze-borce leży, tak przyrządzone przez dąb, wapń z jednej strony w takiej kompozycji substancjalnej, że staje się podatny na eteryczne strumienie szlamu roślinnego, przemienione w siły kształtujące za pośrednictwem czaszki zwierzęcia domowego. Z drugiej strony leży w naturze wapnia, by te odebrane siły kształtujące skupiać i zachowywać w związku działania kory-borki dębu.

Czaszki zwierząt domowych wraz ze swym wypełnieniem pozostają przez zimowe półrocze wystawione na wnikające w to, co ziemisto-wodne, siły ziemsko-kosmiczne. Postępowanie to można tak interpretować, że z jednej strony w tym czasie i tak planetarne działanie podsłoneczne — a w szczególności działanie Księżyca — jest najsilniejsze w tym, co wodniste szlamu roślinnego, z drugiej zaś siły kształtujące dalszego obrzeża gwiazd stałych, działające poprzez to, co twarde i ziemiste, rozwijają w twardej, skamieniałej w formę czaszce zwierzęcia domowego swą największą skuteczność.

404

Gotowy preparat wprowadza się — tak samo jak opisane wyżej — do pryzm kompostowych i gnojowych w ilości trzech palców (szczypcie) na 1 do 2 m3 w zakresie ogrodniczym, w zakresie rolniczym na 8 do 15 m3. Nie liczy się substancja, lecz promieniowanie sił. I tutaj osąd powinien kształtować się z tego, czego uczy własna obserwacja i doświadczenie.

W przeciwieństwie do krzemu Rudolf Steiner opisuje wapno jako to, co chce «an sich heranziehen» («przyciągać wszystko ku sobie»). «Was der Kalk haben will, lebt im Pflanzlichen» («To, czego wapno chce, żyje w tym, co roślinne»). «Das Kalkige ist die allgemeine äußere Begierde im Irdischen» («To, co wapienne, jest powszechną zewnętrzną żądzą w tym, co ziemskie»).[404] W tej właściwości «żądliwości» wyżywa się przyrodniczo nieorganicznie martwe wapno. Przez procesy życiowe roślin — a w szczególny sposób dębu — zostaje ono stopniowo wyzwolone z tego przykucia do tego, co ziemskie. Z tego ożywionego stanu zostaje wydzielone w korę-borkę w taki stan, który wprawdzie zbliża się ku mineralnemu, lecz w swej «strukturze» odciska na osadzonym w tkance kory-borki szczawianie wapnia piętno organizacji sił kształtujących dębu. Czy nie można w tym widzieć sensu trzech opisanych kroków wywrócenia na nice preparacji, mianowicie że «natura żądliwa» martwego wapna odwraca się w swoje przeciwieństwo? W swym układzie sił przemienia się w stan, w którym niczego już nie chce dla siebie, lecz przekazuje roślinom siły, dzięki którym mogą się bronić przed chorobotwórczymi i szkodliwymi wpływami z zewnątrz. Wapń w wapieniu zostaje przez procesowe kroki preparacji wydobyty ze swych ewolucyjnie utrwalonych stanów; z biorącego staje się dającym, uzdrowicielem w życiu roślin.

Podsumowując, można powiedzieć: jak przy wszystkich preparatach, poszczególne kroki kompozycji nie działają addytywnie, lecz multiplikatywnie. Powstają substancje, które nie są wariantami właściwości, utrwalonych zgodnie z prawami przyrody i wywodzących się z przeszłości, lecz właściwościami umożliwiającymi rozwój w życiowych związkach. W przypadku preparatu z kory dębu jest to nowo zdobyta właściwość wzmacniania układu członów istoty rośliny i tym samym profilaktycznego przeciwdziałania chorobom roślinnym.

Substancje i siły przyrodnicze, które w nowatorskiej kompozycji wytwarzają substancję nawozową o takiej właściwości, są następujące:

405

4. Kora-borka dębu: Dąb czyni z procesu kwitnienia gest otwierający się ku kosmosowi — przez swą istotę jest «bardziej ziemski», co wyraża się substancjalnie w borce w postaci szczawianu wapnia.

5. Czaszka zwierzęcia domowego: Została zmetamorfozowana przez prowadzenie człowieka. W zwierzęciu dzikim kształtuje duch duszy grupowej, w domowym dochodzi do niego duch człowieka.

6. Jama czaszki, w której kryje się mózg i którą otacza woda mózgowa, jest przestrzenią wydobytą z bezpośredniego kontaktu z tym, co ziemskie — mikrokosmicznym odbiciem makrokosmosu.

7. Zimą ziemia jest duchowo czujna, oddana samej sobie.

W tych czterech jakościach wyraża się dążność działania odśrodkowa ku ziemi. Pojawiają się one w przyrodzie rozdzielnie. Gdy zostają ze sobą powiązane — zarówno przestrzennie, jak i czasowo — na podstawie szlamu roślinnego i napływającej w zimowym półroczu wody atmosferycznej, proces wapniowy zostaje obdarzony nową właściwością terapeutycznego wyrównywania jednostronności w tym, co ziemskie.

Kompozycja preparatu z mniszka lekarskiego

W poszukiwaniu rośliny, która przez własne procesy życiowe jest zdolna do wytworzenia w sobie «właściwego wzajemnego oddziaływania między kwasem krzemowym a potasem, nie wapniem», badanie duchowe wskazuje na mniszka lekarskiego (Taraxacum officinale).[405] «Der unschuldige, gelbe Löwenzahn, wo er in einer Gegend wächst, ist er eine außerordentliche Wohltat. Denn er ist der Vermittler zwischen der im Kosmos fein homöopathisch verteilten Kieselsäure und demjenigen, was als Kieselsäure eigentlich gebraucht wird über die ganze Gegend hin. Er ist wirklich eine Art Himmelsbote.» (Niewinny, żółty mniszek, tam gdzie rośnie w jakiejś okolicy, jest niezwykłym dobrodziejstwem. Jest bowiem pośrednikiem między kwasem krzemowym rozproszonym w kosmosie subtelnie i homeopatycznie a tym, czego jako kwasu krzemowego naprawdę potrzeba w całej tej okolicy. Jest naprawdę rodzajem posłańca niebios.)[406] Mniszek jest ewolucyjnie predysponowany do tego, by «we właściwy sposób» przyciągać «kwas krzemowy» «z całego kosmicznego otoczenia». «Denn die Kieselsäure müssen wir in der Pflanze drin haben. Und gerade in Bezug auf die Kieselsäureaufnahme verliert die Erde im Lauf der Zeit ihre Macht. Sie verliert sie langsam, daher bemerkt man das nicht.» (Kwas krzemowy musimy mieć w roślinie. I właśnie w odniesieniu do pobierania kwasu krzemowego ziemia traci z biegiem czasu swoją moc. Traci ją powoli, dlatego tego nie zauważamy.)[407] Ten kwas krzemowy «ma największe znaczenie dla wzrostu

406

roślin».[408] Zawarte w nim «krzem przekształca się z kolei w organizmie w substancję o niezwykłej doniosłości, która w chwili obecnej nie jest w ogóle wymieniana wśród pierwiastków chemicznych».[409] Badacz duchowy wskazuje tu znowu na zagadkę, do której rozwiązania obserwacja zmysłowa dostarcza poszczególnych zjawisk — zjawisk wskazujących na wyższy związek, na «das geistige Band» («duchowe wiązadło») (Goethe), które jako takie otwiera się jednak dopiero przed myślącym doświadczeniem ducha.

Wygląd mniszka lekarskiego

Mniszek lekarski objawia we wszystkich swoich członach bogactwo zjawisk zdumiewających, wskazujących na jedyny w swoim rodzaju charakter, który wyróżnia go nawet spośród osobliwości rodziny Compositae (koszyczkowatych). Jest wiosennym kwiatonikiem — kilka żółtych plam barwnych pojawia się jeszcze pod koniec wczesnej jesieni. — Za delikatną biało-fioletową zasłoną rzeżuchy łąkowej (Cardamine pratensis) Wiesen, łąki, miedze i przydroża pokrywają się w kwietniu złotożółtą kapą rozkwitającego mniszka. Dzieje się to w tej samej chwili, gdy ziemia z zimowego odosobnienia wydycha znowu swoje duszewno-duchowe jestestwo w otaczający ją krag. Morze kwiatów mniszka jawi się jak obraz tego ponownego złączenia Ziemi z kosmosem. Tak szybko, jak pojawił się pod koniec marca, tak szybko znika on pod koniec kwietnia z pola widzenia, skryty przez szybko teraz wyrastające sąsiednie trawy i zioła. Przez cały rok następujący po kwitnieniu skupia i zachowuje siły z kosmosu i Ziemi — by potem, pod promieniami wznoszącej się wiosennej słońca roku następnego, nagle przez noc, fala po fali, wystrzelić łodygi kwiatostanowe ku górze. Unoszą one ku górze pąki kwiatowe, które otwierają się na szeroko rozpostartym dnie kwiatowym i zwracają koszyczek pełen kwiatów języczkowych ku słońcu.

Kształt wzrostowy mniszka jest w korzeniu, łodydze, liściu i kwiecie wyraźnie trójczłonowy (rysunek 32, s. 423). Wskazuje to na silne działanie sił astralnych, które pomagają ciału eterycznemu tego «posłańca niebios» w jego zdumiewających funkcjach siłotwórczo-kształtujących. Każdy z jego członów przeżywia się jako polarność stagnacji (spoczynku) i ruchu. To siły astralne wdrukowują tę sprzeczność w eteryczną organizację mniszka. Oczywiście dotyczy to — w wielorako zmodyfikowanej, mniej

407

wyraźnej formie — wszystkich roślin kwiatowych. Ciało astralne rośliny, które promieniuje na nią z zewnątrz ze świata nadzmysłowego, kształtuje — w rodzaju działania od wewnątrz — będące w nieustannym ruchu siły eteryczne w siły kształtujące. Zgodnie z obrazem istoty rośliny hamują one bądź tamują procesy życiowe albo pobudzają je do energicznego wzrostu. U zbóż na przykład łodyga rośnie od jednego zatamowan wzrostu, od węzła, do następnego. Z tej strefy stagnacji wychodzi — przez impuls ruchu — następny człon łodygi (internodium) i towarzyszący mu liść, który otacza łodygę pochewką liściową aż do następnego węzła. Temu szybko w formę zamierającemu działaniu wewnętrznemu przeciwstawia się polarnie astralne działanie zewnętrzne. Przejawia się ono w żywiole powietrza, utrzymywanego w ruchu przez ciepło. Głównym składnikiem powietrza jest mineralnie martwy azot (79%) — fizyczny nośnik astralnego działania sił. Można powiedzieć: z każdym powiewem wiatru igrającym z liśćmi, z każdym podmuchem kołyszącym nimi tam i z powrotem, wprawiającym gałązki i konary w wahadłowy ruch lub niosącym pole żyta w «schwanken Silberwellen» (chybotliwych srebrnych falach)[410] — za każdym razem działa impuls ruchu: wyraz astralnego działania zewnętrznego.

Zupełnie inaczej zachowuje się mniszek jako wieloletnia roślina zielna (żywotność około ośmiu lat). Jest on na wskroś opanowany przez życiokształtujące astralne działanie wewnętrzne — porównywalny z pokrzywą, lecz do niej polarny. Podczas gdy pokrzywa, twierdzą swego jestestwa i prezentując się na zewnątrz zbrojnie, sama otacza swoje wielkie działanie wewnętrzne osłaniającą powłoką, obraz zewnętrzny mniszka pokazuje, jak całkowicie oddany jest on zarówno Ziemi, jak i kosmosowi. Choć astralna organizacja mniszka mocą swą zaprzęga siły eteryczne do swojej służby, jego wygląd jest wzorem woli oddającej się, nie woli własnej: «Der unschuldige, gelbe Löwenzahn» (niewinny, żółty mniszek), jak nazywa go badacz duchowy.[411] Działanie zewnętrzne w powyższym sensie ledwie do niego dosięga.

Die Wurzel

Polarność zastojowej i przepływającej siły życiowej potężnie już zaznacza się w korzeniu. Ujawnia się to z jednej strony w silnej sile wgłębnego pędu korzenia palowego, który w strefie próchnicznych wierzchnich warstw gleby

408

jeden raz lub wielokrotnie się rozgałęzia. Wiązki korzeniowe wnikają głęboko w mineralną glebę podorną i dopiero tam, w jej głębi, rozwijają drobne ukorzenienie. Nawet kawałki górnej części korzenia palowego zdolne są z powrotem odrosnąć — z obu końców cięcia — do w pełni wykształconej rośliny.[412] Z drugiej zaś strony górne partie rozgałęzionego korzenia pierwotnego grubieją w wierzchniej warstwie gleby rzepowato w korzeń kłączowy. Wypełniony jest on luźną masą komórkową przetykaną siecią wzajemnie połączonych rurek. Kanały te prowadzą biały, śluzowaty mleczny sok, który pozostaje pod ciśnieniem. Tu daje znać o sobie efekt zastoju, dający się śledzić aż po szypułki kwiatowe. Gdy przetniemy korzeń, żebro liściowe lub szypułkę kwiatową, mleczny sok natychmiast wypływa; cała roślina mniszka pozostaje w stanie nieustannie podwyższonego ciśnienia soków (turgescencja). Można też powiedzieć: ciało eteryczne tej rośliny pozostaje pod trwałym «Bildedruck» (ciśnieniem kształtującym) astralności.

Pęd i liść

W porównaniu z «biegunem solnym» korzenia palowego, z przejściem w górnym kłączu korzeniowym, merkuryczny środek pędu i liścia mniszka lekarskiego spiętrza się w wyraźną rozetę liściową (Rysunek 32, s. 423). Łodyga tkwi w szyjce korzeniowej i przez całe życie pozostaje spiętrzona, podczas gdy życiowe siły kształtujące z mocą wystrzeliwują w spiralnie ułożone, gęsto stłoczone liście. Liście przylegają ściśle do ziemi, zimą całkowicie; wiosną podnoszą się. Młode liście, wyrastające z serca rozety liściowej, ustawiają się pionowo, by z wiekiem stopniowo opaść do płaszczyzny rozety, zbliżając się do ziemi. Podczas gdy w ten sposób od wiosny do jesieni tworzą się nowe liście – około 100 – najstarsze u spodu rozety obumierają.

Wielka siła pędu liści wychodzi od plastycznie uwydatnionego nerwu głównego, który również prowadzi sok mleczny. Do niego przylega blaszka liściowa, która zwężając się od góry do dołu, towarzyszy długiemu ogonkowi liściowemu. W następstwie liści, poczynając od liścieni, jest ona w górnej części podłużnie zaokrąglona. Wkrótce jednak silnie dążąca w blaszkę liściową siła pędu napotyka przeciwdziałającą z zewnątrz siłę spiętrzającą lub kształtującą. W potężnych, spiczastych zębach (lwich zębach) wybija się na zewnątrz i doznaje, niejako w ramach przeciwdziałania, głębokich wcięć do wewnątrz. Tak powstaje obraz pełnego siły, częściowo obustronnie dysharmonicznego, bizarnego

409
Abbildung 30: Stadien des Aufblühens, Welkens und der Bildung der Schirmchensphäre in der Samenreife (aus: Bockemühl, Järvinen, 2005, S. 96).

kształtu brzegu podłużnych liści. Dopiero w wierzchołku liścia, w jego hełmiastym, równobocznym kształcie trójkąta, dochodzi do harmonijnej równowagi między siłą pędu a siłą kształtującą.

Die Blüte

Polarność zastoju i ruchu sprawia, że już sam palowy korzeń, zgrubiały ku górze przez zastój soków, przejawia się jako samodzielny członek mniszka. Nie mniej samodzielnie, a wręcz w spotęgowanej formie, rozwija się rozeta liściowa. Wreszcie, jakby od niej oddzielony, bez żadnego przejścia pojawia się kwiat, w doskonałym opanowaniu tej polarności, jakby uniesiony ponad to, co ziemskie.

W kącikach liści w sercu rozety jesienią tworzą się pąki kwiatowe. Zimują one «pod ziemią», wciągane jesienią w głąb przez kurczącą się szyjkę korzeniową. Jest to ostatni impuls ruchowy przed zimowym spoczynkiem. Wiosną jednak, w kwietniowe noce, mniszek lekarski rozwija mimo wszystko rodzaj pionowo wystrzelającej łodygi. Z siłami zebranymi i skumulowanymi przez późną wiosnę minionego roku, lato, jesień i zimę, pąki kwiatowe wystrzeliwują w górę na szczycie również wypełnionej mlecznym sokiem, pustej, napełnionej powietrzem rurkowatej łodygi. Pąk kwiatowy to zielona, okrągła główka, otoczona kilkoma warstwami łuskowatych listków okrywy. Pod ciepłymi promieniami słońca wschodzącego dnia otwierają się one szeregami i odginają w dół. Tylko nieliczne nadal otulają rozwijające się teraz z dna kwiatowego kwiaty promieniste (Rysunek 30).

Gdy i ostatnie listki koszyczka opadają,

410

na poszerzonym dnie kwiatowym, w promiennym złocistożółtym kolorze, rozwija się od 100 do 200 pojedynczych, ciasno stłoczonych kwiatów – druga rozeta na wyższym poziomie, zwrócona ku niebu. Rozkwitają one stopniowo od brzegu ku centrum koszyczka kwiatowego. Ten porusza się, podążając za biegiem słońca. Późnym popołudniem część listków koszyczka ponownie się prostuje, jednocześnie dno kwiatowe obniża się, tak że wszystkie kwiaty promieniste stają wzniesione w pęczku i znów są otulone przez listki okrywy niczym pąk. Przy dobrej pogodzie to rytmiczne otwieranie i zamykanie może powtarzać się przez kilka dni; w deszczową, pochmurną pogodę główki kwiatowe pozostają zamknięte. Po przekwitnięciu część listków koszyczka podnosi się po raz ostatni. W następującym teraz procesie tworzenia nasion trzymają one obfitość kwiatów mocno zamkniętą. W międzyczasie rurkowata łodyga wciąż rośnie wzwyż, wyprzedzając rosnące trawy i zioła. W tej ostatniej osłonie na dnie kwiatowym, w odniesieniu do tworzenia nasion, dokonuje się wywinięcie w następujący sposób: nasiono tkwi główką w dnie kwiatowym, podczas gdy jego przeciwbiegun, na którym osadzone są delikatne, nitkowate działki kielicha, wznosi się ku niebu. Podczas dojrzewania nasion ponownie ożywa impuls ruchowy: z bieguna kielichowego nasiona wyrasta cienka łodyżka, która na swoim szczycie niesie nitkowate działki kielicha, czyli puch kielichowy. Wznosząc się, wypychają one zwiędłe płatki kwiatów w górę, na zewnątrz osłony z listków koszyczka. Po tym dłuższym przygotowaniu listki koszyczka po raz ostatni odginają się w dół, dno kwiatowe uwypukla się i zaokrągla w kulę, na której pojawia się na długiej szypułce filigranowy «dmuchawiec» (Rysunek 30, s. 409). Jest on w swoich licznych pojedynczych parasolkach zawsze w pełni ukształtowany, ponieważ wszystkie owoce nasienne rozwinęły się w dnie kwiatowym. Dojrzałe nasiona uwalniają się z dna kwiatowego i z najbliższym podmuchem wiatru odlatują pojedynczo. Wielokrotne otwieranie się i zamykanie otoczonego listkami koszyczka kwiatowego, ruch dna kwiatowego i rozpromienianie się kolonii kwiatów w otoczeniu to pełne wyrazu gesty, które w obrazowy sposób wskazują na bliskość działania ciała dusznego, czyli ciała astralnego, tej szczególnie wysoko rozwiniętej rośliny złożonej. Ale to nie wszystko; podczas tworzenia nasion rozpromienia się ona ponownie, przekształca włoskowate liścienie w srebrzyście lśniące parasolki, które niczym gwiazdy układają się w odwzorowanie kulistego kształtu kosmosu. Liścienie, które zwykle rozwijają się w tym, co ziemsko-wodne, wywijają się i zwracają w

411

powietrzu,

cieple i świetle ku kosmosowi. W kolejnym spotęgowaniu tego, co było wcześniej, na chwilę, w przejrzystej osłonie parasolek, powstaje wewnętrzna przestrzeń wypełniona powietrzem i światłem. Można zadać sobie pytanie, czy ta delikatnie zarysowana wewnętrzna przestrzeń nie jest wiernym fizyczno-zmysłowym odwzorowaniem zdolności mniszka do przyciągania kwasu krzemowego z kosmosu, a więc bycia «rzeczywiście rodzajem niebiańskiego posłańca».

Sok mleczny

Obok mniszka lekarskiego jeszcze inne gatunki złożonych, jak podróżnik (Cichorium intybus), sałata kłująca (Lactuca serriola), mlecz polny (Sonchus arvensis), a także wilczomleczowate (Euphorbiaceae), prowadzą w swych tkankach sok mleczny. Jest on białą, mleczną emulsją, która — w przypadku mniszka, i to czyni go jedynym w swoim rodzaju — przebiega w kanalikach rurkowatych jednolicie przez całą roślinę. Od korzenia zgrubiałego na kształt rzepy biegną one przez łodygę cofniętą ku szyjce korzeniowej, dalej w środkowe żebro liści, a wreszcie przez powietrzny łodyżka kwiatowa aż po dno kwiatowe. Sok mleczny łączy wzajemnie tak wyraźnie od siebie odseparowane człony mniszka w jedną całość. Stajemy tu przed zagadką! Czyż nie należy przypisać temu sokowi mlecznemu zarówno natury salnej, jak i sulfurycznej — a ileż bardziej jeszcze merkurialnej? Czyż nie jednoczy on w sobie wszystkich trzech jakości? Czy istnieje tu w ogóle zasadnicze prawidło rośliny kwiatowej — wznoszące oczyszczanie tego, co mineralno-substancjalne, i jego eteryzacja w procesie kwitnienia?

Sok mleczny jest wydzieliną ze zrośniętych komórek brzegowych wzajemnie ze sobą powiązanych kanałów mlecznych. Jest to masa substancjalna skomponowana przez organizację eteryczną tej rośliny, zawierająca w określonych proporcjach ilościowych wszystko to, co następnie kształtuje się w wysoko wyspecjalizowane formy korzenia palowego, rozety liściowej i koszyczka kwiatowego. Analiza ujawnia tak wielką różnorodność substancji rozpuszczonych i zawieszonych, że uprawnione wydaje się stwierdzenie: Oto mamy przed sobą pierwotny stan życia w postaci zjawiskowej z ewolucyjnie wczesnych czasów kształtowania się Ziemi, w której królestwa bytu mineralnego, roślinnego i zwierzęcego nie oddzieliły się jeszcze od siebie — kompozycja substancji wszechmocnego życia. Poszczególne grupy substancji podlegają, w zależności od stanowiska, silnym wahaniom sezonowym — na przykład inulina, polisacharyd zbudowany z fruktozy, który wiosną podczas wzrostu jest niemal zużyty, a ku jesieni gromadzi się do wysokich

412

Wiosenna korzeniowa wykazuje najwięcej substancji gorzkich, sierpniowa — najwięcej inuliny, wrześniowa — najwięcej taraksyny, październikowa — najwięcej lewuliny.[413] Sok mleczny składa się z wodoopodobnej substancji podstawowej — Taraxacum-Liquoru — w której rozpuszczone są liczne substancje mineralne, jak między innymi potas i krzem, oraz organiczne związki, jak białka, garbniki, alkaloidy, witaminy.[414] Substancje zawieszone w tym roztworze w drobnych kroplezkach to żywice, a przede wszystkim kauczuk z koloidalną otoczką ochronną z białka. W popiele całej rośliny znajduje się 7% kwasu krzemowego, 40% tlenku potasu, 8% tlenku magnezu, 28,6% tlenku sodu oraz śladowe ilości cynku, miedzi, manganu i siarki.[415] Liczby zawartości analitycznie oznaczalnych substancji dają, poza stwierdzeniem ich obecności, niewiele punktów zaczepienia, które pozwoliłyby rozpoznać związek z kształtującą istotą. Więcej informacji uzyska się, gdy skieruje się uwagę na określone kompozycje substancji, np. na substancje czynne i ich lecznicze działanie. Ale i te nie mówią nic o całości mniszka, która te działania wywołuje. Dopóki tę całość przyjmowano jako daną naturalną, mniszek uchodził za oficynalną roślinę leczniczą. Teraz jednak, gdy substancje czynne uznawane za lecznicze zostały wyizolowane i zsyntetyzowane lub mogą być zastępowane innymi syntetycznymi substancjami, mniszek utracił swój zaszczytny status rośliny leczniczej. Odzyska go dopiero — i tak samo wszystkie inne rośliny lecznicze — gdy zacznie się poszukiwać wzajemnego stosunku substancji do siebie jako układu sił, którego architektem jest, pod kierownictwem działających z zewnątrz sił astralnych, ciało eteryczne lub ciało życiowe danej rośliny leczniczej. Poszczególne organiczne związki substancjalne otrzymały wprawdzie swoje piętno od całości organizacji eterycznej, ale jej w pełni wartościowo nie reprezentują.

W tym celu trzeba by było poznać kompozytora, który w obrazie zjawiskowym mniszka stworzył sobie — w tym określonym układzie substancji — autoportret. Ten kompozytor jako wielki artysta może być odnaleziony jedynie przez poznanie ducha. Dopiero badanie duchowe otwiera dostęp do «duchowej więzi»,[416] która znaczeniotwórczo łączy empirycznie znalezione pojedyncze fakty. Takie geisteswissenschaftliche znaczeniotwórcze powiązanie pokazuje, że w mniszku nie — jak w krwawniku, rumianku i pokrzywie —

nie stosunek między siarką a substancjami ziemnopokrewnymi — potasem, wapniem i żelazem — lecz stosunek krzemu do potasu. W żywym organizmie potasowi przypada rola łączenia ciała eterycznego z ciałem fizycznym; biegun przeciwny zajmuje krzemień. W odróżnieniu od siarki, krzemień stwarza pewien rodzaj zmysłowej relacji między tymi dwoma członami istoty a kosmiczno-astralnymi siłami, które wnikają z bieguna przemiany materii — z «indywidualności rolniczej». To szczególne wzajemne oddziaływanie potasu od dołu i kwasu krzemowego od góry dokonuje się, jak można przyjąć, w przenikającym całą roślinę soku mlecznym. Czy nie trzeba w nim — w kontekście wytwarzającego się w zewnętrzną, trójczłonową postać zjawiskową mniszka — widzieć «pośrednika [między; uwaga autora] rozłożonym w kosmosie w sposób homeopatyczny kwasem krzemowym a tym, czego jako kwasu krzemowego rzeczywiście potrzeba na całym obszarze»?[417] Tu nasuwa się to samo pytanie co w odniesieniu do azotu w powietrzu: kwas krzemowy jest przecież w glebie dostępny w obfitości — w postaci stałej, koloidalnej i rozpuszczonej — dlaczego zatem sprowadzać go z kosmosu w tak skomplikowany sposób i w tak małych ilościach? Chodzi najwyraźniej o dwa biegunowo sobie przeciwstawne stany działania kwasu krzemowego, czyli warunkującego jego aktywność krzemu. Jednym stanem bytowania kwasu krzemowego są kwarc i krzemiany. Są one wynikiem stawania się i przemijania minionych stanów Ziemi. Jako skały i jako ich zwietrzały rozpad tworzą mineralny szkielet gleb. Z tym ziemno-pokrewnym kwasem krzemowym korzeń rośliny pozostaje w związku. Drugi stan działania kwasu krzemowego objawia się w biegunie przemiany materii ponad ziemią — jako «kwas krzemowy rozłożony w kosmosie w sposób homeopatyczny».[418] Myśl biegnie natychmiast ku pyłowi meteorytowemu wciągniętemu w obszar przyciągania Ziemi. Ale on i tak opada ku ziemi sam z siebie. Ta mineralna uziemnienie z pewnością nie może być tutaj zamierzona. Twierdzenie Rudolfa Steinera brzmi: «właściwe wzajemne oddziaływanie potasu i kwasu krzemowego w roślinie musi istnieć, by przyciągać to, co kosmiczne».[419] Jest to aktywny proces, który wychodzi od rośliny i który należy ożywić za pomocą odpowiednio przygotowanego nawozu.

413

To, co określane jest tutaj m.in. jako «kosmiczny kwas krzemowy», oznacza stan niematerialny, eteryczno-astralny. «Moglibyśmy stopniowo, nawożąc bez planu, uniemożliwić ziemi wchłanianie tego, co działa jako kwas krzemowy, ołów, rtęć», «tego, co [...] przybywa z kosmicznego obwodu i musi zostać przyjęte we wzrost rośliny».[420] Ziemia traci zdolność przyjmowania tych kosmicznych substancji. Aby temu zanikowi przeciwdziałać, potrzebne jest z kolei specjalne przygotowanie nawozu: preparat z mniszka lekarskiego. Pośredniczy on między glebą a rośliną w zdolności, która jest szczególnie właściwa mniszkowi — zdolności, by potas i kwas krzemowy sprowadzić w procesach życiowych roślin w takie wzajemne oddziaływanie, by zyskały one zdolność «przyciągania kosmicznego kwasu krzemowego». U mniszka to wzajemne oddziaływanie powstaje dopiero wtedy, gdy oba pobrane przez korzeń ziemskie składniki — potas i kwas krzemowy — wynosi on z anorganiczno-fizycznego w eteryzowany stan. Sok mleczny, w swojej wszechmocy, jest wprawdzie bliższy swojemu praobrazowi, niemniej jednak w tej postaci zjawiskowej jest równie dobrze jego odwzorowaniem jak jego rytm w stagnacji i ruchu, i jego wznoszenie się od korzenia, przez rozetę liściową, osiągające szczyt w koszyczkach kwiatowych. Mniszek jest «pewnego rodzaju posłańcem niebios»; jego obraz zjawiskowy jest tego zapowiedzią.

414

Tak ze kosmosu napromieniowany i przyjęty przez procesy życiowe rośliny kwas krzemowy wchodzi w związek z kwasem krzemowym pobranym z ziemi, stojącym we wzajemnym oddziaływaniu z potasem. Dopiero w tej rodzaju syntezie znajdzie się zapewne jakiś punkt wyjścia do zrozumienia tego zagadkowego stanu rzeczy, opisanego przez badacza ducha. Kwas krzemowy zawiera krzem. «Krzem z kolei zostaje przemieniony w organizmie w substancję o nadzwyczajnej doniosłości, którą w chwili obecnej [a więc w roku 1924; uwaga autora] w ogóle nie wymienia się wśród pierwiastków chemicznych».[421] Czy to ta przemieniona substancja sprawia, że wymienione substancjalności kosmosu stają się w nowy sposób dostępne dla wzrostu rośliny?

Mniszek łączy w sobie, jako ewolucyjnie najwcześniejsza forma bytowania życia, sok mleczny z doskonałą w teraźniejszości kosmiczno-ziemską siłą kształtującą. Mówi o tym jego obraz zjawiskowy. Czy to ta synteza nadaje mniszkowi — przede wszystkim w jego wyróżniającym się procesie kwitnienia — tę jedyną w swoim rodzaju właściwość, by ziemsko promieniująca

415

i kosmicznie napromieniowujący kwas krzemowy — w jedno, i przy tym «zawarty w kwasie krzemowym krzem» w żywym przekształcić w «nową substancję»? Odpowiedź twierdząca nasuwa się zarówno przez sam sposób dalszej preparacji mniszka, jak i przez skuteczność gotowego preparatu.

Punktem wyjścia preparacji jest pytanie: Czy można uchwycić potencjał sił mniszka, skoncentrować go, zachować koncentrat i wprowadzić go w postaci nawozu tak, by udzielał się glebie i rosnącym roślinom? W przekwitaniu mniszka ten potencjał wygasa. Ostatnią oznaką życia jest przebudowanie liścieni w łodyżkowy pappus, niosący pod swoją parasolką nasienie. Zanim dojdzie do tego kunsztownego zakończenia, proces życiowy mniszka, który swój szczyt osiąga w koszyczkach kwiatowych, musi być utrzymany w dalszym przepływie. To zaś może się dokonać jedynie przez organ otoczkowy przynależny do następnego wyższego królestwa przyrody — do królestwa zwierzęcego. Zwierzę oddaje swoje procesy życiowe w służbę swojej dusznej istoty wewnętrznej i utrzymuje je przez nią w przepływie. Według badań duchowych Rudolfa Steinera zadanie to, w odniesieniu do koszyczków kwiatowych mniszka, spełnia otrzewna, a dokładniej — krezka bydlęca.

Otrzewna i krezka bydlęca

Służy jako organ otoczkowy z królestwa zwierzęcego przy preparacji koszyczków kwiatowych mniszka. Otrzewna (Serosa, Peritoneum) okrywa jamę brzuszną i wszystkie znajdujące się w niej narządy, jak również jamę miednicy. W jamie brzusznej i miednicy tworzy ona błonę graniczną bieguna przemiany materii we właściwym sensie. Również jama klatki piersiowej — centrum systemu rytmicznego z sercem i płucami — jest wyścielona przez peritoneum, mianowicie przez opłucną. Ta jednak jest przez przeponę (Diaphragma) ściśle oddzielona od otrzewnej. Peritoneum jest skierowanym ku przestrzeni wewnętrznej ciała, wynicowanym narządem skórnym. Jego powierzchnię, zwróconą ku wnętrzu, tworzą komórki płaskie osadzone w błonie podstawnej. Ta przylega do tkanki łącznej i mięśniowej ścian osłon narządów i jam ciała. Gdy się ją oddziela, trzyma się w rękach przejrzystą, błyszczącą, błoniastą skórę. Jest ona przeniknięta delikatną siecią włókien nerwowych, skupiających się w poszczególnych zwojach i zbiegających się ostatecznie w wielkim centrum zwojowym splotu słonecznego (Plexus solaris), który u bydła leży pod kręgosłupem w obszarze granicznym

416

od odcinka piersiowego i lędźwiowego kręgosłupa. Sploty te należą do wegetatywnego układu nerwowego, który dzieli się na *sympathicus* i polarny wobec niego *parasympathicus*. Ich regulacyjna wirksamkeit rozgrywa się głęboko w podświadomości.

Czysto anatomiczno-funkcjonalne rozpatrywanie otrzewnej wyjaśnia niewiele o jej głębszym znaczeniu. Stwierdza się silne unerwienie, błonkę wilgoci umożliwiającą ślizganie się narządów jamy brzusznej i miednicy, zwłaszcza splotu jelita cienkiego, oraz zdumiewająco wysoką zdolność resorpcji płynów ustrojowych; w powiązaniu z limfą i węzłami chłonnymi otrzewna dba — w sensie swoistego trawienia — o odtruwanie substancji obcych ciału. Ten ograniczony do bardziej zewnętrznych faktów sposób rozpatrywania poszerza się natychmiast, gdy zapytamy o znaczenie silnego unerwienia. Odpowiedź daje samo bauchfell. Jest ono narządem zmysłowym, który kieruje się ku temu, co w poszczególnych narządach tej przestrzeni wewnętrznej dokonuje się jako wysoce swoista czynność, i który równocześnie sumę tych czynności ogarnia nieświadomie jako całość i z tej całości koordynuje i wzajemnie dostosowuje czynności organów.

Jak zewnętrzna skóra i osadzone w niej cztery środkowe zmysły — zmysł ciepła, wzroku, smaku i węchu — [422][423] pośredniczą w przekazywaniu świadomości dziennej zmysłowego obrazu rzeczywistości bytu, tak wewnętrzna skóra otrzewnej pośredniczy w objawieniu samej tej istotowej rzeczywistości; to ostatnie przede wszystkim w powiązaniu ze zmysłem życia. Ten oznajmia głucho o cielesnych stanach. Należy on obok zmysłu równowagi, zmysłu własnego ruchu i zmysłu dotyku do dolnych, do zmysłów woli.[424] Dzięki bliskości woli ich czynność spoczywa w najgłębszej podświadomości, tej snu głębokiego; pozostaje w bezpośredniej relacji z duchową rzeczywistością bytu. Narząd zmysłowy otrzewnej nie postrzega zatem przedmiotowego naprzeciwko, lecz zanurza się w objawienia istoty, które wyrażają się w czynności narządów jam ciała. Tak czynność pęcherza jako narządu zagęszczania i wydalania jest inna niż czynność jelita cienkiego jako narządu wprowadzania soków trawiennych. Jeszcze inne są czynności wątroby, trzustki, śledziony itd. Otrzewna jest

Z jednej strony jest ono wplecione w istotowe bycie i czynność (wirksamkeit, funkcję) każdego z poszczególnych narządów jamy brzusznej, z drugiej zaś pośredniczy równocześnie w przekazywaniu sumy tych czynności głównemu centrum zwojowemu splotu słonecznego. Można więc otrzewną wraz z mniejszymi węzłami zwojowymi i wielkim centrum zwojowym nazwać wewnętrznym niebem. Również inne, w sposób oczywisty intuicyjnie wybrane, oznaczenia zwojów jamy brzusznej, jak «zwój gwiaździsty» (*Ganglion stellatum*) oraz *Ganglion coeliacum* (*Coelum* = niebo), wskazują na pokrewieństwo z makrokosmosem. «Jama ciała jest niebem, kosmiczną enklawą».[425] Tu, w królestwie zwierzęcym, a szczególnie u przeżuwaczy i spośród nich przede wszystkim u bydła rogatego, ten związek z niebem osiąga swoje najwyższe ukształtowanie. W akcie przeżuwania krowa nie postrzega odbić zmysłowo danego świata zewnętrznego, lecz w postaci niosących siłę obrazów — objawienie tej istotowej rzeczywistości, która leży u podstaw tego świata.

417

W obliczu związku otrzewnej z wielorakimi autonomicznymi czynnościami narządów jamy brzusznej, które owijają każdy z nich z osobna, rodzi się pytanie, który jej obszar wchodzi w rachubę przy preparacji. W swoim kursie dla rolników Rudolf Steiner wymienia krezę bydlęcą: «Żółte koszyczki kwiatowe mniszka lekarskiego zbiera się, pozostawia do lekkiego przywiędnięcia, ściska razem, zszywa w krezę bydlęcą».[426] Na pytanie, co należy rozumieć przez krezę bydlęcą, pada odpowiedź: «Chodzi o otrzewną. O ile mi wiadomo, przez krezę rozumie się otrzewną».[427]

Te stwierdzenia doprowadziły w praktyce po dzień dzisiejszy do wątpliwości: czy chodzi przede wszystkim o otrzewną, czy też specyficznie o krezę, która stanowi część otrzewnej? W pierwszym przypadku do preparacji nadaje się znacznie łatwiej i prościej wielka sieć (*Omentum majus*), w mniejszym stopniu — mała sieć (*Omentum minus*), łącząca w podwójnej blaszce wątrobę i żołądek. Wielka sieć, również podwójna blaszka otrzewnej, układa się niczym fartuch między brzuszną ścianę żołądka a splot jelitowy. Opada od żołądka aż ku dolnej stronie jamy brzusznej, tworzy tam wielką pętlę, obraca się z powrotem ku górze i okrywa jelita niczym grzejąca tarcza ochronna.[428] Inaczej ma się rzecz z krezą (*Mesenterium*).

418
Abbildung 31: Querschnitt durch die Bauchhöhle des Rindes. Die Bauchfell-Serosadoppellamelle in Beziehung zur Dünndarmverdauung.

Przyczepiając się do ściany jamy brzusznej, bezpośrednio poniżej kręgosłupa, dźwiga ono cały splot jelitowy. Z obu stron jamy brzusznej jednowarstwowe peritoneum jamy brzusznej składa się w podwójną blaszkę surowiczą — krezę — w ten sposób, że jej strony zmysłowo-aktywne kierują się na zewnątrz, w stronę jamy brzusznej (rysunek 31). Podwójne blaszki surowicze rozdzielają się na jelicie cienkim (*Jejunum*) i omotują je jako pojedyncza blaszka. Krezka tworzy w ten sposób wieniec fałdów, który przez znaczną część jamy brzusznej podąża za ściśle przylegającymi do siebie pętlami jelita cienkiego. Między oboma blaszkami surowiczymi krezki leżą pęczki nerwowe (rozgałęziają się w obie blaszki i pozostają w związku z przebiegiem trawienia w jelicie cienkim), a ponadto naczynia krwionośne tętnicze i żylne (podtrzymują intensywne procesy życiowe w jelicie), naczynia chłonne (przyjmują przez błonę śluzową jelita [*Mucosa*] soki trawienne [*Chylus*]), węzły chłonne (działają odtruwająco) oraz wreszcie tkanka łączna i złogi tłuszczowe. Budowa krezki jako części otrzewnej konstytuuje się zatem w taki sposób, że jest ona równocześnie narządem zmysłowym i narządem czynności. Pośredniczy między trawieniem (*świat zewnętrzny*) a organizmem jako całością (*świat wewnętrzny*) — i odwrotnie.

Gdy ujmuje się ów związek z czynnością w polu widzenia, uwydatnia się różnica między krezką a sieciami (*Omentum majus* i *minus*). Pojęcie «otrzewna», które Rudolf Steiner wymienia w odpowiedzi na pytania podczas kursu w związku z krezką, oznacza coś ogólnego,

419

niejako ideę wszechogarniającego narządu zmysłowego, który zanurza się w zmysłowy mrok przemiany materii i jest odjęty świadomości. Pojęcie «krezki», wymieniane w piątym wykładzie Kursu rolniczego, oznacza coś szczególnego — pole funkcyjne, na którym to, co ogólne, przekształca się w wysoce swoistą czynność: mianowicie w taką, która w swej pełnej postaci znajduje się wyłącznie w przewodzie pokarmowym. Jej wyjątkowość wynika z bliskiego związku z «zadatkiem Ja», omówionym w rozdziale «Bydło» (s. 146 i n.). Dyspozycja owego zadatku w bydle jest wyznaczona przez długą drogę intensywnej czynności trawiennej, której szczytem jest przeżuwanie. Wynik tego trawiącego odsłaniania substancji jest postrzegany przez surowicę otrzewnową krezki. Promieniuje ona jako siła astralna w głąb wnętrza ciała oraz do krwiobiegu, a ten unosi ją aż po biegun nerwowo-zmysłowy głowy i tkwiące na nim rogi, gdzie zostaje z powrotem spiętrzana. Na wyższym szczeblu wyzwala to na nowo impuls świadomości, którego wynik z kolei promieniuje z powrotem do jamy ciała i poprzez obie blaszki surowicze krezki udziela się zawartości jelita. Zawartość ta jest teraz przesiąknięta siłami, które z bieżącej aktywności życiowej bydła dotarły do jego nadzmysłowej rzeczywistości istotowej. Wraz z wydalaniem ten potencjał sił — «zadatek Ja» — dostaje się do świata zewnętrznego. Nadaje on nawozowi krowiemu jego wyjątkowo trwałą siłę nawozową. To dzianie się, wyłaniające się z wyższej istoty bydła, może uchodzić za kolejne wskazanie, że otrzewna stanowi coś «ogólnego», natomiast dwublaszkowe krezowe błony otrzewnej — coś szczególnego. To ostatnie spełnia w «wewnętrznym niebie», we wpuklionym kosmosie, zadanie rdzenne: pośredniczyć między trawieniem przeżuwacza a organizmem i z powrotem od organizmu ku układowi trawiennemu — który następnie staje się nawozem.

To dzianie się, obejmujące całą istotę bydła, nie jest domeną ani sieci większej, ani mniejszej. Obie mają swoiste funkcje poza trawieniem i związanymi z nim krokami przemiany ku wyższemu oddziaływaniu sił. Obie wykazują wprawdzie podobną budowę anatomiczną z podwójną blaszką surowiczą i leżącymi pomiędzy nimi pęczkami nerwowymi, naczyniami krwionośnymi i chłonnymi, węzłami chłonnymi oraz tkanką łączną, przy czym ta ostatnia jest znacznie zredukowana. Charakterystyczna dla sieci większej jest siateczkowa dystrybucja wbudowanej tkanki tłuszczowej. Lecz cóż mówi to anatomiczne pokrewieństwo? Funkcja zmysłowa jest zasadniczo inna. Jest to funkcja, która — jak wolno przypuszczać — odnosi się do postrzegania i kierowania harmonijnym współdziałaniem

420

Organów jamy brzusznej, a przede wszystkim na czynność jelita cienkiego i grubego w odniesieniu do poprzedzającej ją aktywności żołądka i przedżołądków. To, co dzieje się w żwaczu, musi pozostawać w jednoczesnym odniesieniu wzajemnym do tego, co zachodzi w trawieniu jelitowym, i na odwrót. Ponadto sieć większa, zanurzona postrzegająco w gospodarce płynowej jamy brzusznej, reguluje ją przez wydzielanie i wchłanianie. Poza tym odpowiada za obronę przed substancjami obcymi dla organizmu. Ze względu na to wszystko oraz na swą wielką ruchliwość sieć większa bywa określana jako «wielka ścierka jamy brzusznej».[429]

To, co przemawia za krezką bydlęcą jako organem otoczkowym dla koszyczków kwiatowych mniszka lekarskiego, daje się dostrzec w następującym: Jako wysoko rozwinięta roślina złożona mniszek ma moc przyciągania z kosmosu substancjalnej istoty kwasu krzemowego. Krezka bydlęca ma z kolei moc — dzięki swej skierowanej ku wewnątrz sennestätigkeit wobec substancjalnego działania trawienia jelita cienkiego — obdarzania jeszcze niematerialnego kwasu krzemowego pewnego rodzaju odczuwającą wewnętrznością. Aby ten potencjał, tkwiący jako wynik ewolucyjnego stawania się w kwiecie mniszka i w krezce bydlęcej, uczynić użytecznym dla wzrostu roślin, potrzeba znów preparacji, która wynika z poznania ducha przez człowieka i która w rytmie biegu czasów pokonuje granice między królestwami przyrody. Preparat z mniszka lekarskiego (preparat 506)

Kroki preparacji

Odpowiedni termin zbioru — dotyczy to Europy Środkowej — to słoneczny dzień w kwietniu. Koszyczki kwiatowe otwierają się we wczesnych godzinach porannych, rozkwitają jeden po drugim od brzegu ku środkowi i rozkładają swe języczkowe kwiaty promieniście. Około godziny dziesiątej przed południem osiągają zazwyczaj takie stadium, że w centrum koszyczka pozostaje jeszcze skupisko stojących obok siebie kwiatów. W krótkim czasie mniej więcej godziny, zanim nastąpi pełny rozkwit, koszyczki muszą być zerwane z rurkowych łodyżek i rozłożone do suszenia lub obsuszone ciepłym powietrzem. Zrywania po południu, przy pełnym rozkwicie lub w zaawansowanym okresie kwitnienia należy unikać ze względu na niebezpieczeństwo przedwczesnego przejścia do tworzenia pappusu, czyli nasion.

421

W pierwszym kroku preparacji koszyczki kwiatowe — w zależności od stopnia wysuszenia — zwilża się lekko wyciągiem z liści mniszka lekarskiego, nieznacznie ściska, obleka ze wszystkich stron płatami krezki i związuje sznurkiem konopnym (bez tworzyw sztucznych) w niewielki pakunek. Jako «alternatywa» dla krezki stosuje się często, ze względu na łatwiejszą obsługę, sieć większą (Omentum majus); jest ona szersza i z reguły mniej natłuszczona. Przyczepiona do żołądka, nie ma bezpośredniego połączenia z kłębowiskiem jelitowym.

Otoczenie błoną krezki prowadzi do pierwszego wynicowania procesu przyrody, a tym samym do pierwszego kroku emancypacji od niego: wypromieniowująca, skierowana ku kosmosowi gesta kwiatów mniszka jest teraz zwrócona ku wnętrzu, wypełniając przestrzeń wewnętrzną. Inaczej otrzewna, która niejako jako «sklepienie niebieskie» wyściełała jamę brzuszną, obejmując wszystkie narządy brzuszne, a zatem i artystycznie pętle jelita cienkiego, i pozostawała w zmysłowej relacji do ukrytej czynności trawienia — teraz jest zwrócona ku zewnętrzu. Opisana podwójna blaszka, czyli podwójna seroza krezki, rozwijają teraz w nowy sposób skierowaną zarówno na zewnątrz, jak i ku wnętrzu czynność zmysłową. Ku wnętrzu czynność ta jest skierowana — przez *surowicówkę* zwróconej ku wnętrzu blaszki — na dzianie się życia, które w koszyczkach kwiatowych mniszka lekarskiego osiągnęło ewolucyjny szczyt, podczas gdy *surowicówka* blaszki zwróconej na zewnątrz otwiera się na siły, które ze strony kosmosu i ziemi napromieniowyują z zewnątrz. W tym ujęciu jednolita funkcja zmysłowa krezki bydlęcej rozszczepia się w polarną podwójną funkcję. Nienaruszone pozostają strony łącznotkankowe obu blaszek; nadal przylegają do siebie i tworzą niejako ogniwo łączące między polarnymi sferami postrzegania.

Fizyczna i życiowa organizacja mniszka lekarskiego jest ewolucyjnie nastawiona na kształtowanie stosunku wzajemnego potasu i kwasu krzemowego, kulminującego w kwiecie. Z tym wiąże się pytanie, czy w owym ogniwie łączącym — niejako jako synteza tej nowej relacji wewnątrz–zewnątrz — stosunek ten nie może być utrzymywany w ruchu ponad granicą, którą ewolucja postawiła rozwojowi rośliny. Czy właśnie tu nie leży znaczenie krezki: że z jednej strony w swej jedności funkcjonalnej z trawieniem jelita cienkiego, a z drugiej strony ze względu na funkcję swej podwójnej blaszki w pierwszym kroku preparacji wprowadza w relację dwa polarne światy sił? Czy nie stwarzają się przez to dopiero w tym, co ziemskie, warunki dla tego, by jedyna w swoim rodzaju właściwość mniszka lekarskiego — «przyciąganie kwasu krzemowego z kosmosu» —

422

przekazana na drodze nawożenia na glebę i na życie roślin? Na te pytania odpowiedzieć będzie można jedynie z tego osobistego stosunku, jaki w działaniu i myśleniu buduje się do rzeczy i istot. Stawiają się one w obliczu praktyki stosowanej niekiedy w różnych miejscach, polegającej na wzajemnym oddzieleniu obu blaszek surowicówki — z reguły sieci większej — w ten sposób, że powstaje rodzaj kieszeni, do której wtykane są koszyczki kwiatowe, a otwarte końce następnie wszywane. Oznacza to, że otulina jest tylko jednowarstowa, to znaczy: dochodzi do działania otrzewnej jako czegoś ogólnego (wykładzina jamy brzusznej), a nie krezki jako czegoś szczególnego.

Drugi krok preparacji zyskał w praktyce szersze zainteresowanie dopiero wtedy, gdy wraz z piątym wydaniem Kursu rolniczego (Dornach 1975) opublikowane zostały również notatki Rudolfa Steinera do wykładów kursowych. W notatkach tych zapisuje on w odniesieniu do preparatu z mniszka lekarskiego: «Zawiesić w krezce w powietrzu.»[430] W piątym wykładzie kursu nie zostaje to wspomniane tymi słowami, lecz od razu odesłano do kroku trzeciego: «Trzeba go [koszyczki kwiatowe mniszka otulone krezką; przypis autora] poddać oczywiście działaniu ziemi, działaniu ziemi w czasie zimowym.»[431] Tak też postępowano powszechnie w kolejnych dziesięcioleciach. Pozostawało jednak stale otwarte pytanie, czy znaczy to, że krok drugi odpada, albo jak rozumieć mające po tym nastąpić zdanie: «Chodzi teraz o to, by pozyskać otaczające siły w ten sposób, że traktuje się go tak samo jak inne.» Zagadkę rozwiązuje przytoczony wyżej cytat z notatek: «zawiesić w powietrzu». Interpretuje on «otaczające siły», które w ciągu lata działają w powietrzu i cieple ponad ziemią. Uwaga, że «traktuje się go tak samo jak inne», musi więc być rozumiana w tym samym sensie co w przypadku krwawnika, gdzie ekspozycja preparatu na siły letnie i zimowe została opisana szczegółowo.

W drugim kroku preparacji dokonuje się 2. akt wynicowania, a wraz z nim równorzędny akt emancypacji od naturą danego biegu rzeczy (Rysunek 32). To, co przedtem należało do wewnętrznej istoty krowy, a co całe swe istnienie zawdzięczało właśnie jej służeniu — jest teraz organem świata zewnętrznego, w służbie sił, które wpadają z kosmicznego obwodu.

423
Abbildung 32: Metamorphosen der Stoffanordnung in den drei Schritten der Präparation des Löwenzahnpräparates.

Odwrotnie — kwiatki mniszka, które w świecie zewnętrznym zwracają się ku kosmosowi i jemu zawdzięczają swe istnienie, owinięte są teraz zwierzęcą powłoką organową, w której koncentrat sił kwiatków mniszka łączy się z siłami Makrokosmosu, przekazywanymi temu koncentratowi przez powłokę organu krezki bydlęcej.

Chodzi teraz o to, by zebrane w kwietniu koszyczki kwiatowe dostatecznie wysuszyć, owinąć je niezwłocznie płatami krezki krowy w średnim wieku, w miarę możliwości pochodzącej z własnego stada gospodarstwa, i zawieszony, kulisty pakunek, zabezpieczony przed ptakami, powiesić w powietrzu. Przez całe półrocze letnie, do okolic Michaeli, wisi tak nad ziemią, wystawiony na działanie sił Słońca i planet w cieple i powietrzu. Wchodzą one w oddziaływanie wzajemne z substancjami ziemskimi potasem i krzemionką, dźwigniętymi w kwiacie do stanu eterycznego. Na tym stopniu eteryczności — tak wolno przyjąć — może dopiero powstać ów «stosunek wzajemny potasu i krzemionki», na który wskazuje badanie duchowe, i który nadaje mniszkowi zdolność przyciągania, jako «posłańcowi niebios», kosmicznej krzemionki. Niechaj to będzie próba wskazania kontekstu powiązań, w myśl którego po pierwszym

424

kroku musi z konieczności nastąpić drugi — mianowicie ekspozycja pakunku krezki na siły atmosferyczne.

W trzecim kroku preparacji dokonuje się trzeci proces wynicowania i emancypacji (Rysunek 32, s. 423). To, co przez półrocze letnie było nad ziemią, w «brzuchu indywidualności rolniczej», wystawione na siły obwodowe kosmicznych planet, zostaje teraz narażone na działanie sił, które z obwodu gwiazd stałych poprzez ziemię działają w tym, co ziemisto-wodne. Podczas gdy latem przeważają siły astralne, promieniujące ze sfery Słońca i sfer planetarnych i odciskające się w substancji kwiatków mniszka za pośrednictwem zwierzęcych powłok organowych — tak zimą w ziemi działają przede wszystkim siły Ja, czynne z wyższego świata duchowego, i one to odciskają się w substancji kwiatowej.

Postępowanie w trzecim kroku preparacji jest następujące: Po początku jesieni, w okolicach Michaeli, zdejmuje się kulisty pakunek i zakopuje w ziemi, na głębokości przejścia od próchniczej wierzchniej warstwy gleby do podglebia bogatszego w glinę i drobny piasek. Dół zostaje z powrotem zasypany i zabezpieczony przy powierzchni gruntu siatką drucianą przed psami i lisami. Dopóki nie rozwieje się zapach krezki, pomocna może być w tym celu także drewniana lub kamienna przykrywa.

Wiosną, w okolicach Wielkanocy, wydobywa się preparat — którego powłoka krezki jest z reguły silnie nadgniła — i przechowuje w glinianych naczyniach, ze wszystkich stron otulinych torfem pylastym. Z gotowym preparatem, którego koszyczki kwiatowe w znacznej mierze zachowały swą strukturę, powstała z kolei nowa substancjalność — albo raczej: nowy układ substancji, jako punkt odniesienia dla potencjału sił zupełnie nowego rodzaju. Był przez całą drogę swego powstawania, prowadzony duchem i ręką człowieka, utrzymywany w tym, co żywe — i swą skuteczność rozciąga w tym, co żywe.

Zastosowanie i skuteczność

Preparat z mniszka lekarskiego jest, podobnie jak inne preparaty, nawozem sił. Działa tak jak one na «współbrzmienie tworzącego, kształtującego i formującego Słowa Światów»[432], to znaczy — w odniesieniu do preparatów — na siły życia, siły astralne czyli duszewne oraz kształtujące siły istotowe czyli Ja, przy czym te ostatnie przekazują roślinom z głębin ziemi siłę wyprostowania

425

nadawać.[433] Tworzą, kształtują i formują żyzną glebę oraz rośliny owocujące jako to, co wgłębia się jako «przepona-środek» między «głową a brzuchem» rolniczej indywidualności. W jedyny w swoim rodzaju sposób dotyczy to preparatu z mniszka lekarskiego. Ile bogatych w powiązania warunków musi ze sobą współbrzmieć, by darzyć kwiat mniszka lekarskiego zdolnością swoistej siły zmysłowej, przyciągania krzemionki z kosmicznego obwodu? Jaki wspaniały kontekst powiązań musi panować w przemianie materii krowy, by z krezką stworzyć organ, który z jednej strony pozostaje w zmysłowym odniesieniu do nadchodzących z zewnątrz substancji strumienia pokarmowego, a z drugiej strony przekazuje wynik tego postrzegania astralnemu jestestwu krowy? Połączenie obu — kwiatu i krezki otrzewnowej — tworzy syntezę wyższego rodzaju, substancję nawozową, której działanie stanowi steigerung obu biegunowych jakości.

Powstaje nowa kompozycja substancji w tym, co żywe — nawóz, który w jeszcze bardziej intymny sposób dba o to, by nadzmysłowo-astralna organizacja roślin kulturowych wyciskała swe piętno na ich organizacji eterycznej, a przez nią — na ich organizacji fizycznej. Rośliny stają się zdolniejsze do zmysłowego postrzegania, a przez to wrażliwsze na substancje, których potrzebują do swego wzrostu: «jeżeli roślina zostaje w ten sposób, w najsubtelniejszy sposób, przeniknięta krzemionką, przeżyta przez nią, wówczas jest tak, że staje się wrażliwa na wszystko i wszystko przyciąga».[434] Dalej wywodzi się, że ten obwód w sposób oczywisty nie odnosi się jedynie do przestrzeni glebowej przenikniętej przez korzenie pojedynczej rośliny, lecz rozciąga się na sąsiednie pole, las i przylegającą łąkę.[435] To początkowo zagadkowe stwierdzenie można przy dzisiejszym stanie wiedzy naukowej z powodzeniem tłumaczyć zjawiskiem symbiozy korzeni roślinnych z grzybami glebowymi (mikoryzą), których grzybnie — splot nitek komórkowych (hif) — łączą ze sobą systemy korzeniowe roślin na znacznych odległościach. Hyfy z jednej strony zaopatrują rośliny w wodę (drzewa leśne), przede wszystkim zaś w substancje mineralne, z drugiej zaś same korzystają z ich bilansu energetycznego. Zjawisko wzajemnie sprzyjającego współżycia (symbiozy) organizmów wyżej rozwiniętych z niższymi można z powodzeniem rozumieć w

426

Weise verstehen, że tutaj panują przytłumione stopnie wrażliwości, jak na przykład u roślin motylkowych, u których zdolność wiązania azotu daje się znacznie zwiększyć przez nawozy organiczne. Można się spodziewać, że i tutaj preparat z mniszka lekarskiego wniesie istotny wkład. Ale czy wyczerpuje to — ta kontynuacja pewnego procesu przyrody — istotę i działanie tej substancjalnej nowości wyłonionej z badań duchowych? Odczuwanie oznacza w tym przypadku przecież to, że astraliczna organizacja, działająca na rośliny z zewnątrz, staje się w wyższym stopniu «rzeźbiarzem i kształtownikiem» sił eterycznych czy życiowych i utrzymuje je jako «siły twórcze» w ruchu. Wstępny etap ku temu dokonuje się w kwiecie mniszka lekarskiego. Obdarzony zostaje — dzięki swemu zakorzenionemu związkowi z ziemią (wznoszący się sok mleczny) i zarazem swemu zwróceniu się ku słońcu i otwarciu na nie — zdolnością przyciągania krzemionki z kosmosu. Przez opisaną preparację, dokonującą się w tym, co ziemskie, preparat z mniszka zostaje w końcu zdolny do tego, by za pośrednictwem nawozów organicznych przekazywać innym uprawianym roślinom zdolność przyciągania z otaczających gleb kulturowych substancji ziemskich, których potrzebują do zdrowego wzrostu.

Za pomocą konwencjonalnych pojęć teorii nauki taka wędrówka substancji jest nie do pomyślenia. Staje się bardziej zrozumiała, gdy uczymy się pojmować sam boden — organ-przeponę «rolniczej indywidualności» — jako kontekst życiowy przeniknięty przez siły astralne, w który korzeń wnika jakby jako narząd zmysłowy. Ten słabo jeszcze rozwinięty narząd zmysłowy można całkowicie stępić solami mineralnymi (por. rozdz. «Zastosowanie soli azotowych», s. 275 nn.), można też kształtować ten narząd zmysłowy ku coraz wyższej aktywności przez sumaryczne działanie wszystkich wymienionych preparatów. I o to właśnie chodzi. Każdy z nich wnosi pewien aspekt działania do rozwoju organizacji zmysłowej, a przez to do «wrażliwości» wobec substancji i sił: «Jeżeli opracuje się glebę w ten sposób […], wówczas roślina jest gotowa przyciągać rzeczy z szerokiego otoczenia».[436]

Preparat z mniszka lekarskiego nawozi glebę siłami astralnymi. Czynią one bujnie tętniące życie gleby wirkungsmächtig w taki sposób, że sama gleba staje się roślinna. W tym środowisku wzmożonej żyzności gleby szukać należy zapewne odpowiedzi na pytanie: Jakiego rodzaju jest «wrażliwość» wzbudzona przez preparat z mniszka? Jest ona

427

Innenwirkung, która nie pochodzi z własnego, duszewnego wnętrza — takiego roślina nie posiada — lecz która ze sfery nadzmysłowej, poprzez układ substancji w roślinie, ma moc przyciągania ku sobie w ukierunkowany sposób substancji ziemskich. Jak jednak substancje te mogą się poruszać? Czy nie muszą najpierw zostać wprawione w ruch przez organizację życiową roślin rosnących na sąsiednich polach, na łąkach i w lesie? To znaczy: czy substancje ziemskie nie muszą najpierw zostać wyniesione z fizyko-materialnego stanu w stan siły kształtujących? To pytanie-zagadka pozostaje nierozwiązane!

Stosowanie preparatu z mniszka lekarskiego odbywa się — razem z czterema poprzednio opisanymi preparatami — jako dodatek w rodzaju dawkowania homeopatycznego do kompostów, oborników, gnojówek i gnojowic. Miarą jest szczypnięcie trzema palcami na ok. 1 m² kompostownika ogrodowego, aż do 10–15 m² przy pryzmach obornikowych i kompostowych oraz przy głębokiej ściółce i nawozach płynnych. Preparację należy przeprowadzić bezpośrednio po usypaniu pryzmy, w przypadku nawozów płynnych — bezpośrednio po rozpoczęciu napełniania zbiornika. Zamiast zawieszania w woreczku z tkaniny, porcje preparatów można wyrobić z gliną w kulki i w tej formie dodawać do nawozów stałych i płynnych. Powtórzenia zalecane są po każdym przerzuceniu pryzmy lub po wymieszaniu i napowietrzeniu nawozów płynnych. Preparaty łagodzą procesy rozkładu, które natychmiast się wznawiają, a tym samym ograniczają nadmierne nagrzewanie się i ostrość zapachów. Azot i węgiel pozostają «osiadłe» w organicznych połączeniach. Preparat z mniszka lekarskiego jest ponadto składnikiem «preparatu zbiorczego» — intensywnie preparowanego koncentratu na bazie obornika bez ściółki. Przed codziennym wygnojowaniem posypuje się nim w niewielkich ilościach świeży obornik lub dozuje do miejsc legowiskowych w oborach wolnostanowiskowych.

Jak każdy z preparatów, tak i preparat z mniszka wzywa do obecnego duchem działania. Dopiero ono — rozumiane w kontekście całości gospodarstwa — budzi pytania, a wraz z nimi badawczą postawę. Otwiera się droga poznania, która czyste wykonawcze działanie ożywia w czyn artystyczny.

Kompozycja preparatu z kozłka lekarskiego

Jako ostatni w korowodzie sześciu preparatów nawozowych występuje preparat z kozłka lekarskiego. Pod względem zastosowania i funkcji zajmuje on zaokrąglającą, szczególną pozycję. W zaledwie kilku słowach Rudolf Steiner charakteryzuje istotę i działanie tego preparatu w następujący sposób: «można więc, jeśli doda się do nawozu w

428

bardzo subtelny sposób ten rozcieńczony sok z kwiatu kozłka lekarskiego, wywołać w nim to, co pobudzi go do właściwego zachowania się wobec tego, co nazywa się substancją fosforową».[437] Już w tym zdaniu jest zasygnalizowane, że sok wyciśnięty z kwiatu kozłka lekarskiego nie jest poddawany żadnym dalszym etapom preparacji, poza jednym zabiegiem, że przed użyciem należy rozcieńczyć pranalewkę ciepłą wodą. Zagadka, o co tu chodzi, musi zostać rozwikłana z jednej strony przez to, co zdradza postać kozłka lekarskiego (Valeriana officinalis), a z drugiej strony przez to, co można uzyskać w formie poznania z badań duchowych.

Obraz zjawiskowy waleriany

Walerianę spotyka się w strefach granicznych i przejściowych terenów uprawnych, na glebach gliniastych i próchnicznych, najchętniej w miejscach bardziej wilgotnych, raczej zacienionych — przy obrzeżach lasów, na łąkach wilgotnych, w nadbrzeżnych pasach potoków i rzek oraz u podnóża skarp, gdzie z podglebia sączy się woda pod ciśnieniem. W dolinach górskich pojawia się do znacznych wysokości. Można ją również uprawiać ogrodowo. Podczas gdy mniszek lekarski — poza krótkim okresem kwitnienia — skrywa się między trawami i ziołami, waleriana wynosi się z początkowego stadium rozety w dostojnej postawie pionowej wysoko ponad swe otoczenie, zwieńczona biało lub bladoróżowo rozkwitającą wiechą pozorną. Składa się ona z gęsto skupionych, delikatnych, miniaturowych kwiatuszków, które zdają się rozpuszczać w intensywnie rozlewanym zapachu. Zasada łodygi dominuje całą roślinę. Przy wysokości wzrostu do dwóch metrów łodyga sięga zarówno w dół — w przestrzeń korzeniową, tworząc kłącza — jak i w górę — w przestrzeń powietrzną, rozlewając się w kwiatostanie. Ku górze i ku dołowi rozgałęzia się z jednej strony w delikatne szypułki kwiatowe, z drugiej — w grube kłącza. W łodydze przenikają się w jedyny w swoim rodzaju sposób to, co ziemskie, z działaniem powietrza i ciepła. Naprzemiennie krzyżowo rozwijają się nieparzysto pierzaste liście. W pierwszym roku po siewie metamorfoza liścia zaznaczona jest najwyraźniej. Z rozety liściowej wzwyż wznosi się szereg liści w coraz większych odstępach. Ogonek liściowy stopniowo się skraca, a w przejściu do kwiatostanu liście wreszcie cofają się zupełnie

429

den Stängel zurück. Im Następnym roku metamorfoza liści jest mniej wyraźna (Rysunek 33, s. 431).

Tak samo wyraźnie, jak w kształcie liści, ujawnia się metamorfoza substancjalnego dziania się w przemianie substancji zapachowych od kłącza przez łodygę aż do kwiatu, której intensywność — mierzona rozlewanym zapachem — jest najsilniejsza w czasie przekwitania. Jak forma i barwa poprzez zmysł wzroku budzi odczucie, tak zmysł węchu otwiera odczuciu głębsze warstwy działania substancji. W tępszym odczuwaniu zapach prowadzi głębiej ku jakości sił, które jako astralne są czynne w tym, co żywe. U waleriany i pokrzywy pozostają one względem siebie w stosunku polarnym.

Obraz zjawiskowy pokrzywy wywołuje wrażenie, że w jej organizacji życiowej działa przede wszystkim eter chemiczny, czyli klangäther, oraz eter życia. Stają się one siłami kształtującymi poprzez wyższą elementaryczno-astralną duchowość i są przez nią zdolne sprawić szczególną budowę substancjalną tej rośliny leczniczej. Pokrzywa staje się obrazem tej skierowanej ku wnętrzu kompozycyjnej nadwyżkowej siły astralnej. Kształtuje ona z jednej strony ściśle aż po peryferie połączenia substancji — jak na przykład urticyna we włoskach parzących — z drugiej zaś strony pozostaje potencjał zatrzymanych sił astralnych, które na drodze preparacji posiadają zdolność ponownego wprowadzenia irdisch materialnych substancji w ruch, ożywienia ich i przemiany.

Inaczej waleriana: Rozlewa ona na zewnątrz, w powietrze i ciepło, to, co pod wpływem astralnym ukształtowało się w jej procesach życiowych — w liściu, kłączu korzeniowym i łodydze — jako kompozycje substancji. U pokrzywy, ubogiej w zapach, siły kształtujące konfigurują substancje, nadając im zdolność noszenia «wspaniałego działania wewnętrznego». Pokrzywa zachowuje tę jakość sił za ochronnym wałem swej postaci, która na zewnątrz wydaje się zamknięta w sobie. Inaczej znowu waleriana: Rozlewa ona wszystko to, co jej organizacja astralna skomponowała w substancjach poprzez działanie sił kształtujących. Zjawisko pokrzywy w jej ujętej w obraz samoobronie i twardości wskazuje przede wszystkim na twórczą siłę eteru życia, zjawisko otwartej na otoczenie waleriany — na siłę eteru ciepła i eteru świetlnego. Waleriana jest dawcą ciepła i światła. Korzeń

430

Korzeń

Siewka waleriany wytwarza początkowo korzeń palowy, który wkrótce obumiera. Łodyga pozostaje z początku zahamowana i z niej rozwija się luźna rozeta liściowa. W glebie, w strefie przejścia do korzenia, rozgałęzia się ona w kilka krótkich, walcowatych *rizomów* — rodzaj wegetatywnego owocowania w obszarze korzeniowym — skąd korzenie sięgają pękami łukowato na zewnątrz i w głąb. Obejmują sferycznie przestrzeń wewnętrzną otwartą ku dołowi, rozdzielają się we włóknienie drobnych korzeni i przedstawiają w ten sposób typ «korzenia irdisch»[438] (Ilustracja 33). Rizoomy wykazują — w nawiązaniu do wypełnionej powietrzem łodygi — wewnętrzne kanały. W strefie przejścia do lekko zgrubiałych pęków korzeniowych, zawierających również substancje zapachowe, tworzą się ku jesieni pąki wyrastające w nowe pędy. Do tej formy wegetatywnego rozmnażania dochodzi jeszcze wytwarzanie rozłogów, które przy swoich węzłach pędowych korzenią się na nowo.

Najbardziej uderzającym zjawiskiem u waleriany jest silny, odurzający, ciężki jak ziemia zapach — wręcz smród — który jest zatrzymany w kłączu i wydziela się z niego przy uszkodzeniu. Analityka chemiczna wskazuje w grupach substancji — węglowodanów, białek, olejów, alkaloidów, żywic itp., jak też kwasów organicznych i substancji mineralnych — na rozległe spektrum połączeń, które całkowicie odpowiada różnorodności wskazań medycznych, na które preparaty z waleriany działają łagodząco i leczniczo. Jednakże Simonis podkreśla, że «uzyskane dotychczas wyniki, dostatecznie charakterystyczne dla istoty rośliny, są niewystarczająco przekonujące».[439]

Kłącze waleriany przypomina chemiczną kuchnię w obrębie tego, co żywe. Wszystko, co stwórcze życiowo, a co Paracelsus ujmuje w *Tria principia*, działa tu w najściślejszym współdziałaniu. W geisteswissenschaftlicher terminologii są to cztery rodzaje eteru — eter życia i eter chemiczny, eter świetlny i eter ciepła — ożywiające świat substancji nieorganicznych pod kierownictwem przede wszystkim eteru chemicznego i eteru życia jako budowniczych fizycznej organizacji roślin. Architektem zaś, który dostarcza planów budowy, jest astralorganizacja działająca z tego, co nadzmysłowe, w czasie i przestrzeni. Na pewnym przedstopniu — można powiedzieć: jeszcze nieoczyszczona — skupia się w korzeniu i *rizomie* pełnia kompozycji substancji, które następnie, w postępującej przemianie, kształtują fizyczno-zmysłową postać waleriany. Nawet element sulfuryczno-imponerable

431
Abbildung 33: Das Baldrianpräparat in Herstellung und Anwendung.

tworzącego w procesie kwitnienia eteru ciepła i eteru świetlnego zanurza się w sferę korzeni i dba w ciężarze ziemi procesu salowego o «lekkość» palnych olejków eterycznych, a wraz z nią o silne wydzielanie zapachu. W kłączu i sznurach korzeniowych skupia się wszystko, co waleriania ma do zaoferowania pod względem kompozycji substancji. Stąd to właśnie one znajdują zastosowanie w medycynie przy cierpieniach dotyczących przede wszystkim wegetatywnego układu nerwowego, przy zaburzeniach snu, nerwowych stanach pobudzenia i tym podobnych.[440]

Łodyga

Łodygę waleriany można w pełni słusznie traktować jako osobny człon tej rośliny (rycina 33). Podczas gdy mniszek lekarski nigdy nie opuszcza stadium rozety i rozkwita blisko ziemi jako koszyk pełen kwiatów na własnej szypułce kwiatowej, łodyga waleriany wystrzeluje wiosną ze swej luźnej rozety pionowo w górę. Jest to tak, jakby chciała ona jak najdalej od swojego korzenia unieść swój kwiatostan w sferę ciepła, światła i powietrza.

432

Łodyga wyznacza gest tej rośliny: jako panujący członek łączy ziemskosprawne korzenie z kwiatostanem zwróconym ku kosmosowi; jak tamte rozgałęziają się ku dołowi, tak ten rozgałęzia się ku górze w drobne gałązki baldachu pozornego. Tkanka życiowa i podporowa łodygi otacza wypełnioną powietrzem rurę; od zewnątrz jest ona wielokrotnie żłobkowana. Ujawnia się w tym ponownie polarna podwójność astralicznego działania — od zewnątrz wciskającego siły wzrostu w formę, od wewnątrz przestrzeniokształtującego i, dzięki azotowi w zamkniętym powietrzu rurki łodygowej, porządkującego substancje w biegu czasu procesów życiowych, przetasowującego je i wywyższającego. Astralność, panując nad całą rośliną waleriany, uszlachetnia dzianie się substancji w wyprowadzaniu łodygi ku górze — od jednej pary liści do następnej. Również łodyga wydziela, już udoskonalona w sposób kwiatowy, typowy zapach olejku walerianowego, w którym aromaty różnych olejków eterycznych łączą się w jedność.

Można odczuć to jako zjawisko szczególnego rodzaju — jak skonstruowane są prądy soków rośliny byliny, takiej jak waleriania. Najpierw strumień asymilacyjny (*Phloem*) z rozety liściowej zasila wzrost *rizomów* i korzeni oraz ich kompozycje substancji, w których jest już obecna substancjalna budowa całej rośliny. Skoro tylko łodyga zaczyna strzelać ku górze, owe ukształtowane wstępnie substancje uchodzą w wznoszący się strumień *Xylemu* i są ponownie, w powietrzu, świetle i cieple, przez siły kształtujące metamorfozującej się strefy liściowej — dookreślane kompozycyjnie. Przez nie kształtuje się istotowy praobraz waleriany w łodydze, następstwie liści i kwiatostanie — w zewnętrzną zmysłową postać zjawiskową. Ciężar ziemski substancji w korzeniu przechodzi w liściach i kwiecie w «lekkość» i ulatnia się. Następstwo liści

Następstwo liści

Jako siewka waleriania przechodzi wszystkie stadia rośliny bylinowej. Pierwszy liść po skiełkowaniu ma długi ogonek z zaokrągloną, owalną blaszką. Kolejne liście wydłużają się, a blaszka zaczyna rozczłonkowywać się w nieparzyste, jeszcze zaokrąglone, na brzegu lekko ząbkowane listki pierzaste. W miarę wydłużania się ogonka listki pierzaste rozwijają się w formy coraz bardziej podłużne i zaostrzone. W tej fazie listki

433

pierzaste ustawiają się pionowo i zbierają w wiązkowej rozecie. Wraz ze strzelaniem łodygi ku górze pary liści następują po sobie w krzyżowo-naprzeciwległym porządku w uderzająco dużych odstępach (Rysunek 33, s. 431). Listki pierzaste stają się coraz węższe, ostrzejsze i układają się parami. Ku jesieni liście skracają się, ulistnienie gęstnieje, obejmując łodygę. Wreszcie wraz z rozkwitaniem liście wciągają się w łodygę i tylko przylistki liścieniowe pozostają, aż i te znikają w pełni kwitnienia. Na podmokłych, zacienionych stanowiskach waleriania wykazuje tendencję do wybujałego wzrostu.

Jak substancjalna różnorodność kory korzeniowej tworzy kontekst życiowy z rozetą liściową, tak następstwo liści pędu tworzy go z kwiatostanem. Przemiana form liści — wzwyż wzdłuż łodygi aż do kwiatu (metamorfoza liścia) — jest wyrażonym w obrazie wyrazem niewidzialnie zachodzących w żywym substancjalnych procesów budowania i przebudowywania. W emporwachseniu pęd przechodzi z obszaru Erdig-Wässrigen w obszar ciepła i prześwietlonego powietrza. Tu bezpośrednio i teraźniejszie promieniują siły słońca i sfer planetarnych. Dopiero tu duchowy praobraz waleriany odciska się obrazowo w swojej pełności w przetworzone wcześniej w korzeniu kłączowym dzianie się substancji. Jak w korzeniu kłączowym górę biorą siły działające w Erdig-Wässrigen, tak w wznoszącym się pędzie — siły światła i ciepła, pośredniczone przez powietrze. Czy to może być powodem, dla którego głuchy, przytłumiający świadomość zapach i cierpko-gorzki smak korzenia kłączowego w liściach niemal nie występuje, natomiast w mniej intensywnej formie pojawia się w łodydze? W korzeniu owe jakości zagęszczają się i koncentrują, w następstwie liści natomiast wprawiają się w ciągłą przemianę w ruch.

Myśląca naoczność przemiany form w następstwie liści rozjaśnia przytłumioność odczuwania zapachu i smaku. Dla myślenia forma liścia jest punktem zaczepienia, który najpierw stoi przed nami przedmiotowo dla siebie. Uwidacznia się jednak, że obserwowany właśnie liść swoim ukształtowaniem zakłada kształt liścia poprzedzającego i prowadzi go dalej. Przejście jednej formy w drugą tworzy człon łodygowy, w którym jedna forma znika i wyłania się następna. Istnieje zatem związek w przemianie form następstwa liści, który ukrywa się przed naocznym postrzeganiem. Kluczem do poznania tego ukrytego przejścia jest myśląca naoczność kształcąca się na przemianie form. Początkowo punktualnie stwierdzające myślenie wprawia się w ruch; wytwarza samotwórczo obrazy myślowe na

na podstawie niezawodnej naoczności. Te same siły kształtujące «stwarzającego, kształtującego i tworzącego Słowa Światów» działają w przyrodzie i tak samo na wyższym poziomie w człowieku. Kto próbuje myśląco wżyć się w te wsparte na fenomenach obrazy myślowe, ten wchodzi na drogę poznania, na której skryte w łodydze ogniwo łączące liść z liściem może odsłaniać się stopniowo jako «duchowe wiązadło». Jest to istotowy praobraz tego, co roślinne, który z głębin ziemi promieniuje wzdłuż osi Ziemia-Słońce i łączy się z eteryczno-astralnymi siłami kształtującymi napływającymi z kosmicznego obwodu.

434

Tak oto wżywanie się w zasadę metamorfozy, która działa wszechobecnie w przyrodzie i która może stać się kluczem poznawczym właśnie do tego, co prowadzi ku postępującemu rozumieniu roślin preparatowych i ku zdolności ożywiania na drodze preparacji związku gleby i rośliny. Metamorfozy dokonują się w merkuriowym ogniwie pośredniczącym między dzianiem się substancji w korzeniu (biegun Sal, czyli ziemski) a tym w kwiecie (biegun Sulfur, czyli kosmiczny). Pod względem formy jest odwrotnie: kwiat zamiera w wysoko zróżnicowane formy swoich organów na skutek działania sił ziemskich. Korzeń natomiast wyrasta pod wpływem sił kosmicznych na końcówce korzenia i wykazuje — zwłaszcza w korzeniu palowym — formę bardziej jednorodną (por. też rozdz. «Kompozycja preparatu z krwawnika», s. 361 n.). Agens metamorfozy to merkuriowe «pomiędzy»; wżywać się w nie medytacyjnie-oglądowo to kształcić i ożywiać myślenie.

Kwiat

W przeciwieństwie do korzenia waleriany, którego wybitnie silna astralność wyraża się w kompozycji rozmaitych substancji — przede wszystkim olejków eterycznych, których głuchy, częściowo przykro pachnący zapach jest zatrzymywany przez korę korzeniową — kwiaty wydzielają ten zapach w udoskonalonej, oczyszczonej formie. Waleriana ma długi okres kwitnienia, sięgający od końca maja (z pełnią kwitnienia w czerwcu/lipcu) do września. Zaczyna się od naprzeciwległego rozgałęzienia pędu głównego przy najwyższych nasadach liściowych. Dwustronne rozgałęzienie powtarza się jeszcze kilkakrotnie, tak że pęd główny wyrasta ponad boczne gałązki. Dzięki temu kwiatostan przyjmuje kształt wypukły, aż do półkulistego. Przy podstawie bocznych gałązek wtulają się ostatnie zaostrzone, pierzaste liście właściwe następstwa liściowego. Naprzeciwległe rozgałęzienie pędu głównego i gałązek bocznych

435

przebiega dalej, towarzyszą mu już tylko wąskie, zaostrzone podsadki. W kwiatostanie rozgałęzienie redukuje się do dwóch bocznych gałęzi. Pęd centralny zatrzymuje się na kończącej go pąku kwiatowym. Gałęzie boczne przerastają go i kończą się na drugiej kondygnacji znowu pąkiem kwiatowym, który z kolei przerastają dwie gałęzie boczne — i tak powtarza się ten przebieg na kondygnacji trzeciej. Poszczególne kwiatuszki — może ich być do 2000 — skupiają się i tworzą ściśle zbite razem wierzchotki złożone lub baldachogronka. Wszystkie procesy, jakie rozgrywają się w walerianie między biegunami Ziemi i Kosmosu w kolejno na siebie zbudowanej metamorfozie, dochodzą w kwiecie do kresu: z jednej strony rozszerzają się w zapachu w żywioł powietrza, z drugiej kondensują się ku tworzeniu nasienia.

Nasienie stoi wyprostowane w rozwidleniu gałęzi bocznych. Zalążnia jest dolna, dlatego liścienie mieszczą się na górnym końcu nasionka. Pozostają bezogonkowe i w miarę dojrzewania rozwijają swoje delikatne pierzaste listeczki skrzydełkowato w puch nasienny, który — podobnie jak u mniszka lekarskiego — niesie nasienie z wiatrem.

Pojedynczy kwiatek jest niepozorny i swój bladoróżowy kolor ujawnia w pełni dopiero w kwiatostanie jako całości. W czasie gdy kwiaty na najwyższej kondygnacji wierzchotki rozwijają się, te na niższych więdną i przechodzą w stan owocowania. To wyjaśnia zadziwiająco długi czas kwitnienia. Kwiat wykazuje wyraźną asymetrię: pięć płatków kwiatowych nierównej wielkości, zrośniętych u podstawy w rurkę, oraz trzy pręciki. Hoerner[441] interpretuje ją jako «znak bardzo silnej indywidualizacji, wywołanej przez pierwiastek astralny głęboko ingerujący w roślinę». Wskazówka ta ma oparcie także w tym, że łodyga, czyli zasada pionowości, dominuje kształtowanie formy waleriany — to znamię, że duchowy praobraz tej rośliny, jej własna istota, uzmysławia się w pionowej osi Ziemia–Słońce. Ów stan rzeczy świadczy dalej o silnym związku waleriany ze światłem, a tak samo z ciepłem, widocznym w wysokiej zawartości substancji łatwopalnych. Ciepło jest prażywiotem i nośnikiem istoty we wszelkim bycie i stawaniu się.[442]

Kwiat waleriany jest przede wszystkim w stanie więdnięcia, a w pełni wysuszony — silnym źródłem zapachu. We wszystkich organach kwiatowych znajdują się nektarniki, zawierające substancje różnego rodzaju i różnej konsystencji. W postaci płynnej są to rozmaite cukry, które na

436

Przy dnie kwiatowym w pobliżu słupka. Inne tkwią wplecione w tkanki słupka, znamienia i owocolistków, przede wszystkim jednak płatków kwiatowych. Ich substancje zapachowe sublimują ze stanu stało-ciekłego czy koloidalnego w stan gazowy. Są to olejki eteryczne, które ze strefy korzeniowej — już silnie zasiarzonej, lecz jeszcze związanej z ziemią — przeszły stopniowo przez kolejne kondygnacje blaszek liściowych, ażeby, prowadzone łodygą, rozprószyć się w łagodniejszym zapachu kwiatu.

Silna astralność działająca przez cały proces kształtowania waleriany wykazuje pokrewieństwo natury z tą, która w zwierzęciu wiąże się z ciałem i uwewnętrznia jako duszność. Świadczy o tym między innymi ogromna siła przyciągania rozmaitych owadów latających, chrząszczy i innych. Można chyba ogólnie powiedzieć: rozpraszający się zapach kwiatowy jest najczystszą formą objawiania się istoty i działania sił kształtujących. W nich pierwiastek ziemsko-substancjalny uległ odmateriałowieniu w najwyższym stopniu. W toku procesu kwitnienia nie tylko się eteryzuje, lecz przenika astralną mocą w takiej mierze, że potrafi zarówno zwabiać z daleka różne gatunki zwierząt do ich źródeł pożywienia, jak i dotykać ludzkiej duszy głębiej niż to, co widzi oko.

Substancje kwiatowe to w przeważającej mierze wysoce złożone kompozycje węgla i wodoru. Tlen, który prowadzi ku temu, co ziemskie, niemal całkowicie ustępuje. Dlatego substancje te są wysoce łatwopalne i nie pozostawiają mierzalnego popiołu: węgiel przechodzi w stan gazowy jako dwutlenek węgla. Zjawisko palności wskazuje, że wodór jest nośnikiem żywiołu ciepła, względnie jego nadzmysłowego korelatu, eteru ciepła. Chemik Rudolf Hauschka (1891–1969) zwraca uwagę na tę okoliczność: «Gdyby ochrzcić wodór stosownie do jego wewnętrznego charakteru, musiałby się nazywać ogniowodór.» Rudolf Steiner charakteryzuje wodór jako to, «co substancjalne, tak bliskie duchowemu z jednej strony, tak bliskie substancjalnemu z drugiej». «Niesie on z powrotem ku przestworzom wszechświata wszystko, co w jakikolwiek sposób jest ukształtowaną, ożywioną astralnością.» «Wodór właściwie wszystko rozpuszcza.» W pewnym wykładzie dla robotników Rudolf Steiner mówi o nadzmysłowej istocie wodoru: «Oczywiście, w chemii[443]

«wodą jest zupełnie inną substancją niż fosfor [...] Czym jest w istocie wodór, rozlany wszędzie w świecie? — Wodór, rozlany w obwodzie świata, jest światowym fosforem.» Gunter Gebhard zauważa przy tym: «Z dzisiejszej wiedzy i na podstawie fenomenów wodór wykazuje właściwie tylko związek z ciepłem. Fosfor natomiast ma swą główną relację ze światłem. Jeżeli spojrzymy na fosfor jako fizyczny wyraz eteru ciepła — który jest jednocześnie żywiołem ognia — to jest to dawne ciepło Saturna, niosące jeszcze w sobie światło. W ‹upadku› w materię pojawiają się dziś w tym, co ziemskie: fosfor i siarka.»[444]

437

Rozpuszczające — w wyższym sensie — zdolności wodoru zaznaczają się morfologicznie, gdy ku kwiatu ulistnienie znika niejako wciągane w łodygę, i fizjologicznie, gdy faza tworzenia białka zostaje wyparta przez fazę dewitalizacji, przez tworzenie bogatych w wodór węglowodanów — na przykład fruktozy, olejków eterycznych i tym podobnych. Zadziwiające jest teraz to, że waleriana z wielką intensywnością ujawnia tę fruktyfikującą tendencję siarki właśnie w jej biegunie przeciwnym, w korzeniu, i tam najsilniej. W korzeniu zapach pozostaje stłumiony w korze. Gdy się korzeń przetnie, roztacza on ostry, tępo-ziemisty zapach. W kwiecie natomiast, a zwłaszcza podczas więdnięcia, staje się on ulotny, pachnie kwiatowiej i owija bliższe otoczenie w chmurę woni. Mówiąc obrazowo: proces wodoru rozpuszcza wszelką określoność formową kompozycji substancji w chaos nierozróżnialności kosmosu, w prastary stan ciepła. Zdominowane zasadą łodygi, substancjalne dzianie się waleriany — zarówno w powstawaniu, jak i w rozpuszczaniu, z góry na dół i z powrotem — jest przesiąknięte silną astralnością. Ten stan rzeczy oraz szczególna relacja do ciepła może budzić rozumienie tego, dlaczego kwiat waleriany nie potrzebuje żadnej dalszej preparacji przez organ zwierzęcy ani żadnej ekspozycji na siły kosmosu i ziemi w biegu roku. Nie znalazłoby się też zapewne żadnego organu zwierzęcego odpowiedniego do natury tej rośliny. Istotna natura waleriany jest pod tym względem polarna wobec istotnej natury pokrzywy. Jak pokrzywa dzięki swemu «astralnemu działaniu wewnętrznemu» tworzy sama sobie otoczkę, wewnątrz której, drogą inkarnującego procesu wodoru, powstają nowe substancje, tak biegunowo działa ekskarynujący proces wodoru w kwiatach waleriany. Rozpuszcza on wszelkie kształtowanie w prastany ciepła, których własna istota całemu bytowi

438

Zarazem otoczką, i substancją. Waleriana wyraża «astralną działalność zewnętrzną», która w swym promieniowaniu na zewnątrz działa otoczkotworząco. Uzupełnia to Gunter Gebhard: «W pokrzywie czynne stają się siarka i żelazo. Obydwa mają jakość skupioną do środka. ‹Przepajająca rozumem› pokrzywa ujawnia odniesienie do mikrokosmicznego, jakość Ja rozumu. To, co ziemskie, wyraża się szczególnie mocno również w kłączach pokrzywy. W kwiecie waleriany proces substancjalny rozpuszcza się w kosmos; zdąża ku kosmicznemu światłu. Zupełnie tak samo są też zbudowane korzenie waleriany, które niczym światło — liniowo, długo bez rozgałęzień i niemal bez wtórnego wzrostu grubości — ‹napromieniowują się› w ziemię. W kwiecie działanie wodoru, w korzeniu jakość światła, która przejawia się w fosforze. W przeciwieństwie do pokrzywy, która pozostaje w związku z mikrokosmicznym Ja, waleriana ujawnia związek z makrokosmicznym Ja.»[445]

Herstellung und Anwendung

W medycynie używa się kłącza-korzeni waleriany; w kanonie pozostałych preparatów kompostowych są to natomiast kwiaty lub procesy pokrewne kwiatom, jak u pokrzywy i kory dębowej. W kwiecie roślina z jednej strony zamiera w formę, uzmysławia swój praobraz w kształcie, barwie i zapachu, z drugiej zaś — w procesie kwitnienia — ożywia się ziemski strumień substancji.

Kwiaty waleriany zbiera się w czerwcu/lipcu, gdy podbaldach osiągnie największą pełnię rozkwitu, i natychmiast rozkrusza odpowiednim urządzeniem (wilkiem). Przy tym z plazmy komórkowej i wakuol komórkowych wyciskają się soki komórkowe wraz z olejkami eterycznymi. Oddzielane są od pozostałego wytłoków w prasie do owoców. Do wytłoczyn dodaje się mniej więcej tyle wody, ile soku kwiatowego uzyskano w pierwszym przejściu. Zacier odstawia się na jeden dzień, a następnie prasuje ponownie. Przez dwukrotne wytłaczanie z 2 do 3 kg kwiatów uzyskuje się ok. 1 l soku tłoczonego. Napełnia się nim butelki i poddaje fermentacji mlekowej. Powstające przy tym gazy muszą móc uchodzić. Po ok. 6 tygodniach fermentacji butelki zamyka się korkami lub uszczelkami gumowymi. Zbyt duży dostęp tlenu prowadzi do błędnych fermentacji, przez które

439

Preparat staje się bezużyteczny. Butelki przechowywane są w ciemnym, równomiernie ogrzewanym pomieszczeniu — w piwnicy preparatów. Sok pozostaje zdatny do użycia przez wiele lat.

Co do stosowania soku kwiatowego, Rudolf Steiner wskazuje, że należy go rozcieńczyć «bardzo silnie» w ciepłej wodzie.[446] Wskazówek, które badacz ducha podaje jako wytyczne do konkretnego działania, nie można brać dość dosłownie; obowiązują one słowo w słowo. Są to ujęte w formy idei wyniki nadzmysłowych badań duchowych i wskazówki, które rozświetlają drogę działania woli z wyprzedzeniem — ale nie zamykają jej w regułach. Trzeba zachować sobie wolność, by te formy idei wciąż na nowo myśleć w ich wielkich powiązaniach. I im bardziej się o to stara, tym swobodniej wykona się to, co ujęte w duchu, w praktyce w sposób zgodny z istotą rzeczy. Idee geisteswissenschaftliche uzasadniają nową sztukę eksperymentowania w praktyce; z niej wyrasta tak niezbędny «osobisty stosunek», który prowadzi drogę woli niesionej ideami głębiej w duchową rzeczywistość, niż potrafią to osiągnąć naukowo-technologiczne zdobycze, które dziś z zewnątrz kierują praktyką rolniczą.

Jak indywidualnie i w jak najszerszym spektrum fakty geisteswissenschaftliche bywają w praktyce różnorako interpretowane — niekiedy dość przygodnie — pokazuje wielka ochota do eksperymentowania. Jest ona udokumentowana w zasługującym na uznanie dziele Stappunga[447] w praktyce ogólnoświatowej. Wyniki badań duchowych ujawniają swą prawdziwą wartość poznawczą dopiero w ćwiczącej praktyce.

Przed zastosowaniem ekstraktu z kwiatów waleriany chodzi o «silne rozcieńczenie» nalewki macierzystej. Osiąga się je, gdy do danej ilości letnio ciepłej wody nakrapla się tyle soku kwiatowego, że ciecz po pięciu do dziesięciu minutach mieszania pachnie walerianą i zdradza nieco brunatnej barwy soku. Punkt orientacyjny co do ilości nanoszonego preparatu wyznacza się — analogicznie do trzypałcowej szczypty preparatów stałych — następująco: 1 do 3 g = 1 do 2 cm3 na 5 do 8 l wody na ok. 8 m3 materiału nawozowego. Ciecz spryskuje się po ułożeniu pryzm i miet albo — podzielona na porcje

440

– od góry w otwory wypełniany. W przypadku nawozów płynnych (gnojówki, gnojowicy) rozcieńczoną ilość soku najlepiej domieszać podczas mieszania. Raz jeszcze należy podkreślić, że najlepszymi doradcami są myślące współprzeżywanie i własny eksperymentujący duch.

Związek waleriany z żywiołem ciepła i jego nadzmysłowym korelatem sił — eterem ciepła — znalazł zastosowanie w praktyce biologiczno-dynamicznej również poza jej funkcją jako preparatu nawozowego; tak przy niebezpieczeństwie późnych przymrozków w maju. Bezpośrednio przed ich nadejściem można przez bardzo drobne rozpylenie ekstraktu walerianowego — w rozcieńczeniu 1 ml na 1 l wody — rozciągnąć osłonę ciepła nad kwiatami drzew owocowych oraz nad zagrożonymi wschodami warzyw; zapobiega ona uszkodzeniom mrozowym do dwóch do trzech stopni poniżej zera.[448] Zalecane jest ono również do ogólnego wzmacniania roślin w uprawie warzyw, w rozcieńczeniu 10 do 30 kropli preparatu z waleriany na 3 l wody. W uprawie winorośli preparat z waleriany zyskał szczególne uznanie.[449]

Uwagi wstępne do kwestii wirksamkeit

Ekstrakt z kwiatów waleriany ma, gdy silnie rozcieńczony w ciepłej wodzie «w subtelny sposób dodawany do nawozu […] wywoływać w nim w szczególności to, co skłania go, by w odpowiedni sposób zachowywał się wobec tego, co nazywamy substancją fosforową».[450] To tak zwięźle ujęte, zagadkowe stwierdzenie wskazuje — na końcu korowodu sześciu preparatów nawozowych, po przywołaniu siarki na początku przy krwawniku, rumianku i pokrzywie — teraz przy walerianie na substancję fosforową. Oba, siarka i fosfor, są sobie bardzo bliskie. Oba są niejako ucieleśnieniem światła i ciepła. A jednak są to dwie różne substancje. Stoją wprawdzie obok siebie po stronie kwasotwórców w układzie okresowym pierwiastków, lecz w tym, co organiczne, zachowują się całkowicie polarnie. Siarka w nieorganicznej przyrodzie występuje w różnorodnych siarczkach, solach metali kwasu siarkowego, a także jako elementarna siarka w złożach wulkanicznych. Jako taka zapala się w około 250°C i spalając się, daje dwutlenek siarki w niebieskawy płomień. Inaczej fosfor: jest on niezwykle reaktywny i dlatego

441

nie występuje w stanie elementarnym. Darstellung elementarnego fosforu ujawnia zdumiewające zjawisko: jest on zależny od temperatury i dlatego znany w pięciu modyfikacjach swojej postaci. Jako pierwsza modyfikacja powstaje fosfor biały; jest on toksyczny, świeci w ciemności i zachowuje trwałość jedynie pod wodą. W kontakcie z powietrzem zapala się samoczynnie w 44°C i spala się jasnym, gorącym płomieniem do pięciotlenku fosforu (P2O5). W warunkach beztlenowych i podwyższonej temperatury lub pod wpływem naświetlania powstaje druga modyfikacja — fosfor czerwony; jest on trwały, nie świeci i jest nietrujący. Do nich dołączają się trzy dalsze modyfikacje o zasadniczo różnych właściwościach: fosfor jasno-czerwony, czarny i czarny amorficzny.

Fosforany znajdują się w skałach osadowych, przede wszystkim jednak w najdrobniejszym rozproszeniu w krystalicznych skałach prapierwotnych w postaci trudno rozpuszczalnego apatytu, fosforanu wapnia ze śladami fluoru i chloru. Większe złoża apatytu wydobywa się na Półwyspie Kolskim, w rejonie Kirowa. Apatyt wietrzeje pod wpływem kwasów i w ten sposób regeneruje gospodarkę fosforową gleb. W osadowych złożach, przede wszystkim Afryki Północnej, występują fosforyty. Są to nagromadzone kości zwierzęce z trzeciorzędu. Zmielone mogą być stosowane jako trudniej rozpuszczalny surowy lub miękki fosforan ziemny melioracyjnie na siedliskach ubogich w fosfor.

W profilu glebowym zawartość fosforu maleje od aktywnej metabolicznie, próchnicznej warstwy wierzchniej ku podglebiу. Już samo to zjawisko dowodzi, że straty wskutek wymywania są bardzo niewielkie — z reguły mniejsze niż 0,3 kg na hektar. Wielokrotnie wyższe są natomiast straty spowodowane erozją powierzchniową (denudacją).

Trwałość fosforu, który przeszedł do roztworu wskutek wietrzenia minerałów i rozkładu materii organicznej (HPO4)2–, jest następstwem jego reaktywności. Wchodzi on w nowe połączenia — przede wszystkim z wapniem, tworząc wtórne fosforany wapnia; ponadto jest absorbowany przez wodorotlenki glinu i żelaza, które z kolei tworzą kompleksy z kwasami huminowymi i fulwowymi. W zawieszeniu występuje w koloidach glebowych oraz zaadsorbowany na minerałach ilastych i substancjach próchnicznych. Do 80% organicznych związków fosforu występuje w postaci fitynianów (soli wapniowych i magnezowych kwasu inozytoheksafosforowego); dalsze 5 do 10% znajduje się w kwasach nukleinowych jąder komórkowych roślin i mikroorganizmów.[451]

442

Uwagę zwraca fakt, że fosfor w najdrobniejszym rozproszeniu i w najściślejszym kompozycyjnym porządku przenika wszystkie królestwa przyrody, a tym samym i fizyczną organizację człowieka. Jeśli ograniczyć wzrok do jego fizyczno-materialnej postaci zjawiskowej, mało co odsłania się z jego istoty i jego funkcji w gospodarstwie natury. Inaczej rzecz się ma, gdy poszerzyć pole widzenia na królestwo roślinne i dalej ku górze. Tam fosfor — ueteryczniony w proces fosforowy — wkracza wszędzie tam w metamorfozy, gdzie panuje tendencja do dewitalizacji. Ta tendencja odsłania się oglądowi bezpośrednio w procesie kwitnienia roślin, który jest w swej istocie działaniem fosforu. Gdzie ta dewitalizacja osiąga swój punkt kulminacyjny — w więdnięciu kwiatu i w tworzeniu się nasion — działanie fosforu ujawnia się ze szczególną mocą.

Dewitalizacja oznacza obumieranie i przechodzenie w czystą formę. Fosfor dokonuje tego fizjologicznie. W procesie dziedziczenia pośredniczy on jakości formy za pośrednictwem kwasów jądrowych. Również światło wbudowane w trakcie fotosyntezy w cukier gronowy i jego przekazywanie przez oddychanie komórkowe na proces kwasu fosforowego adenozynotrójfosforanu (ATP) wiąże światło całkowicie w trwałą formę korzenia, łodygi, liścia, kwiatu i owocu. Podobnie dewitalizują fosfolipidy *Myeliny* w mózgu i tworzą świadomość — albo fosfor apatytu tworzy trwałą formę kości.[452]

W głębokim ukryciu w procesie wzrostu napotykamy też równie wiele punktowych stref dewitalizacji, ile komórek ma roślina. Są to zawierające fosfor jądra komórkowe. W postaci białka jądrowego, nukleotydów, mieszczą one chromosomy — pośredników strumienia dziedziczenia z pokolenia na pokolenie. Jądro komórkowe, otoczone błoną jądrową, reprezentuje wobec plazmy komórkowej biegun spokoju komórki. Na fundamencie fosforu panuje w nim wyższe zasada niż ta, która w roślinie, zwierzęciu i człowieku pomaga w kształtowaniu ich poszczególnego obrazu zjawiskowego. Jest to zasada, która w trwałej zarodkowości przenosi wszystkie osiągnięcia ewolucyjne z przeszłości w teraźniejszość i z tej ku przyszłości. Jest ona nadrzędna wobec tego przebiegu ewolucji; jest to wkraczające z wyższego nadzmysłowego obszaru duchowe jestestwo samej rośliny — to, co w ludzkiej świadomości rozświetla się jako istota Ja. Tak *Myelina* — są to fosfolipidy otulające włókna nerwowe w mózgu — stoi w najściślejszym związku z

443

Świadomości (Ja) człowieka! Roślina jako czysto żywe jestestwo nie posiada wcielonego jestestwa duszno-własnego, dlatego też nie posiada układu nerwowego — który należy traktować jako ziemską podstawę ciała astralnego. Jednak patrząc na nukleus komórki roślinnej, rodzi się pytanie, czy nie można go uważać za ewolucyjny etap wstępny ku powstawaniu takiego. Kwasy jądrowe RNA i DNA wykazują wysoką zawartość fosforu w resztach kwasu fosforowego nukleotydów. Tak jak u zwierzęcia i człowieka układ nerwowy, rozgałęziając się subtelnie, rozciąga się w głąb żywej tkanki, tak w pojedynczej komórce poza jądrem komórkowym w plazmie komórkowej spotykamy organelle — takie jak rybosomy[453] i mitochondria — które jako drobne uformowane twory ciał pozostają w związku z plazmą i jądrem. Mitochondria zawierają, podobnie jak jądro, chromosomalne struktury, co do których można przyjąć, że pełnią funkcje epigenetyczne. Oznacza to, że są one nosicielami i pośrednikami wdrukowań, które cytoplazma otrzymała z obecnych oddziaływań ziemskich, słonecznych i planetarnych, a także ze środków pielęgnacji, nawożenia i hodowli przez ducha i rękę człowieka. Są to nowo nabyte właściwości z obecnego bytu. Trzeba wyjść z założenia, że takie epigenetyczne wdrukowania dokonują się w każdym roku wegetacyjnym w roślinach. Aby zachować owoc tego «uobecnienia» ziemsko-kosmicznych oddziaływań w biegu roku — na przykład oddziaływań nawożenia preparatami — zaleca się własne rozmnażanie aż po hodowlę własnych odmian gospodarstwa.

Oś Ziemia-Słońce, w którą wbudowują się rośliny kwiatowe, przejawia się w łodydze, szypule, źdźble, pędzie, gałęzi i pniu. W tej wyprostowanej panoszy się, w odblaskowym promieniu duchowo-istotowym, ta sama siła, która na wyższym szczeblu żyje w człowieku jako działalność Ja w woli i rozświetla się w budzącym się samouświadomieniu. Fizycznym punktem oparcia dla urzeczywistnienia się sił Ja w człowieku — i na inny sposób w jestestwach przyrodniczych — jest fosfor, nie tylko jako taki, lecz zawsze wbudowany w odpowiednie kompozycje substancji, na przykład wymienionych nukleotydów jądra komórkowego. W odniesieniu do człowieka Rudolf Steiner wywodzi: «Jest to coś bardzo szczególnego, jak ludzkie Ja, gdy je

444

teraz jako duchowy, duszewny, organiczny, a zarazem mineralizujący w człowieku, jako pewien rodzaj — chciałoby się powiedzieć — nosiciela fosforu.» «Przefosforyzmowanie organizmu ludzkiego jest czynnością Ja.»[454] Tak więc proces fosforu w jego najbardziej labilnej postaci, kwasu adenozynotrifosforowego (ATP), kieruje przede wszystkim przemianą materii węglowodanów, kwasami jądrowymi powiązanymi z nukleoproteínami, przemianą materii białek, a w postaci fosforydów — przemianą materii tłuszczów, by w końcu — w powiązaniu z zawierającym fosfor wapniem (apatytem) — zakończyć się w procesie mineralizacji tworzenia kości.[455] Są to każdorazowo różne związki fosforu, które impulsują czynność rodzajów eteru w stosunku do członów istoty: Ja żyje w eterze ciepła w odniesieniu do fosforu; za pośrednictwem eteru ciepła wdrukowuje się ono, na podstawie fosforanu sodu, w ciało astralne; przez fosforan magnezu i eter świetlny oraz fosforan potasu i eter chemiczny działa w ciele eterycznym i — na podstawie fosforanu wapnia i działania eteru życia — zastyga w stałą formę układu kostnego, «fizyczny obraz Ja-organizacji».[456] W swym bezpośrednim odniesieniu do duchowego jądra istoty, do Ja, fosfor pomaga przezwyciężać jednostronności w procesach fizjologicznych i wyrównywać przeciwieństwa.

W centrum komórki skupia się proces fosforu w nukleotydach, nosicielach dziedziczności. Niosą one przeszłość, osiągnięcie ewolucji, w teraźniejszość. W tym dziele stworzenia zawiera się całe stawanie się z ducha i zarazem mieści ono coś zarodkowego, z czego stworzenie to odnawia się nieustannie w teraźniejszości i przyjmuje impulsy, które te siły zarodkowe niosą w najdalszą przyszłość ku nowemu stawaniu się. Te impulsy przyjmuje plazma komórki roślinnej w rytmie dobowym z wpadającego światła słonecznego, którego siły modyfikowane są przez działanie planet. Miejscem tego uobecnienia zarodkowości jest otaczająca jądro plazma komórkowa czyli protoplazma. Zawiera ona — w niej niejako pływające i w subtelnym rozproszeniu — wspomniane już organelle, rybosomy i mitochondria, a także zawierające magnez (nie fosfor) chloroplasty, w

445

w których przez chlorofil absorbowane jest światło i ożywiana irdische Stofflichkeit. Podstawową substancję protoplazmy tworzy cytoplazma: bezbarwna, przezroczysta, płynno-koloidalna, w znacznym stopniu jednorodna masa białkowa.

Cytoplazma jest biegunem ruchu komórki. Płynie, rotuje wokół wakuol komórkowych — lub, w szczególnych przypadkach, krąży nawet wokół jądra komórkowego. Intensywność przepływu zależy od tlenu, nosiciela sił eterycznych. Jest ona wrażliwa na bodźce zewnętrzne; w zależności od pogody — przez pęcznienie i kurczenie się tkanek komórkowych — zapewnia na przykład zamykanie i otwieranie aparatów szparkowych, ruch kwiatostanów roślin z rodziny złożonych według biegu słońca itp. Ponadto reaguje na rodzaj nawożenia oraz na pielęgnującą rękę człowieka. Jak stempel odciska się w laku pieczętnym, tak wdzierające się z zewnątrz siły astralne wdrukują się w cytoplazmę komórki. W nauce botaniki przypisuje się plazmie komórkowej «zdolność odczuwania».[457] Nie określa się jednak jej roślinnej swoistości, nie wyznacza się granicznego progu wobec zwierzęcego odczuwania. W jądrze komórkowym panuje fosfor i wyznacza jego ścisłe struktury. Związane z nim białko, nukleoproteina, nie zawiera — jak zasadniczo każde białko — fosforu. Białko jest związane z siarką; swą komponującą substancję ruchliwość zawdzięcza siarce, tak blisko spokrewnionej z fosforem, a przecież tak biegunowo różnej w swych właściwościach. Siarka zaś jest pośrednikiem między wpadającymi z obwodu kosmicznego siłami astralnymi a substancjami, które tworzą białko (C, O, N, H). Obydwoje — siarka i fosfor — powodują harmonizację członów istoty. Gdy na przykład ciało astralne, a wraz z nim Ja, zbyt głęboko wnika w organizację eteryczną i fizyczną, wtedy «siarka kształtuje bardziej ciało astralne, fosfor bardziej Ja» z tego związania.[458] Obydwoje są Merkurymi między wyższymi światami ducha a ich ziemskim odwzorowaniem, między tym, co duchowo-zarodkowe, a tym, co kształtuje się w fizyczną postać zjawiskową, w dzieło. Obydwoje w najwyższym rozcieńczeniu pojawiają się we wszelkim żywym dzianiu się — jednolicie, a przecież w biegunowym sposobie działania — powtarzając przeszłość w teraźniejszości i otwierając ją na przyszłość. Obydwoje, w wysokim rozcieńczeniu, wplecione są w jądro (fosfor) i plazmę (siarka) komórki. Ich

446

Ich-Wirksamkeit jest niejako przyrodniczo danym pierwowzorem prawdziwej homeopatii — skuteczności najmniejszych entytacji.

O istocie wodoru w związku z fosforem i siarką można podsumowująco powiedzieć: wodór został scharakteryzowany jako reprezentant żywiołu ognia, względnie eteru ciepła. W wodorze ciepło i światło są jeszcze ze sobą splecione. Na drodze przez kolejne etapy ewolucji ku Ziemi[459] i materialnej kondensacji aż do «ziemisto-stałego» — ciepło zagęściło się w siarkę, a to, co świetliste, w fosfor. Siarka umożliwia razem z ciepłem ruchliwość i wzrost w substancjalnym — bez siarki nie ma przemiany materii — podczas gdy fosfor tworzy formy i na poziomie ludzkiego świadomości pozwala temu, co substancjalnie ukształtowane, stawać się w obrazie myślą. Światło jest w procesie duszewnym przeżywane jako myśl. Gdy ta wstępuje do świadomości, kształtuje się w języku w słowo, w gramatykę.

Siarka i ciepło / ruch, fosfor i światło / forma — to odpowiadające sobie dominujące zależności. A jednak siarka, w swym promiennie żółtym płomieniu, ujawnia swą bliskość ze światłem, a fosfor, przez swą łatwą zapalność, swą bliskość z ciepłem. W tym, co żywe, siarka rządzi przemianą materii, fosfor zaś — poprzez kwasy jądrowe DNA i RNA — dziedziczeniem.[460]

W kwiecie waleriany proces fosforowy udoskonalił się do tego stopnia, że — jak można zasadnie przyjąć — poprzez fosfonukleotydy rybosomów i mitochondriów plazmy jest obdarzony potencją duchowo-jaźniowej siły kształtującej, która z nadmiarowych sił tego, co duchowo-zarodkowe w ziemskim, otwiera nowe możliwości rozwojowe roślinnego stawania się.

Skuteczność

Z pewnością myli się ten, kto widzi w preparacie z waleriany organiczny nawóz fosforowy. Waleriana w popiele nie zawiera więcej fosforu niż inne rośliny. O tym, co decyduje o działaniu, rozstrzyga to, że w kwiecie waleriany skupia się koncentracja siły kształtujących, zdolna kształtować związki życiowe tak, że fosfor może pośredniczyć w siłach, które z świata czysto duchowego rośliny pomagają jej ku wyprostowaniu, ku organizmicznemu jesteswu własnemu;

447

lub słowami Rudolfa Steinera: że «sok kwiatu waleriany» pobudza gnój «do tego, by zachowywał się we właściwy sposób wobec tego, co nazywa się substancją fosforową».[461] To pobudzenie jest konieczne wszędzie tam, gdzie organiczne materiały ulegają gnilnemu rozkładowi — a tak jest w przypadku każdego przygotowania nawozu. Przy autolitycznym rozpadzie i mikrobiologicznym rozkładzie gromadzących się roślinnych i zwierzęcych resztek rozpada się kompozycyjny porządek, któremu służyła substancja fosforowa. Powstały chaos substancji, pozbawionych ich nośności, zmierza teraz ku temu, by wypaść z życia i powrócić do stanu nieorganicznego. Ten proces śmierci przyroda łagodzi do pewnego stopnia sama, poprzez tworzenie stabilnych form humusu. Proces ten rozgrywa się w tym, co wilgotno-wodniste, i jest przede wszystkim rządzony przez siły księżycowe. W przypadku zwartego nagromadzenia organicznego materiału w pryzmatach nawozowych i kompostowych oraz w zbiornikach gnojówki i gnojowicy wymaga on wspomnianych działań sterujących przez rękę człowieka.

Działanie preparatu z waleriany wykracza jednak poza to. Nie wyczerpuje się ono w tym, by uwolniony z połączeń organicznych fosfor niezwłocznie wbudowywać z powrotem w białka jądrowe mikroorganizmów, wiążąc go w ten sposób na czas do momentu pobrania przez rośliny uprawne. Mikrobiologiczne dzianie się rozgrywa się w tym, co wilgotno-wodniste, i w najmniejszym stopniu — początkowo — w tym, co ziemisto-stałe. To ostatnie staje się możliwe dopiero dzięki wyspecjalizowanej działalności zwierząt glebowych, prowadzonej przez ciało astralne. Działanie soku kwiatowego waleriany jawi się w tym kontekście jako ogólne, obejmujące i spajające wszystkie procesy cząstkowe — jako takie, które zamyka bujne dzianie się przemiany materii kopca nawozowego w zamkniętą w sobie całość. Pod wpływem tego preparatu kopiec nawozowy rozwija się w pewien rodzaj organizmu, w którym wnikające z obwodu siły astralne przenikają chaos rozkładu. Siły te tworzą astralną organizację kopca nawozowego, która — mocą tkwiących w niej sił wyższego, czysto duchowego Ja-Istoty — czyni z uwalniającego się ze wszystkich połączeń fosforu ponownie nośnika. Przez dodanie preparatu z waleriany dokonuje się swoiste ponowne obdarowanie fosforu, po tym jak w przejściu przez chaos rozkładu zrzucił on swą dawną rolę nośnika ducha.

448

Tak rozumiany, preparat z waleriany użyźnia poprzez nawozy organiczne w najbardziej wewnętrzny sposób procesy życiowego kształtowania, które w poziomie rozciągają się powierzchniowo w organie-przeponie gleby i w liściach roślin, oraz w pionie — to, co jako duchowo-istotowe wyżyn i głębin wyraża się w sile łodygi roślin. Na tle tego krzyża światów szukać trzeba elementów oglądu, przez które znaleźć można potwierdzenie tego, co na drodze badania w obszarze ducha jest samo w sobie przekonujące. W sposób sobie właściwy dotyczy to każdego z opisanych preparatów.

Dla wyników antropozoficznego badania duchowego muszą być dopiero — w ciągłym myśleniu i działaniu — tworzone fenomeny, przez które prawda tego, co w duchu poznane, sama siebie poręcza.

Preparat ze skrzypu polnego

Nie należy on do rzędu preparatów kompostowych; stoi osobno i opisany jest przez Rudolfa Steinera w związku z odpieraniem chorób grzybowych w szóstym wykładzie.[462] Do preparacji bierze się pod uwagę skrzyp polny (Equisetum arvense). Obok innych skrzypów reprezentuje on — wraz z widłakami i paprociami — do dziś praformy królestwa roślinnego. Formy poprzedzone, jak rodzaj Psilophyta, sięgają wstecz do końca syluru i początku dewonu, to znaczy mniej więcej do środka starożytności ziemskiej (Paleozoiku). Jest to czas «Lemurii», powtórzenia planetarnej przed-fazy «Starego Księżyca» w rozwoju Ziemi.[463] Te praformy są dziećmi wody, które zdobywają ląd. Bliskość do żywiołu wody ujawnia spośród bogactwa ówczesnej floty pokrewnych gatunków istniejący po dzień dzisiejszy rodzaj Equisetum. Wyraża się to zarówno w siedliskach jego preferowanego występowania, jak i w złożonym przebiegu kiełkowania. Skrzypa polnego spotyka się na stanowiskach gliniastych do ilastych z zastojem wody lub poziomami zastojowymi.

449
Abbildung 34: Der Ackerschachtelhalm mit Spross und unterirdisch bewurzeltem Rhizomsystem.

Forma zjawiskowa

Zewnętrzny obraz zjawiskowy zaskakuje w kręgu otaczającej flory. Łodyga wznosi się prosto jak świeca, podzielona na poszczególne elementy łodygi (internodía), które zachodzą na siebie jak pudełka jedno w drugie (Rycina 34).

Okółkowo osadzone, nierozgałęzione boczne gałązki wykazują tę samą budowę. Odchylone lekko od poziomicy, kierują się ku górze. Łodyga i boczne gałązki są jednolicie zielone i przejmują funkcję

450

liści. Co zaskakuje, to właśnie brak liści, a tak samo brak kwiatów. W następstwie tego nie można też dostrzec żadnej metamorfozy formy — poza tym, że boczne gałązki są przy nasadzie łodygi krótsze, następnie rozkładają się szerzej, a ku wierzchołkowi pędu zwężają się piramidalnie. Rozwój liścia ogranicza się do podłużnych, ku górze zaostrzo­nych łuskowatych listków okrywowych, ciasno przylegających do nasady człon­ków łodygi. W ich sześciobocznym, skrzynkowym ułożeniu ujawnia się przenikające całą roślinę zasada krzemu-kwarcu — tak samo w sześciobocznych tarczeczkach pokrywających worki pyłkowe kłosów zarodnionośnych. Cała roślina opanowana jest przez zasadę łodygi — podczas gdy paprocie, które mają to samo czasowe pochodzenie, opanowane są przez zasadę liścia. Widłaki zajmują pozycję pośrednią. To, co tak zdumiew­a, to sprzeczność, którą skrzyp sobą darlebt. Z jednej strony jest to jego bliskość do wilgotno-wodnego w głębi, z drugiej — jego mocno przesycona formą, skrzemionkowana postać, która ściśle wpisuje się w pionową oś Ziemia-Słońce. Skrzyp polny opanowuje tę sprzeczność.

Kto szuka generatywnego bieguna tej rośliny, znajdzie go w niewielu okazach, oddzielonych od jej wegetatywnego członu, w postaci czerwono­brązowych, wrzecionowatych kłosów, osadzonych każdy na pędzie z ciasno ułożoną kolejnością członków łodygi; u ich nasady otoczone są wieńcem ciemnobrązowo-czarnych wierzchołków listków okrywowych. Kłosy dają obraz podobny do wystrzelujących z ciemności ziemi grzybów. To czyni skrzyp polny jedynym w swoim rodzaju w rodzinie skrzypów i dlatego też jego działanie przeciwko temu, co grzybiaste, jest zrozumiałe: oddzielając żywotny zarodnionośnik od sterylnego zielonego pędu, dystansuje się niejako od gestu grzyba. Inne skrzypy noszą kłos zarodnionośny na wierzchołku zielonej rośliny.[464]

Sfera ryzomowo-korzeniowa, wegetatywne i generatywne rozmnażanie

Pionowy pęd wegetatywny kontynuuje się w takiej samej kolejności członków łodygi w głąb ziemi (Rycina 34, s. 449). Gdy natrafi na poziom zastojowy wody — na przykład na granicy poziomu A (wierzchnia warstwa gleby) i bogatego w gliny poziomu B (podglebie) — lub na wody gruntowe, odgałęzia się pęd boczny, który rośnie poziomo dalej, podążając za granicą wody warstwowej.

451

Pędy ryzomowe są napowietrzone. Z węzłów ryzomu, częściowo także z pierwotnych pędów pionowych, wyrastają pędy wtórne ku górze, ku światłu, zapewniając rozmnażanie wegetatywnego zasobu. Pionowe ryzomu przebijają ze znaczną dynamiką strefę zagęszczenia, by na głębiej położonej warstwie wodonośnej ponownie rozgałęzić się poziomo. Nawet z głębokości trzech do czterech metrów wysyłają stamtąd ku górze swe czarnobrązowe pędy ryzomowe (Rycina 34, s. 449).

Skrzyp polny nie ma pierwotnych korzeni. Jego drobne, nitkowate, skierowane w głąb korzenie są pędowego pochodzenia; wyrastają z międzywęźli pędów ryzomowych. Pod koniec późnej jesieni na przyziemnych ryzomach poziomych tworzą się jajowate zgrubienia — źródła pokarmu dla wiosennych pędów, przede wszystkim dla pierwszych, wyrastających jako pierwsze płodnych czerwonobrązowych zarodnionośników. Każdy zarodnionośnik nosi w wrzecionowatym ułożeniu sześciokątne woreczki zarodnionośne. Po dojrzeniu zarodni płodny pęd szybko obumiera. Subtelnie pyłowe zarodniki roznosi wiatr i kiełkują, skoro tylko dostaną się w wilgotno-wodniste środowisko. Z kiełkujących zarodników wyłania się najpierw korzeniowata wierzchołkowa końcówka; następnie rozwija się zazieleniający, glonom podobny przedkiełek (Prothallium). «Do tego stadium skrzyp polny jest zieloną rośliną wodną.»[465] Przedkiełki występują w dwóch rodzajach. Jeden rodzaj Prothallium tworzy okrągławe spermatydy, które za pomocą dwóch wici mogą swobodnie poruszać się w wodzie. Drugi rodzaj przedkiełka tworzy zawiązki jaj, zapładniane przez pływające spermatozoa. Po zapłodnieniu pęd skrzypu — rosnący pionowo ku górze i ku dołowi — opuszcza fazę wodną i łączy się z tym, co stałe w ziemi, i z siłami słońca. Obydwa — zarówno pędy płodne, jak i wegetatywne — rozwijają się z ryzomów wnikających w głębsze strefy gleby i zakorzenienych tam.

Nadziemny pęd i proces krzemionkowy

Sterylny pęd skrzypu polnego, pnący się ku górze w powietrze, ciepło i światło, jest przez i przez łodygą. Właściwych liści brak; jedynie szczątkowe twory liściowe w postaci niepozornych, zebranych w okółki, kołnierzowatych pochew ochronnych leżą u podstawy członów łodygowych. Żłobkowane człony łodygowe pędu centralnego i bogata rozgałęziatura w okółkowo ułożone gałęzie boczne wskazują, jeśli chodzi o pobieranie

452

światła słonecznego i oddawania pary wodnej — wystarczająco dużą powierzchnię. Jest ona tak ukształtowana, że zapewnia wysoki przepływ wody przez skrzypa. Jego bliski związek z żywiołem wody wyraża się również w tym, że wychwytuje on z wody płynącej ku górze naczyniami ksylemu krzemionkę, pochodzącą z wietrzenia mineralnego gleby. Jej nieorganiczna natura ożywia się w roślinie poprzez życiodajne działanie słońca. Można powiedzieć: woda, pośrednicząca w działaniu sił księżycowych, sprawia w tej roślinie — odsyłającej ku pradawnym epokom ewolucji roślinnej — że krzemionka staje się na nowo wrażliwa na obecne działanie słońca. Zostaje obdarzona siłami, które stwarzają harmonijne wyrównanie między tym, co pochodzi z księżycowego oddziaływania przeszłości, a tym, co należy do ziemsko-słonecznego teraźniejszości. Tym samym skrzyp stoi w polarnym przeciwieństwie do mniszka lekarskiego. Jeśli mniszek jako roślina z rodziny złożonych należy do najwyżej rozwiniętych roślin, to skrzyp należy do tych, które stoją u początku ewolucji roślin lądowych. W skrzypie krzemionka łączy minione etapy ewolucji z teraźniejszością, w mniszku — osiągnięcia ewolucji teraźniejszości z przyszłością.

Proces życiowy skrzypa jest zrodzonym z żywiołu wody, aktywnym metabolicznie procesem krzemionkowym. Porusza się od wewnątrz ku peryferiom żywych tkanek. Gdy woda odparowuje pod wpływem zewnętrznego ciepła, krzemionka wytrąca się i otacza całą łodygową roślinę płaszczem wodochłonnej, amorficznej krzemionki. Znajduje się ona w komórkach epidermy, a także osadzona między błonami tychże komórek. Przebiega wszystkie stany — od stanu roztworu przez plastyczny żel aż do stwardniałego, amorficznego, szklistego opalu — uwodnionego dwutlenku krzemu (SiO2 + H2O). Gdy przepali się łodygowe ziele skrzypa, po zwęgleniu czarnego rusztowania węglowego pozostaje na końcu białe szkielet krzemionkowy. Ukazuje soczewkowate wybrzuszenia, które w stanie żywym kierują światło słoneczne na ułożony w rzędach chlorofil.[466]

Wysoka zawartość krzemionki — 70% w popiele — nadaje skrzypowi jego sztywny, promienisty wygląd. Czyni go szorstkim i kruchym. Krzemień «żyje» tak w skrzypie, «że zakopuje się weń jak w twierdzy».[467]

453

Wytwarzanie i stosowanie

Zielony pęd skrzypa polnego zbiera się w okolicach Nocy Świętojańskiej, w czasie jego największego wegetatywnego rozkwitu, w słoneczny dzień, a następnie suszy się, cienką warstwą rozłożony w przewiewnym cieniu[468]. Co do dalszego postępowania Rudolf Steiner wyjaśnia: «że z Equisetum arvense robi się rodzaj herbaty, dość mocno zaparzanej, którą się rozcieńcza, a następnie używa jako gnojówkę na te pola […] [, na których; uzupełnienie autora] chce się zwalczać śnieć i podobne choroby roślin».[469] Stappung udokumentował na całym świecie wielorakie praktyki parzenia herbaty ze skrzypu, z uwzględnieniem czasu gotowania i następującej po nim fermentacji do gnojówki, jak również zimnej fermentacji świeżego ziela, czasu stosowania, ilości i częstotliwości, a także tego, czy preparat jedynie zapobiega, czy też wykazuje działanie przy ostrym porażeniu grzybowym.[470] Z sumy doświadczeń z parzeniem wykształciła się następująca receptura: «W dziesięciu do dwudziestu litrach wody gotuje się słabo przez około godzinę 200 do 300 gramów suszonego ziela. Przy użyciu świeżego ziela — około 1,5 kg na tę samą ilość wody.»[471] Dłuższy czas gotowania jest niezbędny, by z jednej strony otworzyć silnie skrzemionkowaną obwodową tkankę komórkową, z drugiej zaś — by utrzymać ten proces w powszechnym prapierwiastku ciepła.

Co do formy stosowania Rudolf Steiner używa pojęcia «gnojówka». Wskazuje ono na to, że herbata skrzypowa po fazie parzenia powinna zostać poddana fermentacji, dzięki której może zachodzić stopniowe rozkładanie trudniej rozkładalnych substancji organicznych. Poprzez powstawanie kwasów herbata przekształca się w gnojówkę, przez co staje się przez dłuższy czas trwała i użyteczna. Dopiero gdy przejdzie w gnicie i zacznie śmierdzieć (siarkowodór, H2S), należy zrezygnować z dalszego stosowania. Również od gdzieniegdzie praktykowanej zimnej fermentacji świeżego materiału skrzypowego należy się powstrzymać. Przy dłuższych czasach fermentacji należy liczyć się z przedwczesnymi błędnymi fermentacjami oraz z niewystarczającym otwarciem amorficznej

454

Kieselsäure unvermeidlich. Wärmewirkung w procesie gotowania wydaje się mieć zasadnicze znaczenie dla uruchomienia działania krzemionki.[472]

Czasy stosowania zależą od tego, czy herbaciana gnojówka ma być wylewana zapobiegawczo, czy w przypadku ostrym. Według wskazania Rudolfa Steinera chodzi przede wszystkim o środek profilaktyczny. Herbaciana gnojówka działa poprzez glebę i przy nadmiernie wilgotnych, utrzymujących się mokro warunkach zmniejsza presję grzybową na rośliny. Patrząc z tego punktu widzenia, zaleca się wylewać herbacką gnojówkę w miarę możliwości w rocznym rytmie na całą rolniczą i ogrodniczą powierzchnię użytkową w dawce 100 l/ha. Idealnie byłoby, gdyby działo się to trzy do czterech razy w roku: pod koniec zimy do wiosny (marzec), latem i jesienią do początku zimy (listopad). W każdym razie w ramach płodozmianu kultury szczególnie zagrożone przez grzyby — jak zboża i niektóre rośliny okopowe — powinny doznawać profilaktycznego traktowania. Bezpośrednie opryski na zasiewy w ostrym przypadku, często w połączeniu z gnojówką pokrzywową, mogą znacznie powstrzymać porażenie. Jest to środek zwalczający porażenie. Profilaktyczne traktowanie przez glebę sprawia, że przeciwdziała się zagrożeniom w zarodku.

Skuteczność preparatu ze skrzypu polnego

Stosowany zapobiegawczo, preparat ze skrzypu polnego rozwija swoje działanie poprzez glebę. Gdy gleba ta po być może już wilgotnej jesieni i mokrej łagodnej zimie wchodzi w wiosnę, cały przestrzeń ukorzeniona jest szczególnie silnie wystawiona na działanie promieniowania sił Księżyca — a zwłaszcza przy pełni i bliskim położeniu Księżyca (*Perygeum*). Są one przenoszone przez wodę i pobudzają w glebie księżycowe życie, spokrewnione z ową wodną żywością, w której niegdyś w praczasach rozwijały się niższe stopnie roślinnego i zwierzęcego życia. Z przesunięciem w czasie ta żywotność działa dziś w oceanach, a inaczej — w rzekach, jeziorach i stawach. To, bliskie jeszcze swym początkom, mało zróżnicowane życie pochodzi z epoki ziemskiej wczesnej i środkowej Lemurii — powtórzenia rozwoju «starego Księżyca», który poprzedził rozwój Ziemi.[473] Geologicznie rzecz ujmując, są to epoki

455
  • Proterozoiku* i *Paleozoiku*. W epoce dominacji sił Księżyca nie istniały jeszcze rośliny kwiatowe. Była to epoka roślin zarodnikowych, do których — obok wymienionych — należą też grzyby. W kształtującej się z pierwiastka wodnego glebie, Siły Księżyca i Słońca wchodzą w zmienne stany wzajemnych relacji. W następnym wieku *Kenozoiku*, czyli *Trzeciorzędu* (Atlantydy), siły Słońca uzyskują przewagę; rośliny kwiatowe rozwijają się ze swymi korzeniami palowymi. W *Neozoiku*, w ziemskiej epoce nowożytnej, gleby rozwijają się w próchniczne gleby mineralne, a pod ręką człowieka — w gleby kulturowe.

Gdy przy utrzymującej się wilgoci siły Księżyca przeważają, gleba kulturowa przesycona jest jednostronnie księżycową żywością. Pobudza to właśnie niższe życie roślinne i zwierzęce tych wcześniejszych etapów ewolucji, a tym samym w szczególny sposób — wzrost grzybów. Dotyczy to nie tylko gleby, lecz o jeden poziom wyżej również wnętrza i powierzchni nadziemnych organów roślin. To, co w mroku gleby ma swoje właściwe miejsce, bezprawnie stwarza sobie drugie podłoże w przestrzeni powietrznej nad ziemią; życie drobnoustrojów pasożytuje na żywych tkankach rośliny. Nawet obecne działanie Słońca może tylko w ograniczonej mierze powstrzymać to wybujałe obce życie. Trzeba poszukać rośliny, która zdolna jest skupić w sobie i przetworzyć tyle siły Słońca, by nieszkodliwą uczynić nadmiarowe życie Księżyca w pierwiastku wodnym — więcej: by w sensie syntezy potrafić stworzyć zdrowy stosunek między biegunowościami księżycowej astralności działającej z przeszłości a słoneczną astralnością wpromieniowującą z obecnego kosmosu. Tę zdolność posiada skrzyp polny jako wybitny przedstawiciel przejścia od rośliny zrodzonej z wody do rośliny zrodzonej z ziemi. Jako gnojówka herbacialna działa on w ten sposób, że odciąża ziemię od nadmiarowej siły Księżyca — że herbata ze skrzypu «odbiera wodzie jej pośredniczącą siłę i daje ziemi więcej ziemistości, tak by przez obecną wodę nie wchłaniała ona większego działania Księżyca».[474] To opisanie jednoznacznie wskazuje na profilaktyczne traktowanie gleb preparatem ze skrzypu polnego. Towarzyszenie biegowi pogody w biegu roku kształci świadomość, by działać w mądrej dalekowzroczności. Gdy profilaktyka dokonuje się regularnie z roku na rok, zapobiega się przypadkowi ostremu. Niemniej opisanych jest wiele doświadczeń, zwłaszcza

456

z warzywnictwa, dotyczące ograniczania ostrego porażenia grzybowego i innych kalamitów przez gnojówkę herbacianu skrzypu.[475] Długoterminowe doświadczenia eksperymentalne dotyczące zapobiegawczego działania preparatu ze skrzypu nie istnieją. Próby ścisłe przekraczają granice wykonalności. Pewność skuteczności — i dotyczy to wszystkich wymienionych preparatów — stanowi myślowe przenikanie wyników badań geisteswissenschaftlichen oraz potwierdzające doświadczenie, którego uczy praktyka.

Kanon sześciu preparatów nawozowych, ich współdziałanie w kształtowaniu nowego Pośredniego — przegląd

Nasuwa się pytanie, czy kolejność sześciu preparatów nawozowych, jaką Rudolf Steiner przedstawia w Kursie rolniczym, jest przypadkowa czy też wynikająca z wewnętrznej konieczności. Wszystko przemawia za tym, że obowiązuje to drugie, jeśli weźmie się pod uwagę zarówno szczególne właściwości materiałów wyjściowych do preparacji, jak i skuteczność samych preparatów w sukcesywnym budowaniu zwerchfell-gleby w ożywioną, uduchowioną duszą i duchem całość między kosmicznymi wyżynami a głębinami ziemi.

Szereg roślin preparatowych

Sześć roślin preparatowych charakteryzuje się tym, że między biegunowym siarko-kwiato-sulfurem a biegunowym solno-korzeniowym Salem panują swoiste kosmiczne i ziemskie stosunki substancjalne, przy czym znamienne jest, że pierwsze trzy rośliny preparatowe — krwawnik, rumianek i pokrzywa — tworzą grupę trójkową, i podobną trójkę tworzą kora dębowa, mniszek lekarski i waleriana (Rysunek 35).

Pomiędzy nimi leży ukryta, a zarazem uprzedmiotowiona granica wzajemnego przejścia ku Środkowi, ku glebie. Obie trójnie tworzą polarność. Pierwsza reprezentuje biegun bardziej zasadowo-alkaliczny, biegun ziemski. Po tej stronie panuje siarka. W tym, co nieorganiczne, jest ona czynnikiem tworzącym kwasy; w tym, co organiczne, rozwija swą kosmiczną naturę, gdyż «przez siarkę duch wnika w to, co fizyczne w przyrodzie

457
Abbildung 34: Die Reihe der Präparatepflanzen und Organhüllen in Beziehung zum Stoffwechsel- und Nerven-Sinnes-System des Tieres sowie die Mittebildung zwischen den Höhen- und Tiefenkräften.

wnika, siarka jest wręcz nosicielem tego, co duchowe».[476] Dematerializuje ona niejako w procesach życiowych roślin ziemskie substancje zasad alkalicznych (K, Na) i ziem alkalicznych (Ca, Mg) oraz żelazo jako zasadowy metal ciężki. W kolejności pierwszej trójni to krwawnik swoją szczególną mocą siarki przetwarza alkaliczny metal — potas. Poszerzając ten proces, przy rumianku dochodzi metal ziem alkalicznych — wapń, i znowu to pokrzywa swoją mocą siarki, obok potasu i wapnia, przetwarza żelazo w żelazne promieniowania. Poprzez te ostatnie prowadzi ku ukrytemu Środkowi. Żelazo jest w przyrodzie, aż po człowieka, metalem inkarnacji; utwierdza ono w organizacji cielesnej

458

moce działania tego, co duchowo-istotowe. W człowieku żelazo skupia się we krwi, która krążąc łączy serce z obwodem ciała, z jego funkcjami. W strumieniu krwi zdążającym ku sercu i wracającym, przez serce «uśmierzonym», z powrotem w ciało — tam dusza duchowa człowieka przeżywa swoje bycie inkarnowanym w ciele.

Serce rozważa i jednoczy to, co krew wchłonęła w cielesnych organach aż po obwód ciała. W sercu krew wpływająca i wypływająca znajduje eigenaktywną osłonę, która rytmicznie pulsując utrzymuje krew przy życiu. Drugim biegunem są nerki, które w inny, polarny sposób czynią krew znów zdolną do życia. Tworzą one przestrzeń, w którą krew jako strumień tętniczy wychodzi z układu naczyniowego i, wyrwana ze ziemsko-materialnych procesów substancjalnych, przez czynność nerek jest przeglądana, odświeżana, i gdzie między tym, co ziemsko-materialne, a tym, co kosmiczno-duchowe, tworzy się harmonijne wyrównanie. Dopiero po «sprawdzeniu przez serce i nerki» krew pozostaje zdolna do życia.

Inaczej ma się rzecz z wyższymi roślinami. Wyrastają one na każdemu właściwy sposób — co właśnie pokazują rośliny preparatowe — z żyznej gleby, z «Środka» między wyżynami a głębinami. Ten Środek jest jeszcze tylko zarodkowo zadany; w swoich funkcjach wobec krzemionki, wapnia, gliny i humusu nie działa on jeszcze samodzielnie z siebie; potrzebuje wychowania. Dotyczy to zwłaszcza funkcji gliny, która w swojej rytmice pór roku ma predyspozycję do swoistej funkcji sercowej, oraz tych funkcji humusu, który w swojej dynamice bliższy jest funkcji nerkowej. Środki służące temu wychowaniu stanowią prawdziwą sztukę uprawy ziemi.

Spośród rozmaitych opisanych środków to nawożenie z ducha człowieka otwiera bramę ku przyszłości. To nawożące wychowanie odnosi się do ożywienia ziemskich substancji głębin. W jego służbie stoi pierwsza trójnia — krwawnik, rumianek, pokrzywa — która stopniowo doprowadza Środek, przeponę, do kolejnych stopni funkcjonalnej samodzielności. Te trzy zioła lecznicze mają moc, by w swoich procesach życiowych ziemskie substancje — potas i wapń — przemieniać w azot, to znaczy obdarzać je zdolnością bycia nosicielami sił astralnych.

Do pierwszej trójni zauważa Gunter Gebhard: «Siarka, jako żywioł, który bezpośrednio z żywiołu Ognia ‹runął› w żywioł Ziemi, jest substancją prowadzącą to, co duchowe, w to, co ziemskie; skrótowo ujmując: siarka jest istotą, która może materialnie zagęszczać ciepło, to znaczy tam, gdzie

459

tego istnienia, pojawia się substancjalnie siarka. Tym samym trzy pierwsze preparaty są takimi, które sprzyjają inkarnowaniu czegoś duchowego (życia roślinnego). Przy krwawniku jest to potas, który nosi w sobie całe to, co płynne, który w szczególności nawiązuje relację do tego, co eteryczne (indywidualny ciało eteryczne): wapń z rumiankiem wciąga to, co astralne, w ciało fizyczne przeniknięte przez ciało eteryczne (ściąga to, co nadaje roślinie kształt, z kosmosu); i z pokrzywą wreszcie żelazo, które przy inkarnowaniu Ja u człowieka pozostaje w bliskiej relacji, a tu, wspomagane przez siarkę, prowadzi duchowy praobraz rośliny w fizyczną postać zjawiskową i utrzymuje «kontakt» z prarośliną w sferze poza kosmosem (to «przeniknięcie rozumem»). Dzięki trzem pierwszym preparatom gleba zostaje tak rozwinięta, że wszystkie cztery człony istoty związane z fizycznym pojawianiem się w tym, co ziemskie, zostają dla rośliny wspierane».

W drugiej trójni — dąb, mniszek, waleriana — mocniej zaakcentowana jest strona kosmiczna, kwaśna. Siarka nie jest tu już wprost wymieniana, choć właśnie ona należy do najsilniejszych twórców kwasów. Ta sprzeczność rozwiązuje się, gdy weźmie się pod uwagę, że w przypadku pierwszej trójni siarka wymieniana jest jako żywioł, który pośredniczy między tym, co duchowe, a tym, co fizyczno-żywe. W postaci kwasu siarkowego wypadła ona z tej funkcji i stała się ziemska. W drugiej trójni chodzi o kwaśne działanie, które opadło w to, co fizyczne.

W przypadku kory dębowej na pierwszym planie stoi wprawdzie wapń jako metal ziem alkalicznych. Miarodajną dla jego funkcji jest jednak struktura, w jakiej wapń w korze dębu występuje w postaci szczawianu wapnia. W przebiegu procesów życiowych dębu tworzy się on jako produkt procesu kwitnienia przedwcześnie wydzielonego w korę i dobiegłego końca. Szczawian wapnia otrzymuje swoją «strukturę» (formę) całościowo przez istotną naturę dębu, a w szczególności przez siarkowe działanie kwasu szczawiowego. Uzupełnia tu Gunter Gebhard: «Dąb, jako istota Marsa i żelaza, ma swą głębszą relację do Ja, do sfery za kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe prao tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie duchowe praobrazysferze poza kosmosem, tam gdzie — tam też objawiają się badającemu nadzmysłowo. Wapń wchłania w siebie wszystko, co astralne; że forma jest w ogóle możliwa w tym, co fizyczne, ma swą podstawę w tym, co astralne, to zaś, jak forma się ukazuje, zasadza się w Ja (w idei), która działa przez to, co astralne. Szczawian wapnia dębu wchłania

460

że w to Makrokosmiczne wchłania w Mikrokosmos; i przez żelazną siłę dębu ustanawia związek z duchowym praobrazem. Gdy Mikro- i Makrokosmos pozostają w harmonii ze sobą, organizm jest zdrowy. Preparat z kory dębowej utrzymuje tę harmonię między tymi biegunami i w ten sposób profilaktycznie przez glebę wspiera zdrowie rośliny.»[477]

W korze/borce dębowej wapń ujmowany jest niejako z góry, od kosmicznego bieguna, który objawia się w przebiegu procesu kwasu szczawiowego. U mniszka lekarskiego proces ten ulega spotęgowaniu: przez kwitnięcie rozwinięte do najwyższej doskonałości wciąga «rozproszony drobno w kosmosie kwas krzemowy» i wprowadza go w relację z potasem ożywionym w soku mlecznym. I znów jest to działanie kwasu, przez które siły kosmosu z góry wpisują się w mniszka i przez niego w glebę.

Waleriana opanowuje we właściwy sobie sposób proces fosforowy.

Polarne właściwości istotowe sześciu roślin preparatowych są więc w swym wspólnym działaniu predestynowane do tego, by stworzyć syntezę wszystko ogarniającą: kształtowanie preparatu stającej-się, słonecznej środkości między Wyżynami a Głębinami. Przez wewnętrzne umocnienie tej środkości gleba — przepona — może się rozwijać ku coraz większej własnej aktywności. Po stronie zasadowej trójnia złożona ze skrzypu krwawnikowego, rumianku i pokrzywy otwiera z dołu siły substancji dla przepony-gleby; po stronie kwasowej trójnia złożona z kory dębowej, mniszka lekarskiego i waleriany otwiera substancjalne siły z góry. Walerianie przysługuje przy tym pewna pozycja szczególna: za pośrednictwem nośności fosforu otwiera ona pozakosmiczną sferę ducha — świat praobrazów istotowych (Rysunek 36, s. 462).

Gunter Gebhard uzupełnia to następująco: «W swym chemicznym zachowaniu zasady (ługi) są substancjami, których charakter jest ‹lucyferyczny›, podczas gdy kwasy noszą w sobie coś z istoty ‹Ahrymanicznego›. Podobnie siarka jest obrazem istoty Lucyfera, a fosfor odwzorowuje siły Arymana. Pośrodku między tymi dwiema polarnymi mocami przeciwnymi stoi Chrystus jako reprezentant ludzkości, który — zachowując równowagę między tymi mocami istotowymi — wskazuje ludzkości drogi w przyszłość. W ‹Rolniczej Indywidualności› ta środkość jest ukształtowana jako Glebowa Przepona. Odtąd w ręce człowieka zostało złożone, by ten życiowy zalążek środkości rozwinąć.»[478]

461

Szereg zwierzęcych powłok narządowych

Również te gliodują się w sposób konsekwentny w pierwszą trójnię, widzianą od bieguna metabolicznego zwierzęcia ku sercu, i w drugą trójnię, od przedniej strony zwierzęcia, bieguna zmysłowego, ku środkowi. W tym kontekście Rudolf Steiner charakteryzuje planetarne działanie w zwierzęciu w stosunku do Słońca (Rysunek 36, s. 462). Wychodzi on całkowicie od oglądu, od «formy i barwnej postaci, również ze względu na strukturę i konsystencję jego substancji, idąc od przodu ku tyłowi, a zatem od pyska ku sercu, gdzie działają Saturn, Jowisz, Mars, w sercu działanie Słońca, a za sercem, ku ogonowi, działania Wenus, Merkurego, Księżyca».[479] Wyższe zwierzę glioduje się więc w poziomie kręgosłupa w polarność działania planet nadsłonecznych w biegunie nerwowo-zmysłowym i podsłonecznych w biegunie przemiany materii. Oba są zorientowane z przeciwnych kierunków ku sercu.

Co do kolejności planet podsłonecznych — Księżyca, Merkurego i Wenus — Rudolf Steiner nawiązuje ze swego badania duchowego do dawnej mądrości misteriów. Tak samo rzecz się ma z charakterystyką ich makrokosmicznych sfer działania w pionowym ukierunkowaniu «Rolniczej Indywidualności». Tutaj następstwo od Ziemi w dół ku Głębinom to Mars, Jowisz, Saturn, a ku górze ku Wyżynom — Księżyc, Merkury, Wenus, Słońce.[480] Ta pradawna mądrość pielęgnowana w misteriach, w połączeniu z resztkami instynktywnego jasnowidzenia u ludzi, dobrzmiewała w światopoglądzie Ptolemeusza. W nim, jak i w dzisiaj panującym, wywodzącym się od Kopernika, odbija się rozwój świadomości ludzkości. W poatlantyckich epokach kulturowych prapersji i Praindu żyła w ludziach w resztkach pewna «świadomość niebieska». Wygasła ona i wraz z przebudzeniem do samoświadomości w teraźniejszości przeobraziła się w skierowaną na przedmioty świadomość ziemską. Ludzie tych wczesnych czasów przeżywali jeszcze sfery planetarne wypełnione czynami duchowych hierarchii, które obrały sobie planety za siedzibę.

Wraz z zanikaniem tego przeżycia — żyło ono w sposób obrazowy dalej w mitologiach — na początku trzeciego wieku kulturowego, w trzecim tysiącleciu, powstała astronomia Sumerów, Babilończyków i Egipcjan. W czwartym epoce kulturowej usamodzielniła się ona dalej i weszła w ptolemejski światopogląd

462
Abbildung 36: Die polare Beziehung des unter- und obersonnigen Planetenwirkens zu den tierischen Organhüllen im Hinblick auf die Entwicklung der Wesensglieder der «Landwirtschaftlichen Individualität» und ihre Dreigliederung nach Leib (von unten), Geist (von oben) und Seele (rhythmische Mitte).

ku górze. W nadchodzącym wieku dusza świadomości świat kurczy się do tego, co percypują zewnętrzne zmysły. Dla Kopernika i jego następców znikła świadomość planetarnej sfery wypełnionej istotami — i pozostała okrągła kula wypełniona materią, poruszająca się przez przestrzeń w obliczalnych sekwencjach ruchu.[481]

Każdy z tych światopoglądów jest niejako chwilową migawką, tworem człowieka dotyczącym sposobu, w jaki przez wieki odnosił się do świata

463

stoi. Każdy z nich jest sam w sobie uprawniony i słuszny. Dzisiejszy światopogląd, oparty na Koperniku, uwzględnia już tylko ilościowy aspekt cielesności, nie zaś jakościową, wesensdurchdrungene sferę oddziaływania — istotami przeniknięty świat sił. Kosmos jawi się dziś jako pozbawiony istoty i czynów.[482]

Należy tu wskazać na fakt, że następstwo zwierzęcych organowych powłok jest zorientowane od peryferii ziemskiej i najdalszego kosmosu ku centrum (Rycina 36).

Nawiązując do powyższego cytatu o oddziaływaniu planet w organizmie zwierzęcia: oddziaływanie podsłonecznych planet — Księżyca, Merkurego i Wenus — skupia się na organach brzusznych, od tyłu ku sercu, a w tym na układzie nerkowym w najszerszym sensie. Nerka przyjmuje wnikające siły Wenus.[483] Ściśle z nimi powiązane jest działanie sił Merkurego, a w układzie nerkowo-pęcherzowym — Księżyca. Istota merkurialności przejawia się w silnie rytmicznie nacechowanych funkcjach narządów brzusznych. W nerce są to procesy wydalania i ponownego wchłaniania. Merkurialnie wydziela ona z tętniczego krwioobiegu mocz pierwotny, przegląda go, reguluje jego skład substancjalny i jako zharmonizowane, wyselekcjonowane odprowadza z powrotem do krwi.[484] Ów proces swoistego rodzaju oddychania płynami jednostronnieje w funkcji pęcherza w czysty akt wydalania substancji, które dla organizmu stały się bezużyteczne. Tu siły księżycowe modyfikują działanie Wenus.

Inaczej ma się rzecz z przyjętym pokarmem; jest on selekcjonowany w trawieniu jelitowym. To, co dla organizmu nie jest przyswajalne, wydalane jest w bardziej stałej konsystencji — i to organiczne dzianie się można również postrzegać jako wyraz działania Księżyca. To zaś, co jako płynne soki trawienne wchłaniane jest w chłonkę i krwiobieg,

464

przejawia się w procesach, w których można przyjąć, że działanie Wenus jest modyfikowane przez działanie Merkurego. To, co w organach brzusznych człowieka i zwierzęcia rozgrywa się jako wenusowy proces nerkowy — modyfikowany przez Merkurego i Księżyc — odnajduje się ponownie w działaniu preparatu pokrzywowego. Tu, jak można powiedzieć, może w organizmie pokrzywy, w powiązaniu potasu, wapnia, wodoru i promieniowania żelaza, dokonywać się wspomniana w rozdziale „Zur Frage der Stoffumwandlung" (s. 384 nn.) przemiana substancji: astralizacja ożywionej substancjalności ku nowotworzeniu się azotu z życia rośliny.

Jeśli prześledzić szereg organów-osłonek, które — z jednym wyjątkiem — pozyskiwane są ze zwierząt domowych do preparacji, to na początku stoi pęcherz jelenia (Rysunek 26, s. 363). W pęcherzu dopełnia się proces nerkowy: koncentruje on to, co w nerce zostało wyselekcjonowane, i wydala na zewnątrz. W kulistej postaci pęcherza żywioł płynny jest uformowany na wzór pośrednika sił księżycowych. W procesie preparacji przyjmuje on słoneczność kwiatów krwawnika, w których ów ziemski pierwiastek soli potasowej sublimował się w to, co żywe.

Dalej ku wnętrzu brzucha następuje jelito. Jego koniec — jelito grube — przetwarza mikrobiologicznie część jeszcze pozostałych resztek pokarmowych i wydala to, co nie nadaje się już do dalszego przetwarzania. Jest to również proces pozostający pod wpływem Księżyca. Początek jelita stanowi jelito cienkie — długa, ułożona w pętle rura o wewnątrz niemal nieograniczonej powierzchni. Tu działanie Wenus zapewnia selekcję substancji pokarmowych: wydalanie ku jelitu grubemu i wchłanianie soków trawiennych do układu chłonki i krwi. Wspierane jest ono i modyfikowane przez działanie Merkurego. Przejawia się ono w rytmicznych procesach ruchowych perystaltyki, kosmków jelitowych, aż po dynamikę wydzielin gruczołowych i strumieni substancji przenikających ściany jelita. Siły Merkurego stawiają się pośrednio między działaniem Księżyca i Wenus. Z jednej strony dostosowują się do zmieniających się warunków, z drugiej zaś — działanie Merkurego przekracza granice, które oddzielają wnętrze od zewnętrza.

Do jelita cienkiego wpychane są kwiaty rumianku. Ich słoneczność doprowadziła wapń i potas tego, co ziemskie, do stanu, który — rozszerzając odświeżające, ożywiające działanie preparatu z krwawnika — sprzyja zdrowemu wzrostowi. Należy to rozumieć zapewne w tym sensie, że duchowy praobraz roślin może w ziemskim odwzorowaniu w każdej fazie wzrostu wyrażać się w sposób niezafałszowany.

465

Preparat z pokrzywy, trzeci w tej trójcy, sięga w swym działaniu już blisko ku środkowi opanowanemu przez siły słoneczne — to znaczy ku ukrytej funkcji serca w glebie. Astralna «Innenwirkung»¹ pokrzywy jest tak przeniknięta rozumem/siłą Ja, że może obejść się bez zwierzęcej osłony organowej. Ona również potrafi przetwarzać ziemskie soliotwórcze potas i wapń w swych organicznych procesach, a ponadto przemieniać żelazo w dobroczynne promieniowanie żelaza. Zdaje się, że wyraża się w tym jednak pewna wirksamość Wenus. W połączeniu z krwawnikiem i rumiankiem sprawia ona, że sole ziemskie — potas i wapń — przemieniają się ku wyższym stopniom wirksamości, a dodatkowo przywołuje marsowy charakter żelaza do promieniującej wirksamości. Działanie Wenus, rozumiane od wewnątrz, tworzy w tym, co żywe, wolne przestrzenie dla nowych możliwości stawania się; wyrzeka się. Można powiedzieć, że nie żywi, lecz umożliwia żywienie. W tym sensie należy rozumieć żelazowe promieniowanie preparatu z pokrzywy. Działanie sfery Wenus nie wywołuje go samo z siebie, lecz umożliwia preparatowi z pokrzywy działać w ten sposób, że w glebie-przeponie reguluje gospodarkę żelaza do zbawiennej miary — takiej miary, jaka jest zachowywana również w układzie sercowo-naczyniowym.

«Zasadowa trójnia» czyni glebę zdolną do ziemskiego działania wobec sił słonecznych; otwiera siły ziemskie dla wzrostu roślin. Buduje od dołu fizyczne ciało przepony. Inaczej rzecz się ma z trójnią preparatu z kory dębowej, mniszka lekarskiego i waleriany. Za ich pośrednictwem dochodzi do głosu kosmiczne dzianie się substancji pozostające w relacji do sfer planet podsłonecznych.

Obraz Eiche — jej mocna powściągliwość we wzroście, twardość jej drewna i tak dalej — nosi stempel działania Marsa. Rośnie powoli, wytrwale, tak jak i obieg Marsa wokół Słońca trwający prawie dwa lata (obieg syderyczny wynosi 687 dni) zajmuje więcej czasu niż obieg planet podsłonecznych — Wenus (225 dni) i Merkurego (88 dni). Również czaszka zwierzęcia domowego jest potężnym wyrazem formowym działania Marsa. Jama mózgowa wypełniona jest jednak substancją ukształtowaną przez siły księżycowe — mózgiem. W preparacji zastępuje go szczawian wapnia kory/borki, ustrukturyzowany przez siły Marsa z dębu. Te same siły, które ukształtowały czaszkę i które prześwietlały księżycową naturę mózgu, wyciskają się teraz w wapniu kory/borki dębowej. Jako preparat z kory dębowej działa on — w odróżnieniu od preparatu rumiankowego — zapobiegawczo przeciw infekcjom z zewnątrz. ¹ *Innenwirkung* — działanie wewnętrzne; termin pozostawiony w oryginale ze względu na specyficzne znaczenie techniczne.

466

Do owijania kory dębowej czaszką zwierzęcia domowego nawiązuje pytanie: czy poza nią może w ogóle istnieć jeszcze jakaś inna osłona organowa, przez którą można by prowadzić dalej preparację kwiatów mniszka lekarskiego? Głowa w swych ściśle wyodrębnionych formach i skierowanej na zewnątrz organizacji zmysłowej nie ma kontynuacji — z wyjątkiem, przynajmniej częściowo, noszących poroże, nie zaś noszących rogi. Głowa stoi naprzeciw świata zmysłami. Kontynuacji działalności nerwowo-zmysłowej trzeba szukać na wyższym szczeblu. Znajduje ona swój wyjątkowy wyraz u przeżuwaczy: organizacja zmysłowa krowy zwraca się od głowy z powrotem, ponad sercem, i kontynuuje się — niejako na wyższym szczeblu — w zmysłowo-nadzmysłowej działalności otrzewnej (Abbildung 35, S. 457). Krowa zwraca się zmysłami głowy ku światu zewnętrznemu stosunkowo głucho, lecz swymi niższymi zmysłami — a zwłaszcza zmysłem życia otrzewnej — stosunkowo jasno ku swemu światu wewnętrznemu. Przez cofające siły rogów na głowie przenosi swe inteligentne jestestwo w powłokę cielesną. Działalność zmysłowa w głowie i ta w ciele pozostają we wzajemnym oddziaływaniu. Jeśli pierwsza czyni coś zmysłowo uświadomionym, to druga działa uskrzydlająco w sferze nadzmysłowej.

Tak więc to krezkowa otrzewna, która w przebiegu trawienia bydlęcia postrzega siły działające z ducha. Ta działalność zmysłowa otrzewnej, skierowana w krowie ku temu, co substancjalne, ku wnętrzu — z owinięciem kwiatów mniszka lekarskiego kieruje się na zewnątrz ku «subtelnie rozproszonej krzemionce» w kosmicznym obwodzie. Należy chyba przyjąć, że chodzi tu o wyższy, eteryczny stan krzemionki. Otrzewnowa osłona przyciąga tę substancję krzemionkową zmysłowo-aktywnie i łączy ją z potasem mlecznego soku sublimowanym w kwiatach. Dzianie się substancji w mniszku lekarskim od dołu i osłonie otrzewnowej od góry wskazują na rozległe działanie Jowisza. Jak wszystkie planety są miejscami działania hierarchicznych istot,[485] tak na Jowiszu są nimi istoty mądrości. Na Jowiszu mądrość jest substancjalna.[486] Kiedy uzmysłowimy sobie obraz zjawiskowy i procesy substancjalne mniszka lekarskiego (por. s. 406 i nast.), w tej wysoko rozwiniętej roślinie przejawia się pełne mądrości działanie Jowisza — od korzenia przez rozetę liściową, kwiat i jego

467

promieniącej żółcieni aż do bieli «dmuchawca». U roślin kwiatowych barwy żółta i biała przypisywane są działaniu Jowisza: «gdyż siła Jowisza, która wspiera kosmiczną siłę Słońca, wytwarza w kwiatach barwę białą i żółtą».[487] Mądrość Jowisza, która w mniszku lekarskim odwzorowuje się na zewnątrz, zwraca się — ogarnięta wewnętrznym «niebem» otrzewnej — ku wnętrzu, ku pełnemu mądrości kształtowaniu i funkcjonowaniu narządów brzusznych. Preparat z mniszka lekarskiego stanowi syntezę tego działania Jowisza, które w ziemskości przybrało postać i funkcję. Moc sprawcza tej syntezy może być upatrywana w tym, dzięki czemu «roślina staje się wrażliwa na wszystko i wszystko ku sobie przyciąga».[488] Można zatem powiedzieć: preparat z mniszka lekarskiego przekazuje organicznemu nawozowi — poprzez kosmiczny krzemień — istotową substancję mądrości Jowisza, która w roślinach przejawia się jako stająca się siła odczuwania.

Gdy teraz owiniemy silnie naznaczone działaniem Jowisza kwiaty mniszka lekarskiego błonami krezkowej otrzewnej, zdolność przyjmowania «drobno rozproszonej krzemionki» z kosmicznego obwodu pozostaje w ruchu. Poprzez preparat i nawozy organiczne owoc tej zdolności dociera do roślin, lecz działa teraz w odwrotnym kierunku; czyni rośliny «wrażliwymi» na substancje ziemi, których potrzebują do wzrostu. To, co zaznaczyło się już jako działanie preparatu z kory dębowej, pojawia się przy preparacie z mniszka lekarskiego na wyższym poziomie. Związek życiowy przepona–gleba–roślina zostaje niejako obdarzony duszą. Jak skuteczność pierwszej trójni preparatów otwiera ziemskie substancje i siły na korzeń–biegun rośliny, tak druga trójnia otwiera substancje i siły pozaziemskiego kosmosu na biegun kwiatowy.

Na najwyższym szczeblu wreszcie — tak można powiedzieć — preparat z waleriany pobudza poprzez nawozy organiczne i poprzez uwolniony w procesach rozkładu fosfor w taki sposób, że ten może na nowo stać się w żywym fizycznym nośnikiem tego, co duchowo-istotowe w ziemskości.

Z innych powodów niż w przypadku pokrzywy waleriana nie potrzebuje owinięcia przez organ zwierzęcy. Ma ona zdolność, by fosfor z dynamicznego, związanego z ziemią, żywego dziania się substancji w korzeniowych kłączach wyrafinować w pionowo ku górze strzelającym pędzie i w kwiecie doprowadzić do stanu czystej podatności na objawienia —

468

obdarzyć, które ze świata duchowych praobrazów jako siły w fosforze znajdują swego fizyczno-eterycznego nośnika.

Waleriana jest tak ukształtowana, że ma silny związek ze światłem i ciepłem. Kompozycje substancji, które w przebiegu wzrastania rośliny ukształtowały się pod działaniem Słońca oraz planet podsłonecznych i nadsłonecznych, rozpadają się w obumieraniu roślin. Przy każdym z procesów rozkładu wydziela się ciepło. Ostatecznie wszystko, co powstało z ducha, powraca do żywiołu ciepła — źródła wszelkiego bytu. Co powstało, znika fizycznie; zapisane jest jako duchowe osiągnięcie wewnętrznemu ciepłu, eterowi ciepła — niczym wspomnienie — w całym żywym systemie planetarnym.[489] Tu dochodzi do głosu zasada Saturna; niczym kosmiczna pamięć jest ona strażnikiem przeszłości, wielkiego kontekstu ewolucyjnego między źródłem stawania się człowieka i Ziemi[490] a byciem teraźniejszości. Zewnętrznie wyraża się to w tym, że sfera Saturna zamyka i otacza system słoneczny ze wszystkich stron jako otulina ciepła. Czyż nie stworzyła sobie zasada Saturna w walerianie odwzorowania? Gdziekolwiek stosuje się preparat z waleriany, tworzy on saturnową otulę ciepła, która wyznacza zewnętrze wobec wnętrza.

Gdy spryska się preparatem z waleriany pryzmy obornikowe lub kompostowe, działa on na nie tak samo hüllenbildend jak wspomniane zwierzęce organy otoczkowe pozostałych preparatów. Można przyjąć, że nie tylko nadaje procesowi rozkładu ograniczającą osłonę, lecz w równej mierze promieniowaniom, które punktowo wychodzą z pozostałych substancji preparatów wniesionych do pryzmy, i w ten sposób zostają w niej zatrzymane. Otulina ciepła wytwarzana przez preparat z waleriany utkana jest z ciepła zewnętrznego (żywioł ciepła) i wewnętrznego (eter ciepła). Można ją pojmować jak organ, który przyjmuje napromieniowania z kosmosu gwiezdnego i w fosforze — wyłaniającym się z saturnowych procesów rozkładu — znajduje gotową do przyjęcia fizyczną nośność.

Tak jak korowód preparatów otwiera w duchowej konsekwencji preparat z krwawnika, tak zamyka go preparat z waleriany. To spojrzenie może wzbudzić rozumienie, że kanon sześciu preparatów nawozowych stojących w służbie stającej się całości nie potrzebuje żadnego rozszerzenia ani uzupełnienia. Ten kanon jest

469

tak skomponowany, że tworzy harmonijne współbrzmienie. Całość jest środkiem między wyżynami a głębinami; jej stawanie się oznacza «ożywienie samego Erdig-Festen». Współbrzmienie «rozbrzmiewa» przez prowadzoną duchem pracę człowieka, przez bezwarunkową wolę.

Preparaty nawozowe w ich całościowym działaniu

Każdy z sześciu preparatów nawozowych wnosi potencjał rozwojowy do kształtowania «Siódmego» — stającej się środkowej sfery, organu-przepony stojącego pod wpływem Słońca. Gleba dopiero umożliwia istnienie wszelkiego życia na Ziemi. W niej łączą się stojące pod panowaniem Słońca napromieniowania planet i gwiazd z wychodzącymi od dołu siłami głębin Ziemi. To wzajemne przenikanie-w-siebie jest osiągniętym-dziełem minionych epok Ziemi. Działa dalej we mądrościowym współdziałaniu królestw przyrody. Rozpoznanie tego nieskończenie bogatego-w-odniesienia dziedzictwa stanowi podstawę kształtowania gospodarstwa w rolnictwie biologiczno-dynamicznym.

Z tego poznania wyprowadza się zasada metodyczna, by teraz z ducha człowieka, dzieło zastane w danym miejscu (gospodarstwie) — wedle praw, jakie podaje fizycznie-stała przyroda i jakie są czynne w królestwie minerałów, roślin i zwierząt — przekształcać w prowadzoną duchem pracę. Z tego powstaje w małym, w sposób twórczy, to czym Ziemia jest w wielkim: zamknięty-w-sobie organizm. Ta zasada — by powtórzyć przeszłość w teraźniejszości z siły budzącej się dusza świadomości człowieka — jest pierwszym krokiem. Drugi krok otwiera bramę ku drodze rozwoju w przyszłość. Podejmuje na nowo zasadę metodyczną, która wypadła mu z rąk w chemiczno-technicznym rolnictwie, poprzez powtórzenie przeszłości. Ten drugi krok podnosi rolnictwo, użyźnione przez idee badań duchowych, na wyższy stopień. Stawia człowieka teraźniejszości przed ogromnym wyzwaniem — przed wyzwaniem wolnego, samookreślonego działania z wewnętrznego umocnienia dusza świadomości. Temu wyzwaniu napotyka każdy, kto usiłuje pielęgnować przebudzone-duchowo obcowanie z preparatami biologiczno-dynamicznymi. Przy ich przygotowaniu i stosowaniu koniec — to, co stało-się — staje się początkiem stawania się ku przyszłości. Końcem są produkty z królestwa minerałów, roślin i zwierząt, nadto działania aktualnie danych rytmów roku słonecznego, i wreszcie stany czterech żywiołów: Ziemi, Wody, Powietrza

470

i Ciepłem. Ten ewolucyjny koniec jest przez poznania badań duchowych wprowadzany w stosunki wzajemne wedle idei, których w przyrodzie, jaka się stała, nie można znaleźć, które dopiero w zastosowaniu stopniowo przybierają charakter praw. Te idee zapoczątkowują wynicowanie przeszłości w przyszłość. Stąd rodzi się pytanie, w jaki sposób fenomeny tego wynicowania są w ogóle uchwytne naukowo-przyrodniczo. Pojęcia, jakie się posiada, odnoszą się zawsze tylko do tego, co daje się mierzyć, liczyć i ważyć, do tego, co przeszłe, nie do tego, co staje się. Tutaj w poznaniu przyrody otwiera się przepastna szczelina między tym, co bezżyciowe, ilością, a jakościowymi zjawiskami ożywionej, uduchowionej duszą i «przeniknietej duchem» przyrody.

Wszystko, co jakościowe, darlebt się w polaryzacjach, tak jak w przeciwieństwach istoty i zjawiska, ducha i materii, światła i ciemności itd. Syntezy tych polarności nie można znaleźć w przedmiotowym oglądzie, lecz dokonuje się ona w myślącym i odczuwającym oglądzie, który nadaje woli kierunek. Synteza dokonuje się w wnętrzu, w poznaniu-ducha człowieka. To jest wielkie wyzwanie! Analityczny sposób myślenia, skierowany wyłącznie ku temu, co bezżyciowe, uchyla się od tego wyzwania. Brakuje mu pojęć, które nadają pojęciu jakości obiektywną, wartościującą treść. Pojęcia wartościujące obejmują czynnik «czasu»; wprawiają myślenie w ruch, czynią je obrazowym, a przez to możliwym do przeżycia. Tym samym wstępuje się na ścieżkę, na której moc myślenia może stać się pośredniczką między tym, co zmysłowo uchwytne, a tym, co zbadane bez zmysłów z ducha. Dopiero gdy się stara, by oba pola fenomenów — zmysłowe i duchowo-nadzmysłowe — mogły się wzajemnie oświetlać w potężnym myśleniu, może wartościujące sądzenie uzyskać obiektywną moc wypowiedzi.

Z tej uwagi wstępnej wynika nieograniczona wielość możliwości do pewnego tworzenia sądów w ujmowaniu tego, co istotowe, co wyraża się w jakościach. W każdym poszczególnym przypadku ten sąd musi być indywidualnie wywalczony. To, co wywalczone jako indywidualna prawda, rychło wżyje się, przez wymianę i korektę, jako realnie skuteczne w powszechną kulturę duchową ludzkości.

Kanon sześciu preparatów nawozowych, dodawanych do świeżo na gospodarstwie pojawiających się materiałów organicznych, działa, wspierany przez wielorakie doświadczenia i wyniki eksperymentalne, postępując w czasie; działają one rozwojowo na żywy kontekst gleba–roślina. Można scharakteryzować trzy ewolucyjne, w siebie przechodzące kroki:

1. Preparaty nawozowe wdrukowują się, każdy w swoisty sposób działania swoich promieniowań, całościowo w poddane rozkładowi masy organiczne pryzm kompostowych i gnojowisk. Pośredniczą między mniej lub bardziej bezładnie wszerz rosnącym rozpadem a nadrzędną, organizującą zasadą. Kieruje ona złożone procesy rozkładu i budowy substancji na właściwe tory i pomaga pryzmie kompostowej lub gnojowej, w ramach rozwijającego się własnego życia, zamknąć się w organizmie. Doświadczenie uczy, że procesy rozkładu przebiegają harmoniczniej. Można to stwierdzić przede wszystkim po stosunkowo szybkiej przemianie żrącego zapachu w łagodny. Eksperymentalne badania porównawcze potwierdzają wyrównanie fizjologicznych i biologicznych przebiegów (na przykład temperatury, pojemności sorpcyjnej, obsady dżdżownicami) na stan zdrowej równowagi.[491][492]

471

2. Działania preparatów nawozowych zostały, po odpowiednim czasie składowania pryzm nawozowych, całościowo w nie wchłonięte. Preparowane nawozy rozwinęły się do wszechmocy swojego działania w tym, co żywe, która wykracza poza ich czysto przyrodniczo uwarunkowany sposób działania. Przez ich zastosowanie na glebę porządkują i stabilizują one postępowo całokształt wszystkich procesów glebowych na wyższy poziom żyzności w zbieżności z rytmami roku słonecznego. Uderzające i eksperymentalnie wykazane jest to przy wielu parametrach, najbardziej przekonująco w zachowaniu porównawczo wyższego poziomu humusu przy jednoczesnej wyższej aktywności mikrobiologicznej, w pogłębieniu profilu glebowego wzbogaconego w humus[493][494][495] oraz w obsadzie dżdżownicami i innymi zwierzętami glebowymi.

3. Jak oddziaływania sił preparatów biologiczno-dynamicznych nadają całościowo nawozom organicznym wyższy, nie tylko przyrodniczy stopień ożywienia, tak te nawozom — glebie, a przez glebę rosnącym roślinom.

W ostatecznej konsekwencji zadaniem preparatów nawozowych jest kosmiczno-ziemskie uwarunkowania wzrostu i tworzenia owoców w danym miejscu

W rytmy roku słonecznego — ku roślinom właśnie uprawianym — indywidualizować. Ich sposób działania zmierza ku temu, by stopień ożywienia gleby do tego, co żywe w roślinie, zbliżyć. Obydwie tworzą jako synteza środek polarnego działania sił ziemi i kosmosu. Całą przeważająca wagę nawożenia gleby przychodzi tu w pełni do głosu. Określa ona w postępującym rozwoju, jak rośliny kulturowe pionowo i poziomo z korzeniem, łodygą, liściem, kwiatem i owocem w tę trójnię wyżyn i głębin i wstającej środy się wcielają. Rośliny są ujmowane przez siłę organizacyjną, przez którą otwierają się na warunki wzrostu swego środowiska.

472

Osad tego wszystkiego wielokrotnie potwierdza się w praktycznych doświadczeniach i badaniach naukowych:

  • Roślina wykazuje tendencję, by zgodnie ze swą gatunkową dyspozycją rozwinąć się w sposób idealnotypowy.
  • Korzeń otwiera się na głębszy wolumen glebowy, rozgałęzia się drobniej i równomierniej.[496]
  • Wzrost pędu przechodzi wyraziściej stadia metamorfozy liścia i tym samym udoskonalenia budowy substancji.
  • Procesy fizjologiczne w tworzeniu owoców spożywczych — czy to w obszarze korzeniowym, łodygowym, liściowym, kwiatowym czy nasiennym, jak też w owocach drzew owocowych — dochodzą w dojrzałości do spoczynku. Owoce spożywcze dojrzewają w pełni i dłużej zachowują świeżość.
  • Kompozycje substancji strukturują się i uszlachetniają od podstawy ku kwiatu; dotyczy to przede wszystkim białek — np. stosunku czystego białka do białka surowego — olejków eterycznych itd.
  • Budowanie plonu dąży, wyrównując skrajności, ku optimum plonu.[497]

Bezpośrednio dostępne dla postrzegania są: wyraziściejszy, właściwy danemu owocowi spożywczemu smak i zapach, niuansowanie w barwie, konsystencji, jak też wyższa strawność i dłuższa trwałość. Pouczające jest nadto często słyszane stwierdzenie klientów: «Potrzebujemy mniej, żeby się nasycić.» Wszystko to razem wzięte znamionuje poszerzoną wartość odżywczą, która uzdrawiająco oddziałuje na cielesny, duszewny i duchowy rozwój człowieka. W

473

tym sensie nawożenie preparatami służy postępującemu rozwojowi Ziemi i człowieka. Nadaje rolniczo-ogrodniczej pracy nowy, wyższy sens. Jego stosowanie prowadzi realnie do nowej gesinnung pracy i badania, do nowego artystyzmu. Impuls do tego nawożenia nie wypływa z zewnętrznej pobudki ani tym bardziej z wypełniania norm, lecz z impulsu, który stał się sprawą serca. Im bardziej tak jest, tym wolniejsze i tym samym indywidualnie bardziej artystyczne staje się działanie jego stosowania. Znaczenie biologiczno-dynamicznych preparatów dla Ziemi i człowieka może ujawnić się jedynie drogą poznania ducha; to wyzwanie niejednemu wyda się zbyt wymagające. Jeśli jednak da się wciągnąć bezstronnie, wkrótce zauważy, że źródła wzywającego do czynu nie trzeba szukać na zewnątrz, w świecie, lecz w sposób czysty — w sobie samym. Wyniki (formy idei) badań duchowych są tym źródłem. Roztacza ono światło nad tym, czego człowiek dotykał jeszcze po omacku w ciemności. Wewnętrzna pewność zaś wzrasta stopniowo we wzajemnym myśleniu i czynieniu tych idei. Przy tym «nie chodzi o sukces chwili, lecz o bezwarunkową pracę».[498] «Żaden niepowodzenie nie jest bowiem nigdy rozstrzygające dla prawdy impulsu duchowego, którego działanie zostało wewnętrznie przejrzane i pochwycone.»[499] Praktyka sztuki uprawy ziemi w trzech krokach

Praktyka sztuki uprawy ziemi w trzech krokach

Temat rozumienia rolnictwa jako sztuki nie żyje w teraźniejszości. A przecież sztuka była od epoki wielkiego Zaratustry — inauguratora kultury praperskiej i założyciela Ackerbaus w V/VI tysiącleciu p.n.e. — głęboko immanentna rozwojowi rolnictwa. Dopiero w toku naukowo-materialistycznej epoki od połowy XIX wieku i jej wychowanka — agroindustrializmu XX i XXI wieku — każdy jeszcze pozostały element artystycznej gesinnung padł ofiarą naukowej-technologicznej ratio. W prehistorycznej wczesności praindustrialnych i praperskich wielkich kultur starożytnych religia, sztuka i to, co stało się później nauką,

474

kryło się jeszcze nierozłącznie w dumpf atawistyczno-jasnowidzącym przeżywaniu. Wielkie kultury starożytne stały, jak to przedstawiono na wstępie, pod prowadzeniem istoty misteriów, w której nauki mądrości z przeszłości były równie żywe jak przebudzające się świadomość dla prometejskich impulsów przyszłości. Z tego jeszcze całkowicie ku światu duchowemu zwróconego wszechogarniającego sakramentalizmu wyłoniła się sztuka sakralna, która w toku rozwoju świadomości ludzkości w każdej z następnych kultur poprzez metamorfozy stopniowo emancypowała się ku czystym tworom sztuki. Sztuka postępowo ustanawiała się jako samodzielny czynnik kultury obok religii. W tych epokach aż po nowożytność rolnictwo było kulturową podstawą, z której wyrastały twory sztuki. Całkowicie i bez reszty dotyczyło to początków sztuki sakralnej wraz z hodowlą zwierząt domowych i roślin kulturowych. Dalszymi krokami emancypacji były budowa egipskich piramid — zstępujących niejako ze świata duchowego i wynicowujących się w Irdischkeit — następnie sztuka grecka, która nadała boskości ludzką postać, a po chrześcijańska sztuka średniowiecza, z katedrami wznoszącymi się z dołu ku górze i pobożnie uwewnętrznionym spojrzeniem człowieka w rzeźbie i malarstwie.

Potężny krok emancypacji dokonał się od epoki nowożytności w rozwoju dążącej ku indywiduacji duszy świadomości, i — jako jej znamię — poprzez wyjście nauk przyrodniczych na plan pierwszy. Te emancypują się z religii i bliskiej jej jeszcze sztuki sakralnej. Pierwotna Jednia-Całość różnicuje się w trójnię: religia, sztuka i wreszcie nauka. Droga poznania naukowego przejęła prowadzenie; sztuka i religia nie miały już w niej miejsca. Stały się kulturowym ornamentem. W rolnictwie proces ten dokonywał się bardzo powoli i na końcu gwałtownie. Przy tym wyczerpały się w nim źródła moralnego działania. Pojęcia, które nauka wnosi z zewnątrz do rolnictwa w postaci technologii, są pojęciami możliwości-wykonania; są abstrakcyjne, zimne, martwe — a ślady, które po sobie zostawiają, to zdewastowana, ogołocona, wydana na pastwę brzydoty ziemia. Wraz z zanikaniem tradycji ludzie będą «nawozić pola nauką».[500]

Jak jednak, jeśliby te pojęcia — o ile nie wywodzą się z teorii, lecz po prostu i bezstronnie odzwierciedlają dane zmysłowo fakty — mogły zostać rozgrzane i naładowane ciężarem przez to, że w duszy duchowej

475

poznającego do własnego życia? Byłoby to zadanie nowej, rzeczywistości odpowiadającej koncepcji nauki — gdyby ta rozszerzyła utarte, kwantyfikujące zasady na źródła sztuki, które leżą w tym, co geistowo-duszewne w człowieku. Źródła te są niczym innym jak tym, co duch, pobudzony przez zmysłowo postrzegane, wypowiada jako ideę do duszy. W przeżywaniu tej idei objawia się coś moralnego, w którym geistowe i zmysłowe doświadczenie zlewa się w jedność. To prarźródło moralnego działania musi sobie otworzyć człowiek dążący do wolności, to znaczy do wykształcenia duszy świadomości.[501] Drogę ku zjednoczeniu nauki i sztuki w wyższą całość — z siły dążącego do samopoznania Ja człowieka — torował Goethe w dożywotnim zmaganiu. Rudolf Steiner uczynił ją, jako drogę szkolenia duszy, dostępną każdemu człowiekowi, który chce nią kroczyć.[502]

W przeżywaniu idei staje się myśl głowy myślą serca; żyje się w obrazie myślowym, który dalej rośnie i jest ofertą dla woli — by go w wolności chwycić i na zewnątrz stać się czynem. W tej woli czynu odżywa zamieszkały w idei duch jako ukierunkowana moralnie siła. W tym będzie trzeba szukać zadania nauki na przyszłość: żeby myśląca dusza stała się świadoma swego duchowego celu. Christian Morgenstern ujmuje to w słowach: «kto nie zna celu, nie może mieć drogi».[503] Droga ku temu celowi jest artystyczna. Cel leży w przyszłości. Trzeba będzie rozwinąć naukę, która czyni dalekowzrocznymi ku przyszłości, która wskazuje człowiekowi geistowe cele ku twórczości artystycznej. Jeśli pozostaje tym celom wierny przez wszelkie opory, wyzwalają się moraliczne siły, przez które może stanąć z otwartą przyłbicą naprzeciwko istotowej mocy Zła, hamującej rozwój, i całe swe dążenie poświęcić istotowym mocom Dobra, postępowi ludzkości. Droga ku celowi jest sztuką wyłaniającą się z właściwie rozumianej, to znaczy wiernej fenomenom nauki. Gdy ograniczy się w nauce do myślenia w martwych, abstrakcyjnych pojęciach, powstają technologie, które mają wprawdzie swoje odniesione do teraźniejszości, jednak ograniczone do tego, co czysto fizyczno-zmysłowe

476

Znaczenie mają. Sztuka natomiast potrzebuje obrazów idei, które mogą żywo wypełniać duszę i w niej rosnąć. Gdy kształtuje się te przeżywane obrazy myślowe na zewnątrz, powstaje dzieło sztuki, które staje obok natury, lecz jej nie odwzorowuje, lecz w duchowym ujmowaniu i przeżywaniu idei praobazu, typusu lub istoty stara się go artystycznie odtworzyć w obrazie. Goethe szukał na podstawie fenomenów, które królestwo roślinne ukazuje oku, prafenomenu, który duchowo leży u podstaw wszystkich tworów roślinnych. Ujął go w idei «prarośliny» w sposób tak duchowo imaginatywnie konkretny, że mógł powiedzieć, iż «tym modelem [prarośliny; uwaga autora] i kluczem do niego można by wynajdować rośliny w nieskończoność, które muszą być konsekwentne, to znaczy: które, nawet jeśli nie istnieją, mogłyby istnieć — i nie są malarskimi ani poetyckimi cieniami i pozorami, lecz mają wewnętrzną prawdę i konieczność. To samo prawo będzie można rozciągnąć na całe to, co żywe.»[504]

Klucz do tego, by «wynajdować w nieskończoność» z ducha prafenomenu i kształtować z tego, co wynalezione, dzieło sztuki, można — nawiązując do Goethego — odnaleźć w formach idei antropozoficznej nauki duchowej. Te formy idei są, tak widziane, same w sobie tworzywem sztuki z nadzmysłowego poznania. Mają tę szczególną właściwość, że w myśleniu się ożywiają, w czuciu stają się przeżyciem duszy i przez wolę przemieniają substancję. Powstające z tego dzieło sztuki nie staje już tylko obok natury — te ożywione idee mają moc, by rzeczywistość natury, w lustrze rozwoju duszy człowieka, artystycznie przekształcać. Tak zainspirowana wola wchodzi w wnętrze przyrody i zaczyna wprowadzać z powrotem w ruch zastygłe w przeliczalności dzieło. W rolnictwie biologiczno-dynamicznym dzieje się to w trzech stopniach, wychodząc od sposobu bardziej jeszcze naturowo zdeterminowanego ku sposobowi wyłaniającemu się już tylko z ducha.

1. stopień: Twórczość artystyczna w sensie odrodzenia rzemiosła

Niechaj stanie przed oczyma ducha czynność rzeźbiarza. Jego narzędziami, których używa, żeby w kamień wkuć obraz mającego powstać dzieła sztuki, są kamień, dłuto i młotek. Idea prowadząca do celu żyje

W nim. Nie inaczej jest u rolnika, na jakikolwiek cel kieruje właśnie swoje działanie. Gdy dąży do tego, by obrobić pole, potrzebuje pługa, kultywatora i brony, żeby przygotować zagonek siewny; podobnie ma się rzecz przy pielęgnacji upraw w odniesieniu do zgrzebła i motyki, a dalej przy zbiorach, gdzie chodzi o szybkie, pewne i oszczędzające glebę sprzątnięcie plonu.

477

Obraz idei, który prowadzi rolnika do wszystkich tych czynności, żyje w nim, a pole, rośliny, pogoda itd. mówią mu, co należy zrobić — tak jak kamień mówi rzeźbiarzowi, jak i gdzie ma przyłożyć dłuto i jak silny ma być cios. Ponieważ jednak rolnik obcuje z ożywioną i uduchowioną przyrodą, a więc z czymś istotowym, co samo sobie nadaje formę i staje się dziełem sztuki, jest ona dla rolnika na poziomie rzemiosła wielką nauczycielką. Czego potrzebuje rolnik, to nauki o źródłach, z których jego nauczycielka czerpie i tworzy — czy to w uprawie roli i ogrodnictwie, w hodowli zwierząt i gospodarce łąkowo-pastwiskowej, w sadownictwie i hodowli lasu, i w kształtowaniu krajobrazu. Musi to być nauka o tym, co nieustannie staje się i umiera, która w sposób konieczny wyznacza cel rolnika. A jego sztuka polega wtedy na tym, by z przeżytej mądrości, z czuto-wiedzącą prawdą, przez swoją rzemieślniczą pracę tworzyć powiązane ze sobą związki, dzięki którym w całej różnorodności rośliny kulturowe, zwierzęta domowe i gleby kulturowe mogą się rozwijać w sposób idealnotypiczny. Sztuka rzemiosła stawia się w rolnictwie w jak najszerszej mierze w służbie natury. Jest to współzawodnictwo z tym, co natura jako wielka artystka swojego dzieła stworzenia wskazuje. Chodzi o to,

  • przeżywać przepływanie pracy wewnętrzną radością, wypływającą z doświadczenia idei, i pozwalać, by czynności płynnie zazębiały się ze sobą;
  • przenikać gospodarstwo aż do ostatniego zakątka świadomością;
  • żeby we wszelkiej pracy żyła wrażliwa uważność, która rozpoznaje to, co nieporządne, brzydkie, nieudane, błędne — i pozwala, by to stało się pobudką do tym silniejszego kierowania zmysłu piękna i miłości do czynu na to, co służy urzeczywistnieniu celu duchowego;
  • żeby wszystko i każda rzecz stała w harmonijnych proporcjach względem siebie, a blask piękna odbijał usposobienie ludzi, którzy tam pracują;
  • nie dopuścić do tego, by rzemieślniczo-artystyczne tworzenie stało się pracą „odrabiania".

Tego trzeba się nauczyć od nowa, od podstaw. Pod tym względem stoimy zupełnie na początku. Chodzi właśnie o to, żeby bez żadnych „ale", z ogniem

478

ducha wykuć miecz idei, tym mieczem przekopać ziemię i w cierpliwości oczekiwać owoców przemiany — tych, które dojrzewają we mnie, i tych, które dojrzewają w ziemi.[505] Ta robocza gesinnung może być na nowo nabyta tylko indywidualnie, z duchowo-moralnego kształcenia. Każdy musi uczyć się być wzorem dla drugiego. Gdy to się zaczyna spełniać choćby w zalążku, tworzy się fundament ku owocnej współpracy — ku sztuce społecznej prawdziwego budowania wspólnoty.

2. Stopień: twórcze kształtowanie artystyczne z całości w glieder

Na tym stopniu natura jest już tylko w bardzo ograniczonym sensie mistrzynią. Czego naucza, to konteksty powiązań między rzeczami i istotami przyrody — na przykład koegzystencja kwiatów i owadów, stosunek między aktywnością dżdżownicy a żyznością gleby, tworzenie biotopów przez współżyjące ze sobą zwierzęta i rośliny i tak dalej. W tych splotach relacji panuje rozum, żyje niewidzialnie nadrzędna całość, która w świecie zmysłowym rozkłada się na sumę pojedynczych zjawisk. Ta całość nigdzie w przyrodzie nie ukazuje się zmysłowo, lecz tylko w człowieku, który nosi ową istotowo-całościową pełnię jako swoje Ja. Człowiek ma możliwość, na drodze postępującego samopoznania, poznać siebie jako istotę duchową — i tą zdolnością wniknąć poznawczo w nieujawnioną istotę całości, która w królestwie zwierząt, roślin i minerałów objawia się w pełnym mądrości bogactwie wzajemnych powiązań.

W odniesieniu do bogatego splotu relacji zdrowego gospodarstwa rolnego ta twórcza całość — wyprowadzona od człowieka — została ujęta jako organizm, jako ciało indywidualności rolniczej. Natura oddaje temu organizmowi, jako „co", cały bogaty dar swego stworzenia pełnego wzajemnych odniesień; natomiast „jak" — jak to stworzenie skomponować w wyższą całość organizmu gospodarstwa — tego natura nie powie. To musi rozbłysnąć w człowieku intuicyjnie jako żywa idea. Synteza „co" i „jak" jest aktem artystycznym. Rozgrywa się on z jednej strony w wewnętrznym przeżyciu osobistego stosunku, jaki buduje się do rzeczy i istot całości gospodarstwa. Z drugiej strony akt artystyczny wyraża się w tym, jak — z idei ujętych duchem — indywidualność rolnicza, względnie jej ciało, organizm gospodarstwa, glieder się w organy oraz miarowe i rozumne wzajemne stosunki.

479

Podziały organiczne na gospodarkę bydlęcą, pastwiskową, polową, ogrodową, sadowniczą, leśną i żywopłotową, wraz z ich wielorakimi podpodziałami, służą z jednej strony pożyteczności zaopatrzenia w żywność, z drugiej strony uszlachetniają krajobraz kulturowy; dbają o estetykę ludzkiej przestrzeni życiowej. Człowiek kształtuje rolnictwo cieleśnie-fizycznie i duszowo-duchowo na swój obraz. Może odnaleźć siebie samego w stworzonym przez siebie dziele sztuki.

Również z tym drugim krokiem artystycznego tworzenia istnieje jeszcze wielka przepaść między ideą a rzeczywistością. Wciąż istnieje skłonność, by opierać się na wielkim wzorze natury i zadowalać się tym, że prowadzi się gospodarkę po prostu „bliską naturze" albo „biologiczną". To przypomina kogoś, kto uważa się już za artystę, kopiując zmysłowo-przedmiotowe natury. Owszem, natura dostarcza narzędzia i daje wskazówki, jak stosować je zgodnie z jej prawami i rozumnie — lecz to, co ręka ludzka formuje z tego wedle idei organizmu, względnie indywidualności, wywiedzionych od człowieka, jest czymś nowym, jest dziełem sztuki, które przewyższa to, co dane przez naturę.

To dzieło sztuki nie jest gotowe, lecz kształtuje się dalej we współbrzmieniu z rozwojem prawdziwego rozumienia ducha. Jeśli w dawniejszych czasach owo rozumienie było przybliżane sercu człowieka niejako z zewnątrz — przez instytucje religijne, kościoły i klasztory — jako treści wiary, to teraz i w przyszłości może być uchwycone od wewnątrz w uświadamianiu sobie rzeczywistości ducha i znajdować artystyczny wyraz na zewnątrz. To, czym niegdyś były kościół i klasztor, musi odtąd żyć w duszy jako niesiony przez Ja impuls duchowy, dążący ku górze. Sztuka nowo kształtującego się, z ducha ujętego rolnictwa nie emancypuje się od nauki. Przeciwnie — wyrośnie razem z nią w nową jedność. Sztuka ożywi nauki i przez to stanie się bardziej świadoma swego celu duchowego.

3. Stopień: Twórczość artystyczna jako czysty akt stwórczy z ducha

Zasadniczy rys istotowy biologiczno-dynamicznej uprawy ziemi — również i właśnie w odniesieniu do praktykowania nowego artystycznego dostępu do rzeczy i istot przyrody — staje się uchwytny dopiero przez antropozoficzną naukę duchową, a szczególnie przez Kurs rolniczy Rudolfa Steinera. Tu natura i nauka zostają w całości postawione w służbę poznania ducha. Dotyczy to przede wszystkim kwestii nawożenia oraz wytwarzania i stosowania biologiczno-dynamicznych

480

Preparaty. Swoje powstanie zawdzięczają one procesowi artystycznemu, który zapala się na przeżywaniu ideowych form antropozoficznej nauki duchowej. To, co w tym procesie wyjątkowo szczególne, polega na tym, że tu rozmieszczenie substancji, jakie w naturze się znajdują — a które, jak wykłada Rudolf Steiner, zbudowane są «w tym sensie, w jakim Chrystus je po kolei rozmieścił»[506] — złożone jest teraz początkowo w ręce człowieka. Leży w jego wolności, by to rozmieszczenie przeprowadzić z tego właśnie samego źródła ducha. Choć początkowo są to jedynie wskazania badacza ducha, to jednak jest się tak naprowadzanym, że w owych celach można przeczuć, jak głęboko zapuszczają korzenie w podstawach ducha. Przeczuwanie celu duchowego wskazującego ku przyszłości może właśnie w artystycznym dokonaniu rozjaśnić się ku pewności ducha. Wymagane jest ku temu jednak, by przy każdym poszczególnym kroku, jaki czyni się w wytwarzaniu i stosowaniu, uwaga skierowana była zarazem na wielkie powiązania, w obrębie których dokonuje się zdarzenie preparatowe. Współprzeżywanie takich powiązań w tu i teraz ziemskich daności tworzy następującym po sobie krokom preparacji niejako osłonę. Tak na przykład, gdy skupia się myśl na krowie, której znaczenie w powiązaniu ze światami wzrasta ku niemu-rmiarzowi, jako dawczyni większości organowych osłon; lub na ziołach, których kwiaty zostają użyte; lub na porach roku i na miejscu, gdzie zostają zakopane, względnie wystawione na działanie żywiołów; lub wreszcie na słonecznym, planetarnym i gwiazdowym działaniu, które ze wszystkich stron zamyka dane zdarzenie. Cały obwód staje się ojcem chrzestnym każdemu poszczególnemu krokowi preparacji. Próba odczuwania tego w działaniu budzi nową sztukę, nowy rodzaj artystycznego tworzenia — nie taką, która jak rzeźba lub malowany obraz staje tylko obok natury, przewyższając ją z własnego praobrazowego przeżycia, ale pozostając pozorem — lecz artystyczne tworzenie, które zanurkuje w naturę i obudzi w niej nowe impulsy stawania się.

W sposób artystyczny powstaje w opisanych preparacjach połączenie substancji i ducha, które wskazuje drogę rozwoju od natury ku nadnaturze, podczas gdy rzekomo nawozowe sole wzięte z martwej natury otwierają wrota ku podaturze, ku wrogim życiu siłom podzmysłowego.

Nawożenie w biologiczno-dynamicznej uprawie ziemi zmierza do tego, by naturalne działanie udostępnić siłom nadnatury. Można

481

Pojęcia tej ostatniej, z perspektywy rolnictwa, można myśleć w jedności z ideą «indywidualności rolniczej». Tak jak ta «wypełnia swoje istotę», gdy jest «pojmowana» jako taka,[507] tak wypełnia się indywidualność człowieka, Ja, substancją istotową w tej mierze, w jakiej mocą Ja uduchawia swoje człony istoty — ciało fizyczne, ciało eteryczne i astralne — to znaczy: wyzwala je z ich związania z naturą. Wypełnienie istoty Ja stanowi drogę rozwoju człowieka poprzez inkarnacje. Im bardziej żyjące w ciele Ja postępuje naprzód w świadomości swej duchowej natury, tym bardziej może ono, z nadmiaru siły swego jestestwa, rozszerzać się ponad pozaludzką naturę i — przemieniając ją — przez ukierunkowaną działalność «uczyć się pojmować» gospodarstwo rolne «jako pewnego rodzaju indywidualność». To pojmowanie jest prawdziwie inauguracją ku przyszłości: mianowicie zaszczepić ideę rozwoju, wychodząc od człowieka budzącego się teraz ku swemu wyższemu człowieczeństwu, w zaistniałym bycie natury. Oznacza ono zarazem — mocą wyższego Ja — wyrzeczenie się tego, czego chce dla siebie Ja związane z ciałem, egoistyczne. W ten sposób wskazana jest droga, jak chrześcijaństwo może na nowy sposób znowu zapuścić korzenie w pracy przy ziemi. Ta perspektywa przyszłości uzasadnia usposobienie duchowe, z którego rolnik może dawać naturze w miłości to, czego ona nie ma — dar, przez który działanie istot przyrody w danym miejscu może indywidualizować się ku wyższej całości.

W tym sensie można patrzeć na preparaty i na nawozy organiczne, w których dochodzą do działania, jako na środki wychowawcze czy ewolucyjne, przez które gospodarstwo rolne może wypełniać się istotą i stawać się rzeczywistą indywidualnością. W niej indywidualizują się siły wyżyn i głębin w dzieło sztuki środka — w żyzną glebę.

To samo usposobienie duchowe, o którym tu mowa, pozwala człowiekowi rozpoznać istotę i znaczenie współpracy ze względu na twórczą budowę wspólnoty skierowaną ku przyszłości. Stający się organizm rolniczy jako ciało indywidualności rolniczej i organizm społeczny jako ciało wspólnoty ludzkiej czującej się zjednoczoną w istocie Chrystusa — to dwie połowy jednej i

482

tej samej rzeczywistości. Dopiero to zjednoczenie tworzy całościowe dzieło sztuki. Zalążek czegoś takiego jest na każdym gospodarstwie na świecie, gdzie pracuje się z takiego usposobienia duchowego — jest rozpoznawalny i doświadczalny.

483

Podziękowania

To, co poruszało mnie z ukrytych głębin mego losu, przybrało kształt przez spotkanie z bardzo wieloma ludźmi. Wszyscy oni wnosili wkład po wkładzie, aby we mnie ukształtował się obraz świata, który z rozumienia przeszłości, w jej metamorfozach, wskazywał mi drogę ku przyszłości. Im wszystkim należy się podziękowanie. Niejeden spośród nich był mi drogowskazem, by odważnie przekroczyć poznawczą bramę antropozoficznej nauki o duchu i na tej drodze rozpoznać w zarysie nadmiar zadań, jakie przyszłość stawia przed człowiekiem Ziemi. To, że w ogóle mogłem chwycić się choćby zalążków takiego zadania przyszłości, zawdzięczam obejmującemu wszystko dziełu Rudolfa Steinera.

Dalej należy się moja wdzięczność tym wszystkim, którzy pomogli mi stawiać moje początkowo jeszcze niepewne kroki ku takim celom przyszłości. Na polu rolniczym byli to Joseph Blockhuys, Ernst Becker, Hans Jörg Graf von Bothmer, Wolfgang Schaumann, na polu przyrodoznawczym Herbert Koepf, Jochen Bockemühl i Georg Maier, a na polu kształtowania życia społecznego Wilhelm Ernst Barkhoff, Rolf Kerler i Albert Fink. Długoletnim przyjacielem i doradcą był dla mnie Georg Glöckler, któremu zawdzięczam wiele spostrzeżeń dotyczących człowieka i świata. Na koniec niech zostanie podziękowany Gunter Gebhard za jego przepełnione zrozumieniem przejrzenie rękopisu i za uzupełniające propozycje. W tym samym sensie składam podziękowanie Hansowi-Christianowi Zehnterowi, który z subtelnym wyczuciem podjął się redakcji. Wielkie podziękowanie należy się współpracownicom Dottenfelderhofу, które z poświęceniem zajęły się maszynopisowym opracowaniem tekstu, jak również grafikom Ivanie Supan i Mathiasowi Buessowi.

Szczególnie wielkie podziękowanie należy się Lieselotcie Klett, mojej żonie, która przez dziesięciolecia współtworzyła to, o czym w tej książce mowa, która śledziła jej powstawanie miłościwie-krytycznym okiem i która uwalniała mi plecy na godziny spokoju w zawsze pracowitym życiu gospodarstwa.

Na samym końcu niech zostanie wypowiedziane wielkie podziękowanie Panu dr. Peterowi Schnellowi oraz Fundacji Software AG za finansowe wsparcie, dzięki któremu wydanie tej pracy w ogóle stało się możliwe.

Manfred Klett

484
Manfred Klett am Dottenfelderhof, Ostersonntag 2021. Foto: François Hagdorn, CC BY-SA 4.0.
485

Życiorys Manfreda Kletta

Manfred Klett urodził się w 1933 roku w Tanganice, dzisiejszej Tanzanii, u podnóża Kilimandżaro. Lata szkolne spędził między innymi w szkole Schloss Salem, a po drugiej wojnie światowej w Szkole Waldorfskiej w Stuttgarcie, z roczną wymianą uczniowską w Anglii. Studia na Politechnice Stuttgarckiej zostały przedwcześnie przerwane wypadkiem. Podczas rocznego pobytu roboczego w północno-wschodniej Syrii postanowił zostać rolnikiem. Po odbyciu praktyki rolniczej nastąpiły studia agronomiczne na Uniwersytecie Stuttgart-Hohenheim i doktorat z gleboznawstwa. Kolejne cztery lata poświęcił badaniom w Instytucie Biologiczno-Dynamicznym na temat «Nawożenie a jakość żywności». Rok 1968 wyznaczył założenie Wspólnoty Gospodarskiej Dottenfelderhof (pięć rodzin), a niedługo potem — Szkoły Rolniczej Dottenfelderhof. Po dwudziestu latach biologiczno-dynamicznej pracy budowlanej z żoną i pięciorgiem dzieci objął kierownictwo «Działu Rolniczego Sekcji Przyrodoznawczej w Goetheanum» w Dornach w Szwajcarii. Po czternastu latach tej działalności i kolejnych ośmiu latach jako wolny współpracownik przy przemianowanej tymczasem «Sekcji dla Rolnictwa» powrócił na Dottenfelderhof i ponownie podjął działalność dydaktyczną w tamtejszej Szkole Rolniczej. Równocześnie od 21 lat opiekuje się projektem wiejskim Juchowo w Polsce. Jest to próba stworzenia we wschodniej Europie rozsadnika, w którym «Bildung der Erde» — «kształtowanie Ziemi» (Novalis) — jawi się jako zadanie społeczne i w którym «kwestia społeczna» w kształtowaniu Ziemi znajdzie swoją odpowiedź.

485

Indeks rzeczowy

+++ Stan na 27 kwietnia 2026: Ten indeks rzeczowy nie jest częścią wydania drukowanego! Znajduje się w toku ciągłego opracowywania/uzupełniania/weryfikacji. Zapraszamy do współdziałania +++

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar A

A


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar B

B


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar C

C


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar D

D

E


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar E

E


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar F

F


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar G

G


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar H

H


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar I

I


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar J

J


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar K

K

  • Kalk jako żądny 211
  • Kalk jako uzdrowiciel
  • Zawartość wapna w glebie 211, 283
  • Wapno w kompoście 284
  • Typ wapniowy
    • Kalk i krzemień
    • Siła kształtująca, współdziałanie 211, 212
    • i bliskie planety 211
    • Działanie w roślinie 212
  • Warstwa kambium w drzewie 302
  • Rumianek (Chamomilla off.) 339, 360, 372
  • Preparat rumiankowy 372
  • Proces rumianku w organizmie 341
  • Ziemniak, spożycie ziemniaków 248, 254
  • Kot 140, 141
  • Krzemień (kwarc) 211, 348
  • Krzemień w glebie 211
    • i Equisetum 253, 448
    • i dalekie planety 211
    • i kalk 211
    • i działanie światła 225
    • Mniszek lekarski 339, 405
  • Substancja krzemowa, krzemionka 209, 318
    • Preparat krzemowy w rogu krowim 348
    • i ciepło 349
    • i to, co korzeniowe 357
  • Rozdrabnianie krzemienia 349
  • Koniczyna 238, 241, 249, 256
  • Układ kostny zwierząt 117
  • Gotowanie produktów żywnościowych
  • Węgiel jako nosiciel naturalnych procesów kształtowania 288
  • Pryzma kompostowa 287, 289, 290
    • Przekopywanie 291
    • Do nawożenia łąk 299
  • Kompostowanie / kompost 287, 299, 360
  • Konserwowanie przez elektryczność
  • Konserwowanie przez zakwaszanie 148
  • Analiza kosmiczno-jakościowa 156
  • Kosmiczne oddziaływanie wspierane przez deszcz
  • To, co kosmiczne w krzemienistym 211
    • w roślinie 216, 224, 362
    • i to, co ziemskie, glina jako pośrednik 212
  • Siły żywe w nawozie 312, 313
  • Strumienie sił w tym, co organiczne 265
  • Siła krystalizacji ziemi w zimie 207, 208, 231
  • Krowa / bydło 146, 149
  • Róg krowi 155, 345
    • Wiek, wielkość, płeć 345
    • Użycie końskiego obornika 307
    • Czas użytkowania 347
  • Preparat krzemowy 348
    • Przechowywanie 349
    • Czas użycia, rozprowadzanie, zakopywanie 347, 349, 356

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar L

L


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar M

M


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar N

N

  • Pobieranie pokarmu przez zwierzę 149
  • Siła odżywcza a czas wysiewu 230
  • Sekcja Przyrodoznawcza i Krąg Doświadczalny
  • Branie i dawanie w przyrodzie 19, 113, 124, 159
  • Nicienie 247, 255
  • Nów Księżyca

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar O

O


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar P

P

  • Trawienie żwaczowe 150, 151
  • Pasożyty 251, 252
  • Osobisty stosunek do nawozu 287, 303
  • Koń 137, 138, 139, 140
  • Przygotowanie pieprzu 244
  • Nawóz koński do rogów krowich
  • Roślina, ziemska i kosmiczna wirksamkeit 225, 250, 262
  • Roślina, siła reprodukcyjna i siła odżywcza 230, 253, 299
  • Pokarm roślinny
  • Choroby roślin 250, 251, 253
  • Natura rośliny 286
  • Terminy sadzenia a obieg planet
  • Śliwka
  • Pług / orka 45, 64, 231, 232, 233
  • Planety 211, 224, 358
    • dalekie a rośliny trwałe 211
    • dalekie a krzemień 93, 211
    • bliskie a rośliny jednoroczne 211
    • bliskie a wapno 211
    • obieg a terminy sadzenia
    • działanie a aromat owoców 224, 225
  • Działanie planet a barwa 224
  • Działanie planet w liściu i kwiecie 224
  • Działanie planet w zwierzęciu 143, 244, 309
  • Działanie planet w korzeniu 211, 212
  • Planetarne życie w związku z ziemskim 211, 224, 358

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar Q

Q


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar R

R

  • Eksploatacja gleby w rolnictwie 336
  • Filoksera
  • Deszcz jako sprzyjający kosmicznym oddziaływaniom
  • Dżdżownica 115, 116, 223, 296
  • Dżdżownica, dżdżownice 115, 116, 117, 223, 224, 230
  • Regulacja lasu * Wartość pobudzająca i odżywcza substancji w glebie
  • Siła reprodukcyjna a termin siewu 230, 253
  • Rytm / rytmiczny środek (gleba) 91, 92, 95, 203, 328
  • Żywność surowa
  • Róża
  • Proces mieszania (preparaty) 351, 352, 353, 354, 355
  • Nicień buraczany 255
  • Mieszanie, nawóz rogowy 351

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar S

S

  • Rośliny zbożowe i rośliny motylkowe 256
  • Sól w pożywieniu
  • Sól do konserwowania
  • Tworzenie się nasion, siła nasienna 286, 287
  • Saturn, okres Saturna 224
  • Siły Saturna a stan cieplny 224
  • Tlen jako nosiciel życia 109, 292
  • Zwalczanie szkodników 250, 251
    • przez koncentrację
    • z punktu widzenia moralnego
  • Preparat ze skrzypu polnego 448, 453, 454
  • Owca 143, 144, 145, 306
  • Krwawnik 361, 362, 364
  • Preparat z krwawnika 361
  • Siarka 361, 362
    • krwawnika 361, 362
    • jako pośrednik między tym, co duchowe, a tym, co fizyczne 362
  • Świnia (świnia domowa) 134, 135, 136
  • Świnia a żywienie 136
  • Trójczłonowość społeczna 73, 84, 85, 187, 188
  • Słonecznik 240
  • Działanie Słońca w roślinie 224, 225
    • w zwierzęciu
    • różnicowane przez Zodiak
  • Urządzenie do opryskiwania 356
  • Obornik 304, 305, 307
  • Żywienie stajenno-oborowe 148, 305
  • Obornik składowany 307
  • Astronomia i oddziaływania gwiezdne 207, 211
  • Azot 78, 79, 275
    • znaczenie i wpływ 78, 241, 275
    • trwałość
    • w pryzmie nawozowej 305, 309
    • wrażliwość
    • powstawanie w roślinie 241
  • Azot / sole azotowe 79, 275, 276, 278
  • Zawartość azotu w nawozie 305, 309
  • Azot jako fizyczny nosiciel astralności 279, 292, 297
  • Kolektor azotu 241
  • Przemiana materii, substancje i siły 91, 265, 272
  • Krzewy i ssaki
  • Zagęszczenie substancji 261, 263
  • Przemiana substancji 294, 341
  • Przemiana substancji w organizmie 154, 294

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar T

T

  • Siły terrestryczne 205
  • Zwierzę 99, 111, 113
    • Układ kostny 117
    • Wpływ Księżyca i Słońca 143, 309
    • Układ mięśniowy 117, 266
    • Pobieranie pokarmu 149
    • Organizm w swym członieniu 99, 100
    • i roślina w obrębie rolnictwa 65, 67, 303
  • Żywienie zwierząt 148, 150, 305
  • Zodiak 267
  • Świat zwierzęcy (dzika fauna) 112, 113
  • Obornik głębokościółkowy 305, 306
  • Pomidor 311
    • Działanie mrozu 208
    • Uprawa
  • Glina 209
    • Dodatek w glebie 205
    • Pośrednik między wapniem a krzemem 94, 211
    • Pośrednik między tym, co kosmiczne, a tym, co terrestryczne 212
  • Minerały ilaste 94, 209, 210
  • Torf w glebie
  • Torf ogrodniczy w pryzmie kompostowej 290
  • Wysuszone krajanki buraczane

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar U

U

  • Ponad i pod ziemią we wzajemnym oddziaływaniu 93, 95
  • Przetrzymanie przez lato (preparaty) 349
  • Przetrzymanie przez zimę (preparaty) 347
  • Przemiana pierwiastków 263
  • Zwalczanie szkodników 135
  • Chwast 214, 242, 246
  • Regulacja chwastów (mechaniczna) 246
  • Spalanie nasion chwastów (przyrządzanie pieprzu) 222, 244
  • Nauczanie rolnicze 184
  • Urtica dioica (pokrzywa zwyczajna) 253, 339

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar V

V

  • Valeriana officinalis (waleriana) 339
  • Dieta wegetariańska
  • Wenus 211
  • Wenus w Skorpionie
  • Trawienie (bydło) 150, 153
  • Spalanie w organizmie
  • Zagęszczenie substancji 261, 265
  • Rozcieńczenie (nawóz rogowy) 351
  • Dziedziczność
  • Ożywianie ziemi 280, 360
  • Urozumnianie nawozu 333
  • Próby, wskazówki 313
  • Powierzchnie doświadczalne, wielkość
  • Rośliny doświadczalne (pszenica i esparceta) 314
  • Pokrewieństwo świata owadów i rośliny 123, 124
  • Gnicie (pieprz owadzi)
  • Witalność w glebie 314
  • Ptaki (świat ptaków) 118, 121
  • Świat ptaków 118, 121
  • Hodowla ptaków i hodowla owadów
  • Pełnia Księżyca 244
    • i deszcz

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar W

W

  • Las 110
  • Ciepło 103, 260
    • i krzemień
  • Przemiana ciepła w organizmie (przeziębienie)
  • Stan cieplny a Saturn 224
  • Woda 102, 208
    • jako roznosiciel sił księżycowych 252
    • ponad i pod ziemią 102
  • Wodór i jego działanie 275, 295
  • Zawartość wodoru w nawozie
  • Cykoria podróżnik 249
  • Uprawa winorośli 53, 175
  • Pszenica (skłonność do tworzenia się nasion) 314
  • Przeżuwanie 150, 151
  • Nawożenie łąk kompostem 299
  • Zboże ozime 207, 230
  • Dżdżownice i świat larw w glebie 115, 116
  • Korzeń u drzewa 302
  • Formy korzeni jako wyraz działań kosmicznych i ziemskich 96, 314
  • Pokarm korzeniowy 217
  • Wzrost korzeni 216, 314
  • Ciepło korzeniowe dla roślin

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar X

X


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar Y

Y


A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar Z

Z

  • Kozy 143, 144
  • Hodowla roślin kulturowych 45
  • Hodowla roślin preparatowych
  • Organ-przepona (gleba) 95, 203
  • Dwuczłonowość organizmu zwierzęcego

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9 | Gesamtglossar 0-9

0-9


Filmy

Uroczystość z okazji publikacji książki Manfreda Kletta

Manfred Klett 18 lipca 2021 roku na Dottenfelderhof

Ku czci Manfreda, 18 lipca 2021 roku, w ramach małej uroczystości, spotkali się niektórzy jego towarzysze drogi, którzy dziś należą również do najbardziej znanych postaci w ruchu rolnictwa biologiczno-dynamicznego. Z radością i ulgą świętowano, że Manfred Klett ukończył i opublikował swoją nową książkę „Von der Agrartechnologie zur Landbaukunst".

Przejdź do wykładu

|powrót do Manfreda Kletta ◁

Prezentacja książki „Von der Agrartechnologie zur Landbaukunst" przez współwydawcę Ueliego Hurtera

Tutaj widoczny jest kierownik Sekcji Rolnictwa przy Goetheanum w Dornach, Ueli Hurter. Ueli był również współwydawcą.

„A więc to, co przekazuje się w ręce młodego pokolenia, powinno być przekazane na poziomie co najmniej tak dobrym, a może nawet wyżej rozwiniętym, niż samemu się je przejęło od pokolenia poprzedniego. I że teraz gospodarczo, w sensie ekonomii przedsiębiorstwa, ale też ekonomii narodowej, jest to coś, na co autor wskazuje, że tutaj w istocie rzeczy leży coś, czego właściwie szuka cała gospodarka, mianowicie gospodarka regeneratywna.

Jesteśmy dziś w ogólnej sytuacji z naszą planetą Ziemią, w której bezwzględnie i szybko, i w wielu miejscach potrzebujemy podejść i osadzeń zmierzających ku gospodarce, która nie jest tylko wyeksploatowana, która nie jest tylko obciążająca, która nie pozostawia po sobie jedynie negatywnego wpływu, lecz która jest regeneratywna — i rolnictwo oczywiście poprzez swoją bliskość do procesów życiowych, ale rozumiane jako rolnictwo biodynamiczne, może to pojąć. Jeśli to pojmie, może stać się dawcą impulsów, inspiratorem dla całej gospodarki.

To jest wypracowane w tej książce i jest wezwaniem, aby przyszłe pokolenia wypracowywały to jeszcze wyraźniej, obchodziły się z tym i nie pozostawały tylko w kontekstach rolniczych, lecz wnosiły to do ogólnogospodarczego, ogólnospołecznego dialogu."

Przejdź do transkrybowanego wykładu

powrót do Manfreda Kletta ◁

Przypisy

  1. Zapis słów Rudolfa Steinera podczas położenia kamienia węgielnego pod świątynię różokrzyżowców loży Malsch «Franz von Assisi» według wspomnień Hilde Stockmeyer; z: Rudolf Steiner: Bilder okkulter Siegel und Säulen, GA 284, Dornach 1993, S. 113.
  2. Zob. np.: Mathias Forster, Christopher Schümann: Das Gift und wir, Frankfurt a.M. 2020, 448 S.
  3. BSE: skrót od «Bovine spongiforme Enzephalopathie», epizootia znana również jako «choroba szalonych krów», spowodowana przede wszystkim błędnym żywieniem bydła białkami zwierzęcymi.
  4. «Wir sind auf einer Mission: zur Bildung der Erde sind wir berufen», Novalis (1772–1801, Dichter der deutschen Romantik), Blüthenstaub, § 32.
  5. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtscht, GA 327, Dornach 1999.
  6. Das Schloss Koberwitz existiert noch heute und ist seit 1997 Sitz der polnischen Gemeindeverwaltung von Kobierzyce.
  7. Rudolf Steiner: Kunst und Kunsterkens, GA 271, Dornach 1985, siehe insbesondere die Vorträge vom 15. und 17. Februar sowie 5. und 6. Mai 1918.
  8. Ebd., Vortrag vom 28. Oktober 1909, S. 76.
  9. Das Verhältnis von Ideenerleben und Bodenfruchtbarkeit wird ausführlich im zweiten Teil des Buches behandelt.
  10. Max Weber: Wirtschaft und Gesellschaft, Tübingen 1980, S. 834 ff.
  11. Rudolf Steiner: Nationalökomischer Kurs, GA 340, Vortrag vom 25. Juli 1922, Dornach 2002, S. 33.
  12. Tak wyraził się Rudolf Steiner w tak zwanym pierwszym kursie uniwersyteckim 10 października 1920 roku. Cytat za: Roman Boos: Landwirtschaft und Industrie, Darmstadt 1957, s. 110/111.
  13. CSA, skrót od Community supported Agriculture. Zobacz na ten temat m.in.: Trauger Groh, Steven Mc Fadden: Höfe der Zukunft, gemeinschaftsgetragene/solidarische Landwirtschaft (CSA), Darmstadt 2013, 276 s.
  14. 14
  15. Rudolf Steiner sformułował dla tej orientacji cenowej w swoich Głównych punktach kwestii socjalnej następującą myśl: Cena musi być tak ukształtowana, «aby każdy pracujący otrzymywał za produkt taką wartość wzajemną, jaka jest konieczna do zaspokojenia wszystkich jego potrzeb i potrzeb osób do niego należących, aż do czasu, gdy ponownie wytworzy produkt tej samej pracy. Taki stosunek cenowy nie może powstać w wyniku urzędowego ustalenia, lecz musi być rezultatem żywego współdziałania zrzeszeń działających w organizmie społecznym» (GA 23, Dornach 1976, s. 132)
  16. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989; Ders.: Aus der Akasha-Chronik, GA 11, Dornach 2018.
  17. Ebd.
  18. Rudolf Steiner: Das Johannes-Evangelium, GA 103, Dornach 1995, Vortrag vom 30. Mai 1908.
  19. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989, S. 273 ff. – Eine Datierung der nachatlantischen bzw. nacheiszeitlichen Kulturepochen wird umso eher möglich, je weiter sie fortschreitend in historischen Dokumenten Konturen gewinnen. Diese aber sind nur der äußere Ausdruck einer jeweils vorherrschenden Bewusstseinsverfassung der Menschen ihrer Zeit. Człowiek ma swój prapoczątek w duchowym kosmosie: rozwija on swoją świadomość w spotkaniu ze światem fizyczno-zmysłowym. W tym świecie czasu i przestrzeni działają jednak siły, które również pochodzą z duchowego kosmosu i mają swoje specyficzne źródła w dwunastu regionach zodiaku. Z tych dwunastu regionów, za pośrednictwem Słońca, promieniują impulsy, które pomagają ludzkości osiągać coraz to nowe stopnie świadomości bytu ludzkiego i światowego. To właśnie te impulsy, poprzez twórczość ludzi, nadają piętno epoce kulturowej. Słońce na swojej drodze po ekliptyce w ruchu wstecznym (precesja) potrzebuje na przejście przez zodiak 25 920 lat (platoński rok światowy). W każdej 1/12 tego czasu obiegu, czyli w ciągu 2160 lat, odbiera ono oddziaływania sił jednego regionu zodiaku. Z tej miary czasu wynika czas trwania epoki kulturowej (por. Elisabeth Vreede: Astronomie und Anthroposophie, Dornach 1980, s. 100 i nast.). Każdy z dwunastu regionów zodiaku nosi znak, gwiazdozbiór, którego nazwa sięga prastarych nauk mądrości. Tak więc kultura staroindyjska, pierwsza z siódemki kultur poatlantydzkich, stoi pod «znakiem Raka», wskazując na to, że kończąca się epoka atlantydzka (neozoik) ulega inwolucji, a nowa, poatlantydzka (czwartorzęd), ewoluuje. Następująca po niej kultura praperska stoi pod znakiem «Bliźniąt», wskazując na polaryzację światła i ciemności itd. W wielu rozważaniach, które Rudolf Steiner w swoich pismach i wykładach poświęca epokom kulturowym, charakteryzuje on stopnie świadomości, które ludzkość zdobywa w postępującym opanowywaniu ziemskich uwarunkowań. Przejścia od jednej do następnej z tych epok są płynne. Wynikają one z pojawiania się i wygasania panujących w danym czasie impulsów duchowych pochodzących z regionów zodiaku. Dotyczy to również czwartego okresu poatlantydzkiego. Jednakże dla tego okresu Rudolf Steiner podaje jednocześnie datowanie początku i końca, które ma określone co do roku astronomiczne odniesienie do regionu zodiaku Barana. Początek grecko-rzymskiej epoki kulturowej przypada zatem na rok 747 p.n.e., a jej koniec, po upływie 2160 lat, na rok 1413 (Rudolf Steiner: Głębsze impulsy rozwojowe ludzkości, 12 czerwca 1917, publikacja w przygotowaniu). Na podstawie tych odnoszących się do kosmicznego rytmu danych liczbowych można obliczyć daty dla poprzedzających wielkich kultur, jak również dla tych, które następują po niej i które rozpoczęły się w 1413 r. n.e. wraz z obecną epoką duszy świadomościowej.
  20. Rudolf Steiner: Geistige Hierarchien und ihre Widerspiegelung in der physischen Welt, GA 110, Dornach 1991, S. 120.eit.
  21. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach, 1999 S. 44: «dass der Erdboden eine Art Organ ist in dem Organismus, der sich im Naturwachstum überall zeigt, wo eben ein solches Naturwachstum ist.»
  22. Rudolf Steiner: Das Johannes-Evangelium, GA 103, Dornach 1995, Vortrag vom 29. Mai 1908.
  23. Rudolf Steiner: Das Matthäus-Evangelium, GA 123, Vortrag vom 1. September 1910, Dornach 1988, S. 27.
  24. Ebd., S. 28f.
  25. Walther Hinz: Zarathustra, Stuttgart 1961, 271 S.
  26. Markus Osterrieder, Peter Guttenhöfer: Die Durchlichtung der Welt: Altiranische Geschichte, Bildungswerk Beruf und Umwelt, Kassel 2008, 60 S.
  27. Karl Heyer: Von der Atlantis bis Rom, Beiträge zur Geschichte des Abendlandes, Band I, Stuttgart 1997, 254 S.
  28. Manfred Klett: «Die Entstehung der Kulturpflanzen und das Saatgut als das Kulturerbe der Menschheit», in: Manfred Christ (Hrsg.): Bedrohte Saat, Basel 2010, 328 S.
  29. Rudolf Steiner:Theosophie, GA 9, Kap. IV. «Leib, Seele und Geist», Dornach 2003, S. 57 f.
  30. Norbert Benecke:Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 1994, S. 68.
  31. Rudolf Steiner: Okkulte Geschichte, GA 126, Vortrag vom 28. Dezember 1910, Dornach 1992.
  32. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989, S. 280f.
  33. Rudolf Steiner: Okkulte Geschichte, GA 126, Vortrag vom 28. Dezember 1910, Dornach 1975, S. 42.
  34. Emil Bock: Urgeschichte. Das Alte Testament und die Geistesgeschichte der Menschheit I, Stuttgart 1951, S. 151.
  35. Ebd., S. 160.
  36. Rudolf Steiner: Der Orient im Lichte des Okzidents, GA 113, Vortrag vom 28. August 1909, Dornach 1982.
  37. Rudolf Steiner:Das Johannes-Evangelium, GA 103, Vortrag vom 30. Mai 1908, Dornach 1995, S. 172f.
  38. Näheres siehe: Rudolf Steiner:Die Mission einzelner Volksseelen im Zusammenhange mit der germanisch-nordischen Mythologie, GA 121, Vortrag vom 15. Juni 1910, Dornach 2017.
  39. Frank Teichmann:Der Mensch und sein Tempel: Griechenland, Stuttgart 1980, S. 79. – Zum Organismus-Gedanken siehe auch: Renatus Derbidge (Hrsg):Rudolf Steiner: Organisches Denken, Basel 2020, 256 S.
  40. Eos (starogreckie Ἠώς, Ēōs), bogini jutrzenki w mitologii greckiej; odpowiada Aurorze w mitologii rzymskiej.
  41. Rudolf Steiner: Vor dem Tore der Theosophie, GA 95, Vortrag vom 1. September 1906, Dornach 1990, S. 107.
  42. Rudolf Steiner: Die Theosophie des Rosenkreuzers, GA 99, Vortrag vom 4. Juni 1907, Dornach 1985, S. 135.
  43. Vergil: Sämtliche Werke, Heimeran 1975.
  44. Rudolf Steiner: Das Johannes-Evangelium, GA 103, Vortrag vom 30. Mai 1908, Dornach 1995, S. 172f.
  45. Dwie postacie, Prometeusz i Epimeteusz, stoją w mitologii greckiej za myśleniem samodzielnym, aktywnym, wybiegającym w przyszłość (prometejskim) i za myśleniem zwróconym wstecz, raczej biernym, receptywnym (epimeteicznym).
  46. Will Richter (Hrsg.): Lucius Iunius Moderatus Columella: De res rustica, 5. Buch. 10. Kapitel: Über den Obstbau, S. 605–630, München und Zürich 1981.
  47. Rudolf Steiner: Aus der Akasha-Forschung. Das fünfte Evangelium, GA 148, Vortrag vom 5. Oktober 1913, Dornach 1992, S. 63.
  48. Rudolf Steiner: Die geistigen Wesenheiten in den Himmelskörpern und Naturreichen, GA 136, Vortrag vom 13. April 1912, Dornach 1996, S. 178f.
  49. Rudolf Steiner: Die Apokalypse des Johannes, GA 104, Vortrag vom 17. Juni 1908, Dornach 1985, S. 25.
  50. Ebd., S. 26. W 2 Mż 3,13-15 w Biblii Tysiąclecia odnośne miejsce brzmi następująco: «Mojżesz zaś rzekł Bogu: ‹Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im powiem?› Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: Jahwe, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia.»
  51. Rudolf Steiner: Die Apokalypse des Johannes, GA 104, Vortrag vom 17. Juni 1908, Dornach 1985, S. 31.
  52. Rudolf Steiner: Das Markus-Evangelium, GA 139, Vortrag vom 21. September 1912, Dornach 1985, S. 146.
  53. Rudolf Steiner: Von Jesus zu Christus, GA 131, Vortrag vom 8. Oktober 1911, Dornach 1988, S. 100.
  54. Rudolf Steiner: Das Johannes-Evangelium, GA 103, Vortrag vom 22. Mai 1908, Dornach 1995.
  55. Alfred W. Crosby: Die Früchte des weißen Mannes – Ökologischer Imperialismus 900–1900, Frankfurt, New York 1991, 280 S.
  56. Alfred W. Crosby: Die Früchte des weißen Mannes – Ökologischer Imperialismus 900–1900, Frankfurt, New York 1991, 280 S.
  57. Rudolf Steiner: Antropozofia, trójczłonowość społeczna i sztuka przemawiania, GA 339, wykład z 12 października 1921, Dornach 1984, s. 29.
  58. Ebd., Vortrag vom 15. Oktober 1921, S. 86.
  59. Rudolf Steiner: Die Kernpunkte der Sozialen Frage in den Lebensnotwendigkeiten der Gegenwart und Zukunft, GA 23, Dornach 1976.
  60. Walter Weber (Hrsg.): Johann Valentin Andreae: Die chymische Hochzeit des Christian Rosenkreuz Anno 1459, mit Beiträgen von Rudolf Steiner und Walter Weber, Basel 1987, 224 S.
  61. Aus: Wilhelm Abel: Geschichte der deutschen Landwirtschaft, Stuttgart 1967, S. 265.
  62. Ebd., S. 202.
  63. Vgl. Rudolf Steiner: Von Jesus zu Christus, GA 131, Vortrag vom 13. Oktober 1911, Dornach 1988, S. 194 ff.; sowie Emil Bock: Die Boten des Geistes, Stuttgart 1967, S. 55.
  64. Johann Valentin Andreae: Allgemeine und Generalreformation der ganzen weiten Welt – beneben der Fama Fraternitatis, des löblichen Ordens des Rosenkreuzes, an alle Gelehrte und Häupter Europa geschrieben, Kassel 1614.
  65. Johann Heinrich Jung-Stilling: Lebensgeschichte, München 1968.
  66. Edward John Russel, John August Voelker: Fifty years of field experiments at the Woburn Experimental Station, Rothamoted Monographs on Agricultural Science, London 1936.
  67. Ernst Klapp: Lehrbuch des Acker- und Pflanzenbaus. Berlin, Hamburg 1967, 611 S.
  68. Justus von Liebig: Die organische Chemie in ihrer Anwendung auf Agrikulturchemie und Physiologie, Braunschweig 1840.
  69. Asmus Petersen: Schultz-Lupitz und sein Vermächtnis, Stiftung Ökologischer Landbau (SÖL), Sonderausgabe Nr. 38, 2. Aufl. 1992, 66 S. Mit Vorworten von Gerhardt Preuschen und Wolfgang Schaumann.
  70. Heraklit (przedsokratyczny filozof, ok. 520–460 p.n.e.), fragment DK B 53: «Krieg ist aller Dinge Vater, aller Dinge König. Die einen macht er zu Göttern, die anderen zu Menschen,
  71. Friedrich Aereboe: Allgemeine landwirtschaftliche Betriebslehre, Berlin 1920.
  72. Laut Auskunft der Gesellschaft für Agrargeschichte e.V. Ffm.
  73. Vgl. Thomas von Aquin: Summa Theologica, Questia 10, Proemium.
  74. Johann Wolfgang von Goethe: Goethes Werke, «Urworte Orphisch», Hamburger Ausgabe, Bd. 1, München 1978, S. 359.
  75. Rudolf Steiner: Die Kernpunkte der sozialen Frage in den Lebensnotwendigkeiten der Gegenwart und Zukunft, GA 23, Dornach 1976.
  76. Siehe hierzu insbesondere: Rudolf Steiner: Die großen Fragen der Zeit und die anthroposophische Geisterkenntnis, GA 336, Basel 2019; sowie ders.: Zu sozialen und wirtschaftlichen Fragen, GA 332b, Dornach, Basel 2020.
  77. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1999.
  78. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S.103.
  79. Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 42.
  80. Ebd., S. 43.
  81. Zob. w szczególności: Andreas Suchantke: Metamorphose: Kunstgriff der Evolution, Stuttgart 2002, 332 S.
  82. Rudolf Steiner: Die Erkenntnis des Menschenwesens nach Leib, Seele und Geist. Über frühe Erdenzustände, GA 347, Vortrag vom 9. August 1922, Dornach 1995, S. 53.
  83. Ebd., S. 61.
  84. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1995, Vorträge vom 10. und 12. Juni 1924.
  85. Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924.
  86. Ebd.
  87. Die Vermutung ist, dass die Bildung vorzüglich ein Winter- und die Auflösung (Verwitterung) ein Sommerprozess ist.
  88. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1995, Vorträge vom 10. und 12. Juni 1924.
  89. Ebd.
  90. Siehe hierzu die Forschungen von Gerhard Jentzsch am Lehrstuhl für Angewandte Geophysik an der Universität Jena.
  91. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1995, Vorträge vom 10. und 12. Juni 1924.
  92. Do tej koncepcji żywienia i karmienia zob.: Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, insbesondere Vortrag vom 16. Juni 1924.
  93. Rudolf Steiner: Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Kap. «Die Wesensglieder des Menschen», Dornach 1989.
  94. Siehe z.B. Astronomia magna oder die ganze Philosophia saga der Großen und Kleinen Welt(1537/38): «Denn alle creata seind buchstaben und bücher, des menschen herkomen zu beschreiben.» – Aus: Theophrast von Hohenheim gen. Paracelsus, Sämtliche Werke, 1. Abteilung, hrsg. von Karl Sudhoff, München-Berlin 1929, Bd. XII, S. 32.
  95. Johann Wolfgang von Goethe: Maximen und Reflexionen, Hamburger Ausgabe, Bd. 12, München 1987.
  96. Lothar Vogel: Der dreigliedrige Mensch, Dornach 1979, S. 147.
  97. Rudolf Steiner, Ita Wegman: Grundlegendes für eine Erweiterung der Heilkunst, GA 27, Dornach 1991, S. 35.
  98. Vgl. hierzu Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1999, GA 327, insbesondere die Vorträge vom 7., 10. und 14. Juni 1924.
  99. Vgl. hierzu Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1999, GA 327, insbesondere die Vorträge vom 7., 10. und 14. Juni 1924.
  100. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Vortrag vom 11. Juni 1924, GA 327, Dornach 1999, S. 68f.
  101. Leonard Jentgens: Vom Altersklassen-Einheitsforst zum naturgemäßen Dauerwald, Borchen 2015, 60 S.
  102. Walther Cloos: Werdende Natur, Dornach 1966, 141 S.
  103. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  104. Rudolf Steiner: Anthroposophische Leitsätze, GA 26, Dornach 2020, darin der Brief «Der Mensch in seiner makrokosmischen Wesenheit».
  105. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 97.
  106. Ebd., Vortrag vom 14. Juni 1924, S. 193.
  107. Ebd., Vortrag vom 15. Juni 1924.
  108. Rudolf Steiner: Die Welt der Elementarwesen, ausgewählte Texte herausgegeben von Almut Bockemühl, Dornach 2005.
  109. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993, Vorträge vom 2., 3. und 4. November 1923.
  110. Ebd., Vorträge vom 2., 3., 4. November 1923.
  111. Rudolf Steiner: Ebd.
  112. Rudolf Steiner: Die Apokalypse des Johannes, GA 104, Dornach 1985.
  113. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993, Vortrag vom 19. Oktober 1923.
  114. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993, Vortrag vom 27. Oktober 1923.
  115. Siehe z.B.: Einhard Bezzel und Roland Prinzinger: Ornithologie, Stuttgart 1990, S. 269.
  116. Ernst-Michael Kranich: Wesensbilder der Tiere. Einführung in goetheanistische Zoologie, Stuttgart 2004, 386 S. – Siehe auch die Aussagen Rudolf Steiners in: Die Welt der Vögel, herausgegeben und kommentiert von Hans-Christian Zehnter, Basel 2015, 288 S. sowie in: Die Welt der Tiere. Herausgegeben und kommentiert von Hans-Christian Zehnter, Basel 2007, 182 S.
  117. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993, Vortrag vom 19. Oktober 1923.
  118. Ebd., Vortrag vom 3. November 1923.
  119. Wolfgang Schad (Hrsg.): Goetheanistische Naturwissenschaft, Band 3: Zoologie, Stuttgart 1983, Seite 31. Siehe auch ders.: Säugetiere und Mensch, Stuttgart 2012, 1255 S.
  120. Siehe hierzu Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, Vortrag vom 26. Oktober 1923, GA 230, Dornach 1993, S. 73. Siehe auch: Hans-Christian Zehnter (Hrsg.) Warum singen Vögel?, Zürich 2018, 240 S.
  121. Hans Steiner: «Die Lebensgemeinschaft des Apfelbaums», Der Obstbau Nr. 3–5, 1958.
  122. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1999, S. 183/84.
  123. Norbert Bennecke: Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 2000, 470 S.
  124. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993, Vortrag vom 3. November 1923.
  125. Rudolf Steiner: Natur- und Geistwesen – ihr Wirken in unserer sichtbaren Welt, Vortrag vom 2. Februar 1908, vormittags, GA 98, Dornach 1996.
  126. Rudolf Steiner: Das Hereinwirken geistiger Wesenheiten in den Menschen, GA 102, Dornach 2001, Vorträge vom 16. Mai 1908, 1. Juni 1908, 4. Juni 1908.
  127. Christian Morgenstern: Wer vom Ziel nichts weiß, Aphorismen, Piper, München 1964, S. 89.
  128. Rudolf Steiner: Mensch und Welt. Das Wirken des Geistes in der Natur. Über das Wesen der Bienen, Dornach 1999, Vortrag vom 28. November 1923. – Siehe auch: Rudolf Steiner: Die Welt der Bienen, herausgegeben und kommentiert von Martin Dettli.
  129. Rudolf Steiner: Mensch und Welt. Das Wirken des Geistes in der Natur. Über das Wesen der Bienen, Dornach 1999, Vortrag vom 28. November 1923.
  130. Beate und Leopold Peitz: Hühnerhalten, Stuttgart 1995, 187 S.
  131. Ebd.
  132. Vgl. hierzu: Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 15. Juni 1924.
  133. Peter Steffen, Karl Schardax, Gernot Kürzel: Schweineglück, Bibel der Schweine, Graz 2008, 392 S.
  134. Ebd.
  135. Norbert Benecke: Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 1994, 470 S.
  136. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 59.
  137. Norbert Benecke: Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 1994, 470 S.
  138. Ebd., S. 226.
  139. Ebd., S. 348.
  140. Bernhard Grzimek: Grzimeks Tierleben, Enzyklopädie des Tierreichs, Band 13, Säugetiere 4, München 1971, S. 470.
  141. Norbert Benecke: Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 1994, S. 247.
  142. Norbert Benecke: Der Mensch und seine Haustiere, Stuttgart 1994, 470 S.
  143. Bernhard Grzimek: Grzimeks Tierleben, Enzyklopädie des Tierreichs, Band 13, Säugetiere 4, Augsburg 2000, S. 375.
  144. Ebd., S. 377.
  145. Zob. np.: Rudolf Steiner: Natur- und Geistwesen – ihr Wirken in unserer sichtbaren Welt, GA 98, Vortrag vom 7. Juni 1908, Dornach 1996, S. 96–97.
  146. Anita Idel: Die Kuh ist kein Klimakiller, Marburg 2012, 210 S.
  147. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, Seite 59.
  148. Siehe z.B.: Rudolf Steiner: Die geistigen Wesenheiten in den Himmelskörpern und Naturreichen, GA 136, Vortrag vom 6. April 1912.
  149. Klaus Löffler, Gotthold Gäbel, Helga Pfannkuche: Anatomie und Physiologie der Haustiere, Stuttgart 2018, 375 S.
  150. Rolf Krahmer, Lothar Schröder: Anatomie der Haustiere, Leipzig 1985, S. 201ff.
  151. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 96 ff.
  152. Rudolf Steiner: Die Stufen der höheren Erkenntnis, GA 12, Dornach 1993.
  153. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 16. Juni 1924, Dornach 1999, S. 201.
  154. Ebd., Vortrag vom 12. Juni 1924, S. 98.
  155. Ebd., S. 99.
  156. Johann Wolfgang von Goethe: Italienische Reise, Hamburger Ausgabe, Bd. 11, München 1978, S. 269; Ausspruch von Bauern auf Sizilien, 19. April 1787.
  157. Novalis (Friedrich von Hardenberg): Fragmente, zit. nach Manfred Klett.
  158. Novalis (Friedrich von Hardenberg): Fragmente 1, Bd. 1, Heidelberg 1957, S. 35.
  159. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1979.
  160. Rudolf Steiner: Wie erlangt man Erkenntnisse der höheren Welten?, GA 10, Dornach 1992.
  161. Siehe Rudolf Steiner: Soziale Ideen, soziale Wirklichkeit, soziale Praxis, GA 337a, Studienabend vom 16. Juni 1920, Dornach 1999, S. 220f.
  162. Trauger Groh, Steven Mc Fadden: Farms of Tomorrow Revisited, Community Supported Farms – Farm Supported Communities, Kimberton 1997, 312 S.
  163. Tom Petherick: Biodynamics in Practice, Life on a Community owned Farm, Sophia Books, The Square, Forest Row 2010, 128 S.
  164. Johann Wolfgang von Goethe: Faust I, Vers 1973, Hamburger Ausgabe, Dramatische Dichtungen, Bd. 1, München 1976.
  165. Zob. np. Rudolf Steiner: Wahrspruchworte, GA 40, Dornach 1998.
  166. Potrzeby wyrastają z głębin nieświadomości ciała oraz z jaśniejszych podziemi przeżycia duszy i ducha. Są zakorzenione w woli, w której żyje duchowy prabyt człowieka — Ja. W cielesnej potrzebie, np. głodzie i pragnieniu, porusza się impuls wyrównania nierównowagi w cielesnych czynnościach organicznych. Duchowo-duszyczna potrzeba dąży do tego, by wyzwolić się z przywiązania do cielesnych procesów i swobodnie oddać się w służbę etyczno-moralnych ideałów. Tak więc co do swej treści potrzeba jest czymś duchowym, a środki jej zaspokojenia są zadaniem gospodarowania.
  167. Zob. na ten temat np.: Rudolf Isler, Ueli Hurter: Assoziatives Wirtschaften. Was verstand Rudolf Steiner unter einer wirtschaftlichen Assoziation?, Dornach 2019, 96 S.; oraz: Stefan Leber (Hrsg.): Die wirtschaftlichen Assoziationen, Beiträge zur Brüderlichkeit im Wirtschaftsleben, Band 2, Stuttgart 1987, 352 S.
  168. Betriebsgemeinschaft Dottenfelderhof, Bad Vilbel, Deutschland.
  169. Zu diesem Terminus siehe Rudolf Steiner: Die Weihnachtstagung zur Begründung der Allgemeinen Anthroposophischen Gesellschaft 1923/24, GA 260, Dornach 1994, Nr. 11 der Statuten, S. 53.
  170. Rudolf Steiner: Anthroposophische Gemeinschaftsbildung, GA 257, Vortrag vom 27. Februar 1923, Dornach 1989, S. 116.
  171. Johann Wolfgang von Goethe: Wilhelm Meisters Wanderjahre, Hamburger Ausgabe, Bd. 8, München 1972, «Zweites Buch».
  172. Adalbert Graf von Keyserlingk: Koberwitz 1924, Stuttgart 1974, S. 70.
  173. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaft und soziale Frage, in: Luzifer – Gnosis 1903–1908, GA 34, Dornach 1987, S. 213: «Das Heil einer Gesamtheit von zusammenarbeitenden Menschen ist um so größer, je weniger der einzelne die Erträgnisse seiner Leistungen für sich beansprucht, das heißt, je mehr er von diesen Erträgnissen an seine Mitarbeiter abgibt, und je mehr seine eigenen Bedürfnisse nicht aus seinen Leistungen, sondern aus den Leistungen der anderen befriedigt werden.» (Dobrobyt zbiorowości współpracujących ludzi jest tym większy, im mniej jednostka rości sobie pretensje do owoców własnych zasług, to znaczy im więcej z tych owoców oddaje współpracownikom, i im bardziej jej własne potrzeby zaspokajane są nie z jej własnych zasług, lecz z zasług innych.)
  174. Rudolf Steiner: Ebd. – Siehe auch: Stefan Leber (Hrsg.): Das soziale Hauptgesetz, Beiträge zum Verhältnis von Arbeit und Einkommen, Stuttgart 1986, 280 S.
  175. Joh 8,32.
  176. Siehe hierzu u.a.: Rudolf Steiner: Die Kernpunkte der sozialen Frage, GA 23, Dornach 1976; sowie ders.: Zu sozialen und wirtschaftlichen Fragen der Gegenwart, GA 332b, Dornach 2020.
  177. Jochen Bockemühl: «Elemente und Äther – Betrachtungsweisen der Welt», in: Ders. (Hrsg.): Erscheinungsformen des Ätherischen. Wege zum Erfahren des Lebendigen in Natur und Mensch, Stuttgart 1985, S. 11–56.
  178. Jochen Bockemühl: Ebd.
  179. J.W. Goethe: Faust, Zweiter Teil, Vers 6922, Hamburger Ausgabe, Bd. 3, München 1976.
  180. Jochen Bockemühl: Ebd.
  181. Zobacz na ten temat np. Rudolf Steiner: Tajemna Wiedza w zarysie, GA 13.
  182. Zobacz np. Rudolf Steiner: Jak osiągnąć poznanie wyższych światów?, GA 10.
  183. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, wykład z 10 czerwca 1924, Dornach 1999, s. 50.
  184. Zjawisko to w nowoczesnych odmianach hodowanych na wysoką tolerancję azotową jest trudne do zaobserwowania.
  185. Rudolf Steiner: Das Miterleben des Jahreslaufes in vier kosmischen Imaginationen, GA 229, Vortrag vom 6. Oktober 1923, Dornach 1999, S. 23.
  186. Grecy nazywali kryształowe niebo Uranosem (gr. Οὐρανός, Ouranos; łac. Uranus, Coelus lub Caelum, sklepienie niebieskie). Kryształowe niebo pojawia się w Boskiej Komedii Dantego. W tradycji ezoteryczno-okultystycznej przechowuje ono owoce wcześniejszego szeregu ewolucji. Obejmuje sklepienie niebieskie i niebo gwiazd stałych.
  187. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 49.
  188. Willi Laatsch: Dynamik der Mitteleuropäischen Mineralböden, Dresden und Leipzig 1957, 280 S.
  189. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989, Kap. «Die Weltentwicklung und der Mensch», S. 193.
  190. Willi Laatsch: Ebd., S. 47.
  191. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 82f.
  192. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 47.
  193. Rudolf Steiner: Ebd., S. 46.
  194. Günter Trolldenier: Bodenbiologie. Die Bodenorganismen im Haushalt der Natur, Stuttgart 1982, 152 S.
  195. Ernst Haeckel: Generelle Morphologie, Band II: Allgemeine Entwicklungsgeschichte der Organismen, 1866/1906.
  196. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  197. Wilhelm Troll, Karl Höhn: Allgemeine Botanik, Stuttgart 1972, 994 S.
  198. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 53.
  199. Gerhard Geisler: Pflanzenbau, Berlin-Hamburg 1988, 2. Aufl., S. 132.
  200. Wilhelm Troll, Karl Höhn: Allgemeine Botanik, Stuttgart 1972, S. 499.
  201. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 14. Juni 1924, Dornach 1999, S. 155.
  202. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 55.
  203. Rudolf Steiner: Ebd., Notizen im Anhang, S. 274.
  204. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 59.
  205. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 15. Juni 1924, S. 192.
  206. Manfred Klett: Untersuchungen über Licht- und Schattenqualität in Relation zum Anbau und Test von Kieselpräparaten zur Qualitätshebung, Inst. f. Biol.-Dyn. Forschung, Darmstadt 1968.
  207. Johannes Klein: Der Einfluss verschiedener Düngearten in gestaffelter Dosierung auf Qualität und Haltbarkeit pflanzlicher Produkte, Inst. f. Biol.-Dyn. Forschung, Darmstadt 1968.
  208. Ilias Samaras: Nachernteverhalten unterschiedlich gedüngter Gemüsearten mit besonderer Berücksichtigung physiologischer und mikrobieller Parameter, Dissertation, Gießen 1977.
  209. Herbert Koepf, Bo D. Petterson, Wolfgang Schaumann: Biologische Landwirtschaft, Stuttgart 1980, 303 S.
  210. Wilfried Kamphausen: «Qualität im biologisch-dynamischen Obstbau», in: Markus Hurter (Hrsg.): Zur Vertiefung der biologisch-dynamischen Landwirtschaft, Dornach 2007, 377 S.
  211. Paul Doesburg et al.: «Standardisation and performance of a visual Gestalt evaluation of biocrystallisation patterns reflecting ripening and decomposition processes in food samples». Biological Agriculture & Horticulture: An International Journal for sustainable Production Systems, 2014, S. 1–18.
  212. Zob. np. Rudolf Steiner: Der Jahreskreislauf als Atmungsvorgang der Erde und die vier großen Festeszeiten, GA 223, Dornach 1990.
  213. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Fragenbeantwortung vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S.109.
  214. Chaotyzacja oznacza przeniesienie tego, co uformowane, w stan nieukształtowany. W tym przypadku oznacza to mechaniczne przerwanie, spulchnienie i wymieszanie struktury gleby, która narastała przez złożone procesy życiowe w minionym cyklu rocznym (bodengare), jej wzburzenie, przesunięcie cząstek glebowych w pionie i poziomie. Wierzchnia warstwa gleby uformowana przez życie zostaje w stopniach przybliżona do nieorganicznego stanu przestrzennego sąsiedztwa. Ta mechaniczna chaotyzacja przygotowuje glebę na przyjęcie napływających sił kształtujących zimy oraz ożywiających na nowo sił budujących z planet i Słońca przyszłej wiosny.
  215. Walter Feuerlein: eräte zur Bodenbearbeitung, Stuttgart 1971, S. 40.
  216. Ebd., S. 39.
  217. Rudolf Steiner: Grundlegendes für eine Erweiterung der Heilkunst, GA 27, Dornach 1991, S. 25 f.
  218. Siehe auch: Hermann Poppelbaum: «Begriff und Wirkungsweise des Ätherleibs», in Jochen Bockemühl (Hrsg.): Erscheinungsformen des Ätherischen, Stuttgart 1985, S. 179–195.
  219. Hermann Poppelbaum: Ebd.
  220. Ernst Marti: Die vier Äther – zu Rudolf Steiners Ätherlehre, Stuttgart 2016, 60 S.
  221. Gerhard Geisler: Pflanzenbau. Ein Lehrbuch – Biologische Grundlagen und Technik der Pflanzenproduktion, Berlin-Hamburg, 1988, S. 506.
  222. Eduard von Boguslawski: Ackerbau, Grundlagen der Pflanzenproduktion, Frankfurt 1981, S. 237 f.
  223. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 80.
  224. Ebd., S. 80.
  225. Ebd., S. 71.
  226. Wolfgang Holzner, Johann Glauninger: Ackerunkräuter: Bestimmung, Biologie, Landwirtschaftliche Bedeutung, Graz 2005, 264 S.
  227. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, Dornach 1999, Vortrag vom 14. Juni 1924, S. 155 f.
  228. Ebd., S. 156.
  229. Lilly Kolisko: «Der Mond und das Pflanzenwachstum», in Gäa Sophia, Bd. II, Dornach 1927, S. 349–357.
  230. Hartmut Spieß: «Chronobiologische Untersuchungen mit besonderer Berücksichtigung lunarer Rhythmen im biologisch-dynamischen Pflanzenbau», Schriftreihe Institut für Biologisch-Dynamische Forschung, Bd. 3, Darmstadt 1994, 272 S.
  231. Jürgen Appel: «Unkrautregulierung ohne Herbizide. Erfahrungen auf Betrieben der biologisch-dynamischen und organisch-biologischen Wirtschaftsweisen», Schriftreihe Lebendige Erde, Darmstadt 1982, 113 S.
  232. Ebd.
  233. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 53.
  234. Ebd., S. 155.
  235. Helmut Voitl, Elisabeth Guggenberger, Josef Willi: Das große Buch vom biologischen Land- und Gartenbau, Wien 1992, 367 S.
  236. Zob. np. Rudolf Steiner: Meditative Betrachtungen und Anleitungen zur Vertiefung der Heilkunst, GA 316, Dornach 2003, Vortrag vom 3. Januar 1924, S. 33 f.
  237. Vgl. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 14. Juni 1924, Dornach 1999, S.166/67.
  238. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Fragenbeantwortung vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 109.
  239. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 20. Juni 1924, Dornach 1999, S. 11.
  240. Ebd., S. 20.
  241. Rudolf Steiner: Anthroposophische Leitsätze, GA 26, «Von der Natur zur Unternatur», Dornach 1998, S. 255 ff.
  242. Rudolf Steiner: Grundlegendes für eine Erweiterung der Heilkunst nach geisteswissenschaftlichen Erkenntnissen, GA27, Dornach 1991, S. 20).
  243. Rudolf Steiner: Einleitungen zu Goethes Naturwissenschaftlichen Schriften, Kap. X. «Wissen und Handeln im Lichte der Goetheschen Denkweise», GA 1, Dornach 1987, S. 171.
  244. Rudolf Steiner: Einleitungen zu Goethes Naturwissenschaftlichen Schriften, Kap XVI. «Goethe als Denker und Forscher», GA 1, Dornach 1987, S. 274.
  245. Zitiert nach Jos Verhulst: Der Glanz von Kopenhagen, geistige Perspektiven der modernen Physik, Stuttgart 1994, S. 15.
  246. Ebd., S. 17.
  247. Ebd., S. 173.
  248. Rudolf Steiner: Konferenzen mit den Lehrern der freien Waldorfschule Stuttgart, 2. Bd., GA 300b, Konferenz vom 21. Juni 1922, Dornach 2019, S. 152.
  249. Martin Rozumek, Peter Buck (Hrsg.): Das Chemische und die Stoffe, Zugänge zur Chemie, Dornach 2008, Kap.: «Einleitung», S. 7.
  250. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 20. Juni 1924, Dornach 1999, S. 64f.
  251. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 122.
  252. Cytat brzmi w oryginale: «Leiblichkeit ist das Ende der Werke Gottes»; z: Biblisches und Emblematisches Wörterbuch («Słownik biblijny i emblematyczny») niemieckiego teologa Friedricha Christopha Oetingera (1702–1782).
  253. Zob. np. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  254. Rudolf Steiner: Theosophie, GA 9, Dornach 2003, S. 50.
  255. Johann Wolfgang von Goethe: Maximen und Reflektionen, Nr. 720, Hamburger Ausgabe, Bd. 12, München 1987.
  256. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 42.
  257. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 47.
  258. Manfred Klett: Die boden- und gesteinsbürtige Stofffracht von Oberflächengewässern, Arbeiten der Landwirtschaftlichen Hochschule Hohenheim, Bd. 35, 1965, S. 42.
  259. Martin Hartmann et al. (2015): Distinct soil microbial diversity under long-term organic and conventional farming, ISME Journal, 9, S. 1177–1194.
  260. Christoph Felgentreu, Kirsten Engelke: Konzepte zur Erhaltung der Bodenfruchtbarkeit, Deutsche Saatveredelung AG, Lippstadt.
  261. Lexikon der Biologie, https: www.spektrum.de.
  262. Rudolf Steiner: Die Schöpfung der Welt und des Menschen, Erdenleben und Sternenwirken, GA 354, Vortrag vom 9. August 1924, Dornach 2000, S. 154.
  263. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 73.
  264. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 15. Juni 1924, Dornach 1999, S. 192.
  265. Ebd., S. 192.
  266. Ebd., Vortrag vom 13. Juni 1924, S. 122.
  267. Helmut Snoek, Horst Wülfrath: Das Buch vom Steinmehl, Entstehung, Verwendung und Bedeutung im Land- und Gartenbau, Hamburg 2000, 144 S.
  268. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 94.
  269. Ebd., Fragenbeantwortung vom 12. Juni 1924, S. 117.
  270. Georg Wagner: Einführung in die Erd- und Landschaftsgeschichte, Öhringen 1960, 694+208 S.
  271. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 53.
  272. Ebd., Vortrag vom 12. Juni 1924, S. 91.
  273. Krafft von Heynitz, Georg Merckens: Das biologische Gartenbuch, Stuttgart 1994, 351 S.
  274. In Bezug auf die praktische Handhabe der Kompostbereitung sei auf die einschlägigen Publikationen der oben genannten Autoren verwiesen; sowie auf Friedrich Sattler, Eckard von Wistinghausen: Der landwirtschaftliche Betrieb, Biologisch-Dynamisch, Stuttgart 1989, 333 S.; sowie auf Herbert Koepf, Wolfgang Schaumann, Manon Hacius: Biologisch-dynamische Landwirtschaft: Eine Einführung, Stuttgart 1996, 368 S.
  275. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 90.
  276. Jochen Bockemühl: Vom Leben des Komposthaufens, Dornach 1981, 67 S.
  277. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 92.
  278. Rudolf Steiner: Grundelemente der Esoterik, GA 93a, 30. September 1905, Dornach 1987, S. 44 f.
  279. Siehe hierzu Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, Kap. «Die Weltentwicklung und der Mensch», GA 13, Dornach 1989.
  280. Krafft von Heynitz: Kompost im Garten, Stuttgart 1999, 127 S.
  281. Ustna informacja Matthiasa Guépina, wykładowcy w Emerson College (GB) i doradcy w Kenii.
  282. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 15. Juni 1924, Dornach 1999, S. 184.
  283. KTBL: Faustzahlen für den ökologischen Landbau, Darmstadt 2015, 760 S.
  284. Herbert Koepf, Bo D. Petterson, Wolfgang Schaumann: Biologische Landwirtschaft, Stuttgart 1980, 303 S.
  285. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 47.
  286. Manfred Klett: Untersuchungen über Licht- und Schattenqualität in Relation zum Anbau und Test von Kieselpräparaten zur Qualitätshebung, Darmstadt 1968, 117 S.
  287. Wilhelm Troll: Allgemeine Botanik, Stuttgart 1959, 927 S.; Gerbert Grohmann: Die Pflanze, Berlin 2013, 448 S.; Jochen Bockemühl: «Bildebewegungen im Laubblattbereich höherer Pflanzen» (Ruchy kształtujące w obszarze liści wyższych roślin), Elemente der Naturwissenschaft Nr. 4: 7–23, 1966.
  288. Ehrenfried Pfeiffer: 1899–1961, pionier stosowanych badań antropozoficznych, który wychodząc od wskazówek Rudolfa Steinera dla badania sił kształtujących, rozwinął metodę wrażliwej krystalizacji chlorku miedzi; wspólnie z Guentherem Wachsmuthem (1893–1963) pod kierunkiem Rudolfa Steinera sporządził w latach 1922/23 po raz pierwszy preparat z nawozu w rogu. Do końca lat trzydziestych XX wieku prowadził razem z Guentherem Wachsmuthem laboratorium badawcze przy Goetheanum. Od końca lat trzydziestych rolnik i doradca rolniczy w USA.
  289. Alla Selawry, Olleg Selawry: Die Kupferchloridkristallisation in Naturwissenschaft und Medizin, Stuttgart 1957, 232 S.
  290. Friedrich Vincenz von Hahn: Thesigraphie, Wiesbaden 1962, 244 S.
  291. H. Krüger: Kupferchloridkristallisationen, ein Reagenz auf Gestaltungskräfte des Lebendigen, Weleda – Schriftenreihe 1/1950.
  292. Magda Enquist: Strukturveränderungen im Kupferchloridkristallisationsbild von Pflanzen durch Alterung und Düngung, Lebendige Erde 3, 1961.
  293. Bo D. Petterson (1967): Beiträge zur Entwicklung der Kristallisationsmethode mit Kupferchlorid nach Pfeiffer, Lebendige Erde 18 (1): S. 15–31.
  294. Paul Doesburg, Machteld Huber, Jens-Otto Andersen, Miriam Athmann, Guus van der Bie, Jürgen Fritz, Uwe Geier, Joop Hoekman, Johannes Kahl, Gaby Mergardt & Nicolaas Busscher (2014): «Standardization and performance of a visual Gestalt evaluation of biocrystallization patterns reflecting ripening and decomposition processes in food samples», Biological Agriculture & Horticulture: An International Journal for Sustainable Production Systems, DOI: 10.1080/01448765.2014.993705.
  295. Ernst Klapp: Lehrbuch des Acker- und Pflanzenbaus, Berlin-Hamburg 1958, 503 S.; Edward John Russel: The World of the Soil, London 1957, 242 S.
  296. Rudolf Steiner: Theosophie, Einführung in übersinnliche Welterkenntnis und Menschenbestimmung, GA 9, Dornach 2003.
  297. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S.122: «Man muss die Erde direkt beleben, und das kann man nicht, wenn man mineralisierend vorgeht, das kann man nur, wenn man mit Organischem vorgeht, das man in eine entsprechende Lage bringt, sodass es organisierend, belebend auf das Feste, Erdige selber wirken kann.» (Trzeba bezpośrednio ożywiać ziemię, a nie można tego czynić, postępując mineralnie; można to tylko, postępując organicznie, wprowadzając materię organiczną w odpowiednie warunki, tak by działała organizująco, ożywiająco na samo stałe, ziemiste.)
  298. Rudolf Steiner: Ebd., Vorträge vom 12. und 13. Juni 1924.
  299. Christian von Wistinghausen et al.: Anleitung zur Anwendung der biologisch-dynamischen Feldspritz- und Düngerpräparate, Arbeitsheft 2, Darmstadt 2005, 92 S.
  300. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners – Herstellung und Anwendung, Rüfenacht 2017, Bd. I + II: 748 S.
  301. Ueli Hurter et al. (2018): Biodynamische Präparate-Praxis weltweit – Die Fallbeispiele, Darmstadt, 364 S.
  302. Rudolf Steiner: Wie erlangt man Erkenntnisse der höheren Welten?, GA 10, Dornach 1992.
  303. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  304. Rudolf Steiner: Theosophie – Einführung in übersinnliche Welterkenntnis und Menschenbestimmung, GA 9, Dornach 2003.
  305. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 58: «Wir stehen auch vor einer großen Umwandlung des Innern der Natur.» (Stoimy również przed wielką przemianą wnętrza przyrody.)
  306. Rudolf Steiner: Das Verhältnis der Anthroposophie zur Naturwissenschaft. Grundlagen und Methoden, GA 75, Vortrag vom 17. Juni 1920, Dornach 2010.
  307. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 58: «Wir stehen auch vor einer großen Umwandlung des Innern der Natur.»
  308. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1999, Vortrag vom 13. Juni 1924.
  309. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlage zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1979, S. 42.
  310. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlage zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 15. Juni 1924, Dornach 1999, S. 120.
  311. Rudolf Steiner: Die geistige Führung des Menschen und der Menschheit, GA 15, Dornach 1987, S. 66.
  312. Johann Wolfgang von Goethe: Die Metamorphose der Pflanzen, in: Goethes Werke. Naturwissenschaftliche Schriften, hrsg. v. Rudolf Steiner, Band 1, in: Kürschners Deutsche National-Litteratur, Berlin und Stuttgart 1887 (Reprint Dornach 1975).
  313. «Das Tier wird durch seine Organe belehrt; der Mensch belehrt die seinigen und beherrscht sie», Johann Wolfgang von Goethe: Maximen und Reflexionen, «Aus dem Nachlass – Über Natur und Naturwissenschaft».
  314. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Menschenkunde, GA 107, Dornach 1988, Vortrag «Evolution, Involution und Schöpfung aus dem Nichts», 17. Juni 1909.
  315. Johann Wolfgang von Goethe: Die Metamorphose der Pflanze, Stuttgart 1985, S. 39.
  316. Rudolf Steiner, Ita Wegman: Grundlegendes für eine Erweiterung der Heilkunst nach geisteswissenschaftlichen Erkenntnissen, GA 27, Kap. V. «Pflanze, Tier, Mensch», Dornach 1991, S. 35.
  317. Ebd.
  318. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  319. Rudolf Steiner: Die geistige Führung des Menschen und der Menschheit, GA 15, Dornach 1987, S. 66.
  320. Rudolf Steiner: Das Faust-Problem. Die romantische und die klassische Walpurgisnacht, GA 273, Geisteswissenschaftliche Erläuterungen zu Goethes Faust, Bd. II, Vortrag vom 27. Januar 1917, Dornach 1981, S. 75.
  321. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, A 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 99.
  322. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 49.
  323. Rudolf Steiner: Das Miterleben des Jahreslaufes in vier kosmischen Imaginationen, GA 229, Vortrag vom 5. Oktober 1923, Dornach 1999, S. 62: «So sehen Sie, dass wir durchaus jetzt, wo wir in die Zeit des sprießenden, sprossenden Lebens kommen, nicht sprechen können von geistdurchwobener Materie wie im Winter für die Erde, sondern wie wir sprechen müssen von materiedurchwobenem […] Geist.» (Widzi Pan zatem, że teraz, gdy wchodzimy w czas kiełkującego, pączkującego życia, nie możemy mówić o materii przetkkanej duchem, jak w zimie w odniesieniu do Ziemi, lecz musimy mówić o duchu przetkkanym materią.)
  324. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 82: «Das Kieselige ist der allgemeine äußere Sinn im Irdischen.» (Krzemionka jest ogólnym zewnętrznym zmysłem w tym, co ziemskie.)
  325. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 47/48.
  326. Rudolf Steiner: Das Miterleben des Jahreslaufes in vier kosmischen Imaginationen, GA 229, Vortrag vom 12. Oktober 1923, Dornach 1999, S. 62.
  327. Vgl. Theodor Schwenk: Das sensible Chaos, Stuttgart 2010, 216 S.
  328. Bernd Roßlenbroich: Die rhythmische Organisation des Menschen: Aus der chrono-biologischen Forschung, Stuttgart 1994, 163 S.
  329. Notizbuch Nr. 52, 1921; siehe auch Beiträge zur Rudolf Steiner Gesamtausgabe Nr. 104, S. 63.
  330. Paul Schatz (1898–1979): Anthroposophisch orientierter Mathematiker, Techniker und Erfinder.
  331. A. John Wilkes: Das Flowform-Phänomen: Die verborgene rhythmische Energie des Wassers, Stuttgart 2008, 239 S.
  332. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Fragenbeantwortung vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 104.
  333. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung. – Gunter Gebhard: Geologe und Biologe, langjähriger Oberstufenlehrer an der Waldorfschule Überlingen; jetzt Dozent für goetheanistische Naturwissenschaft und Waldorfpädagogik in Russland und in landwirtschaftlichen Ausbildungsstätten in Deutschland.
  334. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 102.
  335. Rudolf Steiner: Die Schöpfung der Welt und des Menschen. Erdenleben und Sternenwirken. Über die Gerüche, GA 354, Vortrag vom 24. August 1924, Dornach 2000, S. 154.
  336. Ilias Samares: Nachernteverhalten unterschiedlich gedüngter Gemüsesorten mit besonderer Berücksichtigung physiologischer und mikrobiologischer Parameter. Forschungsring für biologisch-dynamische Wirtschaftsweise, Darmstadt 1980, 153 S.
  337. Manfred Klett: Untersuchungen über Licht- und Schattenqualität in Relation zum Anbau und Test von Kieselpräparaten zur Qualitätshebung, Darmstadt 1968, 117 S.
  338. Johannes Klein: Der Einfluss verschiedener Düngungsarten in gestaffelter Dosierung auf Qualität und Haltbarkeit pflanzlicher Produkte. Institut für biologisch-dynamische Forschung, Darmstadt 1968.
  339. Uli Johannes König: «Wissenschaftliche Untersuchungsergebnisse zum Nachweis der Präparatewirksamkeit» in: Markus Hurter (Hrsg.): Zur Vertiefung der biologisch-dynamischen Landwirtschaft, Dornach 2007, S. 157 f.
  340. Rudolf Steiner: Anthroposophische Leitsätze, «Michaelzukunft und Michaeltätigkeit», GA 26, Dornach 1998, S. 94 und 96.
  341. Jochen Bockemühl und Kari Järvinen: Auf den Spuren der Präparatepflanzen, Dornach 2005, 153 S.
  342. Erdmuth-M. W. Hoerner: Die biologisch-dynamischen Präparate, Stuttgart 2019, 512 S.
  343. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners, Herstellung und Anwendung, Rüfenach 2017, 2 Bd. (Bd. 1: 632 S.; Bd. 2: 116 S.).
  344. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 126: «Diese Schafgarbe ist – eigentlich ist es ja jede Pflanze – ein Wunderwerk, aber wenn man wieder eine andere Blume anschaut, dann kommt einem das ganz besonders zu Herzen, was für ein Wunderwerk diese Schafgarbe ist; sie ist ein ganz besonderes Wunderwerk.»
  345. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1999, S. 126.
  346. Ebd., S. 129.
  347. Ebd., S. 126.
  348. Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 53.
  349. Ebd., Notizblatt Nr. 9 im Anhang, S. 271: «Der Humus gestaltet das Untere durch die Erde.»
  350. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 126.
  351. Ebd., S. 128.
  352. Ebd., S. 128.
  353. Vgl. Rudolf Steiner: Von Seelenrätseln, GA 21, Kap. «6. Die physischen und die geistigen Abhängigkeiten der Menschen-Wesenheit», Dornach 1983, S. 158: «In die Sinne erstreckt sich die Außenwelt wie in Golfen hinein in das Wesen des Organismus.»
  354. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 128.
  355. Ebd., S. 129.
  356. Ebd., S. 127.
  357. Ebd., S. 127.
  358. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 47.
  359. Ebd., S. 59.
  360. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Notizblatt Nr. 9 im Anhang, S. 271: «Der Humus gestaltet das Untere durch die Erde.»
  361. Rudolf Steiner: Anthroposophische Leitsätze, GA 26, «Menschheitszukunft und Michaeltätigkeit», Dornach 1998, S. 94f.
  362. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 44.
  363. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 129.
  364. Jochen Bockemühl und Kari Järvinen: Auf den Spuren der biologisch-dynamischen Präparatepflanzen, Dornach 2005, 154 S.
  365. Ebd., S. 82.
  366. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 130.
  367. Matthias König, mündliche Mitteilung.
  368. Ebd., S. 130.
  369. Ebd., S. 129.
  370. Ebd., S. 131.
  371. Erdmut-M. W. Hoerner: Die biologisch-dynamischen Präparate, Stuttgart 2019, S. 320.
  372. Ebd., S. 131–132.
  373. Ebd., S. 133.
  374. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 136.
  375. Ebd.
  376. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 74.
  377. Ebd., S. 75.
  378. Ebd., S. 76.
  379. Ebd., S. 76.
  380. Ebd., Vortrag vom 13. Juni 1924, S. 137.
  381. Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 58.
  382. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 134.
  383. Jochen Bockemühl, Kari Järvinen: Auf den Spuren der biologisch-dynamischen Präparatepflanzen, Dornach 2005, 154 S.
  384. Rudolf Steiner: Ebd., S. 134: «In Bezug auf dasjenige, was dann als Kalzium zutage tritt, ist dasjenige, was an Kalziumstruktur in der Eichenrinde vorhanden ist, das alleridealste.» (Co do tego, co jako wapń dochodzi do głosu, to to, co jako struktura wapniowa jest obecne w korze dębowej, jest rzeczą najidealniejszą ze wszystkich.)
  385. Erdmut-M. W. Hoerner: Die biologisch-dynamischen Präparate, Stuttgart 2019, 512 S.
  386. Istnieje gruntowna praca Jana Alberta Rispensa, poświęcająca całe osobne rozdziały zagadnieniu kory i borku. Podsumowuje on: łyko i asymilujący miękisz korkotwórczy stanowią właściwy pierwiastek liściowy, obumierająca korkowa kora i borek — kwiatowy i owocowy organ pnia. – Jan Albert Rispens: Bäume verstehen lernen, Stuttgart 2018, S. 157.
  387. Vgl. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Fragenbeantwortung vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 147.
  388. Vgl. ebd., Vortrag vom 11. Juni 1924, S. 75: «in das Ununterscheidbare des Weltenalls» (w nieodróżnialność wszechświata).
  389. Jochen Bockemühl, Kari Järvinen: Auf den Spuren der biologisch-dynamischen Präparatepflanzen, Dornach 2005, 154 S.
  390. Siehe hierzu: Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 12. Juni 1924, S. 90.
  391. Hermann von Guttenberg: Lehrbuch der allgemeinen Botanik, Berlin 1952, 641 S.
  392. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 12. Juni 1924, Dornach 1999, S. 94.
  393. Ebd., Fragenbeantwortung vom 13. Juni 1924, S. 147.
  394. Eduard Strasburger: Lehrbuch der Botanik, Stuttgart 1978, S. 422.
  395. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 13. Juni 1924, S. 134.
  396. Ebd., S. 135.
  397. Über die organischen Bildungen, die im höheren Tierreich dem Ausgleich eines ungleichgewichtigen Verhältnisses der polaren Systeme dienen, siehe u.a.: Friedrich A. Kipp: «Bezahnung und Bildungsidee des Organismus», in: Wolfgang Schad (Hrsg.): Goetheanistische Naturwissenschaft, Band 3: Zoologie, Stuttgart 1983, S. 167 f.; sowie Andreas Suchantke: «Polarität und Dreigliederung im Tierreich», in: ders.: Metamorphose – Kunstgriff der Evolution, Stuttgart 2002, S. 137 f.
  398. Rolf Krahmer, Lothar Schröder: Anatomie der Haustiere, Leipzig 1985, 368 S.
  399. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 133.
  400. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners, Herstellung und Anwendung, Rüfenach 2017, 2 Bd. (Bd. 1: 632 S.; Bd. 2: 116 S.).
  401. Rudolf Steiner: Ebd., S. 135.
  402. Ebd., S. 135.
  403. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 60.
  404. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 11. Juni 1924, S. 82/83.
  405. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Dornach 1999, Vortrag vom 13. Juni 1924, S. 137.
  406. Ebd., S. 137.
  407. Ebd., S. 135.
  408. Ebd., S. 136.
  409. Ebd., S. 137.
  410. Johann Wolfgang von Goethe: Faust II, Vers 4656.
  411. Ebd., S. 137.
  412. Jochen Bockemühl, Kari Järvinen: Auf der Spurensuche der biologisch-dynamischen Präparatepflanzen, Dornach 2005, S. 97.
  413. Werner Christian Simonis: Heilpflanzen und Mysterienpflanzen, Wiesbaden 1991, S. 280.
  414. Ebd., S. 282.
  415. Erdmuth-M. W. Hoerner: Die biologisch-dynamischen Präparate, Stuttgart 2019, 512 S.
  416. Johann Wolfgang von Goethe: Faust I, Vers 1939.
  417. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni, Dornach 1999, S. 137.
  418. Ebd., S. 137.
  419. Ebd., S. 137.
  420. Ebd., S. 123–24.
  421. Ebd., S. 137.
  422. Willi Aeppli: Sinnesorganismus, Sinnesverlust, Sinnespflege; Stuttgart 1967; sowie
    Dietrich Rapp, Hans-Christian Zehnter: Die zwölf Sinne in der seelischen Beobachtung – Eine Exkursion, Münchenstein 2019, 253 S.
  423. Rudolf Steiner: Anthroposophie ein Fragment, GA 45, Dornach 2002.
  424. Willi Aeppli: Ebd.; sowie: Dietrich Rapp, Hans-Christian Zehnter: Ebd.
  425. Lothar Vogel: Der dreigliedrige Mensch, Dornach 1979, S. 105.
  426. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 137.
  427. Ebd., Fragenbeantwortung vom 14. Juni 1924, S. 175.
  428. Ulrike Remer-Bielitz: Dokumentation zum Rindgekröse; Forschungsring, Materialien Nr. 8, Darmstadt 2001.
  429. Johannes W. Rohen: Funktionelle Anatomie des Menschen, Stuttgart-New York 1993, S. 287.
  430. Rudolf Steiner: Ebd., Anhang, S. 293.
  431. Rudolf Steiner: Ebd., S. 137.
  432. Rudolf Steiner: Der Mensch als Zusammenklang des schaffenden, bildenden und gestaltenden Weltenwortes, GA 230, Dornach 1993.
  433. Rudolf Steiner: Anthroposophische Leitsätze, GA 26, «Der Mensch in seiner makrokosmischen Wesenheit», Dornach 1998.
  434. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 138.
  435. Ebd., S. 138.
  436. Ebd., S. 138.
  437. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 138.
  438. Rudolf Steiner: Ebd., Vortrag vom 10. Juni 1924, S. 56.
  439. Werner Christian Simonis: Heilpflanzen und Mysterienpflanzen, Wiesbaden 1981, S. 696.
  440. Ebd., S. 593.
  441. Erdmut-M. W. Hoerner: Die biologisch-dynamischen Präparate, Stuttgart 2019, S. 340.
  442. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Kap. «Die Weltentwicklung und der Mensch», Dornach 1989, S. 157 ff.
  443. Rudolf Steiner: Mensch und Welt. Das Wirken des Geistes in der Natur. Über das Wesen der Bienen, GA 351, Vortrag vom 20. Oktober 1923, Dornach 1999, S. 72.
  444. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  445. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  446. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 139.
  447. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners – Herstellung und Anwendung, Rüfenacht 2017, Bd. I + II: 748 S. Siehe auch: Ueli Hurter et al. (2018): Biodynamische Präparate-Praxis weltweit – Die Fallbeispiele, Darmstadt, 364 S.
  448. Krafft von Heynitz, Georg Merckens: Das biologische Gartenbuch, Stuttgart 1994, 351 S.
  449. Pierre Masson: Gartenbau und Landwirtschaft biodynamisch, Aarau 2015, 224 S.
  450. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 139.
  451. Friedrich Scheffer, Paul Schachtschabel: Lehrbuch der Bodenkunde, Berlin 2018, 772 S.
  452. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  453. Rybosomy zbudowane są z rybosomowego RNA. Wywodzą się z jąderka w jądrze komórkowym i tworzą w plazmie organelle odpowiedzialne za tworzenie białka (kosmologicznie jąderko odpowiada Ziemi w mikrokosmosie komórki). Jądro komórkowe odpowiada sferze Księżyca, a błona komórkowa sferze Saturna. Mitochondria posiadają własne nagie DNA, mnożą się w swoim własnym rytmie i mają przede wszystkim zadanie oddychania komórkowego z żelazozawnymi cytochromami. Kosmologicznie mitochondria pozostają w związku z Marsem.
  454. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Gesichtspunkte zur Therapie, GA 313, Vortrag vom 15. April 1921, Dornach 2001, S. 91.
  455. Friedrich Husemann, Otto Wolff: Das Bild des Menschen als Grundlage der Heilkunst, Band II: Zur allgemeinen Pathologie und Therapie, Stuttgart 1991, S. 394.
  456. Ebd., S. 395.
  457. Hermann von Guttenberg: Lehrbuch der allgemeinen Botanik, Berlin 1955, S. 15.
  458. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Gesichtspunkte zur Therapie, GA 313, Vortrag vom 12. April 1924, Dornach 2001, S. 44.
  459. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  460. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  461. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 13. Juni 1924, Dornach 1999, S. 139.
  462. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 14. Juni 1924, Dornach 1999, S. 167.
  463. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  464. Zob. też: Jean-Michel Florin (Hrsg.): Biologisch-dynamischer Weinbau, Dornach 2020, S. 154 f.
  465. Jochen Bockemühl, Kari Järvinen: Auf den Spuren der Präparatepflanzen, Dornach 2005, S. 105.
  466. Ebd., S. 107.
  467. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 83.
  468. Christian von Wistinghausen, Wolfgang Scheibe, Eckhard von Wistinghausen: Anleitung zur Herstellung der biologisch-dynamischen Präparate, Arbeitsheft Nr. 1, Stuttgart 1998, 96 S.
  469. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 14. Juni 1924, Dornach, 1999, S. 167.
  470. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners – Herstellung und Anwendung, Rüfenacht 2017, Bd. I + II: 748 S.
  471. Christian von Wistinghausen, Wolfgang Scheibe, Eckhard von Wistinghausen: Anleitung zur Herstellung der biologisch-dynamischen Präparate, Arbeitsheft Nr. 1, Stuttgart 1998, S. 71.
  472. Siehe hierzu: Ulrich Meyer: «Optimierung der Kieselsäure-Extraktion aus Equisetum arvense – Ergebnisse für die alltägliche Praxis», in: Ulrich Meyer, Peter Alsted Pedersen (Hrsg.): Anthroposophische Pharmazie, Berlin 2016, 807 S.
  473. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  474. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 14. Juni 1924, Dornach 1999, S.167.
  475. Walter Stappung: Die Düngerpräparate Rudolf Steiners – Herstellung und Anwendung, Rüfenacht 2017, Bd. I + II: 748 S.
  476. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 11. Juni 1924, Dornach, 1999, S. 64.
  477. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  478. Gunter Gebhard: Persönliche Mitteilung.
  479. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 60.
  480. Ebd., S.44.
  481. Vgl. Elisabeth Vreede: Astronomie und Anthroposophie, Dornach 1980, S. 75; dieselbe: Über den Planeten Merkur, in: Kalender Ostern 1942–1943, Arlesheim; sowie dieselbe: Texte über Planetensphären in den Rundschreiben 1927–1930(Bearbeitung durch Liesbeth Bisterbosch und Frauke Roloff, Oktober 2020). – Im Zuge dieser Emanzipation des menschlichen Bewusstseins hin zum erwachenden, der Erde zugewandten Selbstbewusstsein kann es verständlich werden, dass eine Verwechselung von den Venus- und Merkursphären stattgefunden hat. Diese Verwechselung betrifft nicht den Planetenkörper als solchen, sondern ihre übersinnlich kraftenden Wirkenssphären, dasjenige, für was seit Urbeginn diese beiden Himmelskörper, Venus und Merkur, als geistig-seelisch wirksame Entitäten standen.
  482. Lievegoed poświęcił wnikliwe studium polarnej trójni nawozowych preparatów i ich odniesieniu do oddziaływania planet oraz procesów życiowych w roślinie i zwierzęciu (Bernhard C.J. Lievegoed: Planetenwirken und Lebensprozesse in Mensch und Erde, Stuttgart 2002, 82 S.). Opisuje on, jak w procesach życiowych roślin preparatowych każda z planet nadsłonecznych stoi w polarnym stosunku oddziaływania z jedną z podsłonecznych — Saturn z Księżycem, Jowisz z Merkurym, Mars z Wenus — przy czym Słońce stanowi każdorazowo ośrodek; jak siły tego polarycznego oddziaływania, wystawione przez osłony ze zwierzęcych organów na działanie zimowych i słonecznych sił, wchodzą w wzmożoną wzajemną grę i zostają zachowane; i jak z tego staje się zrozumiałe to, co Rudolf Steiner opisał jako orzeźwiające, ożywcze, uzdrawiające, strojące się wzajemnie w harmonię, uwrażliwiające procesy w glebie i roślinach.
  483. Zob.: Lothar Vogel: Der dreigliedrige Mensch, Dornach 1979, S. 239.
  484. Zob.: Michaela Glöckler: «Das Nieren-Blasen-System und das Schafgarbenpräparat»; in: Manfred Klett und Markus Hurter (Hrsg.): Zur Frage der Düngung im biologisch-dynamischen Landbau, Dornach 1994.
  485. Siehe hierzu z.B.: Rudolf Steiner: Geistige Hierarchien und ihre Widerspiegelung in der physischen Welt, GA 110, Dornach 1991; sowie: Die geistigen Wesen in den Himmelskörpern und Naturreichen, GA 136, Dornach 1996.
  486. Rudolf Steiner: Esoterische Betrachtungen karmischer Zusammenhänge, Bd. V, GA 239, Vortrag vom 9. Juni 1924, Dornach 1985, S. 166.
  487. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 55.
  488. Ebd., Vortrag vom 13. Juni 1924, S. 138.
  489. Rudolf Steiner: Esoterische Betrachtungen karmischer Zusammenhänge, GA 239, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1985, S. 172.
  490. Rudolf Steiner: Die Geheimwissenschaft im Umriss, GA 13, Dornach 1989.
  491. Jochen Bockemühl: Vom Leben des Komposthaufens, Sonderdruck Elemente der Naturwissenschaft Nr. 29: S. 1–67, Dornach 1978.
  492. Herbert Koepf: Landbau, natur-und menschengemäß. Methoden und Praxen der biologisch-dynamischen Landwirtschaft, Stuttgart 1984, 270 S.
  493. Ebd., 1980.
  494. Uli Johannes König: Ergebnisse aus der Präparateforschung, Schriftenreihe Band 12, Institut für biologisch-dynamische Forschung, Darmstadt 1999, Loseblattsammlung.
  495. Paul Mäder et al.: Erkenntnisse aus 21 Jahren DOK-Versuch. FiBL Dossier: Bio fördert Bodenfruchtbarkeit und Artenvielfalt, Frick 2000, 16 S.
  496. Uli Johannes König: Ergebnisse aus der Präparateforschung, Schriftenreihe Band 12, Institut für biologisch-dynamische Forschung, Darmstadt 1999, Loseblattsammlung.
  497. Ebd., siehe die dortige Literaturzusammenstellung.
  498. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Ansprache vom 11. Juni 1924, Dornach 1999, S. 234.
  499. Rudolf Steiner: Der Jahreskreislauf als Atmungsvorgang der Erde und die vier großen Festeszeiten. Die Anthroposophie und das menschliche Gemüt , GA 229, Vortrag vom 28. September 1923, Dornach 1923, S. 117.
  500. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 20. Juni 1924, Dornach 1999, S. 21.
  501. Siehe hierzu Rudolf Steiner: Die Philosophie der Freiheit, GA 4, Dornach 1995.
  502. Siehe hierzu Rudolf Steiner: Wie erlangt man Erkenntnisse der höheren Welten?, GA 10, Dornach 1992.
  503. Christian Morgenstern: Werke und Briefe. Stuttgarter Ausgabe, Band II, Lyrik 1906–14, Stuttgart 1992, S. 213 f.
  504. Johann Wolfgang von Goethe: Goethes Werke. Naturwissenschaftliche Schriften, hrsg. v. Rudolf Steiner, Band 1, in: Kürschners Deutsche National-Litteratur, Berlin und Stuttgart 1887 (Reprint Dornach 1975): «Einleitung zum ersten Band», S. XXXI.
  505. Por. Rudolf Steiner: Geistige Wirkenskräfte im Zusammenleben von alter und junger Generation; Pädagogischer Jugendkurs, GA 217, Dornach 1988.
  506. Steiner Rudolf: Die geistige Führung des Menschen und der Menschheit, GA 15, Dornach 1987, S. 66.
  507. Rudolf Steiner: Geisteswissenschaftliche Grundlagen zum Gedeihen der Landwirtschaft, GA 327, Vortrag vom 10. Juni 1924, Dornach 1999, S. 42: «Nun, eine Landwirtschaft erfüllt eigentlich ihr Wesen im besten Sinne des Wortes, wenn sie aufgefasst werden kann als eine Art Individualität für sich, eine wirklich in sich geschlossene Individualität.»

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z | 0-9